Felietony
O zablokowanej złości kibiców GieKSy
Zdaję sobie sprawę, że niektórym kibicom ten tekst może się nie spodobać. Ale jeśli rozpatrujemy kwestie GKS Katowice, to myślę, że trzeba patrzeć całościowo i kompleksowo. I odrzucić na chwilę przekonanie o swojej doskonałości, które niektórzy pielęgnują, niczym największy skarb…
GieKSa zaliczyła trzy żenujące sezony z rzędu. Najpierw zespół przegrał w kompromitujący sposób dwa awanse, a teraz zleciał do drugiej ligi. Zawalili piłkarze, którzy grali beznadziejnie. Trener, który żył w innym świecie i nie zapobiegł katastrofie. Zupełnie odrealniony dyrektor, który na końcu popisał się tchórzostwem a la Brzęczek. I prezes, który od kilku lat patrzył na ten cały burdel i nic z tym nie zrobił.
To jednak omówione było już na setki sposobów. Jest jeszcze jeden element tej układanki. I mimo, że do postawy kibiców miałem zastrzeżenia właśnie i dwa lata temu, i rok temu, miałem i teraz, to z czasem wzrasta we mnie jedno wielkie przekonanie, że grzech zaniechania został powtórzony za każdym razem i choć bezpośrednio sympatycy GieKSy nie spowodowali spadku, to jednak notorycznie powtarzają jedną strategię, która jest kompletnie nieefektywna. I która zwyczajnie nie pomaga. Strategię ciągłego bezwarunkowego wsparcia i mówiąc wprost – zagłaskania piłkarzy. Ci nie odwdzięczali się awansem, nie odwdzięczyli się utrzymaniem. Rozpieszczeni do granic możliwości, nie poczuli tej mitycznej „presji” Bukowej. Systematycznie natomiast wzrastało w nich przekonanie, że mogą lecieć w tzw. pręta i nikt im nic nie powie, a następnym spotkaniu dostaną kolejną porcję dopingu i braw.
Bo czegoś takiego jak presja przy Bukowej od dawna nie ma. „Tu jest GieKSa, tu jest presja” stało się pustym sloganem, podobnie jak twierdza Bukowa, która jest obecnie domkiem z kart. I trudny teren, na którym wygrywają wszyscy leszcze. Wszyscy – oprócz naszych piłkarzy.
Przypominam sobie zagłaskiwanie piłkarzy dwa lata temu i rok temu. Wówczas było dokładnie tak samo, coraz to kolejne żenujące występy piłkarzy. Gra bez walki, bez ambicji, mecze, które do dziś wyglądają mocno podejrzanie. I scenariusz na każdy kolejny mecz ten sam, czyli mobilizujemy się, dajemy wsparcie. Z powodu pod tytułem „żebyśmy sobie nie mieli później nic do zarzucenia”. I czy rzeczywiście nie mamy sobie nic do zarzucenia?
Oczywiście, że drużynie, której się kibicuje, powinno się dawać wsparcie. W trudnych chwilach, w momentach kryzysu, porażek, kiepskiej serii. Tylko, że w Katowicach kilkukrotnie postawa drużyny wykraczała znacząco poza kwestie kryzysu typowo sportowego. Kibice mieli podejrzenia co do piłkarzy, a potem mimo to, dawali im wsparcie, na które ci kompletnie nie zasługiwali.
Nie będę pisał o absurdalnym dla mnie stwierdzeniu, że dopinguje się klub, a nie piłkarzy. Bo to przecież piłkarze są odbiorcą tego, co słyszą. To podczas ich biegania po zielonej trawie śpiewane są wspierające piosenki. A nie o godzinie dwunastej nad jeziorkiem.
Natomiast starając się zrozumieć mechanizm, który kibicami w tych wielu momentach ostatnich trzech sezonach kierował, dochodzę do druzgocącego wniosku, że jest to mechanizm ofiary, której jednym z największych problemów jest zablokowana złość.
Krótko i prosto powiem, na czym polega blokowanie złości. Złość jest jedną z najbardziej pierwotnych emocji, która u noworodka i niemowlaka służy przetrwaniu oraz wyrażaniu potrzeb. A w konsekwencji przetrwaniu. Nie będę wnikał w kwestie szczegółowe, ale generalnie jest tak, że jeśli w dorosłości ktoś nie ma problemów z wyrażaniem złości (w sposób dojrzały), to nie ma też problemu z wyrażaniem potrzeb. Moment, kiedy osoba tę złość ma, ale nie potrafi jej wyrazić, powoduje frustrację. A że frustracja jest ciężka do przeżycia, to trzeba ją jakoś wytłumaczyć, czyli naukowo mówiąc – zracjonalizować.
I tak na przykład, gdy mamy związek dwojga ludzi, to może to wyglądać tak, że mężczyzna jest przemocowy wobec swojej kobiety. Ciągle ma pretensje, ciągle ją wyzywa, może stosować przemoc fizyczną. A kobieta w tym samym czasie robi mu smaczne obiadki, mówi czułe słówka, prasuje koszule i kupuje piwo. Mimo że jest gnębiona, złości nie wyraża. A dlaczego nie wyraża?
Bo może mu się włączyć większy agresor. Bo może więcej pić. Bo może się załamać. Bo w pokoju obok jest teściowa, która coś sobie pomyśli . Bo w pokoju obok jest dziecko, które będzie płakać. Bo jest przemęczony i nie można go drażnić. Bo ma prawo być wkurzony, bo ma ciężką pracę i trudnego szefa. Bo może tę pracę stracić i przestać zarabiać.
Bo może w końcu odejść.
I pojawi się samotność i przekonanie, że jest się jedynym winnym.
I te powody można by mnożyć w nieskończoność. Nigdy nie będzie dobrego momentu, żeby wyrazić swoje niezadowolenie, frustrację, niezgodę. Bo zawsze jest coś, co uniemożliwia zrobienie tego. I w tej pułapce jedna strona cały czas stosuję tę przemoc, a druga ją przyjmuje i… stara się przeżyć.
Jak to wyglądało w ostatnich latach w kontekście GieKSy i wyrażania niezadowolenia? A jaki był efekt?
Przegrana w meczu dziesięciolecia z Sandecją. Mobilizacja na Górnik. Spartaczony mecz z KSG i przegrany awans. Mniejsza mobilizacja na Kluczbork, kompromitacja zespołu. Wyrażenie niezadowolenia nastąpiło jedynie w ostatnim meczu z Bytovią… brakiem dopingu. Tylko tyle. Po herbacie.
Przegrane mecze z Puszczą i Stomilem, remis z Bytovią. Na Podbeskidziu euforia, bo udało się wygrać, wow. Gdy natomiast zespół zhańbił ten klub przy Cichej, w nagrodę dostał piękne wsparcie w następnym meczu na Bukowej z Tychami. I zespół znów zaśmiał się w twarz kibicom i przegrał.
Poprzegrywane wszystkie mecze derbowe. Chore sytuacje z wizytą na stacji po przegranym meczu z Ruchem. Ewidentne ciosy w poranione i tak już serca kibiców. Dziesiątki razy.
W obu przypadkach schemat był ten sam. Nie róbmy afery, nie zaprzestawajmy dopingu, nie wyrażajmy swojego niezadowolenia w niewybrednych okrzykach, nie wieszajmy transparentów. Bo przecież „ciągle mamy szanse na awans”. Bo chodzi o to, żeby nie zaszkodzić. Bo „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”. Bo jak krzykniemy, to piłkarzom to nie pomoże. Bo jak wywiesimy transparent, to przyczynimy się do porażki. Bo jak nie będziemy dopingować, to nie damy tak potrzebnego do awansu wsparcia.
I tak było co mecz, co kolejkę. W najgorszych, kompromitujących występach piłkarze dostali taki doping, jakiego by nie dostali w żadnym innym klubie. Ktoś powie, że to dobrze świadczy o kibicach. Ja powiem, że nie. Właśnie taka wiecznie wspierająca postawa była wiecznym wspieraniem tego agresora, który z uśmiechem na twarzy coraz bardziej dowala. I nic sobie z tego nie robi. I jest święcie przekonany, że jest bezkarny, że może robić co chce i nie spotka go żadna krytyka.
To samo było w zakończonym sezonie. Wyjazdowe zwycięstwa zaciemniły obraz, a brak dwóch choćby wygranych u siebie powinien był być przyczynkiem do wyrażenia niezadowolenia. Zamiast tego mieliśmy po meczu ze Stomilem „dziękujemy” (to już była jakaś totalna patologia) oraz po chyba spotkaniu ze Stalą naiwne „utrzymanie, obowiązek!”, podczas którego czułem się jakbym był w przedszkolu.
Kończy się to tym, że ten agresor oczywiście nie bierze sobie tego wsparcia i bezgranicznej ochrony dawanemu mu przez ofiarę, tylko kopie w dupę coraz mocniej. Aż do zepchnięcia klubu do drugiej ligi.
Nie chciałbym oczywiście zostać źle zrozumiany, że kibice powinni byli robić jakieś krzywe akcje. To już tez kiedyś było przerabiane i niespecjalnie przynosiło efekty. Jednak mimo wszystko, kiedyś sympatycy GieKSy potrafili pokazać swój charakter, krzyknąć, że im się nie podoba gra (porządnie!), ale także szerzej – działalność klubu. Potrafili wyjść z trybuny na znak protestu, generalnie się po prostu normalnie wkurwić i zareagować. Nie tylko na stadionie. Protesty w centrum Katowic, pod domem Króla, w Urzędzie Miasta. Kilka wizyt pod szatnią. Teraz po meczu z Bytovią wystarczyło kilka kropel deszczu, by rozczarowanych kibiców „rozpuścić” niczym cukier.
Wsparcie, wsparcie, wsparcie, głaskanie tych piłkarzy po pupie i mimo tych wielu ciosów, ciągłe dalsze głaskanie po pupie. Miałkie to strasznie i tak naprawdę trybuny nie pokazały w ostatnim czasie charakteru…
Lęk przed tym, że swoim wyrażeniem złości kibice pogorszą sytuację i doprowadzą do braku awansu lub zaliczenia spadku okazał się niestety silniejszy. Efekt był taki, że awansu nie było, a spadek i owszem. Dlatego to podejście okazało się nieskuteczne i według mnie właśnie to zaniechanie mogło się pośrednio przyczynić do tego, że także i w klubie nikt nie reagował na stopniową degrengoladę. A skoro tak, to kto ma reagować, jak nie kibice?
Oczywiście doceniam liczby wyjazdowe i prezentowanie się kibiców na stadionach w całej Polsce. I tak, właśnie w tym temacie – reprezentowania klubu na trybunach – kibice są zdecydowaną czołówką w naszym kraju i rzeczywiście, nie mają sobie nic do zarzucenia. Wierność barwom klubowym i konsekwencja – ścisły top.
Ale kibicowanie ma więcej wymiarów i właśnie jeden z nich poruszyłem w tym artykule.
Myślę, że czas najwyższy się obudzić, po kilku latach zdjąć ten patologiczny parasol ochronny z piłkarzy (ale i wszystkich w klubie również!) i jak coś nie gra, to po prostu głośno to wykrzyczeć (a nie tylko na forum). I nie żyć w ciągłym strachu, że przez nas może się stać coś gorszego, bo ostatnie kilka lat pokazuje właśnie, że nie robiąc nic, nie reagując, efekt jest opłakany.
Bo jeśli tak dalej pójdzie, to jedynym momentem widocznej frustracji będzie znów ostatni gwizdek ostatniego meczu w sezonie, oznaczający kolejną klęskę.
Chciałbym, żeby tym razem nie było powodów do frustracji. Ale jeśli znów będzie powtórka, to trzeba dać temu wyraz.
Bo inaczej znów będziemy sobie wynajdywać coraz to nowe powody, żeby przypadkiem nie pogorszyć sytuacji. Na przykład nie krzykniemy czegoś negatywnego, bo jeszcze przez przypadek przez nas piłkarze przegrają z Radunią Stężyca…
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















pablo eskobar
6 czerwca 2019 at 10:13
Czysta prawda tez tego niemoglem zrozumiec ja zaczynalem swoja przygode od 96 roku wtedy tak by niebylo po takich frajerskich zagrywkach kopaczy wysiadaliby na rondzie a teraz nic zero reakcij mozna dac jeden przyklad jak sie dziecku pozwoli na wszystko to nasra ci na glowe tutaj nam tez nasrali kopacze
BuchenPad
7 czerwca 2019 at 13:33
Ja sie tylko dziwie ze Blaszok stal sie taki piknikowy a stara gwardia na glownej chciala pokazac swoje niezadowolenie za oszustwo Prezydenta miasta i klubu tak oszustwa… oszukuja nas kibicow co roku gadaja o extraklasie placimy za bilety itd. A tu spadek nam serwuja i nic sie nie stalo 🙂 Wszyscy powinni wpasc na murawe i pokazac swoje.
kobus9
6 czerwca 2019 at 11:41
Ja mam tylko jedno 'ale’. Na stadionie są dzieci. Ja sam od czasu, gdy moje dziecko skończyło 5 lat chodzę z nim na stadion i nie chcę, aby słuchał wulgaryzmów. Uważam, że stadion, to miejsce publiczne, a w takim miejscu wymaga się kultury. Wszyscy marzymy o pełnych, bezpiecznych trybunach, gdzie z przyjemnością całe rodziny chcą się wybrać w sobotnie, czy niedzielne popołudnie. Moja żona była ze mną raz i akurat poleciały 'kurwy’ i inne wyzwiska, i stwierdziła, że do 'bydła’ chodzić nie będzie. Ile jest takich jak ona?
PS. Sam kiedyś byłem młody i na blaszoku krzyczałem niejedno, ale z biegiem czasu człowiek dorasta i zaczyna dostrzegać pewne błędy młodości. Shellu, Ty też masz już swoje lata i również powinieneś zrozumieć, że stadion to nie tylko ultrasi, ale również janusze, którzy chcą pooglądać przy miłej atmosferze dopingu 'sportową rywalizację’ (w cudzysłowu, bo do sportowej rywalizacji dużo ostatnio brakuje).
Pozdrawiam
Kamil
7 czerwca 2019 at 13:27
Wszedzie klna na stadionach jak pilkarze w ch.. graja.
Shellu
6 czerwca 2019 at 11:54
I to jest Kobus kolejny argument, który powoduje, że „powinniśmy” zablokować ekspresję niezadowolenia. Czyli dokładnie mechanizm o którym napisałem powyżej.
PS. Nie chodzi w ogóle o wulgaryzmy.
ursus
6 czerwca 2019 at 12:04
@korbus9 – wystarczyłoby zamienić „k..wa mać, Gieksa grać” na „zejdźcie z boiska…” lub ich po prostu wygwizdać. Generalnie Shellu ma rację, bo jak ktoś płaci za bilet, to każdorazowo powinien zobaczyć drużynę „gryzącą trawę”.
Doping powinien nakręcać do lepszej gry, ale i gra powinna porywać do dopingu.
kobus9
6 czerwca 2019 at 12:26
Ja się z Wami w pełni zgadzam, tylko nie znam kibica, który zamiast wulgaryzmów będzie krzyczał grzecznie jak to @ursus ładnie napisałeś „zejdźcie z boiska…”
pablo eskobar
6 czerwca 2019 at 13:11
Wszedzie masz wulgaryzmy ostatnio przysluchalem sie na orliku jak bajtle graja to wlosy mi stawaly od slow ktore oni krzyczeli nikt tu niechce aby byla patologia na stadionach ale niekiedy jest taka potrzeba aby wykrzyczec swoja zlosc w inny sposob
kobus9
6 czerwca 2019 at 13:20
Zdaję sobie całkowicie z tego sprawę, ja tylko wyraziłem swoją opinię, że gdyby na stadionie nie było tego typu odzywek, to na pewno było by więcej na nim ludzi. Inna rzecz, że emocje są niekiedy takie, że nawet najświętszego potrafią wyprowadzić z równowagi. Sam po ostatnim meczu musiałem się mocno pilnować, aby czegoś niecenzuralnego nie powiedzieć.
Teraz idę w marzenia, ale byłem ostatnio w kościele w Pszczynie i tam jest strefa dla dzieci oddzielona szybą dźwiękoszczelną. Może to jest przyszłość sektorów rodzinnych 🙂
Kamel
6 czerwca 2019 at 14:40
kobus9-stadion niy es dlo bab ze bajtlami no spacerki ino dlo fanuw coby oglondoc spiele.
kobus9
6 czerwca 2019 at 15:21
I przez takie myślenie w Europie (kibicuję również Milanowi, gdzie przychodzi po 50 tys kibiców) mają tyle publiczności, a u nas ciężko niekiedy o 3000. Jak mają powstawać nowi kibice, jak mają siedzieć w domu? Ja uczę dziecko „miłości” że tak to nazwę do GKS i przyprowadzam go na mecze, aby mógł zobaczyć swoich idoli z bliska. Więc tak jak z tym, że wulgaryzmy zawsze będą się niestety zgadzam, tak z tym, że kobiety z dziećmi mają nie przychodzić już nie.
Kamel
6 czerwca 2019 at 15:43
muj text niy es precyzyjny-muj pech.no stadionie es platz do fanuw egal 5 abo 105 rokuw no blacie,es platz do wszyskich-baby,bajtle-egal co sie interesujom spielem.dlo plastikowych manekinuw kerzy chcom sie ino przysc,sitznonc bo mmmmm toko es moda lepszy bydzie park.no spielu som emocje a som jaaaa wulgarysmy,hoby we coukim zyciu.
Kamel
6 czerwca 2019 at 15:51
temat – co sie robi u nos we klubie a no trybunach – es ino jedno teorio kero es logiczno a klaruje +/- wszyske detale,i niy wyglondo to optymistycznie
KaTe
6 czerwca 2019 at 16:08
Zawsze się dziwię, kiedy nasze boroki wchodzą na boisko, po kolejnej kompromitującej porażce – witają ich oklaski. Gdyby doznali grobowej ciszy, może to zrobiłoby na nich wrażenie?
banik12
6 czerwca 2019 at 20:46
i ten artykuł mnie zmotywował że jutro z muzeum GieKSy znika koszulka Romka Szewczyka,wolę ją w domu trzymać I wspominać te piękne chwile
Irishman
7 czerwca 2019 at 03:47
Fajna psychoanaliza Shellu 🙂
Dodałbym jeszcze, że takie blokowanie emocji jest niezdrowe nie tylko dlatego, bo może napędzać „agresora” ale co gorsza powoduje także zobojętnienie „ofiary” na kolejne ciosy. Więc nie ma się co dziwić, że ludzie zaczynają mówić, że kibicują nie dla piłkarzy ale dla klubu, a niektórzy może nawet wręcz dla siebie, dla dobrej zabawy, bo nie mogą już patrzeć na to co dzieje się z klubem. Ewentualnie rezygnują z przychodzenia na mecze. I to jest właśnie najgorsze.
Oprócz tego blokowane emocje mogą wybuchnąć w bezsensownej sytuacji. I tak też było u nas kiedy zamiast oczyścić w jakiś sposób (a choćby przez zdecydowane ukaranie lub pozbycie się winowajców przez klub) atmosferę zaraz po błazenadzie jaka odwaliła się u nas pod koniec kadencji Brzęczka, to przenieśliśmy skumulowane, niezdrowe emocje na kolejne sezon. No i przez to oberwało się (po PIERWSZYM meczu u siebie) także nowym piłkarzom i trenerowi, co z pewnością nie pomogło w budowaniu nowej drużyny.
Dlatego też Shellu twierdzę, że Twój tekst jest bardzo dobry, bardzo trafnie diagnozujący nasze problemy….. ale jest nieco spóźniony. I oby teraz nie stało się podobnie jak 2 lata temu, bo czeka nas bardzo trudny okres budowy nowej drużyny, a wyniki też mogą nie być od prazu zadowalające.
@kobus9, ja rozumiem Twoje argumenty. Sam też, często powstrzymywałem się od bluzgów widząc siedzących niedaleko bajtli. Ale głaszcząc się kulturalnie po pupciach niczego nie zbudujemy. Zresztą jestem pewien, że więcej szkody w psychice Twoich dzieci uczyniło obserwowanie popisów naszych gwiazdorów niż okrzyki kibiców. Tak więc moja rada – dopóki nie będzie w naszym klubie normalnie, nie przyprowadzaj ich na Bukową.
sebao81
7 czerwca 2019 at 09:19
A będzie kiedyś dobrze ?
sebao81
7 czerwca 2019 at 09:20
I przede wszystkim normalnie?
Shellu
7 czerwca 2019 at 10:09
Irish ja już wcześniej zwracałem na to uwagę wiele razy (na forum), ale wtedy zawsze była odpowiedzieć, że „Nie możemy zaszkodzić”.
Co do uzupełnienia o obojętności lub niekontrolowanym wybuchu to masz 100% racji.
xXx
7 czerwca 2019 at 13:17
Odnoszę wrażenie, że jest jednak dokładnie odwrotnie niż piszesz Shellu. Kibic GieKSy jest z natury bardzo niecierpliwy, a jego łaska na pstrym koniu jedzie. Jednego dnia kocha piłkarzy, trenera i działaczy, bo dwa mecze z rzędu wygrane, innego zwalania ich wszystkich bo dwa przegrane. Kibice GieKSy bezustannie chcą kogoś wyrzucać. I tak wyrzucono już dziesiątki trenerów, wymieniono niemal cały skład, wyrzucono prezesa, który – o ironio – sezon później robi awans do Ekstraklasy w innym klubie. Jak już wszystkich wyrzucono, a wyników nadal nie ma, to może winny jest klubowy skaut (jego jeszcze przecież nie wyrzucono), albo miasto jest winne? To samo miasto, które ładuje ku oburzeniu coraz większej części mieszkańców Katowic, coraz większe pieniądze w funkcjonowanie klubu. Kibice GieKSy presję wywierają w tej chwili w inny sposób niż biciem po ryjach pseudokopaczy, albo pozostaniem w domu, a błędem klubu jest brak nakreślonej wizji i nadmierne wsłuchiwanie się w opinie z trybun czy forum zamiast realizowanie swoich własnych założeń. Tak. BTW ciekawe czy wybór Góraka, to decyzja klubu czy decyzja kibiców w ankiecie na forum i ciekawe jak szybko w razie niepowodzenia będziemy wyrzucać Góraka.
Poza tym, widzę od lat lizanie się po jajach wśród kibiców – dosłownie. Jacy to wspaniali jesteśmy, bo liczby wyjazdowe, bo przychodzi 3000 widzów na padakę. Litości. Powinniśmy nad frekwencją po prostu zamilczeć na chwilę, bo zmarnowany został ogromny potencjał. Chwilę później ci sami kibice oburzają się, że 15.000 krzesełek na nowym stadionie to stanowczo za mało jak na GKS Katowice. Oczywiście w kwestii stadionu nie mamy decyzyjności, ale do przeciągającej się dziesiątkami lat budowy nowego konsekwentnie dokładamy swoje cegiełki wyrażając nieprzerwanie poparcie tej samej grupie rządzących tkwiąc w przekonaniu, że przecież alternatyw nie ma.
Jednym z elementów chorego ciała jakim jest GKS Katowice jest niestety także jeden z jego organów – kibice. Może w najmniejszym stopniu, ale jednak.
Mecza
7 czerwca 2019 at 13:33
Wg mnie wszystko sprowadza się do tego w jaki sposób kadra jest stworzona. Ostatnie lata to byli najemnicy którzy mieli w dupie doping, bluzgi i ich nic nie mogło ruszyć. To nie wina kibiców. Akcje „Cała Gieksa razem” były marketingowe OK ale „piłkarze” pozowali tylko jak to im zależy i się utożsamiają. Jak k. ktoś kto gra kilka miesięcy ma pałać miłością do tych barwa. Postawcie się w sytuacji że jesteście piłkarzami i Was wrzucają np. do Wisły, Legii czy Ruchu. Kogoś z Was doping będzie kręcił? A bluzgi – hahah miód na moje serce.
pablo eskobar
7 czerwca 2019 at 22:17
Co do stadionu to jakby zmontowac naprawde silna ekipe na miare ekstraklapy na gorna czesc tabeli to mysle ze taki stadion na 15k bylby zamaly jak Gornik dobrze gral to ponad 20k chodzilo ale miasto chyba silnej sekcij pilkarskiej niemaja w planach robic
tombotleg
7 czerwca 2019 at 22:52
xXx napisałeś wszystko co trzeba,do dupy ta analiza, ego co poniektórych jest kosmiczne, wręcz proporcjonalne do naszej ogólnej sytuacji i miejsca w polskiej skopanej, kibice GieKSY cierpliwość i spokój taaaaaaaa.
nie_kobieta
9 czerwca 2019 at 00:11
Jak powiedział aktualny trener Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość …..