Dołącz do nas

Piłka nożna

Delimat: Trzeba się nastawić na ciężki początek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drugoligowa rzeczywistość powoli nabiera tempa. Minął tydzień od spadku GieKSy do II ligi i czas powoli się z tą ligą oswoić. O tym, jaka to jest liga, czego możemy się po niej spodziewać i jakie szanse ma GieKSa najlepiej zobrazuje wam Adam Delimat, który z ramienia Departamentu Komunikacji i Mediów w Polskim Związku Piłki Nożnej zajmuje się na co dzień rozgrywkami II ligi Polskiej.

GieKSa.pl: Jakie są Twoje pierwsze skojarzenia z II ligą, tak na szybko co byś o tej lidze powiedział?

Adam Delimat: Ktoś niedawno użył w stosunku do 2. Ligi określenia „liga przejściowa”. Jest w tym trochę prawdy, bo faktycznie, ta liga z sezonu na sezon jest zupełnie inna. Cztery beniaminki, trzy drużyny spadające z 1. Ligi – co sezon zmienia się prawie połowa uczestników i właśnie to sprawia, że tak trudno jest coś konkretnego i „stałego” o tej lidze powiedzieć.

Beniaminkowie z II ligi nieźle radzą sobie w I lidze za to spadkowicze słabo w II – czy można z tego wyciągać jakieś wnioski czy myślisz, że to raczej kwestia tego, że z II ligi spadały mniej ułożone kluby zazwyczaj?

Tutaj często decyduje prawo serii. Takie drużyny, jak Odra Opole, GKS Jastrzębie, ŁKS czy Garbarnia, na fali awansu na szczebel centralny w kolejnym sezonie robiły następny awans. System rozgrywek i układ spadków i awansów wskazuje na to, że najtrudniej „wygrzebać się” z 3. Ligi, tam awansuje tylko jedna drużyna na cztery województwa, więc uzyskanie promocji jest naprawdę „czymś dużym”, a beniaminek 2. Ligi nie jest wcale takim „świeżakiem”, jak mogłoby się wydawać.

Jeśli natomiast chodzi o spadkowiczów z 1. Ligi, tutaj trudno o regułę. Takie kluby, jak MKS Kluczbork czy Wisła Puławy nie radzą sobie wybitnie nawet w 3. Lidze, a na drugim biegunie mamy choćby Olimpię Grudziądz czy Pogoń Siedlce. Ci pierwsi szybko wracają na zaplecze ekstraklasy, drudzy osiągnęliby to samo, gdyby „obudzili się” troszkę wcześniej. Na potwierdzenie tych słów wystarczy spojrzeć w tabelę wiosny. W niej pierwsze dwie lokaty zajmują Olimpia Grudziądz i Pogoń Siedlce, a na dwóch ostatnich miejscach uplasowali się Górnik Łęczna i Ruch Chorzów.

Na co musi się nastawić GKS – zarówno jeśli chodzi o klub ( zawodnicy, organizacja) jak i kibice w II lidze? W I lidze każdy mógł wygrać z każdym czy tutaj również jest to tak widoczne? Jaki styl grania dominuje, albo wyróżnia się?

Na pewno GieKSa musi się nastawić na to, że wcale nie będzie dużo łatwiej niż w 1. Lidze. W lidze zostają naprawdę mocne drużyny – Widzew czy Pogoń Siedlce wydają się naturalnymi kandydatami do awansu, być może wreszcie coś pozytywnego wydarzy się w Łęcznej, no a o tym, że beniaminki w tej lidze są wyjątkowo nieprzewidywalne już wspominałem. Kibicowsko ta liga również nabierze kolorytu, zwłaszcza jeśli awans uzyskają rezerwy Lecha. To, co w tej lidze zgubiło już niejedną drużynę to pycha. Pamiętam, jak piłkarze Polonii Warszawa w niewybrednych słowach narzekali na boisko w Stargardzie, a koniec końców to oni z tej ligi spadli, a Błękitni się utrzymali. Widzew też miał mieć wiosną autostradę do awansu, a punkty stracił na sztucznym boisku w Częstochowie, czy we wspomnianym już Stargardzie. Ruch Chorzów wrócił natomiast bez punktów z kameralnego stadionu w Wejherowie, położonego w środku lasu. Ważne, aby pamiętać, że tutaj nie liczy się bogata historia klubu czy gablota z trofeami. W 2. Lidze trzeba umieć zmobilizować się tak samo na 17 tysięcy na Widzewie i na 70 widzów w Boguchwale. Punktować trzeba na sztucznym boisku w Częstochowie, w środku wejherowskiego lasu i w kilku innych nieoczywistych lokalizacjach.

Jacy zawodnicy mają szansę „wypłynąć” w tej lidze? Ci, którzy są dobrze technicznie, czy może bardziej typowe walczaki?

Wydaje mi się, że 2. Liga to taki poziom, na którym dobry technicznie zawodnik spokojnie się już wybroni. Potwierdza to przykład Olimpii Grudziądz, która wzmocniła się zimą Germanem Ruizem z Hiszpanii i Portugalczykiem Tiago Alvesem i ten duet odegrał naprawdę dużą rolę w awansie. W składzie trzeba mieć jednak rzecz jasna także kilku walczaków, bo ta liga jest tak różnorodna, że musisz być gotowy na przeróżne warianty. Z takimi rywalami, jak Gryf czy Błękitni nawet najlepsi ekstraklasowi technicy nie mieliby łatwo.

W I lidze granie zawodnikami z ekstraklasy tłumaczy się – doświadczony gracz, który pomoże w trudnych chwilach – czy granie doświadczonymi, ale wiekowymi niekiedy graczami według ciebie ma sens? Czy np. błędy młodości w tej lidze są mniej zauważalne ze względu na być może niższy ogólnie poziom.

Wystarczy spojrzeć na skład Ruchu, aby przekonać się, że ekstraklasowe doświadczenie wcale nie jest gwarantem sukcesu w 2. Lidze. Ostatnie miejsce w zakończonym sezonie zajął Ruch z Wojciechem Kędziorą, Tomaszem Podgórskim czy Tomaszem Foszmańczykiem w składzie. Przykład GKS-u Bełchatów pokazuje z kolei, że warto stawiać na młodych, swoich zawodników. Gra takich zawodników, jak Damian Michalski, Patryk Mularczyk, Marcin Ryszka czy Przemysław Zdybowicz na pewno nie obniżyła poziomu tej drużyny, a ponadto wpłynęła pozytywnie na klubową kasę, bo Bełchatów triumfował w rankingu Pro Junior System. GieKSa ma tę przewagę, że ma w swoich szeregach młodzieżowców, którzy znają już smak gry w 2. Lidze, mam tu na myśli Kacpra Tabisia i Bartka Marchewkę. Myślę, że lepiej postawić na młodego chłopaka na dorobku, dla którego każdy mecz jest szansą na wypromowanie się, niż wpuszczać na boisko zawodnika z 200-meczowym doświadczeniem w ekstraklasie, który do Wejherowa czy Boguchwały pojedzie jak za karę.

Jak reforma drugiej ligi (2 x awans plus play-off) wpłynie twoim zdaniem na tę ligę i zespoły w niej grające?

Wydaje mi się, że to paradoksalnie może GieKSie pomóc. Początek w nowej lidze na pewno nie będzie łatwy, a przy formule z barażami limit błędów jest większy i do awansu może wystarczyć udana wiosna. Znów powrócę do przykładu Pogoni Siedlce. Gdyby reforma weszła w życie rok wcześniej, drużyna, która na półmetku rozgrywek była w tabeli ostatnia, mogłaby do samego końca walczyć o awans, a biorąc pod uwagę to, w jakim gazie była Pogoń wiosną, wcale nie stałaby na straconej pozycji. W Katowicach nikt nie byłby oczywiście zadowolony z tak nieudanej jesieni, ale wcale nie musiałaby ona przekreślać całkowicie szans na awans.

Kibice GieKSy są raczej podzieleni – z jednej strony jedni myślą, że idzie szybko wrócić do I ligi, drudzy, że nie będzie to takie proste jak się wydaje – szczególnie że sami spadliśmy sportowo. Która grupa według ciebie ma więcej racji?

Tu znów przestrzegam przed pychą. Byli już tacy, którzy spodziewali się szybkiego i łatwego awansu i mocno się na tym przejechali. Wiele będzie zależeć od tego, jakie ruchy kadrowe dokonają się latem w GieKSie i na jaką drogę zdecydują się władze klubu. Mam wątpliwości, czy awans uda się osiągnąć takimi zawodnikami, jak Śpiączka, Piesio czy Wawrzyniak i wydaje mi się, że trudno o lepszy moment na kadrową rewolucję. Drużyna bazująca na chłopakach stąd, takich jak Tabiś, Marchewka czy Grychtolik, wzmocniona kilkoma ciut bardziej doświadczonymi graczami, poradzi sobie zdecydowanie prędzej.

Jakie są twoje przewidywania odnośnie do GKS-u w drugiej lidze ?

Dużo zależy od tego, czy uda się oczyścić atmosferę wokół klubu. Trzeba się nastawić na trudny początek sezonu, a jestem przekonany, że kibice prędzej wybaczą początkowe potknięcia młodej drużynie niż tym samym nazwiskom, które spuściły GieKSę z 1. Ligi. Na pewno GKS nie przystąpi do tego sezonu z pozycji głównego faworyta rozgrywek. Jest w tej lidze Widzew, jest też Pogoń, która wiosną osiągnęła wyczekiwaną stabilizację i powinna zaatakować od pierwszej kolejki, gdy GKS będzie się jeszcze tej ligi uczyć. To w pewnym sensie wróżenie z fusów, ale na teraz wydaje mi się, że scenariusz z miejscem barażowym byłby dla GieKSy scenariuszem całkiem optymistycznym. 

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    27 maja 2019 at 12:19

    Moim zdaniem będzie to trudne ale możemy szybko wrócić.
    Ale oczywiście nie z weteranami (czy nawet młodszymi, byłymi piłkarzami z Ex) w składzie! Bo to oni PRZEGRALI U SIEBIE z takimi „tuzami” jak Garbarnia czy Bytovia. Nasza siłą i motorem napędowym powinni być właśnie Rumin, Marchewka, Tabis, Grychtolik, Andrzejczak itp.

  2. Avatar photo

    Irishman

    27 maja 2019 at 12:26

    Przy młodych zapomniałem jeszcze o Bronisławskim.
    Natomiast ze starszych zatrzymałbym (o ile oczywiście będą chcieli zostać za pewnie mniejsze pieniądze, co wątpliwe w niektórych przypadkach) Frańczaka, Barana, Lisowskiego, Remisza, Mączyńskiego, Anona i Poczobuta.

  3. Avatar photo

    ursus

    27 maja 2019 at 12:58

    Mnie dużo mniej interesuje kto będzie grał i w jakim ustawieniu, ale za to chciałbym wreszcie zobaczyć/wyczuć ten nacisk na grę w piłkę. Niech cisną przeciwnika w każdym szpilu, to i wyniki w końcu przyjdą.

  4. Avatar photo

    Nerwus

    27 maja 2019 at 13:12

    Grać młodymi, emerytów oddać do Niecieczy

  5. Avatar photo

    Roh

    27 maja 2019 at 14:03

    Kiedy nowy prezes? Czas leci a tu nic. Ile jeszcze trzeba bedzie czekac.

  6. Avatar photo

    Sasza

    27 maja 2019 at 14:14

    Też uważam, że młodych należy wpuścić wreszcie na boisko. O ile pamiętam to w Rozwoju Tabiś i Marchewka nieźle sobie radzili, ten drugi nawet kilka bramek strzelił drugoligowcom. Myślę, że więcej dobrego zrobią niż te ex gwiazdy na emeryturze.

  7. Avatar photo

    KaTe

    27 maja 2019 at 14:15

    Pan Krupa jest na urlopie. Póki nie wróci, nie zapadną żadne decyzje. To żałosne! Widać na kilometr, jaką przewagę w zarządzaniu mają firmy prywatne. Ponoć szykuje nam się wiceprezes d/s piłki nożnej, bo nie chcą wywalić Janickiego, a trzeba jednocześnie zadowolić wkurzonych kibiców.

    • Avatar photo

      Roh

      27 maja 2019 at 15:57

      Janicki facet bez honoru. Jak on moze jeszcze chciec zarzadzac tym klubem. Kompletny laik. Na jego miejscu wstyd mi by bylo spojrzec ludziom w twarz. Tyle zlego co dla GieKaezSu zrobil. Upokorzyl ten klub i on ma jedzcze czelnosc pracowac. W gloeie sie nie miesci.

  8. Avatar photo

    Mecza

    27 maja 2019 at 15:15

    W punkt „Myślę, że lepiej postawić na młodego chłopaka na dorobku, dla którego każdy mecz jest szansą na wypromowanie się, niż wpuszczać na boisko zawodnika z 200-meczowym doświadczeniem w ekstraklasie, który do Wejherowa czy Boguchwały pojedzie jak za karę”

  9. Avatar photo

    Roh

    27 maja 2019 at 20:06

    Urzedowi miadka dziekuje bardzo za niekompetentnych ludzi zarzadzajacych tym klubem. Przez tych nieudacznikow straciliscie duzo pieniedzy.

  10. Avatar photo

    Robson

    29 maja 2019 at 01:17

    Młodzi Rumin Marchewka Tabiś Grychtolik Bronisławska Łyszczarz
    + Anon Błąd Remisz Poczobut
    + Młoda GieKSa i młodzi piłkarze z regionu
    Tak powinna wyglądać kadra

  11. Avatar photo

    PanGoroli

    29 maja 2019 at 06:00

    Każdego roku jakieś zdezelowane k..wy piłkarskie były grabarzami awansów GieKSy. W tym roku w..ebane miał śpiączka, wawrzyniak.. jakim trzeba być śmieciem bez honoru, by cały rok braćź grubą kasę, a na koniec być tym, który wbija gwożdzia do trumny… No cóż, ale skoro władze – bartniki i inne janickie, również pokazują, że mieć klasę, to dla nich zupełnie obce pojęcie, no to co się dziwić…

  12. Avatar photo

    Dr3

    31 maja 2019 at 14:05

    Kolego Nerwus… Niecieczy to wy sportowo i infrastrukturalnie do pięt nie dorastacie.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga