Piłka nożna Prasówka
Co za końcówka na Bukowej. GieKSa urywa punkt Wigrom! – przegląd doniesień mediów po meczu GKS Katowice – Wigry Suwałki
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi GKS Katowice – Wigry Suwałki. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów 2:2 (0:2).
sportdziennik.com – Co za końcówka na Bukowej. GieKSa urywa punkt Wigrom!
Katowiccy kibice opuszczali już trybuny, godząc się z kolejnym niepowodzeniem, ale GKS w końcówce zdołał zdobyć 2 bramki, ratując remis 2:2 z Wigrami Suwałki.
Przez kilkadziesiąt minut przy Bukowej wszystko wskazywało na czwartą porażkę GieKSy w siódmym występie po „wyjściu” z 2-tygodniowej kwarantanny. Wigry, dla których ten mecz był chyba ostatnią nadzieją na podłączenie się jeszcze do walki o bezpośredni awans, już do przerwy prowadziły 2:0 i wydawało się, że nic złego nie może już im się stać. A na stadionie rosła frustracja. „Szczerbowski, gdzie jest ta GieKSa?” – pytano śpiewnie prezesa klubu. Sporo osób w okolicach 80-85. minuty kierowała się już do wyjść.
Katowiczanie nie poddali się jednak na murawie. W 88. i 92. minucie zdobyli bramki na wagę remisu. Dwa razy – po stałych fragmentach gry. Najpierw w zamieszaniu po aucie odnalazł się Grzegorz Janiszewski, poradził sobie z Adrianem Piekarskim i Patrykiem Mularczykiem, by posłać piłkę do siatki. Potem idealnie z rzutu wolnego przymierzył Marcin Urynowicz. Niezłomny. Wcześniej raz obił poprzeczkę (to samo w I połowie uczynił Krystian Sanocki), a raz jego uderzenie z wolnego kapitalnie obronił golkiper suwalczan Hieronim Zoch.
– Wiara! – krzyknął trener Rafał Górak z uniesioną pięścią w stronę trybuny głównej po wyrównującym golu. Kibice na „Blaszoku” wywiesili transparent z fragmentem jego słynnej wypowiedzi sprzed lat. „To jest bardzo poważna sprawa, bo to życie prywatne wielu ludzi”. Dziś Górakowi puszczały nerwy. Wdał się w przepychanki słowne z arbitrem technicznym czy trenerem Wigier Dawidem Szulczkiem, w 83. minucie ujrzał żółtą kartkę. Finalnie dokonane przez niego zmiany pomogły zespołowi odwrócić losy tego meczu, a trzeba też przyznać, że GieKSa bezlitośnie skorzystała z „zaproszenia do tańca”, jakim było zupełne oddanie przez Wigry inicjatywy.
Stan 2:2 to nie był wcale koniec emocji. Arkadiusz Woźniak główkował jeszcze nad poprzeczką po centrze Grzegorza Rogali, a w końcówce doliczonego czasu (aż 6 minut) dwie dobre okazje mieli jeszcze goście, ale Bartosz Mrozek wyłapał strzały Cezarego Sauczka i Patryka Czułowskiego.
Być może taki występ – choć przecież nie zwycięski – da impuls GieKSie na ostatniej prostej walki o awans, która mocno się w ostatnich tygodniach skomplikowała. Jutro katowiczanie będą mocno nasłuchiwać wieści z Rzeszowa. Jeśli Chojniczanka pokona wieczorem Stal, podopieczni Góraka znajdą się poza czołową dwójką. W środę wyjazd do Lublina, a za tydzień, w niedzielę, na Bukową zawita rywal z koszmarów, czyli Bytovia…
suwalki24.pl – GKS Katowice – Wigry Suwałki 2:2. To się nazywa wypuścić okazję z rąk
Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu Biało-Niebiescy prowadzili 2:0, kontrolowali mecz i już widzieli tylko trzypunktową stratę do wicelidera. Fatalną końcówką zaprzepaścili szansę na sukces.
[…] Podopiecznym Dawida Szulczka na finiszu wyraźnie zabrakło sił. Może dlatego, że od początku dawali z siebie wszystko, starali się być bardzo blisko przeciwnika. W efekcie sami konstruowali akcje, zazwyczaj lewą stroną, kończone dośrodkowaniami aktywnego Daniela Liszki.
Wystarczy napisać, że w pierwszych 20 minutach Wigry biły aż pięć rzutów rożnych. Gospodarze zrewanżowali się dwiema groźnymi akcjami. Po pierwszej z nich Krystian Sanocki trafił w słupek bramki Hieronima Zocha, a w drugiej, po uderzeniu Adriana Błąda suwalski bramkarz sparował piłkę na poprzeczkę.
Piłkarzom suwalskiej drużyny nie udawało się tak poważnie zagrozić gospodarzom po ataku pozycyjnym, spóbowali więc szybszych akcji. Z powodzeniem, bo w ciągu 5 minut zadali GieKSie dwa zabójcze, wydawało się, ciosy.
W 37 minucie Patryk Mularczyk prostopadle zagrał do Kacpra Wełniaka, który lewą stroną wbiegł w pole karne i strzałem w kierunku dalszego słupka nie dał szans Bartoszowi Mrozkowi.
Trzy minuty przed przerwą było już 2:0 dla Wigier. Kamil Adamek zagrał na prawo do Cezarego Sauczka, ten popisał się dalekim przerzutem na lewą stronę. Daniel Liszka dośrodkował dokładnie na głowę Michała Żebrakowskiego, który precyzyjnym strzałem przy lewym słupku zdobył swojego drugiego gola w sezonie.
Niedługo po zmianie stron kontuzjowanego Michała Orzechowskiego zastąpił Paweł Gierach, pomocnik gospodarzy Marcin Urynowicz z wolnego po raz drugi obił poprzeczkę naszej bramki, ale Wigry panowały nad wydarzeniami na boisku.
[…] W 71 munucie sygnał do ataku dał stoper GieKSy Arkadiusz Jędrych, który został zatrzymany faulem ledwie dwa metry przed naszym polem karnym. Marcin Urynowicz tym razem zdecydował się na płaski strzał przy lewym słupku i tylko kapitalnej interwencji Hieronima Zocha Wigry zawdzięczają, że po stronie strat nadal miały zero.
Gospodarze atakowali niemrawo, jakby nie wierzyli, że uda się im uchronić przed porażką, ale z każdą akcją byli coraz bliżej naszej bramki.
Wigry cofnęły się na 20. metr i to się srodze na nich zemściło. W 88 munucie, po wrzucie z autu, zamieszanie w naszym polu karnym wykorzystał Grzegorz Janiszewski, który strzałem z bliska nie dał szans Hieronimowi Zochowi.
Kontaktowa bramka dodała skrzydeł zawodnikom Rafała Góraka, a Dawid Szulczek nie zareagował, chociaż w zapasie miał jeszcze dwie zmiany.
[…] Sędzia doliczył 6 minut, a już w drugiej doliczonej munucie Wigry ratowały się faulem. Tym razem Marcin Urynowicz strzelił z wolnego nie do obrony – piłka wpadła niemal w okienko suwalskiej bramki. Niby z niczego, ale zrobiło się 2:2.
Teraz to Biało-Niebeiscy rzucili się do przodu i tuż przed końcowym gwizdkiem mogły znowu wyjść na prowadzenie. Strzał Patryka Czułowskiego zdołał jednak obronić Bartosz Mrozek, ktory wybil pilke przed siebie.
Remis nie mógł ucieszyć żadnej z drużyn.
dziennikzachodni.pl – Katowiczanie grali do końca i odrobili dwie bramki w końcówce!
W sobotę 15.05.2021 r. w meczu 33. kolejki eWinner 2. Ligi GKS Katowice zremisował z Wigrami Suwałki 2:2 (0:2), choć do 88. minuty goście prowadzili dwoma bramkami.
Na Bukową wreszcie wrócili kibice, którzy głośno od początku wspierali GieKSę, która chce awansować do Fortuna 1. Ligi bez konieczności walki w barażach. Po drugiej straconej bramce brakło im cierpliwości i dosadnie wyrażali swoje niezadowolenie.
[…] W 33. minucie huknął z rzutu wolnego Adrian Błąd i Hieronim Zoch wybił piłkę na rzut rożny. Trzy minuty później bramkarz Wigier sparował piłkę na poprzeczkę po strzale z bliska Sanockiego.
Potem nastąpiło pięć minut, które wstrząsnęły Katowicami. Najpierw Kacper Wełniak strzelił z ostrego kąta w długi róg i pokonał Bartosza Mrozka, potem Żebrakowski głową podwyższył na 2:0 dla gości. Kibice nie wytrzymali i zaczęli skandować „K… mać, GieKSa grać”, a gdy piłkarze schodzili do szatni żegnały ich gwizdy.
[…] Na początku drugiej połowy kibice w ciszy oglądali mecz, a GieKSa starała się coś zmienić. W 55. minucie Urynowicz z rzutu wonego strzelił w porzeczkę. W 71. minucie Zoch świetnie obronił strzał Urynowicza, również z wolnego.
Im bliżej końca, tym w katowickim obozie było coraz bardziej nerwowo. Trener Górak za swoje zachowanie został ukarany żółtą kartką (83. minuta).
GieKSa w 88. minucie ożywiła swoich kibiców, bo Grzegorz Janiszewski skierował z bliska piłkę do siatki i było tylko 1:2. To nie był koniec! Urynowicz pięknie przymierzył z wolnego w doliczonym czasie.
Wigry jeszcze mogły zadać cios, ale Mrozek obronił, gdy strzelał Denis Gojko.
infokatowice.pl – Dreszczowiec z Wigrami na remis
[…] Niesiona głośnym dopingiem kibiców, którzy po raz pierwszy od października mogli wrócić na trybuny, GieKSa w pierwszej połowie przeważała i stworzyła kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Najbliżej szczęścia był dwukrotnie Sanocki, ale jego uderzenie w 12 min. wylądowało na słupku, a kolejny strzał w 36 min. został sparowany przez bramkarza na poprzeczkę. Dobre okazje do pokonania Zocha mieli także Błąd, którego bombę pewnie obronił bramkarz gości, a także Janiszewski, który nie trafił jednak głową do bramki. Przyjezdni w pierwszej połowie atakowali rzadko. Rozkręcili się dopiero w końcówce, kiedy przeprowadzili dwie akcje, które na bramki zamienili Wełniak i Żebrakowski.
W drugiej połowie katowiczanie próbowali odrobić straty, ale długo im się to nie udawało. Najlepsze okazje do zdobycia kontaktowego gola miał dwukrotnie z rzutu wolnego Urywnowicz. Jego strzał w 55 min. zatrzymał się jednak na poprzeczce, a przy kolejnym w 70 min. świetną interwencją popisał się golkiper Wigier. Pomimo wszystko GieKSa nie odpuszczała i do ostatnich minut próbowała odwrócić losy pojedynku. W 88 min. Zoch w końcu musiał wyciągać futbolówkę z siatki po trafieniu Janiszewskiego. Dwie minuty później przed kolejną dobrą okazją z rzutu wolnego stanął Urynowicz i zgodnie z zasadą do trzech razy sztuka, tym razem pokonał suwalskiego bramkarza.
sportowefakty.wp.pl – eWinner II liga: najlepsi musieli gonić. Motor Lublin dostał chłostę
Górnik Polkowice zremisował 2:2 ze Śląskiem II Wrocław, a GKS Katowice zanotował identyczny wynik w meczu z Wigrami Suwałki. Lider oraz wicelider gonili swoich przeciwników.
[…] Wicelider GKS Katowice zremisował 2:2 z Wigrami Suwałki i co prawda ten wynik składa się na pasmo niepowodzeń podopiecznych Rafała Góraka, ale tym razem powinni go docenić. Jeszcze w 88. minucie GKS miał dwubramkową stratę do przeciwnika. Zapunktował dzięki ambitnemu finiszowi. W 88. minucie Grzegorz Janiszewski, a w doliczonym czasie Marcin Urynowicz wyszarpnęli punkt. Katowiczanie utrzymali w tych okolicznościach przewagę nad czwartymi w tabeli Wigrami i czekają na reakcję trzeciej Chojniczanki w niedzielnym meczu ze Stalą Rzeszów.
bialystokonline.pl – Niewiarygodne. Nieudana końcówka spotkania może podlaski zespół słono kosztować
[…] Biało-Niebiescy bardzo długo prowadzili w trakcie sobotniego (15.05) starcia, ale zabójcza końcówka w wykonaniu gospodarzy sprawiła, że mecz zakończył się remisem.
[…] W 12. minucie meczu Sanocki obił słupek podlaskiego zespołu, ale później to przyjezdni byli konkretniejsi, przez co wydawało się, że optymistyczny scenariusz się ziści i Wigry ponownie włączą się do walki o 2. miejsce w tabeli. Tuż przed przerwą gole na konto ekipy z północno-wschodniej Polski strzelili Kacper Wełniak oraz Michał Żebrakowski.
Niestety ostatecznie kibice suwalskiej drużyny wielkich powodów do radości po sobotniej konfrontacji nie mają, a wszystko przez wydarzenia, które miały miejsce w samej końcówce rywalizacji. Jeszcze w 87. minucie Wigry prowadziły 2:0, lecz ambitni gospodarze nie poddali się i rzutem na taśmę doprowadzili do wyrównania. Kontaktowe trafienie zaliczył Grzegorz Janiszewski, a w doliczonym czasie wynik pojedynku na 2:2 zmienił Marcin Urynowicz, który świetnie uderzył z rzutu wolnego.
Wypuszczenie niemal pewnego zwycięstwa oznacza, że Biało-Niebieskim trudno będzie już dogonić wicelidera z Katowic.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze