Felietony
Derbowe „wszystko albo nic” – wprawcie nas w euforię!
Cztery kolejki do końca. Cztery mecze, z których każdy będzie kluczowym, decydującym i mającym ogromne znaczenie. Tu już nie ma miejsca na pomyłki i utraty punktów, bo każda strata może spowodować bezpowrotną utratę szansy.
Jutro czeka nas mecz z Ruchem Chorzów. Kto wie, czy nie będzie to ostatnie spotkanie na długie, długie lata. Ruch targany problemami organizacyjno-finansowymi ma przyszłość stojącą pod dużym znakiem zapytania. Sportowo są praktycznie pewni spadku, bo utrzymanie dać im może jedynie wygranie wszystkich czterech spotkań do końca. Co przy seryjnych porażkach w ostatnim czasie wydaje się nierealne. Nawet remis z GieKSą będzie już oznaczał matematyczny spadek chorzowian.
To jednak nie oznacza, że GKS Katowice może już sobie dopisywać trzy punkty przed spotkaniem. Wystarczy wspomnieć te wszystkie potyczki z gromionymi przez wszystkich Polonią Bytom i Widzewem i nasz brak zwycięstw z tymi rywalami. Wystarczy wspomnieć choćby wygraną Okocimskiego na Bukowej, co było jedynym zwycięstwem tej ekipy na przestrzeni dwudziestu kilku meczów. Choćby historia pokazuje, że GKS takich meczów potrafił nie wygrywać. Warto to mieć na uwadze, myśląc o jutrzejszych derbach.
Z drugiej strony naprawdę trudno sobie wyobrazić, żeby drużyna walcząca o awans nie potrafiła poradzić sobie ze zdołowanymi przeciwnikami, których co rusz na konferencjach krytykuje ich trener Dariusz Fornalak. Były szkoleniowiec GKS – zwolniony po spektakularnej klęsce z… Podbeskidziem 1:6 (historia zatoczyła koło) – po porażkach 0:6 z Pogonią czy 1:6 z Miedzią mówił o zawodnikach Niebieskich, że wyglądali jakby pierwszy raz się spotkali na boisku. Po meczu z Puszczą mówił, że oni w ogóle na tym boisku ze sobą nie rozmawiają.
Zobaczmy więc – GieKSa grająca o awans vs rozbity zespół pewien spadku. Sytuacja wyjściowa jest taka, że ten mecz można przegrać jedynie z samym sobą. Poziom piłkarski rywala w żaden sposób nie może spowodować tego, że GKS w tym meczu polegnie. Choćby piłkarze Ruchu stawali na rzęsach.
No ale trzeba to udowodnić na boisku. I znów jak mantrę – wystarczy zagrać swoje. Tu nie trzeba się wznieść na wyżyny. Trzeba mieć dobry plan taktyczny, trochę odwagi (bez asekuranctwa) i walkę, walkę, walkę. Plus z tyłu głowy świadomość, jak prestiżowy dla kibiców i GieKSy, i Ruchu jest to mecz.
Ważna rola trenera Jacka Paszulewicza by odpowiednio mentalnie nastawić ten zespół. GieKSa ma dwa cele – ważniejszy to awans do ekstraklasy. Mniej ważny ogólnie, ale… najważniejszy w sobotę – wygrać na Cichej. Szkoleniowiec i piłkarze muszą sobie zdawać sprawę z rangi tego starcia. To nie są derby z Podbeskidziem czy gra z Miedzią Legnica. To starcie z odwiecznym rywalem, z którym GieKSa regularnie mierzyła się w ekstraklasie, ale potem przez 14 lat nie mogła zagrać. Dla każdego kibica wygrana z Ruchem po takim czasie będzie miała szczególne znaczenie i smak. Części z nich trzy punkty w tym meczu (i ich konsekwencja dla przeciwnika) może nawet zrekompensować ewentualny brak awansu. Choć to irracjonalne, jest taka grupa sympatyków z Bukowej.
Przede wszystkim należy też pamiętać o jesieni. Po trzech wygranych atmosfera przed derbami była niesamowita, a spotkanie było piłkarskim świętem. Niestety będący w ogonie tabeli Ruch na Bukowej wygrał. Zawodnicy GKS wówczas kompletnie nie udźwignęli ciężaru spotkania, trener Mandrysz dobrał złą taktykę i przeciwnik rozjechał nas szybkimi skrzydłami i ambicją. Ależ to był ból. Sprawy nie należy zamiatać pod dywan i udawać że nic się nie stało, więc przypominamy głośno, że wtedy kibice Ruchu wracającym piłkarzom zgotowali na stadionie fetę, jakby ci zdobyli mistrzostwo Polski. Porażka GieKSy wprawiła w euforię tych, którzy dzisiaj za miedzą się smucą, ale mają nadzieję na chwilowy błysk radości, może ostatni na długi czas.
Ten mecz będzie absolutnym wyznacznikiem, komu się w GieKSie chce zapieprzać i orać boisko, a kto ma to w poważaniu. Ten mecz da nam też odpowiedź, czy warto liczyć na awans czy trzeba go sobie odpuścić. Bo jeśli po porażkach w Niepołomicach i Olsztynie przyjdzie jeszcze przegrana w tak prestiżowym meczu z odwiecznym rywalem, dodatkowo w tak słabej formie, to naprawdę będzie należało zwinąć żagle i powiedzieć sobie – awans nie dla nas. Do zobaczenia za… rok.
Wierzymy, że tak nie będzie. GKS Katowice ma wszelkie atuty piłkarskie, żeby w sobotę wygrać zdecydowanie to spotkanie. Wszystko rozchodzi się o kwestie motywacji i mentalności zawodników. Czy zrozumieją powagę sytuacji, czy zrozumieją jaką mają szansę na końcowy w tym sezonie sukces. Czy zrozumieją przeciwko komu grają. I czy zdadzą sobie sprawę, że tym jednym meczem mogą się już zapisać w historii. A potem przypieczętować to złotymi zgłoskami na początku czerwca.
Dodatkowo zespół musi być przygotowany na bardzo nieprzychylna atmosferę na meczu. Kibice gospodarzy będą deprymować naszych zawodników na wszelkie możliwe sposoby – słowem, gestem, czynem. Dodatkowo w Chorzowie atmosfera na meczach jest napięta, kibice sfrustrowani „wyczynami” swoich zawodników, więc tym bardziej może być nerwowo. Więc o ile w poprzednich meczach uważaliśmy, że porażki i słaba gra nie były kwestią presji, tylko braku waleczności, to tutaj zespół będzie musiał poradzić sobie – w samotności, bez swoich kibiców – z jazdą po nich od pierwszej minuty. Z tym, że piłkarze nie mają wielkich możliwości na odpowiedź – nie mogą odpyskować czy zrobić odwetowy gest. Jedyną ich odpowiedzią może być boisko i każdy celny strzał, każdy przejaw walki, każda bramka – treściowo będzie zawierać kompletną ripostę na zaczepki miejscowych kibiców. Piłkarze tym bardziej muszą być przygotowani na reakcje kibiców, gdy nasz zespół będzie prowadził w tym spotkaniu. I tak – tutaj już będzie trzeba powiedzieć, że będą musieli wytrzymać olbrzymie ciśnienie.
Ten mecz może bardzo dużo dać i bardzo dużo odebrać. W zasadzie jest to spotkanie z gatunku „wszystko albo nic”. Nie rozpatrujemy tutaj w ogóle remisu albo inaczej – remis wrzucamy do kategorii „nic”. Wszystko – jeśli GieKSa wygra to zdobędzie trzy punkty, utrzyma drugie miejsce w tabeli, a być może poprawi przewagę nad innymi rywalami. Wygrana w tym nerwowym meczu przy ciśnieniu miejscowych, utrzymanie wyniku walką i ambicją, może spowodować potężny wzrost morale tego zespołu. Jeśli takie ciśnienie wytrzymają, to nie będą mogli już nigdy powiedzieć, że jakaś presja ich przerosła. A to będzie tylko na plus. Do końca ligi zostaną trzy mecze, kolejne derby z Tychami, na które nasz zespół będzie mógł wyjść naładowany i podbudowany.
Drugi biegun, czyli nic – to to, co zostało wspomniane wcześniej. Utrata punktów, wielkie prawdopodobieństwo spadku na trzecie, czwarte czy nawet piąte miejsce. Utrata złudzeń i brak wiary, bo nie wygrać z drużyną, z która wygrywają wszyscy, a niektórzy bardzo wysoko, będzie oznaczało tyle, że nie ma co już kompletnie pokładać nadziei.
Wierzymy, że zwycięży ta pierwsza opcja. Czyli będzie to „wszystko”, ale to będzie obowiązywało tylko na sobotę i będzie jedynie niezbędnym etapem, by iść dalej. GKS Katowice będzie miał tydzień przerwy do kolejnego spotkania i będzie mógł spokojnie przygotowywać się na ostatnią prostą. Prostą z wybojami i nadal bardzo trudną. Ale z dobrym bagażem doświadczeń, takim – że nic nie jest nas w stanie złamać.
Piłkarze GieKSy – zróbcie to dla nas! To, że potraficie – pokazaliście już w tym sezonie. To, że potraficie walczyć – również. Czas wrócić do tych spotkań, w których jazdą na dupie wygrywaliście mecze. Namiastkę mieliśmy już w meczu z Podbeskidziem, gdzie wygraliście głównie dzięki walce. Czas to powtórzyć w tak prestiżowych meczach. Chcę wiedzieć, że siedzi w was upokarzająca porażka z jesieni. Że każdy z was ma sportową i czysto ludzką złość, że to nie miało prawa się przytrafić, a jednak przytrafiło. Ale też, że to już przeszłość i dzisiaj jest czas REWANŻU.
Widzieliście tę euforię na stadionie po golach z Podbeskidziem. Chyba warto się starać, choćby po to, by dla was jako sportowców, taka euforyczna reakcja trybun była podziękowaniem. Wygrana z Ruchem da wam olbrzymie wsparcie na meczu z Tychami.
WALCZCIE I WYGRAJCIE W CHORZOWIE!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Yeke
11 maja 2018 at 11:24
Utopcie te kuRwy za te wszystkie lata…
Realnie
11 maja 2018 at 14:29
Życzę zwycięstwa. Obawiam się jednak, że smrody ten mecz wygrają i będzie to ich ostatnie zwycięstwo w tej lidze. Obym się myśli!!!
Lukasz
11 maja 2018 at 14:54
Jutro tam będziemy. A potem? W niebie albo 30 cm niżej…
DO BOJU G K S !
miro
11 maja 2018 at 15:59
będzie przywitanie po meczu piłkarzy na bukowej jak wygrają ?
Kumacz
11 maja 2018 at 17:26
Mecz będzie przerwany i wygramy 3:0 walkowerem. Smrody rozjebia stadion.
Berol
11 maja 2018 at 20:33
tez tak sadze ze mecz nie zostanie dograny do końca przy 1-0 dla nas zadyma przerwany mecz .Tak czy inaczej kurwy do wora i do piachu na dobrych ładne kilka lat 🙂 Nasi musza wytrzymac presje i jebnac im tego gwozdzia do trumny 🙂
Gieksiarz
11 maja 2018 at 22:46
Panowie,jutro te smierdzące, patologiczne kurestwo z chorzowa musi paść na kolana!!!! Niech wypierdalają z polskiej piłki na długie lata….
alfik
12 maja 2018 at 02:23
Powitanie musi byc jak wygraja a jak przegraja to na rondzie wysiadka !!