Piłka nożna Prasówka
Kuriozum w Katowicach… Ale wstyd!… Koniec marzeń!… Media o meczu GKS-MKS 2:3
Piłkarze GieKSy przegrali wczoraj z zdegradowanym MKS – em Kluczbork 2:3, zapraszamy do przeczytania opinii dziennikarzy na temat meczu:
sportowefakty.wp.pl – Kuriozum w Katowicach. Fatalne zachowanie Sebastiana Nowaka pogrzebało szanse na awans
GKS Katowice przegrał z MKS-em Kluczbork 2:3, a gola na wagę porażki stracił w ostatniej akcji. Była to kuriozalna bramka, a winowajcą jej utraty jest Sebastian Nowak, który zamiast stać między słupkami, starał się odebrać piłkę na połowie rywala.
GKS Katowice był faworytem spotkania ze zdegradowanym już MKS-em Kluczbork. Dla katowiczan miała to być formalność i kolejny krok w drodze po awans do Lotto Ekstraklasy. GKS już po 17 minutach prowadził 2:0, ale mimo to musiał uznać wyższość przeciwnika.
[…] Była to bardzo ważna bramka, która pogrzebała GKS-owi szansę na awans do Lotto Ekstraklasy. Na pomeczowej konferencji prasowej do dymisji podał się trener Jerzy Brzęczek, a zarząd przyjął decyzję szkoleniowca. GKS marzenia o awansie musi odłożyć na kolejny sezon.
sportslaski.pl – Czy ktoś jeszcze wierzy w awans GKS-u Katowice?
To miało być najłatwiejsze spotkanie z pozostałych trzech do rozegrania, a i tak okazało się, że „czerwona latarnia” Nice I ligi to przeszkoda nie do przejścia dla GKS-u Katowice. Katowiczanie zawiedli na całej linii i mimo dwubramkowego prowadzenia nie zdołali wygrać. Ba – nie zdobyli nawet punktu!
[…] Za Pawła Mandrysza grał Kamil Jóźwiak, a za Mikołaja Lebedyńskiego kapitan Grzegorz Goncerz – i to właśnie „Gonzo” pierwszy zaatakował. Z jego uderzeniem przy słupku Grzegorz Wnuk jeszcze sobie poradził, ale kilka minut później był już bezradny, gdy po fatalnym zagraniu jednego z zawodników MKS-u Goncerz przejął piłkę i zagrał do wychodzącego Andreji Prokicia, który zdobył swoją siódmą bramkę w tym sezonie.
Kilka minut później przyjezdni znów się nie popisali i ponownie pozwolili gospodarzom znaleźć się pod swoją bramką, z czego skorzystał Kamil Jóźwiak, podwyższając prowadzenie uderzeniem z kilkunastu metrów. GKS prowadził i spokojnie kontrolował mecz. MKS rzadko kiedy pojawiał się w polu karnym Sebastiana Nowaka i jeśli już pachniało kolejnym trafieniem, to raczej dla katowiczan, a nie gości.
[…] Wyrównujący gol rozzłościł kibiców, którzy okrzykami: „Chcemy awansu” jasno dawali do zrozumienia, że takim wynikiem to spotkanie zakończyć się nie może.
Presja rosła z każdą kolejną minutą i chyba tylko tym można wytłumaczyć rosną niedokładność podopiecznych trenera Jerzego Brzęczka. Można się było spodziewać, że przy takim wyniku piłka nie będzie wychodziła z połowy MKS-u, ale przez błędy GieKSy goście mieli kilka okazji do kontr. Katowiczanie bili głową w mur, brakowało im zimnej krwi w polu karnym rywala, źle rozgrywali akcje, w których mieli liczebną przewagę.
W doliczonym czasie gry, przy rzucie rożnym, Nowak pobiegł w pole karne rywala, jednak MKS zdołał się obronić. Zanim bramkarz GKS-u wrócił do swojej bramki, ekipa z Kluczborka wykonywała rzut wolny z połowy boiska. Na strzał z kilkudziesięciu metrów zdecydował się Tomasz Swędrowski. Piłka wpadła do siatki, a trybuny wręcz kipiały ze złości. Okrzyk „zero ambicji” i „GieKSa to my” to jedne z niewielu, które nadają się do cytowania.
gol24.pl – Ale wstyd! GKS Katowice prowadził 2:0 ze spadkowiczem i przegrał, Brzęczek zrezygnował
Sensacja w Katowicach! GKS przegrał ze zdegradowanym już MKS-em Kluczbork 2:3 i po raz kolejny udowodnił, że nie zasłuzył na awans do Lotto Ekstraklasy. MKS rozdaje karty w walce o awans – kilka tygodni wcześniej wygrał z Górnikiem, a dzisiaj wywozi trzy punkty z Katowic. Po tym meczu do dymisji podał się trener GKS Katowice Jerzy Brzęczek.
[…] Podopieczni trenera Brzęczka zaczęli mecz ze sporym animuszem i po nieco ponad kwadransie prowadzili już 2:0. Najpierw po prostopadłym podaniu Grzegorza Goncerza swojego siódmego gola w tym sezonie strzelił Serb Andreja Prokić, a później wślizgiem do siatki piłkę skierował młodzieżowiec Kamil Jóźwiak wypożyczony do GieKSy z Lecha Poznań. Zadowoleni z prowadzenia gospodarze oddali inicjatywę drużynie z Kluczborka, która atakowała coraz groźniej. Dominik Kościelniak w dogodnej sytuacji strzelił słabo i niecelnie, a Paweł Kubiak najpierw uderzył nad spojeniem słupka z poprzeczką, ale gdy dokładnym dośrodkowaniem z lewej strony obsłużył go Kamil Nitkiewicz z bliska głową pokonał Sebastiana Nowaka. Po przerwie MKS poszedł za ciosem i już w trzeciej minucie II połowy doprowadził do wyrównania.
[…] Dopingowali przez swoich kibiców katowiczanie atakowali i starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale niewiele z tego wynikało. Gospodarzom nie można było odmówić ambicji, lecz dogodnych sytuacji strzeleckich brakowało. Dopiero w końcówce po szybkiej kontrze bliski szczęścia był Tomasz Foszmańczyk. Znacznie groźniejsze były kontry gości. Po jednej z nich pięknym strzałem z dystansu popisał się najskuteczniejszy zawodnik Kluczborka Rafał Niziołek i tylko kapitalna interwencja Nowaka uratowała GKS. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry strzałem z niemal połowy boiska zwycięskiego gola zdobył Swędrowski przelobowując wysuniętego bramkarza.
Spadkowicz z Kluczborka z honorem żegna się w I ligą. Schodzących do szatni piłkarzy GKS żegnały natomiast gwizdy i bluzgi kibiców, z których okrzyk „Zero ambicji” był jednym nadającym się do zacytowania.
katowickisport.pl – Katastrofalna wpadka GieKSy z outsiderem. Koniec marzeń!
Czy to konkurencja w postaci siatkarskiego wieczoru z reprezentacją Polski w „Spodku”, czy… brak wiary we włączenie się jeszcze GieKSy w walkę o awans – nie wiemy. Faktem jest, że na trybunach przy Bukowej było pustawo.
Po 20 minutach gry ci mniej liczni niż zwykle fani mieli jednak powody do satysfakcji. Dwa prostopadłe podania otwierały gospodarzom drogę do bramki zdegradowanego już rywala i wydawało się, że tenże – po raz drugi w historii – może „przyjąć” w Katowicach nawet i pięć ciosów.
Od 25. minuty miejscowi zaczęli jednak sprawiać wrażenie spoczywających na laurach.
[…]Przez kolejne minuty miejscowi – niczym bokser posłany dwukrotnie na deski – mieli kłopoty z przyjęciem pozycji do walki! Gdyby gościom w paru momentach nie zabrakło zimnej krwi, przykrych momentów dla kibiców przy Bukowej mogło być dużo więcej! Ot, choćby strzał Rafała Niziołka z 82 min, cudem „wyjęty z okienka” przez Nowaka.
[…] To koniec szans GKS na spełnienie marzeń o ekstralasie!
Co gorsza; GieKSiarze najpewniej stracili też Alana Czerwińskiego, który udział w meczu – w wyniku jednego ze starć z rywalem – zakończył w medycznym ambulansie.
futbolfejs.pl – Miał być awans, jest dymisja Brzęczka. GieKSa przegrywa ze zdegradowanym Kluczborkiem
Wstyd? Jak diabli. „Murowany kandydat” do awansu kompletnie pokpił sprawę z Kluczborkiem. Po 17.minutach było 2:0 dla GieKSy, skończyło się 2:3. I to z drużyną, która tydzień temu spadła do 2. ligi. W Katowicach miał być awans, jest żałoba. Po meczu do dymisji podał się Jerzy Brzęczek.
Tak kończy się walka GieKSy o awans do ekstraklasy. Było dmuchanie balona niemal całą jesień i przerwę zimową. Wiosną, z meczu na na mecz, ciśnienie rosło, bo oczekiwania szły nieco innym torem niż rzeczywistość. GieKSa nie mogła odpalić.
Pojedyncze zwycięstwa, nawet wysokie, jak 4:1 w Pruszkowie czy 3:0 w Puławach, w niczym nie rekompensowały strat punktów w spotkaniach z bezpośrednimi rywalami do awansu.
[…] I potwierdziło się, że tragiczne wyniki piłkarzy Brzęczka w tej rundzie w meczach u siebie to nie przypadek. Ten zespół zwyczajnie nie trzyma ciśnienia. Coś w głowach piłkarzy nie zagrało na odpowiednim poziomie również w meczu z drużyną, która poza honorem, już nie ma się o co bić. Niezrozumiałe jest to tym bardziej, że po 17. minutach było już 2:0 po golach Prokicia i Jóźwiaka, a gospodarze mecz mieli całkowicie pod kontrolą. Trzeba było tylko dotrwać bez strat do końca i można było myśleć o kolejnym spotkaniu. Zadanie jednak wszystkich w Katowicach przerosło.
GieKSa od kilku już sezonów głośno mówi o powrocie do ekstraklasy. Teraz był to absolutny priorytet. Po rundzie jesiennej to właśnie ten zespół uznawano za najpoważniejszego kandydata do zajęcia 1. miejsca. Klub z tradycjami, z dużego miasta, poukładany, z niezłym zespołem i przyzwoitym trenerem. Kibice przygotowali słynny transparent z napisem „Murowany kandydat”, była sielanka i oczekiwanie na triumf. Do czasu.
Brzęczek zakończył to honorowo, podając się do dymisji. Co na to działacze?
– Jesteśmy bardzo rozczarowani ostatnimi wynikami zespołu. Dymisja trenera Jerzego Brzęczka została przez nas przyjęta. W najbliższym czasie poinformujemy, kto poprowadzi zespół w ostatnich dwóch meczach tego sezonu – poinformował menedżer klubu Dariusz Motała.
nto.pl – MKS Kluczbork sprawił sensację w Katowicach
Zespół MKS-u, choć przegrywał 0-2, to wygrał z GKS-em 3-2.
[…] Zwycięski gol dla MKS-u padł w niesamowitych okolicznościach. Gospodarze mieli rzut z autu i pod bramkę zespołu z Kluczborka pobiegł bramkarz „GieKSy” Sebastian Nowak. Gościom udało się wybić piłkę, znalazła się ona w strefie środkowej, gdzie skaczący do główki Nowak faulował na środku boiska Tomasza Swędrowskiego. Za chwilę „Swędru” wziął futbolówkę i jeszcze z własnej połowy widząc, że Nowak dopiero wraca do bramki mocno kopnął z rzutu wolnego. Piłka przeleciała nad wracającym Nowakiem i ugrzęzła w siatce. Gol! Zaraz po wznowieniu gry od środka przez gospodarzy arbiter zakończył spotkanie. Pierwsze w sezonie zwycięstwo już pogodzonego ze spadkiem do 2 ligi kluczborskiego zespołu stało się faktem. Dla GKS-u ta porażka w praktyce oznacza koniec szans na awans do ekstraklasy. Remis też w zasadzie pozbawiałby katowiczan nadziei. Po meczu ich trener Jerzy Brzęczek podał się do dymisji.
MKS za swoją grę zasłużył na wielkie brawa. W meczu, który był dla kluczborskiej drużyny bez stawki pokazał charakter i zdobył trzy punkty.
[…] GKS w drugiej połowie miał przewagę, ale nic z niej nie wynikało. Przy stanie 2-2 to goście byli bliżej szczęścia. W 72. min tuż koło słupka zza pola karnego uderzał Kościelniak. Ostania akcja meczu, gol Swędrowskiego, wygrana i radość po niej jeszcze na pewno długo zostanie w pamięci kluczborskich piłkarzy.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Jakubek 33
21 maja 2017 at 09:25
Redakcja jest czesciowo winna. Zbytnia Pewnosc siebie nigdy nie wychodzi na dobre. Pamietam artykul jak.mial do Krakowa odejsc Czerwinski. Pisaliscie ze bez sensu, ze za rok my bedziemy w ekstraklasie a Wisła spadnie. Oni na spokojnym.5 miejscu z Kadra w.nastepnym.sezonie walczaca o MP a my dalej w 1 lidze..Pycha nas zgubiła.
mirko
21 maja 2017 at 10:24
Jako kibic Chojniczanki myślę, że coś w tym jest o czym piszesz Jakubek.Po za tym moim zdaniem mieliście zbyt duże oczekiwania w stosunku do Waszych grajków z których zbyt wielu było najzwyczajniej bardzo przeciętnych. Garbacik i Abramowicz grali już w Chojniczance. O ile pierwszy jest jeszcze młody i robi pewnie postępy o tyle o drugim wiedziałem, że to solidny drwal ale piłkarko to nie jest zawodnik na awans. Oglądając ostatnio w tv mecz GKS z Górnikiem, naszła mnie taka refleksja, że gdyby wyciągnąć z katowickiej drużyny Foszmańczyka, który w tym meczu harował za dwóch to byłaby to przeciętna I ligowa drużyna. Za słaba linia pomocy na tle której Fosa jawił się jako piłkarski gigant. Może nieco więcej pokory i bardziej obiektywna ocena możliwości Waszej drużyny spowodowałyby teraz mniejszy ból d..y. Przed ostatnim meczem z Olimpią G. nastroje u nas były podobne z ta różnicą, że my tak naprawdę nic nie musimy.
Anokm
21 maja 2017 at 10:59
Co wy pierdolicie sprzedali mecz i tyle ale to wyjdzie
MEEEN
21 maja 2017 at 11:02
Dobrze piszesz Mirko. Ta drużyna przegrała każdy z najważniejszych meczów (remis ze Stomilem to też wg nas porażka)-jesteśmy średniakiem 1. ligi z umiejętnościami co najwyżej środka tabeli. Balonik został napompowany przez szczęście, które trzymało się nas w rundzie zimowej-po tej właśnie rundzie za bardzo uwierzyliśmy, że ta drużyna jest tak dobra. Boli to, że sfrajerzono najłatwiejszy sezon do osiągnięcia awansu od 10 lat. Trzeba żyć dalej-wiara czyni cuda!
Kato
21 maja 2017 at 11:10
I stało sie to co było wiadome od początku rundy wiosennej-aczkolwiek pompowanie balonika nie ustawalo .Miasta nie stać na ekstraklasę piłkarską.Dodatkowo musi być sponsor który przejmie połowę kosztów utrzymania drużyny.Do tego nie mamy stadionu!Z czym do ekstraklasy.Głupi Sącz wtopi na tym awansie gdzie mecze będzie rozgrywać 120km od domu.GieKSa niech buduje drużynę w oparciu o zawodników z naszego regionu.Będzie stadion za 5lat to będzie sponsor i realna szansa na ekstraklasę.
Awanssss
21 maja 2017 at 11:26
Dalej kurwaa pompujcie balon matoły!
Pisałem juz to wcześniej! Brać przykład z Niecieczy! Grali sobie spokojnie bez presji budowali drużyne nikt nie napierał i doszli do samej góry!
A nie kurwaaa jakieś jebane oprawy MUROWANY KANDYDAT i odrazu większa presja i kurwa huja grają. Rozumiem klub z Katowic stolica śląska fajnie by było być w ekstraklasie ale kurwa! tak to nigdy nie wjedziemy bo wiecznie presja wiecznie coś i będziemy dożywotnio grać w 1 lidze.
Trener tu jest mało winny bo robił to co mu kazali. Widać że to zarząd pociąga za sznurki bo JEST ZARZĄDEM i to od nich wszystko zależy. Także wypierdolić cały zarząd zmienić marketing, pozyskać dobrych sponsorów. Dopóki jesteśmy pod skrzydłami miasta to 1 liga bedzie u nas BARDZO DŁUGO!.
Przepraszam za słownictwo ale naprawde szkoda i brak słów na to wszystko.
ZARZĄD WYPIER*ALAJ
Waski
21 maja 2017 at 21:19
Ja 900zl rocznie becaluje na karnety dla rodziny żeby zarazić ich GIEKSA choć na wszystkich szpilach nie możemy być a tu zaś zong K… ile można bajtlowi 4 letniemu tłumaczyć ze zaś my przegrali ile można babie ściemniać ze w tym roku juz wejdemy do extraklasy ze się opłaca ta kasa dawać taki h.. koniec z karnetami koniec z obiecywankami wypierd…. z naszej GIEKSY patałachy GIEKSA TO MY GIEKSA To MY A NIE cygan I JEGO PSY POZDRO 5 SEKTOR