Dołącz do nas

Felietony

Już tylko cud może uratować tę bezjajeczną ekipę…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na mecz z Górnikiem jechaliśmy pełni nadziei. Nie było ku tej nadziei racjonalnych przesłanek. Przecież każdy ważny mecz w tej rundzie przegraliśmy. Nieosiągalne było dla nas nawet osiągnięcie remisu. Wszystko, co najważniejsze przewaliliśmy – zwłaszcza na Bukowej, chodzi o Podbeskidzie, Miedź i Sandecję. Chodzi też o mecz na Ludowym, gdzie nie potrafiliśmy dobić piłkarzy przeciwnika, „sympatycznie” wyzywanych przez swoich własnych kibiców.

Pozostawała nam ta wiara, kibicowska i irracjonalna. Że „tym razem będzie inaczej”. To taka wiara alkoholika, który wychodzi z odwyku i obiecuje wszystkim na około, że tym razem już nie podniesie kieliszka do ust. A chwilę potem wchodzi do pierwszej meliny i wraca do swoich nawyków.

No i na tej wierze się skończyło, bo po raz kolejny dostaliśmy w pysk od kopaczy. I to dosłownie, bo przecież pokarał nas Bartosz Kopacz, zawodnik Górnika. Który najpierw uratował swój zespół przed utratą bramki, a potem zapewnił trzy punkty gospodarzom.

Trener Brzęczek na konferencji powiedział, że jest „dumny ze swoich zawodników”. Już naprawdę nie chce się tego komentować. Gdzieś mamy, że to są wypowiedzi do mediów, pod publiczkę itd. Naprawdę bycie dumnym z tego, że przepierdala się niepowtarzalną okazję i cały sezon kolejka po kolejce, mecz po meczu, to trzeba mieć nierówno pod sufitem.

Co z tego, że GKS zagrał lepsze zawody niż z Sandecją? Tak naprawdę u trenera i niektórych kibiców powstała iluzja, że to był naprawdę dobry mecz w wykonaniu GieKSy. Pytanie tylko, na czym ta niby dobra jakość polegała. Na tym, że nie potrafimy oddać sensownego, celnego strzału na bramkę? Na tym, że wszelkie próby dośrodkowań kończą się na nodze/głowie piłkarza Górnika? Na tym, że podajemy w eter zamiast no nogi lub na dobieg?

A może na tym, że – co jest kuriozalne – próbujemy grać w dziadka na kilku metrach wymieniając kilka klepek i ostatecznie zawsze tracąc piłkę zamiast grać prosty futbol – podanie na skrzydło i centra?

GieKSa miała optyczną przewagę (sprawiającą chyba tę iluzję dobrej gry) w dużej mierze przez to, że Górnik od 31. minuty prowadził. Specjalnie się cofnął i w miarę kontrolował sytuację. Mimo to po żałosnych podaniach/zachowaniach Kalinkowskiego czy Zejdlera rywale stworzyli sobie bardzo groźne sytuacje na drugą bramkę.

My nawet z chaosu nie potrafimy stworzyć groźnej sytuacji, gdzieś kopnąć, wsadzić nogę w tłoku, wykorzystać błąd rywala. Jak to jest, że na naszym tle nawet słabo grające drużyny zawsze wyglądają jak taktyczni profesorowie?

No niestety tu dochodzimy do trenera Brzęczka, mocno przez nas oszczędzanego. Postulowaliśmy odstawienie Goncerza i Prażnovskyego i to szkoleniowiec zrobił. Ucieszyło nas to niezmiernie. Jak się okazało, wystawienie Pielorza było bardzo dobrym posunięciem, Łukasz zagrał dobry mecz. Lebedyński miał z Prokićem zrobić grę z przodu – to się nie udało, obaj zagrali dość katastrofalnie.

Ale naprawdę zachodzimy w głowę przy jednej roszadzie. Z Sandecją trener wprowadził pod koniec Jóźwiaka, który rozruszał grę, był bardzo aktywny i nawet sam Brzęczek na konferencji mówi, że do Jóźwiaka nie ma pretensji (w przeciwieństwie do prawie wszystkich pozostałych). W tym momencie jesteśmy już na sto procent przekonani, że Jóźwiak ma pewny plac na Górnik. A tu nam trener wprowadza Mandrysza. Zawodnika, który miotał się na boisku i choć bardzo chciał, to nie bardzo umiał. Dlaczego Mandrysz, a nie Jóźwiak? Naprawdę można mieć wrażenie, że trener pomylił zawodników. Obaj młodzi, szybcy. To jak Szpakowski kiedyś pomylił Trezegueta z Henrym mówiąc – „obaj podobni”…

Trener naprawdę się gubi w tym wszystkim. Zreflektował się i wprowadził potem Jóźwiaka, ale następnie na boisku pojawili się Goncerz (nic nie wniósł) i uwaga, uwaga – zbawca GKS Katowice, ostoja i ostatnia deska ratunku – Krzysztof Wołkowicz! No sorry, ale jeśli w akcie desperacji trener sięga po Wołka, to oznacza, że naprawdę nie mamy rozsądnych wariantów i szkoleniowiec sam już nie wie co ma robić…

No ale OK, nie ma co drwić z Wołka na boisku, bo czasu miał mało, trudny moment, umiejętności raczej niewielkie, więc zrobił co mógł – tragedii nie było. Błysnął natomiast w wywiadzie pomeczowym, gdy powiedział, że GKS gra najładniejszą piłkę w tej lidze. To jest tak tragiczne, że aż śmieszne – mówić o pięknie piłki w lidze partaczy (oprócz Sandecji) i cieszyć się estetyką pozorowanej tiki-taki, która i tak kończy się kopnięciem piłki w aut boczny lub bramkowy/za mocnym podaniem na zapalenie płuc/podaniem do przeciwnika. No kuźwa, piękno piłki w wydaniu piłkarzy GKS Katowice – palce lizać.

No ale jak ta gra ma się układać, gdy Tomasz Foszmańczyk zgrywa technika wszechczasów i zamiast po prostu wziąć i zapierdalać po tym boisku, on myśli, że swoimi bajecznymi zagraniami będzie czarował zabrską i katowicką publiczność? Fosa nie zrobi wślizgu, nie włoży nogi, metr od piłki to już zbyt daleko, by się popisać agresją. Nie da się w taki sposób grać. Nie pomaga mu oczywiście ta gra na skrzydle, o czym przestaliśmy już pisać, bo zostało to na stałe, ale trener też robi krzywdę zawodnikowi każąc mu grać na flance. W każdym razie przez ślepą wiarę w swoje umiejętności Tomasz podejmuje masę złych decyzji na boisku i jest po prostu nieefektywny.

Można by mnożyć i mnożyć przykłady tego, co jest nie tak…

GKS Katowice nie zasługuje na awans w tym sezonie. Mamy przeciętny zespół – jedynie na środek tabeli. Na tą przeciętność składa się nie tylko umiejętność gry w piłkę (raczej kopania się po czole), ale także, a może przede wszystkim – to co ma się w głowie. Nie wiadomo, czy my mamy piłkarzy mało ambitnych czy po prostu robiących w pampersa, gdy tylko pojawia się minimum gry o stawkę. W każdym razie daleko, do nazwania ich sportowcami, bo pierwszym atrybutem sportowca jej posiadanie jaj. Jak to ktoś ładnie napisał – oni chyba są w permanetnym szoku, że robią wszystko, by nie awansować, a ciągle są w samym czubie tabeli. My też się dziwimy.

Nie, nie posądzamy ich o to, że nie chcą awansować. Oni rzeczywiście są po prostu po pierwsze za słabi na walkę o awans, po drugie posrani tą perspektywą. A po trzecie mają trenera, który kompletnie nie ogarnia tego burdelu na boisku. Trener Brzęczek swoimi decyzjami personalnymi jest mocno współodpowiedzialny za żenujące wyniki w tej rundzie.

Po katastrofach z wiosny, wspomnianych porażkach u siebie, przyszły dwa zwycięstwa – z Tychami i Siedlcami. Mimo wielu strat punktowych, tydzień temu z kawałkiem wyrobiliśmy sobie naprawdę może nie autostradę, ale drogę szybkiego ruchu do ekstraklasy. Każdy mówił, że nadchodzą dwa kluczowe mecze, które będą prawdopodobnie decydować o naszym losie. I nie potrafiliśmy zdobyć ani bramki, ani punktu. Oba te mecze zostały zawalone tak samo, jak wszystkie poprzednie istotne spotkania tej rundzie. Łudziliśmy się, że schemat będzie inny, ale znów na darmo. Było dokładnie tak samo.

Nie wiemy jak będzie dzisiaj w meczach innych rywali. Nie wiemy na ten moment, co zrobią Wigry, Zagłębie, Olimpia, Chojniczanka, Podbeskidzie, Miedź…  Może się tak zdarzyć, że spadniemy nawet na siódme miejsce. Wydaje się, że limit szczęścia w postaci porażek rywali, gdy my przegrywaliśmy swoje mecze, został już wyczerpany.

Na ten moment ciągle jednak jesteśmy w grze. W sposób żenujący, niezasłużony i kompromitujący, ale jednak ciągle w grze. Jeszcze tli się iskierka nadziei na to, że zdarzy się cud. Tak jak we wstępie do tego artykułu – nie jest ona oparta na czymś racjonalnym, na dobrej grze zespołu i wierze w piłkarską dojrzałość zawodników. Wiara dotyczy tego, że los się odwróci, Opatrzność będzie nad nami czuwać i piłka sama będzie wpadać do bramki rywali, a w innych meczach wyniki będą dalej dla nas korzystne.

Trener mówi, że jeśli GKS wygra trzy mecze, to powinien awansować do ekstraklasy. Nie jest to wykluczone, ale też nie jest pewne. Pozostawiamy tę kwestię otwartą i niech to będzie jedyna dobra wróżba na ostatnie trzy kolejki. Tylko trenerze – zrób coś, żeby właśnie te trzy mecze wygrać, bo jak na razie to my mamy problem z osiągnięciem remisu…

I jeszcze jedna nadzieja… Niech ten tytuł i tekst spowoduje u was agresję, którą będziecie potrafili przełożyć na boisku. Udowodnijcie, że jesteście mężczyznami.

26 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

26 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ekspert

    17 maja 2017 at 11:20

    Z tym awansem jest jak ze stadionem – gra pozorów.
    Jakby komuś z gabinetów zależało na awansie to nie zatrudniłby Brzęczka .

  2. Avatar photo

    psz

    17 maja 2017 at 11:27

    Póki co jesteśmy żałośni, niestety…

  3. Avatar photo

    KaTo

    17 maja 2017 at 11:38

    Wstyd ! taka szansa na awans !! a ci pseudokopacze wszystkie najważniejsze mecze w ryj ! goncerz pakuj się i wypi…. z GieKSy ! nie ośmieszaj się Ty pseudograjku. budowac tą drużynę od nowa !!

  4. Avatar photo

    tyta

    17 maja 2017 at 11:42

    … Shellu drukuj artykuł nawet z błędami i wrzuć do klubowych skrzynek komu trzeba. Może przeczytają to odpowiedni ludzie i zasieje to w nich ziarenko na przyszłość bo ten sezon dla nas prawdziwych GieKSiarzy został już spalony.

  5. Avatar photo

    Irishman

    17 maja 2017 at 11:49

    „Jak to jest, że na naszym tle nawet słabo grające drużyny zawsze wyglądają jak taktyczni profesorowie?”

    Ale przecież Ty Shellu znasz odpowiedź na to pytanie. Piłka, a tym bardziej I-ligowa to prosta gra. Rozpierdzielały mnie te wszystkie głupoty o tym, jak my to pięknie gramy, w które uwierzyli już nawet sami piłkarze. No oczywiście, można k…a młotek przyozdobić w kwiatki i pomalować go na pomarańczowo, żeby ładnie wyglądał. No tylko, że młotek służy do przybijania gwoździ, tak samo jak gra w piłkę polega na strzelaniu goli choćby najprostszymi metodami. No, chyba, że ma się piłkarzy o dwie klasy lepszych od przeciwników, to można jeszcze efektownie pokazać kilka sztuczek pod publiczkę.
    Wczoraj Brosz pokazał Brzęczkowi jak się tworzy drużynę, która potrafi SKUTECZNIE grać w piłkę. Wcześniej pokazywali mu to także inni trenerzy, niestety bez efektu. Podejrzewam, że podobnie było i W Gdańsku, i w Częstochowie, a na pewno było tak u nas rok temu, na wiosnę gdy także oczy krwawiły od patrzenia na ten piach, który graliśmy. Niestety Pan trener wie lepiej i uparcie stoi na swoim. No więc niech stoi, byle jak najdalej od nas…a najlepiej, u któregoś z naszych rywali.

    Tak, więc dajmy spokój piłkarzom, którzy po prostu „szanują piłkę” i wierzą w to co im wmawia trener, że o to w piłce chodzi.
    Cóż nam, kibicom pozostaje? Teraz już tylko też w to uwierzyć, bo w końcu cuda się zdarzają!

  6. Avatar photo

    tyta

    17 maja 2017 at 11:51

    …a i jeszcze jedno pamiętajmy że za rok wybory samorządowe, bądźmy czujni i pamiętliwi za lata upokorzeń !

  7. Avatar photo

    Mader

    17 maja 2017 at 11:57

    Kolejny artykuł Shella trafiony w punkt.
    Michał, serio, podziwiam Cię. Tyle jeżdżenia po wioskach, pisania tych samych artykułów (schemat tej rundy – przed meczem: musimy, historyczna chwila, po meczu: znowu, kurwa, w dupę).
    Mamy bardzo zdolne pokolenie kibiców, którzy dają więcej, niż doping na każdym meczu, które skazane jest na wielokrotne jeżdżenie do Chojnic, czy innego Bytowa. Szacun dla Was – wytrwajcie w tym co robicie.
    A co do meczu i obecnej sytuacji – nie ma co komentowac, chyba wszystko zostalo juz powiedziane i napisane. Ta liga jest tak pojebana, że może 3 czerwca – po raz tysięczny w tym dziesięcioleciu będzie mecz o wszystko, i tym razem wreszcie się uda. Nadzieja umiera ostatnia…

  8. Avatar photo

    falko

    17 maja 2017 at 12:12

    Dobry artykuł jest w nim wszystko co dzieje się w naszej ukochanej Gieksie Pseudo Prezes Pseudo Trener i Pseudo kopacze wszystko na temat

  9. Avatar photo

    GieKSiorz

    17 maja 2017 at 12:16

    ten sezon można na luzie potraktować,chyba ze naprawdę by musial być cud,ale nie zasługujemy na ekstraklasę jesteśmy za slabi!!!nie chce przezyc np.meczu GKS-legia 0-8,a z tymi pseudopilkarzynami i tym dziadem brzeczkiem to jest pewne.proste Cygan obiecal awans nie ma go przyszedł czas rozliczen,Brzeczek out daremny jesteś,Motala out,transfery hujnia,kazdy zakupiony zima pseudo kopacz na lawie siedzi.My kibice musimy poważnie wziasc sprawy w swoje rece,powinnismy poważnie porozmawiać z p.Krupa bo to miasto jest naszym wlascicielem,trzego on naprawdę chce,cisnac tez o stadion.GieKSa to MY!!!

  10. Avatar photo

    tombotleg

    17 maja 2017 at 12:31

    Super opisane, chyba nie ma co dodawać..szkoda tylko ludzi, tego entuzjazmu który ludzie mieli w oczach mimo kolejnych klep od frajerskich ekip, jesteśmy w głębokiej dupie, wydawało się że od roku wszystko zaczęło się kręcić ale to tylko pozory, na boisku piłkarsko jesteśmy frajerami do potęgi.

  11. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 14:46

    @Irishman, zgadzam się z Tobą w 100% że to nie wina piłkarzy tylko Brzęczka i jego zaleceń. Podobny do Stawowego. Nawałka potrafił z przeciętnych zrobić czołową drużynę a ten gamoń z czołowych piłkarzy ligi zrobił przeciętny zespół. To dlatego jak od nas odchodzą zaczynają lepiej grać, nie mamy szczęścia do trenerów. Ups to nie szczęście tylko kolejny gamoń który ich zatrudnia.

  12. Avatar photo

    Michał

    17 maja 2017 at 14:52

    Jak zwykle świetny tekst i słowa z którymi zgadzam się w 100% – „GKS nie zasługuje na awans w tym sezonie”. Można wierzyć, myśleć i marzyć ale prawda jest taka a nie inna. Tym bardziej, że „oni są za słabi na walkę o ekstraklasę” ! Życzę wszystkim stalowych nerwów.

  13. Avatar photo

    hajna

    17 maja 2017 at 15:36

    Można narzekać ale giekse trenuje nadal trener na poziomie czwartej ligi nie mający pojęcia o podstawach.Gornik zagrał bardzo słabo ale miał szczęście niestety Nowak w bramce zagrał po raz trzeci bardzo słabo jest mało zwrotny.No cóż według założeń miasta wejście do ekstraklasy ma się łączyć z wyborami co dał do zrozumienia prezes Cygan określając czas budowy drużyny i awans więc nic się nie stało i jest zgodne z planem problemem jest tylko trener.

  14. Avatar photo

    Bartolo

    17 maja 2017 at 16:56

    Akurat wczoraj o dziwo nie można im odmówić ambicji.Gdyby tak ciorali w każdym meczu wcześniej,to nastroje byłyby inne.

  15. Avatar photo

    Berol

    17 maja 2017 at 17:28

    zawalili w wczesniejszych spotkaniach przede wszystkim np z Stomilem , Miedzią ,Podbeskidziem , Sandecją …. tu zgadzam sie z Bartolo ze sie cos tam starali a nie wychodziło gdyby w taki sposób grali walczac to pewnie dawno juz bysmy mieli dobra ilosc pt do awansu . Po Sandecji byłem zreszta tak załamany tym co pokazali bo to było total dno że wczoraj nawet mi sie podobało ze cos walczyli . Musiałbym ten mecz jeszcze raz zobaczyc na spokojnie z powtórki tv bo nie wiem czy to obiektywna ocena super stadion swietna atmosfera kibicowskie swieto , to zaciemnia obraz ale akurat tu walczyli ale co z tego jak za wrazenia artystyczne nie ma pt w tym sporcie… W najczarniejszych snach nikt z nas sie nie spodziewał ze wyniki na wiosne beda az tak koszmarne były mecze lepsze lub gorsze w wykonaniu ale bilans jest porażający jak idzie o pt tylko temu ze inni albo nie chca awansowac też jak my albo sa po prostu słabi jeszcze sie liczymy matematycznie z szansami na awans

  16. Avatar photo

    Stefan

    17 maja 2017 at 19:16

    Ha ha ha Shellu się obudził.Brzeczek do wyjebania po Bielsku ,teraz można pisać i wylewać żale.Drużyna przygotowana fatalnie ,KAŻDY zawodnik zalicza zjadz nawet Fosa,Kamyk,Alan,Mikolaj nie wspominajac o Goncerzu.Ciekawe ile prawdy jest w stwierdzeniu „Za Cygana awansu nie będzie?
    Redaktorze to po części Wasza wina ,trzeba było czarno na białym opisać ze mamy na ławce miernote trenerska.Wiara w szczęście to nam kibicom pozostało ,ale to mamy od kilku kolejek .Nie dziwię się ze nie dostrzegli tego inni ,ale Shellu wydaje się ze wiesz o co w „tym” chodzi.Wczoraj osoby będące blisko klubu straciły nadzieję.

  17. Avatar photo

    Eda67

    17 maja 2017 at 19:40

    Można się w nieskończoność wyżywać po Brzęczku i piłkarzach ale moim zdaniem główną odpowiedzialność za tę żenadę ponoszą Cygan i Motała. Jeden zatrudnił przeciętnego trenera i potrafił mu wmówić że jest świetny niczym Ancelotti a drugi nakupił antytalentów z całej Polski i Bałkanów, którzy wyrzucili ze składu naszych wychowanków a niczego dobrego do gry nie wnieśli. Zatrudnili Cerimagicia a nie załatwili polskiego paszportu Prokiciowi. Efekt- na boisku może grać tylko jeden z nich. Paranoja! Trójca C+M+B do wyj…a od zaraz!

  18. Avatar photo

    Jarek

    17 maja 2017 at 19:42

    Alan w czerwcu odchodzi pewne info.

  19. Avatar photo

    tomek

    17 maja 2017 at 20:09

    To juz naprawde robi sie tak zabawne ze kabaretu nie trzeba ogladac. Z jednej strony smutno bo GKS nie awansuje z drugiej strony mowilem to od poczatku ze nie ma ku temu zadnych podstaw. Oj strasznie bylem rugany i wymyslany od roznych. włączcie ludzie logike i myslenie. Jak to ie stalo ze to trio uspilo calkowicie czujnosc kibicow i mialo spokoj w sytuacji, gdy nalezalo podejmowac ostre ciecia. Panowie Redaktorzy wy tez macie sporo na sumieniu bo robiliscie taka klake ze zal bylo patrzec. Rozsadni kibice juz dawno pisali o brzeczku goncerzu i paru innych. Wy zaś uspokajaliscie nastroje i wystawialiscie wysokie noty za nic.Pisaliscie jaki to gonzo zasluzony. Co to ma do rzeczy za zaslugi to mozna dostac miejsce na powazkach. w sporcie i w zyciu bierze sie ludzi ktorzy cos potrafia. Na koncu nawet powtarzaliscie okreslenia z formum gonzo statysta. Fajnie ze w koncu rozowe okulary gdzies zaginely tylko co z tego jak po ptokach.Na zakonczenie prosze was bardzo przestancie sie nadymac i pisac hasel obowiazkowe zwyciestwo bic lidera bo to jest smieszne tak samo jak kretynizm pt ekstraklasa albo smierc. troche pokory i racjonalnosci w ocenach.

  20. Avatar photo

    Berol

    17 maja 2017 at 20:26

    wszystko rozumie prócz jednego…. ktos do nas przychodzi jest w miare dobry i potem zjazd i kaszana w grze ktos od nas odchodzi u nas mizeria ze zal patrzec w nowym klubie odżywa gra ok i strzela o co tu kaman ? no chyba serio jak ktos kiedys napisał u nas ciepły kurwidołek że nie trzeba sie starac bo nikomu na niczym nie zależy prócz kibiców a jak ktos sie wychyla szybko przez reszte jest doprowadzany do odpowiedniego poziomu to mnie boli………ze tu chyba wszystkim dobrze w tym bagnie 1 ligi i miastu i działaczom i grajkom a szansa była hmm jeszcze niby jest by ruszyc wreszcie do przodu po tych latach marazmu

  21. Avatar photo

    tomek

    17 maja 2017 at 21:11

    Berol jest dokladnie tak jak piszesz.

  22. Avatar photo

    Gonzo

    18 maja 2017 at 07:53

    To wszystko jest przesadzone od gornie,oni juz wiedza ze gieksa ma nie awansowac…i chuj,a kibice wierza jak debile..cza wyjebac kogos z gornej polki

  23. Avatar photo

    Mecza

    18 maja 2017 at 09:31

    Ale wy dupczycie, mają zakaz awansu. Pewnie Krupa im zakazał a może nawet Uszok. Wydaje mi się jednak ze prezes z „Ucho Prezesa” Tak to może być on. Gdyby padło choćby podobne słowo do piłkarzy to już głośno by było o tym w prasie. Od razu przeciek. Przecież to by było wyśmienite alibi dla tej padaki. Są słabi i tyle. Trener też by tego nie firmował, on już i tak ma przerąbane i koniec kariery na wysokim szczeblu.

  24. Avatar photo

    Tomek

    18 maja 2017 at 09:55

    Też uważam, że pisanie bzdur o zakazie awansu ma się nijak do rzeczywistości i kłóci się z zasadami logicznego myślenia. Temat jet prosty banda nieudaczników wzieła się za projekt awans i go nie zrealizowała. Po co dorabiać do tego jakąś ideologię.

  25. Avatar photo

    Alan

    18 maja 2017 at 15:02

    Ludzie ! ocknijcie sie! Ogladacie pewnie ekstraklase? Widzicie jakie pieniadze I jakie stadiony maja kluby?!!
    My nie mamy niczego. Jestesmy przecietnym klubem I tyle!@!! Taka smutna rzeczywistosc.
    I nie oczekujcie od trenera I prezesa lub od miasta cudow!!!
    Miasto owszem, moze pomoc budujac stadion I tyle! Na reszte trzeba miec sponsora bo inaczej sie konczy jak widzewy ruchy I inne finansowane z kasy kluby….
    Jak bedzie stadion, moze bedzie sponsor, zainteresowanie, moze zniknie cholota itd Bedzie kasa I bedzie mozna zaczac budowac klub. Na chwile obecna to jestesmy tam gdzie nasze miejsce. Koniec I kropka. 🙁

  26. Avatar photo

    1964

    18 maja 2017 at 22:11

    Piszecie o tym jak każdy kopacz przychodząc do GieKSy nagle zapomina jak gra się w piłkę.Być może problemem jest prezes Cygan.Prezes musi być skurw…. dla swoich pracowników a nie kolegą.Piłkarze muszą czuć presje ze strony szefa,wtedy jest mobilizacja,bo w razie niepowodzenia będzie kapa!A pan Cygan po porażce pewnie wchodzi do szatni i klepie po pkecach ów nieudaczników mówiąc teksty typu nie przejmuj się następnym razem będzie lepiej.Nie tu jest GieKSa tu jest presja!Prezes ma przyjść w razie potrzeby w przerwie czy po meczu do szatni i zrobić taką haję że sie skórokopy posrają.Dzięki.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga