Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o remisie w meczu GieKSa-TSP: GKS Katowice ambitnie gonił Podbeskidzie i… dogonił

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi GKS Katowice – Podbeskidzie Bielsko-Biała. GieKSa zremisowała przy Bukowej 2:2 (1:2).

 

sportdziennik.com – Wciąż bez zwycięstwa

Piłkarze GKS-u Katowice zremisowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:2. Oznacza to, że po trzech ligowych kolejkach obie drużyny wciąż nie mają na swoim koncie zwycięstwa.

Przyjezdni bardzo dobrze weszli w mecz. Najpierw Roman wpadł w pole karne. Następnie odegrał do lepiej ustawionego Kacpra Gacha, a ten wyprowadził Podbeskidzie na prowadzenie. Dziesięć minut później było już 2:0. Frelek posłał dobrą piłkę w pole karne, a Kamil Biliński uderzył po długim słupku i podwyższył wynik.

Gospodarze nie poddawali się i dążyli do zdobycia bramki kontaktowej. Udało się to jeszcze w pierwszej połowie. Adrian Błąd dostał piłkę w polu karnym i na raty pokonał Peskovicia.

W drugiej połowie GieKSa znacznie dłużej utrzymywała się przy piłce, ale nie potrafiła stworzyć sobie dogodnych okazji bramkowych. Jednak cierpliwość popłaciła i gospodarze w doliczonym czasie gry zdołali zdobyć gola wyrównującego. Dośrodkowanie w pole karne doszło do Arkadiusza Woźniaka, który silnym strzałem skierował piłkę do siatki, ratując punkt swojej drużyny.

 

gol24.pl – Emocje przy Bukowej. GKS ratuje remis w doliczonym czasie!

[…] Podbeskidzie mogło jechać do Katowic z duszą na ramieniu, bo dotkliwa porażka z Odrą Opole (0:3) pokazała, że nowej drużynie Piotra Jawnego daleko jest do optymalnej formy. Być może chcąc się zrehabilitować, bielszczanie od początku ruszyli do ataku. Już w pierwszych dziesięciu minutach dwóch znakomitych okazji nie wykorzystali jednak Kacper Gach i Dominik Frelek, a ofensywne nastawienie miało skutek uboczny, czyli problemy w defensywie, która nie radziła sobie z wysokim pressingiem gospodarzy. Dwa razy bliski trafienia do siatki był Filip Szymczak, ale jego pierwszy strzał wybronił Michal Pesković, a po drugim piłka trafiła w poprzeczkę.

Z szalonej wymiany ciosów zwycięsko wyszli Górale, wśród których najwięcej jakości w pierwszej połowie prezentował Joan Roman. Hiszpan w poprzednich dwóch kolejkach wchodził na boisko jako rezerwowy, ale w Katowicach wykorzystał szansę gry w wyjściowym składzie i był bliski zaliczenia dwóch asyst. Pierwszą zabrał mu Dawid Kudła, popisując się fantastyczną paradą po główce Marko Roginicia, ale przy drugiej akcji bramkarz GKS-u był już bez szans. Roman inteligentnie opanował piłkę w polu karnym po złym wybiciu Zbigniewa Wojciechowskiego, wyłożył ją Gachowi, a ten nie zmarnował okazji.

– Świetnie zareagowaliśmy po dwóch ostatnich spotkaniach. Oba zespoły grały ofensywnie, w niezłym tempie – mówił trener Piotr Jawny, który stara się zaszczepić swoim piłkarzom ofensywny styl gry. Momentami już go widać, bo po objęciu prowadzenia Podbeskidzie poszło za ciosem i wkrótce cieszyło się z drugiej bramki. Przestrzeń w środku pola dobrze wykorzystał Frelek, zagrał do Kamila Bilińskiego, a ten odwrócił się z piłką i huknął nie do obrony.

Bielszczanie mieli przewagę, ale kontrolowali wydarzenia na boisku tylko pozornie, bo GKS potrafił co jakiś czas znaleźć lukę w ich obronie. Dzięki temu jeszcze przed przerwą zdobył kontaktową bramkę. Po ładnym rozprowadzeniu akcji przez Rafała Figla i dośrodkowaniu Danina Pavlasa niefortunną interwencję zaliczył Pesković – odbił piłkę wprost pod nogi niepilnowanego Adriana Błąda, który zdobył swoją drugą bramkę w tym sezonie.

– Dobrze wyglądaliśmy w działaniach ofensywnych, ale gorzej w obronnych. Podbeskidzie nas dopadło i było nam trudno, ale cieszę się, że drużyna ogarnęła się w szatni i w drugiej połowie wyglądało to już dobrze – podkreślał trener Rafał Górak.

Po zmianie stron przewaga GKS-u powiększała się z minuty na minutę. Goście cofali się coraz głębiej i nie potrafili wyprowadzić skutecznego kontrataku, za co katowiczanie ukarali ich w doliczonym czasie gry. Po świetnym dośrodkowaniu Błąda Arkadiusz Woźniak wygrał pojedynek główkowy z Danielem Mikołajewskim i ustalił wynik meczu.

– Drugi raz z rzędu tracimy bramkę w 90. minucie, a to jest niedopuszczalne. Ten zespół wciąż potrzebuje czasu, ale myślę, że zrobiliśmy krok do przodu – uważa Biliński. – Zabrakło nam troszeczkę doświadczenia. Myślę, że doping na stadionie GKS-u mógł dodatkowo wpływać na młodszych zawodników – dodał Jawny.

Zdecydowanie bardziej zadowoleni po końcowym gwizdku byli gospodarze, a Górak nie miał wątpliwości, że w skutecznym odrobieniu strat pomogli kibice. – Byli naszym dwunastym zawodnikiem i cały mecz fantastycznie nas dopingowali. To był kawał meczu, gratuluję moim zawodnikom hartu ducha – cieszył się trener GKS-u.

 

sportowebeskidy.pl – Mieli ich „na widelcu”

[…] Jeśli chodzi o sam obraz spotkania, to mógł się on podobać bezstronnym widzom. Już w 3. minucie bielszczanie byli blisko objęcia prowadzenia, lecz bramkarz GKS-u poradził sobie z próbą Kacpra Gacha po podaniu Marko Roginicia. Chwilę później w opałach znalazło się Podbeskidzie, lecz gości przed stratą bramki uchroniła poprzeczka. Wreszcie jednak padła bramka. W 11. minucie Gach wpisał się na listę strzelców, celnie przymierzając po tzw. długim rogu. Na tym jednak Górale nie zamierzali poprzestać i w 21. minucie bielszczanie prowadzili dwiema bramkami, gdy Kamil Biliński wykorzystał podanie od Dominika Frelka.

Dwa „ciosy” podziałały mobilizująco na gospodarzy, którzy ruszyli do odrabiania strat. W 32. minucie Adrian Błąd wykończył nomen omen błąd Michala Peskovicia. Golkiper Podbeskidzia źle obliczył dośrodkowaną piłkę i wybił ją wprost pod nogi zawodnika GKS-u.

Po przerwie nie było już aż tylu bramkowych okazji. Tempo spotkania opadło, gdyż Górale skupili się na utrzymaniu korzystnego rezultatu, starając się utrzymywać jak najdłużej przy piłce. Katowiczanie jednak cały czas szukali bramki dającej punkt i… się doczekali. W doliczonym czasie gry Arkadiusz Woźniak głową pokonał Peskovicia, ustanawiając tym samym rezultat spotkania. Górale w trzecim meczu w I lidze w tym sezonie po raz trzeci tracą bramkę w ostatnich fragmentach spotkania.

 

bielsko.info – Walka nie wystarczyła. TSP traci punkty w ostatniej minucie meczu

[…] Już pierwsze minuty pokazały, że obie ekipy wyszły dziś na boisko po trzy punkty. Zaczął GKS, Błąd od środka zagrał na skrzydło i gospodarze wywalczyli rzut rożny, po którym skutecznie główkował Rodriguez i zażegnał niebezpieczeństwo. W 3 minucie Roginić balansem ciała zwiódł rywala i popędził w kierunku bramki katowiczan, dośrodkował na dalszy słupek tam Gach, poradził sobie z obrońcą i huknął z ostrego kąta, ale Kudła zdołał odbić piłkę.

[…] Sytuacji już było jak na kilka spotkań, a to tylko pierwsze 10 minut gry, a najlepsze było dopiero przed nami. W 12 minucie. Dośrodkowaną przez Gutowskiego piłkę przejęli obrońcy GKS-u, ale nie zdołali jej wybić, bo przeszkodził im Roman. Hiszpański pomocnik wyłuskał piłkę jeszcze na polu karnym przeciwnika, mądrze zagrał do Gacha, a ten uderzeniem po długim rogu dał prowadzenie Podbeskidziu.

W 20 minucie Roman sam przebiegł z piłką kilkanaście metrów, zszedł do środka i uderzył, nieprzyjemnie, bo z kozłem tuż przed linią, ale minimalnie niecelnie. Nie minęło 60 sekund, a Górale cieszyli się już z dwubramkowego prowadzenia! Frelek wszedł w pole karne, zagrał do Bilińskiego, ten obrócił się z obrońcą na plecach i uderzył nie do obrony!

Zdecydowane prowadzenie, przewaga w grze, kolejne akcje pod bramką GieKSy, wszystko to nieco uśpiło bielską defensywę, dlatego gdy w 32 minucie gospodarze zaatakowali, Górale nie zachowali się tak, jak powinni. Peškovič nie dosięgnął piłki dośrodkowanej z jego lewej strony i zbyt krótko ją wybił, wprost pod nogi Błąda – a ten z zimną krwią ten błąd wykorzystał.

W drugiej połowie już nie oglądaliśmy takiej szarży, jak w pierwszych minutach meczu. Podbeskidzie starało się utrzymywać przy piłce, ale GKS szukał okazji by się rozpędzić, by kreować sytuacje pod bramką Peškovicia. Efekt był taki, że gra toczyła się w środku boiska, z lekką przewagą GKS-u, ale bez konkretnego zagrożenia pod bramką Górali. Bielszczanie natomiast czekali na okazję do kontrataku.

W 73 minucie błąd w ustawieniu gości mogli wykorzystać zawodnicy GKS-u, którzy dwoma błyskawicznymi podaniami dostali się w pole karne, ale tam z bliska fatalnie przestrzelił Kozłowski. Napór gospodarzy nie malał, ale bielszczanie bronili się skutecznie, choć czasem ofiarnie jak w 85 minucie, gdy przy interwencji ucierpiał Rodriguez.

Podbeskidzie miało jeszcze okazje by dobić rywala i zakończyć emocje, ale Merebashvili nie wykorzystał kontry, po której wyszedł na dobrą pozycję strzelecką, ale posłał piłkę obok bramki. W momencie, gdy spiker ogłosił, że doliczone zostają 4 minuty, gospodarze desperacko wrzucili piłkę w pole karne, a tam najwyżej wyskoczył Woźniak, który mocnym i efektownym strzałem głową dał GieKSie wyrównanie. Wygrana wymknęła się z rąk w samej końcówce…

 

poinformowani.pl – Fortuna 1 Liga: remis GKS-u Katowice z Podbeskidziem

Adrian Woźniak zdobył gola w doliczonym czasie gry i dał GKS-owi Katowice remis 2:2. Podbeskidzie prowadziło już 2:0, lecz po raz kolejny w tym sezonie nie mogli cieszyć się z kompletu punktów.

Pierwsze pół godziny w Katowicach obfitowało w emocje. W ciągu pierwszych dziesięciu minut Dawid Kudła dwukrotnie ratował gospodarzy przed utratami gola, a i katowiczanie obili poprzeczkę branki strzeżonej przez Michala Peskovicia. W 11. minucie bielszczanie dopięli swego i świetnie poprowadzoną akcję Joana Romana wykończył Kacper Gach. Niedługo później było już 2:0 po trafieniu Kamila Bilińskiego. GKS nie pozostał dłużny i po dobrej akcji gola kontaktowego zaliczył Adrian Błąd.

W drugiej połowie inicjatywę przejęli gospodarze. Przyjezdni przez długi czas grali skutecznie w obronie. Klarowną sytuację zmarnował w 73. minucie Filip Kozłowski. Gdy wydawało się, że bielszczanie dowiozą skromne zwycięstwo, wtedy głową z dośrodkowanej piłki do bramki trafił Adrian Woźniak.

 

sportslaski.pl – Widowisko ze słodko-gorzkim finałem. GKS walczył z „Góralami” do końca

Bardzo dobre widowisko mieli okazję obserwować kibice GKS-u Katowice i Podbeskidzia Bielsko-Biała, którzy dość licznie zgromadzili się w sobotni wieczór przy Bukowej. Ostatecznie spotkanie, obfitujące w sporo zwrotów akcji, zakończyło się podziałem punktów, który z perspektywy sytuacji w tabeli nie może satysfakcjonować żadnej ze stron. Po końcowym gwizdku więcej powodów do satysfakcji mogli mieć jednak gospodarze, gdyż udało im się odrobić wynik z 0:2 na 2:2.

[…] Zdecydowanie więcej nerwowości po dwóch pierwszych kolejkach pojawiło się zatem w Bielsku-Białej, ale nic dziwnego, skoro w miniony weekend spadkowicz zanotował wręcz wstydliwą porażkę z Odrą 0:3, w dodatku kończąc mecz w „10” i prokurując przez swoją niefrasobliwość kilka groźnych okazji dla opolan. Na niekorzyść „Górali” oczywiście działa całkowicie nowa kadra oraz brak jakichkolwiek wypracowanych automatyzmów, więc trzeba stwierdzić, że zespół Piotra Jawnego potrzebuje czasu, by parafrazując słowa byłego selekcjonera Jerzego Brzęczka, w ich grze mogło coś przeskoczyć.

Najbliższe dni w obozie Podbeskidzia mogły zatem posłużyć jako prawdziwy czas próby, a nadrzędną misją na bój w Katowicach było zanotowanie upragnionego przełamania. „GieKSa” założyła sobie jednak na to spotkanie identyczny cel, dzięki czemu od pierwszego gwizdka obserwowaliśmy naprawdę intensywne widowisko. Chyba żaden kibic nie mógłby być zdziwiony, gdyby już po 10 minutach na tablicy wyników widniał wynik w stylu 2:2, ale na przeszkodzie do takiego stanu rzeczy albo stanęli świetnie dysponowani bramkarze, albo obramowanie bramki (jak w przypadku mocnego strzału wszędobylskiego Filipa Szymczaka).

Wobec tak żywego początku było pewne, że prędzej czy pózniej piłka znajdzie swoje ujście w bramce, ale w odstępie od 12. do 21. minuty wydarzyły się dwie akcje, które wręcz wstrząsnęły gospodarzami. Zarówno przy bramce Kacpra Gacha, jak i przy świetnym zachowaniu Bilińskiego w polu karnym było widać zmysł ofensywnej i odważnej gry, jaką stara się zaszczepić w „Góralach” trenerski duet Jawny-Dymkowski. Szybka wymiana piłki, prostopadłe podania i zabójczy finisz – na tak grających bielszczan kibice czekali od początku sezonu, ale i sympatycy „GieKSy” mogli przecierać oczy ze zdumienia, tylko w zdecydowanie mniej pozytywnym kontekście.

Długimi fragmentami inicjatywa zdecydowanie należała do gości, natomiast zawodnicy GKS-u byli głęboko ustawieni na linii około 20-25 metra, by jak najszybciej oddalać powstałe zagrożenie. Gdy wielu widzom mogło się wydawać, że wspomniany wcześniej napór będzie tylko narastał, a Rafał Górak będzie musiał ułożyć w głowie „kilka mocnych słów”, które przekaże swoim podopiecznym w szatni, katowiczanie złapali kontakt i wykorzystali pierwsze tego wieczoru złe ustawienie defensywy Podbeskidzia. Gol na 1:2 autorstwa Adriana Błąda z pewnością pójdzie jednak na konto bramkarza Michała Peskovicia, który zamiast złapać płaskie dośrodkowanie z prawej strony boiska, nieumiejętnie wybił je nogą.

[…] Obie strony próbowały co prawda szarpać, grać piłką, podwajać krycie przy stykowych sytuacjach i stawiać wysoki pressing, ale godnych odnotowania sytuacji bramkowych było właściwie jak na lekarstwo. Wynikało to w dużej mierze z braku dokładnego ostatniego podania, ale i większej ilości fauli oraz przeniesienia przez „Górali”, mających korzystny wynik, ciężaru gry do defensywy.

I taki stan rzeczy utrzymał się właściwie do doliczonego czasu gry, gdy „GieKSa” w końcu zrobiła użytek z większego posiadania piłki i zdobyła wyrównującego gola za sprawą główki Arkadiusza Woźniaka. Na Bukowej zapanowała absolutna euforia, a cierpliwość oraz waleczność gospodarzy została nagrodzona ważnym pod względem budowania mentalu punktem. – Gratuluje mojemu zespołowi hartu ducha i tego, że do ostatniego gwizdka realizowaliśmy działania taktyczne – przyznał na gorąco po spotkaniu Rafał Górak, mocno podkreślając rolę „12” zawodnika na trybunach oraz dodając, że sam pojedynek dostarczył naprawdę sporo emocji.

Wysokie tempo sobotniej rywalizacji dostrzegł również trener Piotr Jawny, choć z racji utraty wydawałoby się pewnego kompletu punktów, jego nastrój był daleki od ideału. – Nasz zespół świetnie zareagował na pierwsze mecze i w ten dzisiejszy weszliśmy bardzo dobrze, naliczyłem bowiem 5-6 naprawdę groźnych sytuacjach. Mieliśmy świetną sytuację wyjściową, ale ostatecznie zabrakło nam pewnego doświadczenia. Na koniec jesteśmy niezadowoleni, rozczarowani. Mimo to pokazaliśmy jednak, że idziemy do przodu jako drużyna – powiedział opiekun „Górali”.

Spotkanie w Katowicach faktycznie dostarczyło sporo emocji, ale po końcowym gwizdku ponownie mieliśmy do czynienia z dwoma rannymi. Oba zespoły muszą bowiem poczekać kolejne kilka dni na szansę odniesienia pierwszego zwycięstwa w nowym sezonie.

 

infokatowice.pl – GieKSa ratuje remis z Podbeskidziem w doliczonym czasie gry

[…] Pierwsza połowa spotkania to wiele ofensywnych akcji ze strony obu drużyn. Już w 3 minucie mogło być 1:0 dla gości, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Kudła. GieKSa odpowiedziała w 8 min., ale strzał Szymczaka wylądował na poprzeczce. Kolejne minuty należały do Podbeskidzia, które wykorzystało indywidualne błędy katowickich obrońców i w 21 min. po trafieniach Gacha i Bilińskiego prowadziło już 2:0. Trójkolorowi jednak się nie poddawali i jeszcze przed gwizdkiem sędziego kontaktowego gola zdobył Błąd.

W drugiej odsłonie bielszczanie się cofnęli pod własną bramkę i bronili korzystnego rezultatu. GieKSa z kolei szukała wyrównania. Pomimo kilku dobrych okazji długo jednak nie potrafiła po raz kolejny pokonać Peskovića. Najbliżej tego był w 73 min. wprowadzony kilkadziesiąt sekund wcześniej Kozłowski, ale fatalnie przestrzelił z kilku metrów. Kiedy wydawało się, że podopieczni trenera Rafała Góraka przegrają drugi mecz z rzędu, w doliczonym czasie gry Błąd idealnie dośrodkował na głowę Woźniaka, a ten mocnym i precyzyjnym strzałem znalazł drogę do bramki i tym samym dał GieKSie jeden punkt.

 

sport.interia.pl – GKS Katowice ambitnie gonił Podbeskidzie i… dogonił

[…] W Katowicach beniaminek spotkał się ze spadkowiczem, faworyta nie było. Po zajmującym meczu padł remis.

Obie drużyny jak najszybciej chciały strzelić gola więc nie bały się atakować.

[…] Po przerwie tyle szans nie było; dopiero w 59. minucie stadion poderwał rozpędzony Dominik Kościelniak, ale jego strzał obronił Pesković. Dwadzieścia minut przed końcem po ostrej centrze Błąda świetnej okazji nie wykorzystał Filip Kozłowski, który kilka chwil wcześniej wszedł na boisko. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się zwycięstwem gości fantastyczną centrą popisał się Błąd a piękną bramkę głową strzelił Arkadiusz Woźniak!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga