Piłka nożna Prasówka
Echa meczu z Puszczą w mediach
GKS Katowice był murowanym faworytem w meczu z Puszczą Niepołomice. Niektórzy dopisywali katowiczanom 3 punkty jeszcze przed rozpoczęciem spotkania.
Choć Bukowa nadal nie została zdobyta to po raz pierwszy w tym sezonie GieKSa podzieliła się punktami po remisie 1-1 (0-1).
Tak o tym meczu pisały media.
gkskatowice.eu: Zgubili punkty w Puszczy
Drużyna GKS-u Katowice pierwszy raz jesienią nie zgarnęła u siebie pełnej puli. Katowiczanie po zaciętym spotkaniu zremisowali 1:1 z Puszczą Niepołomice i mogą mieć do siebie żal o niewykorzystane sytuacje.
Pierwszy gwizdek podziałał na piłkarzy GKS-u jak startowy strzał z pistoletu sędziego podczas biegu sprinterskiego.
Rzucili się do przodu na rywali i zamknęli ich na własnej połowie. Doskonałe okazje mieli Krzysztof Wołkowicz, Tomasz Wróbel i grający na szpicy od pierwszej minuty Grzegorz Goncerz, ale piłka złośliwie nie chciała wpaść do bramki.
(…)
GieKSiarze niespodziewanie stracili gola w 37. minucie, po rzucie karnym podyktowanym za faul Alana Czerwińskiego. O ile pierwsze uderzenie Sebastiana Janika w prawy róg kapitalnie obronił Budziłek, to przy jego dobitce z główki z kilku metrów Łukasz był już bezradny i gospodarze byli w szoku.
(…)
Trener Moskal nie czekał, tylko przeprowadził zmiany. Przyniosło to efekt, bo wyrównał w 80. minucie wprowadzony Janusz Gancarczyk, pewnym trafieniem w długi róg z ostrego kąta. W końcówce GieKSa przycisnęła, ale niepołomiczanie dzielnie się wybronili i skończyło się na podziale punktów.
slask.sport.pl: Kazimierz Moskal niezadowolony po remisie GKS-u Katowice
Katowiczanie niespodziewanie tylko zremisowali u siebie z beniaminkiem pierwszej ligi. – Na początku zagraliśmy dobrze, stworzyliśmy kilka sytuacji, które powinniśmy wykorzystać. Potem straciliśmy kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Dziwnymi podaniami sami robiliśmy sobie bałagan. W końcówce strzeliliśmy gola w sytuacji, która wcale nie była najprostsza spośród tych, które stworzyliśmy. Chcieliśmy wygrać, więc nie jestem zadowolony z punktu. Żałujemy, ale liga trwa dalej – stwierdził Moskal.
1-liga.przeglasportowy.pl: „Garnek” uratował GKS
Tuż przed końcem pierwszej połowy Alan Czerwiński sfaulował w polu karnym Sebastiana Janika i sędzia podyktował rzut karny. Sam poszkodowany podszedł do „jedenastki”, lecz jego strzał świetnie obronił Łukasz Budziełek. Wobec dobitki był bezradny.
– Przyjechaliśmy do Katowic z obawami, lecz postanowiliśmy zagrać otwartą piłkę i to się opłaciło. Byliśmy o krok od dużej niespodzianki. GKS stworzył sobie ogrom sytuacji, lecz to my pierwsi strzeliliśmy gola. Ten wynik to nasz sukces – przyznał trener Puszczy Dariusz Wójtowicz.
GKS uratował remis w samej końcówce spotkania, Janusz Gancarczyk popisał się mocnym i celnym strzałem z ostrego kąta. Po meczu w obozie katowiczan czuć było niedosyt ale i ulgę, bo wszystko mogło skończyć się jeszcze gorzej. – Zdobyliśmy tylko jeden punkt, choć zasłużyliśmy na wygraną. Mimo wszystko trzeba się cieszyć, że mimo wszystko udało nam się dogonić wynik – stwierdził popularny „Garnek”.
slask.sport.pl: GKS Katowice powstrzymany na Bukowej, czyli kto kogo omal nie puścił z dymem
„Każdego rywala puszczamy z dymem” – głosiło hasło reklamujące pojedynek GKS-u z Puszczą. Było o tyle wymowne, że towarzyszył mu obraz katowickich piłkarzy na tle palącej się puszczy. Aluzja do nazwy rywala GieKSy była oczywista.
(…)
Piłkarze beniaminka pierwszej ligi rzadko zapuszczali się pod katowicką bramkę. Jeden z takich wypadów przyniósł jednak niespodziewany efekt. Alan Czerwiński wyciął we własnym polu karnym Sebastiana Janika i sędzia podyktował rzut karny. Sam poszkodowany podszedł do „jedenastki” i… nie dał rady pokonać Łukasza Budziłka. Piłkarz Puszczy błysnął jednak refleksem, bo dopadł do piłki odbitej przez golkipera GKS-u i skierował ją do bramki. Budziłek wściekł się na kolegów za brak asekuracji.
(…)
Przełom nastąpił w samej końcówce. Po kapitalnej akcji Tomasza Wróbla do wyrównania doprowadził strzałem z ostrego kąta Janusz Gancarczyk. Na Bukowej zapanowała oczywiście euforia, ale trwała krótko, bo katowiczanom zabrakło czasu na zdobycie drugiego gola. W efekcie po raz pierwszy w tym sezonie stracili punkty na własnym boisku.
dziennikzachodni.pl: GKS Katowice – Puszcza Niepołomice 1:1. Pierwszy remis GieKSy na Bukowej
Goście dali się wyszumieć katowiczanom i w ostatnim kwadransie przed przerwą przejęli inicjatywę na boisku. Łukasz Budziłek poradził sobie z uderzeniem głową Pawła Moskwika, ale przy rzucie karnym niepołomiczan był już bezradny.
Jedenastkę sędzia podyktował za faul Alana Czerwińskiego na Sebastianie Janiku. Do ustawionej na wapnie piłki podszedł sam poszkodowany i na raty pokonał bramkarza GieKSy.
(…)
Atakujący piłkarze GieKSy zapominali i obronie i niewiele brakowało, aby po kontrze drugiego gola dla Puszczy zdobył Łukasz Nowak. Kapitan gości był w 70 min. sam na sam z bramkarzem, ale strzelił tuż obok słupka. Niewykorzystanie tej okazji zemściło się na drużynie z Niepołomic. W końcówce do remisu doprowadził bowiem Gancarczyk uderzeniem z ostrego kąta pokonując bramkarza gości. Już w doliczonym czasie gry Puszcza mogła zdobyć zwycięską bramkę, ale Nowak minimalnie chybił celu.
sporotwefakty.pl: GieKSa zagubiona w puszczy – relacja z meczu GKS Katowice – Puszcza Niepołomice
Od pierwszego gwizdka sędziego gospodarze osiągnęli optyczną przewagę, ale na pierwsze godne uwagi okazje przyszło kibicom czekać do 23. minuty meczu, kiedy Tomasz Wróbel dograł piłkę na długi słupek, a tam dwukrotnie na bramkę z najbliższej odległości uderzał Krzysztof Wołkowicz, ale za każdym razem kapitalnie interweniował Andrzej Sobieszczyk.
(…)
Zmarnowane przez gospodarzy okazje szybko się na GieKSie zemściły. Na dziesięć minut przed przerwą w pole karne katowiczan wpadł Sebastian Janik, po czym został podcięty przez Alana Czerwińskiego. Co prawda uderzenie napastnika Puszczy z rzutu karnego Łukasz Budziłek obronił, ale wobec dobitki był już bezradny.
(…)
Bramkę niepołomiczan odczarował dopiero na dziesięć minut przed końcem meczu wprowadzony na boisko po godzinie gry Janusz Gancarczyk. Doświadczony skrzydłowy wpadł z piłką w pole karne i strzałem z niemal zerowego kąta wpakował piłkę do bramki Puszczy.
Chwilę wcześniej piłkę meczową na nodze miał Łukasz Nowak, ale uderzając na długi słupek z pola karnego pomylił się o
centymetry.
sport.interia.pl: 1. liga piłkarska – przerwana passa GKS Katowice
Na stadionie przy ulicy Bukowej poległy kolejno: Sandecja Nowy Sącz, Miedź Legnica, Energetyk ROW Rybnik, Arka Gdynia i Dolcan Ząbki.
Puszcza bliska była sprawienia prawdziwej sensacji, bo od 37. minuty prowadziła, po bramce Sebastiana Janika. Punkt gospodarzom dopiero w 81. minucie zapewnił Janusz Gancarczyk.
Katowiczanie zajmują w tabeli trzecie miejsce. W parze ze świetną grą u siebie nie idą jednak dobre wyniki na wyjeździe. W pięciu meczach na obcych boiskach GKS zgromadził tylko dwa punkty i zdobył zaledwie jednego gola.
ekstraklasa.net: Puszcza postawiła trudne warunki. Niespodziewany remis przy Bukowej
Kiedy wydawało się, że katowiczanie strzelą w końcu bramkę, w polu karnym Sebastiana Janika faulował Alan Czerwiński i sędzia Jacek Małyszek wskazał na „wapno”. Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany. Strzelił w lewy górny róg bramki gospodarzy. Łukasz Budziłek wyciągnął się jak struna i odbił futbolówkę, jednak na tyle niefortunnie, że spadła ona na głowę Janika, a ten ze stoickim spokojem skierował ją do bramki GieKSy, czym uciszył kibiców na Bukowej. Tuż przed przerwą gospodarze mogli pokusić się o bramkę wyrównującą, ale Tomasz Wróbel będąc w bardzo dogodnej sytuacji, fatalnie przestrzelił obok lewego słupka bramki Puszczy Niepołomice. Na przerwę to piłkarze Puszczy schodzili do szatni z zaskakującym prowadzeniem 1:0.
(…)
Minuty uciekały, a Puszcza nadal sensacyjnie prowadziła w Katowicach z GKS-em 1:0. I mimo, iż ataki gospodarzy były coraz groźniejsze, a goście skupiali się tylko i wyłącznie na defensywie, nic nie wskazywało na to, aby wynik mógł ulec zmianie.
W 80. minucie stadion przy Bukowej oszalał jednak ze szczęścia. Piłkę w polu karnym otrzymał Janusz Gancarczyk i soczystym strzałem w długi róg bramki gości doprowadził do wyrównania.
W kolejnych minutach piłkarze z Katowic postawili wszystko na jedną kartę, aby wywalczyć w tym spotkaniu komplet punktów.
Skupili się wyłącznie na ofensywie. W 83. minucie bardzo groźnie z rzutu wolnego uderzał Przemysław Pitry, ale piłka po tym strzale przeleciała minimalnie obok lewego słupka bramki gości z Niepołomic. W 89. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Grzegorz Fonfara, ale uderzył bardzo niecelnie. W ostatniej minucie gry przed szansą na decydującego gola stanął zawodnik Puszczy – Łukasz Nowak. Jego uderzenie głową minimalnie minęło prawy róg bramki gospodarzy.
Wynik do końca meczu nie uległ już jednak zmianie i piłkarze z Niepołomic wywieźli z Katowic bardzo cenny remis.
slask.sport.pl: Bohater GieKSy nie dowierza: Mogliśmy wygrać nawet 5:0!
Goście niespodziewanie objęli prowadzenie w pierwszej połowie. GieKSie udało się wyrównać dopiero w końcówce spotkania. Wszystko dzięki trafieniu wprowadzonego z ławki rezerwowych Janusza Gancarczyka.
– W pierwszej połowie z podziwem patrzyłem na grę kolegów. Atakowaliśmy w tym meczu cały czas. Nie ma mowy o tym, abyśmy zlekceważyli rywala. Stworzyliśmy tak wiele sytuacji, że mecz mógł się zakończyć nawet wynikiem 5:0. Szczęście też jest w futbolu potrzebne, a nam go zabrakło – ocenił Gancarczyk.
– W sytuacji, w której doprowadziłem do wyrównania, bramkarz Puszczy mógł się spodziewać, że będę dogrywał piłkę kolegom, ale ja od razu wiedziałem, że będę strzelał. Trafiłem przy bliższym słupku. Przed nami jeszcze wiele meczów i liczę, że odrobimy dwa stracone punkty – mówił zdobywca gola dla GieKSy.
puszcza-niepolomice.pl: Podział punktów przy Bukowej
Pierwsze minuty były odzwierciedleniem przedmeczowych przewidywań. Stroną przeważającą byli gracze gospodarzy, który raz po raz siali zamieszanie w naszych formacjach defensywnych. Pierwszy celny strzał na bramkę w wykonaniu piłkarza Puszczy odnotowaliśmy po niespełna pół godzinie gry, kiedy to swoich sił spróbował Sebastian Janik. Wcześniej jednak , znakomite interwencje Andrzeja Sobieszczyka uchroniły nas przed stratą co najmniej dwóch bramek.
(…)
Mecz odmienił się w 36 minucie. Sebastian Janik otrzymał dobre podanie na lewą stronę boiska w sytuacji jeden na jeden zwiódł obrońcę, który powalił go w polu karnym. Sędzia główny nie miał żadnych wątpliwoście 11 dla Puszczy. Do piłki podszedł sam poszkodowany. Jego intencje wyczuł Łukasz Budziłek, na szczęście piłka wróciła do Janika, który skutecznie poprawił swoją pierwszą próbę. Niespodzianka przy Bukowej stała się faktem.
(…)
Nim jednak padł gol decydujący, to Puszcza powinna strzelić drugą bramkę. Po świetnej akcji Jarosława Lizaka, który przebiegł z piłką praktycznie od jednego do drugiego pola karnego, futbolówka trafiła do Łukasza Nowaka. Kapitan naszego zespołu strzelił minimalnie obok słupka. Niespełna 10 minut później gospodarze w końcu dopięli swego. W trudnej sytuacji, z dosyć ostrego kąta Gancarczyk potrafił oszukać Borovicanina i mocnym strzałem zmusił Sobieszczyka do kapitulacji.
(…)
Podsumowując dzisiejsze zmagania warto podkreślić, że choć to GKS Katowice był stroną przeważającą, to jednak Puszcza potrafiła stworzyć sobie doskonałe sytuacje. Choć wyraźną przewagę w posiadaniu piłki mieli gospodarze, to jednak nie miało to przełożenia w oddanych podczas meczu strzałów. Z Katowic wracamy z punktem, który w przeciwieństwie do spotkania w Nowym Sączu należy uznać za cenną zdobycz.
puszcza-niepolomice.pl: Trzeba się cieszyć
Strzelec gola przy Bukowej podzielił się z nami swoimi przemyśleniami po wczorajszym meczu w Katowicach.
Sebastian Janik o rzucie karnym:
Mam wyznaczony jeden róg i staram się tam trafiać, jak widać trzeba będzie zrobić małą zmianę, bo bramkarz wyczuł moje intencje. Ważne jednak to co w sieci, a piłka w rezultacie do siatki wpadła.
O zdobyciu oczka w wyjazdowym spotkaniu:
Końcówka była bardzo nerwowa. Zawodnicy GKS-u mocno nas naciskali, a pamiętajmy, że są groźni u siebie. Tylko oni, jako jedyni w lidze potrafili wygrać wszystkie dotychczas rozegrane spotkania na własnym terenie . Powinniśmy traktować ten remis prawie jak zwycięstwo. Zdobyliśmy jedne punkt, po trudnym meczu, w którym nie przeważaliśmy, więc można być zadowolonym, choć faktycznie wróciliśmy na miejsce grożące spadkiem. Trzeba się jednak cieszyć z każdej zdobyczy punktowej, zwłaszcza na wyjazdach.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze