Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Przeciętny występ siatkarzy GieKSy z Politechniką
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 99 minut, z czego I set 24 min. – II set 24 min. – III set 25 min. – IV set 26 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 18
Ilość zdobytych punktów – GKS 61: Van Walle 14, Sobański 14, Kapelus 10, Krulicki 8, Butryn 6, Pietraszko 5, Kalembka 3, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 22: Sobański 9, Krulicki 5, Pietraszko 3, Van Walle 3, Butryn 1, Falaschi 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 17: Sobański 8, Van Walle 7, Krulicki 4, Kapelus 2, Pietraszko 2, Fijałek -1, Stelmach -1, Stańczak -1, Butryn -3.
Ilość zagrywek – GKS 80: Sobański 20, Kapelus 13, Pietraszko 11, Krulicki 8, Falaschi 8, Van Walle 7, Butryn 4, Kalembka 4, Fijałek 4, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Kapelus 4, Krulicki 3, Butryn 3, Kalembka 2, Pietraszko 2, Sobański 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Sobański 4, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 81: Sobański 42, Stańczak 17, Kapelus 14, Stelmach 3, Krulicki 2, Kalembka 2, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Kapelus 1, Stelmach 1, Sobański 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 51%: Pietraszko 100%, Kapelus 57%, Stańczak 53%, Krulicki 50%, Sobański 50%, Stelmach 33%, Kalembka 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Krulicki 50%, Kapelus 36%, Sobański 29%, Stańczak 24%, Kalembka 0%, Pietraszko 0%, Stelmach 0%.
Ilość ataków – GKS 99: Kapelus 21, Butryn 20, Van Walle 19, Sobański 19, Pietraszko 7, Krulicki 6, Kalembka 5, Fijałek 1, Stelmach 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Van Walle 3, Kapelus 2, Sobański 2, Butryn 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 12: Butryn 5, Van Walle 3, Krulicki 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 44: Van Walle 11, Kapelus 9, Sobański 8, Butryn 6, Krulicki 4, Kalembka 3, Pietraszko 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Krulicki 67%, Kalembka 60%, Van Walle 58%, Kapelus 43%, Pietraszko 43%, Sobański 42%, Butryn 30%, Fijałek 0%, Stelmach 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 12: Krulicki 4, Van Walle 3, Sobański 2, Falaschi 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Zawodnicy GKS-u dobrze weszli w mecz prowadząc nawet przez pięć akcji (4:5), ale im dalej w las… Od momentu wyjścia na prowadzenie gospodarzy, tak naprawdę już nie nawiązaliśmy walki w tym secie. Mieliśmy duże problemy w ataku oraz w ogóle nie funkcjonowała gra blok-obrona. Swoje zrobiła też słaba zagrywka. Politechnika systematycznie powiększała swą przewagę, od 8:6, poprzez 14:11, dalej 16:12, 18:13 i 23:17, aż do końca 25:18. Skuteczność w ataku procentowo wyszło bardzo słabo w naszym wykonaniu – GKS miał 32%, a Inżynierowie 68% – choć punktowo aż tak źle znów nie było, bo „tylko” 10:13 dla Politechniki. GieKSa miała tylko 2 asy serwisowe, a gospodarze za to 2 bloki, a więc na remis i obie ekipy słabo w tych elementach. Błędy własne, tym daliśmy sporą pożywkę miejscowym – GKS aż 10, przy 6 miejscowych. Przyjęcie dość wyrównane po obu stronach – dokładne na poziomie 48% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 21%. Nie było u nas gracza, który by wziął na swe barki zdobywanie punktów. Zaciął się Butryn, który na 12 ataków skończył zaledwie 3, czyli 25%.
Drugiego seta bardzo źle zaczęliśmy, bo od wyniku 3:0 dla warszawian i gra wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Owszem zdarzały się pojedyncze dobre akcje, ale częściej zdarzały się krótkie przestoje w grze (było takich aż 5), które Politechnika wykorzystywała natychmiast i powoli powiększała swą przewagę, niż jakaś seria na naszą korzyść (taka była tylko jedna w tym secie i to tylko trzypunktowa!). Jak w takich okolicznościach liczyć na wyrównaną grę, że o odrabianiu strat nie wspomnę. Tak po prawdzie mówiąc kolokwialnie, przez taką grę dość szybko było „posprzątane” – 13:6, 17:9 i 20:11. Skuteczność w ataku o dziwo procentowo lepsza u nas – GKS miał 53%, a Politechnika 48% – ale w punktach przegraliśmy minimalnie 10:11. Mało było kontr, to i taki potem wynik wychodzi. Politechnika miała po 4 asy i bloki, a GKS tylko 3 bloki, więc tu widać nasze straty. Błędy własne tym razem mniej, ale i tak dołożyliśmy dwa oczka rywalom – GKS miał ich 6 przy 4 Inżynierów. Przyjęcie u nas spadło i to mocno – dokładne na poziomie 38% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 21%. Punktowanie znów rozłożyło się na całą drużynę, ale było z tego zaledwie 13 oczek.
Po dziesięciominutowej przerwie znów źle zaczęliśmy (4:1) i wydawało się, że może to być ostatnia partia w tym meczu. Na szczęście dość szybko sytuacja się poprawiła i wyjściu na prowadzenie 6:8 oraz chwilowej wyrównanej grze, wykorzystaliśmy duży przestój w grze gospodarzy. Wszystko zaczęło się od stanu 11:10 dla warszawian, gdy siatkarze Politechniki wpadli w jakąś czarną dziurę i następny punkt po własnej skutecznej akcji zdobyli dopiero przy wyniku… 14:21 dla naszego zespołu! W tym okresie Inżynierowie popełnili tylko 3 błędy własne, więc tak dobry wynik dla GieKSy wziął się ze znacznie lepszej gry w wykonaniu naszej drużyny i stąd też tak wysoka wygrana w tym secie. Skuteczność w ataku procentowo znacznie lepsza po naszej stronie – GKS 46%, a Politechnika 33% – ale nie dało to jakiejś znaczącej przewagi, bo wyliczono tylko 11:9 dla GKS-u. Różnicę zrobiliśmy w grze na siatce – w asach i blokach było 10:3 dla GieKSy. Błędy własne prawie na remis – GKS miał 5, a gospodarze 4. Przyjęcie znacznie lepsze w naszej drużynie – dokładne na poziomie 53% do 33%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 14%. W ataku najlepiej zaprezentował się Sobański, zdobywca 7 oczek, przy 57% skuteczności.
Niestety w czwartej partii wróciliśmy do gry z dwóch pierwszych setów. Już od początku byliśmy na minusie (6:2) i znów trudno myśleć o odrabianiu strat, gdy nie ma prawie wcale serii punktowych (tym razem były tylko dwie i tylko dwupunktowe) na naszą korzyść. Do tego doszła spora liczba błędów własnych i taki potem jest tego efekt końcowy. Skuteczność w ataku była wysoka po obu stronach – GKS 52%, a Politechnika aż 64% – ale ponownie w punktach nie miało to wielkiego przełożenia, bo tylko 13:14. W asach i blokach też przeciętnie i bez większej różnicy – 2:3 dla gospodarzy. Błędy własne, tu było za dużo, bo aż 8 po stronie GKS-u, przy tylko 4 Inżynierów. Przyjęcie bardzo dobre z obu stron – dokładne na poziomie 64% do 62%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 38%. W ataku całą grę trzymał nam Van Walle, który na 9 akcji skończył ich aż 7 (czyli 78% – rewelacja) i do tego dołożył 2 bloki punktowe. Zabrakło wsparcia przyjmujących, że o środkowych nie wspomnę.
Ogólnie zagraliśmy bardzo przeciętne zawody, z jednym bardzo dobrym setem i tyle. To była już trzecia porażka w lidze z warszawianami i teraz aby wywalczyć sobie to 9 miejsce, musimy dziś w Spodku pokonać Politechnikę 3:0 lub 3:1 i jeszcze wygrać takiego dodatkowego „złotego” seta (taki ponadplanowy tie-break). Swoją drogą to jest trochę głupi regulamin, bo (już pomijam spotkania o niższe lokaty) w walce o medale mistrzostw Polski, można przegrać ostatnie spotkanie i wygrać całą rywalizację, jeszcze w trakcie trwania tego meczu! Toż to absurd kompletny. Istotą play-offu jest przecież wygrywanie i zwycięzcą powinna być drużyna wygrywająca ostatni mecz, a takie dwumecze to są dobre w europejskich pucharach. Miejmy nadzieję, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i przywróci klasyczny play-off. Teraz końcowe liczby meczu w Warszawie. Skuteczność w ataku dobra po obu stronach – GKS miał 44%, a Politechnika 52% – w punktach wyszło 44:47. W asach lepszy GKS 5:4, a w blokach remis po 12. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 61:63 dla Inżynierów, a więc nie było jakiejś sporej różnicy. Błędy własne – GKS aż 29 w tym 18 w zagrywce, przy tylko 18 Politechniki – widać jak na dłoni, że tu mecz został przegrany. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 51% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 23% – ale nie miało to kompletnie żadnego przełożenia na wynik. Najrówniej grającym siatkarzem w naszym zespole był bez wątpienia Rafał Sobański, który zdobył 14 punktów, na 19 ataków skończył tylko 8 (42% skuteczności, szkoda, że wciąż tak przeciętna) oraz miał 4 asy serwisowe i 2 bloki punktowe. Za trzecią partię należy też pochwalić Gerta Van Walle, co nie robiliśmy zbyt często w tym sezonie, łącznie na 19 ataków skończył 11 piłek (58%) i dorzucił 3 bloki.
Zamykamy temat meczu w Warszawie i szykujemy się na pożegnanie sezonu w Spodku!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 31 meczach (123 sety)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 3177 minut, z czego I set 816 min. – II set 812 min. – III set 833 min. – IV set 492 min. – V set 224 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 796: zagrywka 487, atak 200, siatka + inne 109.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 818: zagrywka 501, atak 231, siatka 29, inne 57.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1900: Butryn 466, Kapelus 375, Sobański 266, Kalembka 201, Krulicki 191, Van Walle 170, Błoński 91, Pietraszko 69, Falaschi 47, Fijałek 13, Stelmach 11.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 639: Butryn 155, Kapelus 96, Kalembka 85, Sobański 85, Krulicki 72, Van Walle 45, Błoński 36, Pietraszko 27, Falaschi 22, Fijałek 9, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1261: Butryn 311, Kapelus 279, Sobański 181, Van Walle 125, Krulicki 119, Kalembka 116, Błoński 55, Pietraszko 42, Falaschi 25, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 755: Butryn 240, Kapelus 189, Krulicki 109, Van Walle 86, Kalembka 71, Sobański 61, Pietraszko 17, Falaschi 16, Błoński 9, Stelmach 3, Fijałek -4, Mariański -16, Stańczak -26.
Ilość zagrywek – GKS 2703: Kalembka 399, Kapelus 368, Krulicki 360, Sobański 352, Butryn 346, Falaschi 315, Van Walle 169, Pietraszko 158, Błoński 136, Fijałek 76, Stelmach 24.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 501: Kalembka 93, Sobański 75, Butryn 74, Krulicki 54, Pietraszko 45, Kapelus 44, Błoński 38, Van Walle 32, Falaschi 27, Fijałek 15, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 164: Butryn 35, Kalembka 28, Sobański 26, Kapelus 22, Pietraszko 12, Krulicki 11, Van Walle 11, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 2273: Sobański 740, Kapelus 616, Stańczak 324, Mariański 257, Błoński 244, Stelmach 32, Kalembka 19, Krulicki 16, Falaschi 10, Pietraszko 8, Butryn 5, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 145: Sobański 47, Kapelus 36, Stańczak 26, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 580: Sobański 210, Kapelus 150, Stańczak 79, Błoński 62, Mariański 54, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 5, Kalembka 3, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 462: Sobański 162, Kapelus 105, Mariański 75, Stańczak 70, Błoński 39, Kalembka 4, Krulicki 4, Stelmach 3.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 29%, Krulicki 25%, Sobański 22%, Stańczak 22%, Kalembka 21%, Kapelus 17%, Błoński 16%, Stelmach 9%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 3183: Butryn 806, Kapelus 761, Sobański 533, Van Walle 331, Kalembka 229, Krulicki 214, Błoński 185, Pietraszko 65, Falaschi 40, Stelmach 14, Fijałek 5.
Ilość błędów w ataku – GKS 231: Butryn 70, Kapelus 46, Sobański 37, Kalembka 22, Van Walle 22, Błoński 16, Krulicki 12, Pietraszko 5, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 268: Butryn 81, Kapelus 60, Sobański 46, Van Walle 30, Błoński 17, Kalembka 14, Krulicki 14, Stelmach 2, Pietraszko 2, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1440: Butryn 383, Kapelus 322, Sobański 211, Van Walle 146, Krulicki 118, Kalembka 115, Błoński 75, Pietraszko 44, Falaschi 19, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 68%, Krulicki 55%, Kalembka 50%, Falaschi 48%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%, Fijałek 40%, Stelmach 36%.
Ilość bloków punktowych – GKS 296: Krulicki 62, Kalembka 58, Butryn 48, Kapelus 31, Sobański 29, Falaschi 21, Pietraszko 13, Van Walle 13, Fijałek 9, Błoński 7, Stelmach 5.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 29: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze