Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Spodku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Euforia i uniesienie po zwycięstwie nad mistrzem Polski z Kędzierzyna, szybko prysła jak bańka mydlana, za sprawą wicemistrzów Polski z Bełchatowa, którzy pokazali co znaczy stabilność formy oraz gry na siatkarskich parkietach. O ile jeszcze pierwsze dwa sety były do wygrania przez GKS (właściwie to zostały przegrane na własne życzenie), to już w trzecim nie mieliśmy nic do powiedzenia. Te dwa mecze pokazały dobitnie dlaczego GieKSa nie jest w górnej połówce tabeli tylko w dolnej… niestety… no i ten Spodek… jakieś fatum czy co?… czwarta przegrana w tym sezonie, więc grać tam czy nie grać?… oto jest pytanie…

 

katowickisport.pl – Zaprzepaszczona szansa katowiczan

GKS Katowice nie podtrzymał dobrej passy zapoczątkowanej w Kędzierzynie-Koźlu. PGE Skra Bełchatów zaprezentowała dojrzalszą i skuteczniejszą siatkówkę. Po środowym triumfie nad mistrzem Polski ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w katowickiej ekipie przed starciem z innym krajowym potentatem, tym razem z Bełchatowa, oczekiwania i nadzieje były spore. Siatkarze po cichu liczyli na sprawienie kolejnej niespodzianki, tym bardziej, że Skra jest jedynym zespołem z czołówki, którego ekipa trenera Piotra Gruszki jeszcze nie pokonała. Ten stan rzeczy się nie zmienił. Mimo walki w dwóch pierwszych setach górą byli goście. którzy w trzecim secie dopełnili dzieła. Katowiczanom nie udało się też osiągnąć innego z zaplanowanych celów. Bardzo chcieli zdobyć pierwsze w tym sezonie punkty w Spodku i znów się nie dało. Po porażkach z Łuczniczką Bydgoszcz, ZAKSĄ oraz Asseco Resovią teraz doszła kolejna. Spodek wciąż jest dla nich zaczarowany. Wynik spotkania może być nieco mylący, bowiem w dwóch pierwszych odsłonach miejscowi byli równorzędnymi rywalami dla siatkarzy Roberto Piazzy. Po ataku Pawła Pietraszki, a następnie skutecznym bloku objęli prowadzenie 18:16. Bełchatowianie szybko jednak odpowiedzieli i końcówka należała do nich. Dla losów starcia kluczowy okazał się drugi set. Seria zagrywek Karola Butryna dała GieKSie prowadzenie 13:9. Do stanu 18:14 wszystko przebiegało po myśli podopiecznych Piotra Gruszki. Wówczas jednak przytrafiła im się fatalna seria pięciu pomyłek. W nerwowej końcówce znów lepsi okazali się bełchatowianie. Po dziesięciominutowej przerwie siatkarze Skry szybki zbudowali przewagę i utrzymali ją do samego końca przerywając serię pięciu zwycięstw z rzędu GKS-u.  -W środę zwyciężyliśmy w Kędzierzynie-Koźlu i wszystkim wokoło wydawało się, że jesteśmy w stanie sprawić kolejną niespodziankę. Wiedzieliśmy jednak z kim gramy. Niestety, zabrakło w naszej grze jakości. Być może nie potrafimy jeszcze zagrać na wysokim poziomie dwóch meczów pod rząd z najlepszymi drużynami w kraju – przyznał Piotr Gruszka, trener katowiczan. – W meczu z ZAKSĄ siedziała nam zagrywka i blok. Dzisiaj niestety tego zabrakło. Mieliśmy kilka udanych serwisów, ale rywale wiedzieli jak tę zagrywkę przyjąć – dodał trener katowiczan. – Szkoda. Chcieliśmy powalczyć i przez pierwsze dwa sety to się udawało. Oczywiście najbardziej szkoda drugiego seta, bo gdyby nie ta seria pięciu punktów, to wynik mógł się potoczyć inaczej. Zabrakło w tym momencie trochę szczęścia – dodał Adrian Stańczak, libero katowickiego zespołu.  (…)

siatka.org – PL:  W katowickim Spodku górą PGE Skra Bełchatów

Siatkarze GKS-u Katowice nie poszli za ciosem po wygranej nad ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Podopieczni Piotra Gruszki w katowickim Spodku okazali się słabsi od PGE Skry Bełchatów jedynie momentami podejmując wyrównaną walkę.  Hala ta zatem po raz kolejny nie przyniosła szczęścia GieKSie.  Najlepszym zawodnikiem spotkania został Grzegorz Łomacz. GKS bardzo dobrze rozpoczął spotkanie. Po ataku Serhija Kapelusa katowiczanie objęli 3-punktowe prowadzenie (3:0). Bełchatowianie jednak szybko doprowadzili do remisu (6:6), a chwilę póżniej PGE Skra wyszła na pierwsze prowadzenie w tym meczu po świetnej kiwce Mariusza Wlazłego (9:8). Od tego momentu, oba zespoły prezentowały dobrą i równą grę przez co żadna z ekip nie potrafiła zbudować bezpiecznej przewagi (15:15). Tę serię przerwał Paweł Pietraszko, a po jego punktowym bloku o czas poprosił Roberto Piazza (18:16). Jednak Skra tak jak w początkowej fazie seta odrobiła straty z nawiązką. Skuteczny atak z krótkiej Karola Kłosa, zmusił Piotra Gruszkę do przerwania gry (20:19). W końcówce świetną zmianę dał Grzegorz Łomacz. Jego zagrywki sprawiły wiele problemów gospodarzom i dzięki nim bełchatowianie do końca seta nie stracili już żadnego punktu i pewnie zwyciężyli (25:20).  (…)

 

siatka.org – Marcin Komenda: Mecze w Spodku nam nie wychodzą

(…)  Ostatnio odnieśliście pięć zwycięstw z rzędu. Po raz czwarty wróciliście do Spodka i czwarty raz kończycie bez punktów. Chyba można powiedzieć, że w tym sezonie ta hala jest dla was pechowa?  Marcin Komenda: – Zgadza się. Mieliśmy ostatnio serię pięciu zwycięstw i na pewno było to coś fajnego. Dało nam to dużo motywacji i mogliśmy się dzięki temu poczuć trochę lepiej. Niestety, dzisiaj mecz nam nie wyszedł, ale Bełchatów zagrał swoją siatkówkę i wystarczyło to na nas. W tym sezonie mecze w Spodku nam nie wychodzą. Nie wiem z czego to wynika. My i goście mamy takie same warunki, więc nie tłumaczmy się halą. Po prostu tak się to wszystko układa, być może akurat wtedy trafia nam się ten słabszy dzień.

Między meczami ze Skrą i ZAKSĄ mieliście niecałe 48 godzin przerwy. Uważasz, że wpływ na to spotkanie mogła mieć ta niespotykanie krótka przerwa? – Myślę, że nie. My jako zawodnicy cieszymy się kiedy możemy często grać. Mecz daje nam mnóstwo frajdy, tym bardziej kiedy mierzymy się z takimi zespołami jak Skra i ZAKSA. Dlatego uważam, że nie miało to żadnego znaczenia. Wydaje mi się, że czuliśmy się dobrze. Skra wygrała z nami siatkarsko i nie ma co ukrywać, ten zespół ma inne cele niż my, więc trzeba przyjąć to z pokorą. Teraz musimy skoncentrować się na kolejnych spotkaniach, bo fajnie by było je wygrać.

Jeśli miałbyś określić to, który z elementów siatkarskiego rzemiosła najmocniej wpłynął na to zwycięstwo bełchatowian? – Na pewno zagrywka. Przeciwnicy zagrywali bardzo mądrze. Może nie były to jakieś bardzo mocne zagrywki, ale ich taktyczne założenia w tym elemencie sprawdzały się. To jest klasowy zespół. Oni wiedzą jak grać i jak poradzić sobie z tymi teoretycznie słabszymi zespołami. Dzisiaj większość naszych niedociągnięć wykorzystali i wygrali ten mecz 3:0. Uważam, że to jest zasłużone zwycięstwo, chociaż mamy lekki niedosyt, bo w jednym secie było naprawdę blisko.

Oglądacie się jeszcze za siebie patrząc na tabelę, czy uważasz że siedmiopunktowa przewaga jest wystarczająca, aby nie spaść na miejsce barażowe? – Na pewno każdy śledzi tabelę, ale nie powinno być to dla nas najistotniejsze. My mamy w każdym meczu dawać z siebie wszystko, a jeśli to się uda to jeszcze nie jedno zwycięstwo możemy odnieść. Musimy podchodzić do każdego meczu mocno skoncentrowani i cieszyć się z tego co robimy. Wtedy zwycięstwa przyjdą i nie będzie potrzeby, aby spoglądać się na tabelę.

Zostało wam pięć kolejek do rozegrania. Terminarz jest dla was dość trudny, bo między innymi mierzycie się u siebie z Jastrzębskim Węglem, czy wyjeżdżacie do Rzeszowa. Macie jakieś określone cele na te spotkania? – Myślę, że jak w większości spotkań w tym sezonie chcemy grać swoją najlepszą siatkówkę. Nasz potencjał i nasz poziom, daje nam duże szanse z większością zespołów. Musimy grać swoje i wtedy nie stoimy na straconej pozycji. W każdym z tych spotkań możemy pokusić się o satysfakcjonujący wynik. Musimy podejść do tych meczów z podniesioną głową i nie patrzeć na dzisiejszą porażkę, tylko po prostu cieszyć się z gry i dawać jak najwięcej radości naszym kibicom i sobie.

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Nic dwa razy… GKS wyraźnie przegrał z PGE Skrą

W spotkaniu inaugurującym 25. kolejkę PlusLigi siatkarze GKS Katowice przegrali w Spodku z PGE Skrą Bełchatów 0:3. W dwóch pierwszych setach gospodarze mieli przewagę, jednak w końcówce dali sobie wydrzeć zwycięstwo; w trzecim bełchatowianie wygrali zdecydowanie. W środę ekipa trenera Piotra Gruszki sensacyjnie pokonała na wyjeździe ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:1. Drugiej, podobnej niespodzianki nie udało się siatkarzom GKS sprawić. Konfrontacja w katowickim Spodku zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem PGE Skry. Gospodarze dobrze rozpoczęli to spotkanie (3:0), jednak gra się szybko wyrównała i wynik długo oscylował wokół remisu (10:10, 14:14, 16:16). Później dwa punkty dla katowiczan wywalczył Paweł Pietraszko i gospodarze uzyskali przewagę (18:16). W końcówce inicjatywę przejęli jednak siatkarze PGE Skry, którzy dobrze prezentowali się w obronie i skutecznie kontrowali. Wygrali najpierw trzy akcje z rzędu (19:20), następnie kolejne pięć przy zagrywkach Grzegorza Łomacza i zwyciężyli w premierowej partii (20:25). Decydujące punkty dla gości zdobyli Srecko Lisinac i Karol Kłos. Set numer dwa miał podobny scenariusz. Po wyrównanym początku (8:8), gospodarze uzyskali wyraźną przewagę (12:8, 16:12) i znów pozwolili rywalom przejąć inicjatywę w końcowych fragmentach, popełniając przy tym proste błędy. Od stanu 18:14 przyjezdni wygrali pięć kolejnych piłek (18:19). Podopieczni trenera Roberto Piazza nie zmarnowali okazji i wygrali tę odsłonę 25:23. Seta skutecznym atakiem zakończył Patryk Czarnowski.  (…)

sportowefakty.wp.pl – GKS – PGE Skra: bez niespodzianki w katowickim Spodku, bełchatowianie umocnili się pozycji wicelidera

(…) Katowiczanie przystępowali do piątkowego pojedynku w bardzo dobrych humorach po środowej wiktorii z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (3:1). Jednakże to bełchatowianie byli faworytami starcia w Spodku i chcieli umocnić się na pozycji wicelidera rozgrywek.   (…) Po zmianie stron drużyny walczyły punkt za punkt, a dopiero, gdy katowicki zespół wzmocnił zagrywkę i blok, odskoczył rywalom na cztery punkty (13:9). Nieźle rozgrywał Marcin Komenda, który dobrze współpracował między innymi z Serhiyem Kapelusem. Mimo niekorzystnego rezultatu, wicemistrzowie Polski nie zamierzali odpuszczać i w końcu dopięli swego, doprowadzając do remisu 19:19. Ostatecznie doszło do interesującej końcówki partii, którą ponownie lepiej rozegrali bełchatowscy siatkarze, zwyciężając 25:23. Po dziesięciominutowej przerwie bełchatowianie chcieli postawić kropkę nad „i”, a problemy przeciwnikom sprawiał Srecko Lisinac, który zmienił Czarnowskiego (7:10). Umiejętnie poczynaniami gości kierował Grzegorz Łomacz, zaś jego klubowi koledzy wykorzystywali swoje okazje w ofensywie (14:19). PGE Skra Bełchatów już tylko kontrolowała boiskowe wydarzenia i wygrała 3. część zawodów 25:18, natomiast cały mecz 3:0.  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: PGE Skra Bełchatów po trzech setach zwycięża w Katowicach

W meczu dwudziestej piątej kolejki PlusLigi zespół GKS-u Katowice podejmował ekipę PGE Skry Bełchatów. Mecz dostarczył kibicom wrażeń, ciekawych wymian i zwrotów akcji na korzyść bełchatowian. Po całkowitej kontroli trzeciego i ostatniego seta wicemistrzowie Polski dopisali do tabeli komplet punktów. MVP spotkania został wybrany Grzegorz Łomacz.  (…)  Trzeciego seta korzystniej rozpoczęli siatkarze z Bełchatowa, obejmując po pierwszych akcjach dwupunktowe prowadzenie (4:2). Katowiczanie nie tracili z nimi kontaktu, dosyć szybko doprowadzając do wyrównania (6:6). Bełchatowscy gracze szybko odzyskali swoją przewagę (9:6), utrzymując się na prowadzeniu. Czteropunktowa przewaga poskutkowała przerwą na żądanie trenera Piotra Gruszki (16:12). To jednak nie zdało się na nic. Bełchatowianie nie wypuszczali z rąk swojego prowadzenia, zapisując na swoim koncie zarówno te partię, jak i cały mecz (25:18).  (…)

skra.pl – Wygrywamy w Spodku 3:0

W 25 kolejce PlusLigi PGE Skra wygrała wyjazdowe spotkanie z GKS-em Katowice 3:0. Statuetkę MVP odebrał Grzegorz Łomacz. Premierowy set był wyrównany i rozstrzygnął się dopiero w końcówce. Na podwójną zmianę pojawili się Grzegorz Łomacz i Srećko Lisinac. Pierwszy przywitał się z publicznością asem serwisowym, drugi atakiem ze skrzydła i to przesądziło o zwycięstwie PGE Skry. Najjaśniejszą postacią w przekroju całej partii był jednak Milad Ebadipour (6 zdobytych punktów). W drugiej odsłonie przy prowadzeniu gospodarzy 12:8 trener Roberto Piazza powtórzył ten manewr… i raz jeszcze zaskoczył on rywali. Serb potwierdził, że atak ze skrzydła nie stanowi dla niego problemu, a chwilę później przy zagrywkach naszego rozgrywającego bełchatowianie wyszli na prowadzenie. Wspomniana dwójka pozostała na parkiecie na trzecią partię, ale Lisinac powrócił już na swoją nominalną pozycję środkowego. Gra bełchatowian była w tym fragmencie pewniejsza, a ich przewaga wyraźniejsza. Wygrali do 18 i całe spotkanie 3:0.  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga