Piłka nożna Wywiady
[WYWIAD] Kalinkowski: Jestem bardzo zadowolony z przyjścia do GieKSy
Sporo nowym graczy pojawiło się w klubie w ostatnim okienku transferowym. Z jednym z nich umówiliśmy się w ostatnim czasie na nieco dłuższą niż pomeczowa wypowiedź rozmowę. Poznajcie bliżej Bartłomieja Kalinkowskiego.
GieKSa.pl: Trenujesz już karne?
Kalinkowski: Nie (śmiech). Ja do rzutów karnych się nie zabieram. W juniorach na turniejach podchodziłem do nich, ale strzelałem ze zmiennym szczęściem. To zdecydowanie nie jest moja mocna strona.
Wydawałoby się, że to może być Twoja mocna strona, bo generalnie często zawodnicy ze środka pola nawet z pozycji defensywnych dobrze wykonują takie 11stki.
Problem w karnych pojawia się wtedy, gdy podchodzę do piłki. Zwykle ci, którzy dobrze strzelają karne mają wybrany z góry wybrany róg, w który będą strzelać. Ja mam za dużo myśli wtedy, gdzie i jak uderzyć.
Zacznijmy więc od początku, długo zastanawiałeś się nad propozycją GieKSy w lecie?
Dla mnie to była prosta sprawa. Po Suwałkach miałem rok kontraktu z Legią, ale wiedziałem, że w tamtej chwili nie będzie dla mnie miejsca w tej drużynie. Szukałem bez powodzenia gry w ekstraklasie. GKS był bardzo zdeterminowany,by mnie pozyskać, co bardzo mi zaimponowało. W dwa dni załatwiliśmy wszystkie formalności między sobą, a i kwestie finansowe między klubami nie były przeszkodą. Z perspektywy czasu jestem bardzo zadowolony z tego kroku.
Ten piłkarski początek do łatwych nie należał bo przegraliście w Radomiu.
Tamten mecz jest do wymazania. Przegraliśmy go grając w składzie, który na tamtą chwilę był mocno eksperymentalny. Kontuzje i kartki wykluczyły 5 graczy, którzy teraz grają w podstawowym składzie. Do tego w tym zestawieniu graliśmy nasz pierwszy mecz „o punkty”. Z perspektywy czasu – mimo odpadnięcia – dobrze się stało, że taki mecz nam się przytrafił w tamtym momencie. Po tym meczu zdaliśmy sobie sprawę, że to nie będzie tak łatwo wyglądało jak wszyscy myśleli.
Dla Ciebie chyba podwójny zimny prysznic bo zostałeś zmieniony w przerwie
GieKSa nie ściągałaby mnie, gdyby nie widziała mnie w składzie. Jeden mecz nie mógł o tym decydować, byłem przekonany, że dostanę jeszcze swoją szansę. W Radomiu zostałem zmieniony w przerwie, bo miałem od 3 minuty kartkę na koncie, a mecz był agresywny w środku pola. Trener wyjaśnił mi od razu, że nie chciał ryzykować czerwonej kartki. Nie mogłem mieć żadnych pretensji do trenera, nasza gra nie była na najwyższym poziomie. Musiałem poczekać na swoją szansę, ale taka jest piłka. Teraz, gdy gramy dobrze, czekają inni. Gdyby coś się załamało w naszej grze, to też pewnie będą jakieś zmiany w składzie. Trzeba być na to przygotowanym i nikt się na to, że nie gra nie może obrażać. Normalną sprawą jest jednak to, że każdy chce grać.
Czekają inni, ale trzeba przyznać, że w składzie jest przewaga nowych graczy w porównaniu do zeszłych sezonów. Zaskoczyło Cię to, że tak się to udało od początku poukładać?
Wszystko wymaga czasu. Przede wszystkim dla sztabu szkoleniowego, który ma nowych graczy, ale jeszcze musi ich wpasować do drużyny. Musi zadecydować, kto ma grać, a kto siedzi na ławce i wchodzi do gry. Wiem, że apetyty rosną, ale wydaje mi się, że jeszcze potrzebujemy czasu, by grać lepiej. Póki co, w którymś momencie to wszystko powoli zatrybiło. Ukłony dla dyrektora Dariusza Motały i jego planu. Naprawdę trzeba było włożyć ciężką pracę i do tego mieć rozeznanie co do zawodników, w to by w ten sposób poukładać drużynę.
Kluczowy był mecz w Olsztynie? Bo nam się wydaje, że tam był pierwszy sygnał do tego, że zaczynacie dobrze grać.
Przeciwko Stomilowi na pewno pierwszy raz wyszliśmy takim składem. Zabrakło nam trochę szczęścia w tym meczu, chociaż gra rzeczywiście była dobra. Krok po kroku z każdym meczem nasza gra była lepsza, zaczęliśmy przede wszystkim dochodzić do sytuacji strzeleckich. Teraz największą bolączką jest nasza skuteczność, ale wierzę, że ona przyjdzie i trafią się takie mecze, że bramek będzie więcej.
Apetyty mocno wzrosły po waszej grze wśród kibiców. Co trzeba zrobić by taką dyspozycję utrzymać?
Jeśli chodzi o szatnię to trzeba powiedzieć, że mamy teraz fajną grupę ludzi, która jest zdeterminowana do tego, by grać jak najlepiej. Z mojej perspektywy wydaje mi się, że może to dobrze, że nie wszystko nam jeszcze wychodzi na boisku. Być może, gdyby tak było od razu to niektórzy pomyśleliby, że jesteśmy już gotową drużyną, a to jest często zgubne. W szatni mamy doświadczonych graczy takich jak Grzegorz Goncerz, Tomasz Foszmańczyk czy Sebastian Nowak. Oni to wszystko trzymają i czuwają nad tym byśmy nie odlecieli. Wszystko jeszcze kontroluje sztab szkoleniowy z trenerem Jerzym Brzęczkiem na czele.
W Legii wchodziłeś do drużyny, w Suwałkach gra o utrzymanie a potem środek tabeli teraz pierwszy raz w GieKSie grasz na poważnie o coś?
Wchodząc do drugiej drużyny Legii myślałem, że tam jest presja. Dziś jednak wiem, że tej presji tam nie ma. W Wigrach człowiek się uczył, bo tam dobrze zaczęliśmy, a potem nastąpił spadek formy. Doświadczenia, które zbieram pozwalają mi spokojniej podchodzić do tego, co spotkałem w GieKSie. W Legii zawsze jest presja, wymaga się wygranych. Tutaj na Śląsku jest trochę inny rodzaj presji, bo też jest wiele klubów. Jest zainteresowanie kibiców i mnie takie coś bardzo odpowiada. Lubię kiedy coś się dzieje, gdy ludzie interesują się drużyną, gdy po prostu jest dla kogo grać. Nie uważam by taka sytuacja miała nam splątać nogi.
Mimo młodego wieku wydaje się, że sporo już przeszedłeś jako piłkarz. Czujesz, że dorastanie było przyśpieszone?
Okres w Legii dał mi bardzo dużo pod jednym względem. Musiałem sam dojść do wszystkiego ciężką pracą. Nigdy nie byłem tam uważany za najlepszego zawodnika z danego rocznika chociaż w juniorach młodszych zdobyłem wicemistrzostwo polski, w juniorach starszych mistrzostwo. Mimo tego, że się wyróżniałem, to do Młodej Ekstraklasy nie trafiłem. Okres juniorski musiałem przejść do samego końca, by trafić do drugiej drużyny. Niektórzy koledzy trafiali do Młodej Ekstraklasy w wieku 16 lat. Ja cały czas grałem w juniorach, co w tamtym momencie bardzo mi przeszkadzało, byłem wtedy strasznie niecierpliwy. Każdy ma inną ścieżkę rozwoju. Myślę, że moja była dla mnie korzystna. Nawet wypożyczenie do Suwałk traktuje bardzo dobrze, bo zobaczyłem ile jeszcze czeka mnie pracy,by grać nawet na poziomie pierwszoligowym. To nie jest tak, że przychodzę z Legii i wszystko przyjdzie mi łatwo i przyjemnie, trzeba dawać z siebie cały czas 100%. Można powiedzieć, że z Legii zszedłem poziom niżej do Wigier a teraz nowe wyzwanie GKS. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo to po Wigrach na pewno krok do przodu, walczę o zupełnie inne cele.
Pierwsza liga to dobry pomysł dla takich graczy jak Ty, którzy nie mieszczą się w kadrze ekstraklasy? Wiemy, że nie wszyscy chcą schodzić niżej.
Myślę, że dla takich młodych graczy jest to dobra droga do rozwoju. I liga się rozwija, coraz więcej drużyn gra fajną piłkę, można zdobyć doświadczenie, zobaczyć jak wygląda szatnia w seniorach i jakie panują tu zasady. Trzeba nauczyć się cierpliwości, tego by ważyć słowa, by nie być porywczym jak w juniorach. Dochodzi też presja wyniku, więc to wszystko na pewno jest dobrym doświadczeniem dla młodych graczy.
Ty w ekstraklasie debiutowałeś, ale wspominałeś, że niedosyt był. Z perspektywy czasu byłeś już wtedy gotowy na grę?
Trenowałem wtedy z pierwszą drużyną, która w tamtym okresie biła się w Lidze Europy, walczyła realnie mocno o mistrzostwo. Wychodziłem na treningi i nie odstawałem w rywalizacji z takimi zawodnikami jak Vrdoliak czy Jodłowiec. Nie było powodu, by myśleć, że nie dam sobie rady z innymi zawodnikami w lidze. Zagrałem w lidze i w tych meczach, w których zagrałem zebrałem dobre oceny. W jednym meczu nawet bardzo dobre. Bolało mnie jednak to, że gdy dostałem powołanie do młodzieżowej reprezentacji, to po powrocie z niej nagle straciłem miejsce nawet w osiemnastce. Nie miałem już możliwości walki o skład. Oczywiście prędzej czy później z Legii bym musiał odejść wobec innych transferów. Uważam jednak, że gdyby trener Berg dałby mi więcej pograć, to skorzystałbym na tym jako zawodnik.
Jak wspominasz te powołanie do reprezentacji?
Grając w juniorach denerwowałem się, że nie dostaję powołań nawet do kadry Mazowsza. Nigdy w niej nie zagrałem. Dziś inaczej patrzę na to, szczególnie gdy widzę, gdzie teraz grają zawodnicy, którzy wtedy występowali w tej kadrze. Moment, gdy dostałem powołanie do reprezentacji był dla mnie szczególny. Zawsze walczyłem o to, by w niej grać, bo to super sprawa i wielki zaszczyt. Nawet moi rodzice pofatygowali się na ten mecz, by zobaczyć mój debiut. Dla mnie to wyróżnienie móc reprezentować kraj.
W jednym z wywiadzie mówiłeś, że słyszałeś różne opinie o kibicach GieKSy. Więc powiedz, jakie to były opinie i jak to się ma do Twoich doświadczeń?
Gdy reprezentowałem Wigry trener uczulał mnie na trybuny, gdy graliśmy w Katowicach. Wtedy pomyślałem sobie, że skoro przyszedłem z Legii i grałem przy większej ilości kibiców, to nic mnie nie zaskoczy. Muszę jednak przyznać, że w czasie meczu kibice z Blaszoka stworzyli bardzo dobry doping i na boisku to się czuło. Pierwsze wrażenie było pozytywne i zdziwiłem się, gdy usłyszałem, że kibice w Katowicach potrafią po 20 minutach „jechać po piłkarzach”. Od momentu w którym jestem w Katowicach czegoś takiego nie zauważam i jestem pod wrażeniem zachowania kibiców. Wyniki nie były na początku dobre, były przetasowania w kadrze. Być może gdyby zachowanie kibiców było inne na początku rozgrywek, to my dziś byśmy byli niżej w tabeli z zupełnie inną grą. Kibice nam zaufali i chyba nie są zawiedzeni naszą postawą. Uważam, że dalej musimy to wszyscy ciągnąć w jednym kierunku. Klub jest dobrze poukładany, mamy dobrą drużynę i wierzę, że wszyscy razem, razem z kibicami możemy ten awans wywalczyć. Trzeba jednak pamiętać, że do tego jeszcze długa droga.
Jak ocenisz swoją postawę w tych meczach? Naszym zdaniem brakuje jeszcze akcentów w ofensywie. Pytanie tylko czy Twoją rolą na boisku jest szukanie ofensywnych rozwiązań w ustawieniu w którym gramy?
Na pewno muszę popracować nad strzałami z dystansu. Każdy zawodnik, który gra na pozycji defensywnego pomocnika powinien mieć dobry taki strzał. Ja muszę nad tym popracować, bo jak pokazał np. mecz w Bielsku-Białej jeszcze trochę mi brakuje w tym elemencie. Czy jestem niewidoczny? Ja swoją rolę widzę nieco inaczej. Trzeba pamiętać o jednej rzeczy. Ktoś to pierwsze podanie wprowadzające musi wykonać, czy to do ataku czy do pomocy. Uważam, że w tym elemencie jestem dobry. To może być niewidoczne dla kibiców, ale jeśli dzięki temu możemy wygrywać mecze to mi taka rola pasuje. Podziwiam za grę Toniego Krossa, dla mnie ten człowiek nie jest niewidoczny na boisku, ale dla mnie bez niego Real Madryt nie istnieje. To jest zawodnik, który ma podania wprowadzające, przyśpieszające, do niego zespół nie boi się grać, bo ma zaufanie, że on zrobi coś pożytecznego. Zgadzam się, że patrząc w statystyki niewiele daję zespołowi jeśli chodzi o asysty i gole, ale też gram na pozycji numer 6, gdzie jestem dalej od bramki. Gdy gram z Łukaszem Zejdlerem to mi przypada więcej zadań defensywnych.
Ostatnio czytaliśmy opinię, że patrząc na to w jakim tempie rozwija się GieKSa to jest to zdecydowanie kurs na ekstraklasę. Pomijając boisko, które jest zawsze najmniej przewidywalne to jakie jest Twoje zdaniem na ten temat?
Mamy wszystko, czego nam potrzeba. Są boiska treningowe przy klubie, dobre boisko główne. Cieszy to, że wszystko jest na miejscu i możemy korzystać z siłowni, czy też odnowy biologicznej. Zaplecze medyczne jest na wysokim poziomie i wiele tutaj znaczy osoba Wojtka Hermana, który współpracuje z kadrą. Jeśli chodzi o taką otoczkę medialno-marketingową, to widzę, że w GieKSie też to się mocno rozwija. Nic tylko trenować i dążyć do tego celu.
Przed wami mecze ze Stalą a potem Tychy .
O Tychach w ogóle nie myślimy, choć zdążyłem się przekonać, jak ważny będzie to mecz dla kibiców. Jeśli chodzi o Stal to wiemy, że zmieniła trenera i jak czasem działa efekt nowej miotły, ale mam nadzieję, że tym razem się o niej nie przekonamy. To będzie trudny mecz, bo będziemy grać atakiem pozycyjnym z zespołem, który nie notuje dobrych wyników. Musimy być skoncentrowani przez całe spotkanie.
Z tego co wiemy dużo czytasz biografii sportowców. Co byś teraz polecił kibicom?
Aktualnie przeczytałem książkę Suareza. Bardzo cenię tego zawodnika za jego postawę na boisku, uważam, że jako napastnik jest w tym co robi najlepszy na świecie. Dużo dają również takie książki jak np. trenera Szamotulskiego. Wiadomo można się czasem pośmiać z tych historyjek piłkarskich, ale one jednak młodym graczom powinny dać do myślenia, że nie wszystko jest takie kolorowe w karierze piłkarskiej i trzeba zadbać o przyszłość.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze