Felietony
O zablokowanej złości kibiców GieKSy
Zdaję sobie sprawę, że niektórym kibicom ten tekst może się nie spodobać. Ale jeśli rozpatrujemy kwestie GKS Katowice, to myślę, że trzeba patrzeć całościowo i kompleksowo. I odrzucić na chwilę przekonanie o swojej doskonałości, które niektórzy pielęgnują, niczym największy skarb…
GieKSa zaliczyła trzy żenujące sezony z rzędu. Najpierw zespół przegrał w kompromitujący sposób dwa awanse, a teraz zleciał do drugiej ligi. Zawalili piłkarze, którzy grali beznadziejnie. Trener, który żył w innym świecie i nie zapobiegł katastrofie. Zupełnie odrealniony dyrektor, który na końcu popisał się tchórzostwem a la Brzęczek. I prezes, który od kilku lat patrzył na ten cały burdel i nic z tym nie zrobił.
To jednak omówione było już na setki sposobów. Jest jeszcze jeden element tej układanki. I mimo, że do postawy kibiców miałem zastrzeżenia właśnie i dwa lata temu, i rok temu, miałem i teraz, to z czasem wzrasta we mnie jedno wielkie przekonanie, że grzech zaniechania został powtórzony za każdym razem i choć bezpośrednio sympatycy GieKSy nie spowodowali spadku, to jednak notorycznie powtarzają jedną strategię, która jest kompletnie nieefektywna. I która zwyczajnie nie pomaga. Strategię ciągłego bezwarunkowego wsparcia i mówiąc wprost – zagłaskania piłkarzy. Ci nie odwdzięczali się awansem, nie odwdzięczyli się utrzymaniem. Rozpieszczeni do granic możliwości, nie poczuli tej mitycznej „presji” Bukowej. Systematycznie natomiast wzrastało w nich przekonanie, że mogą lecieć w tzw. pręta i nikt im nic nie powie, a następnym spotkaniu dostaną kolejną porcję dopingu i braw.
Bo czegoś takiego jak presja przy Bukowej od dawna nie ma. „Tu jest GieKSa, tu jest presja” stało się pustym sloganem, podobnie jak twierdza Bukowa, która jest obecnie domkiem z kart. I trudny teren, na którym wygrywają wszyscy leszcze. Wszyscy – oprócz naszych piłkarzy.
Przypominam sobie zagłaskiwanie piłkarzy dwa lata temu i rok temu. Wówczas było dokładnie tak samo, coraz to kolejne żenujące występy piłkarzy. Gra bez walki, bez ambicji, mecze, które do dziś wyglądają mocno podejrzanie. I scenariusz na każdy kolejny mecz ten sam, czyli mobilizujemy się, dajemy wsparcie. Z powodu pod tytułem „żebyśmy sobie nie mieli później nic do zarzucenia”. I czy rzeczywiście nie mamy sobie nic do zarzucenia?
Oczywiście, że drużynie, której się kibicuje, powinno się dawać wsparcie. W trudnych chwilach, w momentach kryzysu, porażek, kiepskiej serii. Tylko, że w Katowicach kilkukrotnie postawa drużyny wykraczała znacząco poza kwestie kryzysu typowo sportowego. Kibice mieli podejrzenia co do piłkarzy, a potem mimo to, dawali im wsparcie, na które ci kompletnie nie zasługiwali.
Nie będę pisał o absurdalnym dla mnie stwierdzeniu, że dopinguje się klub, a nie piłkarzy. Bo to przecież piłkarze są odbiorcą tego, co słyszą. To podczas ich biegania po zielonej trawie śpiewane są wspierające piosenki. A nie o godzinie dwunastej nad jeziorkiem.
Natomiast starając się zrozumieć mechanizm, który kibicami w tych wielu momentach ostatnich trzech sezonach kierował, dochodzę do druzgocącego wniosku, że jest to mechanizm ofiary, której jednym z największych problemów jest zablokowana złość.
Krótko i prosto powiem, na czym polega blokowanie złości. Złość jest jedną z najbardziej pierwotnych emocji, która u noworodka i niemowlaka służy przetrwaniu oraz wyrażaniu potrzeb. A w konsekwencji przetrwaniu. Nie będę wnikał w kwestie szczegółowe, ale generalnie jest tak, że jeśli w dorosłości ktoś nie ma problemów z wyrażaniem złości (w sposób dojrzały), to nie ma też problemu z wyrażaniem potrzeb. Moment, kiedy osoba tę złość ma, ale nie potrafi jej wyrazić, powoduje frustrację. A że frustracja jest ciężka do przeżycia, to trzeba ją jakoś wytłumaczyć, czyli naukowo mówiąc – zracjonalizować.
I tak na przykład, gdy mamy związek dwojga ludzi, to może to wyglądać tak, że mężczyzna jest przemocowy wobec swojej kobiety. Ciągle ma pretensje, ciągle ją wyzywa, może stosować przemoc fizyczną. A kobieta w tym samym czasie robi mu smaczne obiadki, mówi czułe słówka, prasuje koszule i kupuje piwo. Mimo że jest gnębiona, złości nie wyraża. A dlaczego nie wyraża?
Bo może mu się włączyć większy agresor. Bo może więcej pić. Bo może się załamać. Bo w pokoju obok jest teściowa, która coś sobie pomyśli . Bo w pokoju obok jest dziecko, które będzie płakać. Bo jest przemęczony i nie można go drażnić. Bo ma prawo być wkurzony, bo ma ciężką pracę i trudnego szefa. Bo może tę pracę stracić i przestać zarabiać.
Bo może w końcu odejść.
I pojawi się samotność i przekonanie, że jest się jedynym winnym.
I te powody można by mnożyć w nieskończoność. Nigdy nie będzie dobrego momentu, żeby wyrazić swoje niezadowolenie, frustrację, niezgodę. Bo zawsze jest coś, co uniemożliwia zrobienie tego. I w tej pułapce jedna strona cały czas stosuję tę przemoc, a druga ją przyjmuje i… stara się przeżyć.
Jak to wyglądało w ostatnich latach w kontekście GieKSy i wyrażania niezadowolenia? A jaki był efekt?
Przegrana w meczu dziesięciolecia z Sandecją. Mobilizacja na Górnik. Spartaczony mecz z KSG i przegrany awans. Mniejsza mobilizacja na Kluczbork, kompromitacja zespołu. Wyrażenie niezadowolenia nastąpiło jedynie w ostatnim meczu z Bytovią… brakiem dopingu. Tylko tyle. Po herbacie.
Przegrane mecze z Puszczą i Stomilem, remis z Bytovią. Na Podbeskidziu euforia, bo udało się wygrać, wow. Gdy natomiast zespół zhańbił ten klub przy Cichej, w nagrodę dostał piękne wsparcie w następnym meczu na Bukowej z Tychami. I zespół znów zaśmiał się w twarz kibicom i przegrał.
Poprzegrywane wszystkie mecze derbowe. Chore sytuacje z wizytą na stacji po przegranym meczu z Ruchem. Ewidentne ciosy w poranione i tak już serca kibiców. Dziesiątki razy.
W obu przypadkach schemat był ten sam. Nie róbmy afery, nie zaprzestawajmy dopingu, nie wyrażajmy swojego niezadowolenia w niewybrednych okrzykach, nie wieszajmy transparentów. Bo przecież „ciągle mamy szanse na awans”. Bo chodzi o to, żeby nie zaszkodzić. Bo „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”. Bo jak krzykniemy, to piłkarzom to nie pomoże. Bo jak wywiesimy transparent, to przyczynimy się do porażki. Bo jak nie będziemy dopingować, to nie damy tak potrzebnego do awansu wsparcia.
I tak było co mecz, co kolejkę. W najgorszych, kompromitujących występach piłkarze dostali taki doping, jakiego by nie dostali w żadnym innym klubie. Ktoś powie, że to dobrze świadczy o kibicach. Ja powiem, że nie. Właśnie taka wiecznie wspierająca postawa była wiecznym wspieraniem tego agresora, który z uśmiechem na twarzy coraz bardziej dowala. I nic sobie z tego nie robi. I jest święcie przekonany, że jest bezkarny, że może robić co chce i nie spotka go żadna krytyka.
To samo było w zakończonym sezonie. Wyjazdowe zwycięstwa zaciemniły obraz, a brak dwóch choćby wygranych u siebie powinien był być przyczynkiem do wyrażenia niezadowolenia. Zamiast tego mieliśmy po meczu ze Stomilem „dziękujemy” (to już była jakaś totalna patologia) oraz po chyba spotkaniu ze Stalą naiwne „utrzymanie, obowiązek!”, podczas którego czułem się jakbym był w przedszkolu.
Kończy się to tym, że ten agresor oczywiście nie bierze sobie tego wsparcia i bezgranicznej ochrony dawanemu mu przez ofiarę, tylko kopie w dupę coraz mocniej. Aż do zepchnięcia klubu do drugiej ligi.
Nie chciałbym oczywiście zostać źle zrozumiany, że kibice powinni byli robić jakieś krzywe akcje. To już tez kiedyś było przerabiane i niespecjalnie przynosiło efekty. Jednak mimo wszystko, kiedyś sympatycy GieKSy potrafili pokazać swój charakter, krzyknąć, że im się nie podoba gra (porządnie!), ale także szerzej – działalność klubu. Potrafili wyjść z trybuny na znak protestu, generalnie się po prostu normalnie wkurwić i zareagować. Nie tylko na stadionie. Protesty w centrum Katowic, pod domem Króla, w Urzędzie Miasta. Kilka wizyt pod szatnią. Teraz po meczu z Bytovią wystarczyło kilka kropel deszczu, by rozczarowanych kibiców „rozpuścić” niczym cukier.
Wsparcie, wsparcie, wsparcie, głaskanie tych piłkarzy po pupie i mimo tych wielu ciosów, ciągłe dalsze głaskanie po pupie. Miałkie to strasznie i tak naprawdę trybuny nie pokazały w ostatnim czasie charakteru…
Lęk przed tym, że swoim wyrażeniem złości kibice pogorszą sytuację i doprowadzą do braku awansu lub zaliczenia spadku okazał się niestety silniejszy. Efekt był taki, że awansu nie było, a spadek i owszem. Dlatego to podejście okazało się nieskuteczne i według mnie właśnie to zaniechanie mogło się pośrednio przyczynić do tego, że także i w klubie nikt nie reagował na stopniową degrengoladę. A skoro tak, to kto ma reagować, jak nie kibice?
Oczywiście doceniam liczby wyjazdowe i prezentowanie się kibiców na stadionach w całej Polsce. I tak, właśnie w tym temacie – reprezentowania klubu na trybunach – kibice są zdecydowaną czołówką w naszym kraju i rzeczywiście, nie mają sobie nic do zarzucenia. Wierność barwom klubowym i konsekwencja – ścisły top.
Ale kibicowanie ma więcej wymiarów i właśnie jeden z nich poruszyłem w tym artykule.
Myślę, że czas najwyższy się obudzić, po kilku latach zdjąć ten patologiczny parasol ochronny z piłkarzy (ale i wszystkich w klubie również!) i jak coś nie gra, to po prostu głośno to wykrzyczeć (a nie tylko na forum). I nie żyć w ciągłym strachu, że przez nas może się stać coś gorszego, bo ostatnie kilka lat pokazuje właśnie, że nie robiąc nic, nie reagując, efekt jest opłakany.
Bo jeśli tak dalej pójdzie, to jedynym momentem widocznej frustracji będzie znów ostatni gwizdek ostatniego meczu w sezonie, oznaczający kolejną klęskę.
Chciałbym, żeby tym razem nie było powodów do frustracji. Ale jeśli znów będzie powtórka, to trzeba dać temu wyraz.
Bo inaczej znów będziemy sobie wynajdywać coraz to nowe powody, żeby przypadkiem nie pogorszyć sytuacji. Na przykład nie krzykniemy czegoś negatywnego, bo jeszcze przez przypadek przez nas piłkarze przegrają z Radunią Stężyca…
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

pablo eskobar
6 czerwca 2019 at 10:13
Czysta prawda tez tego niemoglem zrozumiec ja zaczynalem swoja przygode od 96 roku wtedy tak by niebylo po takich frajerskich zagrywkach kopaczy wysiadaliby na rondzie a teraz nic zero reakcij mozna dac jeden przyklad jak sie dziecku pozwoli na wszystko to nasra ci na glowe tutaj nam tez nasrali kopacze
BuchenPad
7 czerwca 2019 at 13:33
Ja sie tylko dziwie ze Blaszok stal sie taki piknikowy a stara gwardia na glownej chciala pokazac swoje niezadowolenie za oszustwo Prezydenta miasta i klubu tak oszustwa… oszukuja nas kibicow co roku gadaja o extraklasie placimy za bilety itd. A tu spadek nam serwuja i nic sie nie stalo 🙂 Wszyscy powinni wpasc na murawe i pokazac swoje.
kobus9
6 czerwca 2019 at 11:41
Ja mam tylko jedno 'ale’. Na stadionie są dzieci. Ja sam od czasu, gdy moje dziecko skończyło 5 lat chodzę z nim na stadion i nie chcę, aby słuchał wulgaryzmów. Uważam, że stadion, to miejsce publiczne, a w takim miejscu wymaga się kultury. Wszyscy marzymy o pełnych, bezpiecznych trybunach, gdzie z przyjemnością całe rodziny chcą się wybrać w sobotnie, czy niedzielne popołudnie. Moja żona była ze mną raz i akurat poleciały 'kurwy’ i inne wyzwiska, i stwierdziła, że do 'bydła’ chodzić nie będzie. Ile jest takich jak ona?
PS. Sam kiedyś byłem młody i na blaszoku krzyczałem niejedno, ale z biegiem czasu człowiek dorasta i zaczyna dostrzegać pewne błędy młodości. Shellu, Ty też masz już swoje lata i również powinieneś zrozumieć, że stadion to nie tylko ultrasi, ale również janusze, którzy chcą pooglądać przy miłej atmosferze dopingu 'sportową rywalizację’ (w cudzysłowu, bo do sportowej rywalizacji dużo ostatnio brakuje).
Pozdrawiam
Kamil
7 czerwca 2019 at 13:27
Wszedzie klna na stadionach jak pilkarze w ch.. graja.
Shellu
6 czerwca 2019 at 11:54
I to jest Kobus kolejny argument, który powoduje, że „powinniśmy” zablokować ekspresję niezadowolenia. Czyli dokładnie mechanizm o którym napisałem powyżej.
PS. Nie chodzi w ogóle o wulgaryzmy.
ursus
6 czerwca 2019 at 12:04
@korbus9 – wystarczyłoby zamienić „k..wa mać, Gieksa grać” na „zejdźcie z boiska…” lub ich po prostu wygwizdać. Generalnie Shellu ma rację, bo jak ktoś płaci za bilet, to każdorazowo powinien zobaczyć drużynę „gryzącą trawę”.
Doping powinien nakręcać do lepszej gry, ale i gra powinna porywać do dopingu.
kobus9
6 czerwca 2019 at 12:26
Ja się z Wami w pełni zgadzam, tylko nie znam kibica, który zamiast wulgaryzmów będzie krzyczał grzecznie jak to @ursus ładnie napisałeś „zejdźcie z boiska…”
pablo eskobar
6 czerwca 2019 at 13:11
Wszedzie masz wulgaryzmy ostatnio przysluchalem sie na orliku jak bajtle graja to wlosy mi stawaly od slow ktore oni krzyczeli nikt tu niechce aby byla patologia na stadionach ale niekiedy jest taka potrzeba aby wykrzyczec swoja zlosc w inny sposob
kobus9
6 czerwca 2019 at 13:20
Zdaję sobie całkowicie z tego sprawę, ja tylko wyraziłem swoją opinię, że gdyby na stadionie nie było tego typu odzywek, to na pewno było by więcej na nim ludzi. Inna rzecz, że emocje są niekiedy takie, że nawet najświętszego potrafią wyprowadzić z równowagi. Sam po ostatnim meczu musiałem się mocno pilnować, aby czegoś niecenzuralnego nie powiedzieć.
Teraz idę w marzenia, ale byłem ostatnio w kościele w Pszczynie i tam jest strefa dla dzieci oddzielona szybą dźwiękoszczelną. Może to jest przyszłość sektorów rodzinnych 🙂
Kamel
6 czerwca 2019 at 14:40
kobus9-stadion niy es dlo bab ze bajtlami no spacerki ino dlo fanuw coby oglondoc spiele.
kobus9
6 czerwca 2019 at 15:21
I przez takie myślenie w Europie (kibicuję również Milanowi, gdzie przychodzi po 50 tys kibiców) mają tyle publiczności, a u nas ciężko niekiedy o 3000. Jak mają powstawać nowi kibice, jak mają siedzieć w domu? Ja uczę dziecko „miłości” że tak to nazwę do GKS i przyprowadzam go na mecze, aby mógł zobaczyć swoich idoli z bliska. Więc tak jak z tym, że wulgaryzmy zawsze będą się niestety zgadzam, tak z tym, że kobiety z dziećmi mają nie przychodzić już nie.
Kamel
6 czerwca 2019 at 15:43
muj text niy es precyzyjny-muj pech.no stadionie es platz do fanuw egal 5 abo 105 rokuw no blacie,es platz do wszyskich-baby,bajtle-egal co sie interesujom spielem.dlo plastikowych manekinuw kerzy chcom sie ino przysc,sitznonc bo mmmmm toko es moda lepszy bydzie park.no spielu som emocje a som jaaaa wulgarysmy,hoby we coukim zyciu.
Kamel
6 czerwca 2019 at 15:51
temat – co sie robi u nos we klubie a no trybunach – es ino jedno teorio kero es logiczno a klaruje +/- wszyske detale,i niy wyglondo to optymistycznie
KaTe
6 czerwca 2019 at 16:08
Zawsze się dziwię, kiedy nasze boroki wchodzą na boisko, po kolejnej kompromitującej porażce – witają ich oklaski. Gdyby doznali grobowej ciszy, może to zrobiłoby na nich wrażenie?
banik12
6 czerwca 2019 at 20:46
i ten artykuł mnie zmotywował że jutro z muzeum GieKSy znika koszulka Romka Szewczyka,wolę ją w domu trzymać I wspominać te piękne chwile
Irishman
7 czerwca 2019 at 03:47
Fajna psychoanaliza Shellu 🙂
Dodałbym jeszcze, że takie blokowanie emocji jest niezdrowe nie tylko dlatego, bo może napędzać „agresora” ale co gorsza powoduje także zobojętnienie „ofiary” na kolejne ciosy. Więc nie ma się co dziwić, że ludzie zaczynają mówić, że kibicują nie dla piłkarzy ale dla klubu, a niektórzy może nawet wręcz dla siebie, dla dobrej zabawy, bo nie mogą już patrzeć na to co dzieje się z klubem. Ewentualnie rezygnują z przychodzenia na mecze. I to jest właśnie najgorsze.
Oprócz tego blokowane emocje mogą wybuchnąć w bezsensownej sytuacji. I tak też było u nas kiedy zamiast oczyścić w jakiś sposób (a choćby przez zdecydowane ukaranie lub pozbycie się winowajców przez klub) atmosferę zaraz po błazenadzie jaka odwaliła się u nas pod koniec kadencji Brzęczka, to przenieśliśmy skumulowane, niezdrowe emocje na kolejne sezon. No i przez to oberwało się (po PIERWSZYM meczu u siebie) także nowym piłkarzom i trenerowi, co z pewnością nie pomogło w budowaniu nowej drużyny.
Dlatego też Shellu twierdzę, że Twój tekst jest bardzo dobry, bardzo trafnie diagnozujący nasze problemy….. ale jest nieco spóźniony. I oby teraz nie stało się podobnie jak 2 lata temu, bo czeka nas bardzo trudny okres budowy nowej drużyny, a wyniki też mogą nie być od prazu zadowalające.
@kobus9, ja rozumiem Twoje argumenty. Sam też, często powstrzymywałem się od bluzgów widząc siedzących niedaleko bajtli. Ale głaszcząc się kulturalnie po pupciach niczego nie zbudujemy. Zresztą jestem pewien, że więcej szkody w psychice Twoich dzieci uczyniło obserwowanie popisów naszych gwiazdorów niż okrzyki kibiców. Tak więc moja rada – dopóki nie będzie w naszym klubie normalnie, nie przyprowadzaj ich na Bukową.
sebao81
7 czerwca 2019 at 09:19
A będzie kiedyś dobrze ?
sebao81
7 czerwca 2019 at 09:20
I przede wszystkim normalnie?
Shellu
7 czerwca 2019 at 10:09
Irish ja już wcześniej zwracałem na to uwagę wiele razy (na forum), ale wtedy zawsze była odpowiedzieć, że „Nie możemy zaszkodzić”.
Co do uzupełnienia o obojętności lub niekontrolowanym wybuchu to masz 100% racji.
xXx
7 czerwca 2019 at 13:17
Odnoszę wrażenie, że jest jednak dokładnie odwrotnie niż piszesz Shellu. Kibic GieKSy jest z natury bardzo niecierpliwy, a jego łaska na pstrym koniu jedzie. Jednego dnia kocha piłkarzy, trenera i działaczy, bo dwa mecze z rzędu wygrane, innego zwalania ich wszystkich bo dwa przegrane. Kibice GieKSy bezustannie chcą kogoś wyrzucać. I tak wyrzucono już dziesiątki trenerów, wymieniono niemal cały skład, wyrzucono prezesa, który – o ironio – sezon później robi awans do Ekstraklasy w innym klubie. Jak już wszystkich wyrzucono, a wyników nadal nie ma, to może winny jest klubowy skaut (jego jeszcze przecież nie wyrzucono), albo miasto jest winne? To samo miasto, które ładuje ku oburzeniu coraz większej części mieszkańców Katowic, coraz większe pieniądze w funkcjonowanie klubu. Kibice GieKSy presję wywierają w tej chwili w inny sposób niż biciem po ryjach pseudokopaczy, albo pozostaniem w domu, a błędem klubu jest brak nakreślonej wizji i nadmierne wsłuchiwanie się w opinie z trybun czy forum zamiast realizowanie swoich własnych założeń. Tak. BTW ciekawe czy wybór Góraka, to decyzja klubu czy decyzja kibiców w ankiecie na forum i ciekawe jak szybko w razie niepowodzenia będziemy wyrzucać Góraka.
Poza tym, widzę od lat lizanie się po jajach wśród kibiców – dosłownie. Jacy to wspaniali jesteśmy, bo liczby wyjazdowe, bo przychodzi 3000 widzów na padakę. Litości. Powinniśmy nad frekwencją po prostu zamilczeć na chwilę, bo zmarnowany został ogromny potencjał. Chwilę później ci sami kibice oburzają się, że 15.000 krzesełek na nowym stadionie to stanowczo za mało jak na GKS Katowice. Oczywiście w kwestii stadionu nie mamy decyzyjności, ale do przeciągającej się dziesiątkami lat budowy nowego konsekwentnie dokładamy swoje cegiełki wyrażając nieprzerwanie poparcie tej samej grupie rządzących tkwiąc w przekonaniu, że przecież alternatyw nie ma.
Jednym z elementów chorego ciała jakim jest GKS Katowice jest niestety także jeden z jego organów – kibice. Może w najmniejszym stopniu, ale jednak.
Mecza
7 czerwca 2019 at 13:33
Wg mnie wszystko sprowadza się do tego w jaki sposób kadra jest stworzona. Ostatnie lata to byli najemnicy którzy mieli w dupie doping, bluzgi i ich nic nie mogło ruszyć. To nie wina kibiców. Akcje „Cała Gieksa razem” były marketingowe OK ale „piłkarze” pozowali tylko jak to im zależy i się utożsamiają. Jak k. ktoś kto gra kilka miesięcy ma pałać miłością do tych barwa. Postawcie się w sytuacji że jesteście piłkarzami i Was wrzucają np. do Wisły, Legii czy Ruchu. Kogoś z Was doping będzie kręcił? A bluzgi – hahah miód na moje serce.
pablo eskobar
7 czerwca 2019 at 22:17
Co do stadionu to jakby zmontowac naprawde silna ekipe na miare ekstraklapy na gorna czesc tabeli to mysle ze taki stadion na 15k bylby zamaly jak Gornik dobrze gral to ponad 20k chodzilo ale miasto chyba silnej sekcij pilkarskiej niemaja w planach robic
tombotleg
7 czerwca 2019 at 22:52
xXx napisałeś wszystko co trzeba,do dupy ta analiza, ego co poniektórych jest kosmiczne, wręcz proporcjonalne do naszej ogólnej sytuacji i miejsca w polskiej skopanej, kibice GieKSY cierpliwość i spokój taaaaaaaa.
nie_kobieta
9 czerwca 2019 at 00:11
Jak powiedział aktualny trener Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość …..