Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna Prasówka

Media: GKS Katowice zmarnował okazję na dogonienie Jagiellonii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Korona Kielce – GKS Katowice 1:1 (0:1).

weszlo.com – Sprawiedliwy remis w Kielcach. Korona zyskała trochę spokoju

GKS tym razem nie zagrał aż tak efektownie, jak nas do tego przyzwyczaił w ostatnich tygodniach. Mimo niezłego tempa spotkania w Kielcach, nie oglądaliśmy wielu dobrych okazji. Oba zespoły wykorzystały po jednej dobrej sytuacji po stałym fragmencie gry i sprawiedliwie podzieliły się punktami. W kontekście układu tabeli bardziej zadowoleni z takiego wyniku mogą być gospodarze.
Wydawało się, że GieKSa po strzelonym golu przypilnuje swojego prowadzenia i wygra trzeci z ostatnich czterech meczów ligowych. Korona miały spory problem, by stworzyć sobie jakąkolwiek sytuację, ale znów dała o sobie znać jakość stałych fragmentów gry wykonywanych przez Dawida Błanika. To właśnie jego świetne dośrodkowanie i wykończenie Marcela Pięczka dało Koronie niezwykle cenny punkt w kontekście utrzymania w Ekstraklasie.
Mimo że okazji bramkowych ciężko było nam się dopatrzeć, to nie mogliśmy narzekać na tempo pierwszych fragmentów tego spotkania. Początek należał do Korony, której zależało, by zepchnąć rywala do obrony i nie dać mu się rozpędzić. Przy sporym nakładzie sił to się udawało. Wysoki pressing, odcięcie dwóch ofensywnych pomocników GieKSy – to był sposób na przejęcie kontroli nad meczem.
Problem w tym, że podopieczni Jacka Zielińskiego swojego bardzo dobrego momentu nie byli w stanie przekuć nawet na jedną taką naprawdę dobrą sytuację. Defensywa przeciwnika funkcjonowała nienagannie, a Dawid Kudła był praktycznie bezrobotny.
A GKS nie miał zamiaru się godzić na taki przebieg meczu. Katowiczanie zaczęli dochodzić do głosu, przejmować inicjatywę, a po słabszych pierwszych minutach zaczął się budzić tak dobry w ostatnim czasie duet Marković – Nowak. Po świetnym podaniu Polaka za linię obrony dobrą okazję miał Marcin Wasielewski, ale uderzył nad bramką.
Tak jak już nas do tego przyzwyczaili piłkarze Rafała Góraka, pokazali, że ich siła ofensywna często tkwi w defensorach. Erik Jirka rzucił z autu w pole karne, a tam jak zwykle znalazł się niezawodny Arkadiusz Jędrych. Stoper najpierw obił słupek, ale bardzo przytomnie od razu ruszył do dobitki i przy drugim podejściu był już bezlitosny.
Po strzelonym golu goście spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. Fakt, nie było to szaleńcze tempo, nie tworzyli wielu sytuacji. Tyle że przy takim wyniku nie było to konieczne. Być może nauczeni doświadczeniem poprzednich meczów – choćby tego w Poznaniu – trener GieKSy doszedł do wniosku, że nie zawsze warto iść na wymianę ciosów. Korona nie była w stanie stworzyć poważnego zagrożenia. Przez 45 minut jedyną niezłą okazją był niecelny strzał głową Huberta Zwoźnego.
Po przerwie GKS miał wszystko pod kontrolą. Znów nie była to nawałnica na bramkę Dziekońskiego, ale regularnie goście potrafili sobie stworzyć przyzwoitą okazję. Wydawało się nawet, że większa krzywda im się w Kielcach nie stanie. Korona nie potrafiła znaleźć sposobu, by przedrzeć się przez obronę, dowodzoną przez bezbłędnego Jędrycha.
Druga część układała się w taką stronę, że goście w końcu zdobędą drugą bramkę i całkiem zamkną jakąkolwiek dyskusję. A jednak. Wystarczył jeden stały fragment, które są specjalnością Dawida Błanika. Kapitan Kielczan po raz kolejny posłał świetne dośrodkowanie w pole karne, a tam w tempo wbiegł Marcel Pięczek, który w ostatnim czasie bardzo dobrze odnajduje się pod bramką rywala. Jedna akcja wystarczyła, by na tablicy wyników znów był remis.
Gospodarze po wyrównującym trafieniu nabrali pewności siebie i nie dawali piłkarzom GieKSy już tyle swobody. Mimo że żadna ze stron nie była szczególnie groźna w końcówce, która nie obfitowała w wiele emocji, to piłkę meczową mieli gospodarze. W sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Marcin Cebula, ale uderzył słabo i trafił prosto w Dawida Kudłę.
Gdy popatrzyliśmy w statystyki, to potwierdziły one nasz test oka. Było to spotkanie drużyn na bardzo podobnym poziomie, co dobrze odzwierciedla końcowy rezultat. Korona w takiej formie na spokojnie się utrzyma, a GKS, mimo nie aż tak dobrej gry jak w poprzednich meczach, wciąż ma bardzo realne szanse na załapanie się do europejskich pucharów.

sport.tvp.pl – Remis GKS-u Katowice z Koroną Kielce. Zespół Rafała Góraka mógł wejść do strefy pucharowej

Na takim etapie PKO BP Ekstraklasy i przy takim ścisku w tabeli każde zwycięstwo jest na wagę złota. W sobotnim meczu 30. kolejki nie zdobyła ich jednak zarówno Korona Kielce, jak i GKS Katowice. Obie drużyny podzieliły się punktami po remisie 1:1. Zespół Rafała Góraka miał szansę wejść do ligowej strefy pucharowej.
Trener Korony Jacek Zieliński w porównaniu do przegranego w poprzedniego kolejce meczu z Górnikiem Zabrze (0:1) dokonał trzech zmian w wyjściowej jedenastce, a jedna z nich była wymuszona pauzą za żółte kartki słoweńskiego pomocnika Tamara Svetlina. W drużynie GKS-u zabrakło także pauzującego za kartki Lukasa Klemenza, od pierwszej minuty zagrał Marius Olsen.
GKS mógł zbliżyć się do strefy pucharowej. Druga połowa zepsuła plan
Sobotnia konfrontacja miała duże znaczenie zwłaszcza dla zespołu z Kielc, który miał tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Ekipa trenera Rafała Góraka w przypadku zwycięstwa nad Koroną mogła z kolei jeszcze śmiało myśleć o europejskich pucharach.
Jako pierwsi groźną akcję stworzyli goście, ale strzał Sebastiana Milewskiego zablokowali obrońcy Korony. Chwilę później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Ilja Szkurin, ale Białorusin nie trafił czysto w piłkę.
Kielczanie odpowiedzieli akcją Mariusza Stępińskiego. Były reprezentant kraju dostrzegł dobrze ustawionego Dawida Błanika, ale kapitan drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego strzelił w boczną siatkę. Gospodarze byli coraz aktywniejsi. Konrad Matuszewski odebrał piłkę Szkurinowi i uruchomił Błanika, w polu karnym zespołu z Katowic było kilku piłkarzy Korony, ale podanie pomocnika Kielczan okazało się niedokładne. Na bramkę gości uderzył też Wiktor Długosz, ale Dawid Kudła nie dał się zaskoczyć.
Na boisku dużo było walki, ale mało konkretów. „Gieksa” głównie się broniła, piłkarze Korony mieli inicjatywę, ale nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywala.
Z czasem GKS coraz częściej gościł pod polem karnym Kielczan i w 35. minucie objął prowadzenie. Po dośrodkowaniu Erika Jirki piłka trafiła do Arkadiusza Jędrycha. Pierwsze uderzenie kapitana gości Xavier Dziekoński obronił, ale przy dobitce nie miał już szans. Korona mogła błyskawicznie doprowadzić do remisu, ale piłka po główce Huberta Zwoźnego przeszła tuż obok słupka.
Tuż po zmianie stron Korona mogła doprowadzić do remisu po błędzie Kudły, który potknął się przy próbie wybicia piłki i Stępiński o mały włos nie skorzystał z prezentu. Chwilę później po uderzeniu głową napastnika Korony futbolówka przeleciała obok słupka.
Goście przeczekali te ataki i mieli dwie sytuacje do podwyższenia prowadzenia, ale Dziekoński obronił strzały Bartosza Nowaka.
Gospodarze nie mieli pomysłu na sforsowanie obrony ekipy z Górnego Śląska. Na trybunach rozległy się pierwsze gwizdy zniecierpliwionych kibiców. Zespół trenera Jacka Zielińskiego jedyne groźnie sytuacje stwarzał po stałych fragmentach gry. I po jednym z nich Korona doprowadziła do wyrównania – po rzucie wolnym wykonywanym przez Błanika, Marcel Pięczek pewnie pokonał Kudłę strzałem w długi róg.
Kielczanie zwietrzyli szansę na zdobycie pełnej puli i ruszyli do zdecydowanych ataków. W 71. min mieli bardzo dobrą okazję – po akcji wprowadzonego chwilę wcześniej Stjepana Davidovicia i Wiktora Długosza, piłka trafiła do Martina Remacle’a, ale Belg uderzył niecelnie.
Korona do końca walczyła o trzy punkty i pod koniec regulaminowego czasu gry była tego bardzo bliska. Marcin Cebula, który pojawił się na murawie trzy minuty wcześniej, przegrał jednak pojedynek sam na sam z Kudłą.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice mają mieszane uczucia. Ich zespół zremisował w Kielcach z Koroną. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu

GKS Katowice długo kontrolował mecz z Koroną w Kielcach, ale ostatecznie spotkanie skończyło się remisem. Mogło być zresztą gorzej, gdyby nie Dawid Kudła i jego świetna interwencja w doliczonym czasie gry.
Piłkarze GKS Katowice na boisko w Kielcach wychodzili ze świadomością, że zwycięstwo wciągnie ich – przynajmniej do meczów rozgrywanych później – do czołowej czwórki. Trzy punkty w starciu z Koroną oznaczałyby zrównanie się z Jagiellonią Białystok.
Swój cel ekipa Rafała Góraka realizowała spokojnie. Grę prowadzili gospodarze, Katowiczanie czekali na swoją szansę. I doczekali się w 35 minucie. Erik Jirka wrzucił piłkę z autu w pole karne, kopnął ją Arkadiusz Jędrych, bramkarz odbił, a kapitan GKS dobił do siatki! To już szósty gol 33-letniego stopera i kapitana zespołu. Korona do przerwy sprawiała wrażenie oszołomionej.
Po przerwie goście nadal nie pozwalala rywalom na nabranie rytmu, ale ci zdołali doprowadzić do remisu. Rzut wolny wykonał Dawid Błanik, piłka spadła za „długim” słupkiem, gdzie spóźnił się Jirka, otwierając szansę przed Markiem Pięczkiem. Remis zdecydowanie nie zadowalał żadnej ze stron.
Nikomu nie udało się już jednak zadać decydującego trafienia. Bliżej była Korona, ale w doliczonym czasie Dawid Kudła wygrał pojedynek z Cebulą. Jeden punkt pozwala GKS-owi pozostać w grze o medale. Tuż przed końcem z boiska z boiska z kontuzją zszedł Mateusz Wdowiak. Niewykluczone, że uraz wyeliminuje go z gry do końca sezonu.
Najważniejsze wnioski z meczu Korona Kielce – GKS Katowice
Stoperzy jak snajperzy. Najskuteczniejszym strzelcem GKS-u pozostaje Bartosz Nowak (8 goli), ale za jego plecami znajduje się trzyosobowa grupa pościgowa. W jej skład wchodzi dwóch stoperów – Arkadiusz Jędrych zdobywając szóstą bramkę zrównał się z Lukasem Klemensem. Trzecią postacią jest Eman Marković.
Erik Jirka ma moc w rękach. O tym, że piłka wrzucana z autu stanowi potężne zagrożenie Ekstraklasę uczyła Puszcza Niepołomice. Obecnie naśladowców ma wielu, a wśród nich GKS. Pod nieobecność Mateusza Kowalczyka sprawy w swoje ręce wziął Erik Jirka i spotkaniu z Koroną zaliczył asystę.
Angielski styl. Katowiczanie zdecydowanie mają już swój rozpoznawalny styl. Dużo fizycznej walki, determinacja, ambicja i wślizgi rodem z ligi angielskiej. Taka kombinacja, wpajana przez trenera Rafała Góraka, sprawia rywalom mnóstwo problemów. Efekt widać w tabeli.
Rycerze wiosny. Dziś nikt już zdaje się nie pamiętać, że GKS do rundy wiosennej startował ze strefy spadkowej. Od początku roku zespół Rafała Góraka w trzynastu meczach zdobył 24 punkty. To największy dorobek w całej Ekstraklasie!
Historyczna szansa. Remis w Kielcach mocno ogranicza szansę GKS Katowice na wywalczenie mistrzowskiego tytułu, ale wciąż pozwala na grę o medale. Po raz ostatni zespół z – dziś Nowej – Bukowej stał na podium w 2003 roku, w dość ponurych czasach dla polskiej piłki. W najbliższej kolejce GieKSa zagra z Termalicą i w tym spotkaniu zdobycie kompletu punktów będzie obowiązkiem.

echodnia.eu – Bramkę na wagę remisu zdobył na Exbud Arenie Marcel Pięczek

[…] W Koronie przed tym spotkaniem była duża mobilizacja. Punkty są jej bardzo potrzebne w walce o utrzymanie. Trener Jacek Zieliński zdecydował się na zmiany w wyjściowym składzie. Jedna była wymuszona – pauzującego za żółte kartki Tamara Svetlina zastąpił Szwed Simon Gustafson. Na prawej stronie defensywy szkoleniowiec postawił na Bartłomieja Smolarczyka, a nie jak ostatnio Slobodana Rubezicia. Do podstawowego składu wrócił ponadto Hubert Zwoźny, a wypadł z niego Stjepan Davidović.
Pierwszą groźną akcję Korona przeprowadziła w 12 minucie. Konrad Matuszewski uruchomił na lewej stronie Mariusza Stępińskiego. Były reprezentant Polski dośrodkował na krótki słupek, Dawid Błanik uderzył z pierwszej piłki, ale trafił w boczną siatkę.
W 25 minucie tyłem do bramki ustawiony był Mariusz Stępiński, ale dograł piłkę do Wiktora Długosza – jego strzał obronił Dawid Kudła. W odpowiedzi mocno uderzył Marcin Wasielewski, ale piłka przeszła obok słupka.
GOL DLA GKS. Daleki wyrzut z autu gości, zamieszanie na polu karnym. Pierwszy strzał obronił Xavier Dziekoński, ale przy dobitce Arkadiusza Jędrycha z kilku metrów był bez szans. W 35 minucie GKS objął prowadzenie 1:0.
Trzeba zwrócić uwagę na bierne zachowanie obrońców Korony w tej akcji i pazerność na gola zespołu GKS. I została ona nagrodzona pierwszym trafieniem w tym pojedynku.
W 40 minucie po centrze Marcela Pięczka główkował Hubert Zwoźny, ale piłka przeleciała metr obok bramki.
Do przerwy Korona przegrywała 0:1. Oddała w tej części gry jeden celny strzał, ale znowu zabrakło atutów w ofensywie. Po raz kolejny po fatalnym błędzie w obronie straciła gola.
-Ostrzegaliśmy się w szatni, że za dużo bramek tracimy po stałych fragmentach gry i niestety znowu popełniliśmy błąd. Głupio stracona bramka i zrobił się problem – mówił w przerwie w wywiadzie dla Canal+ Sport 3 Konrad Matuszewski, piłkarz Korony.
Drugą połowę Korona zaczęła w takim samym składzie. Gra, niestety, niewiele się zmieniła. Groźniejsza w ataku była Gieksa. W 55 minucie Bartosz Nowak uderzył w krótki róg, ale Xavier Dziekoński popisał się udaną interwencją. W 61 minucie po rzucie rożnym główkował Wiktor Długosza, ale niecelnie.
GOL DLA KORONY. W 66 minucie świetną wrzutką z rzutu wolnego popisał się Dawid Błanik. Dośrodkował na długi słupek i zamykający akcję Marcel Pięczek strzałem z pierwszej piłki umieścił ją w bramce. To bardzo ważny wyrównujący gol.
Bramka uskrzydliła Koronę. Zaczęła grać szybciej i stwarzać sytuacje bramkowe. W 72 minucie po szybkiej akcji Korony piłka trafiła do Martina Remacle’a. Belg uderzył z 16 metrów – mocno, ale wysoko nad poprzeczką.
W 86 minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Stjepan Davidović, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. Z kolei w 90 minucie, po centrze Wiktora Długosza, główkował Konrad Matuszewski, ale zbyt lekko, żeby zaskoczyć Dawida Kudłę.
W 90+1 minucie sam na sam z Dawidem Kudłą znalazł się Marcin Cebula, ale bramkarz GKS uratował swój zespół od utraty bramki.

gol24.pl – GKS Katowice zmarnował okazję na dogonienie Jagiellonii. Ambitna walka Korony na wagę remisu

Dwa gole zobaczyliśmy na otwarcie soboty w PKO Ekstraklasie. GKS Katowice w wyjazdowym meczu nie zdołał utrzymać po przerwie skromnego prowadzenia. Zremisował z niżej notowaną Koroną Kielce 1:1 i z tego powodu nie zrównał się punktami z zajmującą miejsce na podium Jagiellonią Białystok.
[…] Wcześniej w lepszych humorach była GieKSa. W pierwszej połowie wykorzystała okazję po wrzucie z autu. Piłkę posłał Erik Jirka, a na raty Xaviera Dziekońskiego pokonał z bliska Arkadiusz Jędrych. Stoper ma sześć goli, tyle samo ile kolega z środka, Lukas Klemenz.
W katowickiej drużynie też mogą mówić o niedosycie. Gdyby udało się utrzymać prowadzenie to byłby awans na czwarte miejsce, oznaczający zrównanie się punktami z trzecią Jagiellonią.

Kibice GKS Katowice w nadkomplecie. „Żółta ściana” za bramką na stadionie Korony Kielce

Piłkarze GKS Katowice mogli liczyć na nadzwyczajne wsparcie swoich kibiców w Kielcach. Na sobotni mecz z Koroną pojechało bowiem znacznie więcej niż przewiduje to sektor gości. Było to możliwe dzięki uprzejmości gospodarzy.
Sektor gości w Kielcach pomieści około 700 chętnych. Dziś naturalnie był wypełniony. Żółto zrobiło się także na przyległych sektorach. W efekcie fani GieKSy dopingowali w nadkomplecie. Ilu ich było? Trudno dokładnie ocenić. Na pewno była to czterocyfrowa liczba. Co ciekawe, tydzień wcześniej to akurat Korona pojechała w podobnej liczbie i to na Górny Śląsk, ale do Górnika Zabrze.
W drugiej połowie ultrasi GKS Katowice zaprezentowali oprawę. Zadymili stadion racami. Pojawiła się też zielona i żółta pirotechnika. Meczu z tego powodu nie przerwano. Z loży widowisko śledził prezes klubu, Sławomir Witek.
– Bardzo dobra frekwencja w Kielcach. Sobotnie popołudnie, ponad 12 tys. Kibice GKS Katowice stawili się w silnej grupie. Non stop wspierają swój zespół – zapewniał w Canal+ Sport podczas transmisji komentator Bartosz Gleń.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga