Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Wyzwanie dla mistrzów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarze GieKSy zremisowali w piątek w meczu ligowym z Sandecją Nowy Sącz 0:0. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Piłkarki w rozpoczęły sezon ligowy od przegranej z AZS-em UJ Kraków 3:4. Kolejne spotkanie drużyna kobieca rozegra we wtorek 23 sierpnia o 16:00, z Czarnymi Sosnowiec, na wyjeździe. Mecz będzie transmitowany na kanale TVP Sport. Siatkarze wzięli udział w turnieju PreZero Grand Prix PLS, z którego odpadli po przegranej z Projektem Warszawa. W dalszym ciągu trwa saga z Micahem Ma’a w roli głównej. Menedżer siatkarski Jakub Malke proponuje skorzystanie z możliwości zablokowania  międzynarodowego certyfikatu ITC zawodnika. Przygotowująca się do startu PHL oraz rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów nasza drużyna rozegrała dwa sparingi – oba przegrane. W środę drużyna przegrała z Comarch Cracovią 2:4, a w piątek z GKS Tychy 0:2. Do zespołu Mistrzów Polski w hokeju na lodzie dołączył napastnik z Kanady Brandon Magee.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Krakowska wymiana ciosów zakończona wygraną Jagiellonek

W Krakowie, kibice na brak goli narzekać nie mogli pomimo niezbyt szybkiego meczu. W wymianie ognia pomiędzy AZS UJ Kraków a GKS Katowice to „Jagiellonki” wygrały 4:3.

Początek porannego meczu w stolicy Małopolski nie należał do tych, po których mogliśmy się spodziewać wiele. Mimo to już w 7. minucie meczu Amelia Bińkowska wykorzystała błąd Dominiki Woźniak i otworzyła wynik spotkania. Pojedynek od razu się ożywił i po kolejnych 180 sekundach AZS UJ Kraków doprowadził do remisu. Dobre zagranie z prawej strony Kingi Wilk, trochę przypadku w poczynaniach na jedenastym metrze i finalnie piłka znalazła się w bramce po zagraniu z najbliższej odległości Weroniki Smazy.

Podopieczne Karoliny Koch długo się rozkręcały, lecz udało się Klaudii Maciążce wyprowadzić katowiczanki na prowadzenie w 24. minucie spotkania. Przyjezdne były ponadto były bardziej zdeterminowane w swoich poczynaniach. Ale samo tempo meczu było dość wolne.

Karą za to była akcja z 42. minuty. Paulina Guzik z prawej strony wycofała w okolicę dwudziestego metra piłkę do Anny Zapały. Ta niepilnowana kompletnie przez nikogo strzeliła z pewnością jednego z piękniejszych goli w tej kolejce.

Po przerwie, w nadziei, że zwycięstwo jest blisko, to „Jagiellonki” zaczęły odważniej. Skutkiem tego druga dziś bramka Weroniki Smazy po godzinie gry. Dobre rozegranie dwójkowej akcji, zakończone płaskim strzałem w dalszy róg bramki, wskutek którego piłkarki spod Wawelu objęły prowadzenie.

Tak czy inaczej, świetnym nosem pochwalić może się Karolina Koch. W 74. minucie wprowadziła ona Patrycję Kozarzewską. Ta właściwie z miejsca zaczęła pracować na gola i w wyniku tego młoda debiutantka po niespełna dziesięciu minutach mogła się cieszyć z bramki premierowej. Bramki dającej wówczas remis.

Z drugiej zaś strony, wprowadzona przez Krzysztofa Kroka Aleksandra Pleban, dobrze odnalazła się w polu karnym i po raptem dwudziestu minutach na placu gry dawała jeszcze ważniejszą bramkę na obiekcie Prądniczanki. Dzięki temu, mimo niemrawego początku spotkania, ostatecznie oglądaliśmy fenomenalne widowisko, w wyniku którego zobaczyliśmy aż siedem goli.

SIATKÓWKA

siatka.org – Co dalej z Micahem Ma’a w GKS-ie?

– Można spróbować wnioskować o zablokowanie ITC, czyli wydania certyfikatu międzynarodowego. To jest jedyna opcja, by nie dostał prawa do gry w Turcji. Na to być może FIVB by zareagowało – powiedział menadżer Jakub Malke o sytuacji Micaha Ma’a, który nie stawił się w Katowicach na przygotowaniach do sezonu, mimo wiążącej go umowy z GKS-em.

W ostatnich dniach głośno jest o Micahu Ma’a, który mimo ważnej umowy nie stawił się na początku przygotowań do sezonu GKS-u Katowice. Zawodnik chciał rozwiązać umowę z klubem, ale się z nim nie dogadał. Jaki będzie ciąg dalszy tej historii?

– Jeśli istnieje buyout finansowy, opiewa on na różne kwoty. Z tego rozwiązania korzysta wielu zawodników. Zawiera on również konkretny termin, w którym może być przeprowadzony. Przypadki korzystania z tej opcji występowały w PlusLidze wielokrotnie – albo w jedną, albo w drugą stronę. Kluby uiszczały dopłatę za rozwiązanie umowy lub sam zawodnik się spłacał – wyjaśnił Jakub Malke, menedżer siatkarski.

Ma’a nie pojawił się w Katowicach, a to on miał być jednym z filarów GKS-u na nowy sezon. – Nie wiem, co miał Micah Ma’a w kontrakcie. Zakładam, że oburzenie klubu wynika z tego, że buyoutu nie miał i nie miał powodu, by umowę jednostronnie rozwiązywać. Wydaje mi się, że do GKS Katowice przyszedł jego agent, powiedział, że jego zawodnik grać nie chce i nie będzie, ale finalnie obie strony się nie dogadały finansowo. Możliwe też, że nie chodziło wyłącznie o finanse, a zastępstwo, którego klub z Katowic nie otrzymał – dodaje agent.

Przed poprzednim sezonem głośno było o innym Amerykaninie, Taylorze Sanderze, który nie stawił się na przygotowaniach PGE Skry Bełchatów. Przez długi czas nie kontaktował się z klubem. Ostatecznie w PlusLidze nie zagrał, nie podpisał też innego kontrkatu, ale wystąpił na boiskach do siatkówki plażowej. Z Ma’a sytuacja jest nieco inna, bowiem chciał on przenieść się do Halkbanku Ankara, gdzie otrzymałby większe pieniądze. Co się stanie, jeśli zawodnik podpisze kolejną umowę, mimo wiążącego go kontraktu z GKS-em? – Nie miałem takiego przypadku, ale znamy takie sytuacje z przeszłości. Asseco Resovia Rzeszów miała taką sytuację, ale nie wiem, jak się skończyła. FIVB nie reaguje. Nie wierzę w to, że sprawa trafi na wokandę federacji i licencja zawodnika zostanie zawieszona. FIVB nie chce się w to mieszać – wyjaśnił Malke.

Widzi on jednak możliwość działania działaczy GKS-u w tej niekomfortowej dla klubu sytuacji. – Klub na starcie może zrobić prostą rzecz. Siatkarz będzie w systemie zarejestrowany jako gracz GKS Katowice, więc można spróbować wnioskować o zablokowanie ITC (International Transfer Certificate – przyp. red.), czyli wydania certyfikatu międzynarodowego. To jest jedyna opcja, by nie dostał prawa do gry w Turcji. Na to być może FIVB by zareagowało, choć nie sądzę – zakończył menedżer.

Grand Prix PLS: Pewne wygrane GKS-u i Lublinian, pozostałe mecze rozstrzygnął tie-break

W Krakowie rozpoczęła się trzecia edycja Grand Prix PLS. W sesji porannej doszło do dwóch tie-breaków. Projekt Warszawa pokonał Cuprum Lubin, a Ślepsk Suwałki był lepszy od PGE Skry Bełchatów. Pewne wygrane zanotowali natomiast gracze LUK Lublin oraz GKS-u Katowice.

[…] Początek kolejnego meczu rozpoczął się od wyrównanej gry (4:4), dopiero as serwisowy Dawida Ogórka dał zaliczkę GKS-owi (6:4), który zaczął budować solidną przewagę (13:9). Podopieczni Grzegorza Słabego grali coraz pewniej (18:12), rywale mieli tylko pojedyncze udane akcje (13:20) i GKS wykorzystał już pierwszą okazję do skończenia premierowej odsłony (25:17).

Początek kolejnej partii był wyrównany (4:4), skutecznie grał Slawinski, ale po stronie GKS-u nieźle funkcjonował blok (7:6), natomiast radomianom zdarzały się błędy (8:9). Uspokoili swoją grę i po ataku Daniela Gąsiora mieli dwa oczka więcej na swoim koncie (12:10). Katowiczanie wyrównali i wszystko miało rozstrzygnąć się w końcówce (21:21). W kluczowym momencie GKS miał dwupunktowe prowadzenie (23:21), całe spotkanie blokiem zakończył Jakub Lewandowski.

GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:0 (25:17, 25:22)

Grand Prix PLS: Luk Lublin, Ślepsk, Zawiercianie i Stal Nysa nadal po lewej stronie drabinki

W Krakowie zakończył się drugi dzień zmagań Grand Prix PLS. W popołudniowej sesji zwycięzcy pewnie triumfowali. LUK Lublin pokonał warszawian, Ślepsk Suwałki bez problemu uporał się z GKS-em Katowice. Po lewej stronie drabinki nadal znajduje się również Aluron CMC Warta Zawiercie, która pokonała BBTS Bielsko-Biała, natomiast PSG Stal Nysa okazała się lepsza od kędzierzynian.

[…] Kolejny pojedynek rozpoczął się od wyrównanej gry (4:4), jako pierwsi odskoczyli katowiczanie (8:6). Po bloku Ślepska i asie serwisowym Arkadiusza Żakiety był remis (9:9), to samo chwilę później zrobił Paweł Halaba j jego zespół prowadził już 13:10. GKS cały czas miał spore problemy z zagrywkami rywali (12:17), ale zbliżył się na dwa oczka (15:17). Nie na długo, bo znów asa posłał Żakieta (20:15), ale podopieczni Grzegorza Słabego nie poddawali się (20:22). Blok Ślepska doprowadził do piłki setowej (24:20) i zepsuty serwis przeciwników zakończył tę partię.

Ekipa z Suwałk od mocnego uderzenia rozpoczęła także kolejną odsłonę (8:5), pewnie atakował Żakieta, nie do końca wychodziło to katowiczanom (6:11) i cały czas wyraźny dystans utrzymywał Ślepsk (15:10). Do tego doszły kolejne błędy GKS-u (13:20), blok Żakiety znacznie przybliżył jego zespół do końcowego triumfu. Do piłki meczowej doprowadził błąd w polu zagrywki GKS i gracze z Suwałk szybko zakończyli to spotkanie.

Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:0 (25:21, 25:16)

Składy zespołów:

[…] GKS: Mielczarek (4), Domagała (5), Nowosielski, Ogórek (11) oraz Mariański, Kania, Quiroga (1) i Lewandowski (4)

Grand Prix PLS: Projekt Warszawa, GKS Katowice, Bełchatowianie i ekipa z Lubina nadal w grze

Mecze porannej sobotniej sesji Grand Prix PLS w większości kończyły się w dwóch setach. Swoje pojedynki wygrali siatkarze z Warszawy, Katowic oraz Bełchatowa. Jedyny tie-break na tym etapie turnieju rozegrało Cuprum Lubin z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i w decydującej odsłonie lepsi okazali się lubinianie.

[…] Jako pierwsi na dwa oczka odskoczyli siatkarze z Olsztyna, powiększając swoje prowadzenie po udanej kontrze Bartłomieja Lipińskiego (8:4). GKS ponownie pokazał ducha walki, odrobił znaczną część strat i po świetnej akcji Dawida Ogórka tracił już tylko oczko. Na tablicy wyników pojawił się remis (12:12). Po walce punkt za punkt, w końcówce dobry blok pozwolił GKS-owi zbudować zaliczkę (20:17), a atak Wiktora Mielczarka dał piłkę setową (24:20). Pierwszą część meczu zakończył Damian Domagała.

W kolejną odsłonę znów lepiej weszli akademicy (4:2), ale rywale szybko wyrównali (6:6). Ponownie to GKS przejął inicjatywę, sporo błędów zdarzało się za to olsztynianom, którzy w połowie seta musieli gonić wynik. W ofensywie znów brylował Ogórek (17:13), próbował odpowiadać na to Lipiński, ale dopiero widowiskowy blok Dawida Siwczyka pozwolił zmniejszyć straty AZS-u (16:18) i kiedy asem serwisowym popisał się Jakub Ciunajtis, jego ekipa miała kontakt punktowy (18:19). Tym samym odpowiedział Bartosz Mariański (23:18) i tym razem podopieczni Grzegorza Słabego nie oddali już rywalom pola, kończąc spotkanie blokiem.

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 0:2 (21:25, 19:25)

Składy zespołów:

[…] GKS Katowice: Mielczarek (6), Domagała (9), Nowosielski (3), Ogórek (12) oraz Mariański (1) i Lewandowski (8)

Grand Prix PLS: Stal Nysa i Luk Lublin już w półfinale

Sobotnie deszczowe popołudnie w Grand Prix PLS rozpoczęło się od dość pewnych zwycięstw LUK Lublin nad Ślepskiem Suwałki, a następnie Stali Nysa nad zespołem z Zawiercia. Dwie zwycięskie drużyny na pewno zagrają w półfinale rywalizacji. O wyniku dwóch kolejnych meczów decydowały tie-breaki. W pierwszym z nich Projekt Warszawa okazał się lepszy od GKS-u Katowice, w drugim Cuprum Lubin pokonało bełchatowian.

[…] Pierwsze momenty spotkania były wyrównane (3:3), ale potem inicjatywę zaczęli przejmować stołeczni, skuteczny na skrzydle był Igor Grobelny, nie zawodził także Artur Szalpuk i przewaga jego drużyny rosła (18:9), szybko pojawiła się pierwsza piłka setowa, a as serwisowy Cezarego Żyłkowskiego zakończył premierową odsłonę.

Projekt Warszawa już na początku kolejnej odsłony odskoczył (7:5), ale GKS się nie poddawał i wyrównał stan rywalizacji (11:11). Na tym nie poprzestali i po kontrze Jakuba Lewandowskiego mogli cieszyć się z trzech oczek przewagi (18:15). Dobrze grał Dawid Ogórek (22:17), a blok Damiana Domagały zakończył tę odsłonę.

Decydująca partia rozpoczęła się po myśli warszawian (6:2), świetny blok Artura Szalpuka powiększył prowadzenie ekipy Roberto Santilliego (8:2). Z pola zagrywki nie schodził Jakub Kowalczyk (11:2) i jego drużyna nie dala dojść do głosu rywalom. Spotkanie zakończył Kowalczyk blokiem na Dawidzie Ogórku.

Projekt Warszawa – GKS Katowice 2:1 (25:14, 19:25, 15:4)

HOKEJ

sportdziennik.com – Kanadyjczyk w „GieKSie”

Poszukujemy napastnika z prawym uchwytem kija i, wcale nie ukrywam, że mamy kilku kandydatów. – Jednak o wszystkim zadecydują nasi trenerzy – tak mówił nie tak dawno na naszych łamach dyrektor sekcji GKS-u Katowice, Roch Bogłowski.

Poszukiwania zakończyły się sukcesem, bowiem kontrakt z „GieKSą” podpisał 28-letni Brandon Magee (175 cm, 86 kg). Kanadyjczyk, rodem z Edmonton, z powodzeniem występował w jednej z najlepszych lig juniorskich świata (WHL), a potem w ECHL oraz akademickiej Usports.

W swoim życiorysie ma również 18 występów w KHL w chińskim zespole z Kunlunem Red Star, ale ostatecznie nie zdołał się przebić do podstawowego składu i później grał o szczebel niżej w WHL.

Ostatni sezon spędził najpierw w Komecie Brno i rozegrał 20 meczów ekstralidze czeskiej i zanotował 3 pkt 3 (gol+2 podania), a następnie występował na Wyspach Brytyjskich (EIHL) w Fife Flyers. Wystąpił w 37 spotkaniach i zanotował 23 pkt (7+16).

Wyzwanie dla mistrzów

Występy w Hokejowej Lidze Mistrzów to ciekawa przygoda i nowe doświadczenie sportowe – twierdzi obrońca GKS-u, Jakub Wanacki.

Trudno zdobyć mistrzostwo, ale jeszcze trudniej je obronić – to może wyświechtane stwierdzenie, ale pasuje jak ulał do GKS-u Katowice. Po 52 latach „GieKSa”, pod kierunkiem trenera Jacka Płachty (wychowanka klubu!), zdobyła 7. złoto w historii klubu. A praca wcale nie była – i nie jest – usłana różami.

Co roku, o tej samej porze, sytuacja się powtarza, bo hokeiści nie mogą korzystać z „własnego” obiektu – „Satelity” – i kątem trenują na „Jantorze”. Tam też niebawem rozpoczną kolejny sezon, niewątpliwie historyczny, gdyż wystąpią w eliminacjach Hokejowej Ligi Mistrzów (CHL). Już 1 września zmierzą się z obrońcą trofeum, szwedzkim Rogle Angelholm. Jednak nim to nastąpi, trzeba będzie przejść przez ostatni 3-tygodniowy szlif formy.

Kłopoty z miejscem do treningów i meczów związane są z siatkarskimi mistrzostwami świata. Stąd właśnie lokalizacja pierwszych meczów GKS-u na „Jantorze”, i przy ograniczonej liczbie publiczności.

Letni okres transferowy nie był łatwy dla działaczy tego klubu. Po złotym medalu wszyscy oczekiwali uzasadnionych podwyżek uposażeń, trzeba też było mocno się nagimnastykować, by utrzymać w miarę stabilny skład. Ostatecznie bilans zysków i strat jest mniej więcej wyrównany.

W Katowicach żałują, że odszedł Carl Hudson, który był ważnym ogniwem defensywy. Uznał on jednak, że zdobycie mistrzostwa Polski to dobry moment, by zakończyć karierę. W jego miejsce sprowadzono 25-letni Fina Niko Mikkolę, mającego udany sezon w Kiekko-Vantaa w Messtis (2. poziom rozgrywkowy). Fin zapewne będzie często wykorzystywany w formacjach specjalnych. Obrona, jak się wydaje, jest stabilna, bo występują w niej doświadczeni zawodnicy, a po operacji i rehabilitacji barku doszedł do niej Dawid Musioł. W każdej też chwili może ją uzupełnić Marcin Kolusz, hokeista uniwersalny.

Dobra postawa Szweda Anthona Erikssona w GKS-ie została zauważona i zaowocowała transferem do IK Oskarshamn (SHL najwyższy poziom rozgrywkowy w Szwecji). Natomiast Fin Miro-Pekka Saarelainen trafił do duńskiej ligi i będzie występował w Rodovre Mighty Bulls. Działacze nie mieli dość argumentów, by zatrzymać tych napastników. Drużynę opuścili również Patryk Wronka oraz Mateusz Michalski; oferta finansowa Comarch Cracovii była na tyle kusząca, że obaj z niej skorzystali.

W Katowicach nikt zamierzał po ich odejściu rozpaczać, tym bardziej że sprowadzono Shigeki Hitosato, reprezentanta Japonii, który dał się poznać jako dynamiczny i kreatywny napastnik. Z kolei Szwedzi Hampus Olsson i Christian Blomqvist gwarantują solidność i stabilność. Podobnie jak ostatnio sprowadzeni Kanadyjczyk Brandon Magee oraz Fin Teemu Pulkkinen. Ten drugi liczy 27 lat, ma za sobą grę za oceanem na poziomie uniwersyteckim, a ostatni sezon spędził w duńskiej lidze Herning Blue Fox (najwyższa klasa rozgrywkowa).

– Wydaje się, że sprowadziliśmy zawodników, którzy spełnią oczekiwania – mówi dyrektor sekcji Roch Bogłowski, który przez w ostatnich miesiącach był jednym kłębkiem nerwów. – Jestem przekonany, że trenerzy odpowiednio ułożą poszczególne formacje i stworzą ciekawy zespół. Jeszcze sporo pracy przed nami, ale nie może być inaczej przed debiutem w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Hokeiści GKS-u najpierw przygotowują się indywidualnie, we własnym zakresie. – Od trzech lat pracuję w oparciu o plany trenera przygotowania motorycznego z Oświęcimia – mówi obrońca Jakub Wanacki, który ma za sobą udany sezon i któremu pamięta się zwycięską bramkę, zapewniającą drużynie miejsce w finale MP.

– Nie obawiam się więc o stronę fizyczną, bo zawsze byłem dobrze przygotowany. Weszliśmy na lód nieco później niż nasi rywale, ale jesteśmy przekonani, że wszystko nadrobimy. Wchodzimy w okres meczów kontrolnych, powoli więc powinniśmy łapać odpowiedni rytm. Nie mnie oceniać nowych zawodników, to rola trenera. Natomiast wiem, że nasza liga nie należy do „ogórkowych” i trzeba prezentować się solidnie w każdym elemencie, by się w niej pokazać z dobrej strony. Nasi trenerzy już zadbają o to, by akcenty w naszej drużynie zostały odpowiednio rozłożone. Równie ważne jest to, by została utrzymana atmosfera w szatni, bo ona jest również źródłem sukcesem drużyny.

W poprzednim sezonie GKS miał „firmowy” atak: Wronka – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko, który zdobywał gros bramek. Teraz trenerski duet Płachta – Ireneusz Jarosz ma więc zgryz, jak uzupełnić tę formację. ale zapewne znajdą napastnika, który uzupełni tę formację.

– Jeszcze nie myślimy o meczach Ligi Mistrzów i lampka nam się nie świeci – uśmiecha się Wanacki. – Przed nami jeszcze trochę pracy do wykonania, ale pewnie im bliżej będzie rywalizacji, tym temperatura będzie wzrastała. Na inaugurację spotykamy się z obrońcą pucharu i jestem ciekaw jak się zaprezentujemy. Niemniej czeka nas niezwykle ciekawa przygoda i nowe doświadczenie sportowe.

Przed trenerami i hokeistami GKS-u spore wyzwanie, bo przecież trzeba będzie łączyć występy w HLM z meczami ligowymi. W przeszłości nasi mistrzowie różnie sobie z tym radzili.

Dodajmy, że w tegorocznej edycji tych prestiżowych zawodów, oprócz GKS-u, wystąpi Comarch Cracovia, zwycięzca Pucharu Kontynentalnego. Początek hokejowego sezonu będzie się więc kojarzyć z wielkim „boom”!

hokej.net – „Pasy” lepsze od mistrzów Polski. Dwa ciosy w końcówce meczu

Hokeiści Comarch Cracovii dzięki udanej końcówce spotkania z GKS Katowice wygrali 4:2 i odnieśli pierwsze sparingowe zwycięstwo przed nowym sezonem Polskiej Hokej Ligi. Decydującego gola w 53. minucie zdobył Roman Rác a wynik przypieczętował Saku Kinnunen.

Towarzyskie spotkanie mistrza Polski ze zdobywcą Pucharu Polski było pierwszą zapowiedzią starcia o Superpuchar, a także starciem dwóch drużyn, które będą nas reprezentować w Hokejowej Lidze Mistrzów. Już od pierwszych minut obie drużyny pokazały, że – mimo towarzyskiego charakteru – mecz będzie niezwykle szybki i zacięty. Już w pierwszej minucie dwukrotnie przed szansą pokonania niedawnego kolegi z drużyny Johna Murra’a stanął Mateusz Michalski, jednak goście wyszli z tego obronną ręką. Kilka minut później w sytuacji sam na sam z broniącym bramki Pasów tego dnia Davidem Zabolotnym znalazł się Mathias Lehtonen, ale górą okazał się golkiper miejscowych.

W 11. Minucie do boksu kar odesłany został Csamangó i kiedy wydawało się, że krakowianie przetrwają okres gry w osłabieniu na prowadzenie swą drużynę wyprowadził Jona Monto i takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona. Po przerwie podrażnieni gospodarze szukali sposobu na wyrównanie i sztuka ta udała się Stephanowi Csamango, który w ogromnym zamieszaniu zdołał musnąć kijem krążek i ten wtoczył się za linię bramkową. Niespełna dwie minuty później to „GieKsa” ponownie objęła prowadzenie, gdy Patryk Krężołek znalazł sposób na Zabolotnego. W połowie meczu po dwójkowej akcji Roberta Arraka i Sebastiana Brynkusa, reprezentant Estonii dał wyrównanie swojej drużynie i na drugą przerwę zawodnicy zjeżdżali do szatni przy stanie remisowym.

W ostatnich dwudziestu minutach gole zdobywali już tylko miejscowi – najpierw w 32. minucie technicznym uderzeniem z najbliższej odległości w okienko gola zdobył Rác, a na niespełna cztery minuty przed końcem meczu zwycięstwo strzałem z niebieskiej przypieczętował Saku Kinnunen.

Drugi sparing i drugie zwycięstwo

Hokeiści GKS-u Tychy po dobrym i twardym meczu pokonali GKS Katowice 2:0. Dla podopiecznych Andrieja Sidorienki było to drugie sparingowe zwycięstwo, dla GieKSy druga porażka.

Obaj szkoleniowcy wystawili niemal najmocniejsze składy. W ekipie GKS-u Tychy zabrakło jedynie Kanadyjczyka Alexandre’a Boivina, który niedawno wyleczył uraz.

Spotkanie – jak na tę porę roku i liczbę odbytych treningów na lodzie – było naprawdę dobrym widowiskiem. Więcej z gry mieli tyszanie, którzy w ciągu całego meczu wykreowali sobie więcej dogodnych okazji.

Po pierwszej odsłonie trójkolorowi prowadzili 1:0. W 13. minucie wynik spotkania otworzył Oskar Jaśkiewicz, który spod linii niebieskiej wrzucił gumę nad bramkę. John Murray nie zdążył w porę zareagować, więc 26-letni obrońca utonął w objęciach swoich kolegów.

Drugiego gola dla gospodarz zdobył Mateusz Gościński. Cała akcja zaczęła się od precyzyjnego dogrania Jakuba Bukowskiego, który zauważył, że Roman Szturc wychodzi na czystą pozycję. Czeski napastnik przegrał pojedynek sam na sam z Johnem Murrayem, a „Gościk” wykazał się instynktem snajpera i znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie.

Katowiczanie w całym meczu nie znaleźli sposobu na tyskich bramkarzy Tomáša Fučíka i Kamila Lewartowskiego.

Na trzy minuty przed końcem Jacek Płachta poprosił o czas. Chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, bo katowiczanie nie zdołali trafić do siatki.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    szczerbowskiout

    15 sierpnia 2022 at 13:43

    3 tygodnie do pierwszego meczu w CHL-0 informacji o sprzedaży biletów…no chyba że te 414 biletów ten szmaciarz już porozdzielał pomiędzy swoich VIPów.szczerbowski pamiętaj VIPem jest zawsze kibic a nie twoje dupowłazy,,,

  2. Avatar photo

    Kato

    15 sierpnia 2022 at 22:11

    Przed władzą wyzwanie;
    Jak kibiców Katowic zmieścić w hali Janów.
    Gdyby było nowoczesne lodowisko na miare Katowic to władza by wstydu nie zbierała.
    A tak to kto wejdzie na Janów, prawdopodobnie władza. Nie zapomnijcie zabrać łóżek polowych, takich rozkładanych. Pewnie mają to i tak gdzieś, bo halę buduje się przy nowym stadionie nie dla hokeja tylko dla siaty. Ot taka potrzeba czasu.
    Hokej przy Spodku to taki wieczny problem władzy. Wieczny problem Katowic. Bo po co Klub z Katowic ma reklamować w LM miasto.
    Lepiej najeść sie wstydu i przespać problem a po śniadaniu już o wszystkim zapomnieć.

  3. Avatar photo

    Kato

    16 sierpnia 2022 at 10:27

    Sparing w Janowie zamknięty dla kibiców. LM dla wybranych…
    Należy się zastanowić nad hokejem, bo tak jak w piłce władza ma to wszystko gdzieś (nas kibiców). Polityka w Klubie na całego.

  4. Avatar photo

    Łukasz Z.

    17 sierpnia 2022 at 21:38

    Wiecie do cholery ile kosztuje nowa hala z lodowiskiem?! Szkoda było zdobyć majstra i grać w tej lidze mistrzów? Lepiej było zająć trzecie miejsce i problem hali by nie istniał? Kato według Ciebie to lepiej w nogę nie awansować do ekstraklasy bo nie mamy stadionu. Ale jak nie awansujemy to bryndza? Pewnie, według Was to zamknijmy wszystko bo nie mamy stadionu, hali! Zero sukcesów, nie wolno nam zdobyć mistrza bo nie ma infrastruktury! Otrząśnięcie się!

  5. Avatar photo

    Kato

    17 sierpnia 2022 at 23:50

    Łukasz Z
    Idziesz na hokejową LM? Wiesz ile będzie biletów? Wiesz czy wszyscy chętni kibice kupią bilety? Wiesz czy Ty kupisz bilet?
    Ile lat czekasz na awans w piłce kopanej? I co do tego awansu ma nowy stadion, na który też ile lat czekasz?

  6. Avatar photo

    Łukasz Z.

    18 sierpnia 2022 at 10:10

    Kato
    No niestety łatwiej jest zbudować drużynę na mistrza niż hale z prawdziwego zdarzenia. Mnie chodzi o to, że już kilka dni po mistrzostwie Polski zaczęło się narzekanie i trwa ono do dziś! Chwila radości a później same problemy. Wychodzi na to, że lepiej było nie sięgać po majstra. Z tego co wiem to miasto nie buduje nowej hali dla hokeistów tylko dla siatkarzy i stadion dla piłkarzy,czy to oznacza, że mamy zlikwidować sekcje hokeja? I nie chodzi o to żebym to akceptował ale może trochę realnej oceny

  7. Avatar photo

    Kato

    18 sierpnia 2022 at 15:08

    Rozwijać, zdobywać i awansować.

    Tylko potem to nie ma być chwila spontanicznej radości kibiców pod Spodkiem a realne działania władzy.
    Co to za sukces jak nie wiadomo co z meczami w LM !?
    Kibice z Katowic mają oglądać te mecze w telewizji czy gdzie !?
    Kibice są głodni sukcesów, tylko władza nie bardzo daje radę.

  8. Avatar photo

    Kato

    18 sierpnia 2022 at 15:12

    A gdzie bilbordy, gdzie reklama na mieście. Gdzie info o tak ważnym dla miasta wydarzeniu !?
    Co to za promocja !?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga