Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Derby pod napięciem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze rozegrali w sobotę na wyjeździe spotkanie z Garbarnią Kraków w którym wygrali 3:1 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.

Piłkarki wygrały na wyjeździe z KKP Bygdoszcz 4:0 (3:0) i zajmują trzecią pozycję w tabeli Ekstraligi.

Siatkarze w ramach przygotowań do sezonu rozegrali w czwartek mecz sparingowy z Jastrzębskim Węglem w którym przegrali 1:3 (22:25, 25:13, 23:25, 23:25). W sobotę i niedzielę drużyna wzięła udział w turnieju o Puchar Prezydenta Legnicy, w którym wygrali.

Hokeiści rozegrali trzy ligowe spotkania, które wygrali (w tym dwa razy w Satelicie) – z Kadrą PZHL U23 7:3 (1:2, 3:1, 3:0) oraz GKS-em Tychy 4:3 (0:1, 4:1, 0:1), oraz w Krakowie z Cracovią, po rzutach karnych 3:2 k. (1:1, 1:0, 0:1, d. 0:0, k. 2:1).

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Hattrick Kozak w Bydgoszczy. Kolejna wygrana GieKSy

Zgodnie z przewidywaniami piłkarki GieKSy pewnie pokonały KKP Rem Marco 0:4. Pierwszego hattricka w Ekstralidze zdobyła Kinga Kozak.

Zdecydowanie dobrze prezentowały się szczególnie w pierwszej połowie piłkarki gospodyń. KKP miało swoje okazje bramkowe. Najdogodniejszą z nich miała Agata Stępień. Strzał doświadczonej napastniczki świetnie wybroniła jednak bramkarka GieKSy. To ekipa z Katowic jednak w 18. minucie objęła prowadzenie. Zdobyła to w 18. minucie strzałem z dystansu Joanna Olszewska. Kwadrans później strzelać zaczęła Kinga Kozak, która jeszcze przed przerwą ustrzeliła dublet.

Tuż po przerwie młodziutka napastniczka skompletowała hattricka. Więcej goli w Bydgoszczy w sobotę już nie padło.

 

sportowefakty.wp.pl – „13” mistrzyń Polski z Łęcznej. AZS UJ Kraków znów zwyciężył

[…] GKS Katowice bez najmniejszych problemów poradził sobie z KKP Bydgoszcz. Bohaterką meczu została Kinga Kozak, kompletując hat-trick. Katowiczanki zasłużenie zajmują trzecią lokatę w ogólnej klasyfikacji.

Klub z Bydgoszczy natomiast wciąż czeka na pierwszą wygraną i na razie ta perspektywa wydaje się być dość odległa.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jastrzębski Węgiel lepszy w sparingu od GKS Katowice

W czwartek w Jastrzębiu-Zdroju GKS Katowice i Jastrzębski Węgiel rozegrały mecz sparingowy. Lepszy okazał się brązowy medalista ostatniego sezonu. Gospodarze przystępowali do kontrolnej gry z GKS-em bez swoich największych gwiazd, obecnych na mistrzostwach Europy: Dawida Konarskiego, Juliena Lyneela, Christiana Fromma i Lukasa Kampy. Natomiast w składzie GieKSy zabrakło kontuzjowanego Macieja Fijałka, dlatego Jan Firlej nie miał tym razem zmiany na swojej pozycji.

To nie wpłynęło negatywnie na postawę katowiczan, którzy zdobyli prowadzenie w pierwszych akcjach seta (8:7). Chwilę później, po atakach Jakuba Buckiego i  Dominika Depowskiego sytuacja uległa zmianie i to Jastrzębski Węgiel prowadził 15:12. Wydawało się, że gospodarze utrzymają punktowy dystans, ale po serii bloków GKS-u zrobiło się ciekawiej (21:20). Ostatecznie drużyna Roberto Santilliego wykazała się cierpliwością w wymianach i wygrała partię 25:22.

Miejscowi nie utrzymali skuteczności, czego efektem była rosnąca przewaga GieKSy w kolejnym secie (14:6). W grze katowickiego zespołu wszystko się zazębiało, a zwycięskie akcje stawały się coraz bardziej efektowne dzięki zagrywkom Firleja i atakom Buchowskiego. Jastrzębianie przebudzili się pod koniec seta, ale nie byli już w stanie odmienić jego losów.

[…] Gracze trenera Santilliego szybko wyciągnęli wnioski z nieudanej części meczu: poprawili przyjęcie, prowadzili odważnie grę środkiem i byli bardzo blisko szybkiego wyjścia na ponowne prowadzenie w meczu. GieKSa zachowała jednak czujność, dzięki czemu odrobiła straty i przegrała jedynie dwoma punktami (25:23).

Choć GKS miał wyraźną przewagę w punktach blokiem i nie ustępował wyraźnie przeciwnikom w żadnym elemencie siatkarskiego rzemiosła, nie dawało im to konkretnych korzyści. Czwarta partia zaczęła się od wyraźnego prowadzenia gospodarzy 8:3. Dopiero kolejne punkty Jakuba Szymańskiego pobudziły katowickich siatkarzy do kolejnej próby uratowania sytuacji. Po autowym uderzeniu Wojciecha Szweda na tablicy wyników pojawił się remis 18:18, a chwilę potem GieKSa w końcu wypracowała prowadzenie. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza byli blisko remisu w secie (21:23), ale nieudane uderzenia Szymańskiego i blok na Kwasowskim sprawiły, że mecz zakończył się na korzyść miejscowych.

 

Turniej o Puchar Prezydenta Legnicy: Cuprum Lubin i GKS Katowice w finale

W pierwszym meczu Turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Legnica po dwóch stronach siatki stanęli siatkarze Jastrzębskiego Węgla oraz Cuprum Lubin. Lepsi okazali się gracze z Dolnego Śląska, którzy w niedzielę o triumf w turnieju zagrają z GKS-em Katowice. Zespół prowadzony przez Dariusza Daszkiewicza 3:1 pokonał Asseco Resovię Rzeszów.

[…] Drugi mecz pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów i GKS-em Katowice lepiej rozpoczęli ci drudzy, którzy w pierwszym secie triumfowali po krótkiej grze na przewagi 26:24. Również druga odsłona padła łupem ekipy prowadzonej przez Dariusza Daszkiewicza, ale jego podopieczni nie byli w stanie postawić kropki nad i w trzecim secie. W nim od początku lepiej radzili sobie gracze z Podkarpacia, wygrywając 25:17. Jak się okazało czwarta część meczu była ostatnią, w niej od początku inicjatywę przejął GKS i nie oddał jej do końca spotkania.

Katowiczanie w całym meczu lepiej przyjmowali i zagrywali, posyłając na stronę Asseco Resovii 8 asów serwisowych. Dodatkowo ich liderem był Kamil Kwasowski, który mógł pochwalić się 20 punktami, atakujący Jakub Jarosz zebrał ich 16. Po stronie ekipy prowadzonej przez Piotra Gruszkę najwięcej punktów wywalczył Damian Schulz –  15, a Nicolas Marechal miał ich 13.

 

Turniej o Puchar Prezydenta Legnicy: GKS Katowice najlepszy, trzecie miejsce dla Jastrzębian

W Legnicy zakończył się turniej o Puchar Prezydenta Miasta Legnicy, w którym wystąpiły cztery plusligowe zespoły.

[…] W walce o pierwsze miejsce w turnieju po dwóch stronach siatki stanęły zespołu z Lubina i Katowic. Już w połowie premierowej odsłony na prowadzenie wysunęli się siatkarze Dariusza Daszkiewicza (16:13), którzy swoją przewagę utrzymali już do końca, triumfując 25:23. W drugiej części meczu od początku do końca katowiczanie kontrolowali wydarzenia na boisku (25:17). Co prawda w trzeciej odsłonie to oni jako pierwsi wyszli na prowadzenie, to w połowie seta gracze Cuprum Lubin byli w stanie odwrócić wynik. Nie udało im się jednak utrzymać minimalnej zaliczki, w końcówce lepiej zaprezentowali się zawodnicy GKS-u i to oni okazali się najlepsi w turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Legnicy.

Na przestrzeni spotkania lepiej od rywali spisali się przede wszystkim przyjęciu oraz w ataku, a swój rytm gry odnalazł Wiktor Musiał. Atakujący wywalczył 18 punktów, notując ratio +12. Wspierał go przede wszystkim Adrian Buchowski, zdobywca 11 oczek.

 

HOKEJ NA LODZIE

infokatowice.pl – Miał być spacerek, a długo pachniało sensacją

Jeszcze na 10 sekund przed końcem drugiej tercji GieKSa niespodziewanie remisowała z Kadrą PZHL 3:3. Dominacja katowiczan w trzeciej tercji była już jednak bezdyskusyjna i ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem gospodarzy 7:3.

[…] Młodzi rywale GieKSy długo stawiali zacięty opór i katowiczanom udało się po raz pierwszy wyjść na prowadzenie dopiero na 9 sekund przed końcem drugiej tercji, po strzale Devecki. Trzecia odsłona to już bezdyskusyjna dominacja gospodarzy, którzy dołożyli jeszcze trzy trafienia i ostatecznie wygrali 7:3.

 

sportdziennik.pl – Derby pod napięciem

Derby GKS-ów z Katowic i Tychów były emocjonujące i trzymały w napięciu do końca. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu pokonali mistrzów kraju 4:3 i rzeczywiście byli minimalne lepsi. Finowie dodali katowickiej drużynie kolorytu, a pewnie dopiero będą się rozkręcali. To zaledwie przedsmak tego, co nas czeka w tym sezonie.

W Katowicach zabrakło Damiana Tomasika i trener Risto Dufva zdecydował się na grę trzema parami obrońców i czterema atakami. Natomiast w zespole tyskim zabrakło Michaela Szmatuli uskarżającego się na drobne dolegliwości. Natomiast do składu powrócił środkowy Jarosław Rzeszutko. W tej sytuacji Filip Komorski jako środkowy wystąpił w I formacji.

Zawodników jednej i drugiej drużyny nie trzeba było zachęcać do twardej i szybkiej gry. Gospodarze posiadali inicjatywę i kilka dogodnych sytuacji, lecz nie potrafili pokonać Johna Murraya.

[…] Kilka minut II odsłony nie zapowiadało, że katowiczanie przejmą kontrolę nad meczem. Początkowo goście skrzętnie realizowali plan i grę obroną rozpoczynali na granicy strefy rywali i neutralnej. Katowiczanie nie mogli sobie poradzić z wysokim pressingiem. Jednak przyspieszyli grę i coraz częściej gościli pod bramką Murraya. W końcu Duszan Deveczka w 29 min z bliskiej odległości zdołał wyrównać. 85 sek. później przypomniał o sobie Marcin Kolusz, który precyzyjnym uderzeniem dał gospodarzom prowadzenie. W 33:20 min doszło do kontrowersyjnej sytuacji, gdy Aleksiej Jafimienko wyrównał. Sędziowie nie zareagowali na spalonego na niebieskiej i dopiero po chwili odwołali gola, przyznając się do gapiostwa. Jednak Jakub Witecki zdołał wkrótce wyrównać przy biernej postawie obrońców gospodarzy. Końcowe fragmenty znów należały do miejscowej drużyny. Aktywny Jaakko Turtiainen oraz Patryk Wajda zdołali pokonać Murraya i gospodarze w pełni zasłużenie wyszli na prowadzenie. W swoich poczynaniach ofensywnych pod koniec II tercji byli bardziej zdecydowani.

W III tercji tyszanie grali 2 razy w przewadze i jedną wykorzystali, a pod koniec meczu wycofali bramkarza i byli cały czas w natarciu, ale nie zdołali wyrównać.

 

hokej.net – GieKSa lepsza w Krakowie po konkursie rzutów karnych

Po raz pierwszy w tym sezonie kibice Polskiej Hokej Ligi mieli możliwość oglądania rzutów karnych. W Krakowie hokeiści Comarch Cracovii przegrali z GKS Katowice 2:3. Decydujący rzut karny wykonał w ostatniej serii Tadej Čimžar. W mecz lepiej weszli goście, którzy rozkręcali się z minuty na minutę. Lecz pierwsza bramka padła w 8 minucie dość przypadkowo. Krążek wrzucony po rollingu zatrzymał się przy bandzie na łyżwie sędziego, gumę wziął Grzegorz Pasiut i zagrał przed bramkę do najeżdżającego Mikka Franssila a ten uderzył nie do obrony.
Gospodarze wyrównali w 12 minucie gdy rozgrywany był jeszcze hokejowy zamek. Z ławki wyszedł już Jussi Makkonen, ale nie zdążył powrócić skutecznie pod bramkę Robina Rahma.

[…] W dogrywce najlepszy na tafli Damian Kapica, doszedł po swojej kolejnej indywidualnej akcji sam na sam, ale gdy już minął Rahma zabrakło wykończenia.
[…] W rzutach karnych najpierw Marcin Kolusz pokonał bramkarza „Pasów” a w trzeciej serii wyrównał Bartłomiej Bychawski. Ostatniego karnego wykonywał Tadej Čimžar i zrobił skutecznie zapewniając gościom dwa punkty.
Po meczu głową kręcił Teddy Da Costa, który w barwach „GieKSy” nie zdobył jeszcze bramki.

Nie wiem co się dzieje, ale brakuje mi wykończenia. Mam wiele sytuacji, ale nie wchodzi. Musze się przełamać bo sytuacji nie brakuje – wyjaśniał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga