Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [18] – Zatrważająca ilość zepsutych zagrywek (31) GKS-u

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z ONICO trwał 96 minut, z czego I set 23 min. – II set 22 min. – III set 25 min. – IV set 26 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 25: zagrywka 18, atak 7, siatka 0, inne 0.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 39: zagrywka 31, atak 5, siatka 1, inne 2.

Ilość zdobytych punktów – GKS 65: Butryn 22, Quiroga 15, Kohut 10, Kapelus 8, Kalembka 4, Pietraszko 4, Witczak 1, Komenda 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 19: Butryn 8, Kohut 4, Quiroga 4, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 46: Butryn 14, Quiroga 11, Kapelus 8, Kohut 6, Kalembka 3, Pietraszko 3, Witczak 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 16: Butryn 11, Quiroga 6, Kohut 5, Kapelus 3, Witczak -1, Mariański -1, Pietraszko -2, Komenda -5,

Ilość zagrywek – GKS 91: Butryn 20, Kohut 16, Kapelus 14, Komenda 12, Quiroga 12, Pietraszko 7, Kalembka 6, Witczak 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 31: Komenda 6, Butryn 5, Kohut 5, Kalembka 4, Pietraszko 4, Quiroga 3, Witczak 2, Kapelus 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 4, Kohut 2, Kalembka 1.

Ilość przyjęć – GKS 73: Kapelus 26, Mariański 25, Quiroga 17, Pietraszko 2, Kohut 2, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Quiroga 3, Kapelus 1, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 40%: Kalembka 100%, Mariański 52%, Kapelus 38%, Quiroga 29%, Pietraszko 0%, Kohut 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 22%: Kalembka 100%, Mariański 28%, Kapelus 23%, Quiroga 12%, Pietraszko 0%, Kohut 0%.

Ilość ataków – GKS 91: Butryn 30, Quiroga 26, Kapelus 15, Kohut 10, Pietraszko 6, Kalembka 3, Witczak 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Butryn 3, Pietraszko 1, Quiroga 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 3, Kapelus 2, Quiroga 2, Pietraszko 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 54: Butryn 18, Quiroga 14, Kapelus 8, Kohut 7, Kalembka 3, Pietraszko 3, Witczak 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 59%: Witczak 100%, Kalembka 100%, Kohut 70%, Butryn 60%, Quiroga 54%, Kapelus 53%, Pietraszko 50%.

Ilość bloków punktowych – GKS 4: Komenda 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Quiroga 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 1: Komenda 1.

 

Pierwszy set to bardzo dobra gra GKS-u od samego początku do końca. Na tablicy wyników był tylko raz remis (1:1) i to mówi w zasadzie wszystko. Zaczęło się od prowadzenia 3:1, 5:2 i 8:3, co prawda w środkowej części goście zmniejszyli straty do dwóch oczek (od 10:8 do 14:12), ale potem to już kontrolowaliśmy w pełni to co działo się na parkiecie (od 16:12 poprzez 20:15 aż do 25:17). Nasi siatkarze byli zdecydowanie lepsi i nie przeszkadzało nam nawet słabsze przyjęcie. Skuteczność w ataku – GKS miał aż 75% przy 45% ONICO – w punktach wyszło 15:9. W asach i blokach wygraliśmy 4:2. Błędy własne – obie ekipy miały ich po 6. I tylko w przyjęciu wypadliśmy słabiej – dokładne na poziomie 20% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 7% do 26%. Ciężar zdobywania punktów wzięli na swe barki Butryn 7 punktów (przy 86% skuteczności!) oraz Quiroga 6 oczek (przy 71% skuteczności!).

Drugi set zaczęliśmy fatalnie, bo od stanu 1:5 i od tego momentu goniliśmy wynik, goniliśmy i dogonić się w końcu nie udało. W środkowej części seta zbliżyliśmy się na jedno oczko straty (13:14), ale w dalszej jego części to znów traciliśmy dystans, po czym niwelować straty do dwóch punktów. I warszawianie nie pozwolili na nic więcej. Gra w ataku nie była jeszcze taka zła, bo skuteczność się wyrównała na poziomie 55% z obu stron, a i wynikowo wyszło na remis po 11. W asach i blokach przegraliśmy 2:4, więc łącznie nie mieliśmy w punktacji po własnych akcjach zbyt dużych strat. Resztę dopełniły błędy własne – GieKSa miała aż 10 przy 8 ONICO. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 47% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 32% do 20%. Wciąż Butryn utrzymywał wysoką skuteczność w ataku – zdobył 6 punktów przy 83% skuteczności!

 

W trzeciej partii wyrównana gra trwała do stanu 11:12, potem straciliśmy 3 punkty z rzędu i już do końca nie mogliśmy tych strat odrobić. Goście kontrolowali przebieg tej partii, nie dając nam żadnych szans na wygraną. Skuteczność w ataku – GKS miał 57% przy 64% ONICO – w punktach wyszło 12:14. Na 2 asy serwisowe GKS-u, rywale odpowiedzieli 2 blokami punktowymi. Błędy własne – GieKSa miała 9 przy 7 warszawian. Przyjęcie znów lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 56% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 23%. Najwięcej punktów zdobyli Quiroga 5 oczek (przy 83% skuteczności!) i Butryn 4 punkty, ale już tylko przy 40% skuteczności.

Czwartego seta zaczęliśmy od prowadzenia 4:2, by równie szybko je stracić (4:6). Potem znów przejęliśmy inicjatywę (10:7) by utrzymywać niewielką przewagę do stanu 18:17. Po dwóch kolejnych akcjach to goście wyszli na prowadzenie i po grze punkt za punkt, udało się w najważniejszym momencie wyjść na prowadzenie 23:22. Niestety zepsuta zagrywka nie dała nam nawet szansy na powalczenie o piłkę setową, a w kolejnych dwóch akcjach to goście zamknęli to spotkanie. Skuteczność w ataku wciąż mieliśmy bardzo dobrą – GKS miał 53% przy 33% ONICO – w punktach mieliśmy ogromną przewagę 16:5! a mimo to nie wygraliśmy tego seta. No… mistrzostwo świata! W asach i blokach przegraliśmy 3:6, ale i tak łącznie po własnych akcjach osiągnęliśmy znaczącą przewagę, aż 8 punktów! Niestety rozłożyły nas błędy własne – GieKSa miała ich aż 14 (w tym 11 na zagrywce!) przy tylko 4! warszawian. Przyjęcie troszkę lepsze po stronie gości – dokładne na poziomie 33% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 23%. Najlepiej punktował Butryn – 5 oczek, ale nie mógł już wrócić do znakomitej skuteczności z pierwszych dwóch setów (tym razem miał tylko 42%).

 

Ogólnie mecz w wykonaniu naszych siatkarzy miał różne fazy. Pierwszy set to bardzo dobra gra GieKSy i podobnie jak w pierwszym meczu na Torwarze, niestety nie udało się utrzymać dłużej tego poziomu gry. W drugiej i trzeciej partii nie mieliśmy zbyt wiele do powiedzenia. Za to czwarty set powinien zostać przez naszą drużynę wygrany, ale nie pozwoliły na to błędy własne, a w szczególności zepsute zagrywki. To nasza największa zmora tego sezonu, popełnienie aż 31 błędów serwisowych woła o pomstę do nieba, bo w ten sposób oddajemy naszym rywalom jednego seta… w prezencie. Z taką ilością błędów w tym elemencie gry, będzie szalenie trudno o pokonanie jakiegokolwiek przeciwnika. Skuteczność w ataku – GKS miał 59% przy 50% ONICO – w punktach podliczono 54:39. W asach serwisowych wygraliśmy 7:5, by przegrać w blokach punktowych 4:9. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji wyniosła 65:53 na naszą korzyść. Błędy własne to katastrofa – GieKSa miała aż 39 (w tym aż 31 na zagrywce!) przy 25 warszawian. Przyjęcie na równi po obu stronach siatki – dokładne na poziomie 40% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 22% do 23%. Najlepszym naszym graczem był bez wątpienia Butryn, zdobywca 22 punktów (przy 60% skuteczności), choć z drugiej strony, gdyby utrzymał tak wysoką skuteczność z dwóch pierwszych partii to zapewne i wynik tego meczu byłby bardziej korzystny dla nas. Dzielnie wspierali go Quiroga – 15 oczek (przy 54% skuteczności) oraz Kohut – 10 punktów przy 70% skuteczności. Zabrakło jeszcze minimum jednego gracza, który dałby większe pole manewru naszemu rozgrywającemu. Przed nami teraz dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach, z uwagi na finałowy turniej o Puchar Polski, więc miejmy nadzieję, że sztab szkoleniowy wreszcie wyciągnie nasz zespół z tego kryzysu, bo sytuacja w tabeli staje się coraz bardziej nieciekawa.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 18 meczach (67 setów)

Bilans meczów łącznie – 7:11 – Bilans punktów – 21:33 – Bilans setów – 29:38 – Bilans małych punktów – 1476:1521
Bilans meczów „u siebie” – 3:6 – Bilans punktów – 9:18 – Bilans setów – 12:19 – Bilans małych punktów – 676:716
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:5 – Bilans punktów – 12:15 – Bilans setów 17:19 – Bilans małych punktów – 800:805

Rozegrane mecze – 18: Komenda, Butryn, Kapelus, Kohut, Quiroga, 17: Witczak, Pietraszko, Mariański, 14: Sobański, Fijałek, 13: Krulicki, 12: Stelmach, 10: Kalembka, 7: Stańczak,

Rozegrane sety – 67: Quiroga, 63: Kohut, 62: Komenda, 60: Butryn, 59: Mariański, 57: Kapelus, 54: Pietraszko, 42: Witczak, 36: Fijałek, 34: Sobański, 23: Krulicki, 21: Stańczak, 20: Kalembka, 19: Stelmach,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 12230:13850

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 1678 minut, z czego I set 428 min. – II set 462 min. – III set 450 min. – IV set 296 min. – V set 42 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 438: zagrywka 250, atak 141, siatka 16, inne 31.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 477: zagrywka 313, atak 112, siatka 20, inne 32.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1038: Butryn 230, Quiroga 214, Kapelus 136, Kohut 126, Pietraszko 115, Witczak 78, Komenda 41, Sobański 40, Kalembka 24, Krulicki 23, Fijałek 6, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 352: Butryn 85, Quiroga 66, Kapelus 41, Pietraszko 39, Kohut 35, Komenda 30, Witczak 22, Sobański 14, Krulicki 9, Stelmach 4, Kalembka 4, Fijałek 3.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 686: Quiroga 148, Butryn 145, Kapelus 95, Kohut 91, Pietraszko 76, Witczak 56, Sobański 26, Kalembka 20, Krulicki 14, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 381: Butryn 108, Quiroga 91, Kohut 66, Pietraszko 52, Kapelus 42, Witczak 35, Krulicki 13, Kalembka 4, Stelmach 4, Sobański 1, Komenda -4, Fijałek -4, Stańczak -4, Mariański -23.

Ilość zagrywek – GKS 1480: Quiroga 258, Butryn 205, Komenda 189, Kohut 184, Pietraszko 180, Kapelus 171, Witczak 85, Sobański 57, Kalembka 53, Fijałek 48, Krulicki 46, Stelmach 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 313: Kohut 49, Pietraszko 48, Butryn 44, Komenda 40, Quiroga 39, Kapelus 35, Witczak 15, Kalembka 15, Sobański 10, Fijałek 9, Krulicki 8, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 88: Quiroga 21, Butryn 20, Pietraszko 12, Komenda 8, Witczak 7, Kohut 7, Kapelus 5, Krulicki 3, Fijałek 3, Stelmach 1, Kalembka 1.

Ilość przyjęć – GKS 1267: Quiroga 437, Kapelus 324, Mariański 299, Sobański 104, Stańczak 54, Pietraszko 13, Kohut 12, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 5, Komenda 3, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 95: Quiroga 27, Mariański 23, Kapelus 21, Sobański 12, Stańczak 4, Pietraszko 3, Krulicki 2, Fijałek 1, Kalembka 1, Komenda 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 259: Quiroga 83, Kapelus 69, Mariański 52, Sobański 36, Stańczak 10, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 342: Quiroga 119, Mariański 95, Kapelus 79, Sobański 26, Stańczak 12, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 32%, Quiroga 27%, Sobański 25%, Kapelus 24%, Stańczak 22%, Krulicki 20%, Kohut 17%, Pietraszko 15%, Komenda 0%, Fijałek 0%,

Ilość ataków – GKS 1739: Quiroga 425, Butryn 419, Kapelus 289, Kohut 164, Witczak 151, Pietraszko 118, Sobański 89, Kalembka 31, Krulicki 26, Komenda 21, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 112: Butryn 38, Quiroga 33, Witczak 11, Kapelus 11, Sobański 8, Pietraszko 4, Kohut 3, Kalembka 2, Komenda 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 137: Butryn 40, Kapelus 27, Quiroga 24, Witczak 17, Sobański 9, Kohut 8, Pietraszko 8, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 822: Butryn 197, Quiroga 180, Kapelus 122, Kohut 98, Pietraszko 77, Witczak 67, Sobański 33, Kalembka 20, Krulicki 12, Komenda 10, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 65%, Kalembka 65%, Kohut 60%, Komenda 48%, Butryn 47%, Krulicki 46%, Witczak 44%, Kapelus 42%, Quiroga 42%, Sobański 37%,

Ilość bloków punktowych – GKS 128: Pietraszko 26, Komenda 23, Kohut 21, Butryn 13, Quiroga 13, Kapelus 9, Krulicki 8, Sobański 7, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 20: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 3, Komenda 3, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 7: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 10: Butryn 6, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga