Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Pikuta: Propozycja od Proksy byłaby ukoronowaniem mojej ciężkiej pracy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W dniu wczorajszym przedstawiłem wam sylwetkę Bogdana Piktury w cyklu „Kto o nich pamięta?” Jako, iż udało nam się dotrzeć do Pana Bogdana i powspominać starsze dawne czasy oraz jego teraźniejszą pracę to zapraszamy was

GieKSa.pl: Panie Bogdanie zacznijmy od końca, czym się teraz zajmuje były napastnik, GieKSy?

Bogdan Pikuta: Od 2008 roku udzielam się w pracy z dziećmi, młodzieżą, seniorami. Wcześniej byłem w Irlandii gdzie oprócz pracy na kontrakcie w jednostce energetycznej w miejscowości(Kilrush ) Ze środków unijnych tworzyła się elektrownia i tam pracowałem. Jednocześnie grałem w piłkę i pomagałem miejscowemu klubowi, mogłem pogodzić pracę z piłką gdyż to ciągle była moja pasja. Pomagałem tam piłkarsko i szkoleniowo, co przełożyło się na sukcesy tego klubu (największe w 30-letniej historii klubu). Awansowaliśmy do I dywizji, jako beniaminek byliśmy bliscy awansu do irlandzkiej Premier League, zdobyliśmy Puchar Hrabstwa, Puchar Irlandii na szczeblu Hrabstwa, zostałem również królem strzelców. Po powrocie zająłem się pracą z dziećmi i młodzieżą. W Czeladzi gdzie obecnie mieszkam otworzyłem akademię dla dzieciaków. Jako, iż człowiek potrzebuje nowych wyzwań, przeszedłem do akademii piłkarskiej Silent w Dąbrowie Górniczej. Mogłem się rozwijać i poznawać nowe metody pracy i ludzi. Od dwóch lat tutaj jestem i czekają nas kolejne zmiany gdyż w planach jest połączenie akademii z dwoma klubami ( MUKP Dąbrowa Górnicza, Unia Strzemieszyce). W Unii są jeszcze seniorzy i tam też jestem w sztabie szkoleniowym godząc funkcję drugiego trenera i czynnego zawodnika. Mimo wieku gra nadal sprawia mi dużo przyjemności, cały czas jestem aktywny.

Cały czas jest Pan przy piłce, na stronie akademii zauważyłem, że jest Pan odpowiedzialny za skauting. Czy to dotyczy skautów młodych piłkarzy czy może seniorów również?

Również młodych, ale moja praca z młodzieżą odbywa się na sportowych zasadach. Wiem, jakie panują niekiedy relacje między managerami a młodymi zawodnikami. Podchodzą oni pod nich, zza plecami przychodzą do nich i ich rodziców by zmienili barwy klubowe. Ja cenię sobie to, że młodzież jest do mnie w jakiś sposób przywiązana i ceni sobie moje metody pracy. Długi czas już pracuje w tym środowisku, więc mam pogląd na drużyny, zawodników, wyobrażenie o potencjale. Moja praca polega na analizie ich gry, analizie ich potencjału. Jeśli ktoś wpadnie mi w oko to staram się rozmawiać z trenerem i w następnej kolejności rodzicami danego zawodnika. Jeśli z ich strony nie widzę zainteresowania to nie naciskam, zostawiamy sobie kontakt i być może w przyszłości wracamy do tematu. Znam wielu trenerów, mam dobre kontakty z nimi. Nie mam problemów z rozmowami o zawodnikach. Cieszy mnie również fakt, iż nie prowadząc szerokiego skautingu młodzi zawodnicy sami chcą przychodzić do mnie. Sukcesy z młodzieżą, jakie osiągnąłem w ostatnim czasie świadczą o tym, że na bazie dobrego treningu można je w sposób naturalny osiągnąć.

Czy w swojej aktualnej pracy współpracuje Pan również z GieKSą?

Z wieloma trenerami współpracuję, utrzymuję kontakt. Również w GieKSie miałem małe epizody. Mój syn grał w młodszych rocznikach GieKSy (94 rocznik). W tamtym okresie pomagałem niezobowiązująco trenerowi, który wtedy prowadził tą drużynę. Nie lubię stać z boku, gdy jest coś w czymś mogłem pomóc i taka była też prośba ze strony trenera. Prowadząc w zeszłym sezonie beniaminka A-klasy miałem w drużynie kilku chłopaków z tego rocznika. Aktualnie do mojej drużyny dołączyli Bąk, Śmigiel, Jeleń oraz mój syn. Ci zawodnicy są właśnie z Gieksy rocznika 94. Interesuje się tym, co się dzieje w klubie, bardzo się cieszę na każde zaproszenie do meczu oldboyów czy też na mecze ku pamięci śp. Adama Ledwonia.

Wspomniał Pan o wyzwaniach, których szuka Pan w swoim życiu, czy takim wyzwaniem mogłaby dla Pana być propozycja ze strony dyrektora sportowego Grzegorza Proksy, który szuka ludzi do skautingu i organizacji klubu w pionie sportowym?

Tych propozycji w pracy trenerskiej i młodzieżą trochę jest, z czego bardzo się cieszę. Czuję się w tym bardzo dobrze, sprawdziłem się w wielu kategoriach, może mniej się widzę w najmłodszych rocznikach. Najlepiej czuje się w pracy ze starszymi rocznikami czy też nawet juniorami. Tutaj jest wiele czynników, które decydują o tym, żeby Ci chłopcy sportowo się dobrze prezentowali. Sprawdziłem się również w warunkach „bojowych” prowadząc seniorską ekipę beniaminka w Sosnowiecki Podokręgu i nie było to łatwe biorąc pod uwagę pracę zawodników na różne zmiany. Efekt był fantastyczny. Co prawda 2 punktów brakło nam do awansu, ale mam satysfakcję, że moi podopieczni sportowo się spełnili i wspólnie osiągnęliśmy coś, czego nikt się nie spodziewał. Ewentualna propozycja współpracy od Grzegorza Proksy byłaby dla mnie niejako nagrodą za poświęcenie się pasji, którą przez lata wykonuję. Zaistnieć dziś na szczeblu centralnym do tego jeszcze w GKS-ie Katowice gdzie cały czas jest presja awansu, ciśnienie na wynik i zrobienie kroku na przód to dla mnie kolejne mega wyzwanie, ale zdecydowanie poważniejsze niż te dotychczasowe. Dla mnie taka propozycja na pewno byłaby fajna. Wiem, że w klubie wszyscy czekają na awans i ten klub musi być w ekstraklasie, ten klub pasuje do niej, bo ma w niej kawał historii.

Wróćmy do wspomnień związanych z Pana grą w GieKSie. Przychodził Pan do, GieKSy jako młody chłopak, ale pierwszy epizod był krótki, dlaczego się nie udało?

Do GieKSy przychodziłem w okresie przygotowawczym letnim, między sezonami i niestety spotkała mnie przykra sytuacja, gdyż doznałem kontuzji. Był to uraz pięty, pauzowałem 2 tygodnie i w tym czasie pod wodzą Trenera Piekarczyka pierwsza jedenastka się wykrystalizowała i mocno skonsolidowała. Trener stworzył bardzo mocny team, który był dobrze zorganizowany. To były czasy gdzie GieKSa miała bodaj 33 mecze bez porażki i to też o czymś świadczy. Wejść wtedy do podstawowego składu to była bardzo trudna sprawa, szczególnie po kontuzji i przy takich zawodnikach jak Kucz, Janoszka, Wolny. Ja się cieszyłem, że jestem w tej drużynie, ale miałem ambicje by grać w niej, jako podstawowy zawodnik. Fajnie, że wygrywaliśmy, ale brakowało mi boiskowej adrenaliny. W momencie, kiedy nie mogłem grać zacząłem szukać klubu gdzie będę mógł liczyć na regularne występy. Przeszedłem, więc do Stali Stalowa Wola, drużyna broniła się przed spadkiem. Wiedziałem jednak, że tam będę mieć szansę na rozwój a ten zapewniały mi regularne występy. Decyzja była według mnie w 100% trafiona, ponieważ tam strzelałem bramki a drużyna utrzymała się w ekstraklasie. Stalowa Wola była krokiem w tył, ale dzięki grze w tej drużynie zrobiłem na nowy sezon dwa kroki do przodu gdyż zgłosił się Widzew, z którym w drugim sezonie zdobyłem mistrzostwo.

Epizod w Stali Stalowa Wola na pewno zapadł w pamięci GieKSie gdyż na wiosnę strzelił Pan 2 bramki na Bukowej, dzięki czemu Stal uzyskała remis 2:2.

Teraz patrzę na tamte czasy z innej perspektywy. Wtedy, jako młody chłopak miałem pretensje do trenera Piekarczyka, że mi nie dawał dużo grać, że nie mogłem się wstrzelić w podstawową 11stkę. Wraz ze zbiegiem czasu a teraz jeszcze bardziej, gdy trochę poznałem, na czym polega praca trenera zrozumiałem tamte decyzje. Drużyna szła jak ,, burza,, więc, po co było cokolwiek zmieniać w jej podstawowym składzie. Nie można rezygnować z czegoś, co przynosiło korzyści drużynie a GieKSa wtedy walczyła o mistrzostwo. Pamiętam ten mecz z GieKSą. To była końcówka sezonu, w którym Katowice walczyły z Legią o mistrzostwo. Zremisowaliśmy ten mecz 2:2 a trzeba pamiętać, że po 10 minutach Stal przegrywała 0:2. Mecz był dynamiczny, myślałem, że czeka nas sromotna porażka. Strzeliłem jednak bramkę kontaktową a potem mieliśmy dużo szczęścia, bo GieKSa nie wykorzystała masy okazji łącznie z taką gdzie piłka leciała wzdłuż linii bramkowej. Artur Sejud zagrał wtedy mecz życia a do tego moja bramka na 2:2 potwierdziła teorię, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą. W tym meczu przypomniałem o swojej osobie, może nie za dobrze przypomniałem się kibicom, bo zabrałem GieKSie punkty. Być może tamten mecz sprawił, że kogoś w klubie zabolało, że się tak szybko pozbyto Pikuty z klubu w pierwszym moim okresie. Z perspektywy czasu nie mam jednak do nikogo pretensji. Teraz wiem, że sportowa złość, ambicja piłkarska trochę zaburzały mi myślenie o swej pozycji w zespole w tamtych czasach.

GieKSa miała wtedy bardzo dobry skład ze Świerczewskim, Ledwoniem, Kucz, Janoszka, Wolny, Węgrzyn. Proszę powiedzieć jak się wchodzi do takiej drużyny gdzie grają tacy zawodnicy?

Mnie w tamtym okresie było o tyle łatwo, że GieKSa nie była bardzo doświadczoną drużyną, byli w kadrze gracze młodzi i byli starsi. Można powiedzieć, że była to idealnie dobrana mieszanka, którą zbudował trener Piekarczyk. Uzupełnialiśmy się znakomicie, nikt nikomu nie robił pod górkę. Mnie młodemu zawodnikowi nie było trudno wejść do szatni czy w tą drużynę gdyż miałem dookoła siebie równie młodych kolegów jak np. Szala, Karwan,Szczygieł,Kucz,Wolny,Ledwoń. Młodzi mieli jednak, kogo podpatrywać gdyż w drużynie byli doświadczeni gracze jak Jojko, Strojek, Świerczewski. Trzeba przyznać, że oni do nas podchodzili bardzo normalnie. Te relacje stworzyły bardzo dobry ‘team spirit”. Wiadomo jak jest atmosfera to są wyniki, jak są wyniki to jest atmosfera. Wtedy to się fajnie nakręcało.

93 rok to również spotkania w Pucharze Zdobywców Pucharów z Benficą. Pan w tych meczach nie grał, ale był Pan w kadrze. Jak Pan to wspomina?

Niedane mi było wejść na boisko w tych meczach, ale cieszę się, że miałem możliwość być z drużyną w tamtym okresie. Ten mecz na trwałe wpisał się w annały Gieksy, jako wspaniała karta historii. Dla mnie była to ogromna nagroda, że mogłem tam być, że mogłem być na Estadio Da Luz. Dla nas to było coś innego niż mecze ligowe, adrenalina meczów pucharowych była nieco inna. Do tej pory pamiętam, co się działo przed tymi meczami, jak żyliśmy tym, że gramy z Benficą, że gramy w Katowicach przy pełnej publiczności, w Lizbonie. Dla nas to była nowość, a dla młodych była to –jak wcześniej wspomniałem – również nagroda za pracę, jaką wykonali przez wszystkie treningi. Mój ojciec prowadził kronikę, moich występów, więc mam, co wspominać a teraz również i mój syn do tego zagląda.

Tamte mecze to również wspomnienie tego, że był wyrównany wynik i do tego doszła nieuznana bramka Kucza bezpośrednio z rogu w Lizbonie

Mieliśmy również poprzeczkę Ecika Janoszki z wolnego, mieliśmy kilka sytuacji Darka Wolnego. Widzieliśmy frustrację przeciwników na boisku, spodziewali się łatwego pojedynku a tutaj był wyrównany mecz. Trafili na drużynę, w której był duch drużyny, GieKSa potrafiła walczyć, świetnie broniła dzięki Piekarczykowi, który kładł na to duży nacisk. Obrona była wielkim monolitem nawet dla Benfiki. W rewanżu mieliśmy też trochę pecha, bo przy wrzutce poślizgnął się chyba Rzeźniczek i Benfica strzeliła gola. W rewanżu GieKSa zagrała jeszcze lepszy mecz niż na wyjeździe.

Wróćmy trochę do rzeczywistości przed nami mecz z GKS Tychy, który prowadzi Hajto. Z nim związana jest jedna z historii, którą opisałem w cyklu na stronie. Pamięta Pan kontrowersje przy bramce w meczu z Górnikiem?

Pamiętam. Ten mecz również mam nagrany i odtworzony dzięki ojcu, który wszystko nagrywał. Pamiętam tą sytuacje, wrzucał Wojciechowski, Adamus zostawił mi piłkę, po dobitce uderzyłem piłkę, która trafiła w Hajtę i ten mecz wygraliśmy 1:0. Pamiętam, że były kontrowersje przy tej bramce. Hajto mocno protestował, że piłka odbiła się od siatki, jednak na słupku stał, Agafon i piłka odbiła się od niego a nie od bocznej siatki bramki. Piłka dla mnie była sytuacyjna, chciałem trafić w bramkę i wpadło. Po meczu doszło do zgrzytów, Górnik miał pretensje, ale taka jest piłka raz się wygrywa, raz przegrywa, suma szczęścia zawsze wyjdzie na zero.

Śledzi Pan mecze GieKSy?

Na meczach bywam rzadko, bo dublują się terminy z moimi meczami. Ale widzę po moich zawodnikach, wychowankach GieKSy jak oni to przeżywają. Po swoich meczach w Uni Strzemieszyce,w szatni zawsze sprawdzają jak grała GieKSa. Często kontaktują się z Wołkowiczem gdyż on z tego rocznika znalazł się w kadrze GieKSy. Rozmawiamy o tych meczach, analizujemy tabelę i prognozujemy. Pamiętajmy, że to są wychowankowie Gieksy!!! Mam duży szacunek do nich, bo nadal Gieksa jest dla nich częścią życia. Szkoda, że niedane im było zaistnieć w kadrze seniorskiej na dłużej, ale fajnie, że mam ich pod swoimi skrzydłami. Cieszę się również z tego, że trochę zdrowia w Gieksie (w sumie dwa lata) zostawiłem i tutaj jest to taka naturalna kontynuacja mojej obecności w klubie.

Chciałby Pan coś przekazać dla kibiców?

Życzę kibicom ekstraklasy, nic więcej nie trzeba mówić. Sportowy Śląsk potrzebuje GieKSy w ekstraklasie by mieć silny elektorat w najwyższej klasie rozgrywkowej. Życzę kibicom by mieli, co wspominać, gdy będą walczyć o tą ekstraklasę, bo te mecze decydujące to najwspanialsze chwile i wspomnienia. Niech im zawodnicy dadzą możliwość wspominania czegoś wspaniałego.

foto: http://wikigornik.pl

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    jarek

    4 czerwca 2015 at 11:11

    Pamiętam tamten mecz ze Stalą. Faktycznie głupia porażka ze słabą wtedy Stalą spowodawałą ,ze zabrakło tych punktów. Gdyby wtedy Gieksa wygrałą z dużym prawdopodobięństwem zostałą by Mistrzem.

  2. Avatar photo

    Daniel

    4 czerwca 2015 at 14:40

    też pamiętam ten mecz… gdyby nie ten remis to mielibyśmy mistrzostwo… Pamiętam, że po ostatnim gwizdku sędziego kibice z głównej na stojąco oklaskiwali schodzących do szatni zawodników Stali.

  3. Avatar photo

    eee

    4 czerwca 2015 at 20:26

    przecież nie było innej opcji .Pomyślcie jak to było. Karty zostały rozdane

  4. Avatar photo

    Irishman

    4 czerwca 2015 at 22:51

    Właśnie za to ceniłem trenera Piekarczyka, który – tak jak mówił Bogdan Pikuta – świetnie potrafił pookładać drużynę w defensywie. A to przecież podstawa! Bez tego, mając nawet świetnych napastników można oczywiście rozgrywać emocjonujące mecze, z dużą ilością bramek, czasem wygrywać. Ale na koniec sezonu brakuje tych głupio straconych punktów przez frajersko stracone bramki. Najlepszym przykładem niech będzie bieżący sezon. Gonzo zostanie pewnie królem strzelców, ALE CO Z TEGO?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga