Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Widzewem: Wieczór pełen emocji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź.

sportowefakty.wp.pl – Czy Widzew zacznie w końcu wygrywać? Co na to trener Stolarski?

– Jeśli chodzi o kontuzje, przekaz do szatni jest jasny: nie ma miejsca na kalkulacje. Zawodnicy muszą się poświęcić się tu i teraz – deklaruje stanowczo trener Widzewa Łódź Mateusz Stolarski przed wyjazdowym meczem z GKS-em Katowice.
Bilans czerwono-biało-czerwonych, odkąd prowadzi ich Mateusz Stolarski to 0-4-1. Jak na drużynę, która aspiruje przynajmniej do tego, aby znaleźć się w górnej połowie tabeli to zdecydowanie za mało. Widzewiacy w 12 meczach sezonu uzbierali 11 punktów i są aktualnie trzy oczka nad strefą spadkową.
– Pierwsza czwórka w tabeli odjechała nam na dwanaście punktów, ale my skupiamy się na tym, żeby wyjść z aktualnej swojej sytuacji. Cały czas analizujemy, co może nam przynieść efekt. Na dziś wiemy, że gra z piłką to coś, co musimy nadal utrzymywać w treningu i znaleźć lepsze rozwiązania, by dojść do większej liczby sytuacji bramkowych. Natomiast poza kwestiami taktycznymi, bardzo ważne jest zarządzenie w momencie, gdy Widzew prowadzi. Kiedy chcemy wygrać mecz i pierwsi strzelamy gola, jest to dla nas duży handicap i musimy być bardzo mądrzy, żeby tego prowadzenia już nie wypuścić – uważa szkoleniowiec łódzkiej drużyny zapytany o jej dorobek na konferencji prasowej.
Jako się rzekło, pod jego wodzą Widzew Łódź nadal jeszcze nie wygrał meczu. I tu już nie chodzi o górnolotne cele, ale o atmosferę w drużynie i wokół niej, bo doszło nawet do tego, że gdy tydzień temu ekipa z al. Piłsudskiego zremisowała z liderującym wówczas Górnikiem Zabrze 1:1, nie było satysfakcji z tego rezultatu.
– Musimy w końcu stworzyć zespół, który jest w stanie regularnie lub przynajmniej zdecydowanie częściej punktować za trzy. Jeżeli w sobotę wygramy, nasza sytuacja nie zmieni się jakoś bardzo mocno, jeśli chodzi o proces budowania drużyny. Mówiąc więc o „patrzeniu w górę”, mam na myśli spojrzenie na najbliższy cel. Jeśli będziemy w stanie robić progres dzień po dniu, będziemy mogli mówić w przyszłości o czymś więcej. Na razie najważniejsze dla mnie jest tu i teraz. Nie czarujmy się: dzisiaj Widzew musi wykonać w środku dużo pracy nad budową fundamentów, a nie patrzeć w górę tabeli – podkreślił szkoleniowiec.
A jeśli Widzew chce wygrywać, nie ma już co „wybrzydzać”, z kim przyjdzie mu się mierzyć. Ale akurat najbliższy przeciwnik, GKS Katowice, w tym sezonie albo wygrywa, albo przegrywa. Nic pomiędzy. Sześć zwycięstw i sześć porażek w 12 meczach.
– To zespół, który na pewno będzie chciał iść po zwycięstwo, zwłaszcza grając u siebie. Od momentu oddania tego stadionu, punktuje tam bardzo dobrze. GKS jest ostatnio podawany przez media jako przykład budowania drużyny. Jest bardzo powtarzalna, oparta na Polakach, którzy rozumieją, czym jest GKS i jakie standardy powinny w nim panować. Dodatkowo zawodnicy będący w środku potrafią szybko adaptować nowych. Czeka nas spotkanie z bardzo ułożoną i zintegrowaną drużyną – zaznaczył Stolarski.
Jak już informowaliśmy w tym tygodniu, zespół z al. Piłsudskiego ma kadrowe braki spowodowane kontuzjami. Ta najświeższa to uraz Mariusza Fornalczyka, który wyklucza go z gry na kilka tygodni. Mateusz Stolarski zapowiada, że jeśli tylko ktoś jest zdrowy, ma być gotowy do walki na sto procent.
– Będziemy reagować, więc można spodziewać się zmiany ustawienia lub przesunięć na niektórych pozycjach, jeżeli będziemy mieli braki w danym miejscu. A nie ukrywam, że tak jest. Jeśli chodzi o kontuzje, przekaz do szatni jest jasny: nie ma miejsca na kalkulacje. Zawodnicy muszą się poświęcić się tu i teraz. Jeżeli tylko będę mógł skorzystać z Fornalczyka wcześniej niż wiosną, choć będzie się z tym wiązało jakieś ryzyko, zarówno ja, jak i on, będziemy chcieli, żeby zagrał. Nie narzekam, tylko szukam rozwiązań, mimo że nie jest optymalnie – przyznał.

widzewtomy.net – M. Koniarek: „Traktuję GKS i Widzew po równo”

Przed nami kolejne spotkanie Łódzkiego Widzewa, który zmierzy się na wyjeździe z GKS-em Katowice. Jest to idealny moment, by na chwilę zamienić parę słów z Markiem Koniarkiem – jedną z legend Widzewa oraz naszych najbliższych rywali. Porozmawialiśmy nie tylko na tematy aktualne, ale też na chwilę przenieśliśmy się w czasie do najlepszych lat Widzewa.
– Miałem już kiedyś przyjemność z panem rozmawiać. Było to też przed meczem Widzewa z GKS-em. Wtedy obie drużyny grały jeszcze w drugiej lidze. Teraz wychodzi na to, że oba kluby już na dobre zadomowiły się w Ekstraklasie. Chciałbym się zapytać, jakie to jest dla pana uczucie móc ponownie oglądać swoje dwie ulubione drużyny na najwyższym poziomie rozgrywkowym?
– To nie jest pierwszy mecz, który będę oglądał tych drużyn. Byłem już na Widzewie i na GKS-ie. Co ja mogę powiedzieć? Wiadomo, jak się grało tyle lat w jednym klubie i w drugim. Jest to coś na pewno przyjemnego dla mnie. Mam nadzieję, że wygra lepsza drużyna w tym meczu.
– Ten sezon na pewno lepiej zaczął GKS. Teraz jednak oba kluby są dalekie od optymalnej formy. Jakiego meczu się pan spodziewa w sobotę?
– Spodziewam się wyrównanego meczu. GKS odpadł na Łęcznej z Pucharu Polski. Kolejna porażka z rzędu – już chyba trzecia. Już ta forma nie jest taka jak w tamtym sezonie. Ale mogą dojść do siebie. Tam też jest ciekawa sytuacja, bo jedna, dwie porażki i są w strefie spadkowej. Także oni też sobie nie mogą pozwolić na jakiś luźny mecz. Tego meczu nie powinni przegrać. Trudno powiedzieć.
– Nie chciałbym dopytywać, dla której drużyny pana serce bije mocniej, ale jestem ciekawy, czy mecze właśnie Widzewa z GKS-em – zwłaszcza teraz – kiedy obie drużyny są w Ekstraklasie, traktuje pan w wyjątkowy sposób?
– Jeżeli grają między sobą – to tak jak powiedziałem – niech wygra lepszy. Nie mogę powiedzieć, że jestem za GKS-em czy za Widzewem. Traktuję te drużyny po równo. A jeśli oglądam te drużyny jak grają z kimś innym, to zawsze kibicuję albo GKS-owi, albo Widzewowi. Także w sobotę będzie trudno. Jasne, że punkty będą potracone, chyba że będzie remis.
– Sebastian Bergier – podobnie jak pan – grał zarówno dla GKS-u, a teraz dla Widzewa. Jest to zawodnik, którego obserwuje pan ze szczególnym zainteresowaniem? Zwłaszcza że gra na tej samej pozycji co pan.
– Ma coś w sobie. Jest niezłym zawodnikiem. Tutaj w GKS-ie też go widziałem. Na Widzewie też go oglądałem ze stadionu czy telewizji. Oczywiście jest dobrym zawodnikiem, ale też bez przesady. Nie jest jakąś wielką rewelacją. Także jest na pewno pomocny w Widzewie, ale jeszcze troszeczkę mu brakuje. Musi odnaleźć przede wszystkim formę.
[…] – Odważy się pan obstawić jakiś wynik w sobotę?
– Ja bym postawił na 1:1. Grają na GKS-ie. Oni też teraz są po paru porażkach z rzędu – a szczególnie wczoraj – co przegrali na Łęcznej. Na pewno wyjdą u siebie z wielkim zaangażowaniem, a to nie jest łatwy teren.

gol24.pl – Wieczór pełen emocji

Długą sobotę w PKO Ekstraklasie zwieńczymy na Górnym Śląsku. Zagrają drużyny poszukujące formy. GKS Katowice podejmie bowiem Widzew Łódź.

[…] GieKSa ma kryzysowy czas. Przegrała trzy razy z rzędu z czego dwa w lidze. We wtorek została wyrzucona z STS Pucharu Polski przez drugoligowy Górnik Łęczna. Zagrała bezbarwnie.

Piąta drużyna ubiegłego sezonu ekstraklasy zajmuje obecnie ósme miejsce z szansą na piąte. Pytanie czy przełamie się właśnie teraz? Kibice w to mocno wierzą. I mają ku temu podstawy, biorąc pod uwagę że przyjeżdża Widzew, który wypada ostatnio bardzo słabo.

Czternasty w tabeli Widzew bowiem jeszcze nie wygrał za kadencji trenera Mateusza Stolarskiego. Na przełamanie fatalnej serii czeka od… sierpnia. Wtedy ostatni i zarazem jedyny raz (!) zwyciężył w tym sezonie.

Przy Nowej Bukowej zapowiada się kapitalna atmosfera – także ze względów kibicowskich.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga