Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

20 najlepszych piłkarzy, którzy odeszli z GieKSy [druga dziesiątka]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na zapleczu Ekstraklasy gramy już dziewiąty sezon. Od lipca 2007 roku grało w GieKSie 130 zawodników (licząc ligę i Puchar Polski). Niedawno zacząłem zastanawiać się, który z piłkarzy opuszczających w tamtym okresie nasz klub osiągnął potem najlepsze wyniki. Postanowiłem przejrzeć poprzednie składy GieKSy i prześledzić dalszą karierę poszczególnych zawodników. Pod uwagę brałem jedynie graczy, którzy po odejściu z Bukowej grali w Ekstraklasie lub najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju. Znalazłem 20 takich zawodników i tak powstał ten mocno subiektywny ranking.

Dziś zaprezentuję zawodników z miejsc 11-20. Za kilka dni spodziewajcie się pierwszej dziesiątki. Aż sześciu dzisiejszych zawodników nie ma szans w najbliższym półroczu na powiększenie swojego dorobku w Ekstraklasie, ponieważ pokończyli kariery lub grają w niższych ligach. Ciężkie zadanie czeka także Łukasza Budziłka, który od dłuższego czasu grzeje ławę w Gdańsku. Jedynie trzech piłkarzy powinno punktować na wiosnę – są to Dominik Sadzawicki i Szymon Skrzypczak z Górnika Zabrze oraz Przemysław Pitry z Górnika Łęczna. Już dziś mogę zdradzić, że w pierwszej dziesiątce aż dziewięciu piłkarzy gra dalej w najwyższych klasach rozgrywkowych.

Mam nadzieję, że zestawienie wzbudzi emocje i każdy z Was w komentarzach sam pokusi się o swoje typy. Ja zwracałem uwagę głównie na liczby – ilość minut spędzonych na boisk, występów i bramek. Nie byłem temu jednak wierny na ślepo – czasem wyżej klasyfikowałem kogoś kto bardziej równomiernie rozwija się od reszty. W poniższym zestawieniu zawahałem się tylko raz – zastanawiałem się czy na jedenaste miejsce zasłużył bardziej Dominik Sadzawicki czy Michał Zieliński. Popularny „Sadza” ma o 7 spotkań mniej rozegranych w Ekstraklasie, ale za to o prawie 400 minut spędzonych na boisku… więcej niż Zieliński. Postawiłem na Zielińskiego, ale mam głęboką nadzieję, że już w czerwcu Sadzawicki wskoczy co najmniej na 11. miejsce.

W poniższym rankingu podano kolejno: miejsce w zestawieniu, imię i nazwisko, kluby z najwyższej klasy rozgrywkowej w jakich grał piłkarz po odejściu z GieKSy, liczba spotkań rozegranych w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju) po odejściu z GieKSy, liczba minut spędzonych w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju) po odejściu z GieKSy, liczba bramek zdobyta przez zawodnika w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju), ilość występów w Reprezentacji Polski (lub reprezentacji właściwej dla danego zawodnika) po odejściu z GieKSy.

20. Krzysztof Kaliciak – Cracovia, 3 spotkania, 27 minut, 0 bramek

Odszedł z GieKSy do Cracovii podczas przeryw zimowej 2009/10. Ekstraklasy nie zawojował – wchodził trzy raz w samej końcówce. Od kwietnia 2010 roku grywał już tylko w Młodej Ekstraklasie. Wrócił do GieKSy w następnym sezonie i nigdy więcej nie zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej.

19. Gabriel Nowak – Górnik Zabrze, 11 spotkań, 284 minuty, 0 bramek

W przerwie zimowej sezonu 2010/11 zamienił GieKSę na Górnik Zabrze. Rozpoczął od trzech spotkań w Młodej Ekstraklasie, a następnie dostawał szanse w pierwszej drużynie. Były to jednak same końcówki. Dopiero w ostatniej kolejce rozegrał cały mecz z Widzewem Łódź. Na tym jego zakończyła się jego przygoda z Ekstraklasą.

18. Szymon Kapias – Zagłębie Lubin, 8 spotkań, 653 minuty, 0 bramek

Z Katowic odszedł po rundzie jesiennej sezonu 2008/09. Wystąpił w jednym meczu Pucharu Ekstraklasy w barwach Lecha Poznań, a następnie trafił do pierwszoligowego Zagłębia Lubin. Na wiosnę 2009 wystąpił w 10 spotkaniach na zapleczu Ekstraklasy (687 minut) i razem ze swoją drużyną awansował do Ekstraklasy. W sezonie 2009/10 wystąpił w 8 spotkaniach Zagłębia w Ekstraklasie, które przeplatał występami w Młodej Ekstraklasie. W późniejszych latach już nigdy więcej nie zagrał w Ekstraklasie.

17. Łukasz Budziłek – Lechia Gdańsk, 7 spotkań, 630 minut, 0 bramek

Po zakończeniu sezonu 2013/14 bramkarz przeszedł z GieKSy do Legii Warszawa. Tam grywał jedynie w rezerwach stołecznej drużyny w III lidze. W kolejnym półroczu trafił do Lechii Gdańsk, gdzie także rozpoczął od gry w trzecioligowych rezerwach. Dopiero w rundzie finałowej sezonu 2014/15 wystąpił we wszystkich 7 spotkaniach gdańskiej drużyny, w których puścił 10 bramek. W obecnym sezonie Budziłek zagrał jedno spotkanie w Pucharze Polski (wygrane 5:1 z Puszczą w Niepołomicach) oraz dwa w III lidze.

16. Przemysław Pitry – Górnik Łęczna, 13 spotkań, 453 minuty, 1 bramka

Po zakończeniu ostatniego sezonu odszedł z GieKSy do Łęcznej. W rundzie jesiennej wystąpił w 13 spotkaniach (żadne w pełnym wymiarze czasu) z czego w 9 wchodził z ławki. Zdobył jedną bramkę w przegranym przez Górnik spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Ma szansę przesunąć się wyżej w klasyfikacji, bo powinien trochę spotkań zaliczyć w nadchodzącej rundzie wiosennej.

15. Krzysztof Markowski – Odra Wodzisław Śląski, 17 spotkań, 1035 minut, 0 bramek

Odszedł do Odry Wodzisław Śląski podczas przerwy zimowej w sezonie 2008/09. Na wiosnę wystąpił w swoim nowym klubie w 10 spotkaniach Ekstraklasy, 3 Pucharu Ekstraklasy i… jednym Młodej Ekstraklasy. W sezonie 2009/10 zaliczył 7 spotkań w Ekstraklasie. Do tego dołożył jedno spotkanie w Pucharze Polski i siedem w Młodej Ekstraklasie. W tamtym sezonie Odra spadła z Ekstraklasy, a Markowski już nigdy więcej nie zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej.

14. Hubert Jaromin – Polonia Bytom, 26 spotkań, 1661 minut, 1 bramka

Po sezonie 2007/08 odszedł do grającej w Ekstraklasie Polonii Bytom. Tam grał pełen sezon – wystąpił w 26 spotkaniach z czego 22 w pierwszej jedenastce (ale tylko 3 pełne). Do swojego dorobku dołożył trzy spotkania w Pucharze Ekstraklasy i jedno w Pucharze Polski. Dla Polonii zdobył dwie bramki, w tym jedną… samobójczą. Po zakończonym sezonie opuścił Bytom i już nigdy więcej nie zagrał w Ekstraklasie.

13. Szymon Skrzypczak – Górnik Zabrze, 27 spotkań, 1380 minut, 4 bramki

W czerwcu 2014 wrócił do Zabrza. Całą rundę jesienną sezonu 2014/15 rozegrał w trzecioligowych rezerwach. Na wiosnę udało mu się przebić do pierwszego składu i wystąpił w 15 spotkaniach zdobywając dwie bramki. W obecnym sezonie ma 12 występów w Ekstraklasie, a także jeden mecz w Pucharze Polski. Zdobył dwie bramki. Oprócz tego zagrał 7 razy w rezerwach. Kolejny gracz, po Przemysławie Pitrym, który ma dużą szansę na powiększenie swojego dorobku i awans w naszej klasyfikacji.

12. Dominik Sadzawicki – Górnik Zabrze, 27 spotkań, 1882 minuty, 0 bramek

Do Zabrza trafił w tym samym czasie co Szymon Skrzypczak. W sezonie 2014/15 rozegrał 21 spotkań w Ekstraklasie i jedno w Pucharze Polski. W obecnym sezonie wystąpił tylko w 6 spotkaniach Ekstraklasy, 1 Pucharu Polski i 3 rezerw (strzelił tam jedną bramkę). Trzeci piłkarz z naszego zestawienia, który powinien na wiosnę powiększyć swój dorobek i piąć się górę.

11. Michał Zieliński – Korona Kielce, Górnik Zabrze, 34 spotkania, 1497 minut, 6 bramki

Po sezonie 2010/11 trafił z GieKSy do Korony Kielce. Tam zaliczył bardzo udaną rundę jesienną – 16 spotkań, 4 bramki. Pierwszą bramkę strzelił w 90. minucie spotkania z Cracovią na 2:1 dla kielczan – była to pierwsza kolejka Ekstraklasy. Do tego dołożył jedno spotkanie w Pucharze Polski i Młodej Ekstraklasy. Rundę wiosenną sezonu 2011/12 spędził w Górniku Zabrze, gdzie rozegrał 11 spotkań i strzelił 2 bramki. Kolejne pół roku spędził w Kielcach, ale tam wystąpił już jedynie w 7 spotkaniach (z czego 6 razy wchodził z ławki). W sezonie 2013/14 ponownie trafił do GieKSy, a obecnie występuje w Polonii Bytom.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Bartolo

    19 stycznia 2016 at 17:07

    Markowski to może jeszcze powiększyć swój dorobek,czego Mu oczywiscie nie życzymy…no chyba,że zmieni klub.

  2. Avatar photo

    L64

    19 stycznia 2016 at 19:55

    Potem tekst o pietrzaku. Poszedł do wisły w rundzie wiosennej 2015/16 został ściągnięty na ławke rezerwowych a po spadku wisły do I ligi nigdy już nie ujrzał ekstraklasy. Tacy piłkarze mogli zagwarantować ekstraklase a większość zamiast pomóc gieksie w awasie sami zlecieli niżej. Jedynie Rakels robi furorę no i Pligza się trzymie w ekstraklasie. Budziłka szkoda poszedł do cwelki i w 3 lidze grał tak jak w lechii i talent się marnuje tam może jeszcze naprawi błędy ma na to czas

  3. Avatar photo

    Czarek

    20 stycznia 2016 at 07:40

    Jestem w szoku,że aż 20 takich piłkarzy znalazłeś. Z pierwszej 10 odgadłem 6, pozostałych 4 nie mam zielonego pojęcia kto to.

  4. Avatar photo

    tyta

    20 stycznia 2016 at 08:44

    … może ktoś podać linka do artykułu z pierwszą dziesiątką

  5. Avatar photo

    Karol

    20 stycznia 2016 at 20:07

    @tyta – jeszcze się nie ukazał 🙂

  6. Avatar photo

    Macierewicz

    20 stycznia 2016 at 20:11

    Jezuuuuu…tyta.

    ja nie wiem…ludzie tylko nagłówki czytają?
    Cytat:
    „Dziś zaprezentuję zawodników z miejsc 11-20. Za kilka dni spodziewajcie się pierwszej dziesiątki.”

  7. Avatar photo

    tyta

    21 stycznia 2016 at 08:52

    @ Karol …no właśnie cza dobrze czytać 🙂 śledzę stronę raczej na bieżąco i nie kojarzę by wcześniej była pierwsza 10-tka – dzięki 🙂

  8. Avatar photo

    tyta

    21 stycznia 2016 at 08:55

    @ Macierewicz …no właśnie cza dobrze czytać 🙂 śledzę stronę raczej na bieżąco i nie kojarzę by wcześniej była pierwsza 10-tka – dzięki 🙂 Teraz przynajmniej wiem że ludziska czytają także komentarze 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga