Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Piłkarki GieKSy wicemistrzyniami Polski w futsalu kobiet U-16
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze przygotowują się do startu rozgrywek ligowych rundy wiosennej sezonu 2020/21. W minionym tygodniu piłkarki rozegrały mecz sparingowy z faworytkami Ekstraligi – ekipą Górnika Łęczna. Niestety nasza drużyna przegrała 1:6. Piłkarki z „Akademii Młoda GieKSa” w kategorii U – 16 zdobyły tytuł wicemistrzyń Polski w futsalu. Przegraną zanotowała również męska drużyna – 2:3 z Odrą Opole.
W sobotę siatkarze rozegrali mecz ligowy z Treflem Gdańsk, ulegając na wyjeździe 1:3. W tym tygodniu siatkarze rozegrają jeszcze spotkania z Indykpolem AZS Olsztyn (w środę, na wyjeździe) i z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ( w niedzielę, w Szopienicach). Hokeiści rozegrali dwa zwycięskie spotkania na wyjeździe: ze Stoczniowcem Gdańsk 8:2 oraz w piątek z Ciarko STS Sanok 2:1.
PIŁKA NOŻNA
nto.pl – Odra Opole pokonała w sparingu GKS Katowice 3-2
[…] Pierwszą bramkę miejscowi mogli zapisać na swoim koncie dzięki nieporozumieniu w szeregach rywali. Wówczas to bowiem jeden z obrońców wycofał piłkę do golkipera i ta niespodziewanie minęła go i wpadła do siatki. 10 minut później już gospodarze sami dopięli swego, a trafienie zanotował debiutujący w niebiesko-czerwonych barwach Szymon Drewniak.
Po zmianie stron wydawało się, że podopieczni Dietmara Brehmera kontrolują sytuację. Na półmetku tej odsłony przyjezdni złapali kontakt gdy rzut karny wykorzystał Kurbiel. Niespełna kwadrans później wyrównał Dominik Kościelniak po tym gdy wymanewrował pół naszej drużyny. Na szczęście niebawem na indywidualną akcję zdecydował się Adam Żak i strzałem w długi róg ustalił wynik spotkania.
dziennikzachodni.pl – Odra Opole – GKS Katowice 3:2
Piłkarze GKS Katowice przegrali w sparingowym meczu z Odrą Opole 2:3. Zespół Rafała Góraka lepiej zaprezentował się w drugiej połowie.
[…] Katowiczanie przegrali w Opolu z Odrą, ale w drugiej połowie zaprezentowali się całkiem nieźle. Odrobili wtedy straty poniesione po przypadkowym golu, gdy piłka odbiła się od nierównej sztucznej nawierzchni, oraz po stałym fragmencie gry.
Po zmianie stron GKS doprowadził do remisu. Najpierw Piotr Kurbiel wykorzystał jedenastkę, a potem Dominik Kościelniak pokazał klasę w indywidualnej akcji.
Ostatnie słowo znów należało jednak do gospodarzy.
facebook.com – Wielosekcyjna Akademia „Młoda Gieksa”
WICEMISTRZYNIE POLSKI w Futsalu Kobiet U-16❗????????????
Wielkie gratulacje dla całego zespołu oraz sztabu trenerskiego ????????
Mecz finałowy z Wierzbowianka – Akademia Piłkarska zakończył się remisem 2⃣:2⃣. W konkursie rzutów karnych skuteczniejsze okazały się przeciwniczki (5:4).
Bramki dla naszego zespołu zdobyła Zuzanna Witek, która została wybrana najlepszą zawodniczką Turnieju ????⚽????
tylkokobiecyfutbol.pl – MMPU16 : Wierzbowianka mistrzem Polski
Za nami bardzo emocjonujący weekend z futsalem w wydaniu do lat 16. W podkrakowskich Proszowicach rozegrano turniej finałowy Młodzieżowych Mistrzostw Polski w futsalu. Po pasjonującym finale po rzutach karnych wygrały zawodniczki Wierzbowianki, które w pokonanym polu zostawiły zawodniczki katowickiej GieKSy. Turniej skradła jednak Zuzanna Witek właśnie ze śląskiego zespołu i do niej powędrował tytuł MVP całych zawodów.
Nagrody indywidualne :
Najlepsza zawodniczka: Zuzanna Witek (GKS)
Królowa strzelczyń: Patrycja Kozarzewska (UKS Ząbkovia Ząbki) – 10 goli
Najlepsza bramkarka: Amelia Jarguz (Wierzbowianka Wierzbno)
Klasyfikacja końcowa :
1. Wierzbowianka Wierzbno
2. GKS Katowice
3. Ząbkovia Ząbki
4. UKS 3 Staszkówka Jelna
dziennikwschodni.pl – GKS Katowice – GKS Górnik Łęczna 1:6
GKS Górnik Łęczna jeszcze nie przegrał żadnego sparingu w zimowym okresie przygotowawczym. W niedzielę podopieczne Piotra Mazurkiewicza ograły aż 6:1 GKS Katowice.
To był znakomity występ mistrzyń Polski, które kompletnie zdominowały swojego ligowego rywala. Na pierwszego gola w Nowinach, gdzie był rozgrywany ten mecz, trzeba było czekać do 25 min. Wówczas w zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazała się Małgorzata Grec i z bliska wpakowała piłkę do siatki. Do przerwy więcej goli już nie padło.
Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po zmianie stron. Jako pierwsza w drugiej połowie katowicką obronę naruszyła Nikola Karczewska, która dobiła piłkę po strzale Grec. Później swoje gole również zdobyły największe gwiazdy Górnika – Ewelina Kamczyk i Emilia Zdunek. Kolejne dwie bramki natomiast dołożyły młode talenty łęcznianek Roksana Ratajczyk i Maja Osińska. Ta pierwsza mogła mieć na koncie jeszcze jedno trafienie, ale zmarnowała rzut karny. Katowiczanki stać było tylko na honorowego gola – w 81 min zdobyła go Klaudia Maciążka
[…] Ekstraliga wznowi rozgrywki w pierwszy weekend marca, a pierwszym przeciwnikiem będzie LKS Rolnik B.
sportdziennik.com – Podpis bramkarza
Mimo wyróżnienia uzyskanego przez Akademię Młodej GieKSy w corocznym plebiscycie Zgodnie z naszymi informacjami, nowym bramkarzem katowickiego II-ligowca został Patryk Królczyk. Na Bukową trafił w ramach wypożyczenia do końca sezonu z Piasta Gliwice.
26-latek dołączył do GieKSy przed zgrupowaniem w Bielsku-Białej i dał się poznać z na tyle dobrej strony, że podjęto decyzję o jego pozyskaniu. Królczyk – mimo 1,5-rocznego pobytu w Piaście – nie zadebiutował w ekstraklasie, bo niepodważalną pozycję wśród golkiperów mają w nim Frantiszek Plach i Jakub Szmatuła. Wcześniej strzegł bramki Warty Gorzów Wielkopolski, Pniówka 74 Pawłowice, Olimpii Grudziądz, Porońca Poronin czy Nadwiślana Góra.
– Patryk był z drużyną na tygodniowym obozie i bardzo pozytywnie zaprezentował się na treningach oraz w meczach kontrolnych. Wraz z Bartoszem Mrozkiem, Kamilem Korczakiem i Patrykiem Kukulskim będzie w gronie czterech bramkarzy rywalizujących o miejsce w składzie pierwszej drużyny. Funkcjonujący dotychczas z zespole Marcel Zocłoński trenuje z drugą drużyną – poinformował Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GieKSy.
Pierwszy raz w II lidze katowiczanie dysponować będą bramkarzem-niemłodzieżowcem. Nr 1 powinien pozostać Mrozek. Gdy w grudniu do Zagłębia Sosnowiec odszedł jego dubler, Szymon Frankowski, przy Bukowej zadecydowano, że kandydatami na zmiennika Mrozka nie mogą być wyłącznie juniorzy.
Stąd też pozyskanie Królczyka, który może być ostatnim tej zimy ruchem kadrowym ekipy z Bukowej. Przypomnijmy, że z wiceliderem II ligi – poza wspomnianym Patrykiem Kukulskim (ostatnio Concordia Piotrków Trybunalski) – związał się pomocnik Rafał Figiel (Podbeskidzie).
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – GKS Katowice ma czego żałować
[…] Siatkarze GKS-u Katowice, choć skazywani przez wielu fachowców grę o utrzymanie się w PlusLidze, ciągle mają szansę na występy w play offie. Jednak w rewanżowym spotkaniu z Treflem w Gdańsku nie sprostali rywali i przegrali 1:3. Jednak wyprawa na północ kraju trwa nadal, bowiem katowicka ekipa wczoraj przeniosła się z Trójmiasta do Olsztyna. Już jutro dojdzie chyba do kluczowego meczu o „8” z Indykpolem AZS-em. Zwycięzca na pewno zwiększy szansę na premiowane miejsce.
Trefl to więcej niż solidna drużyna, mająca w swoich szeregach indywidualność, potrafiąca w trudnych momentach zdobywać punkty. Mariusz Wlazły, bo o nim mowa, mocno dał się we znaki GKS-owi. Może nie uderzał z taką potężną siłą, ale precyzyjnie, a ponadto sprytnie obijał blok, doprowadzając do irytacji katowiczan. Był liderem zespołu gospodarzy zasłużył na statuetkę MVP, który otrzymał po spotkaniu.
Siatkarze z Katowic grali więcej niż poprawnie, ale o ich porażce zadecydowały drobne detale. Przede wszystkim popełnili za 16 błędów w zagrywce, nie zaliczając żadnego punktu. Serwis nie funkcjonował tak jakbyśmy życzyli, a gospodarze też nie grzeszyli pomyłkami, ale zaliczyli 3. asy.
– Tak się złożyło, że zagrywką trafialiśmy w przyjmujących, a oni sobie z nią radzili i mogli konstruować akcję – mówił po meczu trener GKS-u, Grzegorz Słaby, który w tym momencie był już myślami przy potyczce. – Graliśmy dobrze, ale trafiliśmy na silniejszego rywala z mocnym liderem Wlazły, odgrywającym istotną rolę w drużynie.
Zaczęło się wielce obiecująco dla katowiczan, bo w I secie szybko zdobyli przewagę i skrzętnie ją utrzymywali. Podstawą była dobra gra w obronie, bo katowiczanie wiele piłek podbili i mogli konstruować kontrę. Skutecznie ze środka siatki punkty zdobywał Emanuel Kohut, a Jakub Jarosz wspierany przez kolegów również był skuteczny na skrzydle. Pewna wygrana dawała iskierkę nadziei na kolejne odsłony. A dwóch kolejnych katowiczanie mogą żałować, bo mieli realne szansę na wygrane.
W II partii najpierw był remis 21:21, a przy stanie 22:23 Kamil Kwasowski zepsuł zagrywkę. Z kolei w następnej przy stanie 22:22 udaną akcją zakończył Pablo Crer, a chwilę potem Bartosz Pietruczuk, wchodzący tylko do pola serwisowego, popisał się asem. Wprawdzie Miłosz Zniszczoł zmniejszył stratę, ale potem wszystko w swoje ręce wziął Wlazły. IV set był już wyraźnie pod kontrolą gospodarzy.
– Szkoda, bo była szansa na punkty czy punkt, ale nie mam pretensji do chłopaków, bo zrobili wszystko co w swojej mocy – dodał szkoleniowiec GKS-u. – Tym spotkaniem tylko potwierdzili, że ich forma poszła w górę. Teraz z nadziejami jedziemy do Olsztyna.
Zespół z Gdańska zrewanżował się za porażkę 2:3 w Katowicach i dość mocno usadowił się na 3 miejscu w tabeli.
Trefl Gdańsk – GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:22, 25:23, 25:21)
HOKEJ
sportdziennik.com – Sympatycznie było…
Jedyną zagadką były rozmiary zwycięstwa GKS-u. Trener Andrej Parfionow dokonał roszad w formacjach, ale meczem ze Stoczniowcem na pewno nie rozwiązał problemów personalnych.
Goście od początku zaczęli bombardować bramkę Stoczniowca. Gdy Michał Sadowski II powędrował na boksu kar, 27 sek. później Miika Franssilla silnie uderzył i krążek przemknął między parkanami golkipera gospodarzy.
U gospodarzy niezłe okazję mieli Krystiana Mocarski i Jakub Stasiewicz, ale Juraj Szimboch był czujny i zaliczył „czyste konto”, bo w II tercji jego miejsce zajął Maciej Miarka. Ostatnia tercja to było już takie ślizganie i dogrywanie meczu.
Stoczniowiec Gdańsk – GKS Katowice 2:8 (0:3, 1:3, 1:1)
hokej.net – Feralna ostatnia minuta. GieKSa zgarnia trzy punkty
Hokeiści Ciarko STS Sanok przegrali z GKS Katowice 1:2 tracąc decydującego gola na 17 sekund przed końcem spotkania. Celny cios na wagę trzech punktów zapewnił aktywny w tym spotkaniu Bartosz Fraszko. To trzecie spotkanie z rzędu gdzie sanoczanie w ostatniej minucie tracą punkty w meczu ligowym.
– Nie umiem zebrać myśli po takim meczu. Szacunek dla drużyny z Sanoka bo pokazują charakter a my musimy zacząć lepiej grać – powiedział po meczu Grzegorz Pasiut, kapitan GKS Katowice.
– Czujemy niedosyt po takim meczu gdzie tracimy bramkę na 17 sekund przed końcem. To już trzecie spotkanie z rzędu gdzie dajemy sobie wyrwać punkty w samej końcówce. Szkoda, bo zasłużyliśmy na sprawienie niespodzianki a być może zwycięstwa w dogrywce. Niepotrzebne są te kary w końcówce, które nas osłabiają – dodał Maciej Bielec, napastnik Ciarko STS Sanok.
Ciarko STS Sanok – GKS Katowice 1:2 (0:1, 1:0, 0:1)
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze