Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Motor wyciśnięty jak cytryna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jeśli można mówić o ligowych meczach „o sześć punktów”, to najbliższe spotkanie GieKSy z Motorem w Lublinie niewątpliwie się do nich zalicza. Obie ekipy, powszechnie chwalone za postawę w ubiegłym sezonie, w obecnym już tak nie zachwycają i zamiast w środku tabeli, balansują na granicy strefy spadkowej. O klątwie drugiego sezonu beniaminka, zapowiedziach gry o puchary i tym, co z nich zostało, wspomnieniach z ostatniego meczu w Lublinie i przewidywaniach przed kolejnym opowiedział Tomasz Pluta, jeden ze współprowadzących twitterowy pokój #MotorTalk.

„Drugi sezon beniaminka jest trudniejszy niż pierwszy” – piłkarski banał czy coś w tym jest?
Moim zdaniem jest to banał, natomiast w przypadku naszych drużyn trzeba przyjąć odpowiedni kontekst. Zarówno Motor, jak i GieKSa mają obecnie trudniejszy moment, natomiast w Lublinie duże nadzieje co do postawy drużyny rozbudził zarówno poprzedni sezon, jak i zapowiedzi właściciela, Zbigniewa Jakubasa, przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek. Mimo to każdy, kto realnie podchodzi do tematu, zakłada realizację celów stawianych przez trenera Stolarskiego i prezesa Jabłońskiego, czyli stabilizację zespołu w Ekstraklasie. Rzeczywiście, jak dotąd jest trudniej niż w poprzednim sezonie, natomiast trzeba pamiętać, że ani nie dokonano wzmocnień na miarę walki o europejskie puchary, ani nawet na zajęcie miejsca w środku tabeli, pozwalającego myśleć o spokojnym utrzymaniu. Podobnym przypadkiem wydaje się być GieKSa: wszyscy dookoła poważnie się wzmacniali, natomiast w Katowicach jakościowych – przynajmniej na papierze – ruchów transferowych nie było za wiele.

Z drugiej strony można powiedzieć, że nasze zespoły są zakładnikami dobrej postawy w poprzednim sezonie. Może wtedy graliśmy za dobrze jak na nasze możliwości?
Myślę, że to nie tylko moja opinia, że poprzedni sezon zagraliśmy powyżej naszych realnych możliwości. Przypominam sobie rozmowę z trenerem Stolarskim po ostatnim meczu minionego sezonu w Radomiu, gdzie sam stwierdził, że Motor został wyciśnięty jak cytryna – do ostatniej kropli. Nie dało się zrobić więcej. Trener podkreślał, że chciałby piąć się w górę z drużyną, wprowadzić Motor do europejskich pucharów, ale nie zakłada takiego rozwoju w rok czy dwa. Motor to projekt długofalowy. Siódme miejsce w poprzednim sezonie to było maksimum na tamten moment, a dziś cała liga się wzmacnia, natomiast nasze transfery jak dotąd nie robią wielkiego wrażenia. Na dziś realnym wzmocnieniem jest pomocnik Ivo Rodrigues oraz Karol Czubak, który zdobył już trzy bramki. Można powiedzieć, że dziś Motor gra na miarę swoich możliwości, ale jest co poprawiać, bo kilka meczów powinniśmy byli wygrać, a kończyło się remisem.

Śledzisz na tyle postawę GieKSy, by w tym samym kontekście ocenić naszą formę?
Oglądałem kilka waszych meczów i rzuciło mi się w oczy, że pomijając pucharowy mecz z Wisłą, jesteście nieskuteczni. Nawet gdy GKS tworzy sytuacje bramkowe, to ich nie wykorzystuje. Liga jest wyrównana, a jej poziom idzie do góry i często o zwycięstwie czy porażce decyduje jeden moment – jakość zawodnika, odpowiednia decyzja lub błąd. Jeśli tego nie wykorzystujesz, to nie wygrywasz. Wielu trenerów podkreślało solidną organizację gry po stronie GieKSy, a moim zdaniem obecnie nie funkcjonuje to u was na odpowiednim poziomie. Te czynniki sprawiają, że ani z przodu nie wpada, ani z tyłu nie ma czystego konta. Tutaj upatrywałbym słabszej formy GKS-u na tym etapie sezonu.

Podkreślałeś już ambicje Zbigniewa Jakubasa, który otwarcie mówił o celu, jakim są europejskie puchary dla Motoru. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w tabeli, można zauważyć z jego strony oznaki zniecierpliwienia?
Właściciel Motoru bardzo emocjonalnie podchodzi do wielu spraw związanych z klubem, ale z drugiej strony trudno wyprowadzić go z równowagi na tyle, by okazywał to publicznie. Na pewno przeżywa nasze mecze i słabszy moment drużyny. Przypomina mi się sytuacja, gdy w poprzedniej przerwie reprezentacyjnej przegraliśmy sparing ze Stalą Rzeszów, a stanowiska mediów były blisko miejsc zajmowanych przez zarządzających klubem. Zbigniew Jakubas był pełen emocji i dziś na pewno nie jest zadowolony z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Natomiast nie w jego stylu jest wykonywanie nerwowych ruchów. W klubie na pewno odbywają się rozmowy i prowadzone są analizy przyczyn gorszej formy, a ewentualne decyzje na pewno nie będą podejmowane pod wpływem emocji.

Niedawno w mediach pojawiły się pogłoski, że pozycja trenera i dyrektora sportowego słabnie. Ile w tym prawdy?
Nie było tak blisko zwolnienia, jak przedstawiały to niektóre serwisy, natomiast trudno też udawać, że tematu nie było. Zarówno po ostatniej porażce z Rakowem, ale i wcześniej, bo przed meczem w Zabrzu pojawiały się pogłoski o czarnych chmurach nad Mateuszem Stolarskim. Sytuacja nie rozgrywała się jednak na ostrzu noża, mimo że z otoczenia prezesa Jakubasa wychodziły takie sygnały. Ten jednak jak dotąd wykazuje się cierpliwością, więc trener Stolarski nadal pracuje z zespołem. W polskiej piłce bywa jednak różnie – jeden tydzień może wywrócić sytuację, jednak na ten moment cierpliwość i zaufanie do trenera nadal są.

Patrząc na liczbę transferów Motoru, zarówno do, jak i z klubu, widać małą kadrową rewolucję. Jak oceniasz bilans tego okienka po dziesięciu kolejkach Ekstraklasy? Którego odejścia najbardziej żal, a kto jest największym wzmocnieniem?
Na tym etapie sezonu oceniam bilans okienka na minus. Zmian było dużo, ale tak musiało być. Pewien cykl życia tej drużyny dobiegł końca – pamiętamy historię „Niezniszczalnych”, którzy pięli się po szczeblach niższych lig aż do Ekstraklasy. Nic jednak nie trwa wiecznie. Ta formuła się wyczerpała i trzeba było wykonać kolejny krok. Czy był to krok do przodu? Trudno dziś jednoznacznie oceniać. Jeśli chodzi o największy ubytek, to jest nim Samuel Mráz, który w ubiegłym sezonie strzelił 16 goli. W jego miejsce przyszedł Karol Czubak, który jest na podobnym poziomie pod względem jakości, jednak inny pod względem stylu gry. Dlatego na ten moment nasz atak nie funkcjonuje jeszcze tak, jak w poprzednim sezonie. Pod względem liczb Czubak się jednak broni, bo w dziewięciu meczach uzbierał trzy gole i dwie asysty. Drugi ważny ubytek to Piotr Ceglarz, który wprawdzie wiosną obniżył loty, ale wciąż dostarczał konkretów w postaci liczb. Jak dotąd nie ma odpowiedniego zastępstwa. Pod jego nieobecność coraz większą rolę odgrywał Mbaye Jacques N’Diaye, jednak z powodu kontuzji wypada nam właściwie do końca roku. Realnym wzmocnieniem środka pola jest Ivo Rodrigues, który podniósł jakość drużyny, odciążając nieco Bartka Wolskiego. Jeśli dołoży do tego konkrety w postaci goli i asyst, to wszyscy będą zadowoleni z tego transferu.

A czy jest ktoś, kto szczególnie rozczarowuje?
Można wskazać dwóch, a nawet trzech takich piłkarzy. Pierwszym z nich jest napastnik Renat Dadaşov, który ma rywalizować z Czubakiem, natomiast mamy połowe października i na ten momen nie dał żadnych argumentów, aby na niego stawiać – ani nie ma liczb, ani nie przekonuje swoją grą. Drugim rozczarowaniem jest skrzydłowy Florian Haxha, który powoli staje się obiektem żartów wśród kibiców Motoru. Przyszedł do nas z drugiej ligi austriackiej, której poziom jest raczej niższy niż w Ekstraklasie, stąd jak dotąd niewiele wniósł do zespołu. Podobnym przykładem jest pozyskany z Bruk-Betu Kacper Karasek, który jeszcze nie pokazał się z dobrej strony. Zapamiętaliśmy mu jedynie czerwoną kartkę w debiucie, zaraz po wejściu z ławki.

Ciekawostką dla niektórych kibiców GieKSy – niektórych, bo pewnie niewielu pamięta tego zawodnika, jest transfer do Lublina Patryka Kukulskiego, który przez dwa i pół roku był bramkarzem GKS-u, choć nie grał praktycznie wcale, a ostatnio bronił barw Karkonoszy Jelenia Góra. Skąd taki ruch?
Na początek warto zarysować kontekst: po kontuzji zerwania więzadeł do gry wraca Ivan Brkić i nie jest jeszcze w pełni gotowy do rywalizacji na 100%. Ubiegły sezon między słupkami kończył Gašper Tratnik, a trzecim był Oskar Jeż – wychowanek Motoru, co do którego zdecydowano o wypożyczeniu, aby mógł się rozwijać. W związku z tym poszukiwano młodego zawodnika przede wszystkim do pracy na treningach i w tej roli sprowadzono Kukulskiego. Patryk pracuje więc z pierwszym zespołem, a minuty łapie w 4-ligowych rezerwach.

Zarówno GieKSa, jak i Motor, dały się swego czasu we znaki Arce Gdynia, która musiała czekać na Ekstraklasę rok dłużej. Obecnie macie już za sobą dwa mecze z gdynianami – zwycięski w lidze i przegrany w Pucharze Polski. Tym samym pożegnaliście się z Pucharem na tym samym etapie co rok temu, gdy odpadaliście z Unią Skierniewice, naszym późniejszym pogromcą. Nie szkoda tak szybkiego pożegnania z tymi rozgrywkami?
Zawsze na pierwszym planie jest liga, natomiast nasza postawa w Pucharze kładzie się cieniem na nastrojach kibiców. Porażka z Unią to była kompromitacja i wy możecie powiedzieć to samo. W tym roku chcieliśmy zmazać tę plame, tym bardziej, że we wcześniejszych edycjach – jako zespół z niższych lig – spisywaliśmy się naprawdę dobrze, nie licząc porażki z Puszczą, wówczas beniaminkiem Ekstraklasy. Jako drugoligowiec potrafiliśmy dość do ćwierćfinału tych rozgrywek, więc tym bardziej szkoda, że znów się nie udało. Nie czarujmy się – mecz z Arką był bardzo słaby w naszym wykonaniu, tym bardziej że gospodarze również prezentowali się przeciętnie. Koniec końców ważniejsza jest jednak Ekstraklasa i trzy punkty zdobyte w pierwszej kolejce mogą okazać się bardzo cenne.

Zgoda, tym bardziej, że tych zwycięstw na koncie Motoru nie ma zbyt wiele, a wynikiem najczęściej padającym w waszych meczach jest remis. Gdzie szukać przyczyn?
Brak konsekwencji w obronie i zbyt łatwe tracenie goli. Z Radomiakiem odwróciliśmy wynik, aby w samej końcówce stracić gola na 2:2. Podobnie było w Lubinie – tym razem wyrównującego gola straciliśmy na pięć minut przed końcem po głupim karnym. Prowadzenie z Termalicą również oddaliśmy po „jedenastce”. Z Piastem zagraliśmy słabo, a wspomniana wcześniej czerwona kartka Karaska też nie pomogła. Natomiast w Gdańsku prowadziliśmy 2:1, by stracić gola tuż przed przerwą po stracie w środku pola, a w drugiej połowie znów oddalismy prowadzenie, gdy dwóch obrońców dało się łatwo ograć rywalowi. Najprościej mówiąc – brak konsekwencji i proste błędy prowadziły do utraty bramek, których można było uniknąć.

Powiew optymizmu może płynąć ze Stadionowej 1 w Lublinie, bo u siebie jeszcze nie przegraliście, choć składa się na to wspomniane zwycięstwo z Arką i seria remisów.
Naszym atutem jest własny stadion, gdzie zwykle frekwencja jest wysoka, choć ostatnio w obliczu słabszych wyników jest z tym trochę gorzej. Mówi się, że jak nie można wygrać, to trzeba zremisować – są więc remisy. Jednak trener Stolarski stwierdził w jednym z wywiadów, że chętnie zamieniłby te remisy na dwa zwycięstwa i porażkę, co w sumie dałoby więcej punktów w tabeli. Trudno nas pokonać, ale najwyższy czas znowu wygrać, bo na zwycięstwo w Lublinie czekamy od lipca. Dlatego mecz z GieKSą będzie dla obu drużyn pojedynkiem z kategorii „o sześć punktów”. Strefa spadkowa zagląda nam w oczy, więc motywacji nie zabraknie.

Mecz z GieKSą wyzwala w Lublinie dodatkowe emocje? Liczycie na poprawę frekwencji w piątek?
Frekwencję nabijają przede wszystkim dobre wyniki, a rywal jest tylko dodatkowym czynnikiem, który wzbudza emocje czy to na płaszczyźnie sportowej, czy kibicowskiej. Nie da się ukryć, że w Motorze pod względem wyników nie jest najlepiej, podobnie jak w Katowicach. Dlatego nie ma co liczyć, że mecz z GieKSą będzie magnesem dla kibiców. W momencie naszej rozmowy sprzedanych jest niespełna 7 tysięcy biletów – sporo brakuje do optymalnej liczby.

Ci, którzy się jeszcze wahają, powinni mieć w pamięci nasz ostatni mecz, w którym emocji nie brakowało.
Zdecydowanie – mecz był znakomity zarówno pod kątem emocji, jak i materiału do analizy. Zarówno jedna, jak i druga drużyna zaprezentowała się bardzo dobrze, zarówno w aspekcie rozegrania, jak i samego wykończenia akcji. Byłem pod wrażeniem sposobu, w jaki w początkowej fazie meczu GieKSa wychodziła spod naszego pressingu. Tak też padła pierwsza bramka, gdy sprawnie zmieniliście stronę i przenieśliście grę pod naszą bramkę. Z drugiej strony skuteczny pressing Motoru przyniósł owoce w postaci drugiej bramki po błędzie katowickiej obrony. GieKSa grała dynamicznie, a kiedy piłkę miał Motor, to skutecznie kontrolował boiskowe wydarzenia. Życzyłbym sobie, aby piątkowy mecz był podobny. W ubiegłym sezonie nawet postronni widzowie Ekstraklasy podkreślali, że mecze Motoru dostarczają emocji i przyjemnie się nas ogląda, podobną opinię miał z resztą GKS. W obecnych rozgrywkach obie ekipy tego nie potwierdzają i czas to zmienić.

Wrażenia artystyczne to jedno, natomiast tabela to drugie. Czy w obecnej sytuacji obu ekip trenerzy nie postawią jednak na pragmatyzm i zwycięstwo za wszelką cenę? Jakiego widowiska spodziewasz się w piątek?
Motor ma sporo do poprawy jesli chodzi o styl, bo abstrahując od punktów sama gra wygląda przeciętnie. Tym bardziej u siebie ma coś do udowodnienia. Dlatego uważam, że zagramy ofensywnie i efektownie. Z kolei GieKSa wyjdzie na mecz z poszanowaniem przeciwnika, stawiając na dobrą, konsekwentną organizację gry, aby w pierwszej kolejności zniwelować atuty Motoru, a następnie zaprezentować swoje.

Jaki wynik obstawiasz?
Z nadzieją na kilka bramek stawiam na zwycięstwo Motoru 2:1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga