Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[FELIETON] Zmieniając trenera, wróciliśmy do gry

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po zakończeniu rundy jesiennej tego sezonu, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Nareszcie można było zająć się czymś innym, a nie zmuszać się do oglądania poczynań naszych piłkarzy. W pierwszych tygodniach wszyscy cieszyliśmy się, że nie ma żadnych wieści z klubu. Chcieliśmy spokoju i go dostaliśmy. Jednakże wraz z upływem czasu, nieśmiało zaczęły pojawiać się obawy: dlaczego w innych drużynach coś się dzieje (transfery do i z klubu), a u nas panuje błogi spokój. Niepokój i zdenerwowanie rosły z dnia na dzień i… wreszcie dostaliśmy prawdziwą bombę. Trener Piotr Mandrysz został zwolniony z klubu.

Piotr Mandrysz jest specyficzną osobą pod względem charakteru. Każdy z nas zdawał sobie z tego sprawę i m.in. na tym opieraliśmy swoją nadzieję, jeśli chodzi o wstrząśnięcie szatnią. Miała na Bukową trafić osoba nieprzejednana, która nie pozwoli piłkarzom wejść sobie na głowę. I tak Mandrysz zaczynał w Katowicach, ale z kolejki na kolejkę zaczynał sprawiać wrażenie coraz bardziej zagubionego. Trenera Piotra Mandrysza ciężko polubić, ale nie od tego był w GieKSie. Jeśli nasz klub byłby na miejscu premiowanym awansem, to on dalej trzymałby stery w Katowicach. Niestety stało się inaczej, więc należało się po prostu rozstać. Oczywiście, to nie Piotr Mandrysz jest głównym winowajcą. Tych należy szukać wśród piłkarzy. Przypomnę tylko mój wczorajszy wpis na Twitterze: „W każdym razie piłkarzom GKS Katowice należy pogratulować. Za wyniki w 2017 roku zwolnili: dwóch trenerów, menedżera i prezesa. Dawno tak niewielu, nie dokonało tak wiele, dając od siebie tak niewiele”. Dlatego w świecie idealnym wolałbym, aby najpierw pożegnać się z piłkarzami (prawie wszystkimi), a dzień później rozstać z trenerem Mandryszem. Byłoby to symboliczne, ale według mnie ważne. W Katowicach nie ma miejsca ani dla tego trenera, ani dla większości z tych graczy. Niestety piłkarze to najbardziej chroniona grupa zawodowa w Polsce i nierealnym ze względów na przepisy i finanse jest rozstać się z większością z nich. Trzymanie trenera tylko dlatego, by nie stał się kolejną ofiarą szatni, byłoby jednak głupie.

Kompletnie nie wiem, skąd się wzięły mity, jakoby to trener Piotr Mandrysz sam odszedł. Pojawiają się jakieś wymyślone historie, że nie widział szans na awans z GieKSą i nie podobały mu się propozycje transferowe dyrektora sportowego Tadeusza Bartnika. Kompletna bzdura. Trener Piotr Mandrysz był w ogromnym szoku, że klub nie widzi z nim możliwości dalszej współpracy. Śmiem twierdzić, że w większym niż większość z nas kibiców. Nie w mniejszym szoku są piłkarze. 10 stycznia na stronie katowickiego „Sportu” ukazał się tekst Dariusz Leśnikowskiego, w którym wtrącono wypowiedź Sebastiana Nowaka. Nasz bramkarz skomentował minioną rundę i stwierdził: „No i w końcu się ogarnęliśmy…”. A tu proszę: prezes klubu i dyrektor sportowy uważają inaczej. W szatni na pewno zastanawiają się, czy to koniec rewolucji, czy może jednak niektórzy z zawodników podzielą los szkoleniowca. Marcin Janicki oraz Tadeusz Bartnik pokazali jaja, bo zaburzyli (do zburzenia daleko, ale krok dobry) sielankowy i mało wymagający mikroklimat, jaki wytworzył się na Bukowej.

Przez wiele lat popełnialiśmy błąd zaniechania. Bywały okresy, że należało coś zmienić, ale my czekaliśmy, aż się wszystko ułoży. Dawaliśmy kolejne szanse, oczekiwaliśmy przełamania i łudziliśmy się, że to się samo poskłada. Nigdy tak się jednak nie stało. Podobno w życiu żałuje się tego, czego się nie zrobiło. Jesteśmy więc w komfortowej sytuacji: w czerwcu nie będziemy żałować, że w zimę nie zwolniliśmy trenera Piotra Mandrysza. Decyzja o rozstaniu ze szkoleniowcem jest bardzo odważna, ale powinna się nam wszystkim podobać. W klubie najwyraźniej doszli do wniosku, że skoro pierwsza liga to wyścig żółwi w walce o awans, to my chcemy być tym najszybszym żółwiem. A nie siódmym z kolei, który traci 6 jednostek do najgroźniejszych rywali…

Paszulewicz na pewno nie byłby pierwszym wyborem w głosowaniu kibiców. Myślę, że kilku trenerów (np. Kaczmarek, Mroczkowski, Stokowiec) uplasowałoby się przed nim. Przypomnę jednak, że Piotr Mandrysz był zdecydowanym zwycięzcą poprzedniego trenerskiego bezkrólewia. Na szkoleniowca z Grudziądza patrzymy przez pryzmat obecnego miejsca Olimpii. Jednakże im bardziej się człowiek wczytuje w artykuły, analizuje choćby klasyfikację Pro Junior System, czy wreszcie słucha wypowiedzi na konferencji, tym mocniej utwierdza się w przekonaniu, że ma to sens. Jaki będzie efekt? Nie wiadomo, po prostu musimy się przekonać. Najważniejsze, że próbujemy, a nie oddajemy sezonu walkowerem, jak zrobił to choćby prezydent Marcin Krupa. My jako kibice musimy trenera Jacka Paszulewicza wspierać z całych sił. Można wysnuć wniosek, po jego konfrontacyjnych wypowiedziach w kierunku piłkarzy, że dostał zielone światło od dyrektora sportowego i prezesa klubu. Wiemy, niestety także z trójkolorowego doświadczenia, że szatnia potrafi się zbuntować i próbować ustawić/zwolnić trenera. Dlatego wszyscy pilnujmy tego, by te zielone światło świeciło cały czas. Panie Jacku, powodzenia!

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    11 stycznia 2018 at 20:21

    Takie same ochy i achy kibiców były z Mandryszem. Teraz też jest OK ale z kibicami jest problem i z redakcją. Chcą zwycięstw od razu a tu trzeba znowu pół roku stracić i w maju będzie Paszulewicz na odstrzał. „Straciliśmy” na eksperymenty jesień mając tylko 6 pkt straty do poukładanych zespołów a teraz powtórka na wiosnę. Coś zaczniemy grać na jesień, z tym samym trenerem? Będzie nagonka bo kibice mają gdzieś długofalowe dobro, oni chcą wygrywać już. Zaakceptujecie że będziemy grali przez najbliższe 3 lata w 1 lidze, kontraktując młodych, sprzedając ich co roku, podium w każdym roku w pro-junior i w końcu awans za 3 lata? Ja jestem za bo jak się nie ma milionów trzeba sprytu i rozumu ale kibic tego nie rozumie że GKS nie jest żadnym potentatem a jednym z wielu w 1 lidze.

  2. Avatar photo

    Irishman

    11 stycznia 2018 at 21:00

    Mecza, tu jestem jednak po stronie Kosy. Oczywiście pod warunkiem, że DEKLARACJE TRENERA NIE SĄ POZOROWANĄ GADKĄ POD KIBICÓW! A to dlatego, że moim zdaniem największym problemem naszego klubu są piłkarze (nie do ruszenia), którzy od miesięcy (a niektórzy nawet od lat)jak kamień u szyi trzymają nasz klub w tej pie…nej pierwszej lidze, aż się człowiekowi robi niedobrze, gdy ma kupić znów karnet na mecze m.in. z drużynami typu Suwałki, Siedlce, Grudziądz, Niepołomice czy Bytów!

  3. Avatar photo

    artur

    11 stycznia 2018 at 21:10

    Czas to oni mieli już od dekady. To oczywiste, że oczekujemy wyników a nie farmazownów o budowaniu zespołu. Sandecja wygrywała i awansowała tak samo może być z GieKSą.

  4. Avatar photo

    Mecza

    11 stycznia 2018 at 21:42

    @Irishman, deklaracje się bardzo dobrze czyta, też bym mógł dzisiaj wystąpić i powiedzieć to co kibice chcą usłyszeć. Wina piłkarzy? Wątpię, brakuje im odpowiedniego przywódcy. Trenerowi dobrze życzę ale będę oceniał dopiero na jesień i tego wszystkim życzę.

  5. Avatar photo

    Ernst

    11 stycznia 2018 at 23:46

    „W klubie najwyraźniej doszli do wniosku, że skoro pierwsza liga to wyścig żółwi w walce o awans, to my chcemy być tym najszybszym żółwiem” Dlatego pewnie Andreja Prokić wybiera tego „powolniejszego” żółwia z Mielca. Szkoda, że w lipcu zagra w ekstraklasie a my 11 sezon w I lidze.

  6. Avatar photo

    Dziadek

    12 stycznia 2018 at 00:58

    Zgadzam się z Kosą. Lepiej coś próbować niż poddać sezon.
    Ta liga jest tak spłaszczona, że 6 pkt to niewiele. Tym bardziej, że znów znajdą się tacy, którzy będą chcieli stracić pkt. Prawie dwa miesiące przygotowań to sporo, jeśli spotka się profesjonalista z profesjonalistami. W takim czasie niejedną drużynę zbudowano, a w Gieksie po likwidacji rezerw jest z czego wybierać.
    Ten klub potrzebuje awansu. Awans podniesie morale, przyciągnie ludzi, może sponsorów, obudzi uśpionych i zmusi miasto do ruchów w sprawie stadionu.

  7. Avatar photo

    Ernst

    12 stycznia 2018 at 04:21

    Zawsze będę kibicował drużynie bo kocham ten klub. Ale pierdolenie, że wracamy do gry z Goncerzem, Foszmańczykiem, Kalinkowskim, Nowakiem, Kamińskim w składzie (bo tak pewnie będzie, trener Paszulewicz dostrzeże w nich potencjał) to kolejne mydlenie oczu. Poraz wtóry inteligentny kibic GieKSy nie da się nabrać. Nie wiem czy felieton szefa stowarzyszenia kibiców to jego personalna naiwność czy gra „do tej samej bramki” co zarządzający klubem. Wiem, że nikt w mieście (czyżby powoli i kibice?) nie chcą awansu do ekstraklasy.
    @Dziadek – sezon już jest oddany, ponieważ Paszulewicz nie spotka się z profesjonalistami (przez lata udowodnili, że nimi nie są a niewątpliwie to oni będą budować skład na wiosnę). Po wielu latach złowieszczenia chcialbym się ten jeden raz pomylić… Proszę nie kasować tego emocjonalnego komentarza…

  8. Avatar photo

    Irishman

    12 stycznia 2018 at 07:15

    @Mecza, ja za stary jestem, żeby się dać nabrać na słodkie słówka, w tym wypadku trenera. I dlatego, jeśli się o nim pozytywnie wypowiadam, to pod warunkiem, ze nie pieprzy mił9o pod kibiców.
    Co do szans na awans, to zgadzam się. Jakieś tam minimalne miał Mandrysz, bo jakoś to w końcu ułożył. Tylko, tak zastanów się co byłoby potem, jak mięlibyśmy tą ekstraklasę mieli obronić. Trener miał w głowie tylko pierwszą drużynę, więc mielibyśmy spaloną ziemię dookoła i emerytów w I składzie.
    Teraz to trzeba wszystko budować od zera, a co gorsza na transfery nie ma co liczyć, bo nie ma kasy. Przecież właściciel jasno dał do zrozumienia, że mamy postawić na młodzież (pewnie wychowanków). Tak więc ten sezon jest już stracony, a kolejne… no jak z nas zrobią Olimpie BIS, której głównym celem jest ogrywanie młodzieży to też.
    Tu nie ma się co łudzić.

  9. Avatar photo

    Stary sympatyk

    12 stycznia 2018 at 10:07

    Jesli godzimy sie z faktem ze grajki robia sobie co chca, zwalniaja trenerow kiedy im sie podoba a energie i ambicje skupiaja na szpanowaniu w galeriach i klubach nocnych, to rzeczywiscie zwolnienie Mandrysza to dobra decyzja.

    Nie potrzeba zadnego trenera skoro i tak moze on grajkom skoczyc. Moze lepiej kase na pensje trenera przeznaczyc na biedne dzieci.

    W takim kontekscie decyzja jest sluszna.

  10. Avatar photo

    Mecza

    12 stycznia 2018 at 10:36

    @Irishman – właśnie o to chodzi, aby awansować gdy są do tego podstawy ale kibice chcą tu i teraz wyniku. Efekt jest taki że od lat nie ma awansu bo presja wywoływana na zarząd powoduje że ich głównym celem nie jest strategia długofalowa – budowa perspektywicznej drużyny – a doraźne zaspakajanie oczekiwań kibiców. Jaka to jest strategia budowy drużyny jak się ściąga chłopa które ma 35lat? Kurcze jestem za tym aby ściągać w tym wieku grajka ale który będzie mentorem dla młodych, grał w reprezentacji, na zachodzie i jest wzorem profesjonalizmu. Podobna sprawa z zawodnikami wypożyczanymi, jest sens tylko i wyłącznie wtedy jak jest opcja wykupu jak się sprawdzą i drużyna która nam wypożycza nie ma nic do gadania. Tylko takie wypożyczenia mają sens. Po co nam n-ty tymczasowy?

  11. Avatar photo

    Prezes1964

    12 stycznia 2018 at 12:48

    Dajmy szanse trenerowi, tak na prawdę co my mamy do stracenia ? Ciekawa jest tez postać Jakuba Dziółki, który zostawia na pozycji lidera 3 ligi Skre Częstochowa żeby w Katowicach być asystentem. Ci ludzie maja coś do udowodnienia, dla nich to TEZ szansa żeby wskoczyć na karuzele

  12. Avatar photo

    stefano

    12 stycznia 2018 at 13:44

    Nowy rok, nowa ekipa trenerska , nowe nadzieje , ciekawe co z tego wyjdzie .
    Kasa jest , wiec od pierwszego meczu zwierać szeregi i na Bukowa i wyjazdy.
    Po kilku kolejkach będziemy wiedzieć kto dał rade i przekonał trenerów.
    Licze żę , paru lebrów nie doczeka pierwszej wiosennej kolejki !!!

  13. Avatar photo

    Irishman

    12 stycznia 2018 at 14:01

    @Mecza, tak ale my nie mamy czasu na jakieś plany długofalowe. Za długo kisimy się w tej p….j I lidze. Zobacz sobie na frekwencje, a jak nie osiągniemy wkrótce sukcesu, to będzie coraz gorzej. A przecież tak naprawdę to tylko kibicom zależy na GieKSie.
    Myślę więc, że trzeba to jakoś pogodzić, czyli mieć jakiś plan ale w między czasie próbować osiągnąć sukces, a nie jak to zrobił właściciel klubu wywiesić biała flagę jeszcze jesienią. A zresztą cały ten miniony rok był pokręcony na maksa, pełen nieprzemyślanych działań, sprzecznych ze sobą decyzji, beznadziejnych wypowiedzi itp.
    Oby to nowe otwarcie zakończyło wreszcie ten bałagan. A nowej ekipie pozostaje życzyć powodzenia!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga