Piłka nożna
Podsumowanie 8. kolejki
1. liga nie zwalnia tempa. Za nami już 8. kolejek, a za 3 dni rozpocznie się 9-ta. Wiemy doskonale, że w naszym kraju zima jest długa i ostra, a często atakuje już w listopadzie. Dlatego rundę trzeba rozegrać do grudnia, aby nie męczyć się na ośnieżonych i zmrożonych płytach. Co nowego wiemy po tej serii gier? Wiemy, że Adrian Napierała jest pierwszym w tym sezonie piłkarzem, który strzelił gola Flocie. Marne to jednak dla nas pocieszenie skoro GieKSa, znów przegrywa. Mieliśmy wielkie nadzieje na niespodzianki, i tych nie zabrakło w Grudziądzu, Jaworznie czy Bydgoszczy. Szkoda , że nie w Świnoujściu, gdzie podopieczni – Dominika Nowaka wygrali 14 spotkanie z rzędu! Zasłużone dla polskiej piłki kluby – GKS Katowice, ŁKS Łódź i Polonia Bytom wciąż znajdują się pod kreską i do końca sezonu będą walczyć o pozostanie na zapleczu ekstraklasy. To smutne informacje. Natomiast w czubie tabeli kluby bez historii i kibiców jak Flota, Kolejarz, Nieciecza. Słów kilka o frekwencji. Mecze w Łęcznej, Jaworznie, Stróżach i Niecieczy obejrzało w sumie 1350 widzów…
Bogdanka Łęczna – Warta Poznań 3:1
Trwa dobra passa zespołu prowadzonego, przez – Piotra Rzepkę. Zespół Bogdanki pewnie pokonał przed własną publicznością, solidną przecież poznańską Wartę. Gospodarze stracili gola dopiero w doliczonym czasie gry, a więc ich zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone, mimo ambitnej, lecz nieskutecznej postawy gości. W 20. minucie meczu, Łęczna po raz pierwszy naprawdę zagroziła bramce przyjezdnych, pierwszy gol padł jednak 7. minut później, a strzelcem okazał się – Tomasz Midzierski. Warta chciała szybko odpowiedzieć, chybił jednak – Piotr Giel i to dwukrotnie w przeciągu kilku minut. Wyrównana pierwsza odsłona gry, zakończyła się skromnym prowadzeniem gospodarzy. Druga połówka zaczęła się wybornie dla Bogdanki, bowiem w 50. minucie spotkania, arbiter słusznie wskazał na jedenasty metr, kiedy – Pawłowski ewidentnie skosił – Szałachowskiego. Pewnym egzekutorem, okazał się – Veljko Nikitović. W 64. poprzeczka uratowała gospodarzy po strzale – Magdziarza, piłka zdaniem arbitra nie przekroczyła linii bramkowej. Do końca spotkania, nieliczna, bo około 600 osobowa publika, nie miała prawa się nudzić. W 68. minucie bardzo groźnie strzelał na bramkę – Szałachowski, minutę później odpowiedź gości i fatalne pudło – Bartoszaka. W 74. minucie na bramkę – Radlińskiego ruszyło, aż trzech piłkarzy gospodarzy, jednak piłkę zabrał im, jedyny w tym towarzystwie obrońca Warty. 4. minuty później, szansa dla gości, fatalny błąd swoich kolegów z defensywy naprawił jednak – Hermann. 80. minuta meczu i kolejna szansa dla zawodników trenera – Owczarka, obrońca gospodarzy w ostatniej chwili blokuje strzał – Artura Marciniaka. W 83. minucie aktywny – Sebastian Szałachowski posyła piłkę między nogami – Radlińskiego i na tablicy wyników widniał rezultat 3:0. Warta pokazywała wciąż wielką ambicję i oto w 88. minucie najpierw strzał – Ngamayamy, a następnie – Pawłowskiego z linii bramkowej wybija – Sołdecki. Ambicja „Warciarzy”, została jednak nagrodzona bramką honorową, a jej autorem – Grzegorz Bartczak, który wykorzystał rzut karny. Chwilę wcześniej gospodarze trzeci raz wybijali piłkę z linii… Widzów: 600
GKS Tychy – Miedź Legnica 1:0
Duża niespodzianka na stadionie w Jaworznie, gdzie GKS rozgrywa swoje mecze. Tyszanie odnieśli 3. zwycięstwo z rzędu, a znów nie pokazali nic wielkiego. Od początku do końca na boisku przeważali goście, którzy jednak nijak nie potrafili golem udokumentować, swojej przewagi. Pierwsze 45. minut spotkania, to wręcz miażdżąca przewaga gości. Po zmianie stron, gospodarze trochę bardziej aktywnie, nie dali się już tak bardzo stłamsić „Miedziance”. Jednak wciąż, to goście przeważali. Kluczowa dla losów widowiska okazała się 65. minuta. Z kontrą wyszli gospodarze, a w polu karnym – Woźniczka fauluje – Wawocznego, do „elwra” podszedł – Rocki i było 1:0. Zastanawiające jest, dlaczego arbiter nie dał – Woźniczce żółtej kartki, za ewidentny faul, żółtko oznaczałoby wówczas wyrzucenie piłkarza Miedzi z boiska. Brawa dla podopiecznych – Piotra Mandrysza, że już do końca potrafili skutecznie bronić cennych 3. punktów. Widzów: 150
Kolejarz Stróże – ŁKS Łódź 2:1
Szybkie tempo narzucili piłkarze obu zespołów od pierwszej minuty spotkania, wówczas to, bowiem, Janusz Wolański powinien wyprowadzić gospodarzy na błyskawiczne prowadzenie. Ostatecznie skończyło się tylko rzutem rożnym. W 16. minucie spotkania prowadzenie objął niespodziewanie ŁKS, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się – Paweł Kaczmarek. Radość łodzian trwała zaledwie 120. sekund, wówczas – Markowski głową doprowadził do wyrównania, skutecznie wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie z rzutu wolnego. Do przerwy remis, który doskonale odzwierciedlał, boiskowe wydarzenia. Ulewny deszcz utrudniał grę, na tej i tak trudnej murawie. Zwycięską bramkę dla drużyny prowadzonej przez – Przemysława Cecherza, zdobył w 62. minucie strzałem z rzutu karnego – Maciej Kowalczyk, najskuteczniejszy zawodnik ligi. Karnego wywalczył – Adam Giesa. W 86. minucie doskonała okazję do wyrównania miał – Patryk Kubicki, świetnie obronił jednak – Forenc. Kolejarz wygrywa u siebie z coraz bardziej pogrążonym Łódzkim Klubem Sportowym. Widzów: 250
LKS Nieciecza – Stomil Olsztyn 1:0
Znów potwierdziło się, że LKS jest w tym sezonie drużyną wyjazdową. Męczyli się niemiłosiernie podopieczni trenera – Moskala, jednak dopięli swego i odczarowali swój stadion. Gospodarze świetnie zorganizowani, dobrze operujący piłką, jednak strasznie nieskuteczni. Nieciecza dominowała przez pełne 90. minut, marnując kilka dogodnych okazji strzeleckich. Zwycięstwo gospodarzom zapewnił dopiero w 93. minucie – Dariusz Pawlusiński, który wykorzystał karnego za faul na samym sobie. Trzeba docenić stalowe nerwy zawodnika LKS-u Nieciecza. 3. minuty wcześniej, za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał – Lipecki, piłkarz gospodarzy. Nieciecza w tabeli idzie w górę, a pamiętamy o jej zaległym meczu z Cracovią, który odbędzie się równo za tydzień w środę. Widzów: 350
Flota Świnoujście – GKS KATOWICE 3:1
Więcej o meczu w innych miejscach na naszej stronie. Widzów: 1568
Olimpia Grudziądz – Cracovia Kraków 2:0
Oba zespoły miały tym spotkaniem udowodnić przed sezonowe przypuszczenia. Udało się tylko Olimpii, która pokazała, że będzie czarnym koniem rozgrywek, natomiast, co z promocją Krakusów? Będzie ciężko „Pasom” powrócić do elity, już po roku. Przewaga gospodarzy w pierwszej połowie była ogromna, zespół Cracovii został po prostu stłamszony. Już w 8. minucie – Pilarz świetnie obronił uderzenie – Kryszaka. 4. minuty później było już 1: 0, a gola po podaniu – Cieślińskiego zdobył – Maciej Rogalski. Po kolejnych 3. minutach gry, było już 2: 0, a głową piłkę do siatki skierował – Staniek. Czy piłkarze Cracovii dojechali na ten mecz? Chyba nie. 29. minuta – Ruszkul wychodził sam na sam z – Pilarzem i trafia w poprzeczkę, 32. minuta huknął jak z armaty – Ruszkul, broni – Pilarz, dobija – Woźniak, lecz piłka minimalnie mija bramkę. Cracovia w końcu się ocknęła, lecz do przerwy nic już nie wskórała. Druga odsłona to dwie dogodne, lecz niewykorzystane sytuacje gości. Najpierw – Suworov, a następnie – Stelbecki zatrudnili – Michała Wróbla. Bohaterem meczu z pewnością jest jednak bramkarz Cracovii – Krzysztof Pilarz, który najpierw kapitalnie obronił strzał – Cieslińskiego z 6. metrów, a następnie w 81. minucie rzut karny – Szczota. Podsumowując, absolutnie zasłużone zwycięstwo Olimpii Grudziądz. Widzów: 1500
Polonia Bytom – Arka Gdynia 0:1
Damian Krajanowski show! Tak należałoby podsumować dzisiejszy mecz przyjaźni w Bytomiu. Piłkarz gości rozegrał kapitalne zawody, będąc aktywnym przez cały mecz. W dodatku to jego gol z 19. minuty, przerwał złą passę – Arki. Za dużo nie ma, co się rozpisywać o tym spotkaniu. Arka przeważała przez 90. minut i mogła wygrać wyżej. Bytomianie nadal bez wygranej. Widzów: 1154
Sandecja Nowy Sącz – Okocimski KS Brzesko 4:3
Pierwsza połowa meczu pokazała w 100% mankamenty Sandecji. Nieskuteczność i dziurawa obrona. Gospodarze zaczęli bardzo dobrze, gdyż wyszli na prowadzenie już w 5. minucie za sprawą – Bartosza Szeligi, który skierował futbolówkę do pustej bramki. Choć już w 2. minucie – Pyciak mógł pokonać groźnym strzałem – Cabaja. W 8 .minucie sytuacji sam na sam z bramkarzem Sandecji nie wykorzystał – Cisse. W 13. minucie czarnoskóry piłkarz gości zrehabilitował się, asystując przy golu na 1: 1 – Rafała Ceglińskiego. W 23. minucie – Cisse znów znalazł się „oko w oko” z – Cabajem i tym razem bez kłopotów pokonał byłego golkipera – Cracovii. Chwilę wcześniej, doskonałą sytuację zmarnowali „Sączersi”. Bardzo ważne, być może kluczowe dla losów całego meczu wydarzenie, miało miejsce w 37. minucie. Wówczas drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał piłkarz gości – Konrad Wieczorek. Jeszcze przed przerwą dwie znakomite okazje zmarnowali piłkarze Sandecji. Najpierw – Mróz, a potem – Burkhardt. Drugą połowę znakomicie rozpoczęli gospodarze i już w 53. minucie – Arkadiusz Aleksander, głową doprowadził do wyrównania. W 62. – Aleksander zmarnował dogodną okazję, a 4. minuty później – Kamil Szymura uchronił Sandecję przed stratą bramki. Obrona „Sączersów” grała bardzo nie poradnie i w końcu wykorzystał to – Okocimski, który za sprawą – Łukasza Zaniewskiego ponownie wyszedł na prowadzenie i to mimo gry w osłabieniu. Niestety dla gości, taki stan rzecz trwał ledwie 2. minuty, gdyż szybko do remisu płaskim uderzeniem po ziemi doprowadził znów – Aleksander. Na dwie minuty przed końcem, znakomita akcję przeprowadził – Adrian Świątek, zagrał do –Arkadiusza Aleksandra, a ten do pustej bramki wpakował futbolówkę, zaliczając tym samym hat-tricka. Szczęśliwe zwycięstwo Sandecji przed własna publicznością. Widzów: 1500
Zawisza Bydgoszcz – Dolcan Ząbki 1:1
Dużego kalibru niespodzianka w Bydgoszczy. Rozpędzony – Zawisza szczęśliwie remisuje z Dolcanem, unikając pierwszej w sezonie porażki dopiero w 92. minucie. Pierwsza połowa bardzo wyrównana z szansami po obu stronach. Najlepszą akcję pierwszych trzech kwadransów, zmarnowali jednak „niebiesko-czarni”, a konkretnie – Tomasz Chałas, najaktywniejszy zawodnik pierwszej odsłony. Drugą połowę od gola rozpoczął – Dolcan. W 52. minucie spotkania, rzut wolny dla przyjezdnych wykonywał – Piesio, jego uderzenie „wypluł” przed siebie – Witan, a czający się w polu karnym – Piątkowski, wykorzystując błąd obrońców, strzelił bramkę. Odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna, gdyż – Daniel Mąka w 62. minucie, umieścił piłkę w siatce, arbiter gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Od 78. – 81. minuty, Zawisza zmarnował 3. bramkowe okazje, z których nagle wykluła się kontra dla gości. Witan wyszedł jednak obronną ręką, z sytuacji „oko w oko” z – Jakubikiem. W 89. minucie świetnie broni – Leszczyński, strzały najpierw – Mąki, a potem – Abbota. Upór w atakach – Zawiszy przyniósł w końcu efekt w postaci gola na wagę remisu. Stefańczyk „wrzuca” do – Mąki i mamy wyrównanie. Emocjonujący przebieg meczu i bardzo zaskakujący wynik. Zawisza wciąż wiceliderem, do Floty traci już jednak 4. punkty. Widzów: 4500
W zakończonej 8. kolejce spotkań w przedsionku ekstraklasy, aż 7. razy górą byli gospodarze, raz goście, a jeden mecz został nie rozstrzygnięty. Padło 25 goli co daje niezłą średnią 2,7 na mecz, natomiast frekwencja jest zatrważająca. 9 spotkań z wysokości trybun obejrzało zaledwie 11 572 widzów, w tym aż 4500 w Bydgoszczy. Średnia widownia na spotkanie 1285.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze