Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka

Tygodniowy przegląd mediów: Prezentacja GieKSy w Parku Zadole

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Pomocniczka Julia Przybył podpisała kontrakt do czerwca 2029 roku. Marlena Hajduk została dyrektorem sportowym kobiecej sekcji. W środę 15 lipca piłkarki rozegrają dwa sparingi: z Rekordem Bielsko-Biała i Banikiem Ostrava. Na sobotę 18 lipca zaplanowano test-mecz ze Ślęzą Wrocław. Do najbliższej niedzieli drużyna przebywa na zgrupowaniu w Ustroniu.

W sobotę piłkarze wygrali 3:1 sparing ze Stalą Rzeszów. Przed startem rozgrywek zaplanowano jeszcze jeden mecz – w czwartek 16 lipca z Rakowem na Bukowej. Prezentacja drużyny odbędzie się w piątek 17 lipca o 18:00 w Parku Zadole. Z klubem pożegnał się Märten Kuusk.

Napastnik Brock Bremer będzie reprezentował hokejową GieKSą w najbliższym sezonie.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Julia Przybył przeprowadza się na południe

Młodzieżowa reprezentantka Polski zmienia otoczenie. Julia Przybył będzie od tej pory bronić barw GKS Katowice
Jak poinformował Lech UAM Poznań na jednej ze swoich stron internetowych, Julia Przybył nie będzie już występować w charakterystycznym niebieskim trykocie Kolejorza. Reprezentantka Polski w kadrze Marcina Kasprowicza przeniesie się na południe i zagra w drużynie GKS-u Katowice.
Zawodniczka jest jednym z naszych największych talentów i nadziei na przyszłość. Wychowanka Akademii Lecha podpisała kontrakt ze śląskim klubem do 2029 roku

Marlena Hajduk dyrektorem sportowym kobiecej sekcji GieKSy

Marlena Hajduk objęła stanowisko dyrektora sportowego sekcji piłki nożnej kobiet GKS-u Katowice. Legendarna zawodniczka GieKSy, która po sezonie 2024/2025 zakończyła piłkarską karierę, wraca do Klubu i będzie odpowiadała za rozwój kobiecej sekcji piłki nożnej.
– To kolejny krok w rozwoju żeńskiej sekcji piłki nożnej. Nieustannie dążymy do tego, aby funkcjonować według najwyższych standardów i osiągać kolejne sukcesy sportowe. Dbamy nie tylko o zawodniczki, ale również o sztab szkoleniowy oraz osoby odpowiedzialne za zarządzanie sekcją. Jestem bardzo wdzięczny, że Marlena Hajduk przyjęła naszą propozycję. Wierzę, że zwiąże się z GKS-em Katowice na wiele lat, ponieważ projekt kobiecego futbolu w naszym Klubie ma charakter długofalowy. Zanim składamy ofertę na tak odpowiedzialne stanowisko, bardzo dokładnie analizujemy kandydaturę. Jestem przekonany, że Marlena jest idealnie dopasowana do tej roli. Przede wszystkim jest mocno związana z GKS-em Katowice – była kapitanem i jedną z liderek naszej drużyny. Doskonale zna kobiecą piłkę nożną i posiada ogromną wiedzę w tym zakresie. Jednak same kompetencje merytoryczne to nie wszystko. Równie ważne są odpowiednie predyspozycje osobowościowe i charakterologiczne, a jestem przekonany, że nowa dyrektor sportowa sekcji żeńskiej piłki w pełni je posiada. Cieszę się, że udało nam się skompletować strukturę zarządzania we wszystkich sekcjach Klubu. Marlena Hajduk będzie odpowiadała za skauting, transfery, podpisywanie kontraktów oraz wszystkie kwestie związane z organizacją i funkcjonowaniem kobiecej sekcji piłki nożnej. Wierzę, że to bardzo dobry wybór i jestem przekonany, że efekty jej pracy będą widoczne zarówno w krótkiej, jak i długiej perspektywie – podkreśla prezes GKS-u Katowice Sławomir Witek.
Marlena Hajduk związała się z GKS-em Katowice w 2017 roku i od pierwszego sezonu odgrywała kluczową rolę w zespole. Już w debiutanckich rozgrywkach wywalczyła z drużyną awans do Orlen Ekstraligi kobiet, a w kolejnych latach należała do najważniejszych postaci GieKSy. Z katowickim klubem zdobyła dwa mistrzostwa Polski, wicemistrzostwo kraju oraz Puchar Polski, przez wiele sezonów pełniąc funkcję kapitan zespołu. W trójkolorowych barwach rozegrała 172 spotkania, zdobywając 35 bramek. Jest rekordzistką pod względem liczby występów w historii kobiecej sekcji GKS-u Katowice. Przez lata dała się poznać jako zawodniczka niezwykle ambitna, konsekwentna i oddana Klubowi, a swoje doświadczenie oraz znajomość środowiska kobiecej piłki będzie teraz wykorzystywać w pracy poza boiskiem.
– Nie ukrywam, że jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ GKS Katowice jest ważną częścią mojego życia. Spędziłam tutaj wspaniałe siedem lat, zdobywając między innymi mistrzostwo Polski i Puchar Polski. Moje wspomnienia z GieKSą są tylko pozytywne. Teraz będę pełniła zupełnie inną funkcję w klubie, ale bardzo się z tego powodu cieszę. Jest to wyróżnienie, ale też odpowiedzialność. Będę wspierać dziewczyny najlepiej, jak potrafię. Chcę wykorzystać zdobyte doświadczenie, by wspólnie rozwijać kobiecą sekcję i tworzyć jak najlepsze warunki dla obecnych oraz przyszłych zawodniczek – mówi Marlena Hajduk.
Objęcie stanowiska dyrektora sportowego sekcji przez Marlenę Hajduk to kolejny etap rozwoju projektu kobiecej piłki w GKS-ie Katowice. Jej wieloletnie doświadczenie, znajomość funkcjonowania Klubu oraz identyfikacja z jego wartościami będą stanowić istotne wsparcie w dalszym budowaniu silnej pozycji GieKSy na krajowej arenie.

katowice.naszemiast.pl – Dwa gole Wędrychowskiego na starej Bukowej! GKS Katowice zagrał tajny sparing z pierwszoligową Stalą Rzeszów

W sobotę 11 lipca 2026 roku GKS Katowice rozegrał sparing z pierwszoligową Stalą Rzeszów. Spotkanie odbyło się na starej Bukowej i było całkowicie zamknięte dla publiczności oraz przedstawicieli mediów. Dwa gole w tym meczu kontrolnym zdobył Marcel Wędrychowski.
Na Arenie Katowice wymieniana jest murawa, dlatego GKS zagrał ze Stalą Rzeszów na starej Bukowej. Decyzją sztabów szkoleniowych sparing miał charakter zamknięty – nie mogli go obejrzeć kibice oraz media. Nie było internetowej transmisji.
„Stal objęła prowadzenie po rzucie rożnym. Potem gole zdobywali już tylko piłkarze trenera Rafała Góraka. W 21. minucie Marcel Wędrychowski wykorzystał akcją sam na sam po podaniu Kacpra Łukasiaka. 12 minut później było już 2:1 dla GKS-u. Na listę strzelców ponownie wpisał się Wędrychowski, tym razem wykorzystując podanie Ilji Szkurina.
W 80. minucie świetnie w polu karnym zachował się Szymon Bartlewicz. Oszukał zarówno obrońcę, jak i bramkarza i precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie GieKSy” – czytamy na stronie klubu z Katowic.

wkatowicach.eu – Prezentacja GieKSy w Parku Zadole. Piłkarze GKS-u Katowice spotkają się w amfiteatrze z kibicami

GKS Katowice zaprezentuje kibicom drużynę, która w nadchodzącym sezonie będzie rywalizować zarówno w PKO BP Ekstraklasie, jak i europejskich pucharach. Oficjalna prezentacja zespołu odbędzie się 17 lipca w amfiteatrze Parku Zadole, gdzie na fanów czekać będzie spotkanie z piłkarzami, prezentacja nowych strojów oraz liczne atrakcje.
Wielkimi krokami zbliża się start nowego sezonu, który przyniesie walkę nie tylko na boiskach krajowych, ale także w rozgrywkach europejskich, do których GKS Katowice wrócił po 23 latach przerwy!

Zanim nastąpią sportowe emocje, zapraszamy na oficjalną prezentację naszej drużyny przed nowym sezonem. Tym razem spotkamy się w Parku Zadole (ul. Wczasowa), gdzie GieKSa jeszcze nie gościła! Tamtejszy amfiteatr będzie centralnym punktem całego wydarzenia. To wyjątkowe miejsce znajdujące się w katowickiej dzielnicy Ligota, a dokładniej w jej najbardziej na południe wysuniętej części – Zadolu. Przestrzeń stworzona do tego, by spędzić miło czas w rodzinnym gronie – informuje GKS Katowice.
Wydarzenie rozpocznie się w piątek 17 lipca o godz. 18:00, natomiat prezentacja drużyny rozpocznie się o 18:30. To będzie znakomita okazja, aby poznać kadrę drużyny na nadchodzący sezon, w tym nowych zawodników GieKSy. Nie zabraknie czasu na autografy i zdjęcia. Dodatkową atrakcją tego wydarzenia będzie prezentacja drugiego kompletu strojów GKS-u Katowice na nadchodzące rozgrywki.
Informujemy również, że w trakcie prezentacji prowadzona będzie wyłącznie sprzedaż biletów na mecz kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA dla posiadaczy karnetów. Otwarta sprzedaż biletów na mecz europejskich pucharów rozpocznie się 20 lipca. Zwracamy uwagę, że w trakcie prezentacji nie będzie możliwości zakupu karnetów na sezon 2026/27 PKO BP Ekstraklasy. Karnety można kupić na stronie bilety.gkskatowice.eu. Stacjonarnie karnety dostępne są w GIEKSA FANSTORE w Galerii Katowickiej (Katowice, ul. 3 Maja 30) – informuje klub.
W Parku Zadole na kibiców będzie także czekać bogata oferta gastronomiczna. Nie zabraknie również stoiska GIEKSA FANSTORE, gdzie na kibiców czekać będzie klubowy asortyment. To doskonała okazja, by zaopatrzyć się w gadżety i odzież w barwach klubu.

igol.pl – Zamiast Ligi Konferencji, będzie 1. Liga. Marten Kuusk przechodzi do Polonii Warszawa

Marten Kuusk został nowym zawodnikiem Polonii Warszawa. 30-letni stoper, wielokrotny reprezentant Estonii, podpisał z pierwszoligowym klubem kontrakt obowiązujący do 2028 roku. Estończyk stracił miejsce w składzie GKS-u Katowice i zamiast podbijać Europę, pomoże Czarnym Koszulom w walce o upragniony awans do PKO BP Ekstraklasy.
[…] Marten Kuusk trafił do Polski w styczniu 2024 roku, zasilając szeregi pierwszoligowego wówczas GKS-u Katowice. Estończyk z miejsca stał się kluczowym elementem układanki trenera Rafała Góraka. Stworzył zgrany tercet obronny z Arkadiuszem Jędrychem i Aleksandrem Komorem, dzięki czemu niemal zamknął dostęp do katowickiej bramki. Z Kuuskiem na boisku GieKSa przegrała wiosną 2024 roku tylko jeden mecz, zaś w swoich dwunastu spotkaniach na poziomie pierwszej ligi zespół aż ośmiokrotnie zachował czyste konto. To właśnie także dzięki jego dobrej postawie udało się dopiąć wywalczenie upragnionego awansu do PKO BP Ekstraklasy po 19 latach przerwy.

HOKEJ

hokej.net – GieKSa pozyskała amerykańskiego napastnika. Błyszczał w Danii

GKS Katowice pochwalił się pozyskaniem nowego zawodnika. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył Brock Bremer, który złożył podpis pod rocznym kontraktem.
Bremer (173 cm, 77 kg) ma 26 lat i urodził się w Forest Lake w stanie Minnesota. To niezwykle szybki i dynamiczny skrzydłowy, którego największymi atutami są znakomita jazda na łyżwach i kreatywność. Świetnie odnajduje się w kontratakach i operuje prawym uchwytem kija.
Nowy nabytek GieKSy przez pięć sezonów reprezentował barwy University of Nebraska Omaha w rozgrywkach NCAA. W akademickim hokeju rozegrał łącznie 158 spotkań, zdobywając w nich 56 punktów za 20 bramek i 36 asyst.
Minione rozgrywki były dla niego pierwszym sezonem w europejskim hokeju. Z zespołem Herlev Eagles zdobył wicemistrzostwo Danii i należał do grona kluczowych zawodników „Orłów”.
Wystąpił w 48 meczach sezonu zasadniczego i strzelił w nich 15 bramek, a także zanotował 25 kluczowych zagrań. Z kolei w 13 meczach fazy play-off raz wpisał się na listę strzelców i czterokrotnie asystował.
Skład GKS-u Katowice na sezon 2026/27
Bramkarze: Connor LaCouvee i Michał Kieler
Obrońcy: Pontus Englund, Ethan Cap, Matthew Sredl, Joona Huttula, Kacper Maciaś i Błażej Chodor
Napastnicy: Stephen Anderson, Brock Bremer, Joona Monto, Miro Ruokonen, Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman i Jakub Hofman.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga