Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej z Espadonem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS wygrał drugi mecz z rzędu i oddalił się na 7 punktów od strefy barażowej. Również gra naszego zespołu była znacznie lepsza i tym razem po przegraniu pierwszego seta (odwrotnie niż dotychczas) to GKS pokazał chart ducha, w dwóch partiach górując wyraźnie nad rywalami. Oby podtrzymać ten trend i wygrać w kolejnych spotkaniach ligowych.

katowickisport.pl –Ważna wygrana GieKSy. Ucieczka do bezpiecznej strefy

Cenne zwycięstwo z Espadonem Szczecin odnieśli siatkarze GKS Katowice. Podopieczni trenera Piotra Gruszki po wygranej 3:1 we własnej hali z rywalem ze Szczecina odskoczyli nieco w tabeli od strefy zagrożonej barażami. Od pierwszych piłek widać było, że mecz będzie bardzo wyrównany. Katowiczanom udało się po asie serwisowym Emanuela Kohuta GieKSa prowadzić 15:12, ale po chwili było już 17:17 i trener Piotr Gruszka poprosił o czas. Na niewiele to się zdało, bo szczecinianie się rozpędzali – nie do zatrzymania był Malinowski i Espadon wygrał do 22. Taki obrót sprawy podrażnił siatkarzy GKS, co widać było w drugim secie. Wystarczyła chwila, by katowiczanie prowadzili 10:3. Karol Butryn, Gonzalo Quiroga… To m.in. dzięki nim Espadon nie miał wiele do powiedzenia i GKS wygrał tę parti 25:14. Najwięcej emocji dostarczył trzeci set. Pierwsza część należała bezdyskusyjnie do Espadonu, jednak gdy w polu zagrywki stanął Paweł Pietraszko, katowiczanie wrócili do gry. GieKSa znów wypracowała przewagę, która utrzymywała się do końca. Ostatni set był już dopełnieniem formalności. GieKSa nie zwalniała jednak tempa i pewnie utrzymała prowadzenie i cieszyła się ze zdobycia trzech bardzo ważnych punktów i kolejnego zwycięstwa nad Espadonem Szczecin.  (…)

siatka.org – PL: GKS pokonał Espadon i odskoczył od zagrożonej strefy

Cenne zwycięstwo z Espadonem Szczecin odnieśli siatkarze GKS Katowice. Podopieczni trenera Piotra Gruszki po wygranej 3:1 we własnej hali z rywalem ze Szczecina odskoczyli nieco w tabeli od strefy zagrożonej barażami. Mecz lepiej rozpoczęli przyjezdni, ale szczecinianie po wygraniu pierwszego seta w trzech kolejnych musieli już uznać wyższość gospodarzy. (…)  Przegrana w pierwszej partii nie zdemotywowała gospodarzy i po ataku po prostej Karola Butryna trener Mieszko Gogol musiał prosić o czas dla swojej drużyny (3:0). Zawodnik ten dołożył jeszcze asa serwisowego i przewaga miejscowych wzrosła do czterech „oczek”. U przyjezdnych gra się całkowicie posypała. Najpierw piłka wychodząca na aut obtarła jeszcze Marcina Wikę, a w kolejnych akcjach zawodnicy Espadonu dwukrotnie popełnili błąd przekroczenia linii ataku (9:2). Siatkarze GKS-u kontrolowali przebieg tego seta, powiększając cały czas swoją przewagę. W ekipie prowadzonej przez Piotra Gruszkę funkcjonowało wszystko, a kiedy Marcin Komenda skończył przechodzącą piłkę, na tablicy wyników było 17:8. As serwisowy Butryna w kolejnej akcji i punktowy blok Serhija Kapelusa nie pozostawiały złudzeń, że po dwóch setach stan rywalizacji się wyrówna. Tak też się stało po zagrywce w siatkę Jeffreya Menzela (25:14).  (…)

siatka.org – Paweł Pietraszko: Gramy ostatnio coraz lepiej

(…)  – Drugą partię rozpoczęliśmy dużo lepiej i do końca udało nam się ją dociągnąć – stwierdził Paweł Pietraszko. Co więc decydowało o zwycięstwie katowiczan? – To był mecz, w którym popełniliśmy dużo mniej błędów niż nasi przeciwnicy. Moim zdaniem prezentowaliśmy ogólnie lepszą siatkówkę niż nasi rywale – dodał. Trudno się nie zgodzić ze środkowym GKS-u, gdyż poza przyjęciem w każdym innym siatkarskim elemencie jego drużyna prezentowała się znacznie lepiej. Na uwagę zasługuje przede wszystkim wygrane w elemencie bloku 10-2, jak i w polu serwisowym 11-5. Wydaje się, że decydująca dla przebiegu spotkania była trzecia partia, która jako jedyna rozstrzygnęła się w końcówce. Katowiczanie dali się dogonić zawodnikom Espadonu i na tablicy wyników widniał remis po 22. Jednak bardzo długą i zaciętą wymianę skończył Gonzalo Quiroga, co pozwoliło gospodarzom wypracować sobie dwa „oczka” przewagi, których nie oddali już do końca. – Często jest tak, że przy wyrównanej końcówce seta jak się przegra jedną długą akcję, to jednak może to na chwilę w głowie zostać. Cieszę się, że to my wygraliśmy tę partię – ocenił środkowy GKS-u. Na uwagę zasługuje też skuteczność w ataku obu drużyn, przy niezbyt wysokim procencie przyjęcia. Wymuszało to kończenie ataków na tzw. wysokiej piłce. – Moim zdaniem dobrze radziliśmy sobie na wysokiej piłce. W decydujących momentach zadziałał też nasz blok. Na pewno gramy ostatnio coraz lepiej. Mieliśmy taką nieszczęsną dla nas serię porażek, ale z meczu na mecz prezentujemy się lepiej i moim zdaniem poprawiliśmy grę w każdym elemencie, dzięki czemu udało nam się zwyciężyć – zakończył Pietraszko. Szansę na poprawienie swojej zdobyczy punktowej będą mieć katowiczanie w najbliższą niedzielę, kiedy w Kielcach zmierzą się z miejscowymi zajmującymi przedostatnie miejsce w tabeli.  (…)

siatka.org – Marcin Komenda: Jestem optymistą

(…) Wasze spotkanie z Espadonem Szczecin było starciem, o którym mówiło się, że to mecz o „sześć punktów”. Świadomość celu i sytuacja w ligowej tabeli były dla was dodatkową motywacją przed tą konfrontacją? Marcin Komenda: Zgadza się, tak samo jak spotkanie z MKS-em Będzin, czy mecze które przed nami, a więc z BBTS-em Bielsko-Biała i zespołem z Kielc, to spotkanie było dla nas meczem o przysłowiowe sześc punktów. Bardzo się cieszymy, że to jest nasze drugie zwycięstwo z rzędu. Teraz złapiemy trochę spokoju, luzu, który pozwoli nam jeszcze lepiej i efektywniej pracować w najbliższym tygodniu. Tym bardziej cieszy, że w tym meczu po pierwszym, nie do końca dla nas udanym-przegranym secie, zdołaliśmy wrócić do gry i pokazaliśmy szczecinianom, że jesteśmy mocni. Udowodniliśmy również, że ta seria przegranych meczów i nie do końca dobrej gry jest już za nami, teraz wracamy na zwycięską ścieżkę. 

Uwagę w waszej grze zwracał jeden szczególny element, tzn. skuteczność w elemencie bloku. Dotyczy to nie tylko punktów zdobywanych bezpośrednio tym elementem, ale również licznych wybloków, dających początki kontratakom. Chyba wyjątkowo dobrze odczytywaliście intencje rywali. – Dokładnie, w tym elemencie rozegraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Trzeba przyznać, że podczas treningów dużo pracujemy nad naszą grą w bloku. Trenerzy widzą, że nie do końca wszystko nam wychodzi w tym elemencie. Na pewno cieszymy się, że praca z treningów przełożyła się na mecz i można powiedzieć, że zamurowaliśmy rywali w tym spotkaniu.

Dwa ostatnie spotkania były tak naprawdę meczami, w których nie było miejsca na potknięcie. Chcąc walczyć o wyższej cele i chroniąc się przed strefą spadkową musieliście wygrać. Jako zespół „mający nóż na gardle” pokazaliście siłę charakteru i wolę walki. Paradoksalnie więc tego typu presja sprzyja wam? – Osobiście mogę powiedzieć, że lubię grać pod nazwijmy to presją, wtedy jest większa adrenalina, można pokazać co się potrafi, być może w nieco mniej sprzyjających warunkach. Z drugiej strony nie mówmy o jakiejś dużej presji, taką mogą mieć chociażby górnicy w swojej pracy codziennej. My robimy to co lubimy i mamy to szczęście, że to jest nasza praca. Te zwycięstwa przede wszystkim chciałbym zadedykować kibicom, którzy nas wspierają i to dla nich gramy, bo przychodzą do hali, kupują bilety, żeby zobaczyć ciekawy mecz.

O zainteresowanie fanów wciąż musicie walczyć. Jako dość młody klub w zestawieniu PlusLigi siatkarzy budujecie tę społeczność wokół siatkówki. Doping podczas meczu z Espadonem Szczecin był pierwszym dowodem, że jesteście na dobrej drodze… To dopiero zaczyna się budować, nie ma co ukrywać, że GKS jest nowym klubem na siatkarskiej mapie, także na pewno my musimy przyciągnąć kibiców nasza dobrą grą. Myślę, że walką najbardziej można przyciągnąć kibiców. Także myślę, że z roku na rok tych kibiców będzie więcej i niezależnie gdzie będziemy grali to hala będzie opanowana przez naszych fanów. Nam również wtedy będzie lepiej się grało, chociaż warto podkreślić, że podczas tego meczu z Espadonem atmosfera była naprawdę fajna.

Kibice, media wszyscy koncentrują się na sytuacji w ligowej tabeli. Nie tylko w czołówce zestawienia jest spory ścisk, w strefie miejsc 9-12 również dystans jest niewielki. W jakim stopniu odcinacie się od tych kalkulacji? Koncentrujecie się z meczu na mecz, czy gdzieś w tyle głowy są te myśli o ostatecznym rozdaniu, bo faza zasadnicza wkracza w decydujący etap? Na pewno zerka się na tą tabelę, patrzymy ile mamy punktów, jaka jest strata czy przewaga do poszczególnych drużyn w zestawieniu PlusLigi. Osobiście jednak staram się bardziej skupiać na tym, aby z każdego treningu wyciągać jak najwięcej i aby w poszczególnych meczach prezentować pełnię swoich możliwości. Cieszy też to, co mam nadzieję było widać w tym spotkaniu, że potrafimy bawić się tą siatkówką. Chcieliśmy zrobić coś z fantazją i finezją, być może nie mamy jeszcze takich umiejętności, aby wszystkie te zagrania były udane, sporo tego, co sobie założyliśmy jednak się udało. I myślę, że to może nas napawać optymizmem przed kolejnymi meczami.

Przed GKS-em kolejne spotkania z cyklu tych „o sześć punktów”, a więc starcia z Dafi Społem Kielce i BBTS-em Bielsko-Biała. Podejdziecie do spotkań na fali zwycięstw, z optymizmem patrzycie w przyszłość? – Nie ma co ukrywać, że w pierwszej rundzie fazy zasadniczej z obydwoma tymi zespołami wygraliśmy i łącznie zdobyliśmy w tych meczach sześć punktów. Wierzę, że także tym razem uda nam się zdobyć komplet punktów. Jeżeli zagramy na swoim dobrym poziomie, tak jak pokazaliśmy to w meczu z Espadonem od drugiego seta, to uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy te najbliższe spotkania wygrali. Ja jestem optymistą i wierzę, że jeżeli nadal będziemy trenować tak, jak do tej pory to również zwycięstwa będą przychodzić.

sportowefakty.wp.pl – GKS – Espadon: cenny triumf katowiczan, szczecinianie bez zdobyczy punktowej

(…)  Po zmianie stron podrażnieni siatkarze z Katowic rzucili się do frontalnych ataków i wygrywali 10:3. Spokojnie rozgrywał Marcin Komenda, zaś skuteczni w ataku byli Karol Butryn i Gonzalo Quiroga. Podopieczni Piotra Gruszki mieli totalnie wszystko pod kontrolą i ostatecznie zwyciężyli 25:14. Na starcie III seta goście próbowali narzucić swój styl gry, a aktywny na środku siatki był Justin Duff (6:10). Z czasem z letargu przebudzili się gospodarze, którzy za sprawą Butryna prowadzili 13:11. Jednakże od tego momentu trwała wyrównana walka i doszło do emocjonującej końcówki partii. W niej katowiccy zawodnicy zachowali więcej zimnej krwi i po punktowym bloku na Marcinie Wice odnieśli wiktorię 25:23. GKS Katowice nie zamierzał zwalniać tempa, zaś ciężar gry brali na swoje barki Karol Butryn i Paweł Pietraszko (5:1). Gracze prowadzeni przez Michała Gogola popełniali sporo błędów własnych, przez co przegrywali 11:16. Już do zakończenia odsłony nic się nie zmieniło (25:18) i miejscowa drużyna sięgnęła po trzy punkty w tej potyczce.  (…)

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Espadon Szczecin słabszy od katowiczan

GKS Katowice stracił tylko jednego seta w meczu przeciwko podopiecznym trenera Michała Gogola. Goście pewnie rozpoczęli spotkanie, wygrywając inauguracyjną partię, ale kolejne trzy sety zakończyły się po myśli zawodników prowadzonych przez Piotra Gruszkę, którzy dopisali do swojego konta w tabeli cenne trzy punkty.  (…)  W kolejną partię lepiej weszli gospodarze, którzy zapisali na swoje konto trzy punkty (3:0). Dobra gra blokiem katowiczan i błędy własne przyjezdnych spowodowały, że przewaga GKS-u wzrosła (9:2). W secie tym podopieczni trenera Michała Gogola nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze dysponowanych rywali i w środkowej części seta wyraźnie przegrywali (8:16). W decydującą część odsłony zespoły wkraczały przy stanie 19:9 na korzyść gospodarzy, którzy pewnie zmierzali po zwycięstwo w tej partii. Ostatecznie set ten zakończył się wynikiem 25:14 dla zawodników prowadzonych przez trenera Piotra Gruszkę.  (…)

volleyespadon.pl – Espadon przegrywa w czterech setach

Miłe złego początki – tymi słowami można określić to, co przydarzyło się dziś ekipie z Pomorza Zachodniego. Szczecinianie prowadzili na wyjeździe 1:0 w setach, ale trzy kolejne partie padły łupem GKS-u Katowice. (…)  W pierwszej fazie inauguracyjnej partii ciężar ataku wzięli na siebie Wika oraz Malinowski. GKS odpowiadał punktami środkowego Pawła Pietraszki i przyjmującego Gonzalo Quirogi, a na tablicy wyników było remisowo. W połowie seta gospodarzom udało się odskoczyć (15:12), ale dwa dobre ataki Ruciaka pozwoliły znów doprowadzić do stanu równowagi (17:17). W następnych minutach znakomicie zaprezentował się Malinowski, który najpierw zapunktował zagrywką, a później kilka razy świetnie spisał się w ataku ze skrzydła. Zawodnik szczecinian zakończył inauguracyjną partię z dorobkiem dziesięciu punktów i w dużym stopniu przyczynił się do tego, że Espadon objął prowadzenie w meczu (25:22).  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga