Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Mass media po meczu GKS-Warta 0:2 (0:2): GKS Katowice musi wyjść z czarnej dupy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Warta Poznań 0:2 (0:2). Tytuły relacji mówią same za siebie:

 

sportslaski.pl – Kompromitacji ciąg dalszy. Obraz nędzy i rozpaczy przy Bukowej

Trudno przypomnieć sobie, kiedy GKS Katowice był tak słaby jak obecnie. Podopieczni trenera Dariusza Dudka przegrali trzeci mecz z rzędu – trzeci w fatalnym stylu. Warta Poznań była znacznie lepsza, strzeliła dwie bramki – a mogła więcej – i bez trudu wywiozła z Bukowej trzy punkty.

[…] GKS wyróżniał się tylko jednym – agresją. Lisowski może się cieszyć, że w pierwszej połowie otrzymał tylko jedną żółtą kartkę. Warta nie grała wielkiej piłki, ale na GieKSę i tak to wystarczyło. Kilka minut przed przerwą po kontrze prowadzenie poznaniaków podwyższył Wojciech Fadecki. Strzał wydawał się do obrony, ale interwencję utrudnił rykoszet. Na trybunach rozpoczął się festiwal wyzwisk, a na boisku… o mały włos nie zrobiło się 3:0 dla przyjezdnych – Robert Janicki przelobował  Pawełka, ale jego próba była niecelna.

W drugiej połowie GKS starał się odrobić straty, ale katowiczanie są w tak fatalnej formie, że nie są w stanie strzelić gola na własnym terenie 13. drużynie I ligi. Skromna grupka kibiców po przerwie nie dopingowała zawodników, część z nich nawet nie czekała do końcowego gwizdka i stadion opuściła znacznie wcześniej. Z trybun było słychać jedynie szydercze okrzyki i „ole” po podaniach katowiczan. GKS kończył mecz w „10”, bo drugą żółtą kartkę otrzymał Bartłomiej Poczobut. Po tej sytuacji wiarę w odrobienie strat stracili chyba najbardziej wierni kibice…

Sytuacja katowiczan w tabeli jest równie słaba jak forma piłkarzy. Strata do pierwszego bezpiecznego miejsca wynosi cztery punkty, a większość drużyn z dołu swój mecz z tej kolejki ma jeszcze przed sobą…

 

dziennikzachodni.pl – Koszmar z ulicy Bukowej

GKS Katowice konsekwentnie zmierza w kierunku przepaści. Po porażce z Garbarnią Kraków zespół Dariusza Dudka został pogrążony przed własną publicznością przez Wartę Poznań. Sytuacja zespołu w pierwszoligowej tabeli staje się dramatyczna.
W piątek pracownicy klubu przygotowali dla piłkarzy GKS Katowice karteczki z hasłami mającymi ich zmotywować do walki z ekipą z Poznania. Zostały one rozlepione w szatni i tam też, w sensie dosłownym i przenośnym, zostały. Katowiczanie na murawę wyszli bez wiary w sukces i już w 62 minucie powinni stracić gola, ale Mateusz Wypych przestrzelił przewrotką obok słupka. Warta prezentowała sie od początku znacznie lepiej i dopięła swego w 17 minucie.
[…] W 38 minucie Wojciech Fadecki zakończył golem kontrę, która obnażyła wszystkie wady, zarówno taktyczne, jak i szybkościowe, katowiczan. Na trybunach wrzało, okrzyki „K…. m.., GieKSa grać!”, „Wy…” i „GieKSa to my, a nie wy!” zmieszały się z ironicznym i nawiązującym do zbliżającego się wtorkowego meczu z Jagiellonią „Puchar jest nasz!”. W drugiej połowie podania gospodarzy kwitowane były gromkim „Ole!”, ale marazm boiskowy katowiczan był wręcz porażający. Warta pozwoliła im prowadzić grę, obnażając w ten sposób wszystkie braki, i czekała na kontrataki. Szyderstwo na trybunach sięgało wyżyn, w przeciwieństwie do dyspozycji piłkarzy, która spadła na dno, jakiego na Bukowej nie było od wielu, wielu lat. Dopełnieniem katastrofy była druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Bartłomieja Poczobuta za faul przy linii bocznej boiska, niedaleko środka boiska. Końcowy gwizdek sędziego był dla gospodarzy aktem łaski.

 

weszlo.com – GKS Katowice musi wyjść z czarnej dupy, Raków wygrał mecz na szczycie

GKS Katowice jest w czarnej dupie. To nie nasze słowa, a Arkadiusza Woźniaka, który po meczu z Wartą Poznań stwierdził przed kamerami Polsatu Sport, że trzeba z tej dupy wyjść i zapierdalać, ale nie było to powiedziane na wyrost. GieKSa znów się skompromitowała i jak tak dalej pójdzie, za chwilę na Bukowej po prostu zabraknie kibiców.

W środku tygodnia w zaległym meczu z Garbarnią – przeraźliwe pustki. Gospodarze wtedy przegrali, w sobotę znów kiepska pogoda, więc nic dziwnego, że na trybunach ponownie tylko garstka zabłąkanych, która akurat nie miała pomysłu, jak inaczej spędzić ten czas. W każdym razie, tak czy siak źle wybrała, bo katowiczanie jeszcze raz się ośmieszyli i polegli z Wartą Poznań.

Nawet zawodnicy gości przyznawali po meczu, że ich rywalom wyraźnie brakowało pewności siebie, że widać było strach przed popełnieniem błędów. A skoro tak, oczywiście błędów było co niemiara.

[…] GieKSa raziła nieporadnością. W drugiej połowie w jej piłkarzach narastała frustracja, co skończyło się wykluczeniem Bartłomieja Poczobuta, który otrzymał drugą żółtą kartkę za nadepnięcie rywala.

Wydawało się, że Dariusz Dudek ma bardzo dobry terminarz na początek pracy. Najpierw jego drużyna jechała do Mielca na spotkanie z również rozczarowującą Stalą, a potem grała u siebie z Garbarnią i Wartą. W praktyce wyszło, że doznała trzech porażek, straciła sześć goli, strzeliła jednego. W efekcie naszpikowany znanymi nazwiskami GKS spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Licząc od 22 sierpnia (11 kolejek), zespół ten wywalczył zaledwie pięć punktów! Takiego scenariusza nie przewidzieliby nawet najwięksi szydercy.

Na pomeczowej konferencji Dudek wyglądał na przybitego, choć starał się odpowiadać na wszystkie pytania. Niby nie chciał rozwijać wątku, ale zdążył powiedzieć, że drużynie przydałby się porządnie przepracowany okres przygotowawczy, bo przygotowanie fizyczne jest podstawą w I lidze.

 

sportdziennik.pl – Dogorywania GieKSy ciąg dalszy – Warta też za mocna

Katowiczanie – by na dobre nie utknąć w strefie spadkowej i nawiązać choćby „kontakt wzrokowy” z drużynami „znad kreski” – nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów. Cóż z tego jednak, skoro dziś w całej pierwszoligowej stawce prezentują zdecydowanie najniższą dyspozycję…

Dariusz Dudek nadziei postanowił szukać w młodzieży – stąd obecność aż trzech nastolatków w wyjściowej jedenastce. Do nich akurat trudno było mieć pretensje o końcowy wynik; starali się na tyle, na ile pozwalało im… otoczenie. Kluczem do sukcesu GieKsy miało być jednak przede wszystkim uszczelnienie defensywy, popełniającej dotąd banalne błędy. Cóż z tego wszakże, skoro niemal każde podejście Warty w okolice „szesnastki” – takie z pomysłem na rozegranie akcji – kończyło się dzwonkami alarmowymi. Po raz pierwszy – w 62 sekundzie (!); po wrzucie z autu Mateusz Wypych doszedł do strzału… przewrotką. Mariusz Pawełek tylko odprowadził piłkę, która o centymetry minęła słupek.

[…] Przez całe spotkanie – może z wyjątkiem akcji z 59 minuty – gospodarze wyglądali tak, jakby na murawie spotkali się po raz pierwszy. Strzały Kacpra Tabisia i Arkadiusza Woźniaka – będące wyrazem bezsilności po indywidualnych szarżach, w których nie było do kogo zagrać – nie mogły Adriana Lisa zaskoczyć. W tejże 59 minucie udało się w końcu rozegrać akcję złożoną z więcej niż paru podań, ale… nie udało się jej zakończyć strzałem. Kolejne minuty potwierdziły zaś, że GieKSa jest dziś w tak potężnym kryzysie, w jakim od chwili powrotu do pierwszej ligi w 2007 roku jeszcze nie była. Tym razem na Bukową „jak po swoje” przyjechał zespół z zaledwie z szesnastoosobową kadrą…

 

gol24.pl – Trzecia z rzędu porażka GKS-u Katowice. Fatalny początek Dariusza Dudka

[…] Mecz w Katowicach był bardzo zacięty, chwilami ostry, od początku było widać, jak ważne dla obu zespołów jest to spotkanie. Poznaniacy od pierwszych minut pokazywali, że pojechali na Śląsk po bardzo potrzebną punktową zdobycz.
[…] Warta wygrała jak najbardziej zasłużenie. Podopieczni trenera Nemeca popełnili znacznie mniej błędów od katowiczan, mieli pomysł jak sforsować defensywę gospodarzy i na dobrą sprawę ich zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe. Drużyna trenera Dariusza Dudka tak dogodnych okazji do zdobycia goli jak Warta nie miała, a jeśli nawet katowiczanie zagrażali bramce Adriana Lisa, bramkarz Warty spisywał się bez zarzutu. Arbiter pokazał w sobotę aż 11 żółtych kartek, pięć poznaniakom , sześć katowiczanom, a GKS kończył mecz w dziesiątkę, gdyż w 83. minucie Bartłomiej Poczobut otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę.

 

infokatowice.pl – Katastrofalna gra, katastrofalny wynik

Wydawało się, że w ostatnim meczu z Garbarnią Kraków GieKSa sięgnęła już dna. Niestety dzisiaj katowiczanie zagrali jeszcze gorzej i przegrali z Wartą Poznań 0:2.

Pierwsza część spotkania była łudząco podobna do wtorkowego pojedynku z Garbarnią. Dłużej w posiadaniu piłki byli katowiczanie, ale nic z tego nie wynikało. Podopieczni trenera Dariusza Dudka przez całe 45 minut nie byli w stanie stworzyć ani jednej akcji, która mogłaby zagrozić stojącemu w poznańskiej bramce Adrianowi Lisowi.

[…] W drugiej połowie, mniej więcej do 80. min. GKS nadal miał przewagę, ale celne podania w obrębie pola karnego rywala można policzyć na palcach jednej ręki, co w efekcie powodowało, że poznański bramkarz był w praktyce bezrobotny. W ostatnich kilkunastu minutach Trójkolorowi zupełnie już stanęli i bezradnie oczekiwali na ostatni gwizdek sędziego.

[…] Z taką grą piłkarzom GieKSy będzie bardzo ciężko utrzymać się w pierwszej lidze.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Pp

    28 października 2018 at 09:19

    Jaki faul na kartkę ludzie!!! Nie było kontaku z zawodnikiem ale trzeba się znać trochę i uważnie patrzeć

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga