Siatkówka
MISTRZ, MISTRZ GKS !!!
Pełna hala Kolejarza, mnóstwo ludzi odchodzących z kwitkiem spod obiektu. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy to tutaj GKS rozgrywa swój piąty, ostatni mecz finałowy, to po tym widoku, nie miał już żadnych wątpliwości!
Decydujące spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej gry z obu stron ze zmieniającym się prowadzeniem. Pierwszą, większą przewagę w secie osiągnął GKS (10:7), od razu zmuszając do wzięcia czasu przez trenera Sebastiana Pawlika, co od razu dało gościom nadrobienie dwóch punktów. Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt, aż po błędach własnych gospodarzy, goście wyszli na prowadzenie na drugiej przerwie technicznej. Po kontrowersyjnej decyzji sędziego i przyznaniu punktu dla SMS-u (20:21) tym razem Grzegorz Słaby poprosił o przerwę w grze, następnie kibiców czekały pierwsze wielkie emocje w tym meczu.
Norbert Huber zagrywkę posyła w aut i mamy remis (po 21), następnie Tomasz Fornal skuteczny w ataku (21:22). Jakub Ziobrowski również wyrzuca piłkę w aut po serwisie (po 22), w kolejnej akcji jeden z graczy GKS-u dotyka siatki (22:23). Trzecia z kolei zagrywka gości zepsuta, piłka ląduje w siatce (po 23), w końcu widzieliśmy skuteczną akcję w ataku w wykonaniu Bartosza Kwolka (23:24). Pierwsza piłka setowa i na nasze szczęście znów serwis autowy posłany przez Jakuba Kochanowskiego (po 24), kolejny punkt dla gości tym razem zdobyty ze środka siatki przez Hubera (24:25). Druga piłka setowa tym razem wykorzystana w następstwie bloku na Tomaszu Kalembce (24:26). Pierwszy set przegrany nieznacznie, w głównej mierze przez zbyt dużą ilość błędów własnych, choć siatkarze SMS-u popełnili ich jeszcze więcej!
Druga partia miała pokazać, czy nasi siatkarze poradzą sobie z presją po przegraniu pierwszego seta. Już początkowa faza pokazała, że siatkarze GKS-u przystąpili do niej mocno podrażnieni. Po skutecznym bloku oraz skończonym ataku ze skrzydła przez Rafała Sobańskiego, GieKSa wyszła już na czteropunktowe (7:3) prowadzenie, co zmusiło znów trenera Pawlika do przerwania gry. Nic to gościom nie pomogło, gracze GKS-u byli na fali i skutecznie zablokowali Ziobrowskiego, a Michał Błoński posłał asa serwisowego (9:3) i dopiero potem graczom SMS-u udaje się przerwać serię punktów gospodarzy. Następne dwa oczka (11:4) spowodowały już w tak wczesnej fazie seta wykorzystanie limitu czasów przysługujących w jednej partii trenerowi gości! Po dwóch punktach zdobytych bezpośrednio z zagrywki przez Kochanowskiego, wkradła się lekka niepewność w szeregach gospodarzy, ale tylko na krótko, bo po nich nastąpiło powolne powiększanie przewagi punktowej GKS-u.
Po autowym ataku siatkarza gości mieliśmy już znaczną przewagę (21:12), potem Rafał Sobański został zablokowany (21:13). Następnie mieliśmy dwa skuteczne ataki ze skrzydeł w wykonaniu Karola Butryna i Jakuba Ziobrowskiego (22:14). Kolejne oczko na konto GKS-u zapisano dzięki dobrej akcji w ataku Butryna (23:14), a Michał Błoński zdobył punkt z przechodzącej piłki (24:14). Piłkę setową skończył mocnym atakiem bardzo skuteczny dzisiaj Karol Butryn (25:14). Ogólnie było to pewne i spokojne zwycięstwo GieKSy, a gracze gości rozegrali chyba najsłabszego seta w całej rozgrywce finałowej.
W trzecim secie GKS od początku wypracował sobie dwupunktową przewagę. Po skutecznym ataku Michała Błońskiego (11:7), trener gości znów przerywa grę, chcąc zatrzymać rozpędzający się znów zespół gospodarzy. Kolejny błąd w ataku Bartosza Kwolka (13:8) zdenerwował na tyle trenera Pawlika, że znów tak szybko musiał wykorzystać limit czasów na żądanie. Do drugiej przerwy technicznej oglądaliśmy spokojną i pewną grę GKS-u, który systematycznie powiększał swoją przewagę. Dwa skuteczne bloki Macieja Fijałka oraz Tomasza Kalembki dały już pięć oczek (19:14) przewagi.
Kolejny blok, tym razem Rafała Sobańskiego na Jakubie Ziobrowskim daje wynik 21:15, ale to nie koniec skutecznych bloków, bo w następnej akcji Tomasza Fornala zatrzymał skutecznie na środku siatki Tomasz Kalembka (22:15). Ciąg dalszy koncertu gry gospodarzy i as serwisowy Michała Błońskiego (23:15) oraz skuteczny atak ze skrzydła Karola Butryna (24:15). Pierwsza piłka setowa obroniona przez gości dzięki dobrej akcji ze środka Norberta Hubera (24:16). Ostatni punkt dla GKS-u podarowany został przez serwującego w siatkę Dawida Wocha (25:16). Wychodzimy na prowadzenie w meczu (2:1) w głównej mierze dzięki bardzo dobrej grze na środku siatki i brakuje nam już tylko wygranie jednego seta do mistrzostwa!
Czwarta partia rozpoczęła się od zepsutych zagrywek z obu stron i chyba mało kto się spodziewał, że to początek… niesamowitych emocji czekających nas troszkę później. Do pierwszej przerwy technicznej GKS jest skupiony na grze, a goście zajęci są… kontestowaniem decyzji sędziowskich, co nie pozwala im walczyć skutecznie na parkiecie. Kolejne błędy własne siatkarzy SMS-u (13:9) zmuszają do przerwania gry przez trenera Pawlika, aby w końcu uspokoić własnych zawodników i zmobilizować ich do powalczenia o tie-break. Ponowny skuteczny blok Tomasza Kalembki (15:10) to powód do ostatniego dzwonka dla gości i ostatni czas na żądanie dla nich.
Gdy Bartosz Kwolek obija nasz blok (20:17) i Karol Butryn znów jest skuteczny w ataku (21:17) to przewaga ta wydaje się już na tyle bezpieczna, że większość kibiców zgromadzona w hali Kolejarza nie wyobraża sobie innego scenariusza jak dowiezienia tego zwycięstwa do końca. Grający dziś tylko jako joker, Jan Król posyła piłkę w aut po własnym serwisie (21:18), ale znów w ataku bezbłędny jest Karol Butryn (22:18) i mistrzostwo ligi wydaje się na wyciągnięcie ręki! Nic bardziej mylnego, jak się później okazało. Damian Domagała skuteczny w ataku (22:19), a Michał Błoński atakuje w aut (22:20) i topniejącą przewagę próbuje zastopować trener GKS-u Grzegorz Słaby biorąc czas. I ponownie Karol „Wielki” Butryn nie daje gościom żadnych nadziei, zdobywając kolejne oczko z ataku (23:20), a Kochanowski jest skuteczny ze środka (23:21), w kolejnej akcji Butryn kończy z przechodzącej piłki i jesteśmy jeden kroczek od szczęścia (24:21)!
Po raz pierwszy w tym meczu na hali Kolejarza niesie się głośne „OSTATNI, OSTATNI…” i Tomasz Kalembka marnuje pierwszą piłkę meczową serwując w aut (24:22)
Druga piłka meczowa i z przechodzącej piłki punkt dla gości i druga przerwa na żądanie dla Grzegorza Słabego (mało kto zdaje sobie sprawę, że to dopiero początek horroru) – (24:23)
Trzecia piłka meczowa, as serwisowy Tomasza Fornala i mamy niespodziewanie remis! (24:24)
Po długiej akcji w końcu skutecznie w ataku, kto? a jakże Karol Butryn! (25:24)
Czwarta piłka meczowa, dobry atak ze środka Jakuba Kochanowskiego i jego serw (25:25)
Tym razem skuteczny w ataku ze skrzydła Rafał Sobański i jego zagrywka (26:25)
Piąta piłka meczowa i mogła być ostatnią, ale myli się w ataku posyłając piłkę w aut… bohater całego meczu Karol Butryn! (26:26)
Następna piłka z ataku skończona tym razem przez Michała Błońskiego i serw Pawła Pietraszko (27:26)
Szósta piłka meczowa obroniona przez gości po skutecznym ataku Bartosza Kwolka (27:27)
Michał Błoński znów bardzo dobrze w ataku (28:27)
Siódma piłka meczowa, atak ze skrzydła Tomasza Fornala w aut i… wybucha euforia na hali Kolejarza, leje się szampan na parkiet, no istny szał radości! Ale po chwili następuje konsternacja i niedowierzanie wszystkich kibiców, jakieś protesty siatkarzy gości i sędziowie uznają atak gracza gości po bloku, więc punkt dla SMS-u i horroru ciąg dalszy (28:28). To dopiero po dłuższej chwili… hmm odpoczynku dla naszych graczy na skonsumowanie szampana z boiska, to znaczy chciałem napisać, na posprzątanie (wytarcie) parkietu, bo przecież śliskie i klejące się boisko mogło się przysłużyć jakiejś kontuzji. Tak więc byliśmy świadkami zabawnej sytuacji wycierania parkietu przez całą drużynę GieKSy z szampana, ale za to nie do śmiechu było trenerowi Grzegorzowi Słabemu, który po pierwsze to martwił się, czy taka niespodziewana przerwa nie wybije jego podopiecznych z rytmu dobrej i skutecznej gry, a po drugie, to nie chciałbym być w skórze osoby, której wymsknął się za szybko ten szlachetny trunek, bo w razie porażki byłby winowajca (a właściwie to chyba szampanowajca) jak nic i miałby u trenera Słabego, no… przechlapane. 🙂
W końcu wracamy do gry, po nieplanowanej przerwie, a na zagrywce stanął Norbert Huber.
Skuteczny atak Michała Błońskiego i jego serw (29:28)
Ósma piłka meczowa i dobry atak ze środka Jakuba Kochanowskiego (29:29)
Ponownie przypomniał o sobie skutecznym atakiem Karol Butryn (30:29)
Dziewiąta piłka meczowa i autowy serwis Tomasza Kalembki (30:30)
Tym razem dobry atak ze skrzydła Rafała Sobańskiego (31:30)
Dziesiąta piłka meczowa i AS SERWISOWY KAROLA BUTRYNA (32:30) i po raz drugi euforia i szał radości w hali Kolejarza oraz kolejne krople szampana na parkiecie, których nie będzie trzeba już wycierać! Uff, wystarczy tego horroru!
MISTRZ, MISTRZ GKS !!! – niesie się po całej hali!
Podsumowując pokrótce ten mecz, niewątpliwie było to najlepsze spotkanie GKS-u w całej fazie play-off, gdzie siatkarze GieKSy zaprezentowali formę zaprezentowaną w rundzie zasadniczej. Bohaterami dzisiejszego meczu byli Karol Butryn, dotychczasowy zmiennik najlepiej punktującego wcześniej Jana Króla oraz Tomasz Kalembka środkowy bloku, który zagrał bardzo skutecznie na środku siatki. Warto również podkreślić dobrą grę pozostałych siatkarzy, nie zapominając szczególnie o dobrym przyjęciu libero GKS-u, Bartosza Mariańskiego.
Warto również odnotować bardzo duże zainteresowanie kibiców tym meczem, o czym wspomniałem na początku oraz trzeba podziękować naszym kibicom za świetny doping (ładną oprawę), który zapewne pomógł siatkarzom GieKSy w osiągnięciu tego sukcesu.
GKS KATOWICE zdobywcą złotych medali za zdobycie tytułu mistrzowskiego 1 ligi siatkarzy za sezon 2015/16!
A wręczali je (oraz okazały puchar) prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej – Paweł Papke oraz prezes Zarządu GKS GieKSa Katowice S.A. – Wojciech Cygan.
FINAŁ – do trzech wygranych spotkań – (w nawiasie stan rywalizacji w parze)
18 maja (środa)
GKS KATOWICE – SMS PZPS SPAŁA 3:1 (24:26, 25:14, 25:16, 32:30) – (3:2)
GKS: Fijałek (1), Błoński (16), Kalembka (10), Butryn (24), Sobański (14), Pietraszko (4), Mariański (libero) oraz Januszewski (libero), Król i Przystał. Trener: Grzegorz Słaby.
SMS: Kozub (1), Kwolek (10), Kochanowski (12), Ziobrowski (10), Fornal (10), Huber (7), Masłowski (libero) oraz Niemiec, Rajchtel, Busch, Gruszczyński (libero), Droszyński. Domagała (4), Woch. Trener: Sebastian Pawlik.
Przebieg meczu:
I: 8:7, 14:16, 20:21.
II: 8:3, 16:10, 21:12.
III: 8:6, 16:12, 21:15.
IV: 8:4, 16:12, 21:17.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















fanclub dortmund
19 maja 2016 at 12:54
bravo siatkarze ,szkoda ty lko ze kibice zapomnieli ze mielismy tez hokej w Katowicach….na ktory w ostatnich 5 latach srednia frekwencja wynosila 300 …tak wlasnie 300…hala w Spodku dojazd dobry bilety w przystepnej cenie…chcecie porownywac nasze tradycje w siatkowce i hokeju???
Irishman
19 maja 2016 at 22:16
Gratulacje i szacunek dla Czarnych, a UM i prezes Cygan mam nadzieję, że pamikętają o swych deklaracjach w stosunku do GKS Katowice?!