Dołącz do nas

Piłka nożna

II-ligowy raport transferowy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Sezon 2019/20 w II lidze zbliża się coraz to większymi krokami, pozostał raptem miesiąc do pierwszych meczów o punkty, więc i karuzela transferowa rozkręciła się na dobre i sporo klubów zdążyło już dokonać paru solidnych wzmocnień. Przyjrzyjmy się więc, jak prezentują się ruchy kadrowe w zespołach naszych ligowych rywali. Poniższy raport przedstawia wszystkie potwierdzone transfery na dzień 29 czerwca.

Bytovia Bytów

Zespół po spadku w dużej przebudowie, na ten moment odeszło już 8 zawodników, z których większość stanowiła trzon zespołu z Pomorza w ubiegłym sezonie. Z Bytowem pożegnali się: Maksymilian Hebel (29 meczów 3 bramki w ubiegłym sezonie) wrócił po wypożyczeniu do Arki Gdynia, obrońca Maciej Dampc (29 meczów 0 bramek) do ŁKS-u Łódź, pomocnik Sebastian Kamiński (7 meczów 0 goli) do Olimpii Grudziądz, bramkarz Andrzej Witan (34 mecze 1 bramka), pomocnik Bartosz Wolski (21 meczów 2 bramki), Mateusz Kuzimski (3 mecze, 8 goli) wszyscy do Chojniczanki Chojnice, a także napastnik Gracjan Jaroch (34 mecze, 2 bramki) i pomocnik Jakub Kuzdra (26 meczów, 1 bramka) obaj do Warty Poznań. Natomiast jeszcze przed zakończeniem ubiegłego sezonu karierę zakończył obrońca Łukasz Wróbel (232 mecze 8 bramek w barwach Bytovi), który pełni teraz rolę dyrektora sportowego. Lista więc naprawdę długa i jest wielce prawdopodobnie, że poszerzy się jeszcze o kilka nazwisk w najbliższych dniach.

Bytovia wzmocniła się jak na razie tylko dwoma zawodnikami. Są to Adrian Kwiatkowski (33 mecze, 6 bramek) z Błękitnych Stargard Szczeciński i 19-letni Bułgar Denislav Stanchev, który ubiegły sezon spędził w zespole z rodzimej ekstraklasy Vereya Stara Zagora. Co ciekawe udało mu się nawet zdobyć gola w przegranym 3:4 meczu z Levskim Sofia.

Garbarnia Kraków

Krakowianie wzmocnień szukają głównie w niższych ligach, skąd zakontraktowali jak dotychczas kilku całkiem ciekawych młodych zawodników. Do zespołu dołączyli między innymi dwaj piłkarze Soły Oświęcim, 23-letni napastnik Adrian Wójcik (29 meczów, 14 bramek) i pomocnik Kamil Kuczak (21 meczów, 2 bramki), a także bramkostrzelny pomocnik Krzysztof Szewczyk (32 mecze, 14 bramek) z Wiślan Jaśkowice, pomocnik Rafał Surmiak (32 mecze, 1 bramka) z Sokoła Sieniawa oraz pomocnik Grzegorz Marszalik (30 meczów, 4 bramki) z Hutnika Kraków. Warto także nadmienić, że stanowisko trenera Garbarni objął Łukasz Surma, który zastąpił Bogusława Pietrzaka, z którym nie został przedłużony kontrakt po zakończeniu ubiegłego sezonu.

Z klubu odeszli natomiast: obrońca Arkadiusz Garzeł (27 meczów 0 bramek), pomocnik Paweł Pyciak (15 meczów 0 bramek), napastnik Tomasz Ogar (28 meczów, 4 bramki) wszyscy do sąsiedniego Hutnika, ukraiński pomocnik Serhij Krykun (18 meczów, 2 bramki) do Resovii Rzeszów, obrońca Krzysztof Kalemba (20 meczów, 3 bramki) i pomocnik Wojciech Wojcieszyński (4 mecze 0 bramek), z którym nie został przedłużony kontrakt.

Błękitni Stargard

Do zespołu, który zakończył II ligowe zmagania w sezonie 18/19 na 12 miejscu nie dołączył jeszcze żaden nowy zawodnik. Klub natomiast doznał poważnych osłabień, zwłaszcza jeżeli chodzi o formację ofensywną, z której ubył najlepszy strzelec Błękitnych Przemysław Brzeziański (29 meczów, 9 bramek), napastnik Adrian Kwiatkowski (33 mecze 6 bramek) do Bytovi oraz pomocnik Mateusz Kwiatkowski (27 meczów 5 bramek). Ponadto odeszli obrońca Patryk Baranowski (27 meczów, 2 bramki) i bramkarz Patryk Brzozowski (3 mecze). Jeśli Błękitni nie uzupełnią swojej kadry kilkoma wartościowymi zawodnikami, mogą mieć bardzo poważne problemy z utrzymaniem.

Elana Toruń

Okienko transferowe w zespole z Torunia jest dość interesujące. Elana na ten moment zakontraktowała pomocnika Bartosza Machaja (26 meczów, 2 bramki) z Chrobrego Głogów, obrońcę Michała Bierzało (16 meczów, 0 bramek) z Siarki Tarnobrzeg, napastnika Krzysztofa Kołodzieja (30 meczów, 11 bramek w III lidze + 3 mecze, 0 bramek w Ekstraklasie) z Lecha Poznań oraz Jakuba Knuta (25 meczów) – młodego bramkarza z III ligowego KP Starogard Gdański.

Lista ubytków jest jednak zdecydowanie dłuższa, bo z klubem pożegnało się aż 8 zawodników. Jednym z nich jest były piłkarz “GieKSy” Krzysztof Wołkowicz (30 meczów 6 bramek), który odszedł do beniaminka Fortuna I ligi GKS-u Bełchatów. W ślady “Wołka” poszedł również obrońca Michał Kołodziejski (31 meczów, 4 bramki), który także zamienił Toruń na Bełchatów. Ponadto odeszli: Maciej Stefanowicz (31 meczów, 6 bramek) do “GiekSy”, napastnik Daniel Ciechański (7 meczów 0 bramek) do KTS-u Weszło Warszawa, a także pomocnicy Artur Lenartowski (31 meczów, 4 bramki), Mateusz Stąporski (10 meczów, 0 bramek), oraz 21-letni defensor Maciej Felsch (16 meczów, 0 bramek), z którymi klub postanowił nie przedłużać kontraktów. Ostatnim ubytkiem jest bramkarz Mateusz Mrozek, który po zakończeniu wypożyczenia wrócił do Lecha Poznań, a następnie jak wiemy, na tej samej zasadzie trafił do “GieKSy”.

Górnik Łęczna

Po nieudanym ostatnim sezonie klub z Lubelszczyzny opuściła już siódemka piłkarzy. Włodarze Górnika rozstali się m.in. ze znanym z występów w Ekstraklasie, Mateuszem Cetnarskim (6 meczów, 0 bramek). Zawodnik ten borykał się z kontuzją przez dużą część sezonu i postanowiono rozwiązać jego umowę za porozumieniem stron. Na zatrudnienie Cetnarskiego zdecydował się pierwszoligowy Stomil. Poza byłym piłkarzem Cracovii z zespołem Kamila Kieresia pożegnali się: dwaj obcokrajowcy Oleg Borodaj (11 meczów 0 bramek) i Mohamed Essam (15 meczów, 1 bramka), obrońca Robert Pisarczuk (22 meczów, 2 gole), a także pomocnicy Kacper Jodłowski (8 meczów, 0 bramek), Adrian Łuszkiewicz (25 meczów, 1 bramka) oraz Filip Szewczyk (13 meczów, 1 bramka), który został zawodnikiem Gryfa Wejherowo.

Dołączyli natomiast dwaj młodzi obrońcy: Kamil Pajnowski (11 meczów, 3 bramki) z Motoru Lublin i Jakub Zagórski (4 mecze, 0 bramek) z Puszczy Niepołomice, a także pomocnik Marcin Stromecki (10 meczów, 1 bramka) występujący ostatnio w Zniczu Pruszków oraz obrońca Paweł Baranowski (30 meczów, 0 bramek) z Odry Opole.

Górnik Polkowice

Jak dotąd beniaminek II ligi z województwa dolnośląskiego nie dokonał żadnych transferów z, jak i do klubu. Zespół po awansie w dalszym ciągu będzie prowadzony przez albańskiego trenera Enkeleida Dobiego, którego wielu kibiców z pewnością kojarzy z występów w Ekstraklasie w latach 2000-2003, kiedy to w barwach Zagłębia Lubin i Górnika Zabrze rozegrał 59 spotkań i zdobył 6 goli.

Gryf Wejherowo

Jeżeli chodzi o transfery do zespołu Zbigniewa Szymkowicza, to oprócz wspomnianego wyżej Filipa Szewczyka z Górnika Łęczna do Gryfa trafili również trzej defensorzy występujący do tej pory w III lidze: Igor Biedrzycki (26 meczów, 4 gole) z Huragana Morąg, Tomasz Wojcinowicz (10 meczów, 1 bramka) i Maciej Prusinowski (30 meczów, 3 bramki) obaj z Ursusa Warszawa, a także na zasadzie wypożycznia 20-letni obrońca ŁKS-u Łódź – Oskar Koprowski.

Klub opuściło niestety wielu zawodników stanowiących trzon drużyny w ubiegłym sezonie. Można wręcz odnieść wrażenie, że małego rozbioru Gryfa dokonał były trener tego klubu pracujący obecnie w Sokole Ostróda, czyli Jarosław Kotas. Znany ze swoich barwnych wywiadów szkoleniowiec sprowadził do siebie obrońcę Pawła Brzuzego (33 mecze, 0 bramek), pomocnika Piotra Kołca (29 meczów, 5 bramek) oraz napastnika Krzysztofa Wickiego (27 meczów 9 bramek). Największą stratą jest jednak transfer 22-letniego środkowego pomocnika Macieja Koziary do Miedzi Legnica, który był zdecydowanie najjaśniejszą postacią w zespole z Pomorza, notując 11 bramek i 7 asyst. Klub opuścili także młodzieżowiec Paweł Ewertowski (18 meczów 0 bramek), który przenosi się do Olimpii Grudziądz oraz doświadczony Robert Chwastek (33 mecze,1 bramka).

Lech II Poznań

Ciężko komentować tu jakiekolwiek ruchy transferowe, bo jak wiadomo skład “dwójki” Lecha będzie oparty na zawodnikach z drużyn młodzieżowych oraz tych, którzy w dany weekend nie załapią się do kadry na mecz w Ekstraklasie.

Legionovia Legionowo

W zespole, który jako ostatni wywalczył sobie promocję do II ligi, doszło jak na razie tylko do jednej zmiany kadrowej. Z klubu odszedł do Górnika Zabrze najlepszy strzelec zespołu Piotr Krawczyk (34 mecze, 26 bramek). Warto również dodać, że Legionovia dopiero kilka dni temu otrzymała licencję upoważniającą do występów w II Lidze w sezonie 2019/20.

Olimpia Elbląg

Klub z Elbląga zasilił swój skład jak dotąd jedynie napastnikiem występującym ostatnio w ROW-ie Rybnik Przemysławem Brychlikiem (33 mecze, 5 bramek), natomiast z zespołem pożegnało się już trzech piłkarzy: napastnik Michał Fidziukiewicz (27 meczów, 5 bramek) do Stali Stalowa Wola, pomocnik Bartosz Nowicki (30 meczów, 0 bramek) powrót z wypożyczenia (Arka Gdynia) oraz obrońca Wojciech Jurek (14 meczów, 0 bramek).

Pogoń Siedlce

Rewelacja rundy wiosennej poprzedniego sezonu zakontraktowała dopiero tylko jednego zawodnika. Mowa o młodziutkim pomocniku Jakubie Romanowiczu (18 lat), który trafi do Siedlec na zasadzie wypożyczenia. Z klubu odeszli za to dwaj pomocnicy: Mateusz Bochnak (30 meczów, 3 bramki) i Sebastian Pociecha (12 meczów, 0 bramek), którzy wrócili z wypożyczeń do swoich macierzystych klubów (Bochnak do Pogoni Szczecin, a Pociecha do Piasta Gliwice). Ponadto klub nie zdecydował się na przedłużenie wygasających umów z Tomaszem Zającem (9 meczów, 0 bramek), Dariuszem Brągielem (23 mecze, 0 bramek) i Kacprem Szymankiewiczem (11 meczów, 0 bramek).

Resovia

Bardzo aktywnym graczem na rynku transferowym jest zespół prowadzony przez trenera Szymona Grabowskiego. Klub z podkarpacia zdążył już podpisać umowy z pięcioma nowymi piłkarzami. Uwagę zwraca zwłaszcza transfer Adriana Dziubińskiego (27 meczów, 8 bramek), najlepszego strzelca Stali Stalowa Wola z poprzedniego sezonu, który powinien być sporym wzmocnieniem formacji ofensywnej Resovii. Poza Dziubińskim do ekipy z Rzeszowa dołączyli: Serhij Krykun z Garbarni, pomocnik Krzysztof Gancarczyk (20 meczów, 3 bramki), a także dwójka zawodników Siarki Tarnobrzeg – Dawid Kubowicz (28 meczów, 2 bramki) i Grzegorz Płatek (33 mecze, 2 bramki).

Z klubem pożegnali się za to 20-letni napastnik Kamil Antonik (27 meczów, 5 bramek), który spróbuje swoich sił w Ekstraklasie w barwach Arki Gdynia, a także obrońca Sebastian Zalepa (27 meczów, 3 gole) do Wigier Suwałki. Poza tymi dwoma zawodnikami Resovia nie przedłuzyła kontraktów z Mirosławem Kmiotkiem (6 meczów, 0 bramek) i Michałem Ogrodnikiem (20 meczów, 1 bramka), a z wypożyczeń do macierzystych klubów wrócili Bartłomiej Benek i Przemysław Pyrdek.

Skra Częstochowa

W Częstochowie na chwilę obecną trwają spore porządki kadrowe. Klub nie przedłużył kontraktów z obrońcą Karolem Tomczykiem (11 meczów, 0 bramek) i trzema pomocnikami: Sławomirem Ogłazą (5 meczów, 0 bramek), Łukaszem Kowalczykiem (8 meczów, 0 bramek), Sebastianem Siwkiem (22 mecze, 2 bramki). Ten ostatni jest bardzo blisko angażu w III ligowym Ruchu Chorzów. Natomiast po zakończonych wypożyczeniach do swoich klubów wrócili bramkarz Łukasz Krzczuk (13 meczów), pomocnik Michał Kieca (33 mecze, 4 bramki), Konrad Poprawa (11 meczów, 0 bramek) i Paweł Kaczmarczyk (2 mecze, 0 bramek). Do tej listy prawdopodobnie dołączy także najskuteczniejszy zawodnik Skry w ostatnim sezonie, czyli Damian Nowak (33 mecze, 9 bramek), który aktualnie przebywa na testach w beniaminku I ligi Radomiaku Radom.

Częstochowianie nie zakontraktowali oficjalnie jeszcze nikogo, ale na testach pojawiło się już kilku zawodników m.in napastnik Damian Niedojad (27 meczów, 3 bramki) z Rozwoju Katowice.

Stal Rzeszów

Beniaminek z Rzeszowa po emocjonującej końcówce sezonu, kiedy to w ostatniej kolejce zwycięstwem u siebie z Podhalem Nowy Targ zapewnił sobie awans do II ligi, rozpoczął okienko transferowe od dwóch wzmocnień. Do Stali trafił najlepszy strzelec Podhala – Artur Pląskowski (33 mecze, 18 bramek), a także obrońca Radosław Sylwestrzak (17 meczów, 3 bramki) z Widzewa Łódź. Pozytywną informacją dla kibiców klubu z podkarpacia z pewnością jest przedłużenie kontraktu o kolejny rok z najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu Tomaszem Płonką, który w poprzednich rozgrywkach zanotował, aż 20 trafień i 8 asyst.

Z klubem rozstał się jak do tej pory jedynie młody obrońca Szymon Kobusiński (11 meczów, 2 bramki).

Stal Stalowa Wola

Zespół Stali dokonał jak na razie trzech transferów, po jednym do każdej formacji nie wliczając bramki. Obronę wzmocnił zawodnik Olimpii Grudziądz – Piotr Witasik (23 mecze, 2 bramki), do grona pomocników dołączył Michał Płonka (27 meczów, 3 gole) z Rozwoju Katowice, a nowym napastnikiem będzie Michał Fidziukiewicz z Olimpii Elbląg.

Z klubem kontrakt do 30 czerwca 2021 roku przedłużył m.in. wychowanek “GieKSy” – Bartek Sobotka.
Barw “Stalówki” oprócz Grzegorza Janiszewskiego, którego będziemy mieli okazję oglądać przy Bukowej w nowym sezonie, nie będą już reprezentować: napastnicy Adrian Dziubiński i Sebastian Łętocha (28 meczów, 5 bramek), a także utalentowany 22- letni pomocnik Michał Trąbka (34 mecze, 4 bramki), który spróbuje swoich sił w beniaminku Ekstraklasy ŁKS-ie Łódź.

Widzew Łódź

Najgorętsze lato z pewnością obserwować możemy w największym przegranym ubiegłego sezonu, czyli Widzewie Łódź, gdzie doszło już nawet do jednej wręcz absurdalnej decyzji. Mowa oczywiście o zwolnieniu trenera Zbigniewa Smółki, który zdążył przepracować w klubie z Łodzi zaledwie miesiąc! Decyzja ta jest następstwem zmiany w gabinecie prezesa Widzewa, gdzie Jakuba Kaczorowskiego — człowieka odpowiedzialnego za zatrudnienie Smółki wespół z dyrektorem sportowym Łukaszem Masłowskim, zastąpiła Martyna Pajączek, która od początku swojej kadencji zapowiedziała natychmiastowe zmiany w pionie sportowym Widzewa. Ofiarą całego zamieszania padł więc niestety niczemu winny były trener Arki Gdynia. Wróbelki ćwierkają, że w poniedziałek nowym trenerem Widzewa ogłoszony będzie aktualny trener Termaliki-Marcin Kaczmarek, którego kontrakt wygasa już w niedzielę.

Pomijając całe zamieszanie w strukturach klubu, do Widzewa trafiło na ten moment czterech piłkarzy: napastnik Przemysław Kita (29 meczów, 11 bramek) z Olimpii Grudziądz, pomocnik Marcel Gąsior (24 mecze, 0 bramek) ze Stali Mielec, napastnik Christopher Mandiangu (12 Meczów, 5 bramek) z bułgarskiego Septemwri Sofia oraz nasz stary znajomy Łukasz Zejdler (24 mecze, 1 bramka).

Z klubem rozstali się natomiast: bramkarz Michał Humerski, pomocnik Dario Kristo (25 meczów, 5 bramek) do GKS-u Tychy, pomocnik Mateusz Michalski (32 mecze, 10 bramek) do Radomiaka Radom, pomocnik Simonas Paulius (9 meczów, 0 bramek), obrońca Radosław Sylwestrzak do Stali Rzeszów, napastnik Daniel Świderski (19 meczów, 3 bramki), obrońca Tomasz Wełna (15 meczów, 0 bramek) i pomocnik Marek Zuziak (17 meczów, 2 bramki).

Znicz Pruszków

Zespół, z którym przyjdzie nam się zmierzyć na inaugurację w II lidze, pozyskał na chwilę obecną trzech nowych zawodników. Jednym z nich jest obrońca Martin Baran znany kibicom z występów w Ekstraklasie w barwach Jagielloni Białystok, który ostatni sezon spędził w III-ligowym Podhalu Nowy Targ, gdzie w 16 meczach udało mu się zdobyć jednego gola. Poza Baranem klub z Pruszkowa zatrudnił także innego piłkarza Podhala – Petera Drobňáka (28 meczów, 1 bramka) oraz pomocnika Karola Noiszewskiego (6 meczów, 0 bramek) z Rakowa Częstochowa.

Szeregi klubu opuścili natomiast: pomocnik Marcin Stromecki (10 meczów, 1 bramka) do Górnika Łęczna, pomocnik Kacper Smoleń (12 meczów, 1 bramka) powrót po wypożyczeniu do Sandecji Nowy Sącz, pomocnik Adrian Małachowski (29 meczów, 2 bramki) do GKS-u Bełchatów, napastnik Tomasz Chałas (4 mecze, 0 bramek), pomocnik Marcin Smoliński (17 meczów, 2 bramki), obrońca Bartłomiej Gajda, obrońca Przemysław Kocot (4 mecze, 0 bramek) i pomocnik Mateusz Długołęcki (22 mecze, 3 bramki).

* w nawiasach podane statystyki z sezonu 2018/19

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    StoczeK

    1 lipca 2019 at 14:06

    A to nie jest tak że na tym poziomie rozgrywkowym rezerwy Lecha muszą mieć zatwierdzona kadrę przed sezonem? To chyba nie jest już tak że mogą zabrać pół składu z pierwszej drużyny?

  2. Avatar photo

    pablo eskobar

    1 lipca 2019 at 15:19

    Jesli gracz rozegra iles tam meczy w pierwszym skladzie to niemoze juz grac w rezerwach poczytaj sobie regulamin bo dokladnie tam wszystko pisze na poczatku rozgrywek to moga nawet dac caly pierwszy sklad do rezerw jak beda chcieli

  3. Avatar photo

    Arcadiomorales

    1 lipca 2019 at 16:29

    Wygląda to tak: Zawodnik traci prawo do gry w drużynach niższych klas po rozegraniu 2/3 oficjalnych spotkań mistrzowskich w danym sezonie w drużynie wyższej klasy (przepis ten nie dotyczy zawodników uczestniczących w rozgrywkach młodzieżowych)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Od razu humor lepszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.

Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.

Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.

Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.

(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).

Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.

Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.

Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.

Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.

Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.

Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.

I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.

Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.

Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.

Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.

Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.

Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.

Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.

Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.

Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.

I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.

Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.

O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.

Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?

Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.

Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.

Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.

Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.

A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.

PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga