Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Progres i optymizm, czyli jedna wielka iluzja…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wielu z kibiców zapewne z ulgą przyjęło, że piłkarski rok się już skończył. W obecnym, XXI wieku to był najgorszy sportowo rok kalendarzowy. Nawet gdy GKS Katowice spadał z ekstraklasy – nie było tak źle. Wówczas bowiem mieliśmy drużynę słabą, ale ambitną. Taką, na którą kibice chodzili z przyjemnością. Walczącą do końca, nie tylko z przeciwnikiem, ale i z przeciwnościami losu. To była ekipa, która w ósemkę przeciw dwunastu przeciwnikom (rywal i sędzia) potrafiła do końca walczyć z Odrą Wodzisław. Wtedy nawet bramka Odry w doliczonym czasie gry degradująca nasz klub nie powodowała, że ktokolwiek powiedział złe słowo. A kibice na ostatni mecz z Górnikiem pojawili się pod kasami, by pożegnać ekstraklasę, mimo że stadion był zamknięty.

Potem mieliśmy czwartą, trzecią ligę i od 10 lat zaplecze ekstraklasy. Wiodło nam się raz lepiej, choć częściej gorzej. O awans do tejże wymarzonej ekstraklasy nie ocieraliśmy jednak praktycznie wcale.

Ten rok miał to zmienić. Czołówka traciła punkty na tyle często, że i strata punktów przez GKS utrzymywała nasz klub w grze. I cały czas słuchaliśmy śpiewek Jerzego Brzęczka, cały czas mamił nas Dariusz Motała, a piłkarze mówili o szansach. My też robiąc dobrą minę do złej gry, propagując hasło „Cała GieKSa razem”, wierzyliśmy – z każdym tygodniem z gasnącym entuzjazmem – że jedna na ten najwyższy szczebel uda się prześliznąć.

Jakaż to była wielka iluzja… Przecież tak naprawdę w każdej poważnej lidze po kilku wiosennych meczach mielibyśmy 15 punktów straty i moglibyśmy gasić światło, trenera już rozliczać, i kłaść krzyżyk na sezonie. Tylko dlatego, że inni byli równie wielkimi patałachami, było inaczej. Tutaj byliśmy cały czas w nadziei, że zespół jest jednak na tyle dobry, że wygra kilka meczów z rzędu i umocni się w strefie awansu. Nie będziemy przypominać, co działo się za każdym takim razem…

Iluzja – słowo klucz. Iluzja, którą przeżywamy na nowo teraz, w grudniu 2017. Iluzja podkręcana przez trenera Piotra Mandrysza i dyrektora sportowego Tadeusza Bartnika.

Jeszcze raz przytoczymy słowa trenera Piotra Mandrysza z konferencji prasowej po meczu z Miedzią:

Ruchy personalne determinuje wynik, my dziś kończymy rundę i na pewno w najbliższych dniach będziemy analizować kadrę i ewentualne możliwości uzupełnienia kadry. Jestem przeciwnikiem rewolucji, w lecie to miało miejsce. Jestem zwolennikiem drobnych retuszy bo czas działa na korzyść zespołu. Nieprzypadkowo przez pierwsze 10 spotkań zdobyliśmy 9 punktów a w kolejnych 19. Progres jest więc duży i byłbym ostrożny by teraz mówić kogo chcemy a kogo nie chcemy w zespole.

W materiale oficjalnej strony klubu na temat rundy wypowiedział się też dyrektor Bartnik, który stwierdził:

Rundę trzeba podzielić na dwa okresy. Pierwszy, w którym drużyna zdobyła 8 punktów i to jest dokładnie połowa rundy i drugi, w którym zespół zdobył tych punktów 20. To pokazuje, że jest możliwość tego, aby GKS ze swoim potencjałem, jakim dysponuje, zdobywał punkty i zdobywał je seriami. I to jest chyba najbardziej optymistyczny wniosek, który można wysnuć po tej rundzie.

OK, nie będziemy się jakoś bardzo czepiać (tylko troszkę) tych wypowiedzi, bo też trudno, aby przedstawiciele klubu byli mało dyplomatyczni, żeby stwierdzili, tak jak większość kibiców, że z tej mąki chleba nie będzie. Z drugiej strony właśnie takie dyplomatyczne podejście powodowało, że brak twardej ręki powodował niski poziom motywacyjny zawodników. Jeszcze jeden problem jest jednak taki, że zachodzi poważna obawa, że trener i dyrektor szczerze wierzą w to, że zespół w tym kształcie jest poważną drużyną mogącą walczyć o awans do ekstraklasy, bo oczywiście tylko taki cel jest jedynym sensownym.

Kibice i my redaktorzy nieraz jesteśmy narwani to fakt, ale nikt nie wmówi mi, że człowiek oglądający większość lub prawie wszystkie mecze GKS Katowice w 2017 roku nie ma realnego osądu rzeczywistości. Kibice nie są głupi i potrafią odróżnić tak podstawowe rzeczy jak to, czy piłkarz walczy czy się nie angażuje. Czy jest dobry czy słaby. Czy w końcu można na nim opierać przyszłość i nadzieję czy po prostu należałoby się z nim jak najszybciej pożegnać. Oczywiście zdarzają się pomyłki w takiej ocenie, jednak na pewno nie na skalę całej drużyny, jej oceny jako całokształtu i przewidywań na przyszłość. To nie jest ocena na podstawie jednego czy dwóch meczów, tylko całokształtu twórczości danego zawodnika przez rundę, sezon czy nawet kilka lat.

Kibice GieKSy mają od lat przykre doświadczenia z piłkarzami z jednej strony słabymi, z drugiej strony – mało ambitnymi albo wprost olewającymi angażowanie się w grę. Pamiętamy piłkarzy z umiejętnościami na ekstraklasę, którzy nie potrafili z tego skorzystać w sposób zadowalający. Obecnie piłkarze są słabsi, ale niestety grzech olewactwa jest aż nadto widoczny.

Oczywiście to nie jest niemożliwe, by z tą kadrą awansować do ekstraklasy i odrobić 6-punktową stratę. Liga jest słaba, tabela spłaszczona do granic możliwości, a drużyny w większości dość wyrównane. Jednak do tego trzeba mieć piłkarzy poważnych, nawet nie super grających. Po prostu poważnych, którzy rzetelnie, na tyle na ile umieją, ale z sercem wykonują swoje obowiązki.

Problemem od lat nie jest to, że GKS nie wznosi się na wyżyny. Problemem jest to, że zespół nie potrafi osiągnąć minimum przyzwoitości w kluczowych momentach, co już samo w sobie dałoby ten awans w cuglach. Ilość dziwnych, niezrozumiałych przegranych meczów w tym roku była zatrważająca. Ilość meczów, w których posądziliśmy zawodników o brak zaangażowania również.

Patrząc na doświadczenie obecnej kadry, trudno marzyć o awansie, jeśli chodzi o kwestie mentalną. W tym sezonie widzieliśmy na Bukowej kilka drużyn, które jeździły na dupie podczas gdy nasi zawodnicy stali i pozorowali grę. Przegrali u siebie z outsiderami, z drużynami, z którymi przegrać prawa nie mieli. Przegrywali z najgorszymi na dany moment Wigrami czy Ruchem. Z Odrą Opole w komplecie wyglądali, jakby dzień wcześniej nawalili się i wyszli na upał skacowani. W Tychach jawnie przycięli w pręta, już tak naprawdę nie udając nawet, że zależy im na korzystnym wyniku.

Na wiosnę mieliśmy pozorantów, ale trudno nie odnieść wrażenia, że po wietrzeniu szatni, przyszli do niej następni zawodnicy, którzy przesiąknęli bylejakością. Grzechem jednak największym było to, że w klubie pozostali jedni z najbardziej winnych braku awansu, czyli przede wszystkim największy leser Tomasz Foszmańczyk, ale także fatalny Grzegorz Goncerz czy symbol katowickiej przeciętności Mateusz Kamiński.

Niestety po sezonie od prezesa Wojciecha Cygana usłyszeliśmy, że Kamiński rozegrał bardzo przyzwoity sezon, a Foszmańczyk najlepszy w karierze. I w momencie, gdy kibice domagali się odejścia tych zawodników, oni nie tylko zostali, ale także zostali w ten sposób ocenieni przez prezesa. Nie muszę chyba mówić, że takie podejście i trzymanie tych zawodników wróżyło fatalnie klubowi na rundę jesienną.

Nie myliliśmy się. Foszmańczyk akurat zbyt wiele się nie nagrał, Kamiński natomiast zawalił kilka meczów, a wystawianie Goncerza jest robieniem krzywdy byłemu kapitanowi GKS, a największą krzywdę zrobił mu trener Mandrysz wystawiając od pierwszej minuty w meczu z Ruchem Chorzów.

I teraz jest taka kwestia. Pisaliśmy kilka razy, że trucizny z szatni GKS Katowice należy się pozbyć. Jeśli nie dokonamy detoksu w postaci pozbycia się kilku zawodników – a ci wymienieni są pierwsi w kolejce – ta trucizna będzie zatruwać ten klub coraz bardziej i wpływać na coraz to kolejne organy. Przypominamy, że piłkarze zwolnili już trenera, dyrektora (choć Motała to też niezły gagatek), prezesa, wykopali AASA-ę i sporą liczbę kibiców. Ludzie widzą wyniki i brak zaangażowania i jedni po drugich odwracają się od GKS, bo ich marzenia o wielkim klubie są niszczone przez ludzi, którzy tego klubu w sercu nie mają. Utrata wiary to najgorsza rzecz, jaka się może przydarzyć kibicowi. A niestety choć ta wiara jest coraz bardziej irracjonalna i pozbawiona jakichkolwiek argumentów, piłkarze mają ciągle coś dodatkowego w zanadrzu by ją jeszcze bardziej podkopać.

Przeświadczenie Mandrysza i Bartnika, że ta drużyna rokuje jest niepokojące. Oczywiście oni mówią o zmianach, ale dają do zrozumienia, że raczej w formie uzupełnień. Niestety zanosi się na to, że największe zło w tej szatni zostanie, a na to nie ma akceptacji – mojej i wielu podobnie myślących kibicach. Na myśl, że na boisku znów będą pojawiać się – nawet sporadycznie – Goncerz i Kamiński, odbiera ochotę, z całą sympatią do tych zawodników. Natomiast perspektywa tego, że jeśli Foszmańczyk będzie zdrowy i wokół niego może (i być może chce) budować drużynę Mandrysz – to po prostu jest trenerski kryminał i za sam taki pomysł ktoś powinien stracić pracę i najlepiej dostać zakaz zbliżania się do Bukowej.

Oczywiście wymieniliśmy tych trzech zawodników, ale do pożegnania kandydowałoby wielu więcej, bo albo również się nie angażują i olewają, albo są po prostu beznadziejnie słabi i z nimi już typowo sportowo nic nie zwojujemy. Nazwiska przewijały się na naszej stronie wielokrotnie, więc nie będziemy powtarzać.

Zdajemy sobie sprawę, że trudno ot tak wywalić niektórych zawodników, bo mają ważne kontrakty. Wiemy też, że kluby piłkarskie to zakłady pracy chronionej, więc można ciąć w wałka, a i tak włos z głowy jednemu czy drugiemu piłkarzowi nie spadnie, bo „są przepisy”. Nawet więc jeśli będą zatruwać szatnię, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nie wystawiać ich do meczowej osiemnastki. Niech sobie trenują (albo i nie), ale o grze zapomną. Tylko czy na taki manewr zdecyduje się zadowolony i patrzący z optymizmem na ten zestaw ludzki trener Mandrysz? Wątpliwe.

Oczywiście na razie nie ma żadnych decyzji, więc nie komentujemy działań dyrektora i trenera. Bardziej są to przewidywania i wątpliwości, trochę na podstawie ich wypowiedzi teraz i wypowiedzi trenera z całej jesieni. Mam nadzieję, że dyplomacja jest tylko w mediach, w realnym działaniu będzie inaczej, bo po prostu niektórzy zawodnicy nie od dziś nie zasługują na przywdziewanie tych barw.

I jeszcze słówko o Złotych Bukach. Bardzo nam nie pasowało, że znajdzie się w nich kategoria „Piłkarz Roku”, bo uznaliśmy, że kuriozalnym jest za tak żenujący rok jeszcze dawać nagrody. Klub jednak optował za tym, żeby ta kategoria była, ze względu na same wydarzenie organizacyjnie, PR-owe. Zgodziliśmy się, choć były też duże spory, co do ilości kandydatów i personaliów. Kibice mają pretensje o to, że kategoria „Piłkarz Roku” się pojawiła. I są to pretensje oczywiście jak najbardziej uzasadnione.

Niech jednak do wszystkich przemówi to, kto został nominowany. Alan Czerwiński, do którego kibice mają sympatię i życzą mu wszystkiego dobrego w ekstraklasie. Andreja Prokić, który strzelił kilka bramek, w kluczowych meczach co prawda zawiódł, ale również ma fory u kibiców. W końcu Adrian Błąd, który swoimi trzema bramkami i ze dwoma dobrymi meczami znalazł się w kategorii nieosiągalnej dla całej reszty leserów. Wystarczyło pokazać odrobinę chęci i zaangażowania. Tylko i aż tyle.

Czekamy na zdecydowane ruchy klubu. Na tę chwilę sprawa jest prosta – im dłużej tolerowana będzie obecność w klubie zawodników, którzy sabotują działania GieKSy, tym szybciej stadion przy Bukowej będzie się coraz bardziej wyludniać. Aż do momentu, w którym pozostanie jedynie kilkuset najbardziej chorych z miłości do tego klubu GieKSiarzy…

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    7 grudnia 2017 at 15:08

    Powiało pesymizmem ale to lepsze niż pompowanie balonika, rzeczywistość będzie o wiele przyjemniejsza. Jestem przekonany iż w pozostałych 15 meczach zdobędą więcej niż teraz w 19 (28 pkt) i to będzie najlepszy sezon od kiedy jesteśmy w tej lidze. Liga na wiosnę będzie chyba taka sama jak rok temu (poza Chojniczanką która odjedzie) Kto zdobędzie 60 punktów powinien z 2 miejsca awansować.

  2. Avatar photo

    Greg

    7 grudnia 2017 at 15:46

    Panowie skład jest jaki jest każdy wie ze potrzebne są zmiany należy sprowadzić jakościowo lepszych piłkarzy tylko jak dyrektor mówi ze pieniędzy moze nie byc na transfery to huj z tego będzie wszystko zależy od głównego udziałowca miasta jak miasto da zielone światło mamy awans jak nie niezbędnie tyle w temacie bez napalania

  3. Avatar photo

    artur

    7 grudnia 2017 at 17:45

    ale miasto własnie dlatego nie dało kasy żeby nie było awansu i nie ma się co łudzić choćby dogonili czołówkę to na 2 kolejki przed oddadzą mecz. Cała rzecz polega na tym, że nikt nie rozliczy miasta i Krupy.

  4. Avatar photo

    Marcin

    8 grudnia 2017 at 12:00

    Cześć,
    rozumiem rozgoryczenie i narzekanie, ale to nic nie da. Albo pogodzimy się z rzeczywistością i będziemy z GKS na dobre i złe, albo lepiej nic nie mówmy. Shellu, sorry, ale czy Tobie by się chciało, gdybyś z każdej strony był tylko obrażany. Kibic jest od dopingu, a od oceniania jest prezes. Jeśli ja bym ciągle narzekał na moich pracowników, to albo by się na mnie wypieli (i tak czuję, że robią piłkarze), albo po prostu się zwolnili. A powiedzmy szczerze, nie stać nas na lepszych.
    A i jeszcze jedno. Od lat 80-tych kibicuję też Milanowi (ten wydał ponad 200 mil euro na transfery), który remisuje z najgorszą drużyną, która nie zdobyła nawet punktu. I co nikt na piłkarzy nie narzeka, tylko jeszcze bardziej ich motywuje. Może nad tym trzeba się zastanowić …
    Pozdrawiam
    Marcin

  5. Avatar photo

    kejta

    8 grudnia 2017 at 16:20

    @marcin
    w zyciu wiekszych bzdur nie czytalem! Co to wogole ze haslo: czy im by sie chcialo jakby z kazdej strony byli obrazani?! Im ma sie chciec nawet jakby stadion byl zamkniety przez caly sezon! kurwa chopie jakie obrazanie? Na kazdym wyjezdzie komplet i doping caly mecz mimo ze graja kupe przez caly rok, u siebie motywacja na Ruch komplet na trybunach i znowu kupa. Po takim roku kopacze nie zasluguja na zadne pochwaly! Tylko krytyka! Sorry chopie ale bredzisz

  6. Avatar photo

    Mecza

    9 grudnia 2017 at 12:05

    @Marcin rozumiem Twój tok myślenia ale… Mnie nie interesuje czy oni mają GKS w sercu, cy są obrażeni itp, itd. Mogą być ale jeśli w kadrze będą ambitni pracownicy którzy chcą zarabiać grając w piłkę w ekstraklasie a najlepiej na zachodzie to co im z obrażania się? Facet ma 10 lat do wykorzystania i olewa swoje życie bo ktoś go skrytykował, obraził? Jeśli mamy takich „piłkarzy” to trzeba szukać szybko innych. Mogę mieć wyjeb… na GKS ale niech grają tacy co są ambitni i chcą osiągnąć wysoki poziom. Wówczas wyniki będą.

  7. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:06

    O tyle rozumiem tok myślenia Marcina, że obecna kadra dostawała od samego początku sezonu za przewinienia tej z wiosny.
    Jednak właśnie dlatego tym bardziej powinnismy się pozbyć za wszelką cenę tych, którzy najbardziej kojarzą się kibicom z tym wiosennym wstydem. I nie tylko chodzi o wymienioną trójkę ale i w moim przekonaniu także o Kalinkowskiego czy Nowaka. Uważam, że gdyby tylko ta piątka odeszła i nikt nie przeszedłby to bylibyśmy silniejsi. Chociażby z tego powodu, że trener nie mógłby na nich postawić i musiałby kombinować. A, że jak pokombinuje to czasem wychodzi to nieźle pokazują ostatnie mecze Kulińskiego czy Słomki.

  8. Avatar photo

    Iruishman

    10 grudnia 2017 at 09:10

    A poza tym poprawiłoby to stosunki pomiędzy drużyną, a kibicami co jest nieodzowne, żeby coś osiągnąć, a co (tu się będę upierał) ciągle osiągnąć możemy! I żadne spotkania z kibicami niczego tu nie zmienią.

  9. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:22

    a Ty Irishman dalej swoje, zrozum że oni nie awansują nawet jakby chcieli bo im nie wolno, juz to dał do zrozumienia w tym roku Krupa, a w poprzednich sezonach artykułowali to innymi sposobami.

  10. Avatar photo

    artur

    10 grudnia 2017 at 19:25

    I dlatego dobra rada dla Shella, nie ma co się wysilać bo tylko zawód będzie tu trza uderzać w Ktupe a nie w piłkarzy oni są tylko wykonawcami założonego planu.

  11. Avatar photo

    Mecza

    11 grudnia 2017 at 08:39

    @artur twoją teorię o zakazie awansu możesz bajtlowi opowiadać, głupota do potęgi. Tak zakaz byłby przecież doskonałym alibi dla „piłkarzy” dlaczego dobrze nie grają. Kto ostatnio odszedł? Np. Duda, Wołkowicz – odeszli i są nadal zastraszeni, grozi im Krupa i dlatego nie mówią o zakazie awansu w Katowicach. Oni chcieli bo są bardzo dobrymi piłkarzami ale nie mogli awansować? Ci co są w kadrze również są bardzo dobrymi piłkarzami ale im Krupa zabronił? Może mają 10 letnie kontrakty na granie w chu..?

  12. Avatar photo

    artur

    11 grudnia 2017 at 15:23

    zbanalizowałeś to bardzo. A Ty wierz sobie dalej w awanse i budowanie drużyny a na koniec sezonu zobaczymy kto miał rację.

  13. Avatar photo

    Mecza

    12 grudnia 2017 at 08:05

    Ja nigdzie nie napisałem że awansują, wiem tylko że to nie kwestia jakiegokolwiek zakazu. Piłkarze mają gdzieś Krupę i on sobie może mówić, zakazywać maja to w du… Jak będą mieli umiejętności to awansują nie patrząc na nikogo. Jak będą dobrzy to zrobią awans i pójdą za darmo gdzieś gdzie lepiej płącą, Krupie nic do tego.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga