Dołącz do nas

Kibice SK 1964 Wywiady

SFC 2014 oczami trenerów!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Podczas tegorocznej edycji turnieju Silesia Football Cup, którego organizatorem było Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” gościło aż 16 drużyn. Jesteście ciekawi jak oceniana jest ta inicjatywa wśród trenerów poszczególnych drużyn? Specjalnie dla was zapytaliśmy niektórych z nich.

Jak ocenia Pan organizację turnieju?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: Organizacja jest na wysokim poziomie, jak zresztą co roku. W poprzedniej edycji mecze rozgrywaliśmy na hali katowickiego AWF-u, w tej jednak możemy się zmierzyć na boiskach bocznych stadionu GieKSy, w dzień finałowy na płycie głównej, więc dla dzieciaków też jest to swojego rodzaju udogodnieniem.
Rafał Czarny Górnik Zabrze: Braliśmy udział w poprzedniej edycji, jak i również dwa lata temu. Bardzo dobrze, że pogoda dopisała, bo jeszcze rano niespecjalnie się na to zanosiło. Organizacja jest super, wszystko przebiega po naszej myśli, także jesteśmy zadowoleni.
Bartosz Piela JKS Jarosław: Organizacja jest super! Na prawdę, bardzo mi się podoba. My w ogóle pierwszy raz jesteśmy na tak dużej imprezie, jeśli chodzi o dzieciaki – super sprawa. Cieszę się, że w ogóle coś takiego się dzieje i że możemy w tym uczestniczyć.
Kostas Milonas Warta Poznań: Fantastycznie! Zespoły, które przyjechały prezentują bardzo wysoki poziom. Turniej jest zorganizowany zarówno pod względem organizacyjnym, jak i piłkarskim tak, że nie można mieć do nikogo żadnych zastrzeżeń. Miejmy nadzieję, że za rok będzie to samo.
Marek Leszczyński Arka Gdynia: Bardzo fajne boiska i fakt, że gramy na naturalnej trawie, bo niestety na co dzień trenujemy na sztucznej tak, jak i większość zespołów, jeśli chodzi o te grupy młodzieżowe w Polsce. Jeśli chodzi o przygotowanie boisk, sędziów, hotelu, w którym nocujemy – nie mam nic do zarzucenia. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

Czy takie zawody wpływają w jakiś sposób na poprawę gry wśród młodzieży, czy głównie chodzi o dobrą zabawę?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: I jedno i drugie. Przyjeżdżamy tutaj się pobawić, ale swój wpływ na rozwój to również ma, bo z każdym meczem i z każdym turniejem chłopcy podnoszą swoje umiejętności.
Bartosz Piela JKS Jarosław: Również uważam, że i jedno i drugie. Przede wszystkim bardzo dobrze wpływa na dzieciaki możliwość rywalizacji z lepszymi, zawsze to pomaga, bo uczymy się od lepszych. Dziś akurat dosłownie się uczymy, bo póki co udało nam się wygrać tylko jeden mecz, ale nas to cieszy, bo to zawsze jest krok do kolejnych sukcesów.
Marek Leszczyński Arka Gdynia: Fajnie, że jest dużo zespołów z tak zwanej ekstraklasy, czy też pierwszej ligi jeśli chodzi o nazwę. Chłopcy bardziej mobilizują się na takie zespoły, które znają i mogą przed nimi pokazać swoje umiejętności.

Często biorą państwo udział w takiego rodzaju imprezach?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: Staramy się jak najczęściej. Od razu w momencie, kiedy pojawia się taka możliwość, to przyjeżdżamy.
Rafał Czarny Górnik Zabrze: Bardzo często. Wyniki właśnie weryfikujemy poprzez udział w tego rodzaju spotkaniach. Stawka jest bardzo wyrównana, są drużyny z całej Polski i praktycznie sama ekstraklasa, więc na prawdę warto przyjeżdżać na tego typu turnieje.
Kostas Milonas Warta Poznań: W zależności od tego, jak bardzo mamy napięty harmonogram, jeśli o ligę chodzi. Staramy się więcej grać meczów kontrolnych z innymi drużynami, gdyż nie ma się co oszukiwać – nie zawsze liga jest odpowiednia dla chłopców jeśli chodzi o wzgląd sportowy, bo u nas w Wielkopolsce mamy tylko dwa zespoły, które mogą z nami pod tym względem rywalizować. Jeśli natomiast chodzi o takie duże turnieje, to dwa, trzy.

Jakie poprawki według Pana należy wnieść, żeby w kolejna edycja pod względem organizacyjnym wyglądała jeszcze lepiej?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: Na pewno wróciłbym do starego systemu prowadzenia rozgrywek, czyli gra bez tabeli, gra każdy z każdym, wszyscy dostają takie same nagrody. Niech to będzie zabawa, bez walki o miejsce, bo jak wiadomo dzieci podchodzą do tego różnie.
Bartosz Piela JKS Jarosław: Myślę, że tutaj nie ma co poprawiać. Tu jest wszystko jak najbardziej OK i oby tylko tak dalej!

A jak Pan ocenia tegoroczną obsadę turnieju? Kogo najbardziej brakuje?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: Drużyny są dobrane dobrze, ale myślę, że mogłaby się pojawić jeszcze Lechia Gdańsk, czy też Lech Poznań, którzy w poprzednich edycjach brali udział.

Która z obecnych tutaj drużyn wydaje się być największym zagrożeniem na ten moment?
Rafał Czarny Górnik Zabrze: Jeśli o mnie chodzi, to na pewno jest to Wisła Kraków. To są dzieci, więc dzisiejszy dzień jest taki, a jutro może być całkiem inaczej, więc czas pokaże.
Bartosz Piela JKS Jarosław: Z tego, co zaobserwowałem, to Banik Ostrava prezentuje najwyższy poziom sportowy. Chłopcy są bardzo ze sobą zgrani, dobrze operują piłką – jak dla mnie rewelacja. Są jakieś 3 ligi nad nami!
Kostas Milonas Warta Poznań: Jeżeli chodzi o grę i o wynik, to na pewno najlepiej zorganizowanym zespołem jest Arka Gdynia i tutaj co do tego nie mam żadnych wątpliwości, natomiast nie widziałem jeszcze ani drużyny słowackiej, ani czeskiej, więc nie jestem w stanie za dużo powiedzieć. Podoba mi się również bardzo organizacja gry Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok, grają bardzo fajną piłkę.
Marek Leszczyński Arka Gdynia: Ciężko powiedzieć, bo nie mam możliwości obserwowania wszystkich zespołów. Mój zespół jest dobrze przygotowany i mam nadzieję, że będzie walczył o najwyższe miejsce. Natomiast zagrożeń jest kilka, czy to Jagiellonia Białystok, czy Wisła Kraków oraz Korona Kielce.

Czy bardzo zauważalne są różnice w grze dzieciaków z poszczególnych drużyn?
Paweł Sochacki Śląsk Wrocław: Większość meczów jest wyrównanych. Wiadomo jak to u dzieci – jeden mecz może być słabszy, drugi gorszy, jednak nie widać jakichś wyraźnych przeskoków.
Kostas Milonas Warta Poznań: Drużyny grają w zupełnie innych modelach – widać to. Niektórzy są nastawieni na głęboką defensywę, niektórzy na otwartą walkę. Jeżeli chodzi o podział sportowy, to mniej więcej poziom jest wyrównany i bardzo mnie zadowala.
Marek Leszczyński Arka Gdynia: Różnice na pewno są, bo widać to również po wynikach. Czasem wiadomo, wynik może być kwestią przypadku, czy też nieumiejętności wykorzystania sytuacji podbramkowych, ale zdarzają się również wyniki kosmiczne, z przewagą nawet dziesięciu punktów, a wtedy już o pechu mówić nie można.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice

VII Turniej „Tasi CUP”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z VII Turnieju „Tasi Cup”. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.  

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga