Felietony Piłka nożna
Prescriptum: Czy to dobry czas, by mówić o szacunku?
Czwartkowe święto „Boże Ciało” miało być wstępem do długiego weekendu i przyznam, że zaczął się on dla mnie całkiem miło. Zrobiłem sobie 30 km na rowerze aktywnie wypoczywając ze znajomymi, obejrzałem serial na Netflixie i zastanawiałem się nad wieczornymi planami. Aż tu nagle plany, jak to często bywa, same się nasunęły – czas zabrać się za pisanie felietonu po przeczytaniu wywiadu Prezesa Marcina Janickiego dla Pawła Czado z Gazety Wyborczej.
Wywiad znajdziecie TUTAJ.
Nie będziemy tutaj analizować całego wywiadu, odniesiemy się do najważniejszych kwestii w nim zawartych. Na początek najważniejsza, która poruszyła forum kibicowskie najbardziej.
Przyznam, że dwa razy czytałem tą wypowiedź i musiałem przeczytać trzeci raz, bo nie wierzyłem, że prezes Janicki może takie rzeczy mówić. Taka wypowiedź zabolała nie wiem, czy nie bardziej niż przegrane derby w tym sezonie.
Prezes we wcześniejszych odpowiedziach podkreśla, że nie jest z regionu i patrzy na wszystko z dystansem. Może więc byłby to dobry czas, by spojrzeć na wszystko nie z dystansem, a jako ktoś, kto spędził już trochę lat w tym klubie, mieście i doskonale poznał oczekiwania kibiców. Może czas, by prezes spojrzał na konferencję Lecha Poznań i słowa prezesa Rutkowskiego. Polecam obejrzeć ją TUTAJ (zwłaszcza początek i okolice 10-13 minuty). I teraz zestawiam słowa Rutkowskiego ze słowami Marcina Janickiego – niebo i ziemia niestety.
Wywiadem tym Marcin Janicki stracił w moich oczach, mam wrażenie, że szuka problemów na końcu listy. Nie będziemy chować głowy w piasek i mówić, że kibice są święci i zachowują się w 100 proc. normalnie, również i nasza redakcja ma swoje „małe rzeczy za uszami”.
Po tylu latach w I lidze, po dwóch latach upokorzeń, spotkań o nic, przegranych derbach – kibice mogą reagować różnie. Taki jest sport i trzeba to przyjąć. Próbować zmieniać zachowania kibiców owszem można, ale jeśli jest to priorytet dla prezesa, to coś jest nie tak. Priorytetem powinna być zmiana w klubie pewnych rzeczy.
Jeśli Łukasz Pielorz ma pretensje do kibiców w sezonie 2016/17 i po przegranych spotkaniach „pyskuje” przed nimi, a potem w przegranym spotkaniu z Kluczborkiem zawala dwie bramki (polecam je obejrzeć i obserwować zachowanie tego gracza), to ciężko nie pomyśleć, że coś jest nie tak.
Jeśli Bartłomiej Kalinkowski na trenera Legii typuje Jerzego Brzęczka twierdząc, że ogarnie on szatnie Legii i spokojnie da radę w chwili, gdy przegrał z nim awans, to również trzeba się zastanowić i zapytać Kalinkowskiego – Bartek, dlaczego wtedy nie ogarnięto szatni? Co się stało?
Jeśli Kędziora ucisza publiczność palcem po bramkach z Grudziądzem, to jakim cudem kibice mają okazywać szacunek piłkarzom po takim zachowaniu?
Kibice w tym nasza redakcja przez ostatnie dwa lata byli obdzierani z tego szacunku. Zaczęło się od wiosny zeszłego roku i przegrane kolejne spotkania o wskoczenie na fotel lidera, następnie przegrane z Kluczborkiem, słynny taniec w Grudziądzu i wypowiedzi Foszmańczyka po spotkaniu. Swoje dorzucił Grzegorz Goncerz na Twitterze.
Potem przyszedł kolejny sezon i kolejne spartaczone spotkania derbowe w tym z gimnazjalistami z Ruchu Chorzów, słabiutkimi Tychami w niecodziennych okolicznościach i bez walki na jesień w Sosnowcu. Czy to naprawdę mało, by ten szacunek został tracony krok po kroku? Jeśli mało, to dodamy coś od siebie.
Oto bowiem po przegranych 1:2 derbach z Ruchem na jesień tamtego roku dwie – trzy godziny po spotkaniu kapitan Midzierski wraz z Zejdlerem, Foszmańczykiem, Plevą oraz Sulkiem odwiedzili jedną z katowickich stacji benzynowych i dokonali zakupów, które z dobrym przygotowaniem do spotkań i regeneracją nie mają nic wspólnego. Oczywiście ktoś powie, piłkarze pili i pić będą. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy ten sam Midzierski popełnia w następnych spotkaniach błąd za błędem, Zejdler nie daje kompletnie nic zespołowi, a Foszmańczyk nagle łapie kontuzję za kontuzją, a do tego klub sponsoruje mu wakacje w Turcji. O Sulku i Plevie nie ma co nawet pisać. Należy więc zadać pytanie, czy Foszmańczykowi zaszkodził trening, czy może namiętnie jedzone hot–dogi po spotkaniach meczowych? Wtedy akurat z kabanosem i tradycyjne. Jeśli kapitan Midzierski tak budował team-spirit. to może był to jeden z powodów, dla którego to wszystko nie wyszło? Być może Zejdler, zamiast nocnych wizyt na stacji, powinien więcej czasu spędzać na treningach np. stałych fragmentów gry?
A dodajmy do tego jeszcze niepotwierdzone informacje o zarobkach Skrzecza – 12.000 miesięcznie dla zawodnika bez gola i asysty. To o czym my tu mówimy?
Z wielkim bólem piszemy o tej sytuacji, bo mieliśmy ją zachować dla siebie. Jeśli Marcin Janicki poczuje się urażony tą sytuacją, to osobiście go przeproszę, że nie dotrzymaliśmy obietnicy tego. Problem w tym, że sprawy zaszły za daleko i być może trzeba konkretnie wszystko wyczyścić, by każdy sobie wszystko przemyślał na spokojnie i zastanowił, co z tym zrobić.
Marcin Janicki pisze, że chce budować atmosferę i nastawienie. Problem w tym, że tutaj trzeba zacząć od zmian w klubie. Jeśli tu i ówdzie słyszy się, że pracownicy klubu w zakładach bukmacherskich obstawiają porażki GieKSy (podkreślę pracownicy, a nie piłkarze), to należy sobie zadać pytanie, jak taką atmosferę budować? Skoro pracownicy nie wierzą w sukces, to jak mają uwierzyć kibice?
Jak klub zamierza budować atmosferę i nastawienie skoro problemem dla klubowych kamer jest nagranie radości po wygranym spotkaniu? Skoro problemem jest zrobienie porządnych kulis ze spotkania i pokazania ludzkiej, normalnej twarzy zawodników, trenerów, piłki. Skoro dział komunikacji nad tym nie panuje i tego nie robi, to kto ma to zrobić prezesie? Kibice tym razem tego nie zrobią, bo nie mają już takiej możliwości.
Przykład z ostatnich dni – z Bukowej usunięty zostaje stary zegar, który był dla niektórych prawdziwą relikwią, symbolem sukcesów, symbolem tego klubu. Jak reaguje dział komunikacji na tą informację?
Pomijając fakt, że o zmianie kibice dowiadują się z profilu FB katowickiego radnego, to o szczegółach zmiany opowiada jedynie rzecznik klubu w odpowiedzi na komentarz twitterowy. Jeśli tak ma wyglądać komunikacja klubu, który strukturami jest już w ekstraklasie, to ciężko mi uwierzyć, jak to będzie wyglądać, gdy już tam będziemy.
Zmiana nastawienia i atmosfery, to nie jest kwestia pstryknięcia palcami i zmiany w tydzień. Na to trzeba będzie pracować latami, ale im szybciej zacznie Pan to zmieniać, tym szybciej mogą przyjść efekty. Najtrudniej zacząć zmiany od siebie i swoich pracowników, ale to jest podstawa do sukcesu, bo ten kto obwinia otoczenie zazwyczaj nie widzi swoich błędów. Liczę, że Pan je dostrzeże i będzie okazja do szybkiej reakcji.
I jeszcze jedno na koniec, bo tak mi się skojarzyło. Przez długie lata jeżdżąc autobusami trafiałem na komunikat „Żądając czystości, zachowaj ją sam” – teraz chciałbym: „Żądając szacunku, okazujcie go sami” – swoją postawą na boisku i poza nim piłkarze nie zasłużyli na szacunek kibiców.
Chciałbym się mylić i na koniec za rok podejść do prezesa i powiedzieć po awansie – „Myliłem się, tamten wywiad był bardzo dobry, bo tworzył presję na Tobie, a nie na zespole, który był nowo budowany”.
Na tą chwilę jednak mam takie wrażenie, że ten wywiad powinien wyglądać tak:
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.





















Solski
1 czerwca 2018 at 08:24
Z tego co sobie przypominam na temat szacunku, to nawet jak przychodził trener Paszulewicz to wyraźnie powiedział, że na szacunek kibiców piłkarze muszą sobie zasłużyć swoją gra i zaangażowaniem. A co zrobili każdy wie.
kato
1 czerwca 2018 at 13:19
SZACUNEK DLA KIBICÓW!!!
O piłkarzach nie ma co się wypowiadać, bo już wszystko zostało powiedziane i napisane.
INO GIEKSA!!!
Mateusz
1 czerwca 2018 at 14:53
Najwidoczniej Janicki to też niewłaściwa osoba na sternika GieKSy i bardziej niż z kibicami trzyma z szatnią tych paralityków.
A
1 czerwca 2018 at 15:26
Podpisuje sie pod tym w 100%
Mecza
1 czerwca 2018 at 16:07
Brawo Janicki, ja już pisałem że wszytsko już było wymienione i nadal źle. Od prezydenta Katowic po prezesa klubu. Został stadion do wymiany i podejście kibiców. Stadion nie przeszkadza, szukajcie w sobie problemu. Roszczeniowość jakbyśmy byli Realem Madryt w 1 lidze. Jesteśmy jednymi z wielu i zejdźcie na ziemię, przetańczy żyć latami 90.
Joozak
1 czerwca 2018 at 16:30
Wypowiedź odpowiedzialnego Prezesa, który myśli o ściągnięciu nowych piłkarzy. Na oceny poczekajmy do rozliczeń z tego sezonu, które jeszcze nie nastąpiły.
Mecza
1 czerwca 2018 at 17:50
Miłość kibica do klubu jest bezwarunkowa. Jeśli ktoś czuje się, że jest oszukiwany niech zamilknie aby nie jątrzyć. Zawsze może sobie zmienić obiekt upodobań. Sosnowiec wszedł, idźcie tam. Zauważyłem wiele nowych nicków po porażkach, tak jakby tylko czekali na to. W życiu się nie układa to znajdą upust emocjom na tej stronie. Może to jednak taka wojenka hybrydowa, trole konkurencji mający na celu skłócenie kibiców lub nawet (niektórzy nawołują) wycofanie się miasta. Czemu to ma służyć? Internet za chwilę będzie więcej znaczył niż ustawka w lesie.
Mecza
1 czerwca 2018 at 17:54
Każdy z nas śpiewał czy wygrywasz czy nie. Zgoda, że piłkarze spieprzyli ale też już pisałem, że gdyby w pracy mnie obrażano gorzej bym pracował a mając długą umowę to już bym robił na złość tym co mnie obrażają, śmiałbym się z nich i jeszcze oni by mi za to płacili.
Błażej
1 czerwca 2018 at 18:28
W pracy to by Cię już dawno wywalili
Mecza
1 czerwca 2018 at 18:47
@Błażej brawo, ale to jest k. klub piłkarski, inaczej trzeba postępować z pracownikami. Tu nie chodzi tylko o GKS, tak jest na całym świecie. Czytałeś pewnie jak Dudek scementował całe Zagłębie, on się wiecznie uśmiecha nawet po porażkach. Chodzi po klubie i każdemu wchodzi w tyłek aby ten się dobrze czuł. Jak jesteś przeciętny to motywacja może zdziałać cuda. Dlaczego w GKS każdy przychodzący dobry, na którego klub wydaje krocie bo przychodzi Pan Piłkarz z ekstraklasy jest po 6 miesiącach do bani? Odpowiedz sobie na pytanie.
Mecza
1 czerwca 2018 at 18:51
U nas wszedł Paszul zimą do szatni z pianą na ustach i hasło wymagać, wymagać, wymagać. Przed Paszulem jest przyszłość ale musi pokory nabrać. On mi naprawdę przypomina Nawałkę, ale tego przed pracą z Benhakerem. Nawałka potrafił spóścić bogaty Lubin do 1 ligi. Jak umiejętności są zbliżone decyduje psychik i komfort pracy.
Irishman
2 czerwca 2018 at 07:07
@Mecza, co Ty piszesz?
Kibice u nas są na wielkim poziomie! Nie pamiętasz, jak kiedyś często były jakieś dymy, jak klub płacił ogromne odszkodowania i to jako recydywista??? To się zmieniło!
A jak twierdzisz, tak jak prezes, że u nas piłkarze są jakoś specjalnie obrażani, gorzej traktowani przez kibiców niż gdzie indziej albo niż kiedyś to chyba, obaj jesteście jacyś… no nie wiem, jacyś „odrealnieni” od piłki nożnej! Jasne, ze u nas nie będzie nigdy tak sielankowo jak na jakichś wioskach. Ale tu są Katowice, klub z tradycjami i aspiracjami! Tu można fajnie zarobić, fajnie żyć ale wymagania też są większe! I jak jeden z drugim piłkarzem tego nie potrafi docenić, a z drugiej strony znieść, TO DROGA WOLNA, BO SIĘ TU NIE NADAJE!!!
Piszesz, ze wszystko się zmieniło tylko kibice tacy sami. A to już nie pamiętasz, jak rok temu właśnie kibice rozłożyli parasol ochronny nad piłkarzami pod hasłem „cała GieKSa razem”. Sam byłem j..ny jak ostro pisałem ale zrozumiałem i się podporządkowałem. I właśnie wtedy Brzęczek, tak jak Dudek bronił piłkarzy, uśmiechał się, a prezes się z nimi kumplował. I co dostaliśmy w zamian???? Wstyd z Kluczborkiem i pokazanie kibicom w Grudządzu, że mają na nas wy…ne! BEZ REAKCJI KLUBU!!!
I Ty jeszcze śmiesz zarzucać (niestety wraz z prezesem, którego dotąd bardzo wysoko ceniłem, choć za pozyskiwanie kasy mimo fatalnych wyników nadal go cenią, ale na fuzbalu się moim zdaniem nie zna!), że winni są kibice?????
Nie @Mecza, u nas niestety przez te wszystkie lata po upadku nie spotkały się razem trzy rzeczy, które mogły razem dać awans. A może nawet dwie z tych trzech by wystarczyły. Chodzi mi o:
– dobre warunki finansowo-organizacyjne
– dobry prezes, który by to wykorzystał
– dobry trener.
Kibice są już dawno w ekstraklasie, a piłkarze…. moim zdaniem są wszędzie tacy sami. Ale ci, nasi są już zasiedziali, przegrani, zdemoralizowani, skłócenie z naszym środowiskiem, a być może i z trenerem, który jak się nie ogarnie to skończy jak Mandrysz, a nie jak Nawałka, bo do niego mu BAAAAARDZO DALEKO!
Ich trzeba po prostu MAKSYMALNIE wy…transferować. I trzeba to było zrobić już rok temu, czego wtedy nie zrobiono i dziś za to płacimy jeszcze większym upokorzeniem!!!
A nie kibiców jak sugerujesz.
Pozdrawiam!
Irishman
2 czerwca 2018 at 07:32
@Mecza, jeszcze odnośnie Nawałki. Poczytaj sobie jaki Nawałka ma stosunek do piłkarzy. On ani się nie uśmiecha, wchodząc piłkarzom w tyłki, ani nie opowiada, że będzie dla nich „katem” – zresztą on w ogóle mało udziela się medialnie – chyba, że musi. Ale za to na jego zajęciach albo na zgrupowaniach, które prowadzi panuje ŻELAZNA DYSCYPLINA! I to, plus świetny zmysł taktyczny wystarczało i na młodzież GieKsy, i na gwiazdorów w Górniku, i na gwiazdy w reprezentacji.
A co do piłkarzy, to tak jak pisałem wszyscy są tacy sami. A to jacy są w danym klubie zależy od tego oczywiście jakie warunki im się stworzy ale też przede wszystkim na co się im pozwoli, czego się od nich wymaga!
Ale ci nasi obecni są już tak zmanierowani i poobrażani, że choćby nie wiem co, to w Katowicach nic nie osiągną!
I dlatego mam prośbę, a właściwie błaganie (skoro ani żądań, ani próśb kibiców klub nie spełnia) w stosunku do prezesa. Jeśli, któryś miałby zostać, to BŁAGAM, nie dłużej niż na rok. Bo i klub, i Pan z nimi przegra. A jak zostaną tu na dłużej, to będą z nimi przegrywać także Pana następcy!
Fridek76
2 czerwca 2018 at 09:20
Brawo Irishman sama prawda. Rozbawił mnie mecza tekstem jak sie nie podoba to….
A moze trzeba cos zrobic aby bylo lepiej a nie udawac ze jest fajnie super bo z takim podejsciem to my kolejne lata spedzimy w 1 lidze.
Mecza
2 czerwca 2018 at 09:52
Po prostu inny punkt spojrzenia. Wszędzie są tacy sami piłkarze a u nas znowu w plecy. Przydałoby się coś ugrać czasem, jak inni. Tak naprawdę dopiero drugi sezon próbowaliśmy wywalczyć awans. Taka Teramalica mająca więcej pieniędzy chyb 4 czy 5 lat próbowała. Zapomnijcie i przestańcie używać słowa awans, nie będzie go w przyszłym sezonie. Trzeba na nowo drużynę stworzyć która będzie docierać się przez 2 lata i co rundę najsłabsze ogniwo wymieniać. Wszystko się uda jak będzie spokój i stabilizacja a nie kelejne rewolucje. Wątpię tylko czy mamy odpowiednich ludzi do zrobienie tego.Faktycznie ten awans może być na otwarcie stadionu i niech nikt nie będzie zaskoczony.
Irishman
2 czerwca 2018 at 12:07
I z tym się mogę zgodzić tylko najpierw rewolucja i to taka, o jakiej będzie się mówić latami, a potem spokojna robota!
Mecza
2 czerwca 2018 at 13:17
Tylko znowu kibice nie mogą wymuszać presji na prezesie, dyrektorze aby Ci robili głupie ruchy pod publikę. Przecież Cygan za bardzo słuchał głosu ludu, stąd nadal ponosimy konsekwencje. Transfery które ze zdrowym rozsądkiem nie miały nic wspólnego ale za to musiały „pokazać” że coś się robi a lud łykał.
artur
2 czerwca 2018 at 16:58
To po co w ogóle startować w 1 lidze skoro nie gra się o awans. Wasza filozofia podcina skrzydła. Przez te 13 lat tyle słabych drużyn awansowało i do dziś grają w e-klasie a wy gadacie o ambitnych planach budowania zespołu. Przecież oni od dekady budują zespół a są pośmiewiskiem w kraju. Bronicie prezesa i zarządu a to oni odpowiadają za te lata wstydu.
Mecza
2 czerwca 2018 at 17:44
@artur, przez dekadę w 1 lidze to GKS walczył o przetrwanie a nie o awans. Awans to tylko marzenie kibiców nie mające żadnych podstaw. Przecież przez te pierwsze 10 lat w 1 lidze myśmy drżeli o licencję na 1 ligę a co dopiero myśleć wyżej. Można mówić o przegranym awansie w okresie ostatnich dwóch lat a jeśli był przegrany trzeba zrobić rewolucję. Wydaje mi się że rewolucja to jakieś 25% szansy na awans od razu i to nie jest podcinanie skrzydeł ale realna ocena. Nawet gdyby przeszedł prywatny inwestor i powiedział, wykładam 50mln na transfery i chcę awansu tu i teraz ja bym wszystkich oszczędności na powodzenie takiej akcji nie postawił.
Wojtek
2 czerwca 2018 at 19:38
Jeśli za miejsca od 4-6 dostaną 8mln zł to wolą zostać w 1 lidze niż zapłacić bońkowi 10 mln za licencje do ekstraklasy i tak co roku 8mln do przodu to jest biznes a kibice to ciule którzy przychodzą i wierzą w awans a ja między nimi koniec i kropka od następnego sezonu mają 2 karnety mniej mój i syna
Mecza
2 czerwca 2018 at 20:43
@Wojtek, sam nie wiesz co piszesz. Shellu, Błażej, kosa robicie super robotę ale czasem zapominacie, że na Was spoczywa większa odpowiedzialność za słowa. Materiały są ciekawe i wyraźne ale cześć kibiców wyciąga niezrozumiałe wnioski dla siebie. Taka samo nakręcająca się spirala niechęci do klubu. Szybko z tego nie wyjdziemy. Chyba potrzebny stadion i kilka sezonów w ex, nowe pokolenie.