Felietony
Jedna zakała wśród skazanych na sukces
Trudno po takim żenującym sezonie nagle mówić o oczekiwaniach co do ostatnich dwóch meczów. Trudno też komentować wszystko, co się stało, bo zrobiliśmy to już wielokrotnie w artykułach, felietonach i podcastach. Grupa osób pod szyldem piłkarzy GKS Katowice po raz kolejny skompromitowała siebie osobiście, klub zaś na zewnątrz. Znów działając na szkodę klubu pozbawili GKS Katowice wymiernych korzyści, związanych z awansem do ekstraklasy. Krzywym okiem na sekcję piłkarską patrzy Miasto Katowice, które na szczęście jednak raczej nie ma w planach zrezygnować z pomocy klubowi z Bukowej. Przytoczmy może słowa Waldemara Bojaruna z ostatniej gali wręczania nagród przez Miasto Katowice najzdolniejszym sportowcom. Chwaląc inne sekcję odnoszące sukcesy – a mowa o hokeistach, piłkarkach (za chwilę), siatkarzach grających w ekstraklasie – o piłkarzach wypowiedział się tak:
Awans do ekstraklasy jest tym elementem, który mimo wyróżnień, mimo nagród GKS-owi ciągle nie wychodzi. I to trzeba powiedzieć. Bezprzykładne, gigantyczne zaangażowanie samorządu Miasta Katowice, osobiste zaangażowanie pana prezydenta, wsparcie ze strony Rady Miasta, bo przecież finanse przyznawane klubowi są gigantyczne, dały możliwość stworzenia naprawdę dobrej drużyny. Otwarcie na myśl trenerską, zaangażowanie ze strony wszystkich. Brakło zaangażowania tylko ze strony samych piłkarzy, którzy po raz kolejny marnują szansę na awans do ekstraklasy, tak bardzo upragnionej przez wszystkich fanów piłki nożnej (…) Brakuje właściwej woli walki.
Całość relacji przygotowanej przez oficjalną stronę i całą wypowiedź Bojaruna możecie sobie zobaczyć pod tym linkiem.
Niestety w magistracie sekcja piłkarska postrzegana jest jako zakała tego klubu i tak w istocie niestety jest. Powtarzaliśmy to wielokrotnie i powtarzać będziemy – piłkarze marnują duże pieniądze, które są łożone na klub, ale też marnują wysiłek wielu osób, które z całych sił angażują się, by ten klub sukcesy odnosił. Począwszy od pracowników klubu, którzy muszą robić wywiady z tymi ludźmi z boiska, promować mecze czy zapraszać na spotkania na Facebooku, poprzez drobnych sponsorów z Klubu Biznesu, na ludziach z Miasta skończywszy. To trochę wygląda tak, jakby ci wszyscy zaangażowani budowali przez cały dzień wysoki domek z kart, a przyszedł taki Prokić z Zejdlerem i resztą ekipy i jednym zasadzistym kopem ten domek zburzyli. Z cynizmem i uśmiechem na ustach.
Problem jest taki, że potem jest jeszcze wręczanie nagrody na wspomnianej gali takiemu Mandryszowi, który od 2 lat cofnął się do poziomu trzecioligowego, a na boisku jest tak przestraszony, jak jego ojciec był na ławce. Problem w tym, że na koniec roku mamy galę Złotych Buków i znów osobom sabotującym pracę całej reszty, jeszcze się chce wręczać nagrody. Problem jest taki, że za chwilę będą się kończyć kontrakty i co poniektórym z tych właśnie sabotażystów te kontrakty będą przedłużane.
Niestety są zawodnicy, którym umowy kończą się za rok i z nimi na pewno się nie pożegnamy. Niestety pozostanie w klubie symbol wiecznego marazmu Kamiński, bo „zagrał dobrą rundę”. Tak, zagrał. Ale problem jest taki, że GKS po raz kolejny spektakularnie przegrał sezon. Z Kamińskim w składzie. I niestety jeśli on i wielu innych piłkarzy z obecnej kadry zostanie – jesteśmy skazani na przeżycie traumy po raz trzeci za rok. W klubie nie wyciągnięto wniosków już rok temu. Wówczas trzeba było się pożegnać z kilkoma piłkarzami, którzy byli głównymi aktorami zeszłorocznej klęski. Niestety argumenty były zawsze te same: nie będziemy zrywać kontraktu, bo będzie trzeba płacić oraz że dany zawodnik niby zagrał dobry sezon.
Tak było w przypadku Foszmańczyka, który mimo że był głównym sabotażystą w zeszłym sezonie, ostał się ze względu na „dobrą” grę. Farsa, kompletna farsa. Kłopot w tym, że w klubie najwidoczniej mają klapki na oczach i dlatego podejmują tak irracjonalne decyzje. Większość kibiców doskonale widzi, że piłkarze kręcą wały na boisku, ale dotychczas nie widzieli tego ani prezes Cygan, ani prezes Janicki, na razie nie mamy informacji, czy widzą dyrektor Bartnik i trener Paszulewicz. Ale słuchając ich wypowiedzi, w których nawet nie zająknęli się o kwestii zaangażowania – można domniemać, że nie widzą. Trzeba jednak dodać, że tak naprawdę wszyscy – piłkarze, działacze, trenerzy – obracają się w jednym i tym samym środowisku i wzajemnie tworzą sobie dupochron. Niestety z niekorzyścią dla kibiców – i nie mówmy tu tylko o GKS, ale całej polskiej piłce.
Trener Paszulewicz mówi, że ostatnie dwa mecze będą swoistym sprawdzianem dla zawodników w kontekście ich przydatności do zespołu na przyszły sezon. Również brzmi lekko absurdalnie, bo tym sprawdzianem była cała runda wiosenna oraz kluczowe dla kwestii awansu mecze. Jeżeli on teraz chce kogoś oceniać pod kątem przydatności w dwóch ostatnich wakacyjnych sparingach, trudno to zrozumieć. Wydaje się, że wydarzyło się tej wiosny już na tyle dużo, że decyzje – przynajmniej w głowie – powinny być w pełni podjęte. Bo co – jeśli Zejdler strzeli teraz dwie bramki, to będzie oznaczało, że jednak się nadaje, a całe półtora roku (pół roku na oczach Paszulewicza) jego boiskowego kalectwa pójdzie w zapomnienie? Nie żartujmy sobie.
Jedyny sens takiej wypowiedzi trenera to ewentualny sprawdzian dla zawodników, którzy grali mało. Powiedzmy sobie tak – nie wyobrażamy sobie, żeby szkoleniowiec w Grudziądzu nie wystawił jednocześnie kilku młodzieżowców. Dotychczas bowiem trenerzy (nie tylko Paszulewicz) bali się wystawić więcej niż jednego. Z niewiadomych przyczyn. Ciągle byli forsowani starzy wyjadacze, doświadczeni bardziej poza boiskiem, niż na nim, if you know what I mean.
Ktoś zarzucił mi ostatnio, że najpierw piszę, że jestem murem za trenerem, a w następnym artykule krytyka. Tak, jedno nie wyklucza drugiego. Szkoleniowiec pogubił się w tej rundzie, ale ma szansę się poprawić przed przyszłym sezonem. W każdym razie to nie on jest odpowiedzialny za brak awansu, tylko piłkarze, bo to oni ostatecznie decydują, co się będzie działo na boisko. Jestem murem za trenerem, ale ta moja postawa będzie miała kontynuację jedynie wtedy, kiedy pozbędzie się piłkarskiego nowotworu z szatni. Jeśli świadomie tego nie zrobi, a co jeszcze gorsze – przedłuży kontrakty z kilkoma zawodnikami – będzie tak samo daremny, jak wszyscy poprzednicy na ławce w GKS Katowice.
I niedługo go w GieKSie nie będzie.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

stefano
25 maja 2018 at 12:12
Doszlismy do sytuacji , gdzie półśrodki nie maja racji bytu.
Trener tez nie może , wypowiadac tachich głupot , bo miał promować młodych , a ilu ich grało wszyscy dobrze wiemy .Możliwe ze to tylko pod publiczkę te zapowiedzi ze mają teraz 2 ,mecze do wykazania się , a lista tych których już nie zobaczymy jest duzą i już ustalona.
Paszulewicz wiecznie mówi ze zostaną Ci którzy będą umierać za klub , czyli ilu 5/6 ?
PanGoroli
25 maja 2018 at 12:20
Świetny felieton! Zgadzam się w 100%! Tylko mam nadzieję, że ktoś z klubu to przeczyta.
macgyver179
25 maja 2018 at 20:49
Z Kamińskim i Fosą zgadzam się w 100% Wypier….
PanGoroli
26 maja 2018 at 09:46
Te 2 mecze, to nie test dla pilkarzy – co tu moze się zmienić? Shellu, dobrze piszesz, oni już swój czas mieli, i go przegrali. Dla mnie to test dla nowych władz, a szczególnie dla trenera. Jeśli zobaczę znów w składzie dajmy na to takiego midzierskiego, który dziwię się, że jeszcze nie dołączył do tej czwórki, co wyleciała, to bedzie to dla mnie jasne, że trener, władze klubu są ślepi, i zupełnie nie ogarniają, co się dzieje w sekcji piłkarskiej. Że nadal GieKSa jest w rękach ludzi niekompetentnych, a szanse na awans są znikome. W szatni dalej będą rządzić kurwy, a nie sportowcy, mężczyźni z jajami.
Pan hanysów
27 maja 2018 at 18:30
Patrzcie Cygany jak Rucha spuszczamy i ekstraklasę mamy ???? ZAGŁĘBIE