Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Cenny punkt GKS-u zdobyty na trudnym terenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Cuprum trwał 131 minut, z czego I set 39 min. – II set 25 min. – III set 24 min. – IV set 25 min. – V set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 36

Ilość zdobytych punktów – GKS 72: Butryn 22, Sobański 13, Krulicki 11, Kapelus 8, Kalembka 8, Błoński 6, Falaschi 2, Pietraszko 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 22: Krulicki 6, Butryn 6, Sobański 4, Błoński 3, Kalembka 2, Pietraszko 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 25: Butryn 10, Krulicki 7, Sobański 7, Błoński 3, Falaschi 2, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek -1, Van Walle -1, Stelmach -1, Stańczak -3.

Ilość zagrywek – GKS 109: Krulicki 22, Sobański 19, Butryn 14, Kalembka 13, Kapelus 11, Falaschi 10, Błoński 9, Pietraszko 4, Van Walle 4, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 26: Butryn 6, Kalembka 5, Krulicki 3, Błoński 3, Sobański 3, Kapelus 2, Pietraszko 1, Fijałek 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 3: Krulicki 1, Błoński 1, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 89: Sobański 37, Stańczak 24, Kapelus 15, Błoński 12, Falaschi 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Kapelus 3, Stańczak 3.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 51%: Sobański 57%, Stańczak 54%, Błoński 42%, Kapelus 40%, Falaschi 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 24%: Stańczak 33%, Sobański 27%, Kapelus 13%, Błoński 8%, Falaschi 0%..

Ilość ataków – GKS 126: Butryn 35, Kapelus 26, Sobański 25, Krulicki 14, Błoński 12, Kalembka 9, Van Walle 4, Falaschi 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 11: Butryn 4, Kapelus 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Van Walle 1, Sobański 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 4: Butryn 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 56: Butryn 20, Sobański 10, Krulicki 7, Kapelus 7, Kalembka 6, Błoński 5, Van Walle 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 67%, Butryn 57%, Krulicki 50%, Błoński 42%, Sobański 40%, Kapelus 27%, Van Walle 25%, Falaschi 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 13: Sobański 3, Krulicki 3, Butryn 2, Falaschi 2, Kalembka 2, Kapelus 1.

 

Kolejna część pierwszej rundy fazy zasadniczej za nami. Ten trudny okres grania z czołówką polskich klubów oraz starcie z drugim z beniaminków, trzeba zapisać na spory plus. Kto by mógł przypuszczać, że w meczach z ZAKSĄ, Resovią, Espadonem, Skrą, LOTOS-em oraz Cuprum, nasza GieKSa odniesie aż trzy zwycięstwa i zainkasuje dziewięć punktów! Teraz przed nami końcówka rundy i trzy spotkania z Czarnymi, Jastrzębskim oraz Politechniką. Apetyty rosną w miarę jedzenia, czy odniesiemy kolejne dwie wygrane?

W Lubinie GieKSa rozpoczęła spotkanie z wysokiego „C”. Od początku narzuciła swój styl gry i systematycznie powiększała swoją przewagę. W pewnym momencie wydawało się już, że wygranie tej partii to tylko formalność, biorąc pod uwagę solidną zaliczkę (9:16 i 11:17) jaka pojawiła się w środku seta. Siatkówka pokazała już niejednokrotnie jak potrafi być nieobliczalna, co potwierdził dalszy przebieg tej partii. Lubinianie zebrali się mocno w sobie i zaczęli systematycznie odrabiać straty, ale i tak GKS powinien rozstrzygnąć końcówkę seta w „normalnym czasie”. Przy stanie 22:24 nie wykorzystaliśmy dwóch piłek setowych i gospodarze wyrównali wynik po raz pierwszy z całym secie! Potem nie wykorzystujemy następnych pięciu piłek setowych i wtedy lubinianie przełamują GKS mając cztery szanse na zamknięcie tej partii. Na szczęście udaje się przetrwać ten trudny okres i w końcu trzy ostatnie punkty zdobywa niezawodny Karol Butryn kończąc po 39 minutach grę! Ogólnie statystyki były bardzo wyrównane. Błędy własne po 11 z obu stron, skuteczność ataku była 53% do 47%, a łącznie Cuprum zdobyło dwa punkty więcej w tym elemencie. Nie do zatrzymania był nasz atakujący, Butryn, który na 12 ataków skończył aż 10 (83%), to rewelacyjny wynik. Do tego dołożył jeszcze dwa punktowe bloki i w sumie zdobył 12 oczek. Przyjęcie też na bardzo dobrym procencie – dokładne na poziomie 50% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 22%. Rzadko kiedy GieKSa ma takie liczby w tym elemencie. Skoro wszystko tak było wyrównane to w czym zdecydował się ten set? Na siatce, GKS miał aż 6 skutecznych bloków, a gospodarze zero.

Druga partia od początku z dwu lub trzypunktową przewagą Cuprum aż do stanu 19:17. Końcówka fatalnie rozegrana przez GKS z jednym tylko zdobytym punktem. Skuteczność w ataku na wciąż wysokim procencie – 65% do 50%. Jeden tylko blok Falaschiego oraz as serwisowy Taehta, to mizerny dorobek obu ekip. Przyjęcie GieKSy spadło drastycznie w dół – dokładne na poziomie 75% do 37%, a perfekcyjne na poziomie 42% do 26%. Karol Butryn już mniej skuteczny, na 9 ataków skończył 5 (56%). Za dużo również było błędów własnych – 5 do 9 – na korzyść lubinian.

Trzeci set pod większą kontrolą gospodarzy. Cuprum prowadziło od samego początku (5:1) i nie oddało już tego prowadzenia. Skuteczność wciąż na dobrym poziomie – 61% do 46%, ale brakowało jednego siatkarza, który wziąłby ciężar zdobywania punktów na siebie, tak jak zrobił to zawodnik gospodarzy Kaczmarek, który na 6 ataków skończył… 6. Przyjęcie troszkę lepsze – dokładne na poziomie 64% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 0% do 26%, ale wiadomo, że nie zawsze jest ono decydujące. Asów i bloków znów śladowe ilości, a błędy własne – 7 do 9.

Czwarta partia podobna do wcześniejszej, ale ze zmianą ról. Tym razem to GKS osiągnął szybko przewagę i starał się ją utrzymać do samego końca. Skuteczność w ataku troszkę lepsza w GKS-ie – 46% do 48%, tym razem wyróżnili się obaj środkowi zespołu, którzy zdobyli łącznie 8 punktów. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 52% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 21%, Błędy własne – 8 do 6.

Tie-break słaby pod względem skuteczności akcji własnych, zaledwie 5 punktów tak zdobytych to mówi wszystko – skuteczność na poziomie 44% do 15%. Przyjęcie na dobrym procencie – dokładne na poziomie 70% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 40% do 20%, ale to jednak kłopoty przy kończeniu własnych ataków okazało się decydujące plus błędy własne – 5 do 6.

Ogólnie z całego meczu skuteczność w ataku lepsza była u gospodarzy, na procencie 54% do 44%, a w punktach 68 do 56. Przyjęcie tradycyjnie na korzyść naszego przeciwnika – dokładne na poziomie 59% do 51%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 24%. Obie ekipy psuły zagrywkę na potęgę – 29 do 26 czyli każdy po secie dostał w prezencie. Różnica na korzyść GKS była w blokach punktowych – 4 do 13. Indywidualnie Karol Butryn trzymał poziom na 35 ataków skończył 20 (57%). Wspierali go Sobański 13 oczek oraz obaj środkowi, którzy zdobyli razem 19 punktów. Na przyjęciu najlepiej prezentował się Sobański 57% oraz Stańczak 54%.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 12 meczach  (43 sety)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 1128 minut, z czego I set 318 min. – II set 325 min. – III set 326 min. – IV set 123 min. – V set 36 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 292: zagrywka 182, atak 65, siatka + inne 45.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 298: zagrywka 185, atak 88, siatka 10, inne 15.

Ilość zdobytych punktów – GKS 668: Kapelus 145, Butryn 143, Kalembka 82, Sobański 80, Van Walle 73, Krulicki 64, Błoński 42, Falaschi 24, Pietraszko 14, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 224: Butryn 51, Kapelus 38, Kalembka 31, Sobański 26, Krulicki 24, Van Walle 22, Błoński 19, Falaschi 8, Pietraszko 4, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 444: Kapelus 107, Butryn 92, Sobański 54, Van Walle 51, Kalembka 51, Krulicki 40, Błoński 23, Falaschi 16, Pietraszko 10.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 232: Butryn 71, Kapelus 68, Van Walle 39, Kalembka 31, Krulicki 25, Falaschi 13, Błoński 8, Pietraszko 4, Stelmach 0, Sobański -2, Fijałek -4, Stańczak -9, Mariański -12.

Ilość zagrywek – GKS 961: Kapelus 153, Kalembka 145, Krulicki 134, Sobański 119, Falaschi 111, Butryn 107, Van Walle 89,  Błoński 63, Pietraszko 28, Fijałek 9, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 185: Sobański 33, Kalembka 32, Butryn 30, Krulicki 25, Kapelus 15, Błoński 15, Van Walle 11, Falaschi 10, Pietraszko 9, Fijałek 4, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 59: Butryn 13, Sobański 10, Kalembka 9, Kapelus 7, Błoński 7, Krulicki 5, Van Walle 4, Falaschi 2, Pietraszko 2.

Ilość przyjęć – GKS 806: Kapelus 249, Sobański 247, Mariański 135, Błoński 89, Stańczak 75, Kalembka 3, Krulicki 3, Falaschi 3, Pietraszko 1, Butryn 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 62: Sobański 18, Kapelus 17, Mariański 12, Stańczak 9, Błoński 4, Krulicki 1, Falaschi 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 204: Sobański 73, Kapelus 56, Mariański 30, Błoński 23, Stańczak 18, Falaschi 2, Krulicki 1, Kalembka 1,
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 138: Sobański 45, Kapelus 33, Mariański 32, Stańczak 19, Błoński 9.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Stańczak 25%, Mariański 24%, Sobański 18%, Kapelus 13%, Błoński 10%.

Ilość ataków – GKS 1142: Kapelus 300, Butryn 230, Sobański 165, Van Walle 145, Kalembka 95, Błoński 81, Krulicki 80, Falaschi 27, Pietraszko 17, Stelmach 2.
Ilość błędów w ataku – GKS 88: Butryn 22, Kapelus 18, Kalembka 13, Van Walle 10, Błoński 8, Krulicki 8, Sobański 8, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 101: Kapelus 27, Sobański 23, Butryn 20, Van Walle 13, Błoński 7, Kalembka 6, Krulicki 5.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 507: Kapelus 125, Butryn 116, Van Walle 63, Sobański 58, Kalembka 51, Krulicki 39, Błoński 32, Falaschi 13, Pietraszko 9, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 54%, Pietraszko 53%, Stelmach 50%, Butryn 50%, Krulicki 49%, Falaschi 48%, Van Walle 43%, Kapelus 42%, Błoński 40%, Sobański 35%.

Ilość bloków punktowych – GKS 102: Kalembka 22, Krulicki 20, Butryn 14, Kapelus 13, Sobański 12, Falaschi 9, Van Walle 6,  Pietraszko 3, Błoński 3.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 10: Sobański 4, Błoński 3, Falaschi 1, Krulicki 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Butryn 2, Kapelus 2, Błoński 1, Sobański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga