Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Radomiakiem: GKS Katowice pokazał charakter
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Radomiak Radom 3:1 (0:1).
weszlo.pl – Napastnik Radomiaka skuteczny jak nigdy! Tylko zapomniał, dla kogo gra
Abdoul Tapsoba może nigdy specjalnie nie imponował skutecznością, ale tym razem było inaczej. Reprezentant Burkina Faso strzelił gola, chwilę później dołożył asystę i mocno przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu nad Radomiakiem. Rafał Górak musi być zachwycony z postawy napastnika!
Moment, wróć… zapomnieliśmy, że Tapsoba jest jednak piłkarzem Radomiaka. A szkoda, bo jakby grał w GieKSie, to mówilibyśmy o nim jako jednym z najlepszych zawodników tego meczu. Pod bramką Filipa Majchrowicza był wyjątkowo skuteczny…
W pierwszych fragmentach od razu przekonaliśmy się, jaki Rafał Górak ma plan na to spotkanie. Chciał, żeby jego podopieczni jak najmocniej weszli w spotkanie i szybko wypracowali korzystny wynik, by przy pojawiającym się coraz zmęczeniu tylko pilnować korzystnego rezultatu.
I rzeczywiście plan w założeniu dobry, tylko zabrakło odpowiedniej realizacji. GKS gniótł rywala i spychał go nie tyle na ich połowę, a nawet w okolice pola karnego. Było uderzenie głową Pau Resty, świetna okazja Emana Markovicia czy groźny strzał Jirki zza szesnastki. Bramka dobrze dysponowanego Filipa Majchrowicza była jednak jak zaczarowana.
Spore pretensje do swoich kolegów miał prawo mieć Ilja Szkurin, bowiem w dwóch sytuacjach wystarczyło tylko dokładne podanie wzdłuż boiska, by były zawodnik Legii miał naprawdę dogodną okazję na gola. Najpierw Eman Marković, a chwilę później Erik Jirka popisali się wręcz karykaturalną niedokładnością. Z drugiej strony trzeba przyznać, że gdy Białorusin już dostał dobre podanie od Bartosza Nowaka, to sam się nie popisał.
Radomiak jakoś wybronił się w trudniejszym okresie i gdy poczuł, że rywal zaczyna słabnąć, co było oczywiste z racji na obciążenia czwartkowego meczu w eliminacjach Ligi Konferencji, to przeszedł do ofensywy. Wysłał najpierw dwa zagrożenia. Najpierw groźne, lecz niecelne uderzenie Luqinhasa, a następnie świetne podanie prostopadłe Rafała Wolskiego, ale intencje Jana Grzesika odczytał Gabriel Kobylak.
Dwa razy gospodarzom się upiekło, ale przy trzeciej próbie piłkarze Tomasza Kaczmarka byli bezlitośni. Po rzucie z autu piłka trafiła do Ibrahima Camary, a ten skutecznie przyłożył i pokonał Kobylaka. Zresztą, Gwinejczyk był jednym z najbardziej wyróżniających się graczy pierwszej części i to nie tylko ze względu na strzelonego gola.
GKS pretensje o niekorzystny wynik mógł mieć tylko do siebie. Mial tyle okazji, że spokojnie mógł strzelić trzy, a może nawet i cztery gole. Przez własną skuteczność i niedokładność przegrywał do przerwy 0:1…
Jakbyśmy po pierwszej części chcieli kogoś indywidualnie docenić, to Bartosza Nowaka, chociaż koledzy mu nie pomagali czy Ibrahima Camarę, ale to wszystko szybko stało się nieaktualne przez Abdoula Tapsobę, który postanowił skraść show. Sprawić, że to o nim w pierwszej kolejności będzie się mówić po zakończeniu spotkania przy Nowej Bukowej.
Burkińczyk nigdy w Ekstraklasie skutecznością nie imponował, ale jak widać postanowił to zmienić. W okresie przygotowawczym musiał ciężko pracować i na początku sezonu pokazuje nam swoje nowe, zupełnie dotąd nieznane, oblicze. W przeciągu raptem kilku minut najpierw sam wpisał się na listę strzelców, a następnie zaliczył asystę przy trafieniu… Ilji Szkurina.
I tu słusznie zapala się lampka ostrzegawcza: Jak to Szkurina, skoro nie ta drużyna. I słusznie. Bo rzeczywiście Tapsoba strzelił gola i dorzucił asystę, tyle że… pod własną bramką.
Najpierw bramkę burkińskim snajperem Radomiaka bramkę zdobył Arkadiusz Jędrych, który wygrał walkę w powietrzu po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego.
Praktycznie chwilę później Tapsoba wykazał się umiejętnością gry głową. Świetnie zgrał piłkę do wspomnianego Szkurina, a ten tym razem nie zawahał skorzystać się z prezentu, przestawił Szcześniaka i pokonał Majchrowicza.
Uczciwie trzeba jednak przyznać, że napastnik Radomiaka specjalnie nie zakrzywił rzeczywistości. GKS Katowice w pełni zasłużył na trzy punkty. W drugiej połowie jakby zyskał drugi oddech i mocno przewyższał przeciwników. Dwa konkrety pod własną bramką było tylko wypadkową tego, jak grali podopieczni Rafała Góraka.
Z kolei goście po dwóch straconych bramkach już kompletnie się nie podnieśli. Ani przez moment nie było cienia szansy, że jeszcze wyszarpią ten jeden punkt. Mimo prowadzenia, to GKS cały czas miał inicjatywę i to się opłaciło. Tuż przed końcem wygraną przypieczętował Bartosz Nowak, który wreszcie dorzucił liczbę do swojego naprawdę bardzo dobrego – a być może nawet niemal perfekcyjnego – występu.
Jeśli GieKSa zagra w czwartek tak, jak w drugiej połowie z Radomiakiem, to o awans powinnyśmy być spokojni. A forma piłkarzy Tomasza Kaczmarka mocno faluje i wciąż do końca nie wiemy, jaki to jest zespół.
dziennikzachodni.pl – „Obiecałaś mi na pewno, że trzy punkty dzisiaj będą”. Katowice, Katowice, GKS!
GieKSa w tym sezonie pierwszy raz od 23 lat gra w europejskich pucharach, które łączy z meczami na polskim podwórku. Drużyna trenera Rafała Góraka zaczęła od porażki w II rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji na Słowacji z MSK Żylina 1:2. Następnie w 1. kolejce PKO BP Ekstraklasy przegrała w Krakowie z Wisłą 1:2. Gdy wróciła na Nową Bukową, to pokonała Żylinę 3:1 i awansowała do III rundy. W niej w pierwszym meczu zagra w czwartek w węgierskim Miszkolcu z Hapoelem Tel Awiw z Izraela. „Po drodze” miała niedzielny ekstraklasowy mecz w 2. kolejce z Radomiakiem Radom na Arenie Katowice. Goście zaczęli sezon od domowego zwycięstwa nad Wieczystą Kraków 2:1.
Przed meczem odśpiewany został Hymn Polski z okazji 82. rocznicy Powstania Warszawskiego (druga zwrotka bez podkładu muzycznego). Była też minuta ciszy w hołdzie ofiar tego zrywu wyzwoleńczego, który rozpoczął się 1 sierpnia 1944 roku.
Do składu Katowiczan na mecz z Radomiakiem wrócił po kontuzji Mateusz Kowalczyk, który był już zdrowy przed rewanżem z MSK Żylina, ale nie mógł zostać zgłoszony, jeżeli z powodów zdrowotnych nie wypadł inny zawodnik.
W składzie GieKSy nastąpiły trzy zmiany w stosunku do czwartkowego meczu pucharowego – od początku zagrali Ilja Szkurin, Mateusz Wdowiak i Pau Resta. Ten trzeci w 6. minucie był autorem pierwszego uderzenia w meczu, gdy główkował z kilku metrów i Filip Majchrowicz popisał się dobrą obroną. Trzy minuty później Resta uderzył głową, ale nad poprzeczką. W 13. minucie Majchrowicz odbił piłkę nogami po strzale z bliska Emana Markovica. Dwie minuty później z dystansu huknął z woleja Erik Jirka i zasłonięty bramkara Radomiaka jedną nogą instynktownie odbił piłkę. Działo się, a GKS był bliski ukłucia rywala.
Bartosz Nowak świetnie rozgrywał piłkę, ale jego koledzy nie potrafili w prostych sytuacjach dograć w pole karne do Szkurina, który irytował się, gdy za mocno podawali Markovic i Jirka.
Radomiak przetrwał trudne chwile i w 27. minucie miał swoją okazję, którą zafundował gościom GKS tracąc piłkę przy wyprowadzaniu, ale Luquinhas strzelił za wysoko. Minutę później GieKSę uratował Gabriel Kobylak, który wygrał pojedynek z Janem Grzesikiem.
Akurat, gdy na swój sektor weszli kibice Radomiaka, padł gol dla gości. Grzesik wrzucił piłkę z autu w pole karne. Podbił ją Abdoul Tapsoba, pechowo głową wybijał Resta i Ibrahima Camara mocno strzelił z powietrza – 0:1 w 37. minucie.
Zespół z Radomia nabrał pewności końcówce pierwszej połowy Grzesik główkował obok spojenia słupka z poprzeczką, a strzał z ostrego kąta Rafała Wolskiego sparował Kobylak.
Gospodarze nie mieli innego wyjścia, jak po wyjściu z szatni dążyć do wyrównania. GKS znów przeważał, choć teraz nie potrafił stworzyć dobrych sytuacji. W 53. minucie pozostawiony bez opieki Jirka nie trafił w piłkę, gdy próbował z powietrza strzelić z ostrego kąta.
W 59. minucie GieKSa doprowadziła do wyrównania. Nowak posłał piłkę z rzutu rożnego, Arkadiusz Jędrych przedłużył podanie głową. Piłka odbiła się od Abdoula Tapsoby i wpadła do bramki.
Goście się cofnęli, a GKS szedł po swoje. Na 2:1 podwyższył Ilja Szkurin, na którym uwiesili się obrońcy, ale i tak przyjął piłkę klatką piersiową i strzelił nożycami (coś w stylu z meczu z Żyliną).
Po tym golu gra się zaostrzyła. Goście nie umieli nic wskórać i momentami wyładowywali frustrację ostrymi zagraniami i faulami. Sędzia zaczął rozdawać żółte kartki.
W doliczonym czasie GKS posłał gości na deski. Szkurin zagrał do Nowaka, który wbiegł w pole karne i z ostrego kąta wpakował piłkę pod poprzeczkę. Szkurin rozgrywał 100. mecz w Ekstraklasie – zaliczył gola i asystę.
echodnia.eu – Fatalna druga połowa w wykonaniu zielonych
W niedzielę drugiego sierpnia Radomiak Radom przegrał 1:3 mecz drugiej kolejki PKO BP Ekstraklasy z GKS Katowice na wyjeździe. Zaważyła bardzo słaba druga połowa – do przerwy Radomianie prowadzili 1:0.
Radomiak Radom podchodził do tego spotkania po ograniu Wieczystej Kraków w pierwszej kolejce 2:1. GKS natomiast zaczął od porażki 1:2 z Wisłą Kraków, ale w międzyczasie pokonał Żilinę w eliminacjach do Ligi Konferencji i awansował do kolejnej rundy.
Od początku tego spotkania wyraźną przewagę mieli Katowiczanie. W pierwszych piętnastu minutach bramkarz Radomiaka, Filip Majchrowicz, kilkukrotnie świetnie interweniował i tylko dzięki temu jego drużyna nie traciła gola. W siódmej minucie obronił strzał, jaki oddał Pau Resa. Dwie minuty potem nie pokonał go Ilia Szkurin. W 14 minucie sił próbował Eman Marković, a w 16 Erik Jirka. Za każdym razem lepszy był Majchrowicz.
Po tym trudnym okresie czasu Radomianie zaczęli dochodzić do głosy i pojawiać się pod bramką przeciwnika. W 28. minucie świetną okazję miał Jan Grzesik, ale przegrał pojedynek z Gabrielem Kobylakiem, a więc byłym bramkarzem Radomiaka. W 35. minucie nieźle, ale niecelnie uderzył głową Abdoul Tapsoba.
Dwie minuty potem natomiast zieloni objęli prowadzenie. Jak padła bramka? Ppo dośrodkowaniu z rzutu rożnego najpierw głową piłkę zgrał Abdoul Tapsoba, potem niedokładnie wybił ją Pau Resta i w końcu spadła do Ibrahimy Camary. I ten wpakował ją do bramki Gabriela Kobylaka.
Jeszcze przed przerwą podopieczni trenera Tomasza Kaczmarka mogli podwoić prowadzenie – po bardzo dobrym podaniu Luquinhasa z bliskiej odległości nieznacznie przestrzelił Jan Grzesik.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza, zaczęła się od przewagi zespołu z Katowic. Różnica jednak była w tym, że Radomiak nie obudził się do lepszej gry, choć mogło zacząć się naprawdę dobrze. W 57. minucie Grzesik wpakował piłkę do ramki rywala, ale gol nie mógł być uznany, bo był na spalonym.
GKS stwarzał sobie kolejne sytuacje i w końcu zaczął zamieniać je na gole. W 58. minucie gry Abdoul Tapsoba trafił do własnej bramki. Zawodnik Radomiaka nie fortunnie przeciął tor lotu piłki po strzale Arkadiusza Jędrycha.
Na kolejnego gola fani gospodarzy nie musieli czekać długo. W 67. minucie gry na 2:1 trafił Ilia Szkurin. Były napastnik Legii Warszawa pięknym strzałem wykorzystał niepewną interwencję obrońców Radomiaka po dośrodkowaniu w pole karne.
Mecz po tej sytuacji zrobił się brzydki. Obie drużyny łapały dużo żółtych kartek, gra często była przerywana przez sędziego, pojawiały się niesportowe zachowania, jak przy faulu Rafała Wolskiego.
Koniec końców Radomiak nie odnalazł już dobrej dyspozycji na boisku, a gospodarze strzelili jeszcze jednego gola – w drugiej doliczonej minucie strzelił go Bartosz Nowak. Zawodnik GKS z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki, podał mu Ilia Szkurin.
Przypomnijmy, że Bartosz Nowak urodził się i wychował w Radomiu, swoje pierwsze kroki w piłce stawiał grając w Junior Radom do 2004 roku, później zaczął treningi z zespołem Parafialno-Uczniowskiego Klubu Sportowego Makowiec. W 2008 roku jako 15 letni gracz rozpoczął swoją przygodę z zespołem Uczniowskiego Klubu Sportowego Młodzik 18 Radom, gdzie grał do 2009 roku. Potem wyjechał na Śląsk, aby tam dalej się rozwijać. Jednak to właśnie lata spędzone w Radomiu, były dla niego pierwszym ważnym przetarciem w rozpoczynającej się karierze.
gol24.pl – Rozpędzony GKS Katowice rozbił Radomiaka. Szkurin znów to zrobił
GKS Katowice odniósł pierwsze, efektowne zwycięstwo w sezonie nad Radomiakiem Radom (3:1) w 2. kolejce PKO Ekstraklasy. Wszystkie gole podopieczni Rafała Góraka strzelali po przerwie, odpowiadając na pierwsze trafienie Ibrahima Camary z pierwszej połowy dla piłkarzy prowadzonych przez Tomasza Kaczmarka.
W ostatnim niedzielnym meczu 2. kolejki GKS Katowice na wypełnionej po brzegi Arenie Katowice podejmował Radomiaka Radom. Podopieczni trenera Rafała Góraka przystępowali do ligowej rywalizacji w znakomitych nastrojach, bo po udanym rewanżu ze słowacką MSK Żyliną. Dzięki bramce białoruskiego napastnika Ilji Szkurina w ostatni czwartek wywalczyli bowiem awans do III rundy el. Ligi Konferencji.
Spragnionych piłki na najwyższym poziomie śląskich kibiców nie trzeba było specjalnie zapraszać. Spotkanie poprzedziły odśpiewanie hymnu Polski – Mazurka Dąbrowskiego – oraz minuta ciszy ku czci Powstańców Warszawskich w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, którą obchodziliśmy w sobotę (1 sierpnia).
Lepiej w mecz weszli gospodarze występujący w żółtych koszulkach. Najlepsze okazje mieli Pau Resta i Erik Jirka, ale za każdym razem znakomicie interweniował bramkarz Radomiaka. Po nerwowym początku podopieczni Tomasza Kaczmarka przejęli inicjatywę i objęli nawet prowadzenie po trafieniu Ibrahima Camary. Wyniku nie oddali już do końca pierwszej połowy.
Po zmianie stron GKS ruszył do zdecydowanych ataków. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę do własnej bramki skierował napastnik Radomiaka Abdoul Tapsoba, a zwycięstwo przypieczętowali kolejnym efektownym trafieniem Ilja Szkurin oraz Bartosz Nowak, który dobił w doliczonym czasie bezzębnych po zmianie stron przyjezdnych.
wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Radomiakiem Radom. Pierwszy domowy mecz Ekstraklasy w nowym sezonie zakończony wynikiem 3-1
GKS Katowice udanie zainaugurował nowy sezon PKO BP Ekstraklasy przy Nowej Bukowej, pokonując Radomiaka Radom 3:1 po świetnym powrocie w drugiej połowie. Po stracie gola przed przerwą gospodarze odwrócili losy spotkania dzięki bramce samobójczej Abdoula Tapsoby, trafieniu Ilyi Shkuryna oraz efektownemu wykończeniu Bartosza Nowaka w doliczonym czasie gry.
W pierwszym domowym meczu sezonu 2026/27 PKO BP Ekstraklasy, GKS Katowice podejmował przy Nowej Bukowej Radomiaka Radom. W wyjściowej jedenastce nastąpiły trzy zmiany względem rozgrywanego kilka dni wcześniej meczu Ligi Konferencji. Zameldowali się Mateusz Wdowiak, Pau Resta oraz Ilya Shkuryn.
W 7. minucie blisko był Pau Resta, ale uderzył głową prosto w Filipa Majchrowicza. Dwie minuty później próbował Shkuryn, ale jego strzałowi głową również zabrakło skuteczności. W 13. minucie Majchrowicz ratował się interwencją nogami po strzale Emana Markovicia, a chwilę później poradził sobie z mocnym strzałem z dystansu Erika Jirki. GKS miał w tym fragmencie wyraźną przewagę.
W 28. Minucie Katowiczanie źle rozegrali akcję z własnej połowy i Luquinhas w dogodnej sytuacji uderzył nad poprzeczką. W tej samej minucie Gabriel Kobylak zatrzymał Jana Grzesiak w sytuacji sam na sam. W 37. minucie Grzesik wrzucał piłkę w pole karne bezpośrednio z autu. Pau Resta wybił ją na 10 metr i dopadł do niej Ibrahima Camara. Dobrym strzałem dał gościom prowadzenie. GKS miał szansę odpowiedzieć jeszcze w pierwszej połowie. Po składnej akcji piłka znalazła się na 5 metrze pod nogami Shkuryna. Ten chciał odegrać do nabiegającego Kacpra Łukasiaka, lecz piłka powędrowała za plecy pomocnika GieKSy.
Na drugą połowę gospodarze spotkania wracali więc z bramką do odrobienia. W 52. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego strzelał Bartosz Nowak. Piłka o centymetry minęła słupek bramki rywala. W 57. minucie piłka ponownie znalazła się w bramce GKS-u, ale Grzesik wybiegał ze spalonego. Chwilę później Wdowiak mając dobrą okazję w polu karnym, uderzył w interweniującego obrońcę. Katowiczanie dopięli swego w 58. minucie, gdy kapitan Arkadiusz Jędrych wykorzystał podanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego. Ostatecznie gol został uznany jako samobójczy Abdoula Tapsoby. W 66. minucie GKS już prowadził. Świetnie w polu karnym zachował się Shkuryn mając rywala na plecach i było 2:1.
W 84. minucie poważnie po starciu z Fernandem Goure ucierpiał Mateusz Kowalczyk, który natychmiast potrzebował pomocy naszego sztabu. U pomocnika doszło do rozcięcia łuku brwiowego, ale “Kowal” kontynuował grę. Wynik w 93. minucie ustalił Bartosz Nowak strzelając mocno pod poprzeczkę.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice pokazał charakter
W meczu 2. kolejki PKO Ekstraklasy do przerwy w Katowicach 1:0 prowadził Radomiak. Spotkanie zakończyło się wygraną GKS-u 3:1.
[…] Potyczkę na Nowej Bukowej mocno rozpoczęli miejscowi. W 7. minucie uderzał Pau Resta, Filip Majchrowicz uratował swój zespół. Podobnie było sześć minut później, kiedy bramkarz odbił strzał Emana Markovicia. Po chwili golkiper nogą zatrzymał próbę z dystansu Erika Jirki.
Po dwudziestu minutach przebudził się Radomiak, który w krótkim czasie wykreował sobie kilka szans. W 28. minucie piłka trafiła pod nogi Luquinhasa, ale ten uderzył niecelnie z okolic linii pola karnego. Kilkadziesiąt sekund później Jan Grzesik zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem.
Gola kibice doczekali się w 37. minucie. Po dograniu z rzutu rożnego, źle piłkę wybijał Pau Resta. Dopadł do niej Ibrahima Camara i mocnym strzałem z ośmiu metrów pokonał Gabierla Kobylaka. Goście przed przerwą mogli zdobyć drugą bramkę. W 45. minucie Jan Grzesik głową uderzył tuż ponad bramką.
Po zmianie stron gospodarze szukali wyrównania. W 52. minucie Bartosz Nowak uderzył z rzutu wolnego, tuż obok słupka. GKS atakował, ale w 57. minucie nadział się na kontrę. Jan Grzesik zdobył gola, jednak ze spalonego.
Chwilę później GKS wyrównał. Wprawdzie strzał Mateusza Wdowiaka zablokował obrońca, ale moment później szans goście nie mieli. Po dograniu z rzutu rożnego piłkę we własnej bramce umieścił niefortunnie Abdoul Tapsoba. Piłka odbiła się od stojącego na przedpolu zawodnika z Radomia i znalazła się w siatce.
Po wyrównującym trafieniu GKS wciąż atakował, Katowiczanie szukali prowadzenia. Radomiak był bardzo pasywny po przerwie i słono za to zapłacił. W 66. minucie po błędzie obrony Radomiaka, miejsce do oddania uderzenia z sześciu metrów znalazł sobie Ilja Szkurin i wpakował piłkę do bramki.
Radomiak nie był w stanie zagrozić gospodarzom. To akcje Katowiczan wyglądały groźniej. W 77. minucie strzał z ostrego kąta Bartosza Nowak sparował Filip Majchrowicz.
W końcówce goście wciąż nie byli w stanie zagrozić Kobylakowi. GKS w doliczonym czasie trafił po raz trzeci. Szkurin zagrał do Nowaka, a ten efektownym uderzeniem z ostrego kąta pod poprzeczkę pokonał Majchrowicza. Kilka minut później gospodarze mogli się cieszyć z pierwszych punktów w sezonie.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Zreľáka i Szkurina brałbym w ciemno
Mimo że wciąż wracamy myślami do czwartkowego zwycięstwa z MŠK Žilina, które odbiło się szerokim echem w mediach sportowych, to naszą uwagę przykuwa już ligowy pojedynek z Radomiakiem. Zarówno my, jak i nasz rywal, otwieraliśmy sezon meczem z beniaminkiem z Krakowa, jednak to Zieloni spisali się lepiej, pokonując u siebie Wieczystą. Teraz z dużymi oczekiwaniami przyjeżdżają do Katowic. Jak dobrze przygotowani są do sezonu? Gdzie szukać ich mocnych i słabych stron? Zapytaliśmy Rafała Jończyka z „Pod Gołębnikiem”.
Cieszę się, że znowu możemy się spotkać przy okazji naszego meczu w Ekstraklasie, choć w sytuacji, gdy niemal pół ligi było zagrożone spadkiem, także i Radomiak długo nie mógł być pewny utrzymania. Jak wspominasz ubiegły sezon, a szczególnie jego końcówkę?
Cały ubiegły sezon był dla nas niczym rollercoaster. Dużo się działo, niekoniecznie dobrych rzeczy, zwłaszcza w rundzie wiosennej. Sytuacja pozaboiskowa odbijała się na formie sportowej drużyny i nie ukrywam, że po meczach z Piastem i Zagłębiem pojawiły się obawy. Gra wyglądała fatalnie, zwłaszcza w Gliwicach pod wodzą Kiko Ramireza. Ucieszyłem się, gdy zastąpił go Bruno Baltazar, bo bardzo dobrze wspominam jego pierwszy pobyt w Radomiu. Złapał on serię trzech zwycięstw, co oddaliło od nas widmo spadku. Zagraliśmy bardzo emocjonujący mecz u siebie z Widzewem, okraszony zwycięską bramką Luquinhasa w doliczonym czasie gry. Dzięki temu sama końcówka sezonu była już spokojna, ale był taki moment, że obawy o ligowy byt były duże. Udało się jednak go zapewnić na trzy kolejki przed końcem. Mimo ostatnich porażek z mistrzem i wicemistrzem Polski dziesiąte miejsce uznaję za bardzo dobry wynik.
Chciałem ci pogratulować, bo dokładnie taką pozycję Radomiaka typowałeś przy okazji naszej ostatniej rozmowy. Patrząc na obraz całego sezonu możecie być w pełni zadowoleni z takiego zakończenia?
W pewnym momencie wydawało się, że uda się wycisnąć więcej, bo jedno czy dwa zwycięstwa pozwalały podłączyć się do gry o pierwszą szóstkę. Były mecze, po których tych punktów powinno było być więcej, ale ostatecznie uważam, że dziesiąte miejsce dobrze oddaje możliwości Radomiaka, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.
Do nowego sezonu Zieloni przystępują nieco odmienieni. Podstawowa zmiana to trener, który o ile mi wiadomo, doskonale mówi po niemiecku, ale w odróżnieniu od wielu swoich poprzedników, nie zna portugalskiego. Widać już jego pomysł na zespół?
Z trenerem Tomaszem Kaczmarkiem komunikacja jest bardzo dobra, co nie jest bez znaczenia z dziennikarskiego punktu widzenia. Do pierwszych ocen pracy sportowej będzie można się przymierzać po 4-5 meczach o stawkę, bo sparingi, mimo że prawie wszystkie przegrane, nie są do tego odpowiednią miarą. Wielu kibiców krytykowało zespół patrząc na same wyniki, ja natomiast byłem na prawie wszystkich sparingach i widziałem, że praktycznie ani razu nie graliśmy optymalnym składem. Trener testował różne rozwiązania, nie mając do dyspozycji wszystkich zawodników, bo niektórzy dołączyli do zespołu później. Postawa zespołu w najbliższych meczach pozwoli nam powiedzieć więcej o pracy Tomasza Kaczmarka.
Nietypowo dla Radomiaka, na liście transferów przychodzących jest zadziwiająco wiele polskich nazwisk. Pewien trend się odwraca?
Radomiak jest postrzegany jako zespół typu „multikulti”, ale już od jakiegoś czasu zarząd szuka lepszego balansu w szatni pomiędzy Polakami i zawodnikami z zagranicy. Pozyskani w tym okienku gracze wydają się ciekawymi wzmocnieniami. Kryspin Szcześniak zaliczył bardzo dobre wejście, z Wieczystą był jednym z najlepszych zawodników i z miejsca wywalczył sobie pierwszy skład. Podoba mi się również transfer Kacpra Karaska, pozyskanego z Motoru. Liczę, że ten zawodnik da nam w tym sezonie trochę radości. Rywalizacja na jego pozycji jest dość duża, a dzisiaj pierwszym wyborem trenera jest Abdoul Tapsoba, natomiast Kacper z pewnością podniesie poziom rywalizacji.
Mimo to nadal sukcesywnie przeczesujecie południowe rynki w poszukiwaniu wzmocnień. Niedawno ogłoszono transfer Ronaldo za rekordową dla Radomiaka kwotę. Brzmi imponująco.
Ronaldo Lumungo Afonso to skrzydłowy, który został już zgłoszony do rozgrywek, więc jest szansa, że zadebiutuje w niedzielę. Na przedmeczowej konferencji trener Kaczmarek przyznał, że ma jeszcze dwa znaki zapytania w kadrze i sądzę, że jednym z nich jest właśnie Ronaldo. Tego zawodnika cechuje przede wszystkim szybkość, w zeszłym sezonie zanotował po pięć bramek i asyst w drugiej lidze portugalskiej, strzelonych wprawdzie rywalom z dołu tabeli, jednak jeśli przypomnimy sobie, że Capita przed transferem do Radomia również nie imponował liczbami, to możemy się spodziewać podobnej historii w przypadku Ronaldo. Sztab widzi w nim potencjał i talent do oszlifowania.
Wspomniałeś Capitę, którego żegnaliście przed wiosennym meczem z GieKSą. Bartek Jędrzejczak z twojej redakcji mówił wtedy, że dziurę po nim trudno będzie załatać. Udało się to zrobić w tym okienku?
W końcówce ubiegłego sezonu brak Capity był odczuwalny, chwilami nawet bardzo. Na ten moment nie mamy zawodnika o podobnej charakterystyce, a nie widzieliśmy jeszcze w akcji Ronaldo Lumungo. Potrzebujemy zawodnika z odpowiednim przyspieszeniem, który mógłby niepokoić rywali kontratakami i szybkimi wyjściami za linię obrony. W okresie przygotowawczym wpadł mi w oko Ché Nunnely, nowy nabytek, u którego widać potencjał, umiejętność dryblingu i szybkość, która powinna cechować naszych skrzydłowych. Uważam, że w przyszłości może rozwinąć się na tyle, że będzie wzbudzał zainteresowanie klubów zagranicznych.
Jakkolwiek nie byłaby montowana kadra Radomiaka, to kiedy trzeba dać coś ekstra, to na posterunku jest „Joao” Grzesik, wybrany zawodnikiem pierwszej kolejki Ekstraklasy. Jesienią dyskutowaliśmy o jego szansach na powołanie do kadry, którego ostatecznie się nie doczekał. Jaka jest dziś jego rola w Radomiu?
Wygląda na to, że Jankowi służy gra na skrzydle – najlepsze liczby osiągał i największe zainteresowanie mediów w kontekście kadry wzbudzał grając właśnie w pomocy. Runda wiosenna była w jego wykonaniu nieco słabsza, bo znów wrócił do gry w obronie, raz prawej, a raz lewej. Z Wieczystą znowu zagrał w drugiej linii, zaliczając bramkę i asystę. Wydaje się więc, że przekwalifikowanie go na pomocnika jest korzyścią dla drużyny, zwłaszcza że mamy dobrze obsadzone boki obrony w postaci Zié Ouattary i Conrado. Janek będzie więc mógł eksponować swoje walory ofensywne i liczę, że w tym sezonie jeszcze wiele bramek i asyst zaliczy.
Wspomniałeś już, że nie warto analizować wyników sparingów. Możemy się jednak bliżej przyjrzeć ligowemu meczowi z beniaminkiem z Krakowa. Wydaje się, że było to łatwe i spokojne zwycięstwo.
Widzę jeszcze kilka elementów do poprawy, zwłaszcza w obronie, ale wygląda na to, że klaruje się pierwsza jedenastka, która będzie w stanie skutecznie rywalizować w Ekstraklasie. Luquinhas będzie raczej grał wyżej, na pozycji 8 lub 10, a gdy skrzydła złapią optymalną formę, to będą mocne. W meczu z Wieczystą nasza gra wyglądała naprawdę przyzwoicie i nie pozwoliliśmy rywalom na wiele. Jeśli w kolejnych meczach będziemy prezentować się podobnie, to powtórka z ubiegłego sezonu jest bardzo prawdopodobna, a okolice 10 miejsca będą spokojnie w naszym zasięgu. Każde miejsce powyżej znów ocenię jako bardzo dobry wynik.
Wasz pierwszy rywal skupia na sobie uwagę mediów i kibiców, bo potencjał, zwłaszcza finansowy, jest tam ogromny. Czy równie mocni okażą się sportowo? Przed tygodniem to Radomiak zagrał tak dobrze czy Wieczysta tak słabo?
Rywale zaprezentowali się dobrze z przodu, problemy pojawiały się natomiast przede wszystkim w środku obrony. Czeka ich sporo pracy nad defensywą – jeśli to poprawią, to niejednemu w lidze urwą punkty. Uważam, że ten sezon będzie podobny do zeszłorocznego i sporo drużyn będzie zamieszanych w walkę o utrzymanie, a Wieczystą zaliczam do zespołów, które raczej się utrzymają, ale będą w tej grupie i na razie ligi nie zawojują.
Obok Bruk-Betu i Motoru Radomiak był ekipą, z którą w ubiegłym sezonie wygraliśmy oba mecze. Jak wspominasz tamte pojedynki?
Mecz w Katowicach był bardzo emocjonujący, nawet dla postronnych widzów. Spotkanie mogło się podobać, nam wprawdzie mniej, bo przegraliśmy 2:3, ale oglądaliśmy kilka bardzo ładnych bramek z obu stron. Z kolei w rewanżu mieliśmy ogromny niedosyt po porażce 0:1. Z przebiegu meczu byliśmy mimo wszystko drużyną lepszą, jeśli nie na tyle by wygrać, to przynajmniej nie przegrać. Dość nieszczęśliwa porażka po bramce Arkadiusza Jędrycha, który dobijał swój własny strzał.
Mam wrażenie, że w tamtym okresie sami wytrącaliście sobie z ręki atuty, bo na takiej nawierzchni po prostu nie da się grać kombinacyjnie w piłkę. Z tego też powodu byliśmy świadkami afery, po której z funkcji trenera zrezygnował Gonçalo Feio.
Nie chcę już do tego wracać, bo wszyscy w Radomiu chcemy zostawić za sobą wszystkie te negatywne, pozasportowe sprawy z ostatniego półrocza. Chcemy wreszcie oczyścić atmosferę po tamtych wydarzeniach i w nowy sezon wchodzić z wyczyszczonymi głowami. Trener Feio jesienią zdobył dla Radomiaka kilka cennych punktów, wiosna była już zdecydowanie słabsza. Po meczu z Katowicami doszło do szeroko opisywanego incydentu pomiędzy trenerem i radnym Dariuszem Wójcikiem, po którym trener pożegnał się z Radomiem. Pozostaje życzyć mu powodzenia w dalszej pracy i zostawić już ten temat za sobą.
Jedna rzecz łączy GieKSę i Radomiaka – u siebie wyglądamy zdecydowanie lepiej niż na wyjazdach. Nasze ostatnie zwycięstwo w delegacji przypadło właśnie na Radom, stąd cieszę się, że w niedzielę spotkamy się przy Nowej Bukowej. A Ty czego spodziewasz się po GieKSie, patrząc przez pryzmat dotychczas rozegranych przez nas spotkań?
GKS wygląda coraz lepiej z meczu na mecz. Druga połowa rewanżu z Žiliną mogła się podobać, a mnie szczególnie rzuciła się w oczy dobra gra Bartka Wolskiego. Ponadto uważam, że zdecydowana przewaga GKS-u nad Radomiakiem leży w linii ataku – Adam Zreľák i Ilja Szkurin z dobrej strony pokazali się w czwartek, dając jakość z przodu. Moim zdaniem w Radomiu potrzebujemy napastnika na tym poziomie, choć wiem, że zarząd i sztab mają na ten temat inne spojrzenie.
To ciekawe, bo akurat linia ataku jest najmocniej dyskutowaną formacją w Katowicach i wielu kibiców domaga się wzmocnień na tej pozycji.
W ciemno wziąłbym wymianę Zreľáka i Szkurina na dwóch dowolnych napastników z naszej kadry. Na dobrego napastnika trzeba zabezpieczyć niemałe pieniądze, zarówno na transfer, jak i wynagrodzenie. Radomiak obraca się w takich realiach finansowych, że bazuje na zawodnikach darmowych, którym kończą się kontrakty w innych klubach. Nawet takim zawodnikom trzeba jednak proponować odpowiednio wysokie stawki, aby przekonać ich do gry w Radomiu. Liczba napastników dostępnych dla nas jest więc ograniczona.
Trener Kaczmarek z uznaniem wypowiadał się o rosnącej formie GieKSy. Jaki twoim zdaniem mecz zobaczymy w niedzielę przy Nowej Bukowej?
Zwycięstwa takie jak z Žiliną budują pewność siebie i atmosferę. Tomasz Kaczmarek zwrócił też uwagę, że dwa mecze o stawkę więcej po stronie GKS-u na tym etapie sezonu nie są problemem, a wręcz atutem, bo jest więcej okazji na zgranie poszczególnych formacji. Mimo to myślę, że będzie to wyrównane, otwarte spotkanie, podobne do jesiennego meczu w Katowicach. Widzę formę zwyżkową w Radomiu, więc uważam, że nie przegramy, a po cichu liczę nawet na zwycięstwo. Łatwo jednak nie będzie i nawet jeśli przegramy, to nie będzie to żadnym zaskoczeniem. Faworytem tego meczu jest GKS.
Jaki wynik obstawiasz w niedzielę?
Jestem przekonany, że padną bramki, a remis 1:1 lub 2:2 nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Sercem typuję jednak zwycięstwo Radomiaka 2:1.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Najnowsze komentarze