Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Żadnych ochów i achów! Katowiccy mistrzowie tortur

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze zakończyli rundę jesienną sezonu 2020/21. Trwa przerwa zimowa – do treningów drużyny wrócą w styczniu. Został ogłoszony przetarg na budowę nowego stadionu miejskiego na którym mecze będzie rozgrywać GieKSa.

Wczoraj siatkarze rozegrali mecz ligowy z jednym z faworytów rozgrywek Plusligi, drużyną PGE Skrą Bełchatów. Nasz zespół przegrał 0:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w środę z Jastrzębskim Węglem, na wyjeździe. Korzystając z przerwy w rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi drużyna GieKSy rozegrała sparing z Zagłębiem Sosnowiec, wygrywając 5:3.

 

PIŁKA NOŻNA

weszlo.com – Katowiccy mistrzowie tortur, „W grze” i kolanem we własny nos

Kilka klubów ścigających się o to, kto wykaże się wprawą w torturowaniu własnych kibiców. Kolejna okazja wspomnienia rymu „Bach-bach, Karabach”, ale i trwonienia potencjału lechitów.

[…] Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski jeszcze wracają do 2020, tym razem w całkowicie uznaniowo, subiektywnie wybranych kategoriach oceniają to, co negatywne w minionym roku.

Kategoria – najbardziej wykwintna tortura zafundowana kibicom (zespołowo)

[…] JO: Przebijam jedno i drugie. Nie zapominajmy o tym, że istnieje GKS Katowice, zawsze na miejscu, gdy trzeba sprawdzić, kto najmocniej przetyrał własnych kibiców. Przy GKS-ie to wyjątkowa perfidia, bo nie dość że recydywa, to jeszcze tzw. szczególne okrucieństwo. Tak, jesień trochę im zrekompensowała wiosnę, ale przypomnijmy, w jakich kuriozalnych okolicznościach oni przegrali awans. Nie dość, że Górnik Łęczna pogodził faworytów z Katowic i Łodzi, to w jakich to się stało okolicznościach. GKS wtapia w Stalowej Woli, z ekipą, która ostatecznie i tak spadnie z ligi. Ale nic się nie stało, Widzew równocześnie przegrywa w Rzeszowie, więc wciąż pozostaje ta ostatnia kolejka. Wystarczy, żeby Znicz się postawił w Łodzi, może nie jest to oczywistość, ale przecież pamiętamy, z jakimi skokami formy się borykał wówczas ten zespół. Nie była to misja niemożliwa. No i co? I Widzew przegrywa u siebie z pruszkowianami, a GKS… remisuje z Resovią na własnym terenie.

Wykorzystałeś kartę „ALE ALE ALE” Kowala, ja daję kartę „NO LUDZIE KOCHANI”. Bo przecież GKS w tzw. międzyczasie ograł Stal Rzeszów, ograł Górnik Łęczna, zremisował z Widzewem. Zgubił punkty na dole, bo jeszcze podzielił się punktami ze spadającą Legionovią. Na finiszu poprawił kibicom, którzy nie zrezygnowali z pasji po ostatniej kolejce przegranym barażem. GKS został pokonany na własnym terenie przez szóstą w tabeli Stal Rzeszów. Rzeszowianie mieli na koniec ligi 8 punktów straty do GieKSy, na 6 tygodni przed barażem przegrali przy Bukowej 2:3.

LM: Racja. GKS Katowice. Jednak. Używaliśmy filmowych nawiązań, katowiczanie w tym ujęciu to prawie jakieś Paranormal Activity. Spadek to historia z 2019, ale jaki był, wszyscy wiemy – gol bramkarza, ta ostatnia minuta, klub, który miał się bić o awans, ściągał Kubę Wawrzyniaka, spada. W II lidze, po takim ciosie, znajduje grunt. Wiosnę ma słabszą, ale jednak, wszystko w swoich rękach. Do samego końca sezonu zasadniczego w obliczu wpadki Widzewa ze Zniczem. I nic. A potem jeszcze baraże, które miał rozgrywać u siebie. I znowu w łeb. Katowiczanie to jedyni kibice w Polsce, którym byliby w stanie współczuć nawet lechici.

WERDYKT: GKS Katowice

 

sportdziennik.com – Żadnych ochów i achów!

Wiemy, w jakim gramy klubie i w jakiej lidze. Musimy wygrywać, nic innego nie wchodzi w rachubę – podkreśla napastnik Filip Kozłowski, mający za sobą udaną pierwszą rundę w barwach GieKSy.

Usłyszawszy pytanie, dlaczego jesień w wykonaniu GieKSy była znacznie lepsza niż wiosna, stojąca pod znakiem przegranej walki o awans do I ligi, znaczącą składową odpowiedzi byłaby z pewnością obsada pozycji napastnika. Zakontraktowany latem Filip Kozłowski z Elany Toruń zrobił w katowickiej ofensywie różnicę.

Co prawda dorobek bramkowy w postaci sześciu trafień na kolana rzucać nie może, ale wkład 25-latka w grę zespołu z Bukowej wykraczał daleko poza listę strzelców goli. Bo taki to typ atakującego, uciekającego często ze światła bramki, szukającego pojedynków, stwarzającego przewagę bliżej bocznej linii boiska.

– Jest pewien niedosyt… Trzeba tak powiedzieć, gdy przypominam sobie te wszystkie niewykorzystane sytuacje, ale do sześciu goli dołożyłem jeszcze kilka asyst. Pięć, może sześć – nie do końca je liczę, ale też zawsze bardzo mnie cieszą, bo to przecież konkretna statystyka.

Liczby mogłem mieć lepsze. Nie będę jednak narzekał, nie jest tragicznie i nie ma powodów do nerwów – mówi Kozłowski, który nie może też narzekać na… nudę. Co sezon wraz z zespołem walczy o konkretny cel.

[…] – Z Rozwojem wywalczyliśmy pierwszą ligę, może teraz dokonam tego w GKS-ie. Czuję się szczęśliwy w Katowicach. Latem mogłem trafić do klubu z wyższej ligi, ale podjąłem inną decyzję. Okazała się dobra, jestem zadowolony, że wróciłem do tego miasta – podkreśla napastnik, który sporą część swojej przygody z piłką spędził w stolicy Górnego Śląska, choć sam pochodzi z odległej Kruszwicy.

[…] Na zimowe urlopy katowiczanie mogli rozjechać się z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. Mają na koncie 38 punktów, czyli tyle, ile przewodzący tabeli Górnik Polkowice, a wygrywając 7 meczów z rzędu ustanowili rekordową serię GKS-u w historii występów na szczeblu centralnym.

– Gdy drużyny w II lidze miały takie serie, to zwykle odskakiwały reszcie na kilka punktów. Ale… to byłą taka runda serii, bo Polkowice czy Wigry też wygrywały, z tyłu czai się Chojniczanka. Jak widać, potrzeba seryjnych zwycięstw, by w tym sezonie się liczyć. Pewnie jeszcze trzeba będzie zanotować podobną, by wiosnę zakończyć sukcesem.

Z pewnością musimy docenić to, czego dokonaliśmy jesienią. Zrobiliśmy swoje, zrealizowaliśmy cel na rundę, czyli miejsce w pierwszej dwójce. Nasze zadanie na cały sezon jest przecież jasne. To GKS Katowice, gdzie wymagania są bardzo duże. Wiemy, w jakim gramy klubie i w jakiej lidze. Musimy wygrywać, nic innego nie wchodzi w rachubę.

Zapewniam, że po kolejnych zwycięstwach w naszej szatni nie było „ochów i achów”. Mamy na tyle silną drużynę, z szeroką i jakościową kadrą, że jesteśmy zobligowani do zwycięstw – mocno akcentuje Filip Kozłowski.

[…] – Pytania z innych klubów? Kompletnie żadnych, zresztą nawet się nad tym nie zastanawiam. Mam w Katowicach jeszcze 1,5 roku kontraktu i chcę spożytkować ten czas jak najlepiej – podkreśla snajper z Kruszwicy.

33 GOLE na boiskach II ligi strzelił Filip Kozłowski (5 dla Rozwoju, 22 dla Elany, 6 dla GieKSy).

6 ASYST zanotował Kozłowski w jesiennych meczach GKS-u

1 RAZ nie wybiegł w minionej rundzie 25-latek w wyjściowym składzie. We Wrocławiu (3:0 ze Śląskiem II), gdy zmagał się z drobnym urazem, zastąpił go Piotr Kurbiel

 

SIATKÓWKA

siatka.org – PGE Skra nie straciła w Katowicach nawet seta

Zakończyło się jedyne niedzielne spotkanie PlusLigi, w którym GKS Katowice podejmował PGE Skrę Bełchatów. Przyjezdni zainkasowali w nim komplet punktów, po tym jak wygrali wszystkie trzy sety. Najbardziej emocjonująca była ostatnia partia, w której gospodarze długo walczyli o przedłużenie spotkania.

[…] GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3 (19:25, 22:25, 31:33)

 

plusliga.pl – Niedziela z PlusLigą: GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3

GKS Katowice przegrał z PGE Skrą Bełchatów 0:3 (19:25, 22:25, 31:33) w zaległym meczu 9. kolejki PlusLigi.

[…] W pierwszym secie bełchatowianie znakomicie zagrywali (Norbert Huber, Milad Ebadipour, Taylor Sander czy Dusan Petković notowali punktowe serwisy), a także nie mylili się w ataku. Goście grali znacznie lepiej i pewnie zwyciężyli 25:19.

Drugi set był bardziej wyrównany. Jednak to bełchatowianie kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Ze świetnej strony pokazywał się Ebadipour, a kolejne dobre zagrywki posyłał Huber, co spowodowało, że trener gospodarzy poprosił o czas – 11:14. Katowiczanie nie poddawali się i o przerwę musiał poprosić trener Michał Mieszko Gogol. W końcówce PGE Skra zachowała koncentrację i mimo nacisków ze strony GKS, zwyciężyła 25:22.

W trzeciej partii GKS cały czas myślał o odwróceniu losów meczu. Gospodarze dotrzymywali kroku rywalom. Kolejne wymiany były bardzo ciekawe. Katowiczanie wyrównali na 22:22. Mieli piłki setowe, ale nie wykorzystali swoich szans. Po bloku na Musiale i asie Petkovicia goście wygrali emocjonującego seta 33:31.

 

HOKEJ

hokej.net – Zwycięstwo GieKSy w sparingu

GKS Katowice pokonał Zagłębie Sosnowiec 5:3 w dzisiejszym meczu sparingowym. Spotkanie było zamknięte dla przedstawicieli mediów i zakończyło się w 57. minucie..

Powodem takiego stanu rzeczy było rozbicie jednej z lamp. Nastąpiło to po odbiciu krążka przez Michała Czernika.

Warto wspomnieć, że w ekipie GieKSy nie wystąpili kontuzjowani Patryk Wajda, Mikołaj Łopuski i Dariusz Wanat, a trener Andriej Parfionow sprawdził dyspozycję obu bramkarzy.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:3 (2:1, 1:1 2:1)

 

Reprezentant Białorusi zagra w Katowicach. To były król strzelców

Mający za sobą ponad 400 meczów w KHL Andriej Stiepanow zostanie nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 34-letni napastnik urodził się w Moskwie, lecz na arenie międzynarodowej reprezentuje Białoruś.

Andriej Stiepanow (178 cm, 92 kg) występuje na pozycji prawoskrzydłowego. Obecny sezon rozpoczął w lidze białoruskiej reprezentując HK Dynama Mołodeczno (19 meczów, 1 gol i 8 asyst).

Swoje pierwsze poważne kroki hokejowe stawiał w rezerwach CSKA Moskwa, ale debiut w najwyższej rosyjskiej lidze zaliczył w barwach HK MVD w 2005 roku.

Sezon 2010/11 był jego najlepszym w karierze. Występował wówczas w Junosti Mińsk i w 50 spotkań zdobył aż 75 punktów (40 bramek i 35 asyst). Wygrał klasyfikację kanadyjską i został najlepszym strzelcem ligi białoruskiej. Trzykrotnie zdobywał mistrzostwo kraju w latach 2009-2011.

Później przeniósł się do KHL, a jego pierwszą drużyną w tej prestiżowej lidze był Amur Chabarowsk. W następnych latach kilkakrotnie zmieniał klub, a najdłużej przywdziewał barwy Dinama Mińsk. W KHL rozegrał w sumie 429 meczów, w których strzelił 59 bramek i zaliczył 77 kluczowych zagrań.

Andriej Stiepanow ma bogatą karierę w reprezentacji Białorusi, z którą pięciokrotnie wystąpił na Mistrzostwach Świata Elity. Na mistrzowskich turniejach rozegrał 34 spotkania, zdobywając w nich 7 goli i notując 13 asyst. Dwukrotnie nieudanie walczył w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich (6 meczów, 6 bramek i 3 asysty).

W sumie rozegrał w barwach Białorusi 72 spotkania, zdobywając 48 punktów za 27 goli i 21 asyst.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga