Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Cracovią: Fantastyczne widowisko na Nowej Bukowej!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszegoo meczu GKS Katowice – Cracovia Kraków 3-2 (0-0).
weszlo.com – Show po przerwie. GKS się odbija, Cracovia dobija
Ależ przyjemnie oglądało się ten mecz! W starciu GKS-u Katowice z Cracovią goli – i to aż pięciu – doczekaliśmy się dopiero po przerwie, ale już wcześniej na boisku wiele się działo. W głównej mierze dzięki mocno nakręconym gospodarzom, którzy do samego końca nie zwalniali obrotów i zostali za to nagrodzeni.
Jedni i drudzy mieli się za co rewanżować swoim kibicom. GKS w dwóch ostatnich meczach mocno rozczarowywał, przegrywając 0:3 z Piastem Gliwice i 1:2 z Zagłębiem Lubin. Pasy natomiast miały już na koncie passę trzech porażek z rzędu. W Płocku nie mogły nawet argumentować, że grały dobrze, lecz nie wpadało, bo to A do Z był słabiutki występ w ich wykonaniu.
Należało spodziewać się zmian w składzie, ale Rafał Górak mocno zaszalał i chyba wszystkich zaskoczył. Na ławce usiedli Arkadiusz Jędrych (!), Bartosz Wolski czy Eman Marković. Szansę dostali za to grający rzadziej Kacper Łukasiak, Szymon Bartlewicz czy Mateusz Wdowiak. W ekipie Pasów można było oczekiwać posadzenia wśród rezerwowych Lasse Nordasa czy Otara Kakabadze, ale już obecność w tym gronie Saifallaha Ltaiefa była zadziwiająca. Jak się okazało – słusznie.
Jeśli trener Górak chciał wstrząsnąć zespołem, w pełni mu się to udało. GieKSa długimi fragmentami tłamsiła Cracovię w pierwszej połowie, tyle że nie potrafiła tego udokumentować. Madejskiego dwukrotnie ratował słupek (Wdowiak, Klemenz) i raz poprzeczka (piękny wolej Nowaka). Innych dobrych sytuacji nie wykorzystali też Wdowiak (minimalnie niecelny lob) i Szkurin (niepotrzebnie kiwał po błyskotliwym podaniu Nowaka). Można też wrócić do rajdu Kowalczyka, który odegrał Nowakowi tak, że ten spokojnie mógł już uderzać, ale niepotrzebnie chciał się zrewanżować koledze i akcję skasował Klich. Cracovia miała w zasadzie tylko groźne uderzenie Hasicia po krótkim rozegraniu rzutu wolnego z Klichem. Mało, strasznie mało.
Tym większym szokiem były wydarzenia zaraz po zmianie stron. Goście wreszcie przeprowadzili w pełni udaną akcję zakończoną dośrodkowaniem Hasicia i dobrą finalizacją Minczewa. Wasielewski zupełnie nie kontrolował sytuacji za swoimi plecami.
Niczego to jednak nie zmieniło w grze Katowiczan. Ruszyli jeszcze mocniej i szybko sprawili, że wynik na tablicy wreszcie oddawał przebieg boiskowych wydarzeń. Najpierw Nowak wyrównał z karnego (Al-Ammari na wślizgu dostał piłką w wyciągniętą rękę), a później mający naprawdę niezły dzień Wdowiak sytuacyjną dobitką dał GKS-owi prowadzenie. Radości oczywiście nie okazywał, Cracovia to dla niego więcej niż były pracodawca.
Prawdopodobnie nie dostalibyśmy tak dużych emocji w końcówce, gdyby nie rezerwowi Pasów. Nordas dwa mecze w pierwszym składzie miał słabe, ale dziś jako zmiennik wykonał bardzo dobrą robotę. Krótko po wejściu uprzedził Restę po wrzutce Ltaiefa i doprowadził do remisu. W jego przypadku gol głową to jest wydarzenie, mimo że mierzy aż 196 cm wzrostu – niektóre źródła podają 194 cm, czyli tak czy siak chłop jest wysoki. Mógł to potem powtórzyć, lecz tym razem obił poprzeczkę po dośrodkowaniu Minczewa. Na 2:2 asystował mu Ltaief, który wchodząc w 70. minucie szalał w ofensywie. Kibice mogli się zastanawiać, jakim cudem Tunezyjczyk nie grał od początku, bo w zasadzie każdy jego kontakt z piłką oznaczał zagrożenie dla katowickiej obrony.
Skoro jednak on i koledzy nie zadali decydującego ciosu, zrobili to gospodarze. Ilji Szkurinowi bardzo długo szło dziś jak po grudzie. Ciągle brakowało mu szczegółów, żeby zrobić coś dobrze, nie potrafił zgrać się z kolegami. W decydującym momencie pokazał jednak wielką klasę. Przyjęcie w tłoku, podręcznikowe zastawienie się i uderzenie nie do obrony. To już były sekundy przed doliczonym czasem gry.
GieKSa odbiła się po dwóch słabych występach, potwierdzając, że na własnym stadionie prezentuje się zupełnie inaczej niż w delegacji. Cracovia przegrała czwarty kolejny mecz – znów w pełni zasłużenie – i trudno nie zakładać, że władzom klubu nie chodzą teraz pewne myśli po głowie, skoro zaczyna się trzytygodniowa przerwa reprezentacyjna…
sportowefakty.wp.pl – Festiwal goli w Katowicach. Świetna reklama PKO Ekstraklasy
GKS Katowice przeważał w spotkaniu z Cracovią, ale w pierwszej połowie nie był w stanie zamienić dominacji na gole. Zapłacił za to wysoką cenę na początku drugiej partii, ale finalnie gospodarze zwyciężyli 3:2 po szalonym meczu.
Chociaż oba zespoły niemal sąsiadują w tabeli PKO Ekstraklasy, to nie było tego widać na Nowej Bukowej w sobotnie popołudnie. Pierwsza połowa to absolutna dominacja gospodarzy. Już w drugiej minucie Mateusz Wdowiak mógł dać prowadzenie GKS-owi Katowice, ale jego efektowny lob wylądował nad bramką.
Katowiczanie mieli konkretny plan na Cracovię – regularnie podawali piłki za linię obrony. W siódmej minucie Bartosz Nowak obił poprzeczkę, kilka chwil później świetną akcję przeprowadził Mateusz Kowalczyk, ale wynik meczu nie ulegał zmianie. Gospodarzom wręcz plątały się nogi w polu karnym Krakowian, co było widać w 31. minucie, gdy Ilja Szkurin popisał się ładnym zwodem, ale później zabrakło mu wykończenia.
Po kilku minutach Mateusz Wdowiak trafił słupek, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę również Lukas Klemenz trafił w obramowanie bramki.
Cracovia w pierwszych 45 minutach miała niewiele okazji do zdobycia gola. W piętnastej minucie Ajdin Hasić oddał efektowny strzał z rzutu wolnego, ale piłka nieznacznie minęła bramkę strzeżoną przez Gabriela Kobylaka. W 38. minucie dogodną sytuację zmarnował Martin Minczew, który trafił w boczną siatkę.
Druga połowa rozpoczęła się od trzęsienia ziemi w Katowicach. Zaraz po przerwie Hasić zagrał do Minczewa, który wyprowadził Cracovię na prowadzenie 1:0. Stracony gol podrażnił gospodarzy. Po kilku minutach „Gieksa” otrzymała rzut karny po analizie VAR – piłkę ręką w polu karnym zagrał Mohamed Berte. Strzał z jedenastu metrów na gola zamienił Bartosz Nowak.
Po kilku kolejnych minutach przewaga gospodarzy zmaterializowała się kolejnym golem. W zamieszaniu w polu karnym bramkę z bliska zdobył Wdowiak. Dla wychowanka Cracovii był to szczególny moment, stąd też nie celebrował on trafienia przeciwko byłej drużynie. To nie był jednak koniec strzelania na Nowej Bukowej. Cracovia odgryzła się w 72. minucie, gdy gola strzelił Lasse Nordas.
Krakowianie mogli wywieźć pełną pulę z Katowic – w 90. minucie Nordas trafił piłką w poprzeczkę. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i po szybkiej kontrze to GKS zdobył gola na 3:2. Szkurin z paru metrów wpakował piłkę do bramki, wywołując euforię na stadionie.
gol24.pl – „Król końcówek”. Czarna seria Cracovii trwa dalej, GKS Katowice wydarł zwycięstwo na finiszu
Cracovia z piątą porażką z rzędu (wliczając rozgrywki STS Pucharu Polski) przed najbliższą przerwą na reprezentacje. Gdy wydawało się, że podopiecznym Bartosza Grzelaka punkt zapewni trafienie nowego napastnika Lasse Nordasa, do gry wkroczył Ilja Szkurin, który jest zabójczy w końcówkach meczów i przesądził w taki sposób o kolejnym zwycięstwie GKS Katowice (3:2).
Znakomita reklama PKO Ekstraklasy w drugiej połowie – stwierdzili komentatorzy na antenie Canal+Sport, gdy Cracovia za sprawą swojego nowego, sprowadzonego latem napastnika Lasse Nordasa odpowiedziała na dwa gole gospodarzy i ratowała cenny punkt w ostatnim meczu przed wrześniowo-październikową przerwą na kadrę.
GKS Katowice na tyle rozdrażniła bowiem bramka Martina Minczewa z 46. minuty rywalizacji, że gospodarze szybko zadali dwa ciosy. Pierwszy – po zagraniu ręką w polu karnym, które nie uszło uwadze sędziego Szymona Marciniaka, a drugi – po trafieniu byłego piłkarza Cracovii Mateusza Wdowiaka, który wyprowadził na prowadzenie.
Rywalizacji z trybun na Nowej Bukowej przyglądał się prezes Pasów – Murat Colak, który eksplodował szczególnie wtedy, gdy jego drużyna wyszła na prowadzenie po czterech porażkach z rzędu (wliczając w to wstydliwe odpadnięcie z STS Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków).
W samej końcówce podobnie jak i w rywalizacji z Górnikiem Zabrze, decydujący głos należał już do GKS Katowice, który obronił swoją twierdzę przy Nowej Bukowej. Ilja Szkurin dopadł do piłki i umieścił ją w bramce Sebastiana Madejskiego.
dziennikzachodni.pl – Fantastyczne widowisko na Nowej Bukowej! GKS wygrał z Cracovią 3:2. Pięć gorących wniosków po tym meczu
GKS Katowice obijał słupki i poprzeczkę, potem przegrywał, żeby wyjść na prowadzenie. I znów stracił gola, by zadać decydujący cios w 90 minucie!
GKS Katowice na swoim stadionie nie zwykł tracić punktów, Cracovia przyjechała na Nową Bukową bez wyjazdowego zwycięstwa. Zespół Rafała Góraka też zna ten ból, w „delegacjach” spisuje się słabo, co znalazło odzwierciedlenie w tabeli i rosnącym dystansie do jej górnej części. W efekcie spotkanie z Pasami zyskało niebagatelną wagę.
Szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się na posadzenie na ławce rezerwowych kapitana Arkadiusza Jędrycha. Trudno jednak tę decyzję rozpatrywać w kategoriach wielkiej niespodzianki. Stoper nie ma udanej jesieni, jego konto obciąża kilka straconych goli w Ekstraklasie i europejskich pucharach, więc chwila odpoczynku wydaje się wskazana.
Katowiczanie zaczęli mecz z impetem. Mateusz Wdowiak wrzucił piłkę na górną siatkę bramki gości, a Bartosz Nowak trafił nią w poprzeczkę. Potem Ilia Szkurin nie oddał strzału mając przed sobą tylko golkipera, a Wdowiak obił słupek, co powtórzył Lukas Klemens tuż przed końcem pierwszej połowy. Cracovia nie zamierzała jednak biernie czekać na wykonanie wyroku i też pokazywała żądła. Dzięki temu mecz był niezły, a kibice nie mieli czasu się nudzić.
Olbrzymi niedosyt GKS-u 57 sekund po przerwie zamienił się w wielką frustrację. Goście przeprowadzili szybką akcję, Ajdin Hasić zacentrował, a pozostawiony samemu sobie Martin Minczew głową pokonał Gabierla Kobylaka! Rewanż mógł być błyskawiczny, ale Gustav Henriksson wybił piłkę z linii bramkowej. Rozpacz zmieniła się w nadzieję, gdy VAR dał znać, że w grę wchodzi zagranie ręką Amira Al-Ammariego przy blokowaniu strzału Marcina Wasielewskiego. Szymon Marciniak przy monitorze potwierdził tę opinię i Bartosz Nowak podszedł do rzutu karnego. Strzał przy lewym słupku bramkarza i po jego dłoni trafił do siatki. GKS poszedł za ciosem. Osiem minut później było 2:1. Gola zdobył znakomicie grający w tym spotkaniu Mateusz Wdowiak, który z bliska dobił strzał Mateusza Kowalczyka, po którym piłka trafiła w Brahima Traore.
Sytuacja wydawała się opanowana, ale tak nie było. W 72 minucie kontra dwóch rezerwowych zakończyła się dośrodkowaniem i kolejnym złym ustawieniem obrony, co znów kosztowało gospodarzy utratę bramki. Koniec? Nie dla GKS-u. 90 minuta to jedna z ulubionych na Nowej Bukowej. I znów się to potwierdziło. Borja Galan i Ilia Szkurin zabawili się w polu karnym i ten drugi pokonał Sebastiana Madejskiego!
Pięć wniosków po meczu GKS Katowice – Cracovia
1. Nie ma jak u siebie. Mecz z Cracovią był pierwszym, jaki GKS rozegrał na stadionie, który nosi imię Jana Furtoka. Zespół Rafała Góraka potwierdził, że u siebie czuje się zdecydowanie lepiej niż na wyjazdach i odniósł trzecie zwycięstwo w trzecim domowym meczu w tym sezonie. Bez punktów z wyjazdów będzie jednak trudno powtórzyć wyczyn z poprzedniego sezonu.
2. Trudna decyzja Rafała Góraka. Szkoleniowiec GieKSy nie zawahał się posadzić na ławce kapitana swojego zespołu Arkadiusza Jędrycha. Forma tego zawodnika zdecydowanie jednak uzasadnia takie posunięcie, a trener pokazał, że wywody o konkurencji na każdej pozycji nie są pustymi frazesami.
3. Kapitan Bartosz Nowak. Punkt łączący się z poprzednim. Pod nieobecność Arkadiusza Jędrycha opaskę kapitana przejął Bartosz Nowak. Najlepszy pomocnik poprzedniego sezonu nie miał z tą rolą problemu, zwłaszcza, że szczególnych powodów do dyskusji z Szymonem Marciniakiem nie było. Za to z roli egzekutora rzutu karnego (też zastępując Jędrycha) wywiązał się znakomicie.
4. Ruch lewostronny. Świetna dyspozycja Mateusza Wdowiaka, który imponuje szybkością, sprawiała Cracovii mnóstwo problemów. W pierwszej połowie niemal wszystkie akcje Katowiczan były prowadzone właśnie lewą stroną. Na drugiej france było gorzej – tu aż się prosiło, żeby wcześniej wprowadzić na murawę zmienników. Po przerwie ten bilans nieco się jednak wyrównał.
5. Widowisko musi być. Mecze GKS-u na na Nowej Bukowej to gwarantowane emocje. Niezależnie od końcowego wyniku – chociaż seria spotkań bez porażki jest imponująca – kibice, którzy przychodzą na występy zespołu Rafała Góraka dostają gigantyczną dawkę emocji. To najlepszy możliwy sposób budowania frekwencji i mody na GKS.
gazetakrakowska.pl – Szalony mecz, pięć goli i dramat „Pasów” w 90 minucie
[…] „Pasy” mają na koncie pięć przegranych mecze z rzędu – cztery w lidze i jeden w Pucharze Polski. Chciały wreszcie zapunktować i były bliskie remisu. Do 90 minuty…. Wtedy to do siatki gości trafił Ilia Szkurin.
[…] „Pasy” mają wyjątkowy kłopot z meczami wyjazdowymi – w tym roku wygrały tylko raz, a było to dość dawno, bo w lutym w Niecieczy z Bruk-Betem Termalicą. Potem 11 kolejnych meczów na obcych boiskach kończyło się co najwyżej remisami, a więcej było porażek.
GKS nie spisał się ostatnio dobrze przegrywając w Lubinie z Zagłębiem, też myśli o tym, by kontynuować dobrą serię u siebie – dwa mecze i dwie wygrane.
Mogło zacząć się fatalnie dla Cracovii – w 2 min sam na sam z Sebastianem Madejskim znalazł się Mateusz Wdowiak, wychowanek „Pasów”, który lobował go strzałem z boku pola karnego, ale piłka osiadła na górnej siatce bramki.
GKS na początku stosował dalekie podania za linię obrony, dezorientując Madejskiego. W 7 min z kolei bramkarza „Pasów” uratowała poprzeczka po atomowym uderzeniu Bartosza Nowaka. Sporo krwi Pile i jego kolegom napsuł Wdowiak, raz po raz atakując i non stop nękając obronę. W 15 min po ciekawie rozegranym rzucie wolny uderzał po ziemi Ajdin Hasić i pomylił się nieznacznie.
Ze strony GKS-u groźny był też Mateusz Kowalczyk, który przeprowadził kapitalny rajd, ale w końcowej fazie źle dograł mu piłkę Nowak. Ten sam zawodnik potem strzelał, a następnie po jego wrzutce powstało zamieszanie na przedpolu bramki i blisko było gola samobójczego. W 31 min z kolei w ostatniej chwili Ilię Szkurina powstrzymał wślizgiem Gustav Henriksson.
W 35 min aktywny Wdowiak świetnie przymierzył, posłał piłkę rogalem w kierunku bramki i Madejskiego uratował od straty gola słupek. W rewanżu Minczew uderzył w boczną siatkę. Tuż przed przerwą znów zakotłowało się na przedpolu Cracovii – po uderzeniu Czerwińskiego zablokował piłkę przed linią bramkową Brahim Traore, dobitka Lukasa Klemenza trafiła w słupek.
Kapitalnie zaczęła się dla „Pasów” II połowa – po centrze Hasićia kapitalnie zamknął akcję Martin Minczew i strzałem głową dał gościom prowadzenie. To jego drugi gol w tym sezonie. GKS Zaatakował i zakotłowało się w polu karnym „Pasów”. Sędzia Szymon Marciniak uznał, że piłkę ręką zablokował Amir Al-Ammari i przyznał gospodarzom karnego. Nowak nie strzelił pewnie, Madejskiemu niewiele zabrakło, by obronić, ale piłka wpadła do siatki.
Wprowadzony do gry Vincent Burlet strasznie się pomylił, wykładając wręcz piłkę do Szymona Bartlewicza, który strzelił nad bramką. A niebawem dopiął swego Wdowiak w zamieszaniu podbramkowym dobijając piłkę do siatki z 5 m.
Trener Grzelak od razu zareagował, wprowadzając do gry Lasse Nordasa, jednocześnie ściągając z niego Mateusza Klicha. Po akcji innego z rezerwowych – Sayfallaha Ltaiefa Norweg zdobył gola głową – pierwszego w ekstraklasie w trzecim występie.
Mecz zrobił się bardzo energetyczny – świetne wrzutki miał Ltaief, z kolei strzelał Marcel Wędrychowski. Mogło być 3:2 dla „Pasów”, ale Piła został zablokowany przy strzale w polu karnym. A w 90 min znów mógł by gol dla gości – świetnie głókował Nordas i trafił w poprzeczkę. To momentalnie się zemściło – Szkurin w 90 min zapakował piłkę do bramki Madejskiego.
Cracovia jeszcze w doliczonym czasie próbowała doprowadzić do remisu – uderzał Ltaief, ale trafił w boczną siatkę. A Minczew w ostatniej akcji bardzo się pomylił…
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.


Najnowsze komentarze