Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Miało być lekko, łatwo i przyjemnie…
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Espadonem trwał 130 minut, z czego I set 23 min. – II set 33 min. – III set 27 min. – IV set 26 min. – V set 21 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29
Ilość zdobytych punktów – GKS 84: Butryn 36, Kapelus 21, Kalembka 8, Sobański 7, Krulicki 6, Błoński 3, Falaschi 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 26: Butryn 14, Kapelus 4, Kalembka 4, Krulicki 2, Falaschi 1, Sobański 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 49: Butryn 29, Kapelus 14, Krulicki 4, Kalembka 4, Błoński 2, Pietraszko 1, Falaschi -1, Fijałek -1, Stelmach -1, Sobański -1, Stańczak -1.
Ilość zagrywek – GKS 112: Kalembka 20, Butryn 19, Kapelus 16, Falaschi 14, Krulicki 13, Sobański 10, Fijałek 7, Pietraszko 6, Błoński 5, Stelmach 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 12: Kalembka 3, Butryn 2, Falaschi 2, Stelmach 2, Krulicki 1, Fijałek 1, Sobański 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 4, Krulicki 1, Falaschi 1, Kalembka 1.
Ilość przyjęć – GKS 88: Sobański 27, Stańczak 25, Kapelus 18, Stelmach 8, Błoński 7, Pietraszko 2, Krulicki 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Sobański 4, Błoński 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Krulicki 100%, Błoński 57%, Kapelus 50%, Pietraszko 50%, Stańczak 48%, Sobański 30%, Stelmach 13%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Kapelus 33%, Stańczak 32%, Błoński 29%, Sobański 22%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%, Stelmach 0%.
Ilość ataków – GKS 135: Butryn 49, Kapelus 39, Sobański 20, Kalembka 10, Krulicki 7, Błoński 6, Stelmach 3, Pietraszko 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Butryn 2, Kapelus 2, Sobański 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 12: Kapelus 5, Butryn 3, Sobański 2, Krulicki 1, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 65: Butryn 28, Kapelus 18, Sobański 6, Krulicki 4, Kalembka 4, Błoński 3, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Pietraszko 100%, Krulicki 57%, Butryn 57%, Błoński 50%, Kapelus 46%, Kalembka 40%, Stelmach 33%, Sobański 30%.
Ilość bloków punktowych – GKS 12: Butryn 4, Kapelus 3, Kalembka 3, Krulicki 1, Sobański 1.
Pierwszy set to pełna dominacja GieKSy, gdzie od początku przewaga była coraz większa (1:5, 2:8, 4:11) i potem już tylko spokojnie utrzymywana (10:15, 13:19, 15:21) aż do samego końca. Skuteczność w ataku była lepsza po naszej stronie, ale tylko procentowo – GKS miał 46%, a Espadon 38% – w punktach zliczono zaledwie 12:11 dla GKS-u. W asach i blokach tu zrobiliśmy ogromną różnicę – GieKSa miała 3 asy i 5 bloków, a szczecinianie tylko 1 blok! razem 8:1. Błędy własne obie ekipy miały mało, bo GKS 4, a Espadon 5. Przyjęcie miażdżąca przewaga gospodarzy! ale kompletnie się to nie przełożyło na wynik – dokładne na poziomie 36% do 65%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 48%. Indywidualnie najlepiej prezentował się w ataku Kapelus zdobywając 6 punktów (45% skuteczności). Butryn miał 5 oczek i nic nie wskazywało na jego późniejsze show.
Drugi set, po początkowej wyrównanej grze, od stanu remisowego po 10, zaczęła się dominacja GieKSy podobnie jak w poprzednim secie i spokojne budowanie przewagi (11:14, 13:18, 16:20) i aż do wyniku 18:22 wszystko zmierzało do szczęśliwego końca. Niestety dla naszego zespołu, to był kluczowy moment w tym spotkaniu. nasi siatkarze dali się odbudować przeciwnikom i wrócić do meczu, dopuszczając do nerwowej końcówki (24:23). Mimo tego słabego okresu gry, to jeszcze za sprawą Butryna udało się wyjść na prowadzenie (24:25), ale nie wystarczyło już atutów aby zamknąć tego seta. I tak został przegrany, już wygrany set na własne życzenie. Skuteczność w ataku na wyrównanym poziomie – GKS 49% – Espadon 46% – wynikowo wyszło na remis 18:18. W asach i blokach tym razem odwrócił się trend i przegraliśmy w tych elementach minimalnie – 4:6. Błędy własne też na remis po 4, czyli przegraliśmy seta przez… dwa asy serwisowe mniej od rywali! Przyjęcie odwróciło się na naszą korzyść – dokładne na poziomie 50% do 33%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 21%. To był one man show w tym secie w wykonaniu Butryna. Zdobył 12 punktów, na 14 ataków skończył 10 (71% skuteczności!) i do tego dołożył 2 bloki punktowe. Zabrakło wsparcia dla niego, szczególnie w decydujących fragmentach tej partii.
Trzeci set też lepiej zaczęła GieKSa (4:7), ale dobra gra nie trwała długo i kryzys szybko wykorzystali gospodarze (10:8). Potem był dłuższy fragment wyrównanej gry, praktycznie do stanu 20:18. Szybko Espadon odskoczył na cztery oczka przewagi (22:18), po czym udało się jeszcze zniwelować tę stratę do wyniku 23:22, ale dwa ostatnie punkty przypadły gospodarzom. Tym sposobem zrobiliśmy sobie jeszcze większą nerwówkę, bo zapachniało niemiłą niespodzianką w postaci przegranej. Skuteczność w tej partii wciąż utrzymywała się na remis – GKS 41% – Espadon 39% – w punktach wyliczono 13:13. W asach i blokach przegraliśmy tego seta bo razem było 2:6. Błędy własne GKS 6, a Espadon 7. Przyjęcie znów się odwróciło, tym razem na korzyść gospodarzy – dokładne na poziomie 23% do 61%, a perfekcyjne na poziomie 14% do 33%. Znów walczył w naszym zespole tylko Butryn, ale jego skuteczność spadła do poziomu 58% – Karol zdobył 8 punktów, jeszcze tylko Kapelus coś tam pomógł – 4 punkty, reszty zespołu jakby nie było.
Niezadowolenie z gry zespołu było tak duże, że Piotr Gruszka od początku czwartego seta zmienił przede wszystkim rozgrywającego Falaschiego na Fijałka oraz środkowego Krulickiego na Pietraszkę. Dało to pożądany skutek, bo GKS od samego początku wziął się za solidne granie. Prowadzenie dwu lub trzypunktowe GieKSy utrzymywało się przez prawie cały set, aż w samej końcówce przewaga była już wyraźna (19:23). Wystarczy nadmienić, że przez cały set Espadon ani razu nie wyszedł na prowadzenie, tak się powinno kontrolować przebieg partii będąc w roli faworyta. Skuteczność w ataku bez większych zmian – GKS 53% – Espadon 50% – w punktach 10:11 dla gospodarzy. W asach i blokach też minimalnie przegraliśmy, razem wyszło 4:5. Tym razem to błędy własne rozstrzygnęły tego seta na korzyść GKS-u – GieKSa miała ich tylko 4, za to Espadon aż 11, w tym 6 zepsutych zagrywek, 1 błąd w ataku oraz aż 4 błędy w rozegraniu. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 53% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 40% do 24%. Znów szalał Butryn, który miał 63% skuteczności, na 8 ataków skończył 5, do tego dorzucił 3 asy serwisowe.
Przed tie-breakiem Piotr Gruszka dokonał jeszcze jednej zmiany i w miejsce Sobańskiego wpuścił na parkiet Błońskiego. Decydujący set był wyrównany tylko do stanu 5:4 dla Espadonu. Od tego momentu nasza gra weszła na właściwe obroty i spokojnie budowaliśmy swą przewagę (5:7, 7:11, 9:13), którą bez problemu utrzymaliśmy aż do zamknięcia tego meczu. Skuteczność w ataku była znów bliska remisu – GKS 57% – Espadon 53% – w punktach wyszło 12:10. W asach i blokach tym razem posucha była, bo odnotowano tylko 1 blok punktowy w wykonaniu Kapelusa! Błędy własne w śladowych ilościach – GKS tylko 1, błąd rozegrania Kalembki – Espadon 2, zepsuta zagrywka + błąd w ataku. Przyjęcie troszkę lepsze u gospodarzy – dokładne na poziomie 45% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 36%. W piątym secie najlepiej punktował Kapelus, bo 5 oczek (67% skuteczności), Kalembka również miał 67%, nawet rezerwowy dotychczas Błoński się dobrze zaprezentował 60%, a najsłabiej wypadł, o dziwo… Butryn, bo tylko 43% skuteczności.
Ogólnie potwierdziła się opinia, że lepiej siatkarze czują się w roli gdy nie są faworytami spotkania. Przecież w meczach z ZAKSĄ i z Resovią potrafili przed bardzo długie okresy gry, prezentować wysoki i równy poziom. A gdy przyszło zamienić się rolami, gdy wszyscy oczekiwali pewnej wygranej z przeciętnym (co tu dużo mówić) Espadonem, to znów gra falowała, od dobrej gry do niezrozumiałych przestojów. Sfera mentalna to chyba jedna z podstawowych spraw do rozwiązania w naszej drużynie, na szczęście widzi to tez nasz trener, o czym wspominał w pomeczowym komentarzu. Skuteczność w ataku przez cały mecz była na podobnym poziomie – GKS miał 48%, a Espadon 44% – w punktach wyszło 65:63 na naszą korzyść. Asy serwisowe też minimalnie dla nas 7:6, za to w blokach punktowych remisowo 12:12. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji 84:81 dla GKS-u. Błędy własne tu też lepiej wypadli nasi siatkarze – GKS miał 19, w tym 12 zepsutych zagrywek, 5 błędów w ataku oraz 2 błędy w rozegraniu – Espadon miał ich 29, w tym 13 popsutych serwisów, 9 błędów w ataku oraz aż 5 błędów rozegrania i 2 błędy przekroczenia linii środkowej boiska. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 41% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 32%. Występ Karola Butryna będzie długo jeszcze wspominany. MVP tego meczu zdobył aż 36 punktów, w tym 28 w ataku (na 49 ataków czyli 57%), do tego dorzucił 4 asy serwisowe i 4 bloki punktowe, ponadto 3 razy został zablokowany, miał 2 błędy w ataku oraz 19 razy zagrywał, 2 razy psując serwis. Trzeba również wyróżnić Kapelusa, który zdobył 21 punktów, ale przy mniejszej skuteczności, bo 46%. Dobrze, że mimo wszystko udało się wygrać, ale strata jednego punktu w kontekście całego sezonu znów będzie boleć i może zaważyć o braku awansu na ósmą lokatę w tabeli. Teraz przed GKS-em kolejne wyzwanie (może to i lepiej?) i mecz na własnym parkiecie z brązowym medalistą poprzedniego sezonu, czyli Skrą Bełchatów.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 25 meczach (96 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2475 minut, z czego I set 660 min. – II set 663 min. – III set 667 min. – IV set 340 min. – V set 145 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 628: zagrywka 380, atak 154, siatka + inne 94.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 641: zagrywka 398, atak 179, siatka 25, inne 39.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1504: Butryn 366, Kapelus 301, Sobański 199, Kalembka 174, Krulicki 155, Van Walle 140, Błoński 82, Falaschi 41, Pietraszko 36, Stelmach 7, Fijałek 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 499: Butryn 124, Kapelus 76, Kalembka 73, Sobański 61, Krulicki 56, Van Walle 37, Błoński 35, Falaschi 18, Pietraszko 14, Stelmach 4, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1005: Butryn 242, Kapelus 225, Sobański 138, Van Walle 103, Kalembka 101, Krulicki 99, Błoński 47, Falaschi 23, Pietraszko 22, Stelmach 3, Fijałek 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 599: Butryn 190, Kapelus 151, Krulicki 85, Van Walle 73, Kalembka 68, Sobański 39, Falaschi 15, Błoński 12, Stelmach 3, Pietraszko 3, Fijałek -8, Mariański -15, Stańczak -17.
Ilość zagrywek – GKS 2136: Kalembka 334, Krulicki 299, Kapelus 293, Sobański 273, Butryn 270, Falaschi 260, Van Walle 147, Błoński 121, Pietraszko 88, Fijałek 38, Stelmach 13.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 398: Kalembka 75, Butryn 62, Sobański 60, Krulicki 44, Kapelus 34, Błoński 31, Pietraszko 29, Van Walle 26, Falaschi 23, Fijałek 10, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 125: Butryn 28, Kalembka 23, Sobański 20, Kapelus 14, Van Walle 10, Błoński 9, Krulicki 9, Pietraszko 6, Falaschi 6.
Ilość przyjęć – GKS 1773: Sobański 566, Kapelus 506, Stańczak 224, Mariański 210, Błoński 205, Stelmach 19, Krulicki 14, Kalembka 11, Falaschi 7, Pietraszko 7, Butryn 3, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 115: Sobański 37, Kapelus 30, Stańczak 17, Mariański 15, Błoński 11, Krulicki 2, Falaschi 2, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 455: Sobański 165, Kapelus 121, Stańczak 53, Błoński 52, Mariański 43, Stelmach 9, Falaschi 4, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 345: Sobański 122, Kapelus 79, Mariański 59, Stańczak 53, Błoński 27, Krulicki 3, Kalembka 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Mariański 28%, Stańczak 24%, Sobański 22%, Krulicki 21%, Kapelus 16%, Błoński 13%, Kalembka 9%, Stelmach 5%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 2520: Kapelus 615, Butryn 615, Sobański 402, Van Walle 275, Kalembka 189, Krulicki 179, Błoński 162, Falaschi 36, Pietraszko 35, Stelmach 9, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 179: Butryn 52, Kapelus 40, Sobański 25, Kalembka 17, Van Walle 15, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 213: Butryn 62, Kapelus 46, Sobański 38, Van Walle 26, Błoński 13, Kalembka 13, Krulicki 12, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1151: Butryn 300, Kapelus 265, Sobański 155, Van Walle 120, Kalembka 101, Krulicki 98, Błoński 66, Pietraszko 23, Falaschi 18, Stelmach 4, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 66%, Krulicki 55%, Kalembka 53%, Falaschi 50%, Butryn 49%, Van Walle 44%, Stelmach 44%, Kapelus 43%, Błoński 41%, Sobański 39%, Fijałek 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 228: Kalembka 50, Krulicki 48, Butryn 38, Sobański 24, Kapelus 22, Falaschi 17, Van Walle 10, Błoński 7, Pietraszko 7, Stelmach 3, Fijałek 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 25: Sobański 5, Kalembka 5, Błoński 4, Krulicki 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 12: Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze