Hokej Kibice
Ultrasi o bojkocie
Katowiccy Ultrasi zabrali głos w sprawie wczorajszego bojkotu meczu z Zagłębiem Sosnowiec. Jak czytamy na ich oficjalnej stronie, kibice już w sobotę mogli rozprowadzać wejściówki na mecz wśród fanatyków. Niestety bilety nie dotarły w sobotę, ani tez w poniedziałek. Jak każdy chcący kupić bilet na to spotkanie wie – wejściówki pojawiły się dopiero na około półtorej godziny przed meczem. Mimo braku możliwości kupna biletu w przedsprzedaży klub zdecydował się sprzedawać bilety w cenie „w dniu meczu” zasłaniając się tym, że opóźnienie jest spowodowane postawą drukarni a nie klubu. Także zebrani już pod halą kibice mieliby kupić wejściówki jedynie w kasach. Po krótkim namyśle stwierdziliśmy, że nie pozwolimy sobie na to, żeby ktoś trwonił naszą pracę, żeby zarobić kilkaset złotych więcej. Kibice wysłali delegację na spotkanie z samym panem Domogałą, spotkanie to – ze względu na postawę pana kierownika – jedynie utwierdziło Ultrasów w swojej decyzji. Całe zamieszanie spowodowane chyba pazernością Klubu spowodowało, że wczorajszy mecz zamiast święta sportowego bardziej przypominał stypę.
Całe oświadczenie kibiców na ich stronie:
http://ultrasgieksa.pl/2012/10/hc-gks-zaglebie-sosnowiec-okiem-kibicow/
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

SKalpel
24 października 2012 at 09:18
Przykre to wszystko 🙁 … nie ma się co dziwić , że coraz mniej kibiców przychodzi na mecze piłkarskiej czy hokejowej GieKSy .
Swoją drogą pewne sprawy (niestety) nie powinny widzieć światła dziennego , nie wpływa to zachęcająco na zwykłego kibica .
abc
24 października 2012 at 12:58
I z tego żalu paląc szaliki zagłebia zdewastowaliście balkon spodka?
hokey
24 października 2012 at 13:30
Odperdolcie sie od hokejowej GieKSy Spirdalajcie na bukowa i tam róbcie sobie pseudo oprawy.Zajebane zlodzieje z Juniorem na czele.Won od hokeja.
WNC64
24 października 2012 at 14:21
hokey, weź się pierdolnij w pusty łeb. Jak jesteś taki cwaniak to powiedz to w twarz chłopakom z Ultras na hali, żeby spierdalali na Bukową. Jak ci się nie podoba to wypierdalaj na Naprzód Janów frędzlu.
hokey
24 października 2012 at 15:00
wnc64 w twarz to ja moge jednemu i drugiemu napluc nazbierali kasy na niby oprawe w meczu z sosnowcem i co przechlali ja wiec teraz prosciej zrobic bojkot.JeszCZe raz powtarzam wypierdalac na bukowa i tam sobie róbcie ile chcecie bojkotów takich kibiców jacy ostatnio niszczyli swoja hale nie potrzebujemy WON OD HOKEJA.
WNC64
24 października 2012 at 15:09
hokey, nie należę do Ultras Gieksa, ale za zarzuty które stawiasz, a nie będą miały pokrycia w rzeczywistości, to powinieneś na butach wylecieć z hali.
WNC64
24 października 2012 at 15:12
P.S.
I pewnie cieszyłeś się, jak z GieKSy chcieli zrobić DyskoPolo Katowice, nie?
hokey
24 października 2012 at 15:17
wnc64 mało wiesz i to jest twój problem grupka malolatów jest manipulowana przez paru cwaniakow chcacych zarobic na GieKSie i teraz to samo chca zrobic z hokejem,najprosciej jest powiedziec ze wszystkiemu winny jest zarzad.Ciekwe czy ci co zniszczyli balkon spodka poczuwaja sie do odpowiedzialnosci??Na pewno nie bo oni robili to w słusznej sprawie tak przynajmniej im mowiono.Wpierw król a teraz domagała jest kozlem ofiarnym tylko dlatego ze nie daje sobie w kasze dmuchac.Przykro na to patrzec bo zaczynalo sie cos tworzyc normalnego ale znowu ktos musi to spierdolic,tylko dlatego ze nie widzi w tym dla siebie interesu.
WNC64
24 października 2012 at 15:28
Widzę, że Ty wiesz najwięcej i na każdy temat. Tworzysz jakies teorie spiskowe. Tak jak napisałem. Nie masz dowodów na te swoje teorie spiskowe? Więc nie pisz farmazonów i nie rób fermentu.Masz oświadczenie? Masz.
Z mojej strony koniec tematu.
P.S. Nie zdziwiłbym się gdybyś był osobą z zarządu.
hokey
24 października 2012 at 15:37
wnc64 jestes takim samym zaslepiencem jak ta grupka malolatów ktora chodzi co raz mniejsza grupa na mecze na bukowej wiec nie bede próbowal cie przekonywac bo to nie ma sensu.Mam tylko nadzieje ze na hokej zaczna chodzic normalni kibicePozdrawiam i polecam sie niekiedy rozejrzec co sie dzieje na meczach w kregach kibicowskich bo to bardzo ciekawy temat.
WNC64
24 października 2012 at 16:02
Na GieKSę chodzę od 85 roku (najpierw z tatą) więc wiem co się dzieje 🙂
A co do normalnych kibiców… ŻADEN klub nie przetrwa bez FANATYKÓW.
Pozdrawiam
antek1964
24 października 2012 at 16:27
Do typka o ksywie hokey Jak wychwalasz krola to wpisz sobie W google Niezalezna pl Kaczynski mial racje w sprawie Krola I poczytaj sobie jakie walki robi krol Buzek i sedzia Milewski Matol tez penie jest w to zamieszany bo to jego ludzie
hokey
24 października 2012 at 16:53
wnc64 to bardzo krotko chodzisz na mecze.Dlatego rozumiem twoje podejscie do sprawy.A co do króla to kto go pochwala??Co innego Domagała czlowiek duzo zdrowia stracil zeby postawic hokej w katowicach na nogi a grupka imbecyli moze to wszystko znowu rozpierdolic.To co robia ultrasi to jest sranie we wlasne gniazdo a na to tylko czekaja kibice zza miedzy!!Pomyslcie zanim cos zrobicie!!!
Adsumus
24 października 2012 at 17:08
Co do podpalenia to zamiast szalików trzeba było podpalić swoje puste łby. Efekt byłby o wiele bardziej widowiskowy. A jakbyście mieli odwagę to byście pojechali do Sosnowca i tam te szaliki podpalili.
WNC64
24 października 2012 at 17:12
hokey, przecież masz w oświadczeniu jak potraktował kibiców, kurwami i chujami. Zapominasz o jednym..zarządy,prezesi się zmieniają, a kibic który kocha swój klub, będzie z nim ZAWSZE. Na dobre i na złe. A ewidentnie zarząd chciał wycyganić dodatkowe kilka złotych.
WNC64
24 października 2012 at 17:14
Adsumus..trzeba było podejść i kazać im to zgasić, a nie teraz napinać się na forum.
Hokey Club
24 października 2012 at 17:21
….”Przekazaliśmy jednej z osób z klubu, że chcemy się skontaktować osobiście z panem Domogałą, który był autorem tej decyzji. Ten niestety nie chciał tego uczynić, dlatego ruszyliśmy na poszukiwania na lodowisku i bardzo szybko udało nam się go znaleźć.
Puenta rozmowy była taka, że nawaliła drukarnia i klub nie jest w żaden sposób winny tej sytuacji, a my tak „kochamy” klub, że szkoda nam 3 zł więcej wydać na bilet… Wszystko podsumowane kurwami i chujami……
Pan Domogała nadal nie chciał nas zaszczycić rozmową, dlatego dialog odbywał się za pomocą jednego z pracowników klubu, co jest jak dla nas bardzo śmieszne”
To niech autor tego artykułu sie zdecyduje czy rozmawiali z Domagała czy nie???????????Bo troche to sie nie trzyma kupy!!!
WNC64
24 października 2012 at 17:48
Naucz się czytać ze zrozumieniem.
Najpierw się z nimi spotkał…później jebnął fochem.
Hokey Club
24 października 2012 at 17:55
wnc64 ciebie to lekarz zamiast w dupe to chyba w łeb jebnoł co??? To ty to jeszcze raz przeczytaj,a jak nie potrafisz to popros mame albo tatusia moze ci to przetłumacza na twój jezyk!!!
WNC64
24 października 2012 at 18:38
@Hokey Club
Już się wyżyłeś,dowartościowałeś i pochuliganiłeś zza klawiatury?
Jesteś kozak w necie, pizda w świecie.
Bez odbioru placku.
SKalpel
24 października 2012 at 19:15
Odechciewa się wszystkiego , czytając te oszczerstwa i żale anonimowych „kibiców”
Hokey Club
24 października 2012 at 19:40
mam nadzieje kozaku ze sie zobaczymy w piatek w oswiecimiu!!No chyba ze tatus nie bedzie mial czasu cie zabrac na mecz???A placka to dostaniesz ty KMIOCIE!!
:)
24 października 2012 at 19:55
Moim skromnym zadaniem lepiej zapłacić więcej za bilet i kasą z tego tytułu zasilić klub, który się kocha 🙂 bo liczba miejsc wiadomo jest ograniczona. Kasa z biletów trafia do klubu nie do prywatnej kieszeni prezesa 🙂
tomano77
24 października 2012 at 20:18
Dupni pseudokibice! Ciekawe ktory kretyn wymyslil spalenie tych szali w taki spsob, to pewnie w ramach bojkotu, heh,nic tylko plakac. Panowie nasraliscie do swojego gniazda,zamiast wpierac swoj klub to wy go niszczycie!!!!!!
Starzik
24 października 2012 at 20:21
Te hockey, jo tym mom swoje lata, ale to co robia Ultrasi popierom w 110%. Przynajmniej pod wzgledem frekwencji i ogólnie pusta całe lata Satelita na nowo odzyła. Nie ma nudy, hala zyje i tak ma qrna byc ! Lazilech na Hokej na przełomie lat80/90 polili my saletra, dymy, haje były co szpil (Tychy, Bytom, Sosnowiec). Kajs ty wtedy byl?, moze juz zes wtedy dłubał słoniol ja? Chopie dychnij i nie sapaj juz
Pszczyna
24 października 2012 at 21:09
dajcie spokoj za pare groszy bojkotujecie taki mecz,wstyd panowie naprawde wstyd
Pszczyna
24 października 2012 at 21:12
i jescze jedno,an zlamanego grosza nie wrzuce do puszki na oprawy
kbk
24 października 2012 at 21:18
Akcja pod Spodkiem zajebista. Wreszcie o nas glośno w całej Polsce. A jak sie komuś nie podoba, zawsze może chodzić na szachy.
:)
24 października 2012 at 21:23
w całej Polsce głośno o tym, że kibice w swoim mieście sami sobie burdel robią… 50 koła w plecy ale to przecież Ciebie nie dotyczy bo skoro masz takie myślenie ktoś musi Cię utrzymywać. Pamiętam sytuacje jak 10 lat temu wracając z meczu jeden typ w tramwaju chciał wyrwać kasownik i dostał w tyte od reszty bo przecież to jest K***a Nasze Miasto!!!
kbk
24 października 2012 at 21:23
Przypomniał mi się szpil z ruchem, kiedy caly blaszok płonął szalami.
:)
24 października 2012 at 21:29
To było piekne bo śmierdzele były na pólnocnej. A to co niby miało być? Palenie szala dla palenia szala bez prowokacji. Chuja warte napinanie…
kbk
24 października 2012 at 21:44
Nie takie h. warte, bo cala Polska ogląda linki do youtuba na głównych serwisach onet, tvn, gazeta to puszcza. A tam: JEBAĆ ZAGŁĘBIE. Coś pięknego:) Takie czasy, że wideo się liczy.
kbk
24 października 2012 at 21:51
Chujowa to wychodzi na to jest elewacja spodka, że nie da się tego umyć, tylko trzeba wymieniać. W naszym powietrzu i tak za 2 lata byłoby czarne.
MAJCK
25 października 2012 at 07:58
SKALPEL- ŚWIĘTA RACJA!!!!!
WNC64
25 października 2012 at 11:09
@Hokey Club
Żyłka w dupie ci pęknie jak tak się będziesz napinał. Nie wiem ile masz lat kurwa gnoju, ale podjazdy na czyiś rodziców są rodem z gimnazjum.
Więc sądzę że może i starszy jesteś, ale umysłowo na pewno jesteś niedojebany.
tomek1974
25 października 2012 at 17:49
tyle lat nie było hokeja w Kato,pare osób sie ostro zaangażowało,zebrało kase i reszte a wy to wszystko rozpierdalacie,jaka zasrana przedsprzedaż?po co dla kogo?,3 złotki kisicie dla GieKSy w ekstraklasie?….ilu z was chodziło w tamtym sezonie?może faktycznie zostańcie na Bukowej..
K
25 października 2012 at 20:14
1. Karny kutas dla osób odpowiedzialnych za bilety – to śmieszne że nie ma biletów o czasie (przedsprzedaż)… to serio taki problem?? I czy w dobie internetu nie da sie kurwa napisać „przepraszamy, biletów nie bedzie, jest taki i taki problem, zapraszamy w dniu meczu od tej do tej. W ramach rekompensaty bilety w cenie z przedsprzedaży” I huj… tyle by stykło ;p
K
25 października 2012 at 20:15
2. Palenie szali… Nice 😀 Piękny widok… tylko Ci co to robili zapomnieli gdzie to robią 😛 Najpierw ciule z Łodzi robią nam burdel na dworcu a teraz my sami robimy burdel na jednym z ważniejszych obiektów sportowo-widowiskowych Katowic 🙂
A mam takie pytanie 50 tys?? Czy ktoś czasem nie przesadził?? Oni „spalili” pare metrów muru, kamienia i metalu czy kurwa połowe spodka??? I może mi ktoś wyjaśni jak można beton i kamień spalić 😛 Myśle że kwestia ekipy czyszczącej + wymiana metalowej barierki… ale nie wnikam 😛
K
25 października 2012 at 20:15
3. Nie wchodzić na mecz… z jednej strony was rozumiem.. ale z drugiej?? W końcu to nasza drużyna… jeden z ważniejszych meczy… i nie chodzi tu o to że z mistrzem czy coś… z gorolami… z jebanymi szmatami, którym powinniśmy pokazać jaką ten klub ma siłe, jakich ma kibiców 🙂
Co pokazaliśmy??? Na jednej trybunie 50 osób, druga w 2/3 zapełniona i doping w stylu 30 osób sie odzywa 😛 Śmiech na sali panowie ;p
Miała być oprawa, miał być doping, miała być świetna zabawa i co? I huja było ;p Tak sie postaraliście… hokeiści na prawde liczyli na coś lepszego… Ci co wrzucili do puszek sądze ze też 🙂
K
25 października 2012 at 20:16
Podsumowując… gdyby nie problem z biletami i niechęć zarządu do obniżenia ceny do tej w przedsprzedaży… „wierni” kibice nie wpadli by na taki głupi pomysł i było by zajebiście…
Przestańcie na siebie wjeżdżać wzajemnie bo sie ośmieszacie… jeden zniża sie do poziomu drugiego… nikt nie jest bez winy… ale Ci co tak bronią zarządu chyba nie widzą tego, że to oni zrobili pierwszy niepoprawny ruch… pamietajcie że GieKSa jest tylko jedna… i wszyscy jej kibicujemy 🙂
P.S. „Spiedalaj na Bukową” itd… nie widzicie ze to jest żałosne?? A na Bukowej to co kibice gorsi?? Nie obrażajcie sie nawzajem ;p A jak naprawde musicie to niech taki mądry powie to kibicom na nastepnym meczu na głos… a nie udaje kozaka na forum 🙂
Pozdrawiam