Felietony
Nie mam już wiary w ten zestaw ludzki…
Życie piłkarskie nie znosi próżni. Od ostatnich derbów minęło już cztery dni i niestety trudno „przestać o tym myśleć”. Zleciało to tak szybko, że już za dwa dni kolejny mecz ligowy. Kolejne derby, kolejny mecz prestiżowy. Katowiczanie zmierzą się na wyjeździe z GKS Tychy. Ale jakie to ma znaczenie, ten jeden konkretny mecz, w ocenie całości tego, co się dzieje?… Dlatego nie będziemy się w tym artykule zajmować stricte spotkaniem z tyszanami.
Normalnie napisalibyśmy, że piłkarze „będą chcieli się zrehabilitować”. Ale po co pisać takie dyrdymały? Przed kamerami czy w wywiadach zawodnicy czy trenerzy mogą sobie tak paplać – robią tak od zarania dziejów i będą to robić do końca świata. Za tą sałatą słowną nigdy nie idzie żadna treść, bo na palcach jednej ręki można policzyć sytuację, gdy w kolejnym spotkaniu dana drużyna rzeczywiście „zapałała żądzą rewanżu”.
Niestety najgorsze z najgorszych w tym aspekcie mamy w GKS Katowice. Kibice GieKSy dostali po twarzy tak wiele razy w tym sezonie od drużyny, że w aspekcie tym bite są rekordy. Te ciosy nie tylko były powodowane porażkami jako takimi. Były one tym boleśniejsze, że w meczach poprzedzających często wzbudzana była nadzieja, a gdy przychodziło do ważnych egzaminów – za każdym razem kończyło się to kompromitacją. Rok zaczął się od wielkich nadziei na awans do ekstraklasy. A potem mieliśmy gong za gongiem. Jeszcze remis w Chojnicach i fatalnie nie-wygrany mecz ze Stomilem, po którym po raz pierwszy powiedzieliśmy „tych punktów może nam brakować” – jakoś mogliśmy przyjąć. A potem?
Pierwszy policzek – porażka w wygranym meczu w Sosnowcu i pierwszy olbrzymi sygnał alarmowy.
Drugi policzek – porażka z Podbeskidziem i dyrdymały Brzęczka na konferencji o tym, że byliśmy lepsi.
Trzeci policzek – wzbudzenie nadziei wygranymi ze słabeuszami – Zniczem i Puławami, a potem porażka w meczu o sześć punktów z Miedzią Legnica.
Czwarty policzek – ucieczka spod topora w Mielcu, wygrane z Pogonią i Tychami – wzbudzenie nadziei, a następnie porażki z Sandecją (w fatalnym stylu) i Górnikiem, niwelujące szanse na awans (na tamten czas) niemal do zera.
Piąty policzek – kompromitująca przegrana u siebie ze zdegradowanym Kluczborkiem, gol z połowy boiska i koniec nadziei.
Szósty policzek – taniec radości w Grudziądzu.
Siódmy policzek – przegrana bez walki w Tarnobrzegu w przedbiegach Pucharu Polski.
Ósmy policzek – żenujące porażki u siebie z Pogonią i Puszczą.
Dziewiąty policzek – przegrana z najsłabszymi na tamten moment Wigrami po samobójczym golu kuriozum.
Dziesiąty policzek – kompromitacja w Sosnowcu i 0:3 do przerwy w Mielcu.
Jedenasty policzek – trzy wygrane z rzędu, a zaraz po nich największy cios – klęska z ostatnim w tabeli Ruchem Chorzów, „wzbogacona” głupimi wypowiedziami trenera i piłkarzy po meczu.
Zestawienie tych hańb jest oczywiście subiektywne, ale sądzę, że podzielane przez większość kibiców. Natomiast zestawienie obiektywne obrazujące powyższe?
Uwaga, nie spadnijcie z krzeseł. GKS od maja do teraz, czyli w ciągu pięciu miesięcy TRZY RAZY przegrał u siebie z najsłabszą drużyną w lidze.
– z Kluczborkiem, dla którego wygrana w Katowicach była JEDYNĄ na wyjeździe w sezonie (poandto cztery remisy i dwanaście porażek), a w tym sezonie bilans wyjazdowy MKS w II lidze to 1-1-5
– z Wigrami, które na dzień meczu z GKS miały bilans 0-2-4
– z Ruchem, którego bilans wyjazdowy przed meczem z GKS wynosił 1-0-6
Te statystyki kompromitują wszystkich piłkarzy, którzy w tym roku grają w GKS i wszystkich trenerów, którzy ten zespół prowadzili i prowadzą.
Nas kibiców naprawdę nie interesuje to, że tamtym sezonie grali inni, a teraz grają inni. Że wtedy był Brzęczek, a teraz Mandrysz. Każdy w równym stopniu przykłada cegiełkę do tego, że jesteśmy piłkarskim pośmiewiskiem, najwięksi rywale – sportowi i kibicowscy – notorycznie są w euforii po meczach z GKS, miasto już przebąkuje o przykręceniu kurka z pieniędzmi, za chwilę przestanie w ogóle finansować, a sponsorzy się odwrócą. Można sobie słodko pieprzyć o bardzo dobrym meczu z Ruchem, tylko – na Boga – czy ci ludzie nie widzą, że krok po kroku pogarszają sytuację GieKSy, mało kto traktuje ten klub poważnie i za chwilę jak tak dalej pójdzie będziemy musieli bronić się nie przed spadkiem, a przed upadkiem i bankructwem?
To nie jest kwestia jednego, dwóch czy trzech potknięć. Poza wygranymi w mało ważnych meczach lub ze słabymi przeciwnikami, zespół zawiódł w tym roku już kilkanaście razy. Ale to nie był taki tam sobie zawód, że „trochę nam się zrobiło smutno”. To były – jak napisałem wyżej – potężne ciosy, to były tak kompromitujące zdarzenia, które krok po kroku niszczą postrzeganie tego klubu. To co się dzieje w tym roku w GKS, to nie są zwykłe porażki w sporcie, które czasem się zdarzają, a czasem są spektakularne. To się dzieje tak często, tak bardzo i w takim nasileniu, w najważniejszych momentach. Czasem wystarczyłoby tylko odrobinę powalczyć i zremisować. Niestety ten zespół daje się ośmieszać i niszczy wszystko, co można zniszczyć. Wszystko, co budują inni, którym dużo bardziej na sercu leży jego dobro.
I w tym momencie pojawia się taki trener Piotr Mandrysz, który przekonuje po klęsce w meczu sezonu, że to „był bardzo dobry mecz”, GKS się rozkręcał, ale sędzia przerwał spotkanie. Oczywiście, można bawić się w rozważania teoretyczne, że Ruch był coraz słabszy, a GKS dominował i może by zremisował. To jest jednak dziecinne ujmowanie sprawy. Bo można zadać pytanie, dlaczego przez wcześniejsze 80 minut GKS zrobił tak mało, żeby to spotkanie wygrać? Po drugie – umówmy się, GKS miał przewagę w posiadaniu piłki wynikającą z tego, że przeciwnik prowadził i oddał pole. GKS nie stwarzał sobie setki za setką, żeby istotnie uznać, że gdyby przerwy nie było, to udałoby się strzelić. Więc sugerowanie, że sędzia zatrzymał tę – jak to świetnie napisał jeden z kibiców – „rozpędzającą się machinę” jest oczywistym zakrzywianiem rzeczywistości.
Jednak przed meczem trener Mandrysz zabłysnął w inny sposób i tym samym udowodnił, że gadać sobie może, co chce, ale kompletnie nie czuje klimatu w Katowicach. Bo jak trener GKS Katowice może na kilkadziesiąt minut przed meczem z najwiekszym dla kibiców wrogiem zapytany o derby sprzed 14 lat, gdy był trenerem Ruchu, odpowiedzieć:
„Niestety przegraliśmy to spotkanie 1:0 (…) Bramka Jacka Kowalczyka była wielce kontrowersyjna, moim zdaniem nie powinna być uznana”.
Trener GKS tuż przed derbami płacze, że „niestety przegraliśmy”. My, czyli Ruch. Tak mocno zidentyfikował się, że na chwilę przypomniał sobie piękny czas, gdy eRkę miał w sercu i smutek po tamtej porażce?
Dla wyjaśnienia – rozumiemy, że zawód piłkarza i trenera rzuca ich w różne miejsca. Ktoś może mieć sentyment do dwóch zwaśnionych klubów, jego prawo. Jednak wypowiadanie takich słów, w takim tonie, na chwilę przed derbami jest po prostu nie na miejscu i dużo mówi o podejściu do tematu. Czyli o braku większego zaangażowania niż tylko zawodowe. A brak takiego zaangażowania, rozumianego, jako naprawdę większej identyfikacji z klubem, jego historią, kibicami powoduje, że taki mecz jest traktowany nie jako wydarzenie historyczne, tylko sympatyczny pojedynek z byłym pracodawcą. A to już pierwszy krok do tego, żeby nie odnieść sukcesu.
Takich kwiatków jest zresztą więcej. Normalnie nie powiedzielibyśmy nic na to, że po przegranym meczu Tomasz Foszmańczyk i Sebastian Nowak przybijają sobie żółwika na murawie. Ot, drużyna, wspieramy się po porażce. Jednak patrząc na to, co się właśnie przed momentem stało, czyli doszło do totalnej klęski, takie piąteczki na boisku nie są mile widziane i też coś mówią o tych zawodnikach. A gdy przypomnimy sobie wywiad Fosy po Grudziądzu, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ta porażka niekoniecznie go zabolała.
A jak jeszcze do tego dodamy, że i Foszmańczyk, i Nowak to byli zawodnicy Ruchu Chorzów, to już mamy kompletny obraz niesmaku związanego z całą sytuacją niedzielnego meczu.
Cieszyliśmy się z poprzednich wygranych i znów naiwnie wierzyliśmy, że to początek czegoś lepszego. Przyszedł mecz najważniejszy z najważniejszych i znów wszystko wróciło do przykrej normy. Czyli zawodnicy nie zrobili zbyt wiele, żeby osiągnąć dobry wynik, w pierwszej połowie ośmieszyli się w obronie i zagrali dno w ataku, a w drugiej już nie byli w stanie przedrzeć się przez dobrze ustawionych zawodników gości.
Wydźwięk tego długiego artykułu jest bardzo przykry, ale inaczej być nie może. Znów daliśmy się nabrać, że mamy poważną drużynę i znów dostaliśmy obuchem w ten głupi łeb.
Ja osobiście nie wierzę już w ten zespół i tego trenera. Zawodnicy raz po raz dają sygnał, że gra w GKS nie jest dla nich czymś ważnym, a jedynie obowiązkiem (czasem przykrym). Trener się gubi, podejmuje irracjonalne decyzje kadrowe, a jego samouwielbienie nie daje możliwości rozwoju.
Już przed sezonem pisałem, że nawet kilka wygranych z rzędu mnie nie przekona. Przecież mieliśmy całe rundy jesienne, które były udane, a wiosną wszystko było niszczone. Mimo to liczyłem na próbę zatarcia obrazu z poprzednich rozgrywek. Niestety od Pucharu Polski i pierwszej kolejki było jeszcze gorzej. Potem mieliśmy Wigry, Sosnowiec i Mielec. Teraz mamy katastrofalny wynik z Ruchem.
Teraz to nawet choćby i dwadzieścia meczów z rzędu wygrali, nie przekonają mnie, że im zależy. Ta ekipa jest już skreślona. Są pojedyncze nazwiska, które ewentualnie mogłyby zostać i być może w innym otoczeniu byliby pomocni – nie będę jednak wymieniał ich nazwisk, bo jeszcze coś muszą pokazać.
Cała reszta się do tego klubu po prostu nie nadaje mentalnie. I tak naprawdę zastanawiam się, czy uda się ich pozbyć, zanim nie narobią jeszcze większych szkód.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

stefano
26 października 2017 at 13:33
Niestety , ale trudno będzie się pozbyć kilku lebrów .
Trener się skompromitował wraz z piłkarzami i teraz prezes wraz z nowo wybranym menadżerem sekcji piłkarskiej mogą się wykazac , czy maja jaja czy , nie.
Wiekszosc kibiców tak jak Shellu na długo zapamięta ten ostatni mecz !!!
hans33
26 października 2017 at 14:14
Niestety, taka jest dola kibiców klubów zarządzanych z publicznych pieniędzy. Kopacze zachowują się niczym pracownicy magistratu tj. czy się stoi, czy się leży kasa z kontraktu się należy, nie ponoszą odpowiedzialności, typowe zasrane urzędasy. Mimo wszystko, gdyby nie miasto to klub by nie istniał i za to dzięki. W obecnym układzie jedynym racjonalnym rozwiązaniem na przyszłość jest postawienie na 18-20 latków z niższych lig/wychowanków + 4-5 doświadczonych kolesi, którym się jeszcze chce. Bez nowego stadionu prywatny sponsor się nie pokaże, bez odpowiedniej frekwencji także. Naszą rolą jest chodzić na mecze i mimo wszystko dopingowanie drużyny. Osobiście nie dałbym swojej kasy na klub z 2-3 tysięczną widownią. Jednym słowem PARAGRAF 22:)
.
Irishman
26 października 2017 at 14:54
Ten mecz wielu z nas sprowadził na ziemię.
Ja już też zupełnie nie wierzę w tą drużynę. Ale to tylko część problemów.
Nie chcę wyciągać niektórych spraw ale jak to wszystko zebrać do kupy to widać, że coś bardzo niedobrego dzieje się nie tylko z I drużyna ale w ogóle z całą sekcją piłkarska I TO NIE OD DZIŚ.
O co tu chodzi?
Maks
26 października 2017 at 15:33
zle się dzieje….jak podaje Dziennik Zachodni Urząd Miasta zakręcił kurek z pieniążkami….mają już dość piłkarskiej GieKSy…chyba obrali kierunek na siatkówkę i hokej…pozdro dla kumatych…
Maks
26 października 2017 at 15:36
A co do nowego stadionu…no to cisza…jak będą ,,wybory,, to znowu będzie głośno…a potem znowu cisza…już kiedyś pisałem że prędzej Ruch będzie miał nowy stadion niż w Katowicach wybudują…
Berol
26 października 2017 at 16:32
Niestety ale tak wygląda to na teraz .Shellu bardzo trafnie opisał o czym mysli wiekszość naszych kibiców
Berol
26 października 2017 at 16:33
niestety ale tak to wyglada jak jest to tu opisane
kibol
26 października 2017 at 18:19
Tragedia z GieKSą co za czasy cała Polska sie z nas smieje Śląsk i Zagłębie ze smiechu posrane po pachy niektórzy zagłębiacy to już im sie nawet smiać z nas nie chce bo wiedzą że GieKSa pewniak do bicia !
Mecza
26 października 2017 at 19:34
Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki. Idący typ tropem każdy kto się urodził w Chorzowie albo mama, tata powinien być skreślony. Inny wątek, jak słyszę kto nie skacze ten z Chorzowa to mnie krew zalewa. W Chorzowie nie może być kibiców GKS? Pewnie to Ci gorsi jak i piłkarze którzy kiedyś grali dla Chorzowa.
Mecza
26 października 2017 at 19:36
Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki.
Tosiek
26 października 2017 at 22:35
Niestety fakty są takie, że GKS może być co najwyżej trzecią siłą na Górnym Śląsku, i to musi o tę pozycję powalczyć z Piastem. Frekwencja na trybunach mówi wszystko.
Co do zaangażowania emocjonalnego trenera i zawodników, zapomnijmy. W czasach powszechnego outsourcingu to są tylko najemnicy, dziś tu, jutro tam. Nie wierzę w jakiś sabotaż z ich strony, kilka meczów mogło zakończyć się inaczej, mogli rywale dać ciała i oddać kilka punktów, oni po prostu są za słabi na awans.
Potrzebny jest bogaty sponsor, na miasto nie ma co liczyć, stawiają na hokej i siatkę (choć i tam Tychy i Jastrzębie leją nas notorycznie w derbach) a na Bukowej za rok Ekstraliga kobiet.
Irishman
27 października 2017 at 08:51
Tosiek, dziwisz się frekwencji???
Kurcze, przecież my przezywamy wstyd za wstydem! Upokarzani i hańbieni jesteśmy w najważniejszych dla nas meczach derbowych! A jak pojawia się jakaś szansa na coś więcej to nasze „gwiazdy” KAŻDORAZOWO tracą ją w spektakularny sposób narażając się wręcz na śmieszność w całej Polsce. To jest robione w tak REGULARNY sposób, ze zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest celowe, abyśmy się przypadkiem NIE WYCHYLILI!
Sponsor? Jaki sponsor przyjdzie do takiego klubu, bez charakteru???
stefano
27 października 2017 at 14:05
Kurwa , 5 dni od kompromitacji , ja dalej jestem w szoku , jak można było ODPUSCIC !!! taki mecz.
Niech ktoś wkoncu wypierdoli tych hujograjców .
Dragon
27 października 2017 at 21:47
Po pierwsze nie piszcie, że trener taki siaki i owaki. O grze całego sukcesu decyduje cały sztab! Trener, drugi trener, asystenci i tutaj warto się zatrzymać. Asystenci mają proste zadanie wspierać mocno sztab są odpowiedzialni za analizy meczowe itp. Po pierwsze jeśli mówicie o zwolnieniu trenera, to należy wywalić cały sztab. Poprzedni trenerzy też pracowali z tymi ludźmi. Po drugie jak trenujemy tak gramy, jak nas analizują tak nas rozpracują.
Czy obecnie w GKS jest analityk? trener od przygotowania fizycznego?
Bieda pomieszana razem z nędzą.
Co do piłkarzy część waleczna, część bez mapy na boisku. Mental dzisiaj kluczowa rzecz ale nie znamy realiów szatni. Czy wiecie, że Mandrysz nie rozmawia zbytnio z piłkarzami tylko robi to Bobla? Brak dobrej komunikacji. Z drugiej strony piłkarzyno dostajesz dobre pieniądze to pokaż, że na nie zasługujesz.
Co do miasta 11 lat pompowano kasę w piłkę nożną. Dalej to nie ma sensu. Dno i metr mułu. Warto stawiać na hokej i siatkówkę. Oni to bynajmniej spłacają dobrymi wynikami za mniejsze pieniądze. Śmieszy się jak kibice lamentują razem z niektórymi radnymi jaki to GKS jest biedny. Panowie czas koryta minął. Trzeba się pogodzić, że o awansie to można pomarzyć. Trzeba by wywalić cały sztab i 90% zawodników dać trenera z jajami co się nie będzie pierd.. w tańcu.
Kogoś na wzór charakteru Smudy, nie chcesz trenować jesteś słaby to żegnaj.
Kolejną tajemnicą jest to, że piłkarze mają długi, a jeden ze sponsorów uciął premię swoim pracownikom by spłacać piłkarzy. Miasto nie chce awansu bo nie ma teraz pieniędzy na stadion.
Pozdro dla kumatych.
Ruda
27 października 2017 at 22:39
Powiem krótko. Wypierdolić ich do 4 ligi i obniżyć pensje na 2000 zł., to by zapierdalali przez wszystkie ligi aż do Ekstraklasy. A jak się za dobrze zarabia do niedalekiej emerytury to się w pierwszej lidze dobrze siedzi i grzeje bezpieczną posadkę.