Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa pozostaje na zwycięskim szlaku!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Mistrzynie Polski mają przerwę w rozgrywkach ze względu na mecze reprezentacji Polski. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra w Katowicach z APLG Gdańsk, czwartego listopada o godzinie 12:45. Bezpośrednią transmisję z tego meczu będzie można zobaczyć na kanale TVP Sport. Piłkarze przegrali kolejne spotkanie ligowe, tym razem z Polonią Warszawa 0:2. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę (piątego listopada) o godzinie 15:00 zespół rozpocznie kolejne spotkanie ligowe, na wyjeździe ze Stalą Rzeszów.

Siatkarze po dwóch ligowych przegranych 0:3 (z Treflem i w ubiegłym tygodniu z Projektem) dzisiaj podejmą w hali w Szopienicach Ślepsk Malow Suwałki. Spotkanie rozpocznie się o 17:30, transmisję przeprowadzi kanał Polsat Sport. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się jeszcze z Wartą Zawiercie (w niedzielę, piątego listopada od godziny 17:30).

W ubiegłym tygodniu zespół hokeistów rozegrał dwa spotkania, z Ciarko Sanok oraz z Energą Toruń. W obu spotkaniach wygrała GieKSa, odpowiednio 5:2 i 3:2. W tym tygodniu drużyna rozegra jedno spotkanie, w piątek (trzeciego listopada) z Zagłębiem w Sosnowcu. Nasz zespół przewodzi w ligowej tabeli, do tej pory nie zaznał goryczy porażki.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Sytuacja GieKSy nie jest katastrofalna!

Prezes GKS-u Katowice Krzysztof Nowak przekonuje, że drużyna poradzi sobie z kryzysem.

Po zremisowanym meczu z Górnikiem Łęczna trener Rafał Górak pojawił się na konferencji prasowej w nieco lepszym humorze niż po poprzednich spotkaniach, w których GKS nie wygrywał. Remis został wywalczony przez katowiczan, którzy odrobili straty, co z pewnością ucieszyło sztab szkoleniowy. Opiekun GieKSy stwierdził, że chciałby widzieć tak grający zespół w każdym kolejnym spotkaniu, bo to przyniesie w końcu upragnioną wygraną. Tak duży powiew optymizmu oczywiście był nieco przytłumiony przez wynik, jednak widać było w trenerze Góraku ulgę. Zapytaliśmy prezesa klubu Krzysztofa Nowaka, czy on również podziela odczucia trenera po niedzielnym meczu, który koniec końców był szóstym spotkaniem bez zwycięstwa w lidze dla GKS-u.

– Czuję ten powiew optymizmu. Przegraliśmy cztery mecze (w tym pucharowy z Górnikiem Zabrze – red.) z różnych przyczyn. Mało kto analizuje to w taki sposób, że mieliśmy sporo żółtych, czerwonych kartek. Chodziło o podstawowych zawodników. Mieliśmy też kontuzje, więc w zasadzie rozsypała nam się cała linia obrony – powiedział sternik katowickiego klubu.

– Nie zwraca się na to uwagi, że Górnik nie przegrał żadnego meczu, że to my byliśmy drużyną przeważającą i zdobyliśmy bramkę wyrównującą. Do końca chcieliśmy ten mecz wygrać, bo trener Górak stawiał na zawodników ofensywnych. Nasza klubowa ocena rozmija się trochę z oceną kibiców, którzy chcieliby, żeby GKS wygrywał każdy mecz. Przypomnę tylko, że przed sezonem postawiłem cel, aby drużyna znalazła się w strefie barażowej, a w barażach można dokonać wszystkiego. Na teraz mamy 4 punkty straty do tego miejsca.

Z jednej strony 4 punkty straty to niewiele, z drugiej natomiast GKS rozbudził nadzieje kibiców na awans po bardzo udanym początku rozgrywek. Nagły spadek formy spowodował, że fani zespołu z Bukowej zaczęli myśleć o tym, czy nie powinno dojść do zmiany trenera. Rafał Górak na swoim stanowisku jest od 2019 roku i kibice w mediach społecznościowych zaczęli głośno zastanawiać się nad tym, czy nie przyszedł już moment na zmiany.

– Ja biorę pod uwagę wszystkie opinie. Jednak to ja zostałem powołany na funkcję prezesa przez Radę Nadzorczą z polecenia pana prezydenta Marcina Krupy. To ja odpowiadam przede wszystkim za sytuację finansową spółki. Żeby zmieniać trenera, żeby zmieniać sztab szkoleniowy, trzeba mieć plan „B”, plan „C” i tak dalej. Na tę chwilę nie uważam, że trzeba dokonywać jakichkolwiek drastycznych zmian. Jeżeli jakiekolwiek tego typu zmiany mają być podjęte, to musi się to stać tylko i wyłącznie po bardzo dogłębnej analizie i w momencie, gdy będziemy w katastrofalnej sytuacji, w której nie jesteśmy – zaznaczył Krzysztof Nowak.

– Oczywiście rozumiem kibiców, rozumiem ich oczekiwania, bo 20at czekają na ekstraklasę l. Jednak powiem jedno – nie przychodziłem z AZS-u AWF-u Katowice (tam Krzysztof Nowak był dyrektorem przez 12 lat – red.), z klubu, z którym odnieśliśmy międzynarodowe sukcesy, włącznie z medalami olimpijskimi, do GKS-u po to, żeby trwać. Problem jest jednak bardziej złożony, wielowarstwowy. Problem nie leży w potencjalnej zmianie trenera – zakończył prezes GKS-u Katowice, który oficjalnie od sierpnia znajduje się na tym stanowisku. Wcześniej, od lutego 2023 roku, pełnił funkcję wiceprezesa.

To oznacza, że na wielkie zmiany przy Bukowej na razie się nie zapowiada. Polityka powściągliwości często przynosi bardzo korzystne skutki. Niejednokrotnie zauważamy, że polskim klubom, niezależnie od poziomu rozgrywkowego, na jakim grają, brakuje cierpliwości wobec trenerów. Po spotkaniu w Łęcznej znów widać, że GieKSa zmierza w dobrym kierunku. Z pewnością potrzebuje zwycięstwa, żeby odblokować się i zakończyć rok 2023 w dobrych nastrojach. Czy uda się to osiągnąć w najbliższy piątek? Na Bukową przyjedzie beniaminek z Warszawy. Polonia nie radzi sobie najgorzej. Jednak z pewnością jest zespołem, z którym katowiczanie muszą wygrać, jeśli marzą o awansie do ekstraklasy.

– Drużyna jest mocno zmotywowana, jest wkurzona na siebie za to, że w Łęcznej się nie udało. Wchodzimy powoli w kolejną fazę rozgrywek, jestem optymistą i myślę, że ta drużyna wyjdzie z kryzysu – zapewnił Krzysztof Nowak.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Pewna wygrana Projektu z GKS-em Katowice

Siatkarze Projektu Warszawa zapisali na swoim koncie drugie zwycięstwo w sezonie. W meczu 2. kolejki PlusLigi podejmowali przed własną publicznością GKS Katowice. Stołeczni nie dali przyjezdnym większych szans. Podopieczni Piotra Grabana dość pewnie wygrali spotkanie w trzech setach. Najwięcej emocji dostarczyła ostatnia partia spotkania, która rozstrzygnęła się dopiero po grze na przewagi.

Spotkanie zaczęło się od wyrównanej gry punkt za punkt. Przełamanie nastąpiło dopiero po błędzie przełożenia ręki po stronie GKS-u (7:9). Przewaga gospodarzy zaraz się powiększyła, gdyż wśród nich asem serwisowym popisał się Bartłomiej Bołądź. Nie na długo, gdyż katowiczanie dobrze pograli blokiem (10:11). W ataku musiał więc popracować Artur Szalpuk, aby Projekt znów miał cenne trzy oczka z przodu. Jego rywale nie odpuszczali i zbliżyli się po raz kolejny, gdy udaną akcję zanotował na swoim koncie Damian Domagała (13:14). Cały czas to jednak gospodarze utrzymywali się na prowadzeniu i w okolicach końcówki byli bliżej wygranej po nieudanej próbie przebicia piłki na drugą stronę przyjezdnych (14:18). Szczególnie, że kolejnego asa w tej partii dołożył Bołądź. Obyło się zatem bez niespodzianek w końcówce i to Projekt Warszawa triumfował po pewnym ataku Bołądzia (25:18).

Blokiem otworzyli warszawianie partię numer dwa. Po ataku Bołądzia to więc oni znaleźli się jako pierwsi na dwupunktowym prowadzeniu (6:4). Dobrze popracował jednak Lukas Vasina, co w połączeniu z punktową zagrywką Domagały sprawiło, że tym razem to GKS miał dwa oczka z przodu. Nie cieszył się nimi długo, gdyż błąd popełnił Marcin Waliński (12:12). Przez pewien czas trwała wyrównana walka, ale w okolicach końcówki gospodarze popracowali blokiem, dzięki czemu znaleźli się bliżej kolejnej wygranej (19:17). Kontynuowali dobrą grę w tym elemencie, co powiększyło ich przewagę o dodatkowe oczko. Poszli więc za ciosem i znów cieszyli się ze zwycięstwa, o którym zdecydował atak Szalpuka z drugiej linii (25:22).

Od dwupunktowego prowadzenia Projektu zaczęła się kolejna odsłona. Duży udział miał w tym as w wykonaniu Jurija Semeniuka. Do tego doszły skuteczne ataki gospodarzy, po których ich przewaga wzrosła w szybkim tempie do czterech oczek (5:1). Szczególnie, że katowiczanie nie pomagali sobie, popełniając błędy własne. Dzięki Vasinie zdołali się na chwilę zbliżyć do rywali, ale po ataku Szalpuka Projekt znów miał bezpieczną sytuację (12:7). W kontrataku musiał więc popracować Domagała, aby jego zespół zdołał zmniejszyć dystans. Po asie Walińskiego wynosił on zaledwie jeden punkt (13:14). Było to jednak zbyt mało, aby ekipa z Katowic przejęła prowadzenie. W jednej z kolejnych akcji wdarło się bowiem do jej gry nieporozumienie, a do tego Projekt „poczęstował” ją blokiem (18:14). Nie był to jednak koniec emocji, gdyż w aut posłał piłkę Bołądź, przez co drużyny dzieliło tylko oczko. W decydującym momencie asa dołożył Domagała, wobec czego konieczna okazała się gra na przewagi. Mimo tego katowiczanie nie odwrócili losów spotkania i musieli pogodzić się ze swoją porażką po autowym ataku Domagały (24:26).

Projekt Warszawa – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:22, 26:24)

 

sportdziennik.com – Siła wodospadu

Fragmenty dobrej gry to stanowczo za mało, by zdobyć seta z tak renomowanym rywalem.

Siatkarze Projektu Warszawa po wygranej w Rzeszowie na własnym parkiecie pokazali wszystkie swoje walory i dość pewnie wygrali z GKS-em Katowice 3:0. Wszystkie walory były po stronie gospodarzy, którzy atakowali z całą mocą i nie mieli, zwłaszcza w pierwszych dwóch odsłonach, problemów z wypracowanie przewagi. Siatkarzom GKS-u Katowice trudno było odmówić ambicji i wieloma fragmentami nawiązywali wyrównaną grę. W ostatniej odsłonie nawet doprowadzili do gry na przewagi, ale to było stanowczo za mało, by myśleć o urwaniu seta.

Siatkarze GKS-u Katowice doskonale zdawali sobie sprawę ze skali trudności jakie ich czeka w stolicy. Zespół Projektu rozpoczął sezon z wysokiego „C” i wygrał w Rzeszowie. Teraz też uchodził za faworyta, a tymczasem „GieKSiarze” wcale nie zamierzali oddawać pola. Od początku pierwszego seta do stanu 14:13 trwała zacięta walka i gra toczyła się punkt za punkt. W końcu jednak siła ofensywna gospodarzy wzięła górę. Bartłomiej Bołądź i Artur Szalpuk byli niezwykle skuteczni, a na dodatek ten pierwszy był niezwykle groźny w polu serwisowym. Gospodarze w tym elemencie popełnili trzy błędy, ale zaliczyli trzy asy serwisowe. Natomiast goście mieli cztery pomyłki i ani jednego punktu. Gospodarze objęli prowadzenie 18:14 najpierw trzymali tę przewagę, a potem ją tylko powiększyli.

A w kolejnej odsłonie scenariusz się powtórzył znów trwała twarda walka. Dwa skuteczne blok i jeden skuteczny atak sprawił, że gospodarze objęli prowadzenie 21:18 i już go nie oddali do samego końca. Zespół z Katowic wzmocnił nieco siłę zagrywki (jeden as przy pięciu błędach), ale to było stanowczo za mało na tak dobrze dysponowanych gospodarzy.

Po dwóch wygranych odsłon siatkarze Projektu nabrali pewności siebie i z jeszcze większą mocą rozpoczęli. Prowadzili już 7:2 i 13:8, ale goście nie dawali za wygraną i zbliżyli się na punkt (14:13). Wystarczyło chwila słabości i gospodarze prowadzili 18:14. Jednak wszystko się skończyło grą na przewagi, bo Damian Domagała dwoma udanymi atakami doprowadził do remisu 24:24. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy. Niemniej goście zaprezentowali się znacznie lepiej niż w inauguracyjnym meczu na własnym parkiecie z Treflem Gdańsk.

 

HOKEJ

hokej.net – Trwa zła passa STS-u. 15. z rzędu zwycięstwo GieKSy!

Dziewiątej porażki z rzędu doznali hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok. W piątkowy wieczór ulegli mistrzom Polski z Katowic 2:5, a nie najlepiej w bramce gospodarzy zaprezentował się Kristian Tamminen. Dla GieKSy, która jest niepokonana w tym sezonie to 15. zwycięstwo z rzędu.

Po urazach i chorobach do składu drużyny gospodarzy wrócił Lauri Huhdanpää, Mark Viitanen i Sami Tamminen. W ekipie gości zabrakło Grzegorza Pasiuta, Bartosza Fraszko oraz Maciej Kruczka.

Pierwsza akcja w meczu mogła się zakończyć golem dla gospodarzy, lecz Krzysztof Bukowski nie zdołał dobić krążka, który stanął przed Michałem Kielerem. Katowicki bramkarz zdołał położyć się na krążek zanim sanoczanin go trącił w kierunku bramki. W 4. minucie katowiczanie objęli prowadzenie. Strzał Ryana Cooka odbił Kristian Tamminen, lecz dobitka Joony Monto była już skuteczna.

W 15. minucie sanoczanie powinni wyrównać gdy Christian Lindberg wyłożył gumę Konradowi Filipkowi, lecz ten w doskonałej sytuacji nie zdołał pokonać Kielera. Dobitka Alexa Binnera, również padła łupem katowickiego bramkarza.

Na trzy sekundy przed syreną kończącą pierwszą tercję aktualni mistrzowie Polski podwyższyli wynik. Kontrę 3 na 2 wykończył strzałem nad parkanem Sam Marklund.

Na początku drugiej odsłony sanoczanie ponownie powinni zdobyć gola, ale fatalna skuteczność Samiego Tamminena, ponownie dała o sobie znać. W osłabieniu gumę w kontrze 2 na 1 wyłożył mu Mark Viitanen, ale kapitan sanoczan nie może się przełamać kolejny mecz.

Trzeci gol padł w 33 minucie gdy Joona Monto idealnym podanie podczas gry w przewadze obsłużył Santeriego Koponona. Fiński defensor był niepilnowany i mimo wyciągnięcia się jak długi Kristiana Tamminena, bez problemu skierował gumę do bramki.

Dopiero w 35. minucie gola zdobyli gospodarze podczas okresu gry w podwójnej przewadze. Strzał Christiana Lindberga z pierwszego krążka z okolicy bulika wylądował w bramce Michała Kielera.

Czwarty gol dla katowiczan padł na początku trzeciej tercji. Ben Sokay najpierw próbował z jednej strony słupka, następnie z drugiej zdołał zdobyć gola od zakrystii. Kristian Tamminen nie zdołał przypilnować swojego słupka i zostawił lukę co wykorzystał kanadyjski napastnik. 31 sekund później dystans do dwóch goli zmniejszył Lauri Huhdanpää, który trafił w okienko po tym jak gumę mu wyłożył Saku Kivinen po zabraniu jej Cookowi pod bandą.

Wynik ustalił Joona Monto, który w 55 minucie idealnie przymierzył i mocnym strzałem po krótkim rogu z bulika pokonał sanockiego bramkarza.

 

GKS pozostaje na zwycięskim szlaku. 16. zwycięstwo mistrzów Polski!

GKS Katowice pokonał przed własną publicznością KH Energe Toruń 3:2. Dla gospodarzy było to 16. z rzędu ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie. Bohaterem GieKSy został Hampus Olsson, który zdobył dwie bramki w niedzielnym spotkaniu.

W niedzielnym spotkaniu do głosu pierwsi doszli mistrzowie Polski. Drużyna Jacka Płachty dawała popis szybkiego rozegrania krążka, czując się bardzo swobodnie w tercji gości. Nadążenie za forsowanym przez GieKSe tempem było sporym wyzwaniem dla defensywy torunian, czego efektem były wykluczenia nałożone w 6. minucie na Jakuba Gimińskiego oraz w 7. minucie na Eryka Schafera. Pomimo ponad trzyminutowej gry w osłabieniu, drużyna Juhy Nurminena zdołała obronić dostęp do własnej bramki. Walnie przyczynił się do tego swoją dobrą postawą w bramce Mateusz Studziński. Przewaga GKS-u Katowice narastała z każdą sekundą, a większość wydarzeń skupiała się w tercji gości. Wbrew wydarzeniom na lodzie, w 11. minucie trzeci atak „Stalowych Pierników” wyprowadził trójkową akcję. Walkę o krążek na bandzie wygrał Kamil Kalinowski, który do spółki z Patrykiem Kogutem i Michałem Kalinowskim zdołał rozpracować obronę gospodarzy. Inicjator kontry otrzymał świetne podanie i nie miał większych problemów, aby pokonać Johna Murraya. Po zdobytej bramce torunianie nabrali dużo większej pewności siebie, szukając swoich szans w ofensywie. W 18. minucie świetnie w kontrze pograli ze sobą Issakka, Monto oraz Varttinen, jednak przy wykończeniu akcji fińskie trio pokusiło się o jedno podanie za dużo. W 19. minucie krążek po bandzie za bramkę zagrał Jakub Wanacki. Do gumy dopadł Ben Sokay, który indywidualnie wyprowadził grę, a następnie precyzyjnym podaniem obsłużył Hampusa Olssona, który wyrównał stan rywalizacji.

Od obrony osłabienia zmuszeni byli rozpocząć drugą tercję torunianie, bowiem 11 sekund przed końcem pierwszej odsłony spotkania, karą mniejszą został ukarany Szymon Maćkowski. Goście zdołali jednak kolejny raz postawić się sile ofensywnej mistrzów Polski i wybronić kolejną grę w osłabieniu. Swoją dobrą dyspozycję podkreślał Ben Sokay, który pozostawał niezwykle aktywny, szukając kolejnych sposobów na przełamanie toruńskiej defensywy. W 29. minucie katowiczanie w odstępie 30 sekund złapali dwa wykluczenia, za sprawą przewinień Mateusza Bepierszcza oraz Olli Iisakki. Drużyna Juhy Nurminena nie miała większych trudności w zamknięciu broniącej katowickiej trójki. „Stalowe Pierniki” oddały serię strzałów w kierunku katowickiej bramki, jednak albo były to uderzenia niecelne, albo takie z którymi nie miał większych problemów John Murray. W 32. minucie Kacper Maciaś wrzucił krążek spod niebieskiej linii na toruńską bramkę. Tor lotu strzału przeciął zasłaniający golkipera gości Hampus Olsson. Mający ograniczoną widoczność Mateusz Studziński próbował interweniować, jednak ostatecznie po kontakcie z bramkarzem gości krążek wpadł do bramki.

W 43. przewinienie Kamila Kalinowskiego zostało przez arbitrów spotkania wycenione na dwuminutową karę. Kolejny okres gry w przewadze w dzisiejszym spotkaniu nie przyniósł i tym razem bramek. Odpowiednio w 48. i 49. minucie GKS Katowice, kolejny raz wyciągnął rękę do próbujących odrobić straty torunian, łapiąc wykluczenia skutkujące ponad półminutową grą w podwójnym osłabieniu. „Stalowe Pierniki” podtrzymały jednak serię niewykorzystanych przewag i przed wyrównaniem formacji na lodzie nie zdołały wyrównać wyniku spotkania. W 55. minucie Jakub Wanacki wyprowadzał kolejny atak mistrzów Polski. Gdy wydawało się, że akcja straciła na swoim tempie i inicjatywa zostanie przejęta przez defensywę gości, to do krążka doszedł Igor Smal, który podwyższył prowadzenie GieKSy. Trzecie trafienie gospodarzy nie oznaczało jednak końca emocji. W 58. minucie drużynie Juhy Nurminena udało się zamknąć gospodarzy we własnej tercji. Goście próbowali strzałów i pracy na bramkarzu, doszło do zamieszania w którym najlepiej odnalazł się Michał Kalinowski, zdobywając kontaktową bramkę. Niespełna pół minuty po zdobyciu bramki na ławkę kar zawędrował Noah Delmas. Trener Nurminen próbował podwoić przewagę, poprzez wycofanie z bramki Mateusza Studzińskiego, jednak jego podopieczni nie zdołali już odwrócić losów spotkania i musieli uznać wyższość mistrzów Polski, którzy mogli celebrować szesnaste ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga