Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: wielka piłka pośród pól
Takie pojedynki zwykło się określać mianem pułapek. GieKSa, zaraz po Górniku najlepiej w Ekstraklasie wykorzystująca atut własnego boiska, w niedzielę stanie naprzeciw ligowego outsidera, który jednak nigdy w Katowicach nie przegrał, ponadto tydzień temu wywiózł komplet punktów z Lubina. Czy trójkolorowi udźwigną rolę faworyta? I czy popularne Słonie znajdą w sobie jeszcze wolę walki, by do końca bić się o utrzymanie? Zapytaliśmy Kubę – kibica Bruk-bet Termaliki.
Rozmawiając dziś o Bruk-Becie w Ekstraklasie, powinniśmy już używać czasu przeszłego czy w sercu kibica Słoni z Niecieczy wciąż tli się nadzieja na pozytywny finał tego sezonu?
Jeszcze możemy mówić o Termalice matematycznie walczącej o utrzymanie, lecz sytuacja jest bardzo ciężka. Nawet komplet punktów w następnych czterech kolejkach może nie wystarczyć do utrzymania. Widziałem szacunki 99,7% prawdopodobieństwa naszego spadku, ale dopóki te 0,3% jest w grze, to musimy walczyć. Jeśli chodzi o nastroje wśród kibiców, to cieszy nas każdy punkt. Na konferencji prasowej przed niedzielnym meczem trener Marcin Brosz powiedział, że gra w Ekstraklasie to wielkie wyróżnienie i tym powinniśmy się kierować. Wielka piłka pośród pól – każdy kibic Słoni powinien doceniać to, co państwo Witkowscy zrobili dla Niecieczy i to, gdzie jesteśmy. Oczywiście, pojawiło się wiele błędów w przeszłości, ale nadal utrzymujemy się w kręgu drużyn, które są w PKO BP Ekstraklasie lub o nią walczą. Klub niesamowicie poszedł do przodu pod względem aktywności w social mediach, dnia meczowego i tego, co się dzieje wokół stadionu. Od przyjścia Rafała Wisłockiego wszystko zaczęło rosnąć i najprawdopodobniej pobijemy historyczną średnią frekwencji z sezonu 2016/17, mimo jednego z najgorszych sezonów.
Z jednej strony strata do bezpiecznych miejsc nigdy nie była przepaścią, ale z drugiej zespół praktycznie nie był w stanie zbliżyć się do 15. miejsca na odległość jednego meczu. Jak więc ocenić potencjał Bruk-betu na tle ligowych rywali?
To bardzo dobre pytanie, ale trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Uważam, że w rundzie wiosennej brakowało nam piłkarskiego szczęścia i pokrywało się to z bardzo dobrą dyspozycją obrony przeciwników, a także z naszą nieskutecznością. W tym roku mieliśmy kilka meczów, po których powinniśmy byli spokojnie dopisać sobie trzy punkty (Pogoń, Raków czy Motor), a traciliśmy je na potęgę. Nawet, gdy spojrzymy na wskaźnik xG w ostatnim meczu domowym z Wisłą Płock, to nasz wynosił 1.61, a Nafciarzy 1.46. Spotkanie zakończyło się jednak wygraną gości 3:1. Choć wyniki na to nie wskazują, to uważam, że w tej rundzie na pewno poprawiła się nasza organizacja gry z tyłu, ale za to ofensywa zawodziła i nie wykorzystywaliśmy stuprocentowych sytuacji, mimo że na początku kampanii potrafiliśmy strzelić coś z niczego. Nie uważam, żebyśmy byli tak słabi, jak wskazuje na to tabela.
Czy da się wskazać moment pewnego impulsu, który dała drużyna sygnalizując, że wiosną nie złożyła broni w walce o Ekstraklasę dla Niecieczy? Patrząc z boku szczerze mówiąc go nie dostrzegam, bo na pierwsze zwycięstwo musieliście przecież czekać aż do kwietnia.
Taką wiarą, że jeszcze możemy o coś powalczyć, był dla mnie koniec roku, w którym odnieśliśmy trzy zwycięstwa w ostatnich czterech spotkaniach (Legia 2:1, Arka 2:0 i Jagiellonia 2:1). Potem bardzo dobry okres przygotowawczy w Turcji, który zakończyliśmy z bilansem pięciu zwycięstw w meczach kontrolnych. Z drugiej strony zimowe okno transferowe moim zdaniem przespaliśmy – wzmocnienie jedynie Ivanem Durdovem oraz Miłoszem Matysikiem nie dawało gwarancji skutecznej walki o utrzymanie. Według mnie przez całą pierwszą rundę brakowało dynamicznego pomocnika, który wziąłby ciężar gry na siebie i byłby architektem akcji ofensywnych. Niby robili to Maciej Ambrosiewicz i Krzysztof Kubica, którzy zawsze dają z siebie wszystko i ciągną drużynę do pressingu, lecz są to typowe „szóstki” mające zupełnie inne zadania – przy zaangażowaniu w ofensywę czasem może ich brakować przy kontrataku przeciwnika. Drugą kwestią był brak zaplecza na wahadłach, bo po kontuzji Macieja Wolskiego dysponowaliśmy zaledwie dwoma wahadłowymi, a więc Radu Bobocem oraz Damianem Hilbrychtem. Wiosną takim światełkiem w tunelu były kolejne spotkania, które wyglądały dobrze, a czasem bardzo dobrze, lecz brakowało skuteczności. W końcu przyszło przełamanie z Piastem, a ostatnio kolejne zwycięstwo z Zagłębiem, co na pewno podbuduje mentalnie chłopaków, którzy mają indywidualne umiejętności mogące mogą dać pożytek drużynie.
Redaktor Michał Trela z redakcji Canal+ wskazał jesienią trenera Brosza jako największy atut Termaliki w walce o utrzymanie. Jak dziś oceniasz jego pracę w kontekście celu, który wciąż jest daleko? Zrobił co się dało czy można było wycisnąć więcej?
Marcin Brosz w naszym środowisku jest bardzo ceniony. Z drużyny, która w sezonie 2023/24 walczyła o utrzymanie zrobił ekipę, która zdominowała pierwszą rundę kolejnej kampanii i byliśmy pewniakiem do awansu. Co prawda pod koniec było już gorzej, ale każdy spodziewał się, że to Słoniki wrócą do elity. O ile mnie pamięć nie myli, Brosz jest pierwszym trenerem w ostatnich latach, który zamieszkał w Niecieczy i regularnie odwiedza treningi naszej akademii, nawet tych najmłodszych. To wspaniały trener – cenię jego warsztat i osobowość, lecz nie przekonuje mnie proponowane przez niego 3-4-3 biorąc pod uwagę graczy, jakimi dysponuje. Brakuje nam dynamicznych piłkarzy o odpowiedniej szybkości na skrzydle. Najczęściej zdobywamy punkty dzięki kolektywnemu wysiłkowi całej drużyny, a nie przez indywidualny zryw któregoś z graczy. Trudno jednak oczekiwać całkowitej zmiany systemu w trakcie sezonu, bo nie mamy typowych bocznych obrońców, a kadra była budowana właśnie pod ustawienie 3-4-3 lub 3-5-2. Transfery na papierze były bardzo dobre: powrót do Ekstraklasy Jesiego (znany z występów w Górniku Zabrze Jesús Jiménez – przyp. red.), Rafał Kurzawa, Boboc i Maseoro wyceniani przez Transfermarkt na ponad milion euro, a także Sergio Guerrero, który był kapitanem rezerw Atletico i pojawiał się w kadrze pierwszego zespołu. Niestety, nie udało się z tego stworzyć zespołu. Mimo to mam nadzieję, że trener Brosz zostanie na kolejny sezon, na co się zresztą zapowiada.
Zimowe okienko transferowe nie było imponujące. Nie masz wrażenia, że było to pewnego rodzaju wywieszenie białej flagi czy raczej wyraz zaufania do obecnej kadry, że jest w stanie podjąć walkę o Ekstraklasę?
Wzmocnień na pewno było za mało – dwóch nowych piłkarzy w drużynie, która walczy o utrzymanie to niewiele. Warto jednak pamiętać, że w większości przypadków nie jesteśmy pierwszym wyborem i wielu zawodników nam odmówiło, zarówno w zimowym, jak i letnim okienku. Praktycznie wszyscy mieszkają w Tarnowie, co wiąże się z codziennym dojazdem do Niecieczy, zajmującym około pół godziny w jedną stronę. Nie każdemu to odpowiada. Z drugiej strony lokalizacja w południowej części Polski może być atutem, bo nie trzeba jechać daleko, aby znaleźć się w górach, Krakowie czy innych ciekawych miastach. Wracając do pytania, białej flagi na pewno nie było, bo ciężko dokonać mocnych transferów w zimie do jednej z najsłabszych drużyn w lidze. Mimo wszystko uważam Matysika oraz Durdova za dobre wzmocnienia, choć ostatnio Miłosz nie zachwyca.
W razie spełnienia się najgorszego scenariusza, których piłkarzy wskazałbyś jako tych, którzy mimo wszystko powinni zostać w Ekstraklasie, już w barwach innych klubów?
Takim pewniakiem jest dla mnie Adrian Chovan, który wielokrotnie ratował nas przed utratą większej liczby bramek – świetny refleks, dobra gra zarówno na przedpolu, jak i na linii, jedynie z rozgrywaniem ma pewne problemy. Spokojnie załapałby się do czołówki ligi – kto oglądał spotkania Bruk-Betu, ten wie, że jest bardzo dobrym bramkarzem. Damian Hilbrycht, ale w roli skrzydłowego, jest świetny w ofensywie, lecz ma duże braki w obronie i często traciliśmy bramki po centrach z jego strony. Kolejni to Gabriel Isik, Radu Boboc, Krzysztof Kubica, Maciej Ambrosiewicz oraz Jesús Jiménez.
Michał Trela wskazał nasz jesienny mecz w Niecieczy jako ostatnią szansę dla Bruk-betu na wyjście z kryzysu. Szansy tej nie wykorzystaliście. Jak wspominasz tamten mecz i nastroje po nim?
Nie uważam, że można wskazać jeden mecz jako „ostatnią szansę” – każda kolejka, każdy kolejna rywalizacja to nowa historia i w każdej chwili można rozpocząć serię zwycięstw, która wywinduje w górę tabeli, a szczególnie w tym sezonie. Mimo, że nasze szanse są oceniane jako zerowe, to piłka wciąż jest w grze i jakimś cudem wciąż możemy zapewnić sobie utrzymanie. Dotychczas gdy spadaliśmy, to do utrzymania zawsze brakowało jednego zwycięstwa. Mam nadzieję, że w tym sezonie do końca będziemy w grze. Wracając do październikowego meczu między Termaliką a GKS-em, to po raz kolejny był on pokazem naszej nieskuteczności. Posiadaliśmy piłkę przez większość czasu, stwarzaliśmy sobie okazje, ale podopieczni Rafała Góraka byli skuteczniejsi i wpakowali trzy bramki. Nastroje? Nienajlepsze, bo sytuacja zaczęła się robić tragiczna.
W Niecieczy po raz pierwszy w naszych barwach błysnął Eman Marković, który w ostatnich tygodniach znów pokazuje dobrą formę. Na kogo w GieKSie twoim zdaniem powinniście uważać najbardziej?
Słysząc „GKS Katowice” znaczna część neutralnych kibiców myśli o Bartoszu Nowaku. Oczywiście, Bartek to jeden z najlepszych piłkarzy w tym sezonie Ekstraklasy, o ile nie najlepszy, ale GKS to przede wszystkim kolektyw, który od października działa jak maszyna. Znakomite są zwłaszcza wahadła, które kreują wiele sytuacji dla Markovicia, Szkurina czy właśnie Nowaka. Według mnie w dużej mierze sukces GKS-u to właśnie wahadła w postaci Wasielewskiego oraz Jirki i Galana. Pod okiem Góraka Wasyl bardzo się rozwinął, bo kiedy grał u nas, to nie powiedziałbym, że może być tak mocnym ogniwem ekipy, która gra o europejskie puchary.
W październiku dzieliły nas w tabeli zaledwie trzy miejsca. Jak oceniasz dalszy przebieg sezonu w kontekście lokat zajmowanych obecnie przez nasze zespoły?
Październik to tak naprawdę był początek szalonej ligi. Do teraz obowiązuje zasada, że praktycznie każdy, kto znajdzie się na fali zwycięstw, ostatecznie może się zahaczyć nawet o europejskie puchary. Mogło się wtedy wydawać, że poprzedni sezon w wykonaniu Rafała Góraka i jego piłkarzy był wyjątkowy i już się nie powtórzy, tymczasem 53-latek pokazał swój warsztat trenerski i odpowiednie podejście do pracy, a jego zespół nadal jest określany jako rewelacja ligi, zresztą słusznie. No, a Słoniki miewały przebłyski, miewały kryzysy (znacznie częściej) i nie potrafiliśmy takiej serii zwycięstw złapać. Graliśmy naprawdę nieźle, a oglądając wszystkie mecze nie mogę powiedzieć, że zasługujemy na spadek. Zarząd wciąż ma zaufanie do trenera Brosza i to dla mnie najważniejsze, że w klubie nie ma „kwasów” i wszycy pracujemy na wspólny sukces w przyszłości.
Ciekawostką jest fakt, że Bruk-bet nie zwykł przegrywać w Katowicach. Ostatnie mecze 1-ligowe to remisy przy Bukowej i pucharowe zwycięstwo w 2021 roku. Jaki scenariusz przewidujesz na niedzielę?
To będzie pierwsze starcie tych drużyn przy Nowej Bukowej. Dotychczas ostatnie 19 meczów (wg. Transfermarkt) to 8 zwycięstw Słoni, 8 remisów oraz 3 zwycięstwa GKS-u. Nie ma co jednak patrzeć na historię, bo to dwa kompletnie inne zespoły niż kiedyś. Wiemy, jaką drogę przeszedł GKS w ostatnich latach i jest ona imponująca – patrząc na infrastrukturę oraz na wyniki sportowe. Warto podkreślić, że ostatni mecz GKS-u z Termaliką w Katowicach w październiku 2023 r. obejrzało 2.142 widzów, tymczasem w niedzielę będzie ich ponad pięć razy tyle.
Jaki wynik typujesz?
Wymęczone 2:1 dla Słoników – wiara w ekipę Brosza zawsze będzie. Jednak będzie to jeden z najtrudniejszych meczów w tym roku, bo Katowiczanie mają idealne atuty w rywalizacji z Bruk-betem. Dlaczego idealne? My masę bramek tracimy po dośrodkowaniach z bocznej strefy i po stałych fragmentach gry, a to jest jedna z najmocniejszych stron zespołu Rafała Góraka. Do tego zabójcze wahadła, o których już wspominałem.
A jakie są twoje przewidywania na ostateczny kształt ligowej tabeli? Kto mistrzem, kto w pucharach, a kto w 1. lidze?
Raczej nic już się nie powinno zmienić na górze – uważam, że Kolejorz utrzyma prowadzenie do samego końca sezonu. Mam nadzieję, że puchary podzielą między siebie Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, Raków Częstochowa oraz GKS Katowice, bo GieKSa gra dziś najładniejszą piłkę spośród drużyn znajdujących się w strefie 4-8. Jeśli natomiast chodzi o spadek, to z bólem serca muszę przyznać, że obok Widzewa i Arki w 1. lidze ostatecznie wyląduje także Termalica.
Dziękuje za zaproszenie. Wszystkiego dobrego dla sympatyków GieKSy i oby do zobaczenia w niedalekiej przyszłości!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze