Piłka nożna Prasówka
Wracają demony z przeszłości? Media po przegranym meczu w Sosnowcu
Piłkarze GieKSy przegrali wczoraj z Zagłębiem Sosnowiec 0:1. Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów, które wybraliśmy dla Was.
sportowefakty.wp.pl – Zagłębie – GKS Katowice: powrót snajpera. Sosnowiczanie górą za plecami lidera
Zagłębie Sosnowiec wygrało 1:0 z GKS-em Katowice w 22. kolejce Nice I ligi i wyprzedziło pokonaną drużynę w tabeli.
[…] Zagłębie Sosnowiec zaplanowało atak na wicelidera z wykorzystaniem skrzydeł. Operowali tam młodzi i dynamiczni Konrad Michalak oraz Robert Bartczak, a pomagał im Żarko Udovicić, czyli obrońca z żelaznymi płucami, którego ataki na lewej stronie boiska stały się znakiem rozpoznawczym na zapleczu Lotto Ekstraklasy.
GKS Katowice zrewanżował się dwiema sytuacjami podbramkowymi. Mikołaj Lebedyński był na papierze ustawiony za plecami Andreji Prokicia, natomiast często wbiegał w miejsce najbardziej wysuniętego zawodnika. Pierwsze uderzenie wychowanek Arkonii Szczecin oddał głową, a drugie nogą. Oba były blisko słupka Zagłębia.
Przed przerwą katowiczanie zapędzili się jeszcze kilkakrotnie pod bramkę Zagłębia, ale nie potrafili tych rajdów udokumentować golem. Kamil Jóźwiak nadział się na interwencję Wojciecha Fabisiaka, natomiast Andreja Prokić chybił.
katowickisport.pl – Odrodzenie Zagłębia! A GieKSie brakuje egzekutora
Siedmiu zmian w podstawowej jedenastce w porównaniu z meczem przeciwko Sandecji dokonał trener Dariusz Banasik. Nie brakowało jednak w piątkowy wieczór na trybunach Stadionu Ludowego takich, którzy twierdzili, że gra Zagłębia wygląda jeszcze gorzej, niż w Nowym Sączu. I – zwłaszcza przed przerwą – taką tezę łatwo było obronić. Ale w piłkę gra się 90, a nie 45 minut…
Sosnowiczanie w tej odsłonie z rzadka przekraczali… linię środkową; jeszcze rzadziej czynili to z piłką. Długimi minutami sprawiali wrażenie, jakby ich jedynym pomysłem na spotkanie była taktyka „bij a leć”.
[…] Co się zdarzyło w przerwie w obu szatniach? Być może nieco światła rzuca na tę kwestię wypowiedź schodzącego z boiska po I połowie Tomasza Nowaka. – W przerwie musimy poważnie porozmawiać. Może głowa jest za bardzo spięta i to tam musimy się bardziej rozluźnić? – zastanawiał się doświadczony pomocnik. W tym rozluźnieniu pomogła gospodarzom niespodziewana bramka. Tuż po przerwie Łiukasz Fidziukiewicz z linii „szesnastki” uderzył w długi róg nie do obrony i… zupełnie zdeprymował gości! Dość powiedzieć, że teraz to katowiczanie dobre okazje liczyli na palcach jednej ręki – a i tych było za wiele… Nie pomogły zmiany, rasowego egzekutora Jerzy Brzęczek na ławce nie znalazł.
Zagłębie wcale nie grało w tej odsłonie porywająco. Pilnowało raczej wyniku i wytrącało rywali konceptu. I dowiozło skromne – i nieoddające przebiegu gry 1:0 – do końcowego gwizdka. I dogoniło przeżywającego deja vu z dwóch poprzednich meczów tej wiosny rywala w tabeli, wracając do gry o awans.
sportslaski.pl – Wracają demony z przeszłości? Zagłębie wyprzedza „GieKSę”
To już staje się niebezpieczną normą. Po dobrej, ale nieskutecznej pierwszej połowie GKS w drugiej zmienia się nie do poznania. W pierwszych trzech kolejkach podopieczni trenera Jerzego Brzęczka ugrali raptem 2 punkty. Za spotkania z Chojniczanką i Stomilem zebrali pochlebne recenzje, ale po trzeciej stracie punktów muszą liczyć się z krytyką.
Zagłębie Sosnowiec zrzuca GKS Katowice z premiowanego awansem miejsca w I-ligowej tabeli. Starcie w Sosnowcu nie było jedynie grą o prestiż – tym razem idzie przecież o wymarzoną promocję do elity.
[…] Niespełna 2 minuty po zmianie stron lewym skrzydłem pognał Konrad Michalak, ograł Adriana Frańczaka i wyłożył piłkę Michałowi Fidziukiewiczowi, a ten otworzył rezultat spotkania.
Dalszy scenariusz? Jak w meczu z Olsztynem. Ponownie nie sposób odmówić katowiczanom walki i zaangażowania, ale z biegiem czasu wynikało z niej coraz mniej. Trener Brzęczek szukał rozwiązań – wpuścił na boisko Grzegorza Goncerza, dał zadebiutować Arminowi Cerimagiciowi, ale… Katowicom nic nie wychodziło. Jeśli ktoś w ciągu tych ponad 40 minut od strzelenia gola przez Zagłębie miał okazje do zmiany rezultatu, byli to raczej gospodarze – z dystansu mocno strzelali Tomasz Nowak, Konrad Michalak i wprowadzony na kwadrans przed końcem Sebastian Dudek, ale nieskutecznie. A „GieKSa”? Szarpała, próbowała, do „szesnastki” rywala jeszcze jakoś to wyglądało, ale… na tym koniec.
„GieKSa” fatalnie wita się więc z ligowym rokiem 2017. Katowiczanie wciąż czekają na pierwszą wygraną, a za tydzień znowu czeka ich mecz wyjazdowy. Ewentualna strata punktów sprawi, że przy Bukowej zrobi się nerwowo, a drużyna na dobre stanie się zaledwie jedną z wielu aspirujących do awansu.
Wracają demony z przeszłości?
gol24.pl – Hit rozczarował. Zagłębie Sosnowiec o gola lepsze od GKS Katowice
[…] Zdecydowanie więcej obiecaliśmy sobie po meczu kandydatów do awansu. Tymczasem spotkanie poziomem rozczarowało.
[…] Od początku spotkania GKS niespodziewanie oddał pole Zagłębiu i to gospodarze byli zmuszeni do rozgrywania ataku pozycyjnego. Taki obrót sprawy wydawał się zaskoczeniem dla podopiecznych trenera Banasika, gdyż nie potrafili stwarzać zagrożenia pod bramką Abramowicza. W zupełnie innej sytuacji goście, którzy gdy tylko byli w posiadaniu piłki stwarzali zagrożenie pod bramką Fabisiaka.
[…] Frustracja kibiców gospodarzy sięgnęła zenitu w 42. minucie gdy po dobrej akcji w obronie Markowski podał w pole karne do Fabisiaka, ten chcąc wybić zagrał pod nogi Foszmańczyka i tylko dobry wślizg Milewskiego uchronił Zagłębie od straty bramki. Pierwsza połowa mimo oddania w pierwszych minutach inicjatywy przez GKS przebiegała pod ich dyktando i wynik bezbramkowy mogą zawdzięczać swojej nieskuteczności.
[…] W gospodarzy jakby wstąpiły nowe siły po strzeleniu bramki. Biegali szybciej, byli blisko graczy GKS-u i nie dawali im okazji do wyrównania.
[…] W pierwszych kolejkach rundy wiosennej mówiło się, że GKS gra dobrze tylko jedną część spotkania. W meczu z Zagłębiem to się potwierdziło. Piłkarze trenera Brzęczka zagrali słabą drugą część spotkania i przegrali derbowe spotkanie tracąc tym samym pozycję wicelidera na rzecz Zagłębia. Nice 1. Liga robi się coraz ciekawsza.
weszlo.com – Facetów poznaje się po tym, jak kończą. Zagłębie z pierwszą wygraną w tym roku
[…] Piłkarze z Sosnowca w pierwszej połowie wyglądali dziś niemal równie słabo, co z w meczu Sandecją, ale jakimś cudem udało im się nie stracić bramki. A mogli, gdy:
– Kalinkowski podał prostopadle między dwoma obrońcami do Lebedyńskiego, ten wbiegł w pole karne i strzelił na dalszy słupek, ale nie trafił. Zresztą przeszkodził mu Majewski, który był lekko spóźniony, ale jechał na tyłku, żeby jak najbardziej utrudnić strzał napastnikowi,
– Kamil Jóźwiak prowadził piłkę w polu karnym i przymierzał się do strzału, ale biegnący za nim Majewski… potknął się o własne nogi, z czego wyszedł mu wślizg i tym samym interwencja,
– Markowski zagrał bezmyślnie do własnego bramkarza, ten spanikował i wystawił piłkę Foszmańczykowi, a zawodnik GKS-u zdążył zrobić już zamach przed strzałem, aż nagle piłkę sprzed nosa wygarnął mu Milewski,
– Kalinkowski strzelił z dystansu, ale obok słupka.
Mówiąc krótko – okazje były. Przewaga była widoczna nie tylko w sytuacjach w polu karnym, ale także generalnie w grze. W środku pola dyrygował Bartłomiej Kalinkowski, który zaliczał kolejne odbiory i dobre podania. Raz zachował się szczególnie rozważnie, gdy był na swojej połowie, a z nadzieją na kontrę biegło na niego trzech zawodników Zagłębia. Ale ten dobrze się ustawił i wybił piłkę zanim doszło do zagrożenia bramki. Zagłębie wyglądało słabo, jedyną dobrą okazję miało, gdy Udovicić wrzucił piłkę z lewej strony do Fidziukiewicza. Tuż przed jego nogi, piłka idealna na strzał z woleja. Jednak wracający po kontuzji zawodnik nie trafił w piłkę i zakończył akcję wywalając się na murawę.
Za to druga połowa od samego początku była jakaś… inna. Piłkarzom Zagłębia zaczęło wiele wychodzić, a GKS-owi odwrotnie.
zaglebie.sosnowiec.pl – Katowice pod Sosnowcem
Zagłębie odkupiło winy po blamażu w Nowym Sączu i wygrało z GKS-em Katowice 1:0. Ponownie katem katowiczan okazał się Michał Fidziukiewicz, który w 47. minucie strzelił gola na wagę trzech punktów.
[…] Pierwsza połowa spotkania wyglądała w wykonaniu Zagłębia bardzo źle. Goście zdecydowanie dominowali, a w naszej drużynie mnożyły się proste błędy, które na szczęście nie miały efektu bramkowego.
[…] Przewagę katowiczan w pierwszej połowie oddają liczby. Goście oddali aż 12 strzałów w tym 5 celnych i egzekwowali aż 8 rzutów rożnych, podczas gdy Zagłębie ani jednego. Kibice, widząc indolencję sosnowieckich piłkarzy, już podczas trwania pierwszej połowy dawali głośno wyraz swojemu niezadowoleniu, a schodzących do szatni zawodników żegnały gwizdy.
[…] Po straconej bramce z zespołu gości wyraźnie uszło powietrze. Była to drużyna zupełnie inna niż w pierwszej połowie. W drugich 45 minutach rywale nie oddali już ani jednego celnego strzału, a Zagłębie grające po przerwie ze sprzyjającym wiatrem łapało wiatr w żagle.
sosnowiec.online – Mecz o dwóch obliczach
Mecze Zagłębia Sosnowiec z GKS Katowice obok meczy z Górnikiem Zabrze są czymś wyjątkowym dla kibiców naszego regionu i każdy kto się tu wychował wie doskonale w czym rzecz i nie będziemy tego bliżej wyjaśniać. Może to i dobrze, że po kompromitacji w Nowym Sączu trafiamy na takiego właśnie przeciwnika, bo jak się w pełni zrehabilitować, to nie z byle kim, tylko z wiceliderem.
[…] Na początku drugiej części gry stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Konrad Michalak wycofał piłkę spod końcowej linii do Michała Fidziukiewicza, a ten strzałem po długim rogu pokonał pokonał Mateusza Abramowicza. GKS po tym szoku nie mógł dojść do siebie i całkowicie stracił koncepcję gry. Tymczasem Zagłebie próbowało wykorzystać „zamroczenie” przeciwnika, ale czyniło to żywiołowo i dość chaotycznie. Ostatnie 10 minut to znów duża przewaga gości, ale bez efektu bramkowego. Zwycięzców się nie sądzi, ale naszym zdaniem gra zespołu wciąż jest daleka od tej z jesieni.
polsatsport.pl – Zagłębie Sosnowiec pokonało GieKSę. Klątwa katowiczan trwa
W 22. kolejce Nice 1 Ligi Zagłębie Sosnowiec pokonało u siebie GKS Katowice 1:0. Katowiczanie nie przerwali tym samym fatalnej serii bez zwycięstwa w Sosnowcu, która trwa już od… marca 1986 roku!
[…] Pierwsza połowa przypominała mecz do jednej bramki. Zawodnicy Gieksy raz po raz szturmowali bramkę pilnowaną przez Wojciecha Fabisiaka, jednak brakowało im postawienia kropki nad i.
[…] Druga odsłona diametralnie różniła się od pierwszej. Dwie minuty po gwizdku wznawiającym grę na prowadzenie nieoczekiwanie wyszli gospodarze. Po rykoszecie w polu karnym gości efektownym półwolejem z lewej nogi popisał się Michał Fidziukiewicz i otworzył wynik meczu. Następnie Zagłębie cofnęło się głęboko do obrony i rozpaczliwie broniło skromnej zaliczki. W odróżnieniu od pierwszej części gry goście nie potrafili skutecznie przedrzeć się w pole karne gospodarzy i ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Zagłębia.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

CIErPLIWY
18 marca 2017 at 08:26
Ja tam bym dał im jeszcze ostatnią szanse – musicie wygrać w Pruszkowie.
cichyobserwator
18 marca 2017 at 08:49
(śmiech) Wiedziałem, że tak będzie… Z taką postawą i brakiem napastnika z krwi i kości, możemy zapomnieć o awansie!