Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Górnikiem
Jedne derby za nami, jedne przed nami. Mecz przy Roosevelta przeszedł nasz najśmielsze oczekiwania. GieKSa wygrała i zrobiła to w spektakularny sposób. To już jednak historia. Zamykamy tym PS-em temat spotkania z Górnikiem i żyjemy już tylko piątkowym starciem z Piastem Gliwice.
1. Tym razem cała redakcja pojechała na wyjazd… osobno. Jakoś tak wyszło. Wszystko blisko, każdy miał swoje sprawy, więc można sobie było na to pozwolić.
2. Ja chciałem być już dużo wcześniej. Ale przystanek miałem mieć w Jugo Grillu. Jednak nie pamiętałem, że w niedzielę jest czynne do 15:00. Pocałowałem więc klamkę i posiłek musiałem odłożyć na Zabrze.
3. Szybko przemieściłem się do miasta naszego rywala. Po zaparkowaniu udałem się szukać gastronomii. Pamiętałem z dwóch poprzednich sezonów, że jadła i atrakcji przed stadionem jest mnóstwo.
4. Kibiców już trochę się zbierało, a było przecież ponad dwie godziny do meczu. No ale właśnie wspomniane atrakcje przyciągają ludzi, którzy chcą się dobrze nastroić i nabrać apetytu na piłkarskie emocje. Znamy to przecież z Nowej Bukowej.
5. Wybór padł na langosza. Dawno nie jadłem, a i kolejki do foodtrucka nie było. Wziąłem madziarskiego, czyli takiego z salami, papryką i czerwoną cebulą, oprócz podstawowych składników, czyli sera, czosnku i śmietany.
6. Madziarski nie kojarzy się zarówno nam, ale przede wszystkim kibicom Górnika dobrze. My przegraliśmy na Węgrzech swój mecz z Hapoelem, zabrzanie natomiast już stricte z węgierskim zespołem porażką zaliczyli swój dwumecz.
7. Ale było to bardzo smaczne. Ryzyko langosza jest takie, że ze względu na smażenie w głębokim tłuszczu – może siąść na żołądku. Tym razem nic takiego nie miało miejsca. Jedynie… nie najadłem się.
8. Musiałem więc doprawić kiełbasą. No i tu już tak dobrze nie było. Mówiąc wprost – była słaba. Jakaś bez większego smaku, do tego tak niefajnie zjarana, że się zrobiła taka gruba twarda skorupa. No ale głód zaspokoiło.
9. Udałem się jeszcze do jednego z punktów sklepiku klubowego. Udało mi się zakupić proporczyk, co mnie ucieszyło, bo często na stadionach nie ma. Tak więc – na plus. A na stoiskach były łączone szale GKS i Górnika.
10. No i trzeba było powoli przedostawać się na stadion. Przeszedłem więc wzdłuż trybuny przy Roosevelta i za chwilę przez bramę główną wszedłem na obiekt. Będąc już tutaj trzeci raz w ekstraklasie pamięta się z grubsza, co, gdzie i jak. Do tego na Górniku wszystko jest fajnie oznaczone. Po chwili odebrałem akredytację.
11. Szybki wjazd winą na trzecie piętro. Pan przy windzie, młody chłopak, mówi, że trzeba jechać na trzecie piętro, bo na inne się nie da. No dzięki. W każdym razie pewnie inne guziki teleportują na inne stadiony. Na przykład na stadion Piasta.
12. Po chwili znalazłem się na trybunie. Dużo dużo jeszcze było czasu do rozpoczęcia meczu, więc odpaliłem końcówkę Rakowa z Jagiellonią. Od stanu 2:2 szybo zrobiło się 2:5. Co by nie mówić, Adrian Siemieniec to jest goacik i wypada mu życzyć, żeby… nie zepsuł sobie kariery reprezentacją.
13. A Dawid Kroczek – no cóż. Pożegnał się z posadą. Chyba było to nieporozumienie. Ostatecznie trener co prawda przeszedł dwie rundy, małym sukcesem było wyeliminowanie Hammarby. Ale strzelić z Hajdukiem gola na 2:2 na wyjeździe w doliczonym czasie gry tylko po to, by w pierwszej minucie rewanżu dostać gonga. I przespana dogrywka. Słabo.
14. I nade wszystko cztery porażki w czterech meczach w lidze. A przecież teraz Raków czekają mecze z Górnikiem i Lechem. Istnieje opcja, że po sześciu meczach nadal będą mieli zero punktów.
15. Z czasem bardzo powoli zaczęli się zbierać na stadionie kibice, bramkarze, a potem piłkarze z pola wybiegli na rozgrzewkę. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie potężny wręcz hałas – zarówno jeśli chodzi o puszczaną muzykę i spikera. Czy w Zabrzu mają problemy ze słuchem? Być może. W każdym razie bębenki pękały. Ja osobiście mam nadwrażliwość, więc szlag mnie trafiał i musiałem w pewnym momencie wyjść z trybuny do takiej strefy dla mediów.
16. To hałas taki, że jak zatkacie mocno uszy, to i tak wszystko słyszycie, jednocześnie czując drgania w bebechach. Spokojnie to mogło być dwa razy ciszej, i tak wszyscy by wszystko słyszeli.
17. No ale zbliżał się mecz i emocje. Ciekawi byliśmy, jak to będzie wyglądało. Ja osobiście miałem optymizm. I wierzyłem, że możemy zagrać dobry mecz i osiągnąć korzystny rezultat.
18. Widoczność z sektora prasowego kapitalna. Wszystko, co jest potrzebne, na miejscu. Co prawda internet działał dość przeciętnie, ale to drugorzędne. Najważniejsze, że w komfortowych warunkach można było oglądać mecz.
19. No i w końcu zaczęliśmy wielkie granie. Pamiętałem trochę tych meczów z przeszłości w Zabrzu, wspominałem o tym w felietonie. Ale na tych, na których byłem GKS wygrał tylko raz. Liczyłem po 23 latach na kolejny triumf.
20. Kibice nie szczędzili sobie delikatnych razów, ale z zachowaniem klasy. Było szybkie pozdrawianie zgód, dla unaocznienia faktu, że my już zgodą nie jesteśmy. No i ta oprawa Zabrzan z numerem 64 i Erikiem Janżą.

21. Co to było za widowisko. Zwroty akcji, zmiany wyników, obopólne dążenie do strzelania bramek i wygrania meczu.
22. Najpierw trafił Ilja i do przerwy prowadziliśmy 1:0, ale przecież mogło być 2:0. Szkoda, bo dla Erika Jirki ten gol byłby bardzo ważny – raz, że kiedyś grał w Górniku, ale przecież i jako zawodnik Piasta grał przeciw KSG.
23. Kibice z Zabrza rozpuścili zielony dym, który na około 9 minut spowił stadion i mecz został przerwany. Piłkarze zakładali koszulki na nos, gdyż substancja ta była drażniąca. Ale być może miała też jakieś pobudzające działanie i była swoistym dopingiem, skoro od tego momenty piłkarze obu ekip strzelili cztery bramki.
24. Nie wiem, czy Kacper Urbański już wygrał w karierze seniorskiej mecz, w którym gra cały mecz. Podejrzewam, że w Górniku mu się to w końcu udało, bo miał długo kuriozalną statystykę. No i tutaj był blisko, ale nie udało mu się to.
25. W każdym razie karnego wykonał pewnie, a po chwili poprawił Josema, który strzelił nam bramkę już dwa lata temu. Zawodnik ma mały patent na GKS, bo dla Górnika w nieco ponad dwa sezony strzelił cztery gole i połowę z nich GieKSie. Przez chwilę grał też w Ruchu i strzelił jednego gola ze Stalą Mielec, ale w tamtym meczu trafił również Ilja Szkurin, więc wszystko się zgadza.
26. No i nasz Ilja, który popisał się hat-trickiem, jak niegdyś w Szczecinie. Jak już zostało wspomniane, to pierwszy hat-trick w ekstraklasie od 33 lat i bramek Mariana Janoszki. Historyczny wyczyn.
27. Sędzia przedłużał, za bardzo przedłużał. Ale w końcu skończył i mogliśmy odetchnąć z ulgą, jak i poczuć euforię z tego spektakularnego zwycięstwa. Radości nie było końca.

28. Tym samym oprócz przerwania znanych pass, trzeba też powiedzieć, że zrewanżowaliśmy się Górnikowi na jego stadionie za nasze porażki u siebie, które jeszcze za czasów pierwszoligowych były w Pucharze Polski – przy Bukowej raz przegraliśmy 1:2 po bombach Lukasa Podolskiego, za drugim razem było aż 0:4.
29. GKS ma swój kolejny skalp w ostatnich latach. Potrafiliśmy wygrywać ze zdobywcą Pucharu Polski (Wisła), Mistrzem Polski (Jagiellonia), teraz ponownie byliśmy górą z triumfatorem krajowego pucharu. GieKSa nie pęka z najlepszymi.
30. Nawet Błażej Łukaszewski przeprowadził wywiad z Ilją Szkurinem, co zdecydowanie nie jest faktem oczywistym, jeśli zakładalibyśmy to przed meczem 🙂
31. Przyznam, że byłem tak przebodźcowany, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć, tu trzeba relację skończyć, tu nagrywka, nagrywanie radości kibiców z piłkarzami, a i na konferencję trzeba się było spieszyć. Na szczęście wiedziałem, gdzie iść.
32. Konferencja rozpoczęła się zadziwiająco szybko, miałem szczęście, bo zaraz, gdy pojawiłem się na sali, był start. Trener Górak był zadowolony, ale nie „wujował radośnie”, jak niektórzy trenerzy po wygranych meczach. Więc spoko.
33. Za to na Michala Gasparika trochę żal patrzeć po porażkach. Widać, że trener bardzo to przeżywa i miałem wrażenie na tej konferencji, że zaraz się popłacze. Pewnie to jeszcze było pokłosie odpadnięcia z Monaco. Ale podobnie było na wiosnę w Katowicach, choć tam szkoleniowiec bardziej marudził.
34. Po konferencji zostałem jeszcze jakiś czas, żeby ogarniać swoje rzeczy. Wkrótce, gdy już zamieściłem konferencję na stronie, udałem się do wyjścia. Z krótką jeszcze wizytą na murawie.
35. Brama już była… zamknięta. Podobnie jak rok temu. Ostatecznie więc… sam ją sobie musiałem otworzyć.
36. Zabrze zostało zdobyte!
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.


























Najnowsze komentarze