Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice sięga po pomoc zza granicy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna żeńska przegrała 0:1 z Metalistem 1925 Charków w drugim sparingu podczas obozu w Turcji. Kolejny mecz, już w Polsce, zagramy ze Śląskiem Wrocław 7 lutego. Piłkarze w pierwszym ligowym meczu w 2026 roku pokonali Zagłębie Lubin 2:0 (1:0). Ze względu na przełożony zaległy mecz z Jagiellonią, kolejne spotkanie czeka nas z Widzewem 8 lutego o 17:30 na Nowej Bukowej. Klub przedłużył kontrakt Bartoszem Nowakiem do 2029 roku.
W ostatnim meczu ligowym siatkarze pokonali na wyjeździe MCKiS Jaworzno 3:0. Kolejne spotkanie zagramy w Katowicach z Lechią Tomaszów Mazowiecki w czwartek 5 lutego o 20:00. Klub podpisał umowę z Wojciechem Ferensem.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania ligowe. We wtorek przegrali z Zagłębiem 2:6, w piątek pokonali (po rzutrach karnych) Unię 3:2, a w niedzielę wygrali (również po rzutach karnych) 5:4 z GKS Tychy. W przyszłym tygodniu zagramy dwa spotkania: w czwartek 12 lutego z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w niedzielę z KH Energą Toruń.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Ostatnie szlify zespołów przed startem rundy wiosennej
Drużyny przygotowujące się do rundy rewanżowej w weekend pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych rozegrały spotkania sparingowe. GKS Katowice oraz Górnik Łęczna, które przebywają w Turcji, swoje spotkania rozegrały w komfortowych warunkach.
[…] GKS Katowice – Metalist 1925 Charków 0:1 (0:1)
Apanashchenko 21′
GKS Katowice: Macała (46. Marzec) – Nowak, Zawadzka, Theodoraki (85. Grzegorczyk), Kalaberova (80. Baumert), Hmirova, Posiewka (46. Kozarzewska), Włodarczyk (80. Langosz), Maciążka (80. Malesa), Brzęczek (46. Milovanović), Vojtkova (60. Vuskane).
tylkokobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski zaskoczone w Turcji! Jedna akcja przesądziła o losach hitowego sparingu
GKS Katowice kontynuuje intensywne przygotowania do rundy wiosennej na zagranicznym zgrupowaniu. W swoim drugim meczu kontrolnym podczas obozu w Turcji, podopieczne Karoliny Koch musiały uznać wyższość wymagającego rywala z Ukrainy. O losach spotkania zadecydował błyskawiczny atak z pierwszej połowy.
Piątkowe starcie z Metalistem 1925 Charków od pierwszych minut toczyło się pod dyktando ekipy z Ukrainy. Zespół z Charkowa narzucił mistrzyniom Polski wysokie tempo, przejmując kontrolę nad środkową strefą boiska. Pierwsze ostrzeżenie dla katowiczanek nadeszło w 20. minucie, kiedy piłka wpadła do siatki, jednak arbiter dopatrzył się pozycji spalonej.
Radość ekipy Metalistu została jedynie odroczona o kilkadziesiąt sekund. Już w 21. minucie błąd w ustawieniu defensywy GieKSy bezlitośnie wykorzystała Apanaszenko, która precyzyjnym uderzeniem pokonała Macałę. Choć GKS starał się szybko odpowiedzieć, ich próby przed przerwą rozbijały się o dobrze zorganizowaną obronę rywalek.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Trener Karolina Koch dokonała szeregu roszad w składzie, co ożywiło poczynania „Trójkolorowych”. Sygnał do ataku dała Klaudia Maciążka, a blisko doprowadzenia do remisu była Patricia Hmirova, której strzał z rzutu wolnego sprawił mnóstwo problemów ukraińskiej bramkarce.
Kiedy GKS postawił wszystko na jedną kartę, ciężar gry przeniósł się na połowę mistrzyń Polski, co stwarzało okazje do kontrataków. W tym fragmencie meczu bohaterką Katowic została Wiktoria Marzec. Rezerwowa bramkarka dwukrotnie uchroniła zespół przed stratą drugiego gola, wygrywając pojedynki sam na sam z napastniczkami Metalistu. Mimo ambitnej postawy w końcówce i wprowadzania na boisko zawodniczek takich jak Milovanović czy Vuskane, wynik nie uległ już zmianie.
weszlo.com – Mecz Jagiellonia – GKS znów odwołany. „Najgorsze przewidywane warunki”
Nie dane jest spotkać się Jagiellonii Białystok i GKS-owi Katowice w boju o ligowe punkty. Mecz, który przełożono w listopadzie miał się odbyć w tę środę, ale w tym terminie również do niego nie dojdzie.
Pod koniec poprzedniego roku spotkanie Jagi z GieKSą nie odbyło się z powodu opadów śniegu. Piłkarze obu drużyn wyszli na murawę, przespacerowali się, a niedługo potem zdecydowano, że grania w piłkę nie będzie. Goście niekoniecznie byli z tego powodu zadowoleni. Trener Rafał Górak nie ukrywał, że jego zdaniem można było zrobić więcej, żeby doszło do spotkania, ale decyzję zaakceptował.
Nowy termin wyznaczono na 4 lutego, lecz od paru dni było jasne, że jego dotrzymanie także stoi pod dużym znakiem zapytania. Dziś mamy pełną jasność: mecz ponownie przełożono.
– W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe – powiedział na ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
– Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski – dodał.
Nie ukrywa on, że tego typu problemów w najbliższych tygodniach może być więcej. – Jak wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, mróz w 19. kolejce Ekstraklasy nie oznacza końca potencjalnych kłopotów z pogodą. Luty zapowiada się z dużą ilością opadów i musimy być przygotowani na wszystkie scenariusze. Gdybyśmy musieli przekładać poszczególne spotkania, to nie będzie to stanowiło problemu i znajdziemy terminy rezerwowe. Tak ciężkiej zimy nie było w Polsce od wielu lat, dlatego też musimy dostosować się do panujących warunków pogodowych. Przekładanie meczów zdarza się wszędzie w Europie, zdarzać się będzie, musimy po prostu to przyjąć do wiadomości, że czasem natura wygra z piłką – podsumował.
dziennikzachodni.pl – Najważniejszy zawodnik GKS Katowice przedłużył kontrakt. Ligowiec Roku związał się z klubem na kolejne 3 lata
Najważniejszy piłkarz GKS Katowice przedłużył kontrakt z klubem o kolejne trzy lata. Nowa umowa Bartosza Nowaka z Katowiczanami będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.
Bartosz Nowak został piłkarzem GKS-u Katowice w czerwcu 2024 roku, tuż po awansie klubu do PKO Ekstraklasy. Doświadczony pomocnik od razu wpłynął na jakość gry całego zespołu. Stał się filarem drużyny, a jego asysty oraz gole miały bezpośrednie przełożenie na osiągane przez GieKSę wyniki. Kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich miesięcy był wybierany do jedenastki kolejki PKO Ekstraklasy. Dzięki swojej znakomitej postawie na boisku, w trakcie styczniowej gali tygodnika “Piłka Nożna” otrzymał prestiżowe wyróżnienie Ligowca Roku.
W 28 meczach poprzedniego sezonu PKO Ekstraklasy pomocnik zanotował dwa gole oraz siedem asyst. Z Nowakiem jako liderem środka pola katowiczanie swój pierwszy sezon po powrocie do elity zakończyli na ósmym miejscu. Jeszcze lepiej 32-latek radzi sobie w bieżących rozgrywkach. W dotychczasowych 18 meczach ligowych zanotował sześć goli oraz sześć asyst.
Nowak był też autorem historycznego hat-tricka w meczu GieKSy w Pucharze Polski. W spotkaniu 1/32 finału tych rozgrywek przeciwko Wiśle Płock trzykrotnie pokonywał bramkarza rywali i znacząco przyczynił się do awansu Katowiczan. To jednak nie był jego ostatni popis w Pucharze. W 1/8 rozgrywek zanotował dwa trafienia i asystę przeciwko Jagielloni Białystok.
Nowy kontrakt Nowaka z Katowickim klubem będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.
SIATKÓWKA
siatka.org – Pokaz dobrej siatkówki na zapleczu PlusLigi. Nowy-stary lider atakuje
W czwartek rozpoczęła się 21. kolejka I ligi mężczyzn. Ostatnie spotkanie dnia przyniosło najwięcej emocji ze względu na najdłuższe granie, ale większość par pokazała naprawdę dobrą siatkówkę. Na fotel lidera powrócił GKS Katowice, a do kosmetycznej zmiany doszło na pozycjach 5-6.
GKS Katowice powoli wraca na dobre tory po słabszym grudniowym okresie. Być może w końcówce sezonu wspomoże ich solidny przyjmujący, co byłoby dużym wsparciem w walce o awans do PlusLigi. W czwartek udało im się odzyskać fotel lidera, choć trzeba jasno zaznaczyć, że mają aktualnie rozegrane aż dwa mecze więcej od Aniołów, a punktów w zapasie – tylko trzy.
Niemniej, Katowiczanie zrobili swoje na wyjeździe. Bez większych problemów ograli MCKiS Jaworzno, a z każdym kolejnym setem mieli większą przewagę nad rywalami. GKS przede wszystkim świetnie zaprezentował się w ataku. Show skradli Krzysztof Gibek i Gonzalo Quiroga, choć stabilnie grali też Damian Domagała i Damian Hudzik. Co ciekawe, w tym spotkaniu ani na moment nie wszedł na boisko Michał Superlak, który był główną siłą napędową zespołu. W ekipie przegranych błyszczał Patryk Strzeżek, ale jego 62% skuteczności w ataku było jedyną pozytywną kwestią ofensywy MCKiS-u.
Czwartek z PLS 1. Ligą: MCKiS Jaworzno – GKS Katowice 0:3
MCKiS Jaworzno przegrał z GKS-em Katowice 0:3 (22:25, 20:25, 16:25) w meczu inaugurującym 21. kolejkę PLS 1. Ligi. MVP Grzegorz Pająk.
Na początku meczu Katowiczanie objęli kilku punktowe prowadzenie (15:18) i następnie bronili przewagi. Szanowali zagrywkę, serwując trzy asy przy dwóch błędach. Pięć punktów zdobył chwalony ostatnio Damian Domagała.
W drugim secie na lidera gości wyrósł Gonzolo Quiroga, który po dwóch setach mogł pochwalić się zdobyciem 10 punktów. On i jego koledzy rozpoczęli mecz od straty 8:3, ale do końca partii uporali się z przewagą MCKiS i pewnie zwyciężyli do 20.
Katowiczanie poszli za ciosem w trzecim seciwe. Wywierali presję na zagrywce, dzięki czemu mogliś rozgrywać skuteczne akcje, a błędy po stronie MCKiS-u tylko ułatwiały gościom zadanie. GieKSa konsekwentnie narzucała swoje warunki i utrzymywała pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Świetnie prezentowały się atak oraz gra środkiem, gdzie wyróżniał się Damian Hudzik. GKS pewnie zakończył partię ze zwycięstwem 25:16.
GKS Katowice sięga po pomoc zza granicy. Przyjmujący wesprze w walce o powrót do PlusLigi?
GKS Katowice sięgnął po wzmocnienie przed decydującą częścią sezonu. Do walczącego o powrót do PlusLigi zespołu dołącza przyjmujący – Wojciech Ferens, który do niedawna występował w katarskim Al Ahli S.C. Transfer ma pomóc liderowi tabeli w realizacji celu, jakim jest ponowna gra w siatkarskiej elicie. Na razie są na bardzo dobrej drodze, gdyż zajmują 1. miejsce w tabeli PLS 1. Ligi mężczyzn. Przyjmujący po niespełna roku wraca do Polski.
GKS Katowice po zajęciu 15. miejsca w sezonie 2024/2025 po 9 sezonach gry, pożegnał się z PlusLigą. Teraz jest na najlepszej drodze, by szybko wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Po 21 rozegranych spotkaniach drużyna z Katowic z dorobkiem 50 punktów przewodzi stawce I ligi mężczyzn i coraz wyraźniej pokazuje, że w tym sezonie chce zdobyć złoto na zapleczu PlusLigi. W drugiej części sezonu zasadniczego klub zdecydował się na pozyskanie zawodnika, którego doświadczenie może okazać się bezcenne w najważniejszej części sezonu.
Katowicki klub w piątek oficjalnie poinformował, że nowym przyjmującym drużyny został Wojciech Ferens. 34-latek podpisał umowę na bieżący sezon i ma pomóc zespołowi w najważniejszych tygodniach rozgrywek. Ferens jest wychowankiem Jadaru Radom, gdzie stawiał pierwsze siatkarskie kroki. Przez lata zbudował sobie bardzo mocną pozycję na polskich parkietach, grając w wielu klubach PlusLigi.
W swojej karierze reprezentował barwy m.in. Indykpolu AZS Olsztyn, ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Trefla Gdańsk, Jastrzębskiego Węgla czy Cuprum Stilon Gorzów, z którego przeniósł się do ligi katarskiej. Z zespołami z Gdańska i Jastrzębia-Zdroju sięgał po brązowe medale mistrzostw Polski. Łącznie w najwyższej klasie rozgrywkowej spędził aż 15 sezonów, rozegrał 299 meczów i zdobył imponujące 2377 punktów.
Ostatnie miesiące Ferens spędził poza Polską, występując w katarskim Al Ahli S.C. Teraz wraca do kraju, by wesprzeć projekt zbudowany w Katowicach. Sam zawodnik nie ukrywa, że decyzja o transferze była dla niego naturalna.
– GieKSa na siatkarskiej mapie Polski to solidna marka. Każdy zawodnik, który grał w GKS-ie chwalił sobie infrastrukturę klubu, zarządzanie i jego pełen profesjonalizm. Gdy tylko pojawiła się możliwość dokończenia tego sezonu w Katowicach, długo się nie zastanawiałem. Moje nastawienie jest bardzo pozytywne. Zespół zbudowany jest z doświadczonych zawodników, którzy doskonale wiedzą, co robią oraz czego oczekują i odzwierciedla to pozycja w tabeli – podkreślił Wojciech Ferens.
Doświadczony przyjmujący zwrócił uwagę na atmosferę w drużynie oraz ambicje całego środowiska związanego z katowicką drużyną. – GieKSa nie ukrywała, jakie są jej cele. Mierzymy bardzo wysoko, czyli w powrót do siatkarskiej elity w Polsce. Dołożę wszelkich starań, by pomóc zespołowi znaleźć się tam, gdzie jego miejsce, gdzie nieraz udowadniał, że w pełni na nie zasługuje. Wszystkie siły na pokład – wracam do Polski naładowany pozytywną energią po wymagającej części sezonu w lidze katarskiej – dodał nowy przyjmujący GKS-u Katowice.
Transfer Ferensa może być jednym z kluczowych ruchów na finiszu sezonu zasadniczego. Katowiczanie są liderem tabeli, ale walka o awans do PlusLigi wymaga nie tylko formy sportowej, lecz także doświadczenia w meczach o dużą stawkę. Tym bardziej, że kłopoty zdrowotne innych przyjmujących, trochę zmusiły włodarzy klubu do poszukiwań nowego gracza. Z urazem zmaga się Wojciech Włodarczyk, a na boisku przez dłuższy czas nie pojawiał się też Mateusz Łysikowski. GKS Katowice zyskuje więc zawodnika, który zna realia walki o medale. Jego doświadczenie ma pomóc w realizacji najważniejszego celu, czyli powrotu do PlusLigi.
HOKEJ
hokej.net – Pokaz siły! Koncertowa gra Zagłębia i dublet Chmielewskiego
ECB Zagłębie Sosnowiec pewnie pokonało na własnym lodzie GKS Katowice 6:2 w zaległym meczu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi. Gospodarze już w pierwszej tercji zbudowali solidną przewagę, a potem kontrolowali przebieg wydarzeń na lodzie.
Tak grających hokeistów Zagłębia ich kibice chcieliby oglądać zawsze. Podopieczni Matiasa Lehtonena wygrali jak najbardziej zasłużenie i dominowali w każdym elemencie hokejowego rzemiosła. Odnieśli ważne zwycięstwo, które pozwala im realnie myśleć o zakończeniu sezonu zasadniczego na pierwszym miejscu.
Dwie bramki dla ekipy znad Brynicy zdobył Aron Chmielewski, który tym samym awansował na pierwsze miejsce w klasyfikacji strzeleckiej. 34-letni skrzydłowy ma w swoim dorobku 21 goli.
Już od pierwszych chwil spotkanie było intensywne i nie brakowało w nim twardych starć fizycznych. Obie drużyny narzuciły wysokie tempo, ale jako pierwsi cios zadali gospodarze.
W 7. minucie Mika Roine, przy delikatnej pomocy sędziego Marcina Majty, wyłuskał krążek i zagrał do Arona Chmielewskiego, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku otworzył wynik spotkania.
GieKSa odpowiedziała w 11. minucie, wykorzystując okres gry w przewadze. Z lewego bulika kapitalnie uderzył Joona Monto, nie dając Niilo Halonenowi żadnych szans na skuteczną interwencję.
Ale na trafienie katowickiego napastnika gospodarze szybko odpowiedzieli, a na dodatek z nawiązką. Najpierw pajęczynę z katowickiej bramki zerwał Jere-Matias Alanen, który przymierzył z prawego skrzydła, a później efektowną akcją ofensywną popisał się Matthew Sozanski. Kanadyjski defensor efektywnie podłączył się do akcji, wymanewrował Michała Kielera i z bliska podwyższył na 3:1, dając miejscowym kibicom kolejne powody do radości.
W drugiej odsłonie sporo było walki, ale znacznie mniej klarownych okazji. Oba zespoły miały okazję grać w power playu, ale nie zdołały zamienić tych okazji na gole.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się 40. minuta. Wówczas dwójkową kontrę zawiązali Adrian Gromadzki z Aronem Chmielewskim. 34-letni skrzydłowy przymierzył przy dalszym słupku i zdobył czwartego gola dla Zagłębia.
Sztab szkoleniowy GieKSy poprosił o challenge, reklamując arbitrom, że zdobycie gola poprzedził spalony. Arbitrzy liniowi sprawdzili zapis wideo, a następnie uznali, że wszystko przebiegło w zgodzie z obowiązującymi przepisami.
Po zmianie stron Sosnowiczanie potwierdzili swoją wyższość. W 46. minucie na 5:1 – podczas gry w liczebnym osłabieniu -podwyższył Aleksi Hämäläinen. Najnowszy nabytek ekipy znad Brynicy urwał się z kontrą i w sytuacji sam na sam zmieścił krążek między parkanami Michała Kielera.
Katowiczanie nie zdołali już odwrócić losów spotkania. Stać ich było na jeszcze jedno trafienie, które na swoje konto ponownie zapisał Monto. Dodajmy, że była to bliźniacza sytuacja do tej z pierwszej odsłonie.
Pieczęć na zwycięstwie postawił obrońca Karol Biłas, który uciekł obrońcom i po profesorsku wykorzystał sytuację sam na sam z golkiperem wicemistrzów Polski.
Lawina emocji! GieKSa wygrała po rzutach karnych. Sprytny manewr trenera
Po niezwykle zaciętym i wyrównanym spotkaniu GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Unię Oświęcim 3:2 po rzutach karnych. Przed najazdami Jacek Płachta zdecydował się na zmianę bramkarza i ta roszada się opłaciła. Zresztą nie pierwszy już raz.
Mecz mógł podobać się kibicom. Nie zabrakło w nim emocji, twardej walki, dobrych interwencji golkiperów, a także ładnych bramek. Zwycięzcy nie poznaliśmy ani w regulaminowym czasie gry, ani w dogrywce, więc sędziowie zarządzili serię rzutów karnych.
Tuż przed jej rozpoczęciem Jacek Płachta zdecydował się na zamianę bramkarza. Jespera Eliassona zastąpił Michał Kieler, który w tym kluczowym momencie meczu uniósł presję i dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa. Obronił strzał Villego Heikkinena i utrudnił zadanie Danielowi Olssonowi Trkulji, którego uderzenie odbiłosię od słupka.
Z kolei Linusa Lundina, który w regulaminowym czasie imponował świetnym refleksem, pokonali kolejno Stephen Anderson, Jacob Lundegård, Patryk Wronka i Bartosz Fraszko. Szwedzki golkiper Unii obronił tylko próbę Joony Monto.
Oba zespoły przystąpiły do tego meczu w osłabionych składach. W zespole wicemistrzów Polski zabrakło – zmagających się z urazami -Jonasza Hofmana i Mateusza Michalskiego, a trener Róbert Kaláber nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Bartosza Florczaka, Aleksiego Mäkeli i Łukasza Krzemienia, a także Romana Ráca, który dochodzi do siebie po chorobie.
W pierwszej odsłonie obie drużyny stworzyły sobie kilka dogodnych okazji, ale zawodnikom brakowało odrobiny szczęścia i precyzji. Dobrych szans dla oświęcimian nie wykorzystali Erik Ahopelto, Nick Moutrey i Reece Scarlett. Ahopelto po przytomnym dograniu Miki Partanena niewiele się pomylił, uderzając bez przyjęcia z prawego bulika. Moutrey przedarł się przez zasieki obronne GieKSy, ale zatrzymał go dobrze interweniujący Eliasson. A Scarlett – po dograniu zza bramki od Ołeksandra Peresunki – minimalnie przestrzelił z przestrzeni międzybulikowej.
Czujność Lundina strzałami z nadgarstka sprawdzili Jean Dupuy, Ian McNulty i przede wszystkim Travis Verveda. Kanadyjski defensor znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem gości, ale guma uderzona przez niego przemknęła obok lewego słupka.
Strzelecki impas przełamał Kacper Maciaś, który w 19. minucie przymierzył spod linii niebieskiej i kompletnie zaskoczył golkipera Unii. Było 1:0 dla wicemistrzów Polski.
Taki wynik utrzymał się też do końca drugiej odsłony, choć oba zespoły miały możliwość grać w przewagach. W drugiej części gry więcej dogodnych okazji wykreowali sobie podopieczni Jacka Płachty, jednak żadna z tych prób nie była w stanie zaskoczyć golkipera biało-niebieskich. O sporym pechu mógł mówić zwłaszcza Jean Dupuy, Stephen Anderson i Bartosz Fraszko.
Najbliżej wyrównania był w 30. minucie Erik Ahopelto, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Jesperem Eliassonem. Fiński skrzydłowy nie kombinował i uderzył, ale do pełni szczęścia zabrakło mu kilkunastu centymetrów.
Jednak Ahopelto, będący ofensywnym liderem ekipy z Chemików 4, na tym nie poprzestał. Na początku trzeciej odsłony zdecydował się na odważny rajd: efektownie mijał katowickich zawodników aż końcu strzałem z bekhendu zaskoczył Jespera Eliassona. W tym miejscu należy dodać, że Oświęcimianie grali wówczas w liczebnym osłabieniu.
Ale pięć minut później gospodarze odzyskali prowadzenie. To była klasyczna kontra, którą przechwytem i szybkim dograniem rozpoczął Stephen Anderson. Później Jean Dupuy zagrał wzdłuż bramki do Patryka Wronki, a ten zaskoczył Linusa Lundina.
Gdy wydawało się, że wicemistrzowie Polski dowiozą pełną pulę do końca wykluczenie zarobił Anderson, a goście zamienili grę w przewadze na gola. Andreas Söderberg dograł przed bramkę do Ołeksandra Peresunki, który to inteligentnie przekierował gumę do siatki.
Do końca regulaminowego czasu gry wynik się nie zmienił. W dogrywce obie ekipy mogły zadać decydujący cios, a że tego nie zrobiły o losach spotkania przesądziły rzuty karne. W nich skuteczniejsi byli gospodarze, którzy wykorzystali cztery z pięciu najazdów.
Miał być szlagier. I był! Zmiana bramkarza znów się opłaciła
Takich spotkań na naszych taflach chcielibyśmy oglądać więcej. Po twardym i zaciętym meczu GKS Katowice pokonał na wyjeździe GKS Tychy 5:4 po rzutach karnych. Trener Jacek Płachta znów zdecydował się zmianę bramkarza przed serią najazdów i znów przyniosła ona zamierzony efekt.
Starcie 41. kolejki TAURON Hokej Ligi było prawdziwym rollercoasterem emocji. Pełne było walki, twardych starć, goli oraz zwrotów akcji. Derby takie, jakie powinny być.
Zawodnicy obu ekip zostawili na tafli sporo zdrowia, ale w znacznie lepszych humorach byli wicemistrzowie Polski, którzy znów pokazali klasę w serii rzutów karnych.
Tuż przed jej rozpoczęciem Jacek Płachta zdecydował się na zamianę bramkarza. Jespera Eliassona ponownie zastąpił Michał Kieler, który w tym kluczowym momencie nie zawiódł. „Kiler”nie dał się pokonać Valtteriemu Kakkonenowi, Bartłomiejowi Jeziorskiemu, a także Hannu Kuru. Skapitulował tylko po efektownej próbie Rasmusa Heljanki.
Ēriksa Vītolsa, strzegącego bramki mistrzów Polski od 32. minuty,pokonali kolejno Stephen Anderson, Patryk Wronka i Bartosz Fraszko. Łotysz obronił uderzenia Jacoba Lundegårda i Juho Koivusaariego.
Od początku spotkanie było toczone w szybkim tempie. Niewiele było przerw, a gra przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Jako pierwsi cios wyprowadzili goście. W 7. minucie Grzegorz Pasiut uderzył z bulika, a Tomáš Fučík nieco pechowo odbił krążek. Spieszący z dobitką Jacob Lundegård miał sporo czasu, by umieścić gumę w siatce.
Mistrzowie Polski wyrównali w 15. minucie, wykorzystując okres gry w przewadze. Sposób na Jespera Eliassona znalazł będący w coraz lepszej formie Filip Komorski. Kapitan ekipy z piwnego miasta popracował na bramkarzu i przekierował do bramkigumę uderzoną przez Marka Viitanena. Tuż po tym golu na lodzie zawrzało, a między zawodnikami doszło do solidnej szarpaniny.
Pierwsza tercja zakończyła się remisem 1:1, choć oba zespoły miały jeszcze swoje okazje.
Po zmianie stron byliśmy świadkami prawdziwego festiwalu strzeleckiego.W 23. minucie nadgarstka przymierzył Komorski i zaskoczył katowickiego golkipera uderzeniem w krótki róg. Warto dodać, że dla 34-letniego środkowego był to szósty gol zdobyty w ostatnich pięciu meczach.
Radość gospodarzy trwała jednak zaledwie kilkadziesiąt sekund, bo Patryk Wronka objechał tyską bramkę i sprytnym uderzeniem od zakrystii doprowadził do remisu.
Gdy w 26. Minucie Alan Łyszczarczyk wykorzystał przewagę liczebną i podwyższył na 3:2, wydawało się, że podopieczni Pekki Tirkkonena powoli zaczną przejmować kontrolę nad spotkaniem i dyktować swoje warunki. Sęk w tym, że zabrakło im konsekwencji w defensywie,.
Goście wykorzystali swoje momenty i błyskawicznie odpowiedzieli. A na dodatek z nawiązką. Najpierw Travis Verveda skorzystał z ogromnego zamieszania przed bramką, które wytworzyło się po odbitym od słupka strzale Bartosza Fraszki. Chwilę później Błażej Chodor precyzyjnym strzałem z bulika zaskoczył Fučíka, który spóźnił się z interwencją. Po tym golu sztab szkoleniowy mistrzów Polski zdecydował się na zmianę w bramce – między słupkami pojawił się Ēriks Vītols. Łotysz dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków.
Trzecia część gry była już bardziej taktyczna, choć nie brakowało sytuacji pod obiema bramkami. Katowiczanie długo skutecznie się bronili, a Tyszanie długo szukali swoich szans. Kluczowy moment nadszedł w 53. minucie. Na ławkę kar trafił Jean Dupuy, a gospodarze potrzebowali zaledwie kilku sekund, by wykorzystać grę w przewadze. Zasłużone gratulacje od swoich kolegów odebrał Rasmus Heljanko. Fiński skrzydłowy po wygranym przez Hannu Kuru wznowieniu popisał się precyzyjnym strzałem z korytarza międzybulikowego.
Do końca regulaminowego czasu gry wynik się nie zmienił, a rozstrzygnięcia nie przyniosła pięciominutowa dogrywka. Karne lepiej wykonywali goście i to oni sięgnęli po zwycięstwo. Tym samym dziewięciomeczowy, zwycięski marsz Tyszan, został przerwany.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze