Kibice Piłka nożna Prasówka
Media: GKS Katowice zmarnował okazję na dogonienie Jagiellonii
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Korona Kielce – GKS Katowice 1:1 (0:1).
weszlo.com – Sprawiedliwy remis w Kielcach. Korona zyskała trochę spokoju
GKS tym razem nie zagrał aż tak efektownie, jak nas do tego przyzwyczaił w ostatnich tygodniach. Mimo niezłego tempa spotkania w Kielcach, nie oglądaliśmy wielu dobrych okazji. Oba zespoły wykorzystały po jednej dobrej sytuacji po stałym fragmencie gry i sprawiedliwie podzieliły się punktami. W kontekście układu tabeli bardziej zadowoleni z takiego wyniku mogą być gospodarze.
Wydawało się, że GieKSa po strzelonym golu przypilnuje swojego prowadzenia i wygra trzeci z ostatnich czterech meczów ligowych. Korona miały spory problem, by stworzyć sobie jakąkolwiek sytuację, ale znów dała o sobie znać jakość stałych fragmentów gry wykonywanych przez Dawida Błanika. To właśnie jego świetne dośrodkowanie i wykończenie Marcela Pięczka dało Koronie niezwykle cenny punkt w kontekście utrzymania w Ekstraklasie.
Mimo że okazji bramkowych ciężko było nam się dopatrzeć, to nie mogliśmy narzekać na tempo pierwszych fragmentów tego spotkania. Początek należał do Korony, której zależało, by zepchnąć rywala do obrony i nie dać mu się rozpędzić. Przy sporym nakładzie sił to się udawało. Wysoki pressing, odcięcie dwóch ofensywnych pomocników GieKSy – to był sposób na przejęcie kontroli nad meczem.
Problem w tym, że podopieczni Jacka Zielińskiego swojego bardzo dobrego momentu nie byli w stanie przekuć nawet na jedną taką naprawdę dobrą sytuację. Defensywa przeciwnika funkcjonowała nienagannie, a Dawid Kudła był praktycznie bezrobotny.
A GKS nie miał zamiaru się godzić na taki przebieg meczu. Katowiczanie zaczęli dochodzić do głosu, przejmować inicjatywę, a po słabszych pierwszych minutach zaczął się budzić tak dobry w ostatnim czasie duet Marković – Nowak. Po świetnym podaniu Polaka za linię obrony dobrą okazję miał Marcin Wasielewski, ale uderzył nad bramką.
Tak jak już nas do tego przyzwyczaili piłkarze Rafała Góraka, pokazali, że ich siła ofensywna często tkwi w defensorach. Erik Jirka rzucił z autu w pole karne, a tam jak zwykle znalazł się niezawodny Arkadiusz Jędrych. Stoper najpierw obił słupek, ale bardzo przytomnie od razu ruszył do dobitki i przy drugim podejściu był już bezlitosny.
Po strzelonym golu goście spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. Fakt, nie było to szaleńcze tempo, nie tworzyli wielu sytuacji. Tyle że przy takim wyniku nie było to konieczne. Być może nauczeni doświadczeniem poprzednich meczów – choćby tego w Poznaniu – trener GieKSy doszedł do wniosku, że nie zawsze warto iść na wymianę ciosów. Korona nie była w stanie stworzyć poważnego zagrożenia. Przez 45 minut jedyną niezłą okazją był niecelny strzał głową Huberta Zwoźnego.
Po przerwie GKS miał wszystko pod kontrolą. Znów nie była to nawałnica na bramkę Dziekońskiego, ale regularnie goście potrafili sobie stworzyć przyzwoitą okazję. Wydawało się nawet, że większa krzywda im się w Kielcach nie stanie. Korona nie potrafiła znaleźć sposobu, by przedrzeć się przez obronę, dowodzoną przez bezbłędnego Jędrycha.
Druga część układała się w taką stronę, że goście w końcu zdobędą drugą bramkę i całkiem zamkną jakąkolwiek dyskusję. A jednak. Wystarczył jeden stały fragment, które są specjalnością Dawida Błanika. Kapitan Kielczan po raz kolejny posłał świetne dośrodkowanie w pole karne, a tam w tempo wbiegł Marcel Pięczek, który w ostatnim czasie bardzo dobrze odnajduje się pod bramką rywala. Jedna akcja wystarczyła, by na tablicy wyników znów był remis.
Gospodarze po wyrównującym trafieniu nabrali pewności siebie i nie dawali piłkarzom GieKSy już tyle swobody. Mimo że żadna ze stron nie była szczególnie groźna w końcówce, która nie obfitowała w wiele emocji, to piłkę meczową mieli gospodarze. W sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Marcin Cebula, ale uderzył słabo i trafił prosto w Dawida Kudłę.
Gdy popatrzyliśmy w statystyki, to potwierdziły one nasz test oka. Było to spotkanie drużyn na bardzo podobnym poziomie, co dobrze odzwierciedla końcowy rezultat. Korona w takiej formie na spokojnie się utrzyma, a GKS, mimo nie aż tak dobrej gry jak w poprzednich meczach, wciąż ma bardzo realne szanse na załapanie się do europejskich pucharów.
sport.tvp.pl – Remis GKS-u Katowice z Koroną Kielce. Zespół Rafała Góraka mógł wejść do strefy pucharowej
Na takim etapie PKO BP Ekstraklasy i przy takim ścisku w tabeli każde zwycięstwo jest na wagę złota. W sobotnim meczu 30. kolejki nie zdobyła ich jednak zarówno Korona Kielce, jak i GKS Katowice. Obie drużyny podzieliły się punktami po remisie 1:1. Zespół Rafała Góraka miał szansę wejść do ligowej strefy pucharowej.
Trener Korony Jacek Zieliński w porównaniu do przegranego w poprzedniego kolejce meczu z Górnikiem Zabrze (0:1) dokonał trzech zmian w wyjściowej jedenastce, a jedna z nich była wymuszona pauzą za żółte kartki słoweńskiego pomocnika Tamara Svetlina. W drużynie GKS-u zabrakło także pauzującego za kartki Lukasa Klemenza, od pierwszej minuty zagrał Marius Olsen.
GKS mógł zbliżyć się do strefy pucharowej. Druga połowa zepsuła plan
Sobotnia konfrontacja miała duże znaczenie zwłaszcza dla zespołu z Kielc, który miał tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Ekipa trenera Rafała Góraka w przypadku zwycięstwa nad Koroną mogła z kolei jeszcze śmiało myśleć o europejskich pucharach.
Jako pierwsi groźną akcję stworzyli goście, ale strzał Sebastiana Milewskiego zablokowali obrońcy Korony. Chwilę później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Ilja Szkurin, ale Białorusin nie trafił czysto w piłkę.
Kielczanie odpowiedzieli akcją Mariusza Stępińskiego. Były reprezentant kraju dostrzegł dobrze ustawionego Dawida Błanika, ale kapitan drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego strzelił w boczną siatkę. Gospodarze byli coraz aktywniejsi. Konrad Matuszewski odebrał piłkę Szkurinowi i uruchomił Błanika, w polu karnym zespołu z Katowic było kilku piłkarzy Korony, ale podanie pomocnika Kielczan okazało się niedokładne. Na bramkę gości uderzył też Wiktor Długosz, ale Dawid Kudła nie dał się zaskoczyć.
Na boisku dużo było walki, ale mało konkretów. „Gieksa” głównie się broniła, piłkarze Korony mieli inicjatywę, ale nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywala.
Z czasem GKS coraz częściej gościł pod polem karnym Kielczan i w 35. minucie objął prowadzenie. Po dośrodkowaniu Erika Jirki piłka trafiła do Arkadiusza Jędrycha. Pierwsze uderzenie kapitana gości Xavier Dziekoński obronił, ale przy dobitce nie miał już szans. Korona mogła błyskawicznie doprowadzić do remisu, ale piłka po główce Huberta Zwoźnego przeszła tuż obok słupka.
Tuż po zmianie stron Korona mogła doprowadzić do remisu po błędzie Kudły, który potknął się przy próbie wybicia piłki i Stępiński o mały włos nie skorzystał z prezentu. Chwilę później po uderzeniu głową napastnika Korony futbolówka przeleciała obok słupka.
Goście przeczekali te ataki i mieli dwie sytuacje do podwyższenia prowadzenia, ale Dziekoński obronił strzały Bartosza Nowaka.
Gospodarze nie mieli pomysłu na sforsowanie obrony ekipy z Górnego Śląska. Na trybunach rozległy się pierwsze gwizdy zniecierpliwionych kibiców. Zespół trenera Jacka Zielińskiego jedyne groźnie sytuacje stwarzał po stałych fragmentach gry. I po jednym z nich Korona doprowadziła do wyrównania – po rzucie wolnym wykonywanym przez Błanika, Marcel Pięczek pewnie pokonał Kudłę strzałem w długi róg.
Kielczanie zwietrzyli szansę na zdobycie pełnej puli i ruszyli do zdecydowanych ataków. W 71. min mieli bardzo dobrą okazję – po akcji wprowadzonego chwilę wcześniej Stjepana Davidovicia i Wiktora Długosza, piłka trafiła do Martina Remacle’a, ale Belg uderzył niecelnie.
Korona do końca walczyła o trzy punkty i pod koniec regulaminowego czasu gry była tego bardzo bliska. Marcin Cebula, który pojawił się na murawie trzy minuty wcześniej, przegrał jednak pojedynek sam na sam z Kudłą.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice mają mieszane uczucia. Ich zespół zremisował w Kielcach z Koroną. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu
GKS Katowice długo kontrolował mecz z Koroną w Kielcach, ale ostatecznie spotkanie skończyło się remisem. Mogło być zresztą gorzej, gdyby nie Dawid Kudła i jego świetna interwencja w doliczonym czasie gry.
Piłkarze GKS Katowice na boisko w Kielcach wychodzili ze świadomością, że zwycięstwo wciągnie ich – przynajmniej do meczów rozgrywanych później – do czołowej czwórki. Trzy punkty w starciu z Koroną oznaczałyby zrównanie się z Jagiellonią Białystok.
Swój cel ekipa Rafała Góraka realizowała spokojnie. Grę prowadzili gospodarze, Katowiczanie czekali na swoją szansę. I doczekali się w 35 minucie. Erik Jirka wrzucił piłkę z autu w pole karne, kopnął ją Arkadiusz Jędrych, bramkarz odbił, a kapitan GKS dobił do siatki! To już szósty gol 33-letniego stopera i kapitana zespołu. Korona do przerwy sprawiała wrażenie oszołomionej.
Po przerwie goście nadal nie pozwalala rywalom na nabranie rytmu, ale ci zdołali doprowadzić do remisu. Rzut wolny wykonał Dawid Błanik, piłka spadła za „długim” słupkiem, gdzie spóźnił się Jirka, otwierając szansę przed Markiem Pięczkiem. Remis zdecydowanie nie zadowalał żadnej ze stron.
Nikomu nie udało się już jednak zadać decydującego trafienia. Bliżej była Korona, ale w doliczonym czasie Dawid Kudła wygrał pojedynek z Cebulą. Jeden punkt pozwala GKS-owi pozostać w grze o medale. Tuż przed końcem z boiska z boiska z kontuzją zszedł Mateusz Wdowiak. Niewykluczone, że uraz wyeliminuje go z gry do końca sezonu.
Najważniejsze wnioski z meczu Korona Kielce – GKS Katowice
Stoperzy jak snajperzy. Najskuteczniejszym strzelcem GKS-u pozostaje Bartosz Nowak (8 goli), ale za jego plecami znajduje się trzyosobowa grupa pościgowa. W jej skład wchodzi dwóch stoperów – Arkadiusz Jędrych zdobywając szóstą bramkę zrównał się z Lukasem Klemensem. Trzecią postacią jest Eman Marković.
Erik Jirka ma moc w rękach. O tym, że piłka wrzucana z autu stanowi potężne zagrożenie Ekstraklasę uczyła Puszcza Niepołomice. Obecnie naśladowców ma wielu, a wśród nich GKS. Pod nieobecność Mateusza Kowalczyka sprawy w swoje ręce wziął Erik Jirka i spotkaniu z Koroną zaliczył asystę.
Angielski styl. Katowiczanie zdecydowanie mają już swój rozpoznawalny styl. Dużo fizycznej walki, determinacja, ambicja i wślizgi rodem z ligi angielskiej. Taka kombinacja, wpajana przez trenera Rafała Góraka, sprawia rywalom mnóstwo problemów. Efekt widać w tabeli.
Rycerze wiosny. Dziś nikt już zdaje się nie pamiętać, że GKS do rundy wiosennej startował ze strefy spadkowej. Od początku roku zespół Rafała Góraka w trzynastu meczach zdobył 24 punkty. To największy dorobek w całej Ekstraklasie!
Historyczna szansa. Remis w Kielcach mocno ogranicza szansę GKS Katowice na wywalczenie mistrzowskiego tytułu, ale wciąż pozwala na grę o medale. Po raz ostatni zespół z – dziś Nowej – Bukowej stał na podium w 2003 roku, w dość ponurych czasach dla polskiej piłki. W najbliższej kolejce GieKSa zagra z Termalicą i w tym spotkaniu zdobycie kompletu punktów będzie obowiązkiem.
echodnia.eu – Bramkę na wagę remisu zdobył na Exbud Arenie Marcel Pięczek
[…] W Koronie przed tym spotkaniem była duża mobilizacja. Punkty są jej bardzo potrzebne w walce o utrzymanie. Trener Jacek Zieliński zdecydował się na zmiany w wyjściowym składzie. Jedna była wymuszona – pauzującego za żółte kartki Tamara Svetlina zastąpił Szwed Simon Gustafson. Na prawej stronie defensywy szkoleniowiec postawił na Bartłomieja Smolarczyka, a nie jak ostatnio Slobodana Rubezicia. Do podstawowego składu wrócił ponadto Hubert Zwoźny, a wypadł z niego Stjepan Davidović.
Pierwszą groźną akcję Korona przeprowadziła w 12 minucie. Konrad Matuszewski uruchomił na lewej stronie Mariusza Stępińskiego. Były reprezentant Polski dośrodkował na krótki słupek, Dawid Błanik uderzył z pierwszej piłki, ale trafił w boczną siatkę.
W 25 minucie tyłem do bramki ustawiony był Mariusz Stępiński, ale dograł piłkę do Wiktora Długosza – jego strzał obronił Dawid Kudła. W odpowiedzi mocno uderzył Marcin Wasielewski, ale piłka przeszła obok słupka.
GOL DLA GKS. Daleki wyrzut z autu gości, zamieszanie na polu karnym. Pierwszy strzał obronił Xavier Dziekoński, ale przy dobitce Arkadiusza Jędrycha z kilku metrów był bez szans. W 35 minucie GKS objął prowadzenie 1:0.
Trzeba zwrócić uwagę na bierne zachowanie obrońców Korony w tej akcji i pazerność na gola zespołu GKS. I została ona nagrodzona pierwszym trafieniem w tym pojedynku.
W 40 minucie po centrze Marcela Pięczka główkował Hubert Zwoźny, ale piłka przeleciała metr obok bramki.
Do przerwy Korona przegrywała 0:1. Oddała w tej części gry jeden celny strzał, ale znowu zabrakło atutów w ofensywie. Po raz kolejny po fatalnym błędzie w obronie straciła gola.
-Ostrzegaliśmy się w szatni, że za dużo bramek tracimy po stałych fragmentach gry i niestety znowu popełniliśmy błąd. Głupio stracona bramka i zrobił się problem – mówił w przerwie w wywiadzie dla Canal+ Sport 3 Konrad Matuszewski, piłkarz Korony.
Drugą połowę Korona zaczęła w takim samym składzie. Gra, niestety, niewiele się zmieniła. Groźniejsza w ataku była Gieksa. W 55 minucie Bartosz Nowak uderzył w krótki róg, ale Xavier Dziekoński popisał się udaną interwencją. W 61 minucie po rzucie rożnym główkował Wiktor Długosza, ale niecelnie.
GOL DLA KORONY. W 66 minucie świetną wrzutką z rzutu wolnego popisał się Dawid Błanik. Dośrodkował na długi słupek i zamykający akcję Marcel Pięczek strzałem z pierwszej piłki umieścił ją w bramce. To bardzo ważny wyrównujący gol.
Bramka uskrzydliła Koronę. Zaczęła grać szybciej i stwarzać sytuacje bramkowe. W 72 minucie po szybkiej akcji Korony piłka trafiła do Martina Remacle’a. Belg uderzył z 16 metrów – mocno, ale wysoko nad poprzeczką.
W 86 minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Stjepan Davidović, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. Z kolei w 90 minucie, po centrze Wiktora Długosza, główkował Konrad Matuszewski, ale zbyt lekko, żeby zaskoczyć Dawida Kudłę.
W 90+1 minucie sam na sam z Dawidem Kudłą znalazł się Marcin Cebula, ale bramkarz GKS uratował swój zespół od utraty bramki.
gol24.pl – GKS Katowice zmarnował okazję na dogonienie Jagiellonii. Ambitna walka Korony na wagę remisu
Dwa gole zobaczyliśmy na otwarcie soboty w PKO Ekstraklasie. GKS Katowice w wyjazdowym meczu nie zdołał utrzymać po przerwie skromnego prowadzenia. Zremisował z niżej notowaną Koroną Kielce 1:1 i z tego powodu nie zrównał się punktami z zajmującą miejsce na podium Jagiellonią Białystok.
[…] Wcześniej w lepszych humorach była GieKSa. W pierwszej połowie wykorzystała okazję po wrzucie z autu. Piłkę posłał Erik Jirka, a na raty Xaviera Dziekońskiego pokonał z bliska Arkadiusz Jędrych. Stoper ma sześć goli, tyle samo ile kolega z środka, Lukas Klemenz.
W katowickiej drużynie też mogą mówić o niedosycie. Gdyby udało się utrzymać prowadzenie to byłby awans na czwarte miejsce, oznaczający zrównanie się punktami z trzecią Jagiellonią.
Kibice GKS Katowice w nadkomplecie. „Żółta ściana” za bramką na stadionie Korony Kielce
Piłkarze GKS Katowice mogli liczyć na nadzwyczajne wsparcie swoich kibiców w Kielcach. Na sobotni mecz z Koroną pojechało bowiem znacznie więcej niż przewiduje to sektor gości. Było to możliwe dzięki uprzejmości gospodarzy.
Sektor gości w Kielcach pomieści około 700 chętnych. Dziś naturalnie był wypełniony. Żółto zrobiło się także na przyległych sektorach. W efekcie fani GieKSy dopingowali w nadkomplecie. Ilu ich było? Trudno dokładnie ocenić. Na pewno była to czterocyfrowa liczba. Co ciekawe, tydzień wcześniej to akurat Korona pojechała w podobnej liczbie i to na Górny Śląsk, ale do Górnika Zabrze.
W drugiej połowie ultrasi GKS Katowice zaprezentowali oprawę. Zadymili stadion racami. Pojawiła się też zielona i żółta pirotechnika. Meczu z tego powodu nie przerwano. Z loży widowisko śledził prezes klubu, Sławomir Witek.
– Bardzo dobra frekwencja w Kielcach. Sobotnie popołudnie, ponad 12 tys. Kibice GKS Katowice stawili się w silnej grupie. Non stop wspierają swój zespół – zapewniał w Canal+ Sport podczas transmisji komentator Bartosz Gleń.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze