Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Progres i optymizm, czyli jedna wielka iluzja…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wielu z kibiców zapewne z ulgą przyjęło, że piłkarski rok się już skończył. W obecnym, XXI wieku to był najgorszy sportowo rok kalendarzowy. Nawet gdy GKS Katowice spadał z ekstraklasy – nie było tak źle. Wówczas bowiem mieliśmy drużynę słabą, ale ambitną. Taką, na którą kibice chodzili z przyjemnością. Walczącą do końca, nie tylko z przeciwnikiem, ale i z przeciwnościami losu. To była ekipa, która w ósemkę przeciw dwunastu przeciwnikom (rywal i sędzia) potrafiła do końca walczyć z Odrą Wodzisław. Wtedy nawet bramka Odry w doliczonym czasie gry degradująca nasz klub nie powodowała, że ktokolwiek powiedział złe słowo. A kibice na ostatni mecz z Górnikiem pojawili się pod kasami, by pożegnać ekstraklasę, mimo że stadion był zamknięty.

Potem mieliśmy czwartą, trzecią ligę i od 10 lat zaplecze ekstraklasy. Wiodło nam się raz lepiej, choć częściej gorzej. O awans do tejże wymarzonej ekstraklasy nie ocieraliśmy jednak praktycznie wcale.

Ten rok miał to zmienić. Czołówka traciła punkty na tyle często, że i strata punktów przez GKS utrzymywała nasz klub w grze. I cały czas słuchaliśmy śpiewek Jerzego Brzęczka, cały czas mamił nas Dariusz Motała, a piłkarze mówili o szansach. My też robiąc dobrą minę do złej gry, propagując hasło „Cała GieKSa razem”, wierzyliśmy – z każdym tygodniem z gasnącym entuzjazmem – że jedna na ten najwyższy szczebel uda się prześliznąć.

Jakaż to była wielka iluzja… Przecież tak naprawdę w każdej poważnej lidze po kilku wiosennych meczach mielibyśmy 15 punktów straty i moglibyśmy gasić światło, trenera już rozliczać, i kłaść krzyżyk na sezonie. Tylko dlatego, że inni byli równie wielkimi patałachami, było inaczej. Tutaj byliśmy cały czas w nadziei, że zespół jest jednak na tyle dobry, że wygra kilka meczów z rzędu i umocni się w strefie awansu. Nie będziemy przypominać, co działo się za każdym takim razem…

Iluzja – słowo klucz. Iluzja, którą przeżywamy na nowo teraz, w grudniu 2017. Iluzja podkręcana przez trenera Piotra Mandrysza i dyrektora sportowego Tadeusza Bartnika.

Jeszcze raz przytoczymy słowa trenera Piotra Mandrysza z konferencji prasowej po meczu z Miedzią:

Ruchy personalne determinuje wynik, my dziś kończymy rundę i na pewno w najbliższych dniach będziemy analizować kadrę i ewentualne możliwości uzupełnienia kadry. Jestem przeciwnikiem rewolucji, w lecie to miało miejsce. Jestem zwolennikiem drobnych retuszy bo czas działa na korzyść zespołu. Nieprzypadkowo przez pierwsze 10 spotkań zdobyliśmy 9 punktów a w kolejnych 19. Progres jest więc duży i byłbym ostrożny by teraz mówić kogo chcemy a kogo nie chcemy w zespole.

W materiale oficjalnej strony klubu na temat rundy wypowiedział się też dyrektor Bartnik, który stwierdził:

Rundę trzeba podzielić na dwa okresy. Pierwszy, w którym drużyna zdobyła 8 punktów i to jest dokładnie połowa rundy i drugi, w którym zespół zdobył tych punktów 20. To pokazuje, że jest możliwość tego, aby GKS ze swoim potencjałem, jakim dysponuje, zdobywał punkty i zdobywał je seriami. I to jest chyba najbardziej optymistyczny wniosek, który można wysnuć po tej rundzie.

OK, nie będziemy się jakoś bardzo czepiać (tylko troszkę) tych wypowiedzi, bo też trudno, aby przedstawiciele klubu byli mało dyplomatyczni, żeby stwierdzili, tak jak większość kibiców, że z tej mąki chleba nie będzie. Z drugiej strony właśnie takie dyplomatyczne podejście powodowało, że brak twardej ręki powodował niski poziom motywacyjny zawodników. Jeszcze jeden problem jest jednak taki, że zachodzi poważna obawa, że trener i dyrektor szczerze wierzą w to, że zespół w tym kształcie jest poważną drużyną mogącą walczyć o awans do ekstraklasy, bo oczywiście tylko taki cel jest jedynym sensownym.

Kibice i my redaktorzy nieraz jesteśmy narwani to fakt, ale nikt nie wmówi mi, że człowiek oglądający większość lub prawie wszystkie mecze GKS Katowice w 2017 roku nie ma realnego osądu rzeczywistości. Kibice nie są głupi i potrafią odróżnić tak podstawowe rzeczy jak to, czy piłkarz walczy czy się nie angażuje. Czy jest dobry czy słaby. Czy w końcu można na nim opierać przyszłość i nadzieję czy po prostu należałoby się z nim jak najszybciej pożegnać. Oczywiście zdarzają się pomyłki w takiej ocenie, jednak na pewno nie na skalę całej drużyny, jej oceny jako całokształtu i przewidywań na przyszłość. To nie jest ocena na podstawie jednego czy dwóch meczów, tylko całokształtu twórczości danego zawodnika przez rundę, sezon czy nawet kilka lat.

Kibice GieKSy mają od lat przykre doświadczenia z piłkarzami z jednej strony słabymi, z drugiej strony – mało ambitnymi albo wprost olewającymi angażowanie się w grę. Pamiętamy piłkarzy z umiejętnościami na ekstraklasę, którzy nie potrafili z tego skorzystać w sposób zadowalający. Obecnie piłkarze są słabsi, ale niestety grzech olewactwa jest aż nadto widoczny.

Oczywiście to nie jest niemożliwe, by z tą kadrą awansować do ekstraklasy i odrobić 6-punktową stratę. Liga jest słaba, tabela spłaszczona do granic możliwości, a drużyny w większości dość wyrównane. Jednak do tego trzeba mieć piłkarzy poważnych, nawet nie super grających. Po prostu poważnych, którzy rzetelnie, na tyle na ile umieją, ale z sercem wykonują swoje obowiązki.

Problemem od lat nie jest to, że GKS nie wznosi się na wyżyny. Problemem jest to, że zespół nie potrafi osiągnąć minimum przyzwoitości w kluczowych momentach, co już samo w sobie dałoby ten awans w cuglach. Ilość dziwnych, niezrozumiałych przegranych meczów w tym roku była zatrważająca. Ilość meczów, w których posądziliśmy zawodników o brak zaangażowania również.

Patrząc na doświadczenie obecnej kadry, trudno marzyć o awansie, jeśli chodzi o kwestie mentalną. W tym sezonie widzieliśmy na Bukowej kilka drużyn, które jeździły na dupie podczas gdy nasi zawodnicy stali i pozorowali grę. Przegrali u siebie z outsiderami, z drużynami, z którymi przegrać prawa nie mieli. Przegrywali z najgorszymi na dany moment Wigrami czy Ruchem. Z Odrą Opole w komplecie wyglądali, jakby dzień wcześniej nawalili się i wyszli na upał skacowani. W Tychach jawnie przycięli w pręta, już tak naprawdę nie udając nawet, że zależy im na korzystnym wyniku.

Na wiosnę mieliśmy pozorantów, ale trudno nie odnieść wrażenia, że po wietrzeniu szatni, przyszli do niej następni zawodnicy, którzy przesiąknęli bylejakością. Grzechem jednak największym było to, że w klubie pozostali jedni z najbardziej winnych braku awansu, czyli przede wszystkim największy leser Tomasz Foszmańczyk, ale także fatalny Grzegorz Goncerz czy symbol katowickiej przeciętności Mateusz Kamiński.

Niestety po sezonie od prezesa Wojciecha Cygana usłyszeliśmy, że Kamiński rozegrał bardzo przyzwoity sezon, a Foszmańczyk najlepszy w karierze. I w momencie, gdy kibice domagali się odejścia tych zawodników, oni nie tylko zostali, ale także zostali w ten sposób ocenieni przez prezesa. Nie muszę chyba mówić, że takie podejście i trzymanie tych zawodników wróżyło fatalnie klubowi na rundę jesienną.

Nie myliliśmy się. Foszmańczyk akurat zbyt wiele się nie nagrał, Kamiński natomiast zawalił kilka meczów, a wystawianie Goncerza jest robieniem krzywdy byłemu kapitanowi GKS, a największą krzywdę zrobił mu trener Mandrysz wystawiając od pierwszej minuty w meczu z Ruchem Chorzów.

I teraz jest taka kwestia. Pisaliśmy kilka razy, że trucizny z szatni GKS Katowice należy się pozbyć. Jeśli nie dokonamy detoksu w postaci pozbycia się kilku zawodników – a ci wymienieni są pierwsi w kolejce – ta trucizna będzie zatruwać ten klub coraz bardziej i wpływać na coraz to kolejne organy. Przypominamy, że piłkarze zwolnili już trenera, dyrektora (choć Motała to też niezły gagatek), prezesa, wykopali AASA-ę i sporą liczbę kibiców. Ludzie widzą wyniki i brak zaangażowania i jedni po drugich odwracają się od GKS, bo ich marzenia o wielkim klubie są niszczone przez ludzi, którzy tego klubu w sercu nie mają. Utrata wiary to najgorsza rzecz, jaka się może przydarzyć kibicowi. A niestety choć ta wiara jest coraz bardziej irracjonalna i pozbawiona jakichkolwiek argumentów, piłkarze mają ciągle coś dodatkowego w zanadrzu by ją jeszcze bardziej podkopać.

Przeświadczenie Mandrysza i Bartnika, że ta drużyna rokuje jest niepokojące. Oczywiście oni mówią o zmianach, ale dają do zrozumienia, że raczej w formie uzupełnień. Niestety zanosi się na to, że największe zło w tej szatni zostanie, a na to nie ma akceptacji – mojej i wielu podobnie myślących kibicach. Na myśl, że na boisku znów będą pojawiać się – nawet sporadycznie – Goncerz i Kamiński, odbiera ochotę, z całą sympatią do tych zawodników. Natomiast perspektywa tego, że jeśli Foszmańczyk będzie zdrowy i wokół niego może (i być może chce) budować drużynę Mandrysz – to po prostu jest trenerski kryminał i za sam taki pomysł ktoś powinien stracić pracę i najlepiej dostać zakaz zbliżania się do Bukowej.

Oczywiście wymieniliśmy tych trzech zawodników, ale do pożegnania kandydowałoby wielu więcej, bo albo również się nie angażują i olewają, albo są po prostu beznadziejnie słabi i z nimi już typowo sportowo nic nie zwojujemy. Nazwiska przewijały się na naszej stronie wielokrotnie, więc nie będziemy powtarzać.

Zdajemy sobie sprawę, że trudno ot tak wywalić niektórych zawodników, bo mają ważne kontrakty. Wiemy też, że kluby piłkarskie to zakłady pracy chronionej, więc można ciąć w wałka, a i tak włos z głowy jednemu czy drugiemu piłkarzowi nie spadnie, bo „są przepisy”. Nawet więc jeśli będą zatruwać szatnię, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nie wystawiać ich do meczowej osiemnastki. Niech sobie trenują (albo i nie), ale o grze zapomną. Tylko czy na taki manewr zdecyduje się zadowolony i patrzący z optymizmem na ten zestaw ludzki trener Mandrysz? Wątpliwe.

Oczywiście na razie nie ma żadnych decyzji, więc nie komentujemy działań dyrektora i trenera. Bardziej są to przewidywania i wątpliwości, trochę na podstawie ich wypowiedzi teraz i wypowiedzi trenera z całej jesieni. Mam nadzieję, że dyplomacja jest tylko w mediach, w realnym działaniu będzie inaczej, bo po prostu niektórzy zawodnicy nie od dziś nie zasługują na przywdziewanie tych barw.

I jeszcze słówko o Złotych Bukach. Bardzo nam nie pasowało, że znajdzie się w nich kategoria „Piłkarz Roku”, bo uznaliśmy, że kuriozalnym jest za tak żenujący rok jeszcze dawać nagrody. Klub jednak optował za tym, żeby ta kategoria była, ze względu na same wydarzenie organizacyjnie, PR-owe. Zgodziliśmy się, choć były też duże spory, co do ilości kandydatów i personaliów. Kibice mają pretensje o to, że kategoria „Piłkarz Roku” się pojawiła. I są to pretensje oczywiście jak najbardziej uzasadnione.

Niech jednak do wszystkich przemówi to, kto został nominowany. Alan Czerwiński, do którego kibice mają sympatię i życzą mu wszystkiego dobrego w ekstraklasie. Andreja Prokić, który strzelił kilka bramek, w kluczowych meczach co prawda zawiódł, ale również ma fory u kibiców. W końcu Adrian Błąd, który swoimi trzema bramkami i ze dwoma dobrymi meczami znalazł się w kategorii nieosiągalnej dla całej reszty leserów. Wystarczyło pokazać odrobinę chęci i zaangażowania. Tylko i aż tyle.

Czekamy na zdecydowane ruchy klubu. Na tę chwilę sprawa jest prosta – im dłużej tolerowana będzie obecność w klubie zawodników, którzy sabotują działania GieKSy, tym szybciej stadion przy Bukowej będzie się coraz bardziej wyludniać. Aż do momentu, w którym pozostanie jedynie kilkuset najbardziej chorych z miłości do tego klubu GieKSiarzy…

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    7 grudnia 2017 at 15:08

    Powiało pesymizmem ale to lepsze niż pompowanie balonika, rzeczywistość będzie o wiele przyjemniejsza. Jestem przekonany iż w pozostałych 15 meczach zdobędą więcej niż teraz w 19 (28 pkt) i to będzie najlepszy sezon od kiedy jesteśmy w tej lidze. Liga na wiosnę będzie chyba taka sama jak rok temu (poza Chojniczanką która odjedzie) Kto zdobędzie 60 punktów powinien z 2 miejsca awansować.

  2. Avatar photo

    Greg

    7 grudnia 2017 at 15:46

    Panowie skład jest jaki jest każdy wie ze potrzebne są zmiany należy sprowadzić jakościowo lepszych piłkarzy tylko jak dyrektor mówi ze pieniędzy moze nie byc na transfery to huj z tego będzie wszystko zależy od głównego udziałowca miasta jak miasto da zielone światło mamy awans jak nie niezbędnie tyle w temacie bez napalania

  3. Avatar photo

    artur

    7 grudnia 2017 at 17:45

    ale miasto własnie dlatego nie dało kasy żeby nie było awansu i nie ma się co łudzić choćby dogonili czołówkę to na 2 kolejki przed oddadzą mecz. Cała rzecz polega na tym, że nikt nie rozliczy miasta i Krupy.

  4. Avatar photo

    Marcin

    8 grudnia 2017 at 12:00

    Cześć,
    rozumiem rozgoryczenie i narzekanie, ale to nic nie da. Albo pogodzimy się z rzeczywistością i będziemy z GKS na dobre i złe, albo lepiej nic nie mówmy. Shellu, sorry, ale czy Tobie by się chciało, gdybyś z każdej strony był tylko obrażany. Kibic jest od dopingu, a od oceniania jest prezes. Jeśli ja bym ciągle narzekał na moich pracowników, to albo by się na mnie wypieli (i tak czuję, że robią piłkarze), albo po prostu się zwolnili. A powiedzmy szczerze, nie stać nas na lepszych.
    A i jeszcze jedno. Od lat 80-tych kibicuję też Milanowi (ten wydał ponad 200 mil euro na transfery), który remisuje z najgorszą drużyną, która nie zdobyła nawet punktu. I co nikt na piłkarzy nie narzeka, tylko jeszcze bardziej ich motywuje. Może nad tym trzeba się zastanowić …
    Pozdrawiam
    Marcin

  5. Avatar photo

    kejta

    8 grudnia 2017 at 16:20

    @marcin
    w zyciu wiekszych bzdur nie czytalem! Co to wogole ze haslo: czy im by sie chcialo jakby z kazdej strony byli obrazani?! Im ma sie chciec nawet jakby stadion byl zamkniety przez caly sezon! kurwa chopie jakie obrazanie? Na kazdym wyjezdzie komplet i doping caly mecz mimo ze graja kupe przez caly rok, u siebie motywacja na Ruch komplet na trybunach i znowu kupa. Po takim roku kopacze nie zasluguja na zadne pochwaly! Tylko krytyka! Sorry chopie ale bredzisz

  6. Avatar photo

    Mecza

    9 grudnia 2017 at 12:05

    @Marcin rozumiem Twój tok myślenia ale… Mnie nie interesuje czy oni mają GKS w sercu, cy są obrażeni itp, itd. Mogą być ale jeśli w kadrze będą ambitni pracownicy którzy chcą zarabiać grając w piłkę w ekstraklasie a najlepiej na zachodzie to co im z obrażania się? Facet ma 10 lat do wykorzystania i olewa swoje życie bo ktoś go skrytykował, obraził? Jeśli mamy takich „piłkarzy” to trzeba szukać szybko innych. Mogę mieć wyjeb… na GKS ale niech grają tacy co są ambitni i chcą osiągnąć wysoki poziom. Wówczas wyniki będą.

  7. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:06

    O tyle rozumiem tok myślenia Marcina, że obecna kadra dostawała od samego początku sezonu za przewinienia tej z wiosny.
    Jednak właśnie dlatego tym bardziej powinnismy się pozbyć za wszelką cenę tych, którzy najbardziej kojarzą się kibicom z tym wiosennym wstydem. I nie tylko chodzi o wymienioną trójkę ale i w moim przekonaniu także o Kalinkowskiego czy Nowaka. Uważam, że gdyby tylko ta piątka odeszła i nikt nie przeszedłby to bylibyśmy silniejsi. Chociażby z tego powodu, że trener nie mógłby na nich postawić i musiałby kombinować. A, że jak pokombinuje to czasem wychodzi to nieźle pokazują ostatnie mecze Kulińskiego czy Słomki.

  8. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:10

    A poza tym poprawiłoby to stosunki pomiędzy drużyną, a kibicami co jest nieodzowne, żeby coś osiągnąć, a co (tu się będę upierał) ciągle osiągnąć możemy! I żadne spotkania z kibicami niczego tu nie zmienią.

  9. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:22

    a Ty Irishman dalej swoje, zrozum że oni nie awansują nawet jakby chcieli bo im nie wolno, juz to dał do zrozumienia w tym roku Krupa, a w poprzednich sezonach artykułowali to innymi sposobami.

  10. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:25

    I dlatego dobra rada dla Shella, nie ma co się wysilać bo tylko zawód będzie tu trza uderzać w Ktupe a nie w piłkarzy oni są tylko wykonawcami założonego planu.

  11. Avatar photo

    Mecza

    11 grudnia 2017 at 08:39

    @artur twoją teorię o zakazie awansu możesz bajtlowi opowiadać, głupota do potęgi. Tak zakaz byłby przecież doskonałym alibi dla „piłkarzy” dlaczego dobrze nie grają. Kto ostatnio odszedł? Np. Duda, Wołkowicz – odeszli i są nadal zastraszeni, grozi im Krupa i dlatego nie mówią o zakazie awansu w Katowicach. Oni chcieli bo są bardzo dobrymi piłkarzami ale nie mogli awansować? Ci co są w kadrze również są bardzo dobrymi piłkarzami ale im Krupa zabronił? Może mają 10 letnie kontrakty na granie w chu..?

  12. Avatar photo

    artur

    11 grudnia 2017 at 15:23

    zbanalizowałeś to bardzo. A Ty wierz sobie dalej w awanse i budowanie drużyny a na koniec sezonu zobaczymy kto miał rację.

  13. Avatar photo

    Mecza

    12 grudnia 2017 at 08:05

    Ja nigdzie nie napisałem że awansują, wiem tylko że to nie kwestia jakiegokolwiek zakazu. Piłkarze mają gdzieś Krupę i on sobie może mówić, zakazywać maja to w du… Jak będą mieli umiejętności to awansują nie patrząc na nikogo. Jak będą dobrzy to zrobią awans i pójdą za darmo gdzieś gdzie lepiej płącą, Krupie nic do tego.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga