Felietony
Wojna na Ludowym!
Wiadomo było, że początek rundy wiosennej będzie dla nas nie lada wyzwaniem. Trzy pierwsze mecze – wyjazd do Chojnic i Sosnowca, przedzielony spotkaniem ze Stomilem u siebie. Jesteśmy po dwóch spotkaniach i tak naprawdę zamiast rozjaśnić nam trzymiesięczne niewiadome – postawiły kolejne znaki zapytania.
Nie wiadomo jak całościowo oceniać mecze z Chojniczanką i Stomilem. Ilość punktów nie jest zadowalająca – zaledwie dwa oczka furory nie robią. Powiedzielibyśmy nawet, że lepiej by było raz wygrać i raz przegrać, ale fakt, że odebraliśmy punkty Chojnicom powoduje, że te dwa remisy są tyle wartościowe, co porażka w Chojnicach i wygrana ze Stomilem.
Trudno przewidzieć, jak będzie gra GieKSy wyglądała dalej i jakie rezultaty będziemy osiągać. Kwestie piłkarskie mocno się bowiem przeplatają z psychologicznymi, motywacyjnymi. Tak jak pisaliśmy – w kwestii typowej gry ofensywnej postęp jest u naszego zespołu aż nadto widoczny w temacie konstruowania akcji, szwankuje natomiast skuteczność. Pogorszyła nam się defensywa, która nie radzi sobie dobrze i gdyby nie ratunek Mateusza Abramowicza, to być może mielibyśmy zero po stronie zysków. No i przede wszystkim fakt, że GieKSa w którymś momencie przestaje grać. O ile w Chojnicach po części było to winą naszego zespołu, ale w większej mierze zasługą gospodarzy, to ze Stomilem stało się to wybitnie na własne życzenie – zamiast dobić wyjątkowo słabego przeciwnika, przestaliśmy atakować, a na koniec pozwoliliśmy, aby sam nas zdominował. W Chojnicach graliśmy przez 35 minut, ze Stomilem powiedzmy godzinę z kawałkiem.
W piątek czeka nas wojna i mecz o sześć punktów z Zagłębiem Sosnowiec. W przypadku wygranej gospodarzy, wyprzedzą nas oni w tabeli. Jeśli wygra GieKSa, to oddali się od sosnowiczan na komfortową odległość sześciu punktów. Jest więc o co grać, ale nie chodzi tu tylko o punkty, ale także o nastawienie na dalszą część rozgrywek. Pamiętamy przecież, jak to było za czasu Kazimierza Moskala – wiadomo – była ekipa hamulcowych, ale kto wie, czy pierwsze spotkania – przegrane z Sandecją i przede wszystkim u siebie z Okocimskim nie spowodowały lawiny zdarzeń, która doprowadziła do klęski zespołu w tamtym zestawieniu. Teraz mamy o co grać właśnie w tym kontekście, że wygrywając w Sosnowcu, nie tylko robimy sporą przewagę punktową, ale obniżamy morale i wiarę w sukces naszemu przeciwnikowi na następne spotkania. Pamiętajmy, że Zagłębie poniosło klęskę w Nowym Sączu, wcześniej w ostatniej minucie uratowało remis ze Stomilem, więc porażka z GieKSą może być tym momentem, który mentalnie wyłączy rywali z walki o awans. I dodajmy, że nie tylko my mamy trudny kalendarz – Zagłębie w następnej kolejce powinno grać z Górnikiem w Zabrzu, ale mecz został przełożony. Można więc już do końca marca ułożyć sobie naprawdę niezłą sytuację z rywalem, który na początku sezonu wydawał się najgroźniejszy.
Do tego jednak niezbędne jest zwycięstwo na Stadionie Ludowym. GieKSa pokazała naprawdę świetne momenty w obu pierwszych meczach, momenty godne zajmowania czołowych dwóch miejsc w tabeli pierwszej ligi. Nie zostało to jednak zdyskontowane wygranymi. O tym, nad czym trzeba popracować pisaliśmy już w innym felietonie – przede wszystkim trzeba utrzymać poziom przez całe spotkanie i wyzbyć się głupich błędów w obronie. Umówmy się – większość zespołów w tej lidze nie za bardzo umie atakować, więc utraty bramek często są po prostu na własne życzenie.
Możemy się zastanawiać, jak zestawi skład trener Jerzy Brzęczek. Za kartki wypada Alan Czerwiński i jest to ogromna strata, bo bardzo by się przydał w takim meczu. Zastąpić go może Adrian Frańczak, Damian Garbacik i Łukasz Pielorz. Jeśli trener wybierze wariant bardziej ofensywny, postawi na Frańczaka. Pielorz zagra jeżeli będziemy zabezpieczać defensywę, ale wtedy praktycznie tracimy skrzydło, bo Tomasz Foszmańczyk nie jest urodzonym bocznym pomocnikiem. Być może trener będzie kombinował z kwestiami ustawienia lewa/prawa i może nas czymś zaskoczyć.
Zastanawiamy się też czy po słabych występach Tomasza Wisio nie zastąpi Oliver Prażnovsky. Wisio nie ma udanego wejścia w GieKSę i pojawia się pytanie, czy dostanie szansę na Ludowym czy już szkoleniowiec postanowi inaczej.
Jeśli chodzi o zawodników ofensywnych, to raczej zmian się nie spodziewamy – wszyscy z pierwszej jedenastki spisali się w sumie bardzo dobrze.
Z Zagłębiem Sosnowiec spotkamy się w najnowszej historii czwarty raz i nie wygraliśmy ani jednego spotkania. Rok temu na Bukowej przegraliśmy, a w Sosnowcu po dramatycznym meczu przegraliśmy 1:2. To właśnie wtedy Zagłębie w ciągu kilku minut zrobiło to, co my powinniśmy zrobić teraz. Prowadząc 1:0 zrównaliśmy się punktami z rywalami. Po porażce tej przewagi zrobiło się sześć oczek.
Trochę (ale tylko trochę) Bozia oddała nam to w obecnych rozgrywkach. Co prawda GKS był na Bukowej lepszy, ale to rywale mieli w końcówce rzut karny, którego przestrzelił Sebastian Dudek.
Dodatkowym aspektem, w związku z którym warto wygrać to fakt, że to ostatni pojedynek pomiędzy GKS, Zagłębiem i Chojniczanką w tym sezonie. Wszystkie pięć dotychczasowych spotkań zakończyło się remisami. W przypadku wygranej (choć również i bramkowego remisu) będziemy mieli lepszy bilans bezpośrednich meczów z oboma rywalami – to zawsze jedno wirtualne oczko więcej na koniec sezonu.
Zagłębie Sosnowiec na logikę wydaje się rozbitym zespołem. Kwestia Piotra Mandrysza na jesieni, zwolnienie go przez szatnię, rządy piłkarzy w tejże szatni. Dodatkowo kompromitacja w Nowym Sączu. Wydaje się, że rywal chwieje się na nogach i trzeba zadać mu nokautujący cios. Wydaje się…
Natomiast dla wszystkich, którzy twierdzą, że Zagłębie jest podrażnione i wyjdzie podwójnie zmotywowane możemy powiedzieć, a GieKSa? Przecież to my powinniśmy byli wygrać dwa mecze, a dwa razy daliśmy sobie zabrać wygraną, z czego ze Stomilem w dość frajerski sposób. Więc kto tu ma być podrażniony? Zagłębie, które oddało mecz bez walki?
To nie znaczy, że przeciwnika należy zlekceważyć. Trzeba po prostu wyjść i zagrać swoje – jeśli tak będzie, chyba nie ma się czego obawiać. Zagłębie bywało już dużo lepsze w poprzednim oraz obecnym sezonie. Teraz to taka Rumunia w eliminacjach do MŚ…
No i pamiętajmy o słowach Adama Łopatko, trenera Stomilu Olsztyn, który powiedział, że kibice GieKSy lepiej dopingują i robią lepszą atmosferę od tych z Zagłębia. Mimo wszystko i na ten aspekt trzeba uważać, bo o ile kibice Zagłębia mają problem ze skompletowaniem młyna, to jednak – pamiętając, że jest to wróg – trzeba im oddać, żę w poprzednim listopadzie potrafili się na ten jeden mecz z GieKSą zmobilizować i stworzyli małe piekiełko. Tym bardziej było żal, że nie udało się wygrać.
Niestety zwyczajem jest, że pierdzący w stołek śmieszny urzędas na kilka dni przed meczem wydaje zakaz wpuszczenia kibiców gości – zarówno na mecz w Katowicach, jak i Sosnowcu. Nie chce nam się już komentować tej żenady, bo tak naprawdę wszyscy wiedzieli od miesięcy, że dokładnie tak się stanie.
Liczymy na bardzo dobrą grę piłkarzy, sensowny skład i ustawienie i przede wszystkim dobry poziom przez cały, a nie tylko część meczu.
Tylko trzy punkty z Zagłębiem!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 15:22
Jazda kurwami na Ludowym !!!! Pokażemy wam Hanysy gdzie wasze miejsce
Greg
15 marca 2017 at 15:26
Ty kurwa gorolu co najwyżej możesz swojemu koledze obciągnąć
Po szalu albo nastawić dupe tej drugiej kurwie z warszawy
Jarosław
15 marca 2017 at 15:42
Ty łowco z patologicznego syfnowca dostaniecie łomot i na zawsze w pierwszej lidze. Stadion ,,ludowy,, faktycznie lata 60-siąte. INO GIEKSA.
Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 15:43
Jebać was w mordę chu ???????????? Gieksa i aASa dostaniecie w piątek kutasa buda buda łańcuch pies Katowice Katowice gejkaes
Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 15:46
Redaktorku nie wiem co ćpasz ale ogarnij dupę bo pier farmazony my już się mobilizujemy cioty 3 punkty zostają w Sosnowcu pogudzcie się z tym panienki z Katowic ????????????
Berol
15 marca 2017 at 16:06
wypierd… błaznie lody warszawiakom robic . Tylko zwyciestwo nad tym smiesznym klubikiem by uciszyc ryje takim własnie cwaniakom . Dadza nasi rade 🙂
Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 16:13
Wy cioty byłem na waszym słynnym blaszoku wygląda jak bym wchodził zamiast na trybunę to do marketu ???????????????? a te ogrodzenie jak w więzieniu Gejksa może za 6 będziecie mieli nowy stadion o ile go nie zakopia waszym pseudo gwiazdą łącznie z chłopaczkiem juźwiakiem nużki będą się trzasły zgotujemy waszym piłkarzyki piekło!!!!
Berol
15 marca 2017 at 17:18
no i na blaszoku pewnie chciałes łowic hanysów:)moze i byłes z przyczajki zobaczyc 3 razy pewnie w trakcie szpilu pieluchy zmieniajac by cie ktos nie obczaił ,dobra wez nie cpaj misiek bo ci szkodzi i potem sny ci sie z realem pieprza a teraz juz spieprzaj na swe forum synek 🙂
Jooo
15 marca 2017 at 18:15
Gorole czemu po raz kolejny piszecie do wojewody ze się boicie nas wielkiej Gieksy heh śmieszni jesteście patalachy
MilowiceZS
15 marca 2017 at 18:43
Znowu bedzie katowicki fc gornika plakal ze przegrali jak zwykle z Wielkim Zaglebiem.
Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 20:29
Milowice zs dokładnie będą płakać bo foszmańczyk wisio juźwiak to cioty jebane są za dużo gejksa gwiazdorzy trzeba im dojebac z 2 lub 3 bramy to się nie będą psnoszyc nie zapomnę tego zachowania piłkarzy Gieksy na naszym stadionie w kierunku naszych kibiców i gieksa zostanie zmieszana u nas z błotem a straszyć to sobie możecie wruble a nie nas kibiców Zagłębia że nam barwy skroicie
Łowca Hanysow
15 marca 2017 at 20:34
Jooo my się was nie boimy sami piszecie że nas chcecie skroic więc zapraszamy żywi nie wyjdedziecie z Sosnowca bo już chłopaczek od was się sprzedał że będziecie jeździć i kroić barwy hahahaha chyba na wózkach inwalidzkich pizdeczki górnika
Marcin
15 marca 2017 at 21:47
zagłębie sosnowiec prostytutka legii warszawa, pionki dla warszawki hehehe..
Marcin
15 marca 2017 at 21:51
.. w sumie to nawet szkoda pisać na temat tych goroli bo to typowe wieśmaki a jeden z nich tu trochę się popisał, teksty typowe dla jakiegoś niedorozwoju !
Jarosław
15 marca 2017 at 22:18
łowco komarów boli wpierdol od sandecji. wielkie pany przyjechały do nowego sącza. łowco idź lekcje odrób i napisz zwolnienie z wf-u
yno GieKSa
15 marca 2017 at 22:26
No no no – zagłebie dostanie 1-4, „3” pewne punkty dla K.A.T.O.W.I.C.
jazda z k#$%@*! GieKaeS, jazda z k&%#@*^!!!!!!!!!!!!
stadion za mały żeby pomieścić KATOWICKICH KIBICÓW ………
podzro z Pszczyny
Aro
Greg
16 marca 2017 at 15:35
Ten łowca komarów to serio taki przyjebany. Czy udaje chyba jednak nie udaje mentalność goroli jebac ich w piątek tylko zwycięstwo
Łowca Hanysow
16 marca 2017 at 16:32
Greg to się okaże jutro kto kogo będzie iebał
Jaca
17 marca 2017 at 06:25
Naucz sie gorolu pisać po polsku, jak żes jest taki anty-hanys
Jaca
17 marca 2017 at 06:46
niy pisze sie „wruble” yno „wróble”, niy „pogudźcie” yno „pogódźcie”, niy „nużki” yno „nóżki”. Niy znosz swojigo jynzyka, ciulu?
Jaki katowicki fan club Górnika? Pogiyło cie?
FCB i GKS!
PAOLO
17 marca 2017 at 11:58
Heja.
ZS po co się napinacie na forum GIEKSY.
Dzisiaj pójść na stadion i kibicować.
ps. Zagłębie nie chce wejść w tym sezonie do ekstraklapy. Nie chce miasto więc Gieksiarze macie jednego rywala do awansu mniej.
ps. ZNOWU REMIS 1:1 😉
tombotleg
17 marca 2017 at 15:27
Jak ktoś może nie chcieć awansować do ekstraklapy?, weź nie pierdol chopie, wieczorem zobaczymy kto bardziej chce hehh, 1-2 do GieKSY !!!.