Dołącz do nas

Siatkówka

Z kim zagra GieKSa? – Espadon Szczecin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kto chciałby sobie przypomnieć lub zapoznać się z historią klubu ze Szczecina, może to zrobić tutaj.

Drużyna Espadonu, podobnie jak nasz GKS, jest beniaminkiem tej ligi, ale w przeciwieństwie do GieKSy, nikt ze środowiska szczecińskiej siatkówki nie może być zadowolony z postawy ekipy ze Szczecina. Po 23 rozegranych kolejkach Espadon odniósł zaledwie 5 zwycięstw, a ściślej mówiąc to 4, bo przypomnijmy przecież, że zapisano im trzy punkty za zwycięstwo przy zielonym stoliku. Był to walkower w przegranym meczu ze Skrą, za udział jednego obcokrajowca za dużo w… jednej akcji seta. Nie licząc tego „zwycięstwa” to Espadon rozpoczął sezon od… 9 porażek z rzędu i mocno dzierżył w dłoni czerwoną latarnię. Pierwsza wygrana w 10 kolejce  z Łuczniczką 3:2 zapoczątkowała najlepszy okres w grze szczecinian, kiedy to wygrali 3 mecze z rzędu na własnym parkiecie (plus z AZS-em Częstochowa 3:2 oraz z Effectorem 3:0). Co ciekawe właśnie w tym czasie nastąpiła zmiana szkoleniowca, gdy po meczu 13 kolejki z BBTS-em Bielsko-Biała, a przed spotkaniem z Effectorem, zwolniono serbskiego trenera Milana Simojlovicia zastępując go jego asystentem Michałem Gogolem. Wtedy też nastąpiła znaczna poprawa jakości gry Espadonu, ale mimo pochwał ze strony ekspertów, nie przełożyło się to większą ilość zwycięstw. Znów szczecinianie mieli pasmo 5 porażek z rzędu i po pokonaniu kielczan, udało im się wygrać jeszcze tylko raz, a miało to miejsce w 20 kolejce gdy sensacyjnie pokonali 3:1 LOTOS, przedłużając tym samym serię wygranych u siebie do czterech. Gdy gra Espadonu na własnym parkiecie wyglądała jeszcze w miarę przyzwoicie, to postawa w meczach wyjazdowych otarła się o śmieszność, no bo jak inaczej skomentować bilans przegranych wszystkich meczów na obcym terenie! Biorąc pod uwagę postawę szczecinian w tej części sezonu oraz to co się działo w całej lidze, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że pozostanie im walka na koniec sezonu o miejsca 15-16, a co za tym idzie o uniknięcie występu w barażu z drużyną pierwszoligową.

 

Dlaczego gra i wyniki Espadonu są właśnie takie? Przecież miano w Szczecinie ambitne plany, może nie na podbój tej ligi, ale spokojne usadowienie się w środkowej części tabeli. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu duże grono „fachowców” siatkarskich było święcie przekonanych o większej sile i potencjale zespołu szczecińskiego w porównaniu do naszej GieKSy. Jakże się mocno pomylili. Bez dwóch zdań główną przyczyną były chybione transfery. Żaden klub w PlusLidze w trakcie sezonu tak mocno nie zmieniał swojej kadry. Już po pierwszym! meczu znaleziono kozła ofiarnego w postaci bułgarskiego rozgrywającego Georgi Bratojewa, którego nadzwyczaj szybko wyrzucono z drużyny. Na jego miejsce sprowadzono serbskiego „emeryta” Veljko Petkovicia, którego zaledwie po ośmiu rozegranych meczach też się pozbyto, sprowadzając i dając szansę na grę już czwartemu rozgrywającemu, tym razem Polakowi, Michałowi Kozłowskiemu z AS Cannes. Dodatkowo jeszcze po pierwszej rundzie odszedł niezadowolony ze zbyt małej ilości gry w lidze, serbski przyjmujący Ivan Borovnjak, a na jego miejsce wypożyczono z Resovii, Dominika Depowskiego. Jakby tego było mało kontuzje wykluczyły z gry na pewien okres czasu, bułgarskiego atakującego Danaiła Miłuszewa oraz polskich byłych reprezentantów kraju, Michała Ruciaka oraz Marcina Wikę. Tak więc jak widać kompletnie nie trafiono z transferami, gdzie z wątpliwej klasą sportową obcokrajowców oraz doświadczonych acz odcinających już kupony ze swojej kariery Polaków, próbowano stworzyć team, drużynę zgraną i zdolną do nawiązania walki w PlusLidze. W takich okolicznościach trudno było o wypracowanie odpowiedniej formy sportowej i takie są teraz tego efekty. Najmniej pretensji oraz na wyróżnienie wśród graczy Espadonu zasłużył tylko jeden siatkarz, ten na którego wcale nie liczono. Chodzi oczywiście o atakującego Bartłomieja Klutha, który przypomnijmy poprzedni sezon spędził na parkietach pierwszoligowych w przeciętnym klubie KPS-ie Kęty. Kluth zdobył dotychczas aż 334 punkty dla szczecinian, poza tym zanotował aż 32 bloki punktowe, te liczby mówią same za siebie, niejeden siatkarz chciałby mieć takie indywidualne statystyki.

 

BILANS MECZÓW „U SIEBIE”; 11 spotkań – 14 punktów – w setach 18:23 – małe punkty 859:963 – 5 zwycięstw (dwa po tie-breaku) i 6 porażek (jedna po tie-breaku)

BILANS MECZÓW „NA WYJEŹDZIE”; 12 spotkań – 0 punktów – w setach 5:36 – małe punkty 847:1035 – 0 zwycięstw i 12 porażek

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE  Espadonu Szczecin

Czas trwania spotkań – Espadon 2076;;
Ilość rozegranych setów – Espadon 82;  Kluth 73, Ruciak 73, Wika 66, Perłowski 60, Sladecek 57, Gałązka 53, Mihułka 53, Murek 41, Zajder 40, Cedzyński 35, Wołosz 32, Miłuszew 31, Borovnjak 28, Petković 27, Kozłowski 24, Depowski 20, Bratojew 3, Kowalonek 0.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – Espadon 524;

Ilość zdobytych punktów – Espadon 1182;  Kluth 334, Wika 157, Ruciak 152, Perłowski 104, Gałązka 93, Zajder 74, Miłuszew 60, Cedzyński 60, Borovnjak 48, Depowski 44, Sladecek 26, Wołosz 23, Petković 5, Kozłowski 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – Espadon 357;  Kluth 103, Ruciak 50, Wika 46, Perłowski 30, Gałązka 25, Cedzyński 23, Miłuszew 22, Zajder 19, Sladecek 14, Borovnjak 9, Depowski 9, Wołosz 4, Petković 2, Kozłowski 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – Espadon 825;  Kluth 231, Wika 111, Ruciak 102, Perłowski 74, Gałązka 68, Zajder 55, Borovnjak 39, Miłuszew 38, Cedzyński 37, Depowski 35, Wołosz 19, Sladecek 12, Petković 3, Kozłowski 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – Espadon 294;  Kluth 134, Gałązka 53, Perłowski 47, Wika 47, Zajder 38, Ruciak 26, Cedzyński 17, Miłuszew 11, Borovnjak 0, Bratojew 0, Petković -2, Kozłowski -2, Wołosz -6, Depowski -7, Mihułka -18, Murek -22, Sladecek -22.

Ilość zagrywek – Espadon 1725;  Ruciak 266, Kluth 225, Perłowski 206, Sladecek 179, Wika 173, Gałązka 138, Zajder 106, Cedzyński 79, Borovnjak 66, Miłuszew 65, Kozłowski 61, Petković 57, Depowski 53, Wołosz 46, Bratojew 4, Murek 1.
Ilość błędów na zagrywce – Espadon 350;  Kluth 61, Ruciak 49, Sladecek 45, Perłowski 38, Wika 32, Cedzyński 31, Zajder 25, Gałązka 18, Depowski 16, Miłuszew 12, Borovnjak 10, Wołosz 6, Petković 4, Kozłowski 3.
Ilość asów serwisowych – Espadon 93;  Ruciak 23, Perłowski 14, Sladecek 11, Kluth 10, Wika 9, Gałązka 5, Miłuszew 5, Zajder 4, Cedzyński 4, Borovnjak 3, Depowski 2, Wołosz 1, Petković 1, Kozłowski 1.

Ilość przyjęć – Espadon 1646;  Wika 403, Ruciak 327, Mihułka 291, Murek 223, Depowski 139, Borovnjak 131, Wołosz 92, Gałązka 10, Perłowski 9, Zajder 7, Cedzyński 5, Sladecek 4, Kluth 2, Kozłowski 2, Petković 1.
Ilość błędów w przyjęciu – Espadon 131;  Wika 29, Ruciak 26, Murek 22, Mihułka 18, Depowski 16, Wołosz 8, Borovnjak 6, Kluth 1, Perłowski 1, Sladecek 1, Petković 1, Cedzyński 1, Kozłowski 1.
Przyjęcie negatywne – Espadon 368;  Wika 100, Murek 69, Ruciak 61, Mihułka 57, Depowski 29, Borovnjak 25, Wołosz 22, Gałązka 2, Sladecek 2, Zajder 1.
Przyjęcie perfekcyjne – Espadon 423;  Ruciak 101, Wika 81, Mihułka 74, Murek 58, Borovnjak 40, Depowski 40, Wołosz 23, Zajder 4, Gałązka 1, Perłowski 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – Espadon 26%;  Zajder 57%, Borovnjak 31%, Ruciak 31%, Depowski 29%, Murek 26%, Wołosz 25%, Mihułka 25%, Wika 20%, Perłowski 11%, Gałązka 10%, Kluth 0%, Sladecek 0%, Petković 0%, Cedzyński 0%, Kozłowski 0%.

Ilość ataków – Espadon 2121;  Kluth 604, Wika 312, Ruciak 296, Perłowski 147, Miłuszew 142, Gałązka 129, Borovnjak 119, Depowski 99, Zajder 91, Cedzyński 74, Wołosz 64, Sladecek 22, Petković 13, Kozłowski 8, Murek 1.
Ilość błędów w ataku – Espadon 168;  Kluth 58, Wika 23, Miłuszew 18, Ruciak 16, Gałązka 12, Borovnjak 11, Depowski 8, Wołosz 6, Perłowski 5, Zajder 4, Cedzyński 4, Sladecek 2, Petković 1.
Ilość ataków zablokowanych – Espadon 239;  Kluth 80, Ruciak 35, Wika 26, Borovnjak 21, Miłuszew 19, Perłowski 13, Depowski 11, Gałązka 10, Wołosz 9, Zajder 7, Cedzyński 7, Petković 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – Espadon 940;  Kluth 292, Wika 135, Ruciak 120, Perłowski 72, Gałązka 68, Zajder 53, Miłuszew 50, Borovnjak 42, Cedzyński 38, Depowski 37, Wołosz 19, Sladecek 9, Petković 4, Kozłowski 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – Espadon 44%;  Zajder 58%, Gałązka 53%, Cedzyński 51%, Perłowski 49%, Kluth 48%, Wika 43%, Ruciak 41%, Sladecek 41%, Depowski 37%, Borovnjak 35%, Miłuszew 35%, Petković 31%, Wołosz 30%, Kozłowski 13%, Murek 0%.

Ilość bloków punktowych – Espadon 149;  Kluth 32, Gałązka 20, Perłowski 18, Cedzyński 18, Zajder 17, Wika 13, Ruciak 9, Sladecek 6, Depowski 5, Miłuszew 5, Borovnjak 3, Wołosz 3.
Ilość błędów dotknięcia siatki – Espadon 23;  Kluth 5, Zajder 5, Gałązka 3, Perłowski 2, Sladecek 2, Petković 2, Borovnjak 1, Miłuszew 1, Wika 1, Cedzyński 1.
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – Espadon (2-1);
MVP meczów – Espadon 4;  Kluth 2, Gałązka 1, Ruciak 1.

 

Klub Piłki Siatkowej Espadon Szczecin Spółka Akcyjna
barwy: niebiesko-biało-zielone
data założenia: 2014 (kontynuator klubów szczecińskich)
adres: ul Lipowa 5-6
71-734 Szczecin
hala: Azoty Arena
ul. Władysława Szafera 3/5/7
71-245 Szczecin

Właściciel klubu: Jakub Markiewicz
Prezes stowarzyszenia Espadon Szczecin: Radosław Rybak
Prezes spółki: Paweł Adamczak
wiceprezes spółki: Zdzisław Gogol
członkowie rady nadzorczej: Andrzej Mączka, Zygmunt Serafin

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga