Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Ze względu na mecze reprezentacji Polski, Orlen Ekstraliga kobiet ma przerwę w rozgrywkach ligowych. Korzystając z pauzy w rozgrywkach, drużyna rozegrała sparing z drugą drużyną zaplecza ekstraligi zespołem Rekordu Bielsko-Biała. Nasza ekipa wygrała 4:2 (2:1). Piłkarki wrócą do ligowego grania w najbliższy weekend: nasza drużyna rozegra swoje spotkanie w niedzielę (16 kwietnia), w Katowicach, z KKP Bydgoszcz. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:00. PZPN ogłosił ramowy harmonogram rundy jesienne Orlen Ekstraligi na sezon 2023/24. Drużyna męska, swój kolejny mecz ligowy rozegra jutro (11 kwietnia) z Odrą Opole od godziny 18:00. W tym tygodniu piłkarze rozegrają jeszcze jedno spotkanie, z Górnikiem Łęczna, w najbliższą sobotę (15 kwietnia) o godzinie 20:00. Oba spotkania zostaną rozegrane na Bukowej.

Siatkarze w czwartek (13 kwietnia) o godzinie 20:30 w Katowicach, rozpoczną mecz ze Skrą Bełchatów o zajęcie 11 miejsca w tabeli PlusLigi. Kolejne spotkanie zaplanowano na wtorek 18 kwietnia w Bełchatowie. Drużyny, która wygra dwa mecze zajmie 11 pozycję w lidze. Klub przedłużył kontrakt z trenerem Grzegorzem Słabym na kolejny sezon rozgrywek.

Po zdobyciu przez hokeistów po drugi raz z rzędu tytułu Mistrza Polski, klub podpisał w pierwszej kolejności nowy kontrakt z trenerem Jackiem Płachtą. Umowa obowiązuje do końca sezonu 2024/25. Prezydent Katowice ostatecznie za zdobycie złotych medali MP, przyznał drużynie 900 tysięcy złotych premii. W mediach trwa podsumowanie zakończonego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Poznaliśmy projekt kalendarza rundy jesiennej sezonu 2023/2024

Poznaliśmy projekt kalendarza na rundę jesienną 2023/2024. Nowy sezon rozpocznie się 19 sierpnia, a runda jesienna Orlen Ekstraligi oraz Orlen I Ligi zakończy się 12 listopada.

19 sierpnia rozgrywki wznowi również II liga oraz CLJ U-17 i CLJ U-15. Spotkania drugiej rundy Pucharu Polski rozegrane zostaną 18 października, a kolejna mecze kolejnej rundy zaplanowano na 18/19 listopada.

 

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 4:2 (2:1)

Liderki ekstraligi zagrały kontrolnie z wiceliderkami I ligi.

Różnica na korzyść ekipy ze stolicy Górnego Śląska oczywiście była widoczna, lecz już nie tak kontrastowa, jak w styczniowym sparingu z udziałem obu zespołów. Wówczas katowiczanki rozgromiły biało-zielone 6:0.

Tym razem bielszczanki musiały mocno popracować w defensywie, a i kilometrów w środku pola trzeba było sporo przebiec, aby przynajmniej postarać się dorównać wyżej notowanym rywalkom. Wprawdzie futbolistki GieKSy zaaplikowały „rekordzistkom” cztery gole, wykorzystując większość z wypracowanych sytuacji, ale biało-zielone potrafiły dwukrotnie się odgryźć.

Wiktoria Nowak (na zdjęciu) kąśliwym uderzeniem wykończyła akcję na skrzydle Anny Zając. Natomiast Klaudia Kubaszek zaskoczyła defensorkę GKS-u agresywnym pressingiem, a bramkarkę gospodyń półgórnym strzałem.

 

sportdziennik.com – Co z Figlem i Kudłą?

GieKSa po dwóch dniach wolnego rozpoczyna dziś przygotowania do meczu z Odrą Opole.

Świąteczna kolejka, rozciągnięta od Wielkiego Czwartku, skończy się dla niej dopiero we wtorek po Lanym Poniedziałku, czyli dokładnie tak, jak przed rokiem. Wtedy też – tu kolejna analogia – Wielkanoc przebiegała u katowiczan w średnich piłkarski humorach, bo po serii 3 porażek przygotowywali się do bardzo ważnego w kontekście walki o utrzymanie spotkania w Olsztynie. Teraz mają na koncie 8 z rzędu występów bez zwycięstwa, ale przynajmniej sytuacja w tabeli nie jest tak trudna, bo plasują się w jej środku, mając wciąż bezpieczną przewagę nad strefą spadkową. No i choć w niedzielę i poniedziałek spotkają się na treningu, nie mogąc myśleć o wolnym, to przynajmniej nie muszą jechać na drugi koniec Polski, bo opolan podejmą przy Bukowej.

W sobotni wieczór katowiczanie co prawda nie przełamali się, ale rozegrali bardzo dobry mecz w Gdyni, remisując z Arką 2:2.

Przyjechaliśmy po pełną pulę. W naszych najlepszych momentach pierwszej połowy dostaliśmy dwa razy „gonga” i musieliśmy dwukrotnie gonić wynik. Nie jest to nigdy łatwe, a mimo to podnieśliśmy głowy, wyszliśmy na drugą połowę, chcąc odrabiać straty. Moim zdaniem przy odrobinie szczęścia mogliśmy nie tylko zremisować, ale też przechylić to na naszą stronę – stwierdził Arkadiusz Jędrych, kapitan GieKSy, którego gol ustalił rezultat na 2:2.

Punkt trzeba było szanować o tyle, że nie brakowało przy okazji wyprawy do Gdyni problemów kadrowych. Na piątkowym rozruchu urazu doznał Rafał Figiel. Środkowy pomocnik przeciążył ścięgno przy kolanie, jest już po badaniu USG i nie wiadomo, czy będzie do dyspozycji na spotkanie z Odrą. Znak zapytania trzeba postawić też przy Dawidzie Kudle. Bramkarz był oczywiście jako jeden z liderów zespołu awizowany do wyjściowej jedenastki, lecz zszedł z rozgrzewki z bólem stawu łokciowego. To przeciążeniowy uraz, z którym zmaga się od jakiegoś czasu i odezwał się przy próbie obrony strzału na rozgrzewce. Niezbędna tu będzie dokładna diagnoza, a między słupkami Kudłę zastąpił młodzieżowiec Patryk Szczuka. Urazem swój występ okupił natomiast Michał Kołodziejski. Stoper, który wskoczył do składu za pauzującego za kartki Grzegorza Janiszewskiego, otrzymał uderzenie w kolano i musiał zostać zmieniony w 83 minucie przez Daniela Tanżynę, ale jego dyspozycyjność przed najbliższym meczem nie powinna być zagrożona, zwłaszcza że nastąpi dopiero za tydzień.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Grzegorz Słaby przedłużył kontrakt z GKS-em Katowice

Nie będzie zmiany na stanowisku pierwszego trenera GKS-u Katowice. W czwartek klub z Górnego Śląska poinformował o przedłużeniu współpracy z dotychczasowym szkoleniowcem na sezon 2023/2024.

Grzegorz Słaby to jedna z najbardziej zasłużonych postaci w historii siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice. Pod jego wodzą w sezonie 2015/2016 GKS zwyciężył w rozgrywkach pierwszej ligi po emocjonującym finale z SMS PZPS Spała i awansował do PlusLigi. Przez kolejne lata Słaby pozostawał w sztabie siatkarskiej GieKSy w roli asystenta kolejno Piotra Gruszki i Dariusza Daszkiewicza aż do objęcia sterów drużyny przed startem sezonu 2020/2021. W sezonie 2021/2022 prowadzony przez trenera Grzegorza Słabego GKS sprawił jedną z największych niespodzianek w swojej PlusLigowej historii, awansując do ćwierćfinału siatkarskich mistrzostw Polski.

– Chcę się rozwijać jako trener, a GKS Katowice mi to zapewnia. Przez ostatnie trzy sezony, mimo różnych trudności i problemów, pokazaliśmy, że w ramach tego, czym dysponujemy, jesteśmy w stanie osiągać wyniki bardzo dobre, czasem wręcz ponad stan. Z każdym rokiem staję się coraz bardziej doświadczonym szkoleniowcem i stąd decyzja o kontynuowaniu pracy w GKS-ie Katowice – powiedział Grzegorz Słaby.

– Biorąc pod uwagę nasze możliwości i budżety innych klubów występujących w PlusLidze, należy ocenić, że Grzegorz Słaby wykonał w ciągu trzech lat swojej pracy bardzo dobrą robotę. Mieliśmy w ostatnim czasie okresy lepszej i gorszej gry, natomiast pragnę podkreślić, że trener Słaby, rodowity katowiczanin, jest maksymalnie oddany sprawom siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice i całej drużyny. Ze świecą szukać tak zaangażowanego człowieka jak on. Oceniam jego dotychczasową pracę bardzo pozytywnie – powiedział Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Liga dwóch prędkości

Każda z pięciu czołowych drużyn Polskiej Hokej Ligi miała szansę grę o złoto, zaś pozostałe w play offie odegrały rolę statystów.

Końcowa kolejność czołowych miejsc jest zgoła inna od tej po zakończeniu sezonu regularnego. I to już świadczy, że w play offach było ciekawie i sypnęło nieoczekiwanymi rozstrzygnięciami. GKS Katowice, o czym mieliśmy już okazję pisać, w pełni zasłużenie sięgnął po raz drugi rzędu po tytułu mistrzowski. Do tego dorzucił jeszcze Superpuchar Polski, wygrywając pewnie z Comarch Cracovią. Powody do zadowolenia powinien mieć GKS Tychy, wszak sięgnął po Puchar Polski oraz wicemistrzostwo. Po sezonie nieobecności znów znaleźli się na podium, choć pewnie hokeiści i kibice nie tak sobie wyobrażali przebieg finałowych spotkań. Te dwie ekipy, naszym zdaniem, mają prawo być zadowolone, zaś pozostałe czołowe zespoły są pod kreską, bo przecież nie tak sobie wyobrażali jego zakończenie.

1. GKS Katowice

Dobre występy w eliminacjach Ligi Mistrzów zostały połączone z udanymi lidze. Przez te pierwsze dwa miesiące ton wydarzeniom nadawał Grzegorz Pasiut, niekwestionowany lider zespołu wraz ze swoimi kompanami z ataku Bartoszem Fraszko oraz Kanadyjczykiem Brandonem Magee (potem grał w drugim). Pozostali byli jakby cieniu tego tercetu. Potem było nieco poniżej oczekiwań, bo liderzy już tak nie błyszczeli, zaś pozostali nie wskoczyli na wyższy poziom. Niemniej w odpowiednim momencie wszystko w „GieKSie” odpowiednio zafunkcjonowało. Nie byłoby złota, tak śmiemy twierdzić, gdyby nie dobra oraz skuteczna gra obcokrajowców w play offie. Matias Lehtonen, Teemu Pulkkinen, Hampus Olsson i pozostali zaprezentowali tak jak właśnie od nich oczekiwali trenerzy. Osobny rozdział stanowi bramkarz John Murray, który w najtrudniejszych sytuacjach potrafi zaprezentować swój kunszt. On kilka razy w play offie utrzymał zespół w grze. Przed nim jeszcze jeden ważny występ w mistrzostwach świata Dywizji 1A w Nottingham. Jesteśmy przekonani, że również nie zawiedzie.

2. GKS Tychy

Tyszanie po zdobyciu w grudniu 9. Pucharu Polski wysłali czytelny sygnał rywalom, że w lidze mają apetyty nie tylko grę w finale. Startowali z pozycji nr 3, ale półfinałową serię z Tauronem Re-Plaste Unią Oświęcim wygrali 4-3. Słowa uznania należą im się za ostatnie spotkanie na tafli rywala. Jednak finał zupełnie nie wyszedł. Spory wpływ na serię 0-4 miała druga potyczka na własnym lodzie. Posiadali sporą przewagę, a zjeżdżali z lodu pokonani.

– W tym finale może zaprezentowaliśmy się poniżej swoich możliwości, ale trafiliśmy zespół wyjątkowo dysponowany – mówił nieco zawiedziony kapitan tyszan, Filip Komorski. – On scementował przez twarde boje w ćwierćfinale oraz półfinale i był od nas wyraźnie lepszy. Oczywiście, nie osiągnęli głównego celu, bo nie zdobyliśmy mistrzostwa. Mimo wszystko, pewnie gdy wszystkie emocje opadną, będziemy ten sezon oceniali pozytywnie. Zdaję sobie sprawę, że dla większości naszych fanów Puchar Polski jest zaledwie namiastką tego co mogliśmy zdobyć.

O wyższości „GieKSy” w finale zadecydowali obcokrajowcy. Ich gra miała odpowiednią jakość. Dłużej utrzymywali się przy krążku, a przede wszystkim byli skuteczniejsi. Tomas Fuczik, tyski golkiper, jest świetnym fachowcem i był wielokrotnie wychwalany pod niebiosa. Jednak podczas meczów w „Satelicie” nie wytrzymał nerwowo i w rezultacie bronił słabiej niż mogliśmy oczekiwać. Tyscy hokeiści mają bodziec do pracy przed przyszłym sezonie, choć skład na pewno ulegnie korekcie.

3. Tauron Re-Plast Unia Oświęcim

W poprzednim sezonie zespół z Oświęcimia zdobył wicemistrzostwo i z pracą pożegnali się trenerzy: Tom Coolen i Piotr Sarnik. Czy teraz nastąpi powtórka z rozrywki? Nie, raczej nie zanosi się na roszadę, by drużynę opuścili trenerzy Nik Zupancić i Krzysztof Majkowski. Hokeiści Unii przegrali dwa razy ze swoim odwiecznym rywalem zza miedzy z Tychów. Tak było w finale PP oraz w półfinale play off. Tutaj decydowały nie tylko umiejętności techniczne, ale również przygotowanie mentalne. W tym półfinale, jak na ironię losu, słabiej niż oczekiwano wypadł Krystian Dziubiński, jeden z liderów drużyny. Jednak w meczach o brąz gdy napięcie nerwowe już nieco opadło zespół potrafił odwrócić losy meczu, choć przegrywał. Brąz nikogo nie zadowala, a zwłaszcza działaczy, którzy już od lat marzy o tytuł mistrzowskim. Apelujemy do nich, by przy tworzeniu składu kierowali się rozwagą i ufali fachowcom. Życzymy wytrwałości w dążeniu do celu.

4. Comarch Cracovia

Spod Wawelu dociera na Śląsk szloch po półfinałowej rywalizacji z GKS-em Katowice. Sekcja hokejowe dysponowała największym budżetem w historii klubu. Tym razem skład był budowany już w okresie przygotowawczym, a potem dokonano jedynie korekt i dołączył m.in. Alan Łyszczarczyk. „Pasy” po zwycięstwie w sezonie zasadniczym uchodzili za głównego faworyta do złota i sami chyba pewni swego. Może ta pewność siebie ich zgubiła? Tylko jeden fachowiec jeszcze na finiszu pierwszej części rozgrywek przekonywał niżej podpisanego, że Cracovia nie zdobędzie mistrzostwa. A był nim trener Robert Kalaber i tłumaczył, że w tym zespole wszyscy chcą grać do przodu. No i wykrakał. Co będzie przed nowym sezonem, by zrealizować cel. Trener Rudolf Rohaczek ma kontrakt jeszcze przez sezon i pewnie zostanie. Czy budżet na drużynę zostanie jeszcze zwiększony? Niebawem pierwsze decyzje. A na razie dochodzi nas szloch…

[…] Wprawdzie jeszcze nie minęły echa zakończonego przed kilkoma dniami sezonu, a już trzeba pomyśleć o kolejnym. Obawiamy się, że znów będzie nam towarzyszył okres niepewności oraz znaków zapytania: ile ostatecznie drużyn zobaczymy jesienią w ekstralidze. Byłoby fajnie gdy rozgrywki znów zyskały na atrakcyjności, ale pod warunkiem pojawienia się nowego zespołu. Na razie to tylko nasze pobożne życzenia. Terminarz rozgrywek powinien być bardziej spójny i należałoby zachować pewien rytm. Teraz zakłócenia, w głównej mierze, były spowodowane grą dwóch zespołów w eliminacjach HLM. Teraz takich problemów nie będzie mieli, bo mistrz kraju wystartuje w Pucharze Kontynentalnym.

Ponadto trzeba pogodzić interes klubowy z reprezentacyjnym. Działacze klubowi nie przepadają za dłuższymi przerwami w rozgrywkach w listopadzie, zwłaszcza w grudniu, zaś w lutym byłoby dobre wygospodarować kilka dni przerwy przed play offami. A terminy w drugiej części powinny lepiej dopasowane. Skoro wiemy, że mamy pięć zespołów o podobnym poziomie to jeżeli spotyka się czwartym z piątym to można założyć serię 7. meczów. Hokeiści GKS-u po rywalizacji z Jastrzębiem jeszcze nie wyregulowali oddechów, a już musieli grać półfinał z Comarch Cracovią.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie

[…] W poniedziałek 3 kwietnia władze miasta spotkały się z zespołem mistrza Polski na uroczystym śniadaniu. Prezydent Katowic Marcin Krupa gratulował serdecznie zawodnikom i trenerom.

– Zrobiliście coś, co wydawało się niemożliwe. Kolejny raz z rzędu zostaliście mistrzami Polski sprawiając wielką radość nie tylko mnie, ale także mieszkańcom miasta, o czym sami mogliście się przekonać na meczu i podczas fety na ulicach miasta. Zdobyliście tytuł, choć przecież niektórzy rywale mają większe budżety niż nasz klub. Jest nadzieja, że poprzez ten sukces uda się znaleźć kolejnego sponsora, który pozwoli jeszcze lepiej zbudować drużynę i powalczyć nie tylko na krajowej arenie, ale również w rozgrywkach międzynarodowych – powiedział prezydent Krupa, który postanowił zwiększyć pulę premii dla hokeistów o 200 tys. zł. Oznacza to, że katowiczanie dostaną za wywalczenie tytułu 900 tys. zł.

Autorem ostatnich sukcesów GKS Katowice jest trener Jacek Płachta. Kontrakt ze szkoleniowcem kończy się jednak po tym sezonie.

– Jestem po rozmowach i wygląda to dobrze. Podaliśmy sobie ręce z prezesem i myślę, że zaowocuje to nowym kontraktem. Chcemy utrzymać trzon tej drużyny, ale zmiany są nieuniknione. My mamy pewne możliwości, zawodnicy jakieś oczekiwania. Niektóre kwestie wymagają przedyskutowania i dokładnego przeanalizowania sezonu – powiedział trener Płachta.

Katowiczanie pod jego wodzą zamierzają nadal sięgać po mistrzowskie laury.

– Dwa tytuły z rzędu do czegoś zobowiązują. Nie będzie to łatwe, ale będziemy walczyć dalej. Chyba dziś jeszcze nie czas mówić o przyszłości. Na razie się cieszymy, trochę odpoczniemy. Jeśli chodzi o rozgrywki pucharowe to jeszcze nie wiemy co, gdzie i jak, ale postaramy się wypaść jak najlepiej na międzynarodowej arenie. Liga Mistrzów była bardzo fajnym przeżyciem, niestety polskich drużyn teraz w niej nie będzie, ale będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony w Pucharze Kontynentalnym. Czuję wielką dumę z tego, że jestem częścią tego klubu. Cieszę się, że mogliśmy dać kibicom te dwa mistrzostwa w mieście, gdzie się urodziłem. To fajna sprawa – dodał szkoleniowiec GKS Katowice.

Kapitan zespołu Grzegorz Pasiut chwalił charakter drużyny.

– Wywalczony przed rokiem tytuł był pierwszym złotem dla Katowic od 52 lat i dał mnóstwo radości kibicom. Był bardzo ważny, ale w sporcie jeszcze trudniej jest obronić mistrzostwo, a nam się to udało, choć po sezonie zasadniczym na pewno nie byliśmy faworytem. Drużyna pokazała jednak charakter. Każdy wiedział co ma do zrobienia i w tych ciężkich momentach w play off byliśmy razem – stwierdził Pasiut.

 

hokej.net – Grzegorz Pasiut – zawodnik marca!

Redakcja portalu Hokej.Net wybrała najlepszego zawodnika marca w Polskiej Hokej Lidze. Został nim Grzegorz Pasiut, środkowy GKS-u Katowice.

Marzec bezapelacyjnie należał do hokeistów GieKSy. Podopieczni Jacka Płachty po twardych, wyrównanych i niesamowicie zaciętych bojach pokonali JKH GKS Jastrzębie i faworyzowaną przez ekspertów Comarch Cracovię. Obie te rywalizacje trwały siedem meczów!

W finale poszło już z górki i katowiczanie w czterech meczach odprawili GKS Tychy. Tylko w marcu odnieśli 10 zwycięstw i obronili tytuł mistrzowski!

Jednym z głównych architektów tego sukcesu był właśnie Grzegorz Pasiut. „Profesor”, jak mówią o nim katowiccy kibice, grał jak z nut i strzelał gole z regularnością karabinu maszynowego.

Dość powiedzieć, że w marcu zdobył aż 11 bramek, do których dołożył też 5 asyst. Ten dorobek pomógł mu zostać najlepszym strzelcem fazy play-off (13 goli) oraz zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej (19 punktów).

Jego gole miały też swoją wymowę, bo napędzały ekipę z alei Korfantego. Gdy GKS Katowice przegrywał rywalizację ćwierćfinałową z JKH GKS-em Jastrzębie 2:3, Pasiut w decydującym meczu przedłużył nadzieję katowiczan i pokonał jastrzębskiego golkipera w dogrywce, dzięki czemu GieKSa mogła jeszcze powalczyć o półfinał. W kolejnym meczu „Pasionek” dołożył dwie asysty.

Z kolei przeciwko Cracovii grał już od początku do końca tak, jak przystało na kapitana drużyny aspirującej do mistrza Polski. Był prawdziwym motorem napędowym swojego zespołu, co udowadniał zarówno na lodzie, jak i w szatni. Podobnie było w czteromeczowej rywalizacji z tyszanami, w której strzelił trzy gole.

Mówiąc kolokwialnie – odpalił na najważniejszą fazę sezonu, co przyniosło wymierne skutki. Jeśli zaprezentuje podobną formę na Mistrzostwach Świata Dywizji IA, to o jego zdobycze punktowe możemy być spokojni.

 

Płachta z nowym kontraktem. Na dwa lata!

To z pewnością świetna informacja dla kibiców GKS-u Katowice. Jacek Płachta, który poprowadził GieKSę do dwóch tytułów mistrzowskich, podpisał dziś nowy kontrakt z ekipą z alei Korfantego. Będzie on obowiązywał do końca sezonu 2024/2025.

Pod wodzą 53-letniego szkoleniowca katowiczanie sięgnęli po dwa tytuły mistrzowskie. Przed rokiem pokonali w finale Re-Plast Unię Oświęcim 4:0, a przed tygodniem z takim samym wynikiem wygrali rywalizację z GKS-em Tychy.

Pod wodzą Jacka Płachty GKS Katowice sięgnął po Superpuchar Polski (2022) i zaprezentował się z dobrej strony w rozgrywkach Hokejowej Ligi Mistrzów.

– Nasz wspólny wysiłek dał nam sukces w postaci dwóch mistrzostw Polski. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę tutaj pracować, czuję się dobrze w Katowicach i cieszę się na dalszą współpracę w przyszłości. W GKS-ie mogę liczyć na profesjonalną organizację i wsparcie naszej pracy – tak trener Jacek Płachta skomentował przedłużenie swojej umowy z katowickim klubem do 2025 roku.

– To bardzo ważna i bardzo dobra informacja dla katowickiego hokeja. Rozmowy o przedłużeniu umowy o dwa kolejne lata rozpoczęliśmy jeszcze przed startem finałowej rywalizacji, aby trener Płachta miał czystą głowę i mógł skupić się na swojej pracy przed najważniejszymi spotkaniami sezonu. Takiej decyzji chcemy wszyscy, począwszy od zarządu, całego sztabu i zawodników aż po kibiców. Ani przez chwilę nie wahałem się nad przedłużeniem umowy z Jackiem Płachtą – podkreślił Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga