Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: „Wielka presja to największy mit”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w tych sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami, nadchodzi czas rozstań i powitań.

Piłkarki po przerwie na mecze Pucharu Polski wznowiły rozgrywki w grupach: w pierwszym meczu Panie pokonały aktualne mistrzynie Polski Górnik Łęczna 1:0 (1:0).

Piłkarze rozegrali przedostatnie spotkanie w I lidze w tym sezonie, pokonali drużynę Warty Poznań 1:0 (1:0). Doniesienia mass mediów o tym meczu znajdziecie tutaj.

 

PIŁKA NOŻNA

weszlo.com – Panie Darku, doszło do drobnego przejęzyczenia

Nie chcemy po raz sto piętnasty przypominać legendarnego już dowcipu o roli przejęzyczeń w życiu małżeńskim, kto jakimś cudem nie zna, niech wpisze w Google frazę „podaj sól”. W każdym razie do podobnego przejęzyczenia doszło na Górnym Śląsku, gdzie Dariusz Dudek, trener GKS-u Katowice, postanowił zabrać głos przed finałową walką o utrzymanie w I lidze.

Rozmowa ze szkoleniowcem GieKSy ukazała się w katowickim „Sporcie”. Naszą uwagę przykuło jedno niefortunne sformułowanie, najpewniej wynikające właśnie z przejęzyczenia.

Otóż Dariusz Dudek zabrał głos na temat rokowań wobec GKS-u w momencie, gdy przejmował klub.

– Kiedy przychodziłem, to mówiono, że jak się utrzymamy, to będzie to cud – wypalił Dudek.

No i prawie wszystko się zgadza: kiedy Dariusz Dudek przychodził do GKS-u Katowice, to mówiono, że jak się GKS NIE utrzyma, to będzie to prawdziwy cud.

Przypomnijmy młodszym czytelnikom, którzy nie mają prawa pamiętać października 2018 roku. GKS Katowice był wówczas na 16. miejscu w tabeli z taką samą liczbą punktów jak piętnasty Bruk-Bet Nieciecza. Dla ekspertów zajmujących się tą ligą, miejsce katowiczan było prawdziwą sensacją, bo i pod względem budżetu, i pod względem potencjału poszczególnych zawodników GKS plasował się bliżej drużyn walczących o awans, niż ligowego dna. Dudek przejął GieKSę po trzynastu seriach spotkań – do takiej Stali Mielec tracił cztery punkty przy jednym rozegranym meczu mniej. Tak, do tej Stali Mielec, która niemal do końca ligi walczyła o awans.

[…] – Teraz jesteśmy nad kreską i wszystko zależy od nas, od naszej dyspozycji i gry. Przed tymi decydującymi meczami o utrzymanie się, jesteśmy w lepszej pozycji niż nasi rywale – uff, przynajmniej tutaj brakuje przejęzyczeń. Podsumujmy więc pracę trenera Dudka: po 13 meczach GKS był szesnasty z równą liczbą punktów co piętnasta Nieciecza, 7 miesięcy później jest piętnasty z punktem przewagi nad szesnastą Bytovią.

Szalona robota Dariusza Dudka. Cudowne utrzymanie. Wyprowadzenie GKS-u z totalnego dna niemalże na szczyty. Honorowe obywatelstwo Katowic jedynie kwestią czasu.

 

sportslaski.pl – Adrian Błąd: „Wielka presja to największy mit”

Mimo wciąż niepewnej sytuacji związanej z obroną I-ligowego bytu kapitan „GieKSy” daje jasny sygnał, że wierzy w potencjał drużyny z Bukowej. Adrian Błąd zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu w Katowicach i jest przekonany, że jeśli latem w klubie zachowają cierpliwość, to wraz z kolegami jest w stanie powalczyć w kolejnych rozgrywkach o zdecydowanie ambitniejsze cele.

[…] Sebastian Taborek: Prawie każdy zawodnik który grał Katowicach po czasie wspomina o przesadnej presji z jaką trzeba się mierzyć przy Bukowej. Faktycznie te oczekiwania są tak trudne do udźwignięcia, czy takie opinie to raczej mit i próba szukania usprawiedliwień dla kolejnych niepowodzeń?
Adrian Błąd: Dla mnie jest to największy mit. W każdym klubie są wymagający kibice, nie jest tak, że nagle tylko w „GieKSie” pojawiają się oczekiwania. Wiadomo, każdy ma swoje zdanie, ale moje jest takie: przychodząc do Katowic wiedziałem jaka jest otoczka klubu i wolę grać dla klubu gdzie jest doping, gdzie kibice jeżdżą za nami na wyjazdy, niż być w miejscu gdzie fanów nie ma i wieje nudą. Kiedyś miałem trenera, który powiedział mi, że nikt u nas jeszcze nikogo nie zastrzelił za to, że piłkarz nie strzelił bramki albo przegrał mecz. O jakiej więc „mega” presji mówimy? Zazwyczaj to działa na odwrót. Chce się grać po to, by był doping, radość i klimat piłkarskiego święta.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – #Ekstraliga : Piłkarka sezonu zasadniczego – Joanna Wróblewska (GieKSa)

Zakończyło się nasze facebookowe głosowanie na Piłkarkę sezonu zasadniczego Ekstraligi. Została nią Joanna Wróblewska z GKS-u GieKSy Katowice.

Gratulujemy !

 

sportowefakty.wp.pl – Ekstraliga Kobiet: Górnik Łęczna znów przegrał! Sensacyjny AZS UJ Kraków

Nadal w kryzysie znajduje się Górnik Łęczna, który przegrał z GKS-em Katowice i roztrwonił całą przewagę punktową.

[…] Lepszy od ekipy z Lubelszczyzny okazał się GKS Katowice. Wykorzystał dobrą okazję, jaka nadarzyła się w 17. minucie spotkania i za sprawą Agaty Sobkowicz objął prowadzenie. Przyjezdne oczywiście próbowały przynajmniej wyrównać, ale ich gra nie przypomina tej, choćby nawet z początku rundy wiosennej.

Katowiczanki natomiast grały konsekwentnie i dopięły swego. Po końcowym gwizdku zasłużenie mogły świętować, ponieważ przeciwstawić się wciąż zajmującemu pierwsze miejsce w tabeli zespołowi nie jest łatwo.

 

SIATKÓWKA

 

siatka.org – Kolejny nowy zawodnik w GKS-ie

GKS Katowice nie zwalnia tempa. Włodarze katowickiego klubu ogłosili pozyskanie kolejnego polskiego zawodnika. Szeregi zespołu z Katowic wzmocni przyjmujący Adrian Buchowski.

[…] Adrian Buchowski pochodzi z Zielonej Góry i tam też rozpoczął swoją przygodę z siatkówką. Następnie spędził trzy lata w Szkole Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej w Spale. W swojej seniorskiej karierze reprezentował barwy Jastrzębskiego Węgla, Siatkarza Wieluń, Ślepska Suwałki i Effectora Kielce, gdzie pracował m.in. z Dariuszem Daszkiewiczem, nowym trenerem GKS-u Katowice. Po kilku latach spędzonych w Kielcach przeniósł się do Indykpolu AZS Olsztyn, a w ostatnim sezonie występował w MKS-ie Będzin.

 

Szymon Gregorowicz nowym libero GKS-u Katowice

Kolejny zawodnik po Adrianie Buchowskim przeniesie się z Będzina do GKS-u Katowice. Nowym zawodnikiem GieKSy został 25-letni libero, Szymon Gregorowicz. To siatkarz, który wpisuje się w zespół i cieszymy, się, że dołącza do naszego klubu – mówi Dariusz Łyczko, dyrektor sekcji siatkówki GKS-u Katowice.

Szymon Gregorowicz pochodzi ze Świebodzina, a swoją przygodę z siatkówką rozpoczynał w pobliskim Międzyrzeczu. Następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie reprezentował barwy MOS Wola oraz zadebiutował w rozgrywkach Młodej Ligi w AZS Politechnice Warszawskiej. Po opuszczeniu stolicy trafił do Będzina, gdzie rozegrał kolejny sezon Młodej Ligi będąc wyróżniającym się zawodnikiem na pozycji libero. Przez ostatnie dwa sezony był już zawodnikiem seniorskiej drużyny MKS-u Będzin.

 

Miłosz Zniszczoł dołączył do GKS-u Katowice

Kolejny zawodnik zasilił szeregi GKS-u Katowice. Od nowego sezonu siatkarzem śląskiej ekipy będzie Miłosz Zniszczoł. 32-letni środkowy zdecydował się na zmianę barw klubowych po pięciu latach spędzonych w Indykpolu AZS Olsztyn.

Miłosz Zniszczoł pochodzi z Rybnika i swoje pierwsze kroki w siatkówce stawiał w młodzieżowych grupach Jastrzębskiego Węgla. Seniorską karierę rozpoczął w AZS-ie Rafako Racibórz, a następnie reprezentował barwy Farta (Effectora) Kielce, aż do 2013 roku. W barwach tej drużyny zadebiutował w PlusLidze. Sezon 2013/14 Miłosz Zniszczoł spędził w Transferze Bydgoszcz, a od rozgrywek 2014/15 reprezentował ekipę Indykpolu AZS Olsztyn. W poprzednim sezonie zdobył łącznie 152 punkty (103 atakiem, 39 blokiem i 10 zagrywką).

 

Mistrz Polski przenosi się do Katowic

Trwa odkrywanie kart w składzie GKS-u Katowice. Kolejnym nowym zawodnikiem, który dołączył do drużyny prowadzonej przez Dariusza Daszkiewicza, jest Rafał Szymura, który niedawno z zespołem z Kędzierzyna-Koźla sięgnął po mistrzostwo kraju.

O tym zawodniku mówi ostatnio cała sportowa Polska. Rafał Szymura od wielu lat pokazuje swój wielki siatkarski talent na ligowych parkietach, a ostatnio sięgnął po mistrzostwo Polski wraz z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. To on był bohaterem i MVP ostatniego meczu finału PlusLigi.

Nowy przyjmujący GKS-u Katowice pochodzi z Rybnika i tam stawiał swoje pierwsze kroki w siatkówce. Następnie spędził trzy lata w Szkole Mistrzostwa Sportowego PZPS w Spale. W tym czasie sięgał z młodzieżowymi reprezentacjami po medale mistrzostw świata i Europy. Seniorską karierę rozpoczął w AZS-ie Częstochowa. Ostatnie dwa sezony spędził w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie oprócz wspomnianego mistrzostwa Polski wywalczył również Puchar Polski oraz srebrny medal PlusLigi.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Starzyński opuszcza Katowice

Filip Starzyński nie jest już zawodnikiem Tauronu KH GKS-u Katowice. 26-letni napastnik szuka nowego pracodawcy i niewykluczone, że spróbuje swoich sił za granicą.

 

Szwedzki golkiper odchodzi z GieKSy

Kolejny zawodnik zdecydował się opuścić szeregi Tauronu KH GKS-u Katowice. Tym razem uczynił to bramkarz Kevin Lindskoug.

 

Kolejne odejście z Katowic

Potwierdziły się nasze informacje – Bartosz Fraszko nie przedłużył kontraktu z Tauronem KH GKS-em Katowice. 23-letni skrzydłowy szuka klubu, w którym mógłby grać znacznie więcej.

 

Kapitan opuszcza GieKSę

Tomasz Malasiński odchodzi z Tauronu KH GKS-u Katowice. 32-letni napastnik spędził w GieKSie ostatnie dwa sezony.

 

Polskie zespoły poznały rywali

Wiemy, kto będzie przeciwnikiem Tauronu KH GKS-u Katowice i TatrySki Podhala Nowy Targ w fazie grupowej Pucharu Wyszehradzkiego.

Katowiczanie, którzy w poprzednim sezonie zajęli trzecie miejsce w Polskiej Hokej Lidze, zmierzą się w grupie z mistrzem Węgier Ferencvárosi TC, wicemistrzem Słowacji HK Nitra oraz z czeskim pierwszoligowcem HC AZ Hawierzów.

[…] Każdy z zespołów w fazie wstępnej rozegra po trzy spotkania: dwa u siebie i jedno na wyjeździe albo odwrotnie. Z kolei po ustaleniu końcowej kolejności fazy grupowej następowałyby rozgrywki pucharowe według klucza: 1-4, 2-3, 3-2, 4-1. Później dojdzie do półfinałów i wielkiego finału. Po pierwszych meczach sierpniowych, kolejne spotkania odbędą się w listopadzie, a zakończenie miałoby miejsce na przełomie stycznia i lutego.

W dotychczasowych dwóch edycjach Pucharu Wyszehradzkiego udział wzięły zespoły słowackie i węgierskie. Teraz do tego grona dołączyły kluby z Polski i Czech.

 

Kto trenerem GieKSy? Akcje Fina stoją wyżej

Jeszcze niedawno wydawało się, że trenerem Tauronu KH GKS-u Katowice zostanie Jacek Płachta. Jednak w ekipie z alei Korfantego doszło do zmiany koncepcji i teraz faworytem do objęcia stanowiska szkoleniowca jest Risto Dufva.

– Szansę Fina określiłbym na 80 procent, choć jeszcze kilkadziesiąt godzin temu wydawało się, że Płachta podpisze kontrakt – powiedział nam jeden z informatorów.

Dopytaliśmy go, co może być przyczyną tej sytuacji. Otrzymana odpowiedź nieco nas zaskoczyła: – Część osób decyzyjnych uznała, że ponowne zatrudnienie Płachty po dwóch latach przerwy byłoby słabą zagrywką marketingową i przyznaniem się do błędu. Dlatego też szansę Dufvy zaczęły rosnąć.

Atutem Jacka Płachty jest to, że zna polską ligę, ale to 56-letni fiński szkoleniowiec ma od Jacka Płachty bogatsze doświadczenie trenerskie. W jego CV można odnaleźć jedenaście lat pracy w fińskiej Liidze. Warto wspomnieć, że w sezonie 2008/2009 poprowadził JYP Jyväskylä do tytułu mistrzowskiego. Został także uznany najlepszym trenerem roku w Finlandii i otrzymał nagrodę imienia Kaleviego Numminena.

Dane było mu także pracować z reprezentacja „Suomi”, ale w charakterze asystenta. Na jego szyi zawisł srebrny i brązowy medal mistrzostw świata oraz srebrny i brązowy medal igrzysk olimpijskich, które odbyły się odpowiednio w Turynie i Vancouver.

W ostatnim czasie Dufva odpoczywał od ligowego hokeja. Był konsultantem polskiej reprezentacji i głównego selekcjonera Tomka Valtonena.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga