Dołącz do nas

Felietony Klub

Marketing w GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dziś zapraszamy do kolejnego felietonu Leszka Góreckiego, który w swoim ostatnim tekście (tutaj) pochylił się nad organizację w klubie GKS Katowice. Dziś na tapet wziął marketing. Kolejny raz jest bardzo obszernie. Przypominamy także, że czekamy na Waszą twórczość na mailu gieksainfo[at]gmail.com.

Wracam do Was z nowym tekstem, tym razem nie będzie on o boiskowych sprawach, a o tym, czym GKS mógł się chwalić, czyli marketing. Moje teksty, mimo że mogą urazić pewne osoby odpowiedzialne za omawiane przeze mnie zagadnienia, mają zupełnie odwrotny cel. Ja, jak i cała społeczność, chciałbym dla naszego klubu jak najlepiej! Czasem inny punkt widzenia, może pozwolić spojrzeć z innej perspektywy. Wobec tego zapraszam do lektury. Wierzę, chociaż mam coraz mniej na to dowodów, że w klubie są osoby umiejące spojrzeć krytycznie na swoje działania i nie blokować się w żaden sposób na pomysły z zewnątrz.

Marketing w obecnym świecie czy to biznesu, czy to sportu jest rzeczą nieodzowną, a często nawet priorytetową, bo wiadomo, że jak cię widzą, tak cię piszą. W biznesie oczywistą sprawą jest, że duże koncerny „jadą” na marketingu i renomie bardziej niż na samej jakości produktu, bo pewnie każdy z nas spotkał się z produktem czy usługą dużej marki o średniej jakości i dużo droższym niż lokalny odpowiednik. Sport szeroko rozumiany też nie może przejść obojętnie obok tego tematu. Tournée klubów pokroju Barcelony, Manchesteru, Realu czy PSG po USA, Australii czy dalekim wschodzie, to nic innego jak właśnie sprzedawanie marki na innych rynkach niż tych, na których działają na co dzień. Wyżej wymienione kluby mają kibiców na całym świecie, a podróże w tamte strony to przede wszystkim okazja do zarobienia dużej kasy, pośrednio przez sprzedaż koszulek, gadżetów itd. lub bezpośrednio otrzymując spore kwoty za organizacje obozów w danym miejscu. Wyjątkiem tutaj może być Australia, do której angielskie kluby latają ze względu na swoich fanów, potomków angielskich kolonizatorów. O innych aspektach tej dziedziny myślę, że też nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo tam każda z koszulek na dany sezon ma swoją kampanię, kolekcja sprzętu dla piłkarzy jest przedstawiana jako ciuch life stylowy, żeby zachęcić do jak największych zakupów. Szereg akcji świątecznych, urodzinowych czy charytatywnych robiony jest z ogromnym rozmachem i przywiązuję się do nich ogromną wagę.

Światowy sport i wielkie kluby to wydaje się jednak odległa kraina. Szczególnie gdy spojrzymy na to z perspektywy polskiego, a zwłaszcza katowickiego podwórka. No, ale czy faktycznie? Tutaj oczywiście nie można spojrzeć jednoznacznie, ponieważ trudno oczekiwać, że GKS Katowice grający od 18 lat w pierwszej lidze, w dodatku z dwuletnią przerwą na trzeci poziom rozgrywkowy, pojedzie na tournée po Azji. Natomiast wiele pomysłów niewymagających dużej kasy, można, a wręcz powinno się wykorzystywać w naszych realiach. Wiele dobrego mówiło się latami o marketingu w GieKSie. Warto zadać pytanie, czy słusznie? Ocenie poddam tutaj okres pocentrozapowy, gdyż właśnie wtedy dobrze mówiło się o tym zagadnieniu zwłaszcza w czasie obecności wiceprezesa, a później prezesa, Marcina Janickiego.

Marketing, a GKS

Warto zadać sobie pytanie, co ma dać klubowi sportowemu marketing? Pierwsze myśli to na pewno sponsorzy zarówno ci duzi, jak i mniejsi, budowanie frekwencji, ponadto oczywiście budowa świadomości marki, obecność w social mediach czy w szeroko pojętej przestrzeni publicznej. Jak to faktycznie z tym jest? A może jednak raczej było, ponieważ sporo rzeczy zostało zaoranych przez prezesa Szczerbowskiego. No i cóż może się narażę, ale warto postawić pytanie, czy jego decyzje były słuszne? Jak wiemy, patrzył on na te sprawy w sposób zero-jedynkowy, i jeśli widział, że coś nie przynosi korzyści to, to ciął. Oczywiście marketing to wartość nie do policzenia, a bardziej zobaczenia (co też w wielu przypadkach da się przeliczyć na kliki, lajki, wyświetlenia, subskrypcje itd.). Natomiast należy spojrzeć czy działania marketingowe przełożyły się bezpośrednio na frekwencje? Czy przyciągnęły do klubu sponsorów, co pozwoliło się w jakimś stopniu uniezależnić się od łaski Urzędu Miasta?

Niestety, ale obydwie odpowiedzi na to pytanie są negatywne. Frekwencja przy Bukowej wyraźnie spadła i utrzymuje się na wstydliwie niskim poziomie, tylko od święta wypełniając trybuny. O hali w Szopienicach nie ma co wspominać, bo jak na Mekkę polskiej, a w zasadzie to i światowej siatkówki, jaką jest Spodek, to najmniejsza frekwencja w lidze już zupełną porażką. Jedynie na hokeju hala wygląda przyzwoicie, ale tutaj potwierdza się, że najlepszym marketingiem są wyniki, a poza tym ilość miejsc na lodowisku jest śmiesznie niska, przez co nie wymaga specjalnych starań o kibiców. Piłka kobiet to dosyć specyficzna dyscyplina, skierowana często do innego widza niż piłka mężczyzn czy hokej. W każdym razie w sezonie mistrzowskim stadion solidnie zapełnił się tylko raz – na meczu, który mógł zadecydować o zdobyciu Mistrzostwa Polski. W kolejnym sezonie również nie widać zbyt dużej zmiany.

Jeśli chodzi o sponsorów, to trudno oczekiwać, by osoby odpowiedzialne za akcje z dzieciakami, brały udział z poważnymi podmiotami w sprawie sponsoringu za duże kwoty, natomiast dział sprzedaży, jak to fachowo nazywa się w naszym klubie, to też działania z zakresu marketingu, a osoby za to odpowiedzialne to zazwyczaj marketingowcy z wykształcenia. Oczywiście należy pamiętać o umowie sponsorskiej z AASA, co niewątpliwie było sukcesem, ale to jeden poważny sponsor całkowicie z zewnątrz, który trafił do klubu do czasu STS-u w obecnym roku. Oczywiście zazwyczaj „na klacie” pojawiało się logo jakiejś firmy, ale zazwyczaj były to firmy powiązanego z Urzędem Miasta. Gdy spojrzymy na zespoły siatkarskiej Plus Ligi, to koszulki meczowe przypominają słupy reklamowe, niestety w naszym przypadku wygląda to słabo. Bandy reklamowe też nie są wypełnione w jakiejś ogromnej ilości. W piłce kobiecej podczas transmitowanych meczów w TVP Sport klub również nie potrafi postarać się o większą od standardowej ilości reklam na bandach LED – koszt takiej reklamy jest relatywnie niski w porównaniu do ilości odbiorców.

Wiele akcji przeprowadzonych przez dział marketingu to naprawdę świetna robota. Ponadto wiele z nich trwa cały czas, mimo zmieniających się ludzi odpowiedzialnych za marketing. Zagraj na Bukowej – ta wieloletnia akcja okazała się rewelacyjna pod wieloma względami, o szczegółach nie ma co pisać, przez 10 lat każdy ją poznał. Oby wróciła! Rozdawanie prezentów mikołajkowych przez sportowców w Centrum Zdrowia Dziecka, super sprawa dla dzieciaków w szpitalu, wielokrotne spotkania w szkołach, przedszkolach, regularna obecność na rozpoczęciu roku szkolnego, stanowisko podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, akcje w Centrum Krwiodawstwa.

Sami widzicie, że wiele z tych akcji to nie jest potężny koszt, a bardziej pomysł i działanie. Wiadomo, że wypada rozdać jakieś gadżety, czy słodki upominek, ale na takie akcje fundusze muszą się znaleźć, a i o darczyńców też łatwo. Ten tekst nie powstałby, gdyby było tak dobrze, jak wszystkie te akcje, które wymieniłem. Myślę, że potencjał klubu jako marki jest zdecydowanie większy, potencjał ten zwiększa się ze względu na wielosekcyjność, Katowice jako miasto to również wartość dodana, z jednej strony górniczy charakter, z drugiej miasto zmienia się w nowoczesną metropolię. Dlatego ten tekst będzie bardziej o rezerwach, szansach czy możliwościach, które są, bądź których ktoś mógł nie wykorzystać, jak należy. Co mam na myśli? Przeczytajcie sami.

Głośne nazwiska

Wykorzystanie głośnych nazwisk w promocji klubu. Jak ważne są duże nazwiska wywodzące się z klubu, bądź jemu kibicujące wiedzą w naszych zaprzyjaźnionych klubach: w Zabrzu – Podolski, w Ostravie – Milan Baros, Marek Jankulovski, czy David Pastrnak (gracz NHL), w Trnavie – Martin Skrtel. W Rozwoju Katowice regularnie mogą przywoływać nazwisko Arkadiusza Milika. Szombierki Bytom to Jakub Kamiński – tam za dużo marketingowo z tego jeszcze nie korzystają, bo to też klub o ograniczonych strukturach, ale za to mają korzyść finansową z jego transferu. Jeśli ekipa filmowa Premier League przyjeżdża do Zabrza, przeprowadza rozmowy z Lukasem, trenerem i nagrywa trening i obiekty klubowe, to chyba wystarczająco mówi, ile takie nazwisko daje klubowi. Wartość marketingowa samych klików jest ogromna, a co dopiero gdy odpowiednio się to wykorzysta. Nie wszyscy jednak potrafią korzystać z wizerunku takich osób. Konkretnym tego przykładem będzie Kamil Glik i GKS Jastrzębie, niewiele wspólnych działań tych dwóch stron widać, mimo że Kamil deklaruje się jako kibic Jastrzębian. Oczywiście takich nazwisk na próżno szukać w otoczeniu naszego klubu, bo niewielu naszych wychowanków gra w Ekstraklasie, o reprezentacji czy zagranicznych klubach, nie wspominając. Natomiast czy faktycznie nie ma nikogo, kto mógłby pomóc wypromować klub za granicą?

Pomyślmy… Fajnym przykładem może być tutaj Tomasz Zdebel, podobnie jak Jan Furtok dużo bardziej kojarzony jest w Niemczech niż w Polsce, bo tam spędził praktycznie całą karierę. No ale skąd wyjechał młodziutko wówczas Zdebel? Z Katowic, a dokładnie z GKS-u. Czy kibicuje naszemu klubowi? Oddajmy głos samemu zainteresowanemu: Pochodzę z Katowic, tam się urodziłem, chodziłem do szkoły i grałem w piłkę. To ostatnie stało się dla mnie bardzo ważne. Moim pierwszym klubem był Rozwój, oczywiście jeszcze trampkarskie czasy. Gdy tylko nadarzyła się okazja, przeniosłem się do GKS-u Katowice. Wtedy GieKSa liczyła się w Polsce, miała świetnych, szybkich i dobrych technicznie piłkarzy. Trudno było się nie zachwycać Jankiem Furtokiem albo Markiem Koniarkiem. Cała liga czuła przed nimi respekt, a my, chłopaki z trampkarskich drużyn, patrzyliśmy w tych charakternych gości, jak w święte obrazki. Szanowałem ich, ale największym idolem był dla mnie Andrzej Rudy. Pamiętam taki mecz na Stadionie Śląskim w Pucharze UEFA, GieKSa grała z Glasgow Rangers (2:4). Stałem za bramką i podawałem piłki. Byłem zachwycony, że z tak bliska mogę oglądać znakomitych piłkarzy, ale przede wszystkim widziałem Rudego, właściwie nie spuszczałem go z oka (źródło).

Oczywiście nie jest to jasna deklaracja, że GKS-owi kibicuje, natomiast wspominając o tym i pamiętając dość szczegółowo odległe czasy, można założyć, że może tak być.

Kolejny przykład jest podobny do powyższego. Eugen Polański — wrzucony do worka farbowanych lisów Franciszka Smudy na EURO 2012, chyba nieco przesadnie, bo urodził się w Polsce, posługiwał się językiem polskim. Co łączy go z GieKSą? Jakiś czas temu trafiłem na wypowiedź tego wtedy jeszcze zawodnika Hoffenheim: Jestem z Katowic i lubię GKS. Kiedyś śledziłem ich wyniki regularnie, jak byłem piłkarzem Borussii Mönchengladbach. Kumplowałem się wówczas z Czechem Vaclavem Sverkosem, były graczem Baniku Ostrawa. GKS z Banikiem mają zgodę, ich kibice się lubią. Razem kibicowaliśmy swoim drużynom. Dziś robię to rzadziej, ale włączę czasem Internet, żeby zobaczyć, co się dzieje z drużyną.

Kibicom Sverkosa przedstawiać nie trzeba, bo to wielki kibic Banika, ma tatuaż z herbami GieKSy i Banika. Można łatwo zweryfikować te słowa, a najlepiej zaprosić ich wspólnie.

Niedawno mieliśmy okazję oglądać transfer Sonny’ego Kittela do Rakowa, w jednym z wywiadów powiedział, że jego mama i dziadkowie są z Katowic i możemy założyć, że w Katowicach bywał – oczywiście to też nie oznacza, że sympatyzuje GieKSie (źródło).

W każdym razie te trzy przypadki można spróbować wykorzystać do promocji, budowania społeczności i to bez większych nakładów finansowych. Jakim kosztem stricte finansowym jest wysłanie listu, a w nim koszulki meczowej, miejskiego wydana słynnej gry Monopoly i zaproszenia na mecz? Oczywiście umówić się przy tym na rozmowę, poproszenie o wrzucenie jakiejś fotki na prywatne social media? Ja bym to zrobił w momencie przeczytania, czy wysłuchania takiego wywiadu. Musimy pamiętać o tym, że Niemcy lubią gadżety piłkarskie, a nasze koszulki zazwyczaj są ładne i wpadają w oko. A nóż któryś z niemieckich kolekcjonerów zechce takie coś kupić? Nie wspominając nawet o potencjalnych followersach itd. Czy jest szansa, żeby odwiedzili Katowice i stadion GKS? Skoro Martin Max przyjechał na jubileusz Rodła Górniki (Górniki to malutka dzielnica Bytomia), ściągając przy tym stare legendy Schalke 04, to myślę, że mamy warunki, żeby pomyśleć o takich gościach – zwłaszcza w perspektywie otwarcia nowego stadionu.

Skupiłem się tutaj na piłce nożnej a GKS to także zapasy, hokej i siatkówka. Czy przy tych dyscyplinach jest, gdzie uderzyć, żeby skorzystać ze słynnych nazwisk? Oczywiście, że tak.

Przez 2 lata naszych barw bronił Matias Lehtonen — każdy kibic docenia umiejętności tego hokeisty, przecież mocno przyczynił się do dwóch Mistrzostw Polski, ale to i tak niewiele przy karierze jego brata Mikko. Starszy z braci jest dwukrotnym mistrzem świata (2019, 2022) oraz mistrzem olimpijskim. To duża sprawa w hokejowych warunkach. Czy można być ten wątek mocniej pociągnąć przez nasze media? Myślę, że tak skoro była nawet okazja do rywalizacji dwóch braci w hokejowej Lidze Mistrzów. Aż prosiło się wtedy o dłuższą, nieco ekskluzywną rozmowę z dwoma hokeistami. Matthias Płachta, syn Jacka naszego trenera, to znów w hokejowym świecie poważne nazwisko – gwiazda DEL – hokejowej Bundesligi, do tego srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w 2018, a także uczestnik Mistrzostw Świata elity. W przypadku gdy jego ojciec jest naszym trener z dużymi sukcesami, pochodzi Katowic i to nasz człowiek, to logicznym wydaje się, żeby wykorzystać te powiązania, bo do tej pory niczego takiego nie było. Zostając w wątku hokeja, to chyba każdy z nas widział Davida Pastrnaka z Boston Bruins w koszulce GieKSa&Banik na wyjeździe w Pradze. Fajnym przykładem, jak można pewne rzeczy wykorzystać, to obecność Jaromira Jagra na finale play-off w 2022 roku. Rzucił pierwszy krążek, otrzymał koszulkę, do tego jakiś gadżet i… wystarczy. Od takich rzeczy można zaczynać.

Kiedy myślimy o siatkówce i Katowicach to pierwsza rzecz, jaka z tym się kojarzy to oczywiście Spodek, Mekka siatkówki. Myślę, że miejscy włodarze liczyli na to, że siatkarska GieKSa będzie przedłużeniem tego, co w Spodku dzieje się podczas meczów reprezentacji. Jak bardzo przestrzelone to były rokowania, świadczy to, że na hali w Szopienicach wieje wiatr, a większa ilość widzów jest wtedy, gdy przyjadą kibice gości z Kędzierzyna, Zawiercia czy Jastrzębia. Mecze GieKSy w Spodku zdarzają się od święta i to niestety dosłownie (jak w Wielkanoc), zazwyczaj z mało medialnymi rywalami. W każdym razie znów możemy zapytać: czy jest kogo wykorzystać, żeby zrobiło się bardziej medialnie? Obecnym kapitanem naszej drużyny jest Jakub Jarosz — wielokrotny reprezentant Polski z sukcesami, a ja śledzący dosyć regularnie social media klubowe, nie pamiętam jakiejś obszernej rozmowy z tym siatkarzem. Mam na myśli tutaj rozmowę szerszą i dłuższą aniżeli omówienie spotkania, okresu przygotowawczego itd. Ponadto jest Grzegorz Kosok, wychowanek naszego klubu, co prawda w piłce nożnej, natomiast to również świętujący sukcesy w lidze czy reprezentacji siatkarz, który też mógłby poopowiadać o siatkówce, o mieście, klubie itd.

Zapasy swego czasu to była wizytówka naszego klubu, regularni olimpijczycy, a także medaliści, to zawodnicy naszego klubu. Andrzej Supron to srebrny medalista z Moskwy, ponadto wielokrotny medalista Mistrzostw Świata, Europy i Polski. Zapaśnik ten to bardzo medialna postać i, co warte podkreślenia, często pojawia się przy okazji promocji zapaśniczego GKS-u, wręcza nagrody na zawodach. Robi to często w naszym dresie i zawsze ciepło wypowiada się o naszym klubie – świetnie! O to w tym chodzi.

Jak powyżej można przeczytać, wiele jest punktów zaczepienia, z których trzeba próbować korzystać. Jasną sprawą jest, że nie każdy będzie zainteresowany, ale tego się nie dowiemy, dopóki nie spróbujemy.

Imprezy międzynarodowe

Przejdźmy dalej, bo przecież jako klub mieliśmy okazje organizować imprezy międzynarodowe na naszych arenach. Europejskie puchary w hokeju i piłce kobiet to kolejna sprawa, którą można było odpowiednio wykorzystać, żeby pokazać się za granicami kraju jako drużyna, miasto, kibice i organizacja.

Hokejowa Liga Mistrzów

Szansa została zaprzepaszczona na samym początku, kiedy nie podjęto starań organizacji spotkań w Spodku. Hala na pewno przyciągnęłaby wielu fanów hokeja, którzy przyszliby dla samej dyscypliny, a przy odpowiedniej mobilizacji byłaby w stanie wypełnić się dosyć mocno. Finalnie skończyło się na Jantorze, który wiadomo, gdzie się znajduje. Osobną sprawą był bojkot, który spowodował, że hala nie była wypełniona ani razu w 100 proc., nie mówiąc o zyskach, bo ciężko o nie, kiedy 1/3 biletów została rozdana, a obowiązkowo na mecze musiały stawić się drużyny piłkarzy, piłkarek i siatkarzy. Pamiętajmy też, że taki turniej to koszt sam w sobie, do którego federacja nie dokłada. Klub oczywiście próbował stworzyć atmosferę święta, ale klimat był przy tym ciężki, więc rewelacji być nie mogło. Natomiast też nie uważam, by zalewała nas jakaś niesamowita liczba materiałów promujących wydarzenie. Wydano kilka gadżetów okolicznościowych, jak kubki, mini koszulki, mini kije, wyroby szalopodobne (sam nie wiem, jak to coś nazwać), a także smycze, które raczej wykorzystywane były do akredytacji czy identyfikatorów podczas imprez, a nie codziennego noszenia. Wydano również napoje typu energy-drink. Zabrakło zwykłych koszulek, a przede wszystkim programów meczowych poświęconych całemu turniejowi CHL w formie skarbu kibica, z tabelami do wpisywania wyników, zdjęciami drużyn, kadr zespołów i po prostu ciekawostek. Takie wydania często wartość zyskują po latach. Czy to był zbyt duży koszt? Z pewnością nie, a potencjalni sponsorzy czy partnerzy do takie wydawnictwa na pewno by się znaleźli.

Sprawa Ligi Mistrzów została na starcie przegrana przez brak gry w Spodku, co znacząco mogłoby pomóc w tym, żeby i w tym roku Mistrz Polski grał w CHL. Reszta działań to wykorzystanie tego, co pozostało, natomiast brakowało tutaj fachowego podejścia do zagadnienia.

Turniej eliminacyjny kobiecej Ligi Mistrzów

Od bardzo dawna nie było nam dane gościć europejskich pucharów przy Bukowej. Czy ktokolwiek po słynnym eurowpierdolu (być może pierwszym w historii kraju) z Cementarnicą Skopje, spodziewał się, że kolejna taka szansa przyjdzie za 20 lat, a w dodatku będzie to drużyna kobiet? Dodatkowym bodźcem do śledzenia tego wydarzenia było także to, że najprawdopodobniej to ostatnia szansa na międzynarodowe widowisko na Bukowej. Jeśli chodzi o organizacje, to na pewno było łatwiej, z tego względu, że UEFA wykładała środki, a Bukowa też nie wymagała dodatkowych inwestycji. Zasady turnieju zakładały cztery mecze. O aspektach sportowych nie ma co się rozpisywać, bo nie tego dotyczy ten tekst.

Całe to wydarzenie można ocenić dwojako. Opinia zewnętrzna ocenia to całkiem dobrze, chwaląc otoczkę, promocję wydarzenia — ilość akcji, klipów, ulotek, bannerów czy reklam był naprawdę spory. Filmik w języku angielskim z Nicole Zając, jako lektorem, to również super sprawa, bo jej biegłość w posługiwaniu się tym językiem wyszła w tym przypadku bardzo dobrze. Piłkarki bywały na rynku czy na meczach piłkarzy rozdając zaproszenia na mecz. Klub uznał, że to odpowiedni czas, żeby na mecze piłkarek wprowadzić bilety. Cena 10 zł była tutaj jak najbardziej na miejscu. Na spotkaniu z Anderlechtem było nas 1965. Organizacja samego turnieju również wypadła dobrze, były punkty gastronomiczne na meczach. Fajnie opakowano to w mediach klubowych, były transmisje z kilku kamer, dwóch komentatorów. Co do gadżetów okolicznościowych klub nie mógł za bardzo podziałać ze względu na brak możliwości użycia oficjalnego logo Champions League.

Sama frekwencja to średni wynik — osoby odpowiedzialne za promocję wydarzenia z klubu uważały, że być może potrzebne będzie otwarcie Blaszoka. Można było liczyć na dużo lepszy wynik, gdyby odpowiednio zmobilizowano kibiców, skoro ci raptem kilka dni wcześniej potrafili pojechać do Bielska-Białej w ponad 3000 osób. Nie udało się pobić rekordu frekwencji na klubowym meczu piłki nożnej kobiet w Polsce, a to już porażka. Miejmy na uwadze, że to mogła być jedna z ostatnich szans na bicie takiego rekordu. Pogoń Szczecin ma dużo większe zaplecze kibicowskie niż my, Lech Poznań powoli wspina się po szczeblach ligowych, a w ich przypadku kilka tysięcy nie będzie większym problemem. Zwieńczeniem imprezy były obszerne kulisy z całego turnieju. Podsumowując — impreza została bardzo fajnie opakowana, natomiast w mojej ocenie promocja skupiła się bardziej na eksponowaniu miasta czy klubu niż samego turnieju w postaci meczów piłkarskich. Podobnie jak w przypadku hokejowej Ligi Mistrzów zabrakło programu turniejowego z kadrami zespołów i rysem historycznym. Brak wydania w formie papierowej to jedno, ale na próżno było szukać kadr zespołów na klubowych socialach. Wideo poturniejowe było obszerne, ale też praktycznie nie było tam rozmów z zawodniczkami drużyn przyjezdnych, a to też wypadałoby w takie materiały wrzucić.

Puchar Kontynentalny

O organizacji samego turnieju niestety nie możemy nic napisać, bo klub ani miasto nie zdecydowały się na organizację imprezę. Jak mantrę powtarza się, że w Spodku taka impreza jest ciężka do zorganizowania, bo trzeba sprawę załatwić odpowiednio wcześniej ze względu na napięty terminarz. Koszt takiej zabawy również nie jest mały. W każdym razie chciałoby się, żeby miasto poszło czasem Va Banque i zdecydowało się zarezerwować Spodek w odpowiednim terminie i podjęło się organizacji takiego turnieju w Katowicach. Jak już przy samym turnieju jesteśmy, jak najbardziej należy pochwalić obecność klubu w Cortinie. GieKSik chodzący po mieście i częstujący śląskimi słodyczami, rozdawano broszury promujące miasto i widać było, że robiło to wrażenie na mieszkańcach włoskiego kurortu. Turniej finałowy odbył się w walijskim Cardiff. Nasz klub zgłosił kandydaturę i co ciekawe wyznaczono do tego Satelitę, natomiast brak oficjalnej wzmianki o chęci kandydatury wiele mówił o „staraniach”.

Mecz pucharowy z Górnikiem Zabrze

To wydarzenie to zdecydowanie mniejsza skala wydarzenia, niż te powyższe, ale widownia, która była, a raczej powinna być, powoduje, że mecz ten znalazł miejsce w tym zestawieniu. Brak kompletu na takim meczu to bardzo duży kamień do ogródka osób za to odpowiedzialnych. Oczywiście, pora meczu nie była idealna, bo 21.00 dla ludzi, którzy pracują od 6:00 kolejnego dnia, równała się urwaniem części nocy. Ale to jednak mecz derbowy, do tego z naszą zgodą. Nie dopisali również goście, bo ich liczba też nie była żadną rewelacją, ale patrzmy na siebie. Klipy i posty promujące ten mecz, mimo że wykonane dobrze, wypuszczane zostały dopiero w poniedziałek na 2 (!) dni przed meczem, a przecież poprzedni mecz u siebie graliśmy w piątek, 12 (!) dni wcześniej z Zagłębiem Sosnowiec. Tak naprawdę od soboty klub powinien był ruszyć ze wzmożoną promocją tego spotkania. Była orkiestra górnicza, fajnie wpisująca się w historię obydwu klubów. Polityka biletowa na to spotkanie to też sporo błędów. Bilety w pakiecie de facto okazały się dwoma biletami kupionymi razem, bez żadnej promocji cenowej. Wejście na Blaszok w cenie biletów na Trybunę Główną — sami przyznacie, że można było to zrobić lepiej. W efekcie wielu ludzi bardzo mocno żyjących klubem nie czuło klimatu zbliżającego się święta. Dla kibiców Górnika czekał dodatkowy punkt cateringowy w okolicach sektora 6, co należy pochwalić. Niestety nie mieli, gdzie usiąść, a i na to miejsca by przecież wystarczyło. Bez komentarza pozostawię fotkę rzecznika prasowego z Janem Urbanem i żartem o liczbie meczów w La Liga. Przegraliśmy 0-4 w meczu derbowym, a część ludzi chyba zapomniała, że mimo zgody takie mecze chcemy wygrywać…

Social Media

Dużym zainteresowaniem cieszą się klubowe media. Dotyczy to zarówno naszego klubu, jak i większości klubów sportowych w zasadzie na całym świecie. Spójrzmy więc, jak wygląda to na naszym podwórku. Klub jest bardzo aktywny w sieci — wspólne konto na YouTube i Instagramie, oddzielne konta dla sekcji na Twitterze (X) i Facebooku. Pomysł ten uważam za całkiem rozsądny, ponieważ kibic szukający informacji o konkretnej sekcji ma wszystko w jednym miejscu. Co do YouTube wspólne konto pozwala na większy zasięg filmów. Instagram to głównie zdjęcia i relacje, więc rozdzielanie kont dla każdego zespołu mijałoby się z celem.

Facebook, Instagram czy Twitter prowadzony jest na dobrym poziomie. Ilość i częstotliwość postów jest regularna, ale też nie nachalna, posty są stosunkowo czytelne i treściwe. Grafiki uważam, że przygotowywane są na wysokim poziomie. Mamy odniesienia do meczów historycznych, przypomnienia o urodzinach naszych legend. W tygodniu przypominane są ciekawe wydarzenia z weekendu. Bardzo fajnym pomysłem jest przygotowanie grafik jako motywów przewodnich na topowe mecze jak derby z Ruchem czy Górnikiem. Podobnie do tego ma się kwestia profili sekcji. Piłka nożna to kolor żółty, siatkówka – zielony, hokej znów na czarno. Do czego można, a w zasadzie należy się przyczepić, to ostatnimi tygodniami wkurzająca wręcz liczba postów reklamujących sklep czy ofertę tego sklepu. Uważam, że sklep powinien mieć osobny profil, a na sportowych profilach od czasu do czasu mógłby znaleźć się odnośnik. Na pewno nie w takiej liczbie, jak ma to miejsce obecnie. Często wrzucane są też krótkie klipy z treningów, jednak dobór tych filmików mógłby być lepszy — wybrać bardziej dynamiczne ujęcia, gdzie padają bramki, są parady bramkarzy, a nie rozgrzewka. Galerie z meczów wrzucane są regularnie, a jakość ich również stoi na wysokim poziomie, dzięki czemu Instagram wygląda bardzo dobrze. Bywa wesoło, bywa poważnie, jak dla mnie wszystko jest na odpowiednim poziomie, relacje również przyciągają. Działalność na Twitterze to tak naprawdę skrócona długość postów z Facebooka, bo taka też jest specyfika tego portalu. Brakuje krótkich form wyjaśniających daną sytuację, np. dla uspokojenia opinii publicznej. Przykładem niech będzie tutaj komunikacja podczas zimowych kolejek z Arką i Miedzią. Nie każdy wie, w jaki sposób działa podgrzewana murawa, co dzięki niej można zyskać, a z czym sobie nie poradzi. Myślę, że gdyby klub wrzucił odpowiednią informację, ucięłoby się spekulacje, domysły.

Zwieńczeniem mediów społecznościowych naszego klubu jest oczywiście profil na YouTube. Uważam, że ilość i jakość przygotowywanych filmów to dobry poziom na tle tego, co możemy oglądać w polskich mediach klubowych. Zerkam od czasu do czasu na kanały YouTube innych zespołów, jak chociażby Górnika Zabrze i porównując ich klipy do naszych, to wypadamy lepiej. Oczywiście każdy ma swój odrębny styl, natomiast patrząc pod kątem jakości ujęć i montażu, to jest naprawdę dobrze. Coraz więcej jest ciekawych pomysłów na kulisy meczowe, jak np. w poprzednich sezonach pokazanie przygotowania do meczów poprzez fizjoterapeutów czy kierowników piłki nożnej, hokeja. Kibic mógł zobaczyć, jak wygląda tło tego, co widzimy na tafli czy boisku. Filmy z kulisami zdobycia mistrzostwa przez hokeistów czy piłkarki, to też naprawdę kapitalna robota i oglądało się to świetnie. Natomiast nie byłbym sobą, gdybym do czegoś się nie doczepił. O samej jakości tych klipów można wypowiadać się tylko i wyłącznie bardzo dobrze, ale w mojej ocenie można doczepić się do treści samych klipów. Widoczny jest brak rozeznania, znajomości ludzi związanych z dyscypliną czy nawet samej dyscypliny, ale też samego czucia tego, w którą stronę poprowadzić rozmowę. Podczas meczu z Wisłą Płock rzecznik rozmawiał z dziennikarzem z Japonii o Shibacie, aż się prosiło, żeby wspomnieć, że mamy w klubie hokeistę z tego samego kraju. Przykładem tego może być rozmowa z jednym z kibiców przed meczem piłkarzy, którym okazał się Jacek Furtok – syn Jana. Niestety rozmowa wyglądała tak, że… nie zdawano sobie sprawy, z kim się rozmawia. Brakuje rozmów z naszymi byłymi zawodnikami, gdy gramy z obecnymi drużynami. Przyjechał Bartłomiej Spałek – fizjoterapeuta Górnika, syn naszego wieloletniego fizjo – Wojciecha, a przede wszystkim nasz kibic, a nikt z nim nie porozmawiał. W tym samym meczu grał także Paweł Olkowski, który seniorską karierę rozpoczynał w Katowicach. Takich okoliczności jest naprawdę dużo, a takich rozmów niestety nie ma. Fajnym pomysłem jest obecny format kulis hokejowych, jako rozmów z zawodnikiem jako tło samego meczu, tyle że te rozmowy są miałkie, niewiele w nich hokejowych smaczków, a pytania są dość standardowe. Igora Smala należało wypytać o jego przygodę w Szwecji, bo wiemy, co to oznacza w świecie hokeja, nie mówiąc już o tym, że można było go zapytać o wyjazd z kibicami do Bielska. Jak wyżej napisałem — w obecnym sezonie mamy nie lada gratkę w postaci dwóch Japończyków w klubie —Shun Shibata i Shigeki Hitosato. Przecież to samograj — możliwości nagrania wspólnego wywiadu, przygotowania tradycyjnego sushi itd. Finalnie skończyło się na… jednej fotce, bo Hitosato przyszedł na mecz piłkarzy i sam zszedł na murawę, by zapoznać się z piłkarzem. Skoro można wykorzystać Christiana Alemana do tworzenia filmów opisujących nasz stadion, co stoi na przeszkodzie na szerszy materiał z naszymi dwoma sportowcami z kraju Kwitnącej Wiśni? A przecież chyba każdy z nas wie, jak pozytywny oddźwięk może mieć taki materiał w samej Japonii, a to znów lajki, wyświetlenia itd.

Osobną kwestią są wywiady przeprowadzane przez rzecznika czy inne osoby za to odpowiedzialne. Pytania są formułowane w taki sposób, że albo od razu sugerują odpowiedzieć, albo pytany musi sam wydedukować, o co został zapytany. Ponadto są to pytania najbardziej oczywiste, jakie można by zadać, np. „wygraliśmy 1-0, co możesz powiedzieć o spotkaniu?” Ręce opadają… Część kibiców zrezygnowała z oglądania takich rozmów, bo są nudne i przewidywalne. Co gorsze mam wrażenie, że i sami rozmówcy nie za bardzo chcą odpowiadać. Kolejną kwestią, którą warto przemyśleć to podcasty. Klub ma sporo zawodników, by stworzyć cykl dłuższych rozmów, które kibic mógłby sobie odtwarzać w dowolnym momencie, bez potrzeby patrzenia w ekran, jak ma to miejsce w kulisowych rozmowach.

Koszulki meczowe

W tekście wspominałem już o koszulkach meczowych. Śmiało możemy stwierdzić, że zazwyczaj trykoty przygotowane są bardzo starannie. Szczególnie te hokejowe charakteryzują się świetnymi pomysłami, a co warte dodatkowego podkreślenia, to nawiązanie do historycznych strojów, tradycji naszego klubu czy miasta. Dzieje się tutaj naprawdę dużo, więc nic tylko przyklasnąć. Piłkarki grają w takich samych modelach, co piłkarze, co też wygląda dobrze. W piłkarskich koszulkach jest sporo pomysłu, mieszanie między pasiakami a koszulkami jednolitymi, pojawiają się nowe elementy, odnośniki do tradycji, ale co najważniejsze nie ma w tym wszystkim przesady i zawsze jest przygotowane to zgodnie z barwami. Kapitalnym pomysłem i wykonaniem okazały się ostatnie koszulki na derby z Ruchem, nawiązujące do rywalizacji w finale Pucharze Polski z Niebieskimi.

GieKSik

Chyba każdy pamięta, jak latami mówiło się o braku maskotki klubowej. Ktoś wpadł na pomysł by taką maskotką była postać trochę podobna do bohaterów bajki Bolek i Lolek. Wybór padł na GieKSika. Mimo obaw pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Uśmiechnięta buzia powoduje sporo radości wśród dzieciaków, a i dorosły też się uśmiechnie. Oczywiście wypełnienie tej maskotki przez lata się zmieniało. Natomiast osoby, które robiły to zazwyczaj też dobrze się w tej roli czuły, co przekładało się na pełen obraz GieKSika. Maskotkę widać przy większości wydarzeń, tworzone są maskotki, koszulki i różne gadżety z tym związane. Zazwyczaj ubiera też koszulkę zgodnie z meczem danej sekcji, a gdy trzeba to garnitur. Dzisiaj już nikt nie wyobraża sobie, by mogło go kiedyś zabraknąć. Dużą wtopą ze strony marketingu był GieKSik bez koszulki w Bielsku. Wyszło to fatalnie. Myślę, że wiele osób ze mną się zgodzi, że lepiej by było, gdyby nie było go wcale. W myśl zasady — jak coś robisz, rób to dobrze. O obecności tego dżentelmena we Włoszech pisałem powyżej – ubiór też był odpowiedni.

Podsumowanie

Marketing w naszym klubie ma już określoną renomę, przez co i wymagania kibiców są coraz większe. Po rządach poprzedniego prezesa, który wyciął cały dział, czas na odbudowę i pobudkę ze snu zimowego. Podstawy są solidne, a materiału i narzędzi do pracy też nie brakuje. Wchodzimy w rok z bardzo dużym wydarzeniem w historii klubu. Pracujmy od dziś, aby zapełnić nowy stadion. Czas ucieka bardzo szybko, a działań nie ma zbyt wiele. Choć nie można nie zauważyć pewnej odwilży w postaci nowych osób w dziale marketingu.

Chciałbym, żeby ktoś przemyślał temat wspólnej burzy mózgów z kibicami. Sympatycy naszego klubu odwiedzają hale, stadiony czy lodowiska w Europie. Ktoś inny być może interesuje się takimi zagadnieniami i ma wiele pomysłów, które warto wprowadzić również w Katowicach. Może warto wprowadzić jakiś panel w dowolnej formie, by podsyłać pomysły do osób za to odpowiedzialnych?

Pozdrowienia!

Leszek Górecki

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Pablo1983

    3 lutego 2024 at 07:06

    Powiem tak zrobiłeś artykuł na 10 minut czytania co kompletnie nie trzyma się dupy i w większości jest słaby.Jestem 35 lat kibicem Gieksy za każdym razem na meczu u siebie (nie licząc ostatnie pół roku bo stwierdziłem jak jest górak nie zobaczą mnie tam).Piszesz o frekwencji a jaka ma być jak widzisz piłkarzyków koło 30 co mają wszystko w dupie…do tego klub podnosi ceny biletów na tzw mecze VIP tłumacząc się że to jest wina organizora i policji.Teraz płacisz 30 zł jedziesz oglądasz drużynę której nie dość że się nie chcę to po prostu umiejętnościami jest za słaba.Chcesz się napić piwa i zjeść to jak chcesz usiąść to patrzysz na toy toy i ludzi wokół i to pakiet za 30 zł.Na sam koniec 25 lat temu nie trzeba było reklamy wizerunkowej tego klubu bo wystarczyło jechać i zobaczyć Ledwonia Krzysia Maciejewskiego Borawskiego itd to umierali za ten klub…

  2. Avatar photo

    dzbanek

    16 lutego 2024 at 11:25

    Fajny artykul.
    Widac,ze cos sie zmienia na plus w marketingu,jednakże poziom gry też musi się zmienić na lepszy bo bez tego dobijemy do pewnego poziomu(niekoniecznie wysokiego) i to bedzie koniec calej zabawy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga