Piłka nożna
[RELACJA] Mecz rożnych dla Wigier
Przerwa letnia nie jest tak długa jak przerwa zimowa mimo wszystko i tak wszyscy już stęskniliśmy się za rozgrywkami I ligi. Mamy nadzieję, że to już ostatni nasz sezon w tej lidze i w końcu wrócimy na swoje miejsce. Pierwszą przeszkodzą w tym celu był zespół z tzw. bieguna zimna czyli Wigry Suwałki. O tym rywalu mogliście już wcześniej przeczytać wiele na naszej stronie. Przechodząc do samego meczu w naszym wyjściowym zmianie doszło do kilku zmian. Na prawej obronie zagra Alan Czerwiński a Mateusz Kamiński został przesunięty na środek za Damiana Garbacika. Na skrzydle jako młodzieżowca obejrzymy Pawła Mandrysza w miejsce Andrei Prokicia oraz Tomasz Foszmańczyk za Kalinkowskiego. Z przodu natomiast zagra wielki nieobecny Grzegorz Goncerz w miejsce Wołkowicza. Oto składy w jakich obydwa zespoły rozpoczęły ten mecz:
GKS Katowice:
Nowak – Abramowicz, Kamiński, Praznovsky, Czerwiński – Bębenek, Pielorz, Foszmańczyk, Mandrysz – Sobków, Goncerz.
Wigry Suwałki:
Zoch – Cverna, Augustynia, Kozak, Gąska, Bucholc, Wichtowski, Kądzior, Bartkowski, Radecki, Adamek.
Pierwszą groźniejszą akcję stworzyli goście po małym zamieszaniu nasi obrońcy wybili piłkę na rzut rożny po którym bardzo dobrze wybijał Kamiński. Zaraz po tym dobrze z kontrą wychodził Mandrysz lecz został zatrzymany przez zawodnika Wigier. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź GieKSy bardzo dobre prostopadłe podanie Foszmańczyka doszło do Mandrysza ten lecz strzelając z ostrego kąta uderzył obok bramki. Bardzo groźnie było pod bramką GieKSy w 12 minucie gdy Praznovsky dał się minąć przeciwnikowi i ten z ostrego kąta ruszył na Nowaka lecz ten znakomicie obronił. Dwie minuty później znakomite przejęcie w środku pola Praznovskiego, który ruszył na bramkę Wigier. Oliver chciał uruchomić Goncerza niestety próba podania została zablokowana i Słowak spróbował uderzenia lecz obok bramki. Mecz od początku był dość agresywny i pierwszą kartką w tym meczu został ukarany Bucholc za ostry faul na Mandryszu. Kilka minut później zasłużoną kartkę dostał Bębenek za faul w środku pola. Po kilku minutach gry w środku pola dobrą akcję GieKSy strzałem zakończył Mandrysz, ale wprost z zawodnika Wigier, który wybił na rożny. Po rzucie rożnym goście mieli groźną kontrę zakończoną strzałem lecz znów dobrze bronił Nowak. W 22 minucie znów strzelał Mandrysz znów niecelnie obok bramki Zocha. GieKSa grała rozważnie i starała się powoli skonstruować dobrą akcję by zaskoczyć gości. Taką akcję mieliśmy w 24 minucie niestety Goncerz bo dobrym przyjęciu uderzał z pierwszej piłki bardzo niecelnie. Bardzo dobrą akcję mieliśmy w 29 minucie, gdy Abramowicz dostał piłkę na wolne pole od Foszmańczyka podał w pole karne do Sobkowa ten po przyjęciu uderzał lecz bramkarz sparował piłkę na słupek i złapał. Była to dotychczas najlepsza akcja katowiczan. Po kilku minutach posuchy idealny techniczny strzał oddał Czerwiński niestety jeszcze lepsza była obrona bramkarza Wigier. Następny minuty nie przyniosły nic ciekawego dopiero w 39 minucie zawodnik gości oddał strzał zza pola karnego lecz bez problemu obronił Nowak. Katowiczanie dobrą akcję przeprowadzili w 42 minucie lecz dośrodkowanie Czerwińskiego nie dotarło do Goncerza. Zaraz po tym z rzutu autu także było groźnie piłkę na prawej stronie dostał Bębenek dośrodkowywał lecz obrońca Wigier ubiegł Mandrysza. Był to ostatni dobry akcent tej połowy, która zakończyła się bezbramkowym remisie z lekkim wskazaniem na katowiczan.
Drugą połowę obydwie drużyny rozpoczęły bez zmian. Pierwszy strzał oddał Adamek w 50 minucie, ale znów pewnie Nowak. W 57 minucie po kilku minutach sennej gry goście mieli rzut rożny, który źle rozegrali katowiczanie próbowali wyjść z kontrą, ale Czerwiński został powstrzymany przez obrońców Wigier. Pierwszą zmianie przeprowadził trener Brzęczek, który zmienił trochę bezbarwnego Bębenka wpuszczając Prokicia. Katowiczanie w 62 minucie próbowali wyjść z kontrą, ale dośrodkowanie Prokicia zostało zblokowane i wybite na rzut rożny po którym nic nie wynikło. W 68 minucie tragiczne podanie w środku pola notuje Pielorz, który podaje idealnie do zawodnika gości, który od razu zagrywa tą piłkę do przodu do Adamka, który minął Nowaka i strzelił do pustej bramki. Piłkarze GieKSy w tej drugiej połowie byli wręcz niewidoczni i nieudaczni. Zaczynały się powoli frustrację wśród zawodników GieKSy czego wynikiem była żółta kartka dla Czerwińskiego. Trener Brzęczek widząc poczynania swoich zawodników szybko zmienił Foszmańczyka zastępując go Zejdlerem. Pierwszą konkretną akcję GieKSa miała w 73 minucie podanie z pierwszej piłki Goncerza do Prokicia lecz tego drugiego ubiegł bramkarz Wigier. Pierwszy strzał dla GKS-u oddał Sobków strzelając zza pola karnego, ale Zoch interweniując wybił piłkę na rzut rożny. Ostatnia zmiana w GieKSie miała miejsce w 76 minucie aktywnego lecz nieskutecznego Sobkowa zmienił Wołkowicz. Kolejną żółtą kartkę w GieKSie dostał wprowadzony na boisko Zejdler za faul w środku pola. Następne minuty nie przynosiły nic ciekawego oprócz następnej kartki dla katowiczan tym razem Kamińskiego.
Druga połowa była wręcz katastroficzna w wykonaniu piłkarzy GieKSy i zakończyła się wynikiem 1:0 dla Wigier. Postawa katowiczan nie napawa optymizmem przed następnymi meczami. Pierwsza połowa jeszcze jakoś wyglądała niestety druga była piłkarską pornografią.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Boss
30 lipca 2016 at 20:07
DRAMAT, mecz na fatalnym poziomie do czego juz zderzyliśmy sie przyzwyczaić przez 9 lat. Nie został zdobyty nawet jeden punkt. Z meczu można wyciągnąć jeden plus, każda porażka przybliża nas do dymisji zarządu i trenera! Czego tu oczekiwać skoro wzmocnienia słabe oprócz bramkarza, plus sparingi które nie dają żadnych wniosków oprócz przegranego z PDBB, mecze z sola czy Banikiem nic nie dają itd.. Drużyna która chce sie liczyć w walce o czołowe lokaty nie mówiąc o podium czy awansie, takie mecze wygrywa bez problemu. Jesteśmy od lat drużyna środka tabeli I ligi i trzeba sie z tym pogodzić. Frekwencja adekwatna do poziomu piłkarskiego klubu, schodzimy na dno. Trzeba sobie to powiedzieć jasno i nie oszukiwać. W skrócie te pare zdań: szkoda strzępić ryja. Lepiej nie bedzie, co najwyżej gorzej
lukasz
30 lipca 2016 at 20:23
Niesamowite to jest … mam pytanie do kopaczy – po HUJ tu jestescie po HUJ przychodzicie po HUJ pierdolicie o jakiejs walce o awansie o graniu ??? Kurwa miejscie jaja i idzcie grac gdzie indziej. Czy Wam nie jest wstyd??? Jestescie doroslymi ludzmi, „sportowcami”, gdzie Wasze profesjnalne podejscie to treningu, Wyjestescie zawodowcami? NIE chce mi sie czytac o tym wszystkim bo po raz kolejny (9) zaczyna sie albo konczy (??) to tak samo. Wiece co ? tak mi to zobojetnialo ze zamiast isc na mecz wolalem spedzic to popoludnie w domu … nie ominalem inauguracji przez ostatnie 15 lat ale pomyslalem – moze jeak teraz nie pojde cos sie zmieni. Idiota i naiwniak ze mnie … Smutne to jest naprawde ze to Wy reklamujecie swoja mizeria taka marke jak GKS … Wiem ze to pierwszy mecz wiem ze jeszcze 33 kolejki ale nie czarujmy siebie i Wy kopaczyny nie czarujcie Nas Kibicow. Juz wiem co powiecie przed nastepnym meczem – mozna to obejrzec na materialach wideo z ostatnich kilku lat – bez przerwy to samo a efekty takie jak zawsze … „Dziekuje” Wam za skuteczne obrzydzenie chodzenia na Bukowa – nie sadzilem ze to mozliwe ale jednak ….
Wlodek
30 lipca 2016 at 20:30
Wypierdalac wszyscy jeszcze sezon nie jest stracony tylko czas na was Wypierdalac ani jeden nie może zostać. Bo wirus który panuje w szatni tzn nierobstwo przejdzie szybko na każdego kto do nas zawita. A prezesa na taczkach bo taki już gruby że na jedną się nie zmieści. Jak widać kasa z miasta za nic nierobienie fest tuczy
janmir
30 lipca 2016 at 20:31
Dramat, Brzęczek wyp…
kibic bce
30 lipca 2016 at 21:06
Oby to byl tylko falstart.
Wstyd i kpina z nas wszystkich.
W….. z takimi ludzmi.
Dajcie Lenczyka lub Mandrysza moze jak im doo.. treningow to sie naucza.
Sparingi kpina. Ino z Banikiem bylo to cos ale tu liczyla sie zabawa nic wiecej.
cierpliwy
30 lipca 2016 at 21:07
Gonzo obudz sié w koncu !
1964
30 lipca 2016 at 21:25
Takiej chujni to naprawdę się nie spodziewałem!Nie mam nic do Brzęczka ale dzisiaj przeszedł samego siebie.Przy rożnych dla przeciwnika staliśmy całą drużyną w 16 tylko mandrysz na 30 metrze,chłopie daj 2-kę na linię środkową pociągną za sobą minimum 3 chopa.Wpuszczenie lebiody Wołka to strzał w kolano!A po meczu ów kopacz ma czelność swoimi gestami jeszcze bardziej wkurwić kibiców!Powiem tak!Panie Cygan skończ cyganić,Motała się zamotał a Brzęczek ino brzęczy!10 rok kompromitacji i wstydzenia się za nasz klub.Czas na porządek w naszej kochanej GieKSie,taczka dla Cygana!I nie mam zamiaru czekać 5 kolejek z nadzieją że coś się zmieni!!Amen!
Jooo
30 lipca 2016 at 21:28
Drużyna cienka trener słaby menedzer cienki tyle na temat
1964
30 lipca 2016 at 21:57
Człowiek czeka tyle lat że coś drgnie,a tu chuj!Kopacze,trenerzy i ZARZĄD rozjebali system w tydzień!Obym się mylił ale raczej nie grozi!”Dzięki”kopacze!
andreasw1959
30 lipca 2016 at 23:14
NIC DOdAC I UJAC PO TYCH POWIEDZIACH SZCZERA PRAWDA
Nic ujac i dodac po szczerych wypowiedziach kibicow plakac sie chce po takim zangazowaniu naszych kopaczy Niechce tu nikogo dobijac ale z taka gra to my daleko nie zajademy szkoda godac Tyla lot laza na gieksa ale przez ostatnie lata niewidziolech takiej padliny Nie dziwia sie ze i frekwecja jest slabo bo wto chce na to patrzyc POZDROWIENIA DO WSZYSTKICH GIEKSIAZY
Nn
Irishman
31 lipca 2016 at 00:14
@1964, nie wiem co się działo, bo natychmiast po ostatnim gwizdku wyszedłem! Ale jeśli Wołkowicz ośmielił się jeszcze „rzucać” to moim zdaniem powinien być w trybie pilnym usunięty z klubu, a wszyscy którzy będą temu przeciwdziałać działają na naszą niekorzyść.
Ale też nie mam zamiaru robić z Wołkowicza kozła ofiarnego tego wstyd, który przeżyliśmy – w końcu on sam nie wstawił się na boisko, no i (na szczęście) nie przebywał na boisku zbyt długo.
1964
31 lipca 2016 at 08:30
@Irishman!Najbardziej mnie boli to że Wołkowicz jest wychowankiem.I powinien mieć szacunek dla kibiców którzy muszą oglądać tą żenadę!Bez względu na wyniki i tak te darmozjady(zaczynając na prezesach kończąc na grajkach)mnie nie zniechęcą.Ja tam będe a Was już wkrótce nie!Oby!Szacun dla prawdziwych kibiców którzy chodzą na GieKSe pomimo tej chały!Ja kocham GieKSe a nie te galerianki snujące się po boisku!
pawelas197
31 lipca 2016 at 12:43
panowie sciepa na taczki i wywozimy ten gnoj