Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Żyliną: Tak, tak, tak!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – MŠK Žilina 3:1 (0:0).
dziennikzachodni.pl – GieKSa wróciła na Nową Bukową i awansowała do III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji
W czwartek 30 lipca 2026 roku w meczu rewanżowym II rundy kwalifikacji do Ligi Konferencji GKS Katowice wygrał z MSK Żylina 3:1 (0:0), co oznacza, że będzie dalej grał w europejskich pucharach!
GieKSa po 23 latach wróciła do europejskich pucharów. W pierwszym meczu na stadionie słowackiego MSK Żylina prowadziła 1:0, ale przegrała 1:2. Ten wynik oznaczał, że wszystko rozstrzygnie się w rewanżu na Arenie Katowice. – Piłka jest w grze. Wszystko w naszych rękach – mówił przed tym meczem trener Katowiczan Rafał Górak.
Katowiczanie z MSK Żylina zagrali na nowej murawie, na której trenowali tylko raz, dzień przed pucharowym spotkaniem. Trener Górak chwalił nawą płytę boiska i informował jednocześnie, że do zajęć wrócił już po kontuzji Mateusz Kowalczyk. Nie został jednak zgłoszony na rewanż, bo byłoby to możliwe tylko, gdyby ktoś wypadł ze składu z przyczyn zdrowotnych.
Mecz od początku był żywy – goście starali się szybkimi akcjami stworzyć zagrożenie, a GieKSa też szukała gola. W 5. minucie w Adam Zrelak wpadł w pole karne i strzelił z ostrego kąta w bramkarza. Minutę później świetną okazję zmarnował były zawodnik GKS-u Marko Roginić główkując tuż obok słupka.
W 13. i 14. minucie w jednej akcji Zrelak miał dwie szanse na gola. Najpierw po podaniu od Bartosza Nowaka fatalnie skiksował chcąc strzelić z woleja z kilku metrów. Następnie znów miał okazję – uderzył głową i trafił w słupek! W odpowiedzi Roginić w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił obok słupka (18. minuta). Z czasem mecz się uspokoił. Goście przyjmowali ataki GieKSy, która miała problem, aby przejść nisko ustawione obronne zasieki. Katowiczanie seryjnie wykonywali rzuty rożne, ale nie stwarzali zagrożenia.
Po wyjściu piłkarzy z szatni od razu zapachniało golem dla gości, ale Arkadiusz Jędrych ofiarną interwencją uchronił GKS, wybijając piłkę spod nóg Krisztiana Bari. Goście chyba jeszcze rozpamiętywali swoją okazję, bo w 49. minucie zgubili krycie, gdy po dokładnym podaniu Nowaka niepilnowany Zrelak głową z pola bramkowego skierował piłkę do siatki!
Katowiczanie w ten sposób mieli odrobione straty z pierwszego meczu. Jednak ich radość nie trwała długo – Frantisek Kosa strzelił po ziemi sprzed pola karnego i zaskoczył Gabriela Kobylaka. Rozpoczęło się od podania ręką bramkarza gości i ekipa z Żyliny przeprowadziła akcję przed całe boisko bez ingerencji ze strony piłkarzy GieKSy…
Gospodarze znów byli pod ścianą. Z rzutów wolnych próbowali Nowak i Bartosz Wolski – za każdym razem nad poprzeczką. W 75. minucie trener Rafał Górak dał impuls z ławki i przeprowadził potrójną zmianę. I to właśnie zmiennicy dali dwa gole – po rzucie wolnym Nowaka Mateusz Wdowiak głową tyłem do bramki trafił do siatki. Następnie Ilija Szkurin ekwilibrystycznie z woleja z bliska strzelił na 3:1! (piłkę dorzucał Wolski i po drodze trącił jeszcze obrońca Żyliny). Na stadionie zapanował szał!
Zespół Góraka poczuł krew i chciał dobić rywali, których i tak miał już na łopatkach, bo ten wynik oznaczał awans. Szkurin strzelił nawet na 4:1, ale był na spalonym. Szkurin w doliczonym czasie miał kolejną sytuację, ale strzelił obok słupka.
Pięć wniosków po meczu GKS Katowice – MSK Żylina: „Hej Górak, pakuj walizki”. GieKSa pokazała charakter i zostaje w Europie
[…] 1. GKS Katowice pokazał charakter
GieKSa zaczęła sezon od porażki w Żylinie 1:2 i w Krakowie też 1:2 z Wisłą. W meczu ze słowacką drużyną Katowiczanie prowadzili 1:0, ale dostali cios na 1:1, co oznaczało, odpadają z europejskich pucharów. Reakcja była najlepsza z możliwych – gospodarze się podnieśli, zdobyli dwa gole i awansowała dalej!
2. Zmiany przyniosły efekt
W 75. minucie trener Rafał Górak wprowadził na murawę trzech nowych zawodników i dwóch z nich zdobyło gole, dające GieKSie awans. Szkoleniowiec katowickiej drużyny argumentuje, aby na wchodzących w trakcie gry nie mówić rezerwowi, tylko kończący mecz. Tak czy owak – zmiennicy zrobili swoje, dając impuls z ławki.
3. Bartosz Nowak robi różnicę
Pomocnik GKS-u był gwiazdą meczu z Żyliną i nie jest to przesadzona opinia. Bartosz Nowak miał asysty przy golach Adama Zrelaka i Mateusza Wdowiaka. Jednak nie chodzi tylko o podania, po których padły bramki. To on ustalał tempo akcji, zaskakiwał niekonwencjonalnymi podaniami, pokazywał, że można wygrywać pojedynki z rywalami.
4. GieKSa jednak ma napastników?
Dwa gole w czwartkowy wieczór zdobyli napastnicy, co ucieszyło trenera Rafała Góraka. Adam Zrelak najpierw zmarnował dwie okazje (kiks w pierwszej był spektakularny), ale dostał takie podanie z Bartosza Nowaka, że już musiał skierował piłkę głową do bramki. Krytykowany przez kibiców Ilja Szkurin popisał się efektownymi nożycami i zdobył gola na wagę awansu. Czy GKS Katowice jednak ma napastników? Może mamy do czynienia z przełamaniem. Zobaczymy, bo Szkurin w doliczonym czasie nie trafił w bramkę, a mogło być nawet 4:1.
5. GKS jak za czasów Bordeaux i Zidane’a? Rafał Górak zna swoje miejsce w szeregu
GieKSa wróciła do europejskich pucharów po 23 latach przerwy. Na dodatek katowicki zespół zanotował pierwszy awans w Europie od 1994 roku, gdy wyeliminował zespół Bordeaux, w którym grał wtedy m.in. Zinedine Zidane. Niektóre rozgrzane głowy zaczęły porównywać tamten awans do 1/8 finału Pucharu UEFA do przejścia MKS Żylina w eliminacjach Ligi Konferencji. Rafał Górak nie krył wzruszenia tym, co się udało już osiągnąć, ale też widać, że mocno stąpa po ziemi, bo nie chciał się porównywać do trenera Piotra Piekarczyka i do tamtych sukcesów. Górak i jego drużyna piszą swoją historię, a kibice cieszą się z obecności GieKSy w Europie, bo jeszcze niedawno nie było jej nawet w Ekstraklasie.
PS. O co chodzi w naszym tytule?
Po meczu w czasie świętowania kibice przewrotnie skandowali hasło „Pakuj walizki, hej Górak, pakuj walizki”, co wywołało uśmiech na twarzy trenera. Fani w ten sposób przypomnieli trudny czas przy Bukowej, kiedy nie chcieli Rafała Góraka jako trenera GieKSy. Potem GKS Katowice awansował do PKO BP Ekstraklasy i kibice przeprosili trenera za to, a w czwartkowy wieczór z przymrużeniem oka przypomnieli nieaktualne już hasło.
GKS Katowice świętował awans do III rundy eliminacji Ligi Konferencji. Szaleństwo na Nowej Bukowej.
GKS Katowice odrobił straty ze Słowacji, pokonał MSK Żylina i awansował do III rundy kwalifikacji do Ligi Konferencji. Na Nowej Bukowej zapanowało prawdziwe szaleństwo.
[…] Po ostatnim gwizdku sędziego na Nowej Bukowej zapanował szał radości. Kibice przypomnieli swoją starą przyśpiewkę: „Pakuj walizki, hej Górak pakuj walizki”. Swego czasu chcieli zwalniać trenera, który potem awansował z GieKSą do PKO BP Ekstraklasy, a w poprzednim sezonie uzyskał awans do europejskich pucharów, do których Katowiczanie wrócili po 23 latach. I gra dalej!
polskieradio24.pl – Gol za golem w Katowicach. Efektowny awans GKS-u
[…] Po porażce 1:2 w pierwszym meczu GKS Katowice przystąpił do rewanżu z ogromną determinacją. Dla katowiczan to pierwszy sezon w europejskich pucharach od 23 lat, dlatego od początku ruszyli do odrabiania strat z czwartym zespołem słowackiej ekstraklasy.
Już w pierwszej połowie gospodarze stworzyli sobie kilka świetnych okazji. W 14. minucie Bartosz Nowak znakomicie dograł do Adama Zreľaka, ale napastnik minął się z piłką. Chwilę później szczęścia zabrakło Galanowi, którego finezyjny strzał zatrzymał się na słupku. Swoją szansę mieli także goście, jednak Marko Roginić w sytuacji sam na sam fatalnie spudłował. Do przerwy gole jednak nie padły, choć emocji nie brakowało.
Tuż po zmianie stron stadion w Katowicach eksplodował z radości. W 49. minucie GKS dopiął swego. Adam Zrelak skutecznie wykończył akcję gospodarzy i pewnym strzałem pokonał bramkarza Żyliny. Katowiczanie objęli prowadzenie 1:0, odrabiając straty z pierwszego spotkania i ponownie włączając się do walki o awans.
Radość GKS-u nie trwała długo. Zaledwie siedem minut po objęciu prowadzenia Żylina doprowadziła do wyrównania. W 56. minucie Kosa oddał płaski strzał sprzed pola karnego. Piłka wpadła do siatki, a Gabriel Kobylak nawet nie zdążył zareagować. Słowacy szybko odpowiedzieli na trafienie Zrelaka i znów skomplikowali sytuację Katowiczan.
Ekipa Rafała Góraka nie złożyła broni i odpowiedziała dwoma ciosami. W 79. minucie Katowiczanie przeprowadzili świetną akcję prawą stroną boiska. Bartosz Nowak precyzyjnie dośrodkował w pole karne, a Damian Wdowiak idealnie zamknął akcję i pewnym strzałem pokonał bramkarza Żyliny. GKS prowadził 2:1 i znów przybliżył się do awansu. Trzy minuty później przy Bukowej wybuchła prawdziwa euforia. W 82. minucie Ilja Szkurin wykorzystał kolejną ofensywną akcję gospodarzy i podwyższył wynik na 3:1. Rezultat już nie uległ zmianie. GKS odrobił straty z pierwszego meczu i awansował do kolejnej rundy europejskich pucharów. W trzeciej rundzie kwalifikacji rywalem ekipy z Katowic będzie Hapoel Tel Awiw, który w II rundzie wyeliminował Łudogorec Razgrad (2:0 i 2:2).
skzilina.sk – Ostatecznie straciliśmy awans w Katowicach
[…] Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Pavol Staňo kierował się tym mottem, który w meczu z GKS-em wystąpił w identycznym składzie jak w Żylinie.
[…] I choć początek meczu, był w miarę spokojny, było gorąco nie tylko na trybunach, ale i w samej Polsce. Na początku nasi piłkarze lepiej radzili sobie z tą atmosferą, atakowali gospodarzy wysokim pressingiem. Pierwszy sygnał przyszedł w 3 minucie z naszej prawej strony, Timo Hranica wygrał walkę na linii, jego podanie w tył zostało zakończone strzałem słabszą prawą nogą przez Krisztiána. Gospodarze jako pierwsi wycelowali w światło bramki, Zreľák dostał długą piłkę za naszą linię obrony, ale oddał strzał który Badžgoň obronił. Dobrą okazję miał MŠK po główce Roginića w 7. minucie. W żółtym piekle stadionu gospodarze próbowali nas wciągnąć, a potem zaatakować długimi piłkami za linię. W 13 minucie kilka razy z rzędu odetchnęliśmy z ulgą, Zreľák miał swoje okazje po których strzelił w słupek. Nie nudziliśmy się, coś się cały czas działo i w 18. minucie mogliśmy prowadzić, nasza akcja kombinacyjna zaczynała się od tyłu, ze środka pola Marko Roginić otrzymał dokładne podanie, który trafił tylko w boczną siatkę. Zaczęliśmy tracić sytuacje po długich piłkach ale, na szczęście wyszliśmy bez szwanku z tej presji ze strony gospodarzy.
Drugą połowę również rozpoczęliśmy przyzwoicie i z kolejną szansą, gdzie zabrakło centymetrów. Podanie wypchnęło Timoteja Hranicę, który po raz kolejny wrzucił ją na pole karne, a kapitan macierzystego Jędrych uniemożliwił zdobycie bramki, Kobylak i doganiający piłkę Bari poślizgnęły się. Co nam nie wyszło, wyszło Zreľákowi w 49 minucie. Zreľák nie pomylił się na dalszym słupku, trafił główką z pięciu metrów i wyrównał stan dwumeczu. Idealne podanie od naszych pomocników z lewej na prawą zakończyło się mocnym i celnym strzałem Františeka Kóša. Po podaniu od Hranicy nie spekulował i zaskoczył Kobylaka bombą po ziemi na bliższym słupku czym uradował sektor gości za bramką polskiego bramkarza – 1:1.
[…] Wzrastała presja gospodarzy, przynajmniej optyczna. Po kolejnym dyskusyjnym faulu rzut wolny dla gospodarzy został ponownie zagwizdany, który rezerwowy Wdowiak wykorzystał sytuację po kolejnej główce. Trzy minuty później było jeszcze gorzej, euforia trybun gospodarzy i delikatne zamieszanie piłką zostały wykorzystane przez Szkurina, a gospodarze mieli awans w tym momencie.
{…] Dziękujemy za wsparcie dla drużyny w sektorze gości.
gol24.pl – GKS Katowice wykończył Żylinę u siebie. Bohaterem były napastnik Legii, który nożycami dał awans do III rundy el. Ligi Konferencji
GKS Katowice dokonał niebywałej remontady i po raz pierwszy od 23 lat mógł poczuć zwycięski smak europejskich pucharów z MSK Żyliną (3:1). Podopieczni Rafała Góraka na Nowej Bukowej odrobili jednobramkową stratę, a ozdobą rewanżu II rundy el. Ligi Konferencji było efektowne trafienie Ilji Szkurina, który zabawił się w samego legendarnego Zlatana Ibrahimovicia.
[…] Kibice od samego początku dopisali, wypełnili niemal wszystkie cztery trybuny, a przed pierwszym gwizdkiem zaprezentowali efektowną oprawę, którą przywitali europejskie puchary.
Mecz w pierwszej połowie przyniósł niewiele emocji na murawie, ale po przerwie sięgnęły one zenitu. Gospodarze po dwóch asystach niezawodnego Bartosza Nowaka dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, a decydującym trafieniem popisał się Ilja Szkurin. Były napastnik Legii Warszawa oraz Stali Mielec znalazł sobie trochę miejsca w polu karnym, po czym złożył się do efektownych nożyc. Pechowe przedłużenie piłki zaliczył grający dla słowackiego zespołu Fabian Bzdyl, który odbił ją głową po zagraniu w pole karne nowego piłkarza gospodarzy Bartosza Wolskiego.
Z kim teraz przyjdzie się zmierzyć GKS-owi Katowice, który będzie chciał kontynuować piękną przygodę? Rywalem w III rundzie eliminacji do fazy ligowej Ligi Konferencji będzie izraelski Hapoel Tel Awiw. Przeciwnicy pozbawili awansu bułgarski Łudogorec Razgrad w serii rzutów karnych.
Kosmiczna oprawa kibiców GKS Katowice. „Houston!”. Ruszają na podbój Europy w rewanżu II rundy el. Ligi Konferencji z MSK Żylina
[…] Houston, tu baza przy Bukowej – GieKSa rusza na podbój Europy – tak w przetłumaczonej wersji z języka angielskiego brzmi hasło na zaprezentowanej oprawie najwierniejszych kibiców GKS Katowice za jedną z bramek na Nowej Bukowej. Przed meczem z Żyliną nie zabrakło również efektownego pokazu sztucznych ogni, które towarzyszyły wyjściu piłkarzy na boisko.
Kibiców GieKSy na historyczny mecz po 23 latach w europejskich pucharach długo zachęcać nie trzeba było. Zainteresowanie spotkaniem na Nowej Bukowej było gigantyczne, a klub około godziny 15:00 informował, że w sprzedaży pozostało blisko 200 biletów, apelując do tych, którzy jeszcze nie zdążyli kupić wejściówki, by się pospieszyli, bo wkrótce żadnego nie będzie.
Na trybunach w pierwszych minutach ciężko było dostrzec wolne krzesełko. Niemal wszystkie były zajęte przez sympatyków śląskiego klubu – nie licząc sektorów buforowych w pobliżu sektora gości, które musiały zostać wyłączone ze sprzedaży.
sportowefakty.wp.pl – Napastnik GKS-u Katowice odkupił winy. Tego nie dało się nie strzelić
W pierwszej połowie mu nie szło, ale na początku drugiej wreszcie trafił. Adam Zrelak otworzył wynik w meczu GKS Katowice – MŠK Žilina w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Przed tygodniem GKS Katowice przegrał na Słowacji 1:2, więc przesłanie przed meczem rewanżowym mogło być tylko jedno: na nich!
Podopieczni Rafała Góraka byli aktywni, atakowali, ale w pierwszej połowie byli bardzo nieskuteczni, czego najlepszym przykładem był Adam Zrelak, który… w 30 sekund miał trzy dobre sytuacje i żadnego z nich nie wykorzystał.
Ale w końcu się doczekał. W 49. minucie gospodarze przeprowadzili akcję, która dała im upragnione prowadzenie i tym samym oznaczała remis w dwumeczu.
Powiedzmy sobie jednak szczerze: tego zmarnować się po prostu nie dało. No nie. Bartosz Nowak zagrał idealnie na głowę Zrelaka, a ten dokonał egzekucji z czterech metrów. Odkupił winy za wcześniejsze pudła.
Co ciekawe, to dopiero ósma bramka Zrelaka w barwach ekipy z Katowic. A przecież Słowak występuje w tej drużynie od lipca 2024 roku.
Problemy w tym, że radość GKS-u Katowice trwała raptem kilka minut. Do wyrównania doprowadził Frantisek Kosa, oddając precyzyjny płaski strzał z 16 metrów. Warto jednak zaznaczyć, że to była piękna akcja Słowaków, rozpoczęta od bramkarza.
meczyki.pl – Tak, tak, tak! Cudowny awans GKS-u w el. Ligi Konferencji
GKS Katowice odwrócił losy dwumeczu z Żyliną! Podopieczni Rafała Góraka przegrali pierwszy mecz 1:2, ale w rewanżu triumfowali 3:1 i awansowali do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji.
Już w 3. minucie Żylina stworzyła groźną okazję. Timotej Hranica łatwo ograł Borję Galana, dograł do Kristiana Bariego, który na szczęście huknął w trybuny. W odpowiedzi Jakub Badzgon obronił strzał Adama Zrelaka. W 6. minucie Marko Roginić główkował obok bramki gospodarzy.
W pewnym momencie Zrelak w krótkim odstępie czasu nie wykorzystał trzech okazji. Słowak szczególnie mógł żałować strzału w słupek.
Po chwili Roginić zmarnował doskonałą sytuację. Stanął oko w oko z Kobylakiem, po czym posłał piłkę obok bramki. Po drugiej stronie boiska Jirka huknął w trybuny. W 28. minucie Zrelak złożył się do strzału nożycami, ale nic z tego nie wyszło. W kolejnej akcji Jirka uderzył mocno i niecelnie.
Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis. W dwumeczu Żylina prowadziła 2:1. Na początku drugiej połowy Jędrych uratował GKS, uprzedzając Bariego, który szykował się do strzału.
W 49. minucie GieKSa doprowadziła do remisu w dwumeczu. Nowak kapitalnie dograł do Zrelaka, który spokojnie wykończył akcję główką.
Radość gospodarzy niestety nie potrwała zbyt długo. W 57. minucie Frantisek Kosa znalazł miejsce przed polem karnym, po czym lewą nogą huknął prosto do siatki.
W 67. minucie Kosa próbował skompletować dublet, ale został zablokowany przez Klemenza. Następnie Nowak uderzył z wolnego nad poprzeczką. W 75. minucie na murawie zameldowali się Ilja Szkurin, Mateusz Wdowiak i Marcin Wasielewski. Trener Górak miał nosa, w 80. minucie Wdowiak wykorzystał centrę Nowaka i trafił na 2:1.
Katowiczanie poszli za ciosem. W 82. minucie po pechowej „asyście” Polaka z Żyliny, Fabiana Bzdyla, Szkurin ekwilibrystycznie złożył się do strzału i pokonał Badzgona. GieKSa prowadziła 3:1 w rewanżu 4:3 w dwumeczu.
W 90. minucie Szkurin znów trafił, ale tym razem ze spalonego, potem zmarnował jeszcze jedną okazję. Niemniej, efektowny GKS wygrał 3:1 i wywalczył awans. W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji zagra z Hapoelem Tel Awiw.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze